Rozdział
10
Jestem
nauczycielką
Ty
był pod prysznicem, z ręką przyciśniętą do kafelków przed nim, pochyloną głowa,
wodą spływającą mu po karku, plecach i głowie, pięścią owiniętą wokół penisa i
głaskał.
Ja
byłam za nim mocno przyciśnięta do jego pleców, na przemian całując i smakując
gładką, umięśnioną skórę, moje ramiona wokół niego poruszały się na jego klatce
piersiowej, jego brzuchu, wszędzie.
Słyszałam
odgłosy, świadczące o tym, że doprowadzał się, a ponieważ wchodziły głębiej,
wiedziałam. Więc mocno przycisnęłam przód do jego pleców, ramiona owinęłam mocno
wokół, odchyliłam podbródek do tyłu i wyszeptałam przez wodę - „Dokończ we
mnie”.
Nie
musiałam dwukrotnie prosić. Zanim zdążyłam mrugnąć, żeby woda wypłynęła mi z
oczu, odwrócił się, złapał mnie pod pośladki, podciągnął i przesunął tak, bym
plecami znajdowała się przy ścianie. Moje nogi okrążyły jego biodra, a ręce
jego ramiona i wszedł. Plecami uderzyłam w płytki, jego ręce przesunęły się na
mój tyłek i napełnił mnie swoim kutasem.
Piękne.
Wjechał,
wyjechał, znowu i znowu, ręce na moim tyłku, usta na moich na przemian całując
mnie głęboko i prawie brutalnie, potem delikatnie i słodko, a potem zostawiając
swoje usta na moich, by nasze ciężkie oddechy się mieszały. Jeśli mnie całował,
zamykaliśmy oczy, jeśli oddychaliśmy, jego oczy patrzyły na mnie, były gorące,
rozgorączkowane, wpatrywały się głęboko, dawały i brały.
Trzymałam
nogi ciasno wokół jego bioder, ramię ciasno wokół jego ramion, ale wsunęłam
rękę między nas, aby pomóc jego prowadzącemu kutasowi w zabraniu mnie tam.
Czując,
widząc i słysząc go, przyciskając się do niego i dotykając go, gdy się głaskał,
żyjąc fantazją, którą bawiłam się w mojej głowie z palcami między nogami i bez
Ty, taką, która była o wiele lepsza w prawdziwym życiu z nim właśnie tam tak
blisko, jak tylko mógł, to było tak piękne, tak gorące, że byłam przygotowana. Bardzo
mocno przygotowana. Mój palec musiał poruszać się po mojej łechtaczce przez
około pół minuty, zanim dźwięki, które wydałam, stały się desperackie. Usłyszał
je i jedna ręka opuściła mój tyłek, aby owinąć się wokół tyłu głowy, co było
dobre, ponieważ sekundę po tym, moje nogi skręciły się wokół niego, moje ramię
stało się bardzo napięte, moje plecy i szyja wygięły się w łuk, a moja głowa
uderzyła jego rękę o płytki.
Chwilę
później moje usta były na jego gardle, gdy jego kutas wepchnął się głęboko, a
jego głowa odskoczyła do tyłu podczas orgazmu.
Chwilę
później skończyliśmy prysznic.
*****
Byłam
w majtkach i podkoszulku Ty, z mokrymi włosami, stałam przy ekspresie i
nalewałam mu podróżny kubek.
Ty
stał obok mnie, z ciałem zwróconym do mnie, biodrem odzianym w dżinsy opartym o
blat, a miskę malin, jeżyn, banana i jogurtu zmieszanego z odrobiną protein w
proszku, trzymał w ogromnej dłoni wysoko przy ustach.
Była
środa, dwa dni po tym, jak zostaliśmy nami. Dwa wspaniałe dni po tym, jak zostaliśmy nami. Dupek Ty już dawno
zniknął. Milczący Ty był wspomnieniem.
Nie
dzielił się zbytnio słowami, ale dzielił się.
O
tak, dzielił się.
A
robił to głównie przez seks. Dużo seksu.
Nadrabiał
stracony czas i ja też, to była prawda. Ale przede wszystkim tak było dobrze.
Udało nam się zjeść i poszedł do pracy. W poniedziałek wieczorem ćwiczył po
pracy. Poza tym byliśmy w łóżku (a raz na kanapie). Rozmawialiśmy między tym,
zanim zapadliśmy w sen, albo ja mówiłam i on odzywał się rzadko, a ja mówiłam
głównie szeptem. Nie trwało to długo, zanim odwrócił się we mnie z czytelną
intencją. Nie chodziło o to, że nie chciał usłyszeć, co mam do powiedzenia, po
prostu mieliśmy lepsze rzeczy do zrobienia.
Nie
powinnam porównywać Ty z Ronnie’m i nie powiedziałabym Ty, że robiłam to w
myślach.
Ale
to robiłam.
Nic
nie mogłam na to poradzić. Miałam dwóch kochanków, którzy byli dniem i nocą.
Ronnie
celował i pudłował. Próbował, ale czasami mu się nie udawało, a ja nie miałam
serca, by mu powiedzieć, że to zrobił lub gdzie popełnił błąd. To go
denerwowało, kiedy tak robiłam; zamykał się w sobie lub lekko się wkurzał, więc
nauczyłam się przestać to robić.
Ty
trafiał za każdym razem.
To
mogłoby mnie przerazić, jak dobry w tym był, ale myślenie o tym tego nie robiło.
Po pierwsze, miał wspaniałe ciało i miał nad nim władzę. Nie tylko podczas
seksu, ale przez cały czas. Po drugie, był silny - bardzo silny. Ronnie nie był słabeuszem i dbał o swoje ciało z
przyzwyczajenia i dla przetrwania.
Ale
siła jego chudych mięśni była niczym w porównaniu z siłą kryjącą się za masywnym
ciałem Ty. A Ty wykorzystał swoją siłę podczas seksu na oszałamiająco
różnorodne sposoby. Po trzecie, Ty był naprawdę gorący i przed uwięzieniem
musiał mieć sprawiedliwy udział w praktykach seksualnych, a może nawet trochę
większy. I, na koniec, Ty już udowodnił, że jest hojny, a jego seks nie różnił
się od tego. Zajmował się mną, czasem dwa razy (raz trzy razy), zanim zadbał o
siebie. Nigdy mnie nie zostawił, jeśli by się nie zaopiekował mną przedtem albo
zajął mną później. Nigdy.
To
było fenomenalne. Tak fenomenalne, że nie przeszkadzało mi, że nie było już
dzielenia się od serca od Ty. Wszystko, co mi dawał, było w porządku. Lepiej.
To było idealne.
Podeszłam
do niego, postawiłam jego kubek podróżny na blacie przy jego biodrze, podeszłam
tak blisko, jak tylko pozwalała mi miska, oparłam biodro o blat i od razu
zaczęłam się zrzędzić.
„Godzina
siódma to absurdalny czas, aby być w pracy.”
Spojrzał
na mnie swoimi pięknymi oczami, przeżuł, przełknął i odpowiedział - „Mówiłem ci,
że nie musisz wstawać ze mną.”
Tak,
racja, jakbym mogła przegapić wzięcie z nim prysznica. To się nie wydarzy.
Zakomunikowałam
to oczami i przechyleniem głowy. Odczytał to głośno i wyraźnie, a kąciki ust
uniosły mu się.
Potem
znów się odezwał - „Godzina siódma oznacza wychodzenie z pracy o czwartej, chyba
że potrzebują nadgodzin. Mógłbym pracować od dziewiątej trzydzieści do szóstej
trzydzieści, ale lubię czyste wieczory. Nie spałbym do późna, a poranny czas
byłby stratą.”
„Mm”
- wymamrotałam, a jego usta drgnęły.
„Mama,
pieprzenie się pod prysznicem wykonane. Jak naprawdę zaczniemy się bawić, ja nie
zechcę iść, to jak kupisz meble na taras, jeśli nie będę miał wypłaty?”
Miał
rację.
I
nazwał mnie „mama” swoim łagodnym głosem. To było nowe. Podobało mi się.
Nie
wspominając o tym, że odkryłam, że bardzo potrzebujemy mebli na taras.
„Jak
chcesz, Słonko” - mruknęłam.
„Tak”
- mruknął w odpowiedzi, wepchnął ostatnią łyżkę śniadania do ust, przeżuł,
połknął, a potem pochylił głowę, by dotknąć ustami moich i obszedł mnie, żeby
dostać się do zlewu, mówiąc - „Idę na siłownię, zanim wrócę do domu. Wrócę
około szóstej.”
Odwróciłam
się z nim, więc byłam twarzą do niego, kiedy odpowiedziałam, po tym jak włożył miskę
do zlewu i wrócił do mnie - „Dobrze. Masz ochotę na kolację, a może zrobisz
shake’a?”
„Jedzenie”
- powiedział, zbliżając się do mnie, kładąc rękę na moim biodrze i pochylając
twarz - „Cokolwiek zrobisz, zjem” - Ponownie dotknął ustami moich, a potem
powiedział - „Później, Lex.”
„Później,
Słonko” - szepnęłam przy jego.
Pochylił
głowę do przodu odrobinę, więc dotknął mojego czoła i zrobił to przez pół
sekundy, zanim odsunął czoło i rękę, ponieważ złapał swój kubek podróżny i
szedł powoli w kierunku schodów.
Obserwowałam
go, aż zniknął, a potem nalałam sobie ciepłą kawę, wyniosłam ją na słoneczny
taras i popijałam przy balustradzie, podziwiając widok, do którego, jak
wiedziałam, nigdy się nie przyzwyczaję.
Patrzyłam
na widok, podobał mi się, ale najbardziej podobało mi się to, że stojąc przy
tej balustradzie, tym razem czułam się pełna. Nasycona. Pełna.
A
jeszcze nie jadłam śniadania.
Kiedy
zobaczyłam dno kubka, weszłam do domu, dolałam kawy, a następnie weszłam po
schodach. Podeszłam do szuflady z bielizną, pogrzebałam pod rzeczami i wyjęłam
błyszczącą, fioletowo-błękitną teczkę. Otworzyłam ją, wyciągnęłam zdjęcia osiem
na dziesięć i włożyłam teczkę do szuflady.
Potem
zeszłam po schodach do spiżarni. Wyciągnęłam grubą, brązową papierową torbę z
czerwoną pieczątką z boku z kilkoma linami w stylu lasso wokół słowami w stylu
Old West, które mówiły „Carnal Country Store”. Zabrałam ją na wyspę, odstawiłam
kubek, odłożyłam zdjęcie i wygrzebałam rzeczy z torby, którą kupiłam wczoraj w
mieście po rozmowie o pracę.
Carnal
Country Store był sklepem z pamiątkami. Mieli wiele tematów. Stary Zachód /
Góry Kolorado / Motocykliści / Wieś. To było dzikie, ale działało. Było dużo
drewna. Dużo poroża. Dużo piór. Dużo bawołów. reprezentując Carnal, które było
zdecydowanie rajem dla motocyklistów, a nie rowerzystów, miał też sporo
motocyklowych rzeczy. Było to zmieszane z mnóstwem pełnych wiejskich produktów,
które były w większości naprawdę urocze, ale nie w moim stylu (lub w stylu Ty),
a częściowo lokalnie rzemieślniczych, które zawierały naprawdę zajebistą
ceramikę. I, na szczęście dla wnikliwych oczu, i dlatego, że był to jedyny
sklep z pamiątkami w Carnal (oprócz kwiaciarni, która miała kilka ramek,
wazonów i bibelotów – nie mając pracy i mając wolny czas na pewno spędziłam
czasu nad przejrzeniem tego, co Carnal miało do zaoferowania), mieli też kilka
fajniejszych rzeczy.
A
powiedziałam, że to było „na szczęście”, bo, chociaż Ty urodził się w tym
hrabstwie, nie był typem faceta z piór, poroża, bawołu, motocyklisty ani z
wiejskich towarów.
Więc
kupiłam te rzeczy i były drogie, ale, ponieważ Ty płacił za prawie wszystko,
miałam większość pieniędzy, które Shift dał mi na sfinansowanie mojej podróży,
więc trochę świrowałam, myśląc, że jakiś Shift w alternatywnym wszechświecie mógłby
chcieć dać Ty i mnie prezent ślubny (lub, jak się okazało, kilka). Trochę też wariowałam,
bo to było „fajne gówno”, więc pasowało.
Wyciągnęłam
piękną, srebrną ramkę o szerokich, skośnie ściętych krawędziach, zdjęłam tył, a
następnie umieściłam w niej nasze zdjęcie ślubne. Odwróciłam ją po
zabezpieczeniu tyłu i oto byliśmy.
Moja
sukienka. Mój bukiet. Ty w garniturze.
Ja
uśmiechająca się jasno i szeroko. Ty wyglądający gorąco.
Studiowałam
to myśląc, że w momencie robienia tego zdjęcia nigdy bym nie przypuszczała, że
dwa tygodnie później wydam tyle pieniędzy na idealną ramkę do tego zdjęcia,
ponieważ to zdjęcie wymagało idealnej ramki.
Ale
zrobiłam to, bo potrzebowało idealnej ramki.
Uśmiechnęłam
się do niej, po czym zaniosłam ją do salonu i postawiłam na eleganckim,
polerowanym drewnianym gzymsie nad kamiennym paleniskiem kominka. To była tam jedyna
rzecz.
Mimo
to wyglądała dobrze.
Potem
wróciłam do torby i wyszarpnęłam grubą teczkę ze zdjęciami, które wywołałam w punkcie
w sklepie spożywczym. Wyciągnęłam też z torby kolejną ramkę, tę sześć na osiem
z prostą, ale grubą, matową czarną krawędzią. Następnie przejrzałam zdjęcia,
które wywołałam, aby znaleźć to, które chciałam. Ty i ja w Moab, ujęci od pasa
w górę, mój policzek do jego piersi, moje ramiona wokół jego pasa, jego ramię
wokół moich ramion, nasze okulary skierowane na obiektyw, nieskończenie mały
wycinek Moab, jako nasze oszałamiające tło.
Oprawiłam
je w ramkę i umieściłam na głębokim parapecie przy oknie nad zlewem kuchennym.
Wróciłam
na wyspę, napiłam się kawy, po czym ponownie weszłam do spiżarni, by wyciągnąć
dwie większe torby. Zabrałam je na wyspę i wydobyłam z pęczków bibuły trzy
grafitowo szare matowe dzbanki z ich wrzecionowatymi uchwytami w czarnym
połysku, brzegiem, dziubkiem i wnętrzem tego samego połysku. Trzy. Jeden
ogromny. Jeden nie tak ogromny. Jeden trochę mniejszy. Ułożyłam je w łuk na
środku wyspy. Następnie wyjęłam szeroką, płaską miskę tego samego typu.
Chwyciłam banany i pogrzebałam w lodówce, by sięgnąć jabłka i pomarańcze, ułożyłam
je w misce i postawiłam na blacie z krótszego boku między kuchenką a lodówką.
Usunęłam torby, bibułki i położyłam zdjęcia na blacie, żeby później pokazać Ty.
Potem
podeszłam do kredensu, znalazłam cukiernicę i dzbanek na śmietankę i ustawiłam
je pod kątem w przeciwnym końcu parapetu. Spojrzałam od miski i dzbanka na
śmietankę, przez dzbanki, po wielką miskę z owocami i z ulgą stwierdziłam, że miałam
rację. Pasowały do siebie doskonale.
Potem
złapałam kubek i wzięłam łyk, powoli obracając głowę, żeby objąć całość mojego
dzieła.
Czegoś
brakowało.
Wiedziałam,
co to jest; odstawiłam kubek, wbiegłam po schodach i pogrzebałam w tyle szuflady
z bielizną; Wyciągnęłam ją i pobiegłam z powrotem po schodach.
Potem
ustawiłam śnieżną kulę z Wyspy Skarbów na środku głębokiego parapetu nad zlewem
kuchennym, gdzie zdjęcie było ustawiony pod kątem w jednym kącie, a cukier i dzbanek
do śmietanki w drugim. Będę to widziała za każdym razem, przy zmywaniu naczyń.
I to mi się podobało.
Podeszłam
do kubka, podniosłam go, cofnęłam się, aż moje biodra oparły się o blat, a
potem przyjrzałam się swojemu dziełu.
To
nie było zakończone dzieło, ale to było coś.
I
wszystko było idealne.
Nawet
kula śnieżna.
Uśmiechnęłam
się do siebie i poszłam z kawą na górę, żeby się ubrać.
Musiałam
posprzątać dom, potem kupić artykuły spożywcze, a potem znaleźć sklep z
artykułami dla rzemiosła.
*****
Tego
popołudnia wjechałam do warsztatu, a wzrok wędrował między trzema dużymi
zatokami jednocześnie szukając miejsca parkingowego.
Wiele
razy jeździłam obok warsztatu, odkąd wjechałam do Carnal, ale nigdy tam nie byłam.
Wyasfaltowana przestrzeń na zewnątrz była ogromna. Małe biuro na górze po
cementowych schodach było z boku zatok. Mnóstwo motocykli i samochodów dookoła.
Odgłosy warsztatu dobiegały do mnie przez otwarte okna.
Znalazłam
miejsce na samym końcu przed biurem, zaparkowałam, wysiadłam, zamknęłam samochód
i okrążyłam bagażnik, patrząc na zatoki.
Wtedy
wyszedł. Miał jasnoszaro-niebieski kombinezon rozpięty do pasa, góra zwisała,
przez co wyglądał, jakby miał odwróconą koszulę zwisającą z bioder. Miał na
sobie białą koszulkę bez rękawów, która musiała być w jego torbie treningowej,
bo wyszedł w dżinsach i T-shircie. Wyglądał gorąco nawet w tym przebraniu, z
widocznymi mięśniami i tatuażami, ale prawdopodobnie mógłby nosić różową
koszulkę polo z podniesionym kołnierzem i wyglądać gorąco (chociaż miałam nadzieję,
że nigdy tego nie zrobi).
Miał
czarne plamy tłuszczu na koszulce, na całych dłoniach i przedramionach.
I
nie obchodziło mnie to.
Nie
obchodziło mnie też, że mam na sobie superwysokie koturny na platformie. Nadal
biegłam prosto przez szeroką przestrzeń w jego kierunku i nie zatrzymałam się,
nawet gdy zauważyłam, że zobaczył, że nie zamierzam. Tak też zrobił i
przygotował się tuż przed moim skokiem w jego ramiona.
Te
ramiona zacisnęły się wokół mnie, moje zacisnęły się wokół jego szyi, a ja
zawisłam kilka centymetrów nad ziemią, gdy moja dłoń zacisnęła się na jego
krótko przyciętych włosach i przyciągnęłam jego usta do swoich.
Potem
dałam mu gorący i mokry.
Po
tym jak to zrobiłam, oderwałam usta od jego ust, ścisnęłam ramiona i zapytałam
z podnieceniem - „Zgadnij co?”
„Lex,
cały jestem w smarze. Co do cholery?” - było jego odpowiedzią odbierającą całą
zabawę.
Moje
ramiona ścisnęły go i powtórzyłam - „Ty! Zgadnij co?”
Jego
usta drgnęły i zapytał - „Co?”
„Dominic
z Carnal Spa dał mi pracę!” - krzyknęłam głośno.
Na
te wieści ścisnął mnie za ramiona i wymamrotał - „Dobra wiadomość.”
„O,
Tak!” - wykrzyknęłam, a on postawił
mnie na nogi, ale mnie nie puścił, po prostu zgiął szyję głęboko, aby jego
twarz mogła pozostać blisko (bliziutko) i mógł wpatrywać się w moje oczy -
„Właśnie dostałam telefon. W żaden sposób nie spodziewałam się, że mnie
zatrudni, bo nie jestem tak naprawdę tutejsza… jeszcze. Ale to zrobił!
Powiedział, że mam sznyt i zachowanie, jego słowa, które krzyczały „Carnal Spa”, także jego słowa, a w
chwili, gdy mnie zobaczył, nie wybrałby nikogo innego. Zaczynam w przyszły
wtorek.”
„Szczęśliwy
z twojego powodu, kotku” - powiedział łagodnie, jego oczy były ciepłe, a końce ust
uniosły się.
„Ja
też” - odpowiedziałam - „To znaczy, jest od dziesiątej do czwartej z
półgodzinną przerwą na lunch, więc nie jest to praca w pełnym wymiarze godzin i
o dwa centy więcej niż płaca minimalna, bo jestem recepcjonistką na próbie, ale
jednak. Powiedział, że może zatrudnić innego stylistę i zdecydowanie zatrudnia
kogoś do robienia maseczek, a przy dodatkowym biznesie mogą potrzebować
kolejnej godziny lub więcej. Czy to nie fajne?”
Nie
odpowiedział werbalnie, ale posłał mi pełen uśmiech, więc przyjęłam to jako potwierdzenie,
że uznał, że to fajne.
„Świętujemy”
- oświadczyłam, przysuwając się bliżej niego - „Powiedz mi, jaki jest twoje
ulubione danie, a zrobię to dziś na kolację. Kupię butelkę wina musującego czy
coś.”
„Świętowanie
nie oznacza, że ty gotujesz mój ulubiony posiłek i kupisz wino ze sklepu
spożywczego. Świętowanie mówi, że dzwonię do Koguta i robię dla nas rezerwację.”
Przechyliłam
głowę na bok i zapytałam - „Kogut?”
„Miejsce
na steki na górze. Kurewsko świetne jedzenie. Znakomite.”
Uśmiechnęłam
się, ponieważ to rzeczywiście oznaczało świętowanie.
„Świetnie.
Czy mogę się wystroić?”
Jego
ramiona ponownie mnie ścisnęły, jego twarz przysunęła się bliżej, a jego głos był
niski i bardzo dudnił, kiedy powiedział - „Możesz robić, co chcesz”.
„Wspaniale”
- wyszeptałam, jego oczy uśmiechnęły się do moich i tak mi się to spodobało, że
odchyliłam się i przycisnęłam usta do jego.
Kiedy
się cofnęłam, jego oczy przesunęły się przez moje ramię, a potem zaczęły wracać
do mnie, ale potem wystrzeliły z powrotem przez moje ramię i poczułam, że cały zesztywniał.
Nie
podobał mi się to ani wyraz jego twarzy… nie, naprawdę nie podobał mi się wyraz jego twarzy, z którym wyglądał prawie,
jakby cierpiał, więc przycisnęłam się bliżej, ale spojrzałam przez ramię i
zobaczyłam ciemnoczerwonego SUV-a jadącego do biura.
„Kto
to?” - zapytałam.
„Keaton’owie”
- zagrzmiał nisko i wtedy moje ciało zesztywniało, więc utknęłam w pozycji, gdy
SUV zaparkował, a z każdej strony ktoś wysiadł.
Po
stronie kierowcy był mężczyzna. Wysoki, szczupły, proste, ciemno blond włosy.
Przystojny, jeśli nie byłaś żoną Ty Walkera, a Ty Walker nie miał przyjaciół
takich jak Tate i Wood. Dżinsy, ciężkie, srebrne, klamra do paska w stylu
western, kowbojskie buty, ładny sportowy płaszcz, koszula chambray.
Po
stronie pasażera była kobieta.
Misty.
Misty
z twarzą suki.
Moje
oczy zwęziły się na nią, gdy niejasno zauważyłam Wooda i kilku innych facetów
wychodzących z zatok i Stellę wychodzącą z biura, a gdybym nie zauważyła tego
mgliście, zdałabym sobie sprawę, że to zrobili, bo znali faceta i Misty,
wiedzieli, że pieprzyli się z Ty i ustawiali się, żeby zabrać Ty, gdyby coś się
stało.
Ale
miałam tylko oczy i umysł nakierowany na to, by zmierzyć się z Misty.
Miała
mnóstwo wszystkiego. Dużo nóg. Dużo cycków. Dużo tyłka. Dużo włosów.
Zdecydowanie
w typie Ty.
Miała
na sobie w większości to, co ja. Sandały na platformie (ale nie na koturnie).
Krótka spódniczka. Trzy kroki w górę od zwykłej koszulki.
Ale
mój strój był lepszy.
Nie
miałam na sobie spódnicy, tylko kremowe, dopasowane dżersejowe szorty z niskim stanem
i mankietami. Moja koszulka była luźna, w delikatnym kolorze orchidei i z jednej
strony zwisała mi z ramienia. Wygładziłam włosy, mój pasek był niesamowity,
moja biżuteria dyskretna i jeszcze bardziej niesamowita niż pasek. I w tym
momencie byłam naprawdę cholernie zadowolona, że spędziłam dodatkowy czas na
włosach po sprzątaniu domu i przed wyjazdem do miasta.
Jej
rzeczy były dobrej jakości. Co mogłam powiedzieć? Byłam ekspertem ds. zakupów.
Widziałam to nawet z daleka.
Ale
jej spódnica była po prostu o wiele zbyt krótka, jej top po prostu o wiele zbyt
przylegający i zdecydowanie miał o wiele
za duży dekolt, jej włosy były masywne, a jej sandały przeskakiwały granicę
dopuszczalnych w stronę butów dziwki.
Patrząc
na nią wiedziałam, że nie pasowała do Ty, nie ma mowy. Nie pasowała też do
fałszywie prawego (skoro był brudnym gliną) kowboja z Kolorado z precyzyjną
fryzurą, dżinsami, które nie były wyblakłe ani trochę i wyraźnie widoczną nawet
przez ubranie, małą tkanką tłuszczową, z której wynikało, że spędzał na siłowni
prawie tyle samo czasu co Ty. I, czułam, że mogę to powiedzieć, pochodzącego z
Teksasu. Znałam kowbojów i znałam ich kobiety. Ona była tylko zdzirowatą, białą
dziwką, która próbowała być kimś innym.
To
sprawiło, że poczułam się znacznie lepiej. Oczywiście nadal jej nienawidziłam i
chciałam pobiec po asfalcie i wyrwać jej włosy. Ale Ty powiedział, że jestem
klasą i urodą, a teraz wiedziałam dlaczego. Ponieważ w porównaniu z Misty
Keaton właśnie tym, kurwa, byłam od stóp do głów.
Odwróciłam
się do Ty, wciśnięta w niego głęboko i kiedy to zrobiłam, spojrzał mi w oczy.
„Koleś,
jestem kimś więcej niż ona” - poinformowałam go; zamrugał, a potem poczułam, że
jego ciało zaczyna się trząść.
„Myślę,
że już ci to powiedziałem, mama” - odpowiedział swoim łagodnym głosem, który
był lepszy niż jego normalny łagodny głos, biorąc pod uwagę, że był łagodny i rozbawiony.
Trzeba
powiedzieć, że podobała mi się ta rzecz z mamą.
Wytrzymałam
jego oczy i cicho zapytałam - „W porządku?”
Delikatnie
skinął mi brodą, potwierdzając, zanim odpowiedział - „Jakbym wyciągnął moją
trzydziestkę ósemkę i strzelił do nich w biały dzień ze świadkami, trochę to by
spieprzyło mój wielki plan zemsty.”
Zaczęłam
chichotać i zsunęłam ręce z jego szyi, by oprzeć je na szerokiej ścianie jego
klatki piersiowej.
„Tak,
a ja, biorąc udział w tym incydencie, prawdopodobnie nie byłabym zbyt
przekonująca jako alibi.”
Jego
usta uniosły się - „Prawdopodobnie nie.”
Pozwoliłam
sobie nacieszyć się jego małym uśmiechem. Potem westchnęłam.
Potem
zapytałam - „To pierwszy raz, kiedy ich widziałeś?”
„Tak.”
„Przykro
mi, Słonko” - szepnęłam.
„Musiało
się zdarzyć.”
„Racja”
- wymamrotałam, moje oczy przesunęły się na jego gardło.
Jego
ramiona ścisnęły mnie i znowu spojrzałam w jego oczy.
„Mam
robotę. Zadzwonię do Koguta, wyślę ci SMS-a z godziną. Będzie dobrze?”
Uśmiechnęłam
się do niego - „Świetnie, mężulku.”
Potrząsnął
raz głową, a potem opuścił ją, by dotknąć ustami moich ust.
Potem
szepnął - „Idź. Do zobaczenia później.”
„Później”
- zgodziłam się, po czym przesunęłam rękę w górę na jego szyję i splotłam
palce, patrząc mu oczy i dając mu coś, co miałam nadzieję, że pozwoli mu
przetrwać to, że ta dwójka jest nawet blisko niego - „Jesteś zdecydowanie
najpiękniejszym mężczyzną, jakiego spotkałam i nie chodzi tylko o wygląd i
ciało, ale to o wiele więcej, Ty Walkerze.”
Potem
wspięłam na palcach, pocałowałam jego szczękę i unikałam jego spojrzenia, gdy
wyrwałam się z jego ramion, odwracając się i odchodząc.
Kiedy
szłam do samochodu, uśmiechnęłam się do dwóch mężczyzn ubranych w
szaro-niebieskie kombinezony, moje oczy przeniosły się na Wooda i zawołałam -
„Hej, Wood.”
„Lexie”
- powiedział, uniósł brodę i uśmiechnął się do mnie.
Przeszłam
obok niego i do samochodu, patrząc na Stellę, aby zobaczyć jej głowę zwróconą w
stronę Keatonów, ale jej oczy kilka razy zsuwały się na bok. Detektyw Chace
Keaton rozmawiał z nią. Głowa Misty Keaton poruszała się szybko w tę i z
powrotem między Ty i mną, miała okulary przeciwsłoneczne, więc nie widziałam
jej oczu, ale resztę jej twarzy tak. Może zaskoczenie. Zdecydowanie wahanie.
Ale też wyczułam strach.
Miałam
nadzieję, że dobrze to wykryłam. Chciałam, żeby suka się bała. Zasłużyła na
strach i to bardzo.
Kiedy
dotarłam do Chargera po stronie kierowcy, a głowa Stelli odwróciła się w moją
stronę, uśmiechnęłam się i pomachałam.
„Hej,
Stella!” - zawołałam.
„Hej,
Lexie. Jak leci?”
„Wspaniale!
Życie jest słodkie” - odpowiedziałam, a ona się uśmiechnęła.
„Dobrze
słyszeć, kochanie.”
Moje
oczy przeniosły się na Keatonów, którzy teraz oboje patrzyli na mnie, i
pomachałam im przyjaźnie i zawołałam - „Hej!”
Oczy
Chace’a Keatona przesunęły się od stóp do głów. Misty nie poruszyła mięśniem.
Żadne
z nich nie odpowiedziało mi.
Cokolwiek.
Więc byli brudni, zdzirowaci i
niegrzeczni. Żadnej niespodzianki.
Odwróciłam
się, otworzyłam drzwi, spojrzałam przez maskę Chargera i zobaczyłam, jak Ty
znika w zatoce. Wsiadłam, odpaliłam moje dziecko, wycofałam się i oparłam się
pokusie, by przejechać po Keatonach. Mogłabym trafić Stellę, a ona była fajna,
więc to byłoby niefajne.
Potem
podjechałam do wyjazdu z warsztatu, spojrzałam w prawo, potem w lewo, potem
znowu w prawo, potem coś sprawiło, że spojrzałam w lewo i zobaczyłem Bubba’s,
bar Tate’a i Krystal, kilka przecznic dalej. Wpatrywałam się w to przez
sekundę, która przesunęła się do trzech. Potem skręciłam w prawo i skierowałam
się do domu. Miałam w samochodzie artykuły spożywcze, które musiałam rozpakować
i schować, ponieważ niektóre z nich potrzebowały lodówki.
Ale
z jakiegoś powodu wszystko, o czym mogłam myśleć, to Bubba’s, Tate, Keatonowie
i mój mężczyzna, zmuszony znosić bolesną, gorzką historię, kiedy Pani Szczęście
zadawała mu niespodziewany cios, ilekroć czuła się pyskata.
Pojechałam
do domu, zaparkowałam w garażu, zataszczyłam zakupy spożywcze i schowałam je, a
mimo to nie mogłam przestać myśleć o Bubba’s. Więc spojrzałam na zegar na
kuchence mikrofalowej i rozważyłam opcje mojej garderoby, dokonałam wyboru,
obliczyłam czas, którego potrzebowałabym, aby się wyszykować i podjęłam
decyzję.
To
może było głupie. To może było kozakowanie. To mogło wkurzyć Panią Szczęście,
która potem kazałaby mi zapłacić.
Ale
musiałam spróbować.
Wsiadłam
więc do samochodu i pojechałam z powrotem do miasta prosto do Bubba’s.
Zaparkowałam przed barem i zobaczyłam rząd około sześciu motocykli i kilku
samochodów, w tym niesamowicie zdezelowaną ciężarówkę. Było już po trzeciej po
południu, nie była to najlepsza pora na picie, ale Bubba’s wyglądał na stosunkowo
zajęty.
Dobra
wiadomość dla Tate’a i Krystal. Nie tak dobra dla mnie. Jeśli Tate tam był, nie
chciałam, żeby był zajęty, a jeśli miałabym okazję zrobić to, co musiałam
zrobić, nie chciałam, żeby ktokolwiek to usłyszał.
Po
raz pierwszy przeszłam przez drzwi do Bubba’s, ale od razu wiedziałam, że był
to bar dla motocyklistów. Wiedziałam o tym nie dlatego, że byłam blisko
zaznajomiona z barami dla motocyklistów, w rzeczywistości był to pierwszy, w
którym kiedykolwiek byłam. Wiedziałam, że to dlatego, że było w nim mnóstwo
kolesi wyglądających na motocyklistów. Były też drewniane podłogi, długi bar z
tyłu otoczony stołkami, stoły i krzesła z przodu oraz dwie duże sale po obu
stronach, z dwoma stołami bilardowymi w każdym. I miałam rację, było stosunkowo
tłoczno.
Krystal
była za barem, na jednym końcu, rozmawiając z kilkoma klientami. Tate był
również za barem, na drugim końcu, opierał się w dłoniach na barze i rozmawiał
z Jimem-Billy’m, który wyglądał na chirurgicznie przywiązanego do swojego
stołka i siedział w kącie, oraz z Deke’iem, który stał naprzeciw niego.
Wszystkie
oczy skierowały się na mnie, kiedy weszłam.
„Hej,
wszyscy” - zawołałam i otrzymałam kilka powitań.
Podeszłam
do baru po stronie Tate’a i przesunęłam się na stołku obok Jima-Billy’ego, kładąc
torebkę na stołku obok mnie.
„Dobrze
cię widzieć, Lexie” - powiedział Tate, a ja uśmiechnęłam się do niego.
„Tak,
ciebie też” - odpowiedziałam, po czym przesunęłam wzrokiem, obserwując Deke’a i
Jima-Billy’ego - „Wszystko dobrze?”
„Nie
mogę narzekać” - odpowiedział Jim-Billy.
„Tak,
mała, wszystko jest w porządku” - odpowiedział Tate.
Deke
tylko się na mnie gapił. Deke był komunikatorem odmiany Małomówny Ty, więc nie
obraziłam się.
„Pijesz?”
- spytał Tate.
„Tak,
chociaż zrobię to dziś wieczorem na uroczystej kolacji, którą Ty i ja jemy w Kogucie.
Dostałam dziś pracę w Carnal Spa.”
„Dobre
wieści, kochanie” - Jim-Billy uśmiechnął się do mnie.
„Dzięki”
- powiedziałam do niego, po czym spojrzałam na Tate’a - „Więc, co powiesz na
uroczystą dietetyczną colę z wiśniami, a ja postawię chłopcom kolejkę?”
„A
może pozwolisz mi pokryć swoją colę jako gest gratulacyjny?” - Tate odparł.
„A
może pozwolisz mi kupić rundę, biorąc pod uwagę, że już zrobiłeś duży gest?” -
zasugerowałam, a następnie wskazałam - „To moja kolej.”
„Doceniam
to, Lexie, ale mam bar, który ma pieprzony obrót i to jest świat, w którym
idioci często uciekają przed kaucją. Ty i Ty stajecie na nogi, więc stawiam tę
rundę” - Tate odrzucił moją sugestię i wiedziałam, że to może trwać i trwać, a
w końcu wygra tylko jeden i to nie będę ja.
„Czy
bierzecie rano fajne pigułki, czy to naturalne?” - spytałam jednocześnie
poddając się.
Wiedział,
że się poddaję, więc chwycił szklankę, zanurzył ją w lodzie, postawił na barze,
wycelował w nią pistolet z napojami i wypuścił, mówiąc - „To cola, mała, nie
daję ci mojego domu w zastaw pod kredyt.”
„I
piwo” - wtrącił Jim-Billy.
„I
whisky” - dodał Deke.
Oczy
Tate’a powędrowały na nich po kolei, gdy mówili, a potem zwróciły się do mnie,
kiedy powiedział - „I piwo, i whisky”.
Uśmiechnęłam
się do niego.
Wrzucił
do mojego drinka trzy wiśnie, wepchnął w cienką, czerwoną słomkę, rzucił przede
mną podkładkę i postawił na niej napój. Potem otworzył butelkę dla Jima-Billy’ego
i nalał porcję Burbona dla Deke’a i dla siebie.
Kiedy
Deke dostał drinka, podniosłam kieliszek i wzniosłam toast - „Za mnie, nową
recepcjonistkę w Carnal Spa.”
Dostałam
uśmiechy, kilka szklanek i butelkę skierowane w moją stronę, po czym wszyscy pociągnęliśmy
napoje.
Odstawiłam
szklankę.
I,
po uprzejmościach i gównianych wymówkach na pokazanie się w barze, na szczęście
Tate zdjął mnie z haczyka i od razu poszedł do tego.
„Jak
się tam zadomowiłaś?”
Miało
to dwa znaczenia i wiedziałam o tym. On i Ty byli blisko i martwił się o
swojego przyjaciela. I miał piękne oczy, ale też inteligentne. Wiedział, że nie
weszłam do jego baru, żeby podzielić się dobrymi wiadomościami, skoro nie
widziałam żadnego z nich od czasu przyjęcia. Wiedział, że mam powód, by tam
być.
Wypiłam
kolejny łyk i próbowałam nabrać odwagi.
Potem
spojrzałam mu w oczy i powiedziałam - „Kocham to tutaj”.
„Dobrze”
- mruknął, nie odrywając wzroku ode mnie i nie przegapiając tego. Mówił o mnie,
nie wspominając o moim mężu - „Ty?”
„Jest
okej” - powiedziałam powoli, wzięłam kolejny łyk napoju, żeby nabrać odwagi, po
czym kontynuowałam - „Dostosowuje się.”
„Jak?”
- Jim-Billy zapytał cicho, a ja spojrzałam na niego.
„To
bardzo silny mężczyzna” - powiedziałam cicho - „Gdyby nie był…” - Odpuściłam i
spojrzałam na swoją szklankę. Potem odchyliłam głowę do tyłu, spojrzałam prosto
w oczy Tate’a i zapytałam wprost - „Wiesz, jak mogę skontaktować się z facetem
o imieniu Tambo?”
Powietrze
wokół mnie stało się naelektryzowane.
Tate
pochylił się. Jim-Billy pochylił się. Ciało Deke’a stało się zaalarmowane. A
Krystal, może wyczuwając klimat, zaczęła iść wzdłuż baru.
Ale
to Tate przemówił - „Lexie…”
Przerwałam
mu, szepcząc - „Martwię się o niego”.
„Dlaczego?”
- spytał Tate cicho, ostro i szybko.
„Nie
mogę powiedzieć” - I nie mogłam.
„Myśli
o zrobieniu czegoś głupiego?” - To była Krystal, która albo miała supermocny słuch,
albo dar czytania w myślach.
Moje
oczy przeniosły się do jej - „Nie jest głupi. Ale jest zły.”
„Też
bym był” - burknął Deke.
„Deke”
- mruknął Jim-Billy.
Oczy
Deke’a przesunęły się na Jima-Billy’ego - „Ty też byś był.”
Jim-Billy
spojrzał na swoje piwo. On też byłby. Każdy byłby.
„Wy
dwoje jesteście blisko?” - spytał Tate, a ja spojrzałam na niego. Widział, jak
Ty był na przyjęciu i przytulał mnie, ale jednocześnie nie było go tam.
Spostrzegł
to i zastanawiał się nad tym. Wiedziałam to. Od tamtej pory nie widział nas
razem. Nie mógł wiedzieć, jak było, zanim Ty się zamknął i po tym, jak Ty mnie
wpuścił.
„Tak”
- powiedziałam mu i miałam nadzieję, że temu zaufa.
„Ile
masz informacji?” - spytał Tate.
„Nie
dość” - potrząsnęłam głową - „za mało na to.”
„Pozwól
mężczyźnie zrobić to, co musi zrobić” - poradził Deke, a moje oczy powędrowały
na niego.
„Skradziono
mu pięć lat.”
„Tak”
- zgodził się Deke chrząknięciem - „Więc pozwól temu mężczyźnie zrobić to, co
musi zrobić.”
Spojrzałam
w oczy Deke’a. Potem powiedziałam stanowczo - „Nie może znieść więcej” - spojrzałam
na Tate’a i stwierdziłam - „Nie powinien brać więcej” - mój wzrok powędrował do
Krystal - „Zabrali już dość.”
Poczułam
wszystkie ich oczy, a potem zobaczyłam, jak głowa Tate’a odwraca się i
przechyla, by spojrzeć na Krystal. Spojrzała na niego. Potem spojrzała na
Jima-Billy’ego, a Tate na Deke’a.
„Muszę
coś zrobić” - szepnęłam do ich komunikacji wzrokowej. Rozejrzałam się po nich, a potem oświadczyłam
- „Ktoś musi coś zrobić. Mieszkam w Carnal od ośmiu dni i nawet ja wiem, że tego
już za dużo.” - Oparłam się o bar i szepnęłam - „To, co się dzieje, musi zostać
zatrzymane. Nie tylko dla Ty, ale dla każdego innego, do kogo ci dupki się
dobierają.” - Odchyliłam się do tyłu i mówiłam dalej - „Ktoś musi coś zrobić i
tym kimś będę ja. I jedyne, co mam na początek, to ten Tambo.”
Spojrzenie
Tate’a wróciło do mnie - „Porozmawiam z Tambo.”
Moje
serce podskoczyło - „Porozmawiasz?”
Uniósł
brodę - „Tak. Porozmawiam też z chłopakami z Departamentu, którym ufam. Wyczuję
ich. Zobaczę, czy któryś z nich będzie demaskatorem lub może chcieć się
powęszyć.”
Moje
serce zaczęło bić szybciej, a potem zamarło, gdy Krystal cicho syknęła - „Tate,
możesz zostać wrobiony tak jak Ty.”
„Mógłbym
również oczyścić jego imię, zyskać mu zadośćuczynienie w tym samym czasie, gdy
to miasto nauczy się, jak żyć z Policją, na którą mogą liczyć, zamiast
kwestionować i bać się” - odpowiedział Tate i, nie kończąc tego, kontynuował -
„Jak masz cycki, zostajesz zatrzymana za przekroczenie prędkości, nie musisz
paść na kolana, żeby zrobić loda, żeby wydostać się z jakiejś szarpaniny, tylko
po to, żeby mężczyzna w mundurze z odrobiną autorytetu mógł zdjąć zarzuty. Jak
masz problemy z dziećmi kradnącymi gówno z półek, nie musisz przenosić koperty
z gotówką przez ladę, aby zapłacić za ochronę, za którą już płacisz swoimi
podatkami. Jak twój mąż bije cię, nie musisz tego znosić, bo ma odznakę, a ty
nie masz nikogo czystego, do kogo możesz się zwrócić. Jak zarabiasz na życie
robiąc jedzenie, podajesz talerz człowiekowi z odznaką, nie musisz patrzeć w
drugą stronę, kiedy wychodzi bez zapłacenia rachunku. Jak mundurowy jest narąbany
w swoim radiowozie na służbie, rozbija ten radiowóz, kończy go i trzeba go
wymienić, a rachunki za szpital muszą być opłacone i są, za podatki obywatela, to
powinien zostać on pozbawiony odznaki, a
nie, kurwa, dostać wyróżnienie.”
Łał,
wydawało mi się, że było gorzej, niż myślałam i oni już byli naprawdę cholernie
źli.
I
zanotowałam sobie w pamięci, żeby nie mieć ciężkiej nogi w Charger’ze, jak
miałam tendencję.
I
na koniec, było oczywiste, że Tate zakopywał to w sobie przez jakiś czas i było
równie oczywiste, że robił to bardzo dobrze.
„Próbowałeś
już tego gówna” - odpaliła Krystal.
„A
Ty mnie odciągnął” - przypomniał jej Tate.
„Odciągnął
cię, bo robiło się gorąco” - przypomniała mu od razu, a Tate odwrócił się do
niej, a sposób, w jaki to zrobił, sprawił, że trochę się cofnęłam, ponieważ nie
znałam go zbyt dobrze, ale widziałam, że był tak naprawdę poważny, a jego
poważny wygląd był trochę przerażający.
„Tak,
Krys, i robiło się gorąco, bo się zbliżałem.”
Poczułam,
że moje oczy stają się duże, więc tak pełna nadziei, że nie bałam się już
dużego, przystojnego, dobrze zbudowanego, poważnego Tate’a Jacksona, pochyliłam
się i wyszeptałam - „Do czego?”
Tate
odwrócił się do mnie i odpowiedział - „Nie wiem. Czegoś. Ofiara została
zastrzelona, ale narzędzie zbrodni nigdy nie zostało odnalezione, więcej niż
jedno źródło powiedziało mi, że ofiara była znana Gene Fullerowi, a Eugene
Fuller sprawia, że Arnie Fuller wygląda jak pieprzony skaut.”
„Jak
ofiara była znana Fullerowi?” - zapytałam.
„Rozdający
i, podobno, Fuller lubi jego towar” - odpowiedział Tate.
Wciągnęłam
powietrze i usiadłam, mrucząc - „Zaćpany?”
Tate
skinął głową.
Spojrzałam
w bok, czując się tym przytłoczona. Bezpiecznie było powiedzieć, że byłam już
przytłoczona ogromem tego, co stracił Ty, ale fakt, że stracił to na rzecz
brudnych gliniarzy i głupków, ludzi, którzy byli mętami, a Ty nie był mętem, zrobił
coś, co już było niewyobrażalnie niesprawiedliwe, czymś, co było miażdżąco
niesprawiedliwe. Ukradziono mu najcenniejszą rzecz, jaką ktokolwiek posiadał.
Kawałek jego życia. A ludzie, którzy mu to ukradli, zasłużyli na gorsze rzeczy
niż on. O wiele gorsze.
„Lexie?”
- zawołała Krystal, wciągnęłam oddech przez nos i spojrzałam na nią.
Potem
podzieliłam się - „Byłam w warsztacie, opowiadając mu moje nowiny, a Chace i
Misty Keaton podjechali SUV-em. Musiał tam stać i patrzeć, jak podjeżdżają do warsztatu,
wolni i swobodni, bez kuratorów i nie słysząc wciąż szczęku zakratowanych drzwi
zamykających ich w celi. Musiał tam stać i patrzeć, jak ta pieprzona dwójka
toczy się. I mówi, że ją dostanę, mogę ją uczciwie dostać po tym, jak zrobi to,
co zamierza zrobić, ale nie wiem, czy mogę czekać. I nie wiem, co on zrobi ani
jak długo to potrwa. Więc coś muszę dostać, bo w tym mieście jest suka, która
potrzebuje lekcji, a ja jestem nauczycielką.”
To
sprawiło, że wszyscy dookoła zaczęli się gapić.
Wtedy
Jim-Billy mruknął - „Cholera, kochanie, przypomnij mi, żebym nie był po twojej
złej stronie.”
Na
co natychmiast odwróciłam głowę do niego i powiedziałam - „Nie pieprz się z
moim mężem, to wszystko będzie dobrze.”
Uśmiechnął
się do mnie, po czym przesunął wzrok na Tate’a. Też to zrobiłam i zauważyłam
drgające usta Deke’a i uśmiechniętą Krystal, by znaleźć tak wielki uśmiech Tate’a,
że wyglądał na grożącego ryczeniem ze śmiechu.
„Nie
wiem, z czego tu się śmiać” - oświadczyłam.
„W
takim razie, kobieto, nie masz w głowie takiego samego obrazu jak ja” - stwierdził
Deke, a potem spojrzał na Krystal - „Jak Lexie będzie zdejmowała Misty, upewnij
się, że to się stanie w barze. Sprzedawaj bilety. Mam w dupie ile. Zapłacę tyle,
ile zechcesz. Ale kupię miejsce w pierwszym rzędzie.”
Przewróciłam
oczami na Krystal. Potrząsnęła głową, wciąż się uśmiechając.
„W
porządku, Lexie, wracajmy do rzeczy” - powiedział Tate, a ja spojrzałam na
niego - „Mówisz, że nie masz wystarczająco dużo informacji. Masz to w sobie,
żeby spowodować opóźnienie w planach Ty jakiekolwiek są?”
Myślałam
o tym. I myślałam, że mam dobre pomysły. Więc się uśmiechnęłam.
„Może
uda mi się to zaaranżować” - powiedziałam Tate’owi, a on odwzajemnił uśmiech.
„Cholera,
chłopiec urodzony do pecha, odwraca to, zostaje wrobiony, a potem znowu to,
kurwa, obraca. Cholera” - mruknął Deke, a moje oczy powędrowały na niego, by
zobaczyć jego na Tate’a - „Wchodzę w to, co zamierzasz zrobić. Jestem za Ty,
ale moja zapłata to wiedzieć, gdzie ją znalazł.” - Potem skinął głową w moją
stronę.
„Chłopcze,
obudź się i rozejrzyj się. Dobre kobiety wszędzie tam, gdzie po prostu stawiasz
swoje roszczenia” - poinformował go Jim-Billy.
„Wyszedłeś
z gry na jakiś czas, staruszku” - odparł Deke - „Cycki, tyłek i wspaniałe włosy
zwykle związane są z bólem głowy, a nie lojalnością i dobrym nastawieniem,
które sprawia, że twój kutas staje się twardy.”
To
był niezwykły komplement, ale był to komplement od Deke’a, więc poczułam
potrzebę wyrzucenia prawdy - „Ty i ja poznaliśmy się przez dilera narkotyków slash
alfonsa, więc może powinieneś rozszerzyć obszar poszukiwań.”
Deke
zamrugał do mnie. Krystal głośno stłumiła śmiech. Jim-Billy zaśmiał się.
Tate
zachichotał.
„Nie
chrzanisz?” - zapytał Deke.
„Nie
jestem prostytutką, ćpunką ani niczym takim, przeszłą ani teraźniejszością. Miałam
go tylko jako bagaż z innego związku i ten bagaż połączył mnie z Ty. Był
wrzodem na mojej dupie, ale oczywiście teraz, gdybym go znowu zobaczyła,
pocałowałabym go. To znaczy zanim go zastrzeliła. Chociaż Ty naprawdę go nie
lubi, więc nie sądzę, że zobaczę go ponownie, co jest dobre, ponieważ nie lubię
go bardziej niż Ty, z wyjątkiem oczywiście faktu, że związał mnie z Ty.”
„Dodałeś
eliksir prawdy do jej coli?” - zapytał Jim-Billy Tate’a.
„Znasz
Ty, odkąd jego mama go odstrzeliła?” - spytał Tate.
„Tak”
- odpowiedział Jim-Billy.
„Znasz
go tak długo, myślisz, że włożyłby kamień na palec kogoś innego niż Lexie?” - Tate
kontynuował swoje mini-przesłuchanie, ale poczułam ściskanie serca.
„Nie”
- odpowiedział Jim-Billy z uśmiechem.
„Więc
szczerze gryźnij mnie w tyłek” - mruknął Tate, a Jim-Billy ponownie zaśmiał
się.
Ale
było mi ciepło, bo mnie aprobowali. Podałam kilka niejasnych, ale
prawdopodobnie obciążających informacji, a oni nadal mnie aprobowali. I byli
przyjaciółmi Ty, więc to wiele znaczyło.
Zabrzęczała
moja torebka, wsadziłam do niej rękę, wyciągnęłam telefon, otworzyłam go i
zobaczyłam, że mam SMS-a od Ty, który brzmiał: „Kogut siódma. Gotowa szósta
trzydzieści.”
Najwyraźniej
w SMS-ie wciąż był Milczącym Ty.
Uśmiechnęłam
się do telefonu. Potem spojrzałam na zegarek. Potem złapałam swoją colę, wyssałam
wielki łyk, wyłowiłam wiśnie, zjadłam i wyciągnęłam kolejny łyk.
Potem
zeskoczyłam ze stołka i oznajmiłam - „Muszę się odstrzelić się na uroczystość.
Zobaczymy się później?”
„Tak,
Lexie, gratulacje” - powiedział Tate.
„Później”
- powiedział Deke.
„Baw
się dziś dobrze, kochanie” - powiedział Jim-Billy.
„Odprowadzę
cię do samochodu” - powiedziała Krystal przerażająco, okrążając koniec baru.
Nie
widziałam sposobu, aby uniknąć tego nieco przerażającego i nadal nie byłam pewna,
co myśleć o Krystal, odprowadzającej mnie do samochodu, więc pożegnałam się po
raz ostatni i wyruszyłam z Krystal u boku. Ona nie mówiła, ja też nie. Ale
kiedy zatrzymałam się po stronie kierowcy Chargera, spojrzałam na nią.
Oglądała
mój samochód.
„Słodka
bryka” - zatwierdziła.
Cóż,
to był dobry początek.
„Dziękuję.”
Jej
oczy podniosły się do mnie, a jej głos był łagodny, kiedy mówiła - „Widzę, że
zamierzasz zaopiekować się naszym chłopcem. Sprawia, że czuję się lepiej. Po
sposobie, w jaki rzeczy były na waszej imprezie, nie mogłam tego stwierdzić i
nie podobało mi się to.”
Może
miała eliksir prawdy, zanim przyjechałam. A może była po prostu osobą, która tak
to publikowała.
„Mieliśmy…
coś” - powiedziałam jej cicho.
„Tak,
będziesz miała więcej tego z tym, przez co przeszedł. Nie rezygnuj z niego.
Jest około dwóch mężczyzn, o których to bym powiedziała, Tate jest jednym, Ty
jest drugim i jestem żoną Bubby, kocham go na zabój, poskładał swoje gówno do
kupy i cieszę się, ale nawet o nim tego nie powiedziałabym, ale z Ty nie warto
się poddawać. Przeniesiesz go na drugą stronę, nie pożałujesz.”
„Nie
zrezygnuję z niego” - wyszeptałam, uznając, że lubię Krystal.
Skinęła
głową i spojrzała mi w oczy.
Potem
powiedziała cicho - „Bądź mądra. Nadstawiasz karku, a grupa, z którą się
mierzysz, ukręci ci go.” - zassałam oddech, ale nie przestała mówić - „Wiesz o
tym, co zrobili twojemu mężczyźnie. Mężczyzna musi robić to, co musi robić. To,
że Tate i Deke wpadają w to gówno, nie mam dobrego przeczucia. To, że Ty jest
wkurzony i chce coś z tym zrobić, rozumiem. Zdecydowanie to rozumiem. Nie mam
co do tego dobrego przeczucia. Ale mężczyźni muszą robić to, co muszą, a my,
kobiety, mamy dwie rzeczy, które możemy zrobić, stać po ich stronie lub być
wystarczająco mądrymi, aby zrobić to, co właśnie zrobiłaś - znaleźć mężczyzn,
którzy wiedzą, co robią, aby chronić tyłek twojego mężczyzny. A teraz wprawiłaś
koła w ruch…” - odwróciła głowę z powrotem do baru - „…pilnuj swojego mężczyzny
i trzymaj głowę spuszczoną. Jak Ty czuje do ciebie to, co ty do niego, to nie
przeżył tego koszmaru po to, by wyjść na drugą stronę i patrzeć, jak jego
kobieta znosi własny. Bądź bezpieczna, jeśli nie dla siebie, to dla niego. Rozumiesz
mnie?”
Skinęłam
głową. Rozumiałam ją.
Skinęła
głową, mruknęła - „Uszczęśliw go” - po czym odwróciła się i wróciła do baru.
Zatrzymała
się przy drzwiach i zawołała - „Przy okazji, masz tłuste plamy z tyłu koszulki.”
Potem
posłała mi porozumiewawczy uśmiech, odwróciła się, otworzyła drzwi i weszła do
baru.
Wpatrywałam
się w drzwi długo po tym, jak zniknęła za nimi.
Potem
wsiadłam do Chargera i pojechałam do domu.
*****
Ty
Jesteś najpiękniejszym mężczyzną,
jakiego spotkałam…
Słowa
ponownie zabrzmiały mu w głowie, gdy nacisnął pilota drzwi garażowych.
Brzmiały
w jego głowie, odkąd Lexie je powiedziała. Raz po raz. Tak często, że myślał
tylko o nich. Tak często, że Keaton i Misty odchodzili, zanim znów o nich
pomyślał. Zapomniał, że tam byli.
Jesteś najpiękniejszym mężczyzną,
jakiego spotkałam…
Pieprzyć
go, ale podobało mu się, że tak myślała.
Wtoczył
Węża, zamknął go, złapał torbę treningową z siedzenia pasażera i wyciągnął swój
tyłek. Przechodząc, wrzucił torbę do pomieszczenia gospodarczego. Posortowałaby
jego gówno, a on nie musiałby prosić. Wiedział o tym. Dał jej diamenty i drogie
buty. Dała mu wszystko inne i dała to w sposób, w jaki wiedział, że nie musiał
dawać jej diamentów i drogich butów, żeby to dostać.
Wszedł
po schodach, okrążył balustradę i zatrzymał się jak wryty.
„W
środku czegoś, kochanie” - mruknęła - „…pocałuję cię za chwilkę.”
Siedziała
na stołku na wyspie ze skrzyżowanymi nogami, skierowanymi piętami do podpórki
na stołku. Obie nogi miała rozsunięte na boki, tułów zgarbiony, głowę pochyloną,
więc, chociaż widział jej plecy, wiedział, że koncentruje się na tym, co robił
i rozumiał to nie tylko z powodu jej roztargnionych słów, ale także z jej
postawy.
Miała
na sobie białe spodnie z szerokimi nogawkami, niskim stanem, przez co było
widać szeroki pas skóry odsłonięty poniżej topu i powyżej paska spodni. Ten pas
był zaproszeniem, o którym, znając Lexie, nie miała pojęcia. Szeroki pas, który
zachęcał jej mężczyznę do wsunięcia dłoni w jej spodnie i złapania jej
słodkiego tyłka; zaproszenie, które postanowił, że tej nocy znajdzie czas, by przyjąć.
Jej
górę stanowiła jasnoszara, satynowa koszulka, luźna, marszczona w talii,
wiązana z boku w dużą, opadającą, satynową kokardkę. Jej włosy opadały gładko
na plecy. Para czarnych, wysokich sandałów na szpilkach stała rzucona na
podłogę z boku wyspy; na blacie leżała mała czarna torebka.
Na
blacie leżało też kilka szarych i czarnych dzbanów, które nawet jako mężczyzna
musiał przyznać, że były gówniane. Dobrze wyglądały na blacie z czarnego
granitu. Jego oczy przesunęły się od nich i dookoła, przyglądając się rzeczom.
Gówno na parapecie okna nad zlewem, którego nie było tam, kiedy wychodził tego
ranka, jej kula śnieżna i zdjęcie. Jego oczy przeskanowały okolicę. Szeroka
miska pasująca do dzbanów wypełniona owocami przy lodówce. Jego oczy poruszały
się i zobaczył ich zdjęcie ślubne w srebrnej ramce na kominku.
Widząc
to zdjęcie, poczuł, jak to ostre coś ponownie przebija lewą stronę jego klatki
piersiowej i, przy ekskluzywnym bólu, ten obszar napiął się, i pozostał w takim
stanie.
Jego
matka nie oprawiała zdjęć. Nie rozstawiała pamiątek przypominających im o
dobrych chwilach spędzonych podczas rodzinnych wakacji czy wycieczek. Ich
rodzina nie jeździła na wakacje. Nie mieli wycieczek. I nie mieli szczęśliwych
wspomnień do pokazania.
Ale
to było coś więcej. Jego matka traciła energię na zrzędzenie i wkurzanie
świata. Nie spędzała to na tworzeniu domu, na pewno nie dla męża, którego
nienawidziła, ale została z nim tylko po to, pomyślał Ty, żeby go torturować.
Ale także nie dla jej dzieci, o których często zapominała.
Dlatego
Ty Walker nigdy nie miał domu. Nawet miejsca,
które kupił i zaczął zawalać się gównem, które mu się podobało, nie próbował
zrobić domem po pierwsze dlatego, że był mężczyzną, a po drugie dlatego, że
nigdy go nie miał, nie przeszło mu to przez myśl.
Dzbanki,
miska, kula śnieżna i kilka ramek Lexie to zrobiły. Nie potrzebowała niczego
więcej. Ani kwiatów na taras. Ani innych akcentów. Będzie dobry taki, jakim już
go zrobiła. Ale wiedział też, że, z tym, co zaczęli, będzie zapełniała jego dom
gównem, które uczyni go domem.
Podszedł
do niej, zbliżył się do jej pleców, ściągnął jej miękkie włosy z ramienia i
pochylił się nisko, by pocałować jej ramię, a następnie przesunął usta do jej
ucha.
„Moja
mama była zajęta” - wymamrotał tam, a potem jego oczy przeniosły się na blat,
gdzie miał rzucić klucze i zamarł.
„Tak”
- wymamrotała z roztargnieniem, ale on ledwo ją usłyszał.
To
dlatego, że na blacie leżały rozrzucone pocięte róże, a po ich kolorze
wiedział, że pochodzą z jej bukietu ślubnego. W jednej ręce trzymała kwadratowy
kawałek szkła, w drugiej dziwny pistolet, którego używała do obramowania szkła
jakimś stopionym metalem w kolorze srebra. Zauważył, że nie był to jeden
kawałek szkła, ale dwa, a między nimi ścisnęła płatki róż w kształcie serca.
Nachodziły na siebie gęsto, użyła obu kolorów, kawałki płatków były swobodnie
ułożone w innych miejscach w szkle, które wyglądały na przypadkowe, ale jakoś
wskazywały i podkreślały kształt serca. Nie był facetem od serc i kwiatów, ale
widział takie gówno sprzedawane w sklepach, a sposób, w jaki robiła to, co
zrobiła, był daleki od amatorskiego.
„Dobra”
- oznajmiła, odkładając pistolet na poszarpaną ścierkę. Ostrożnie trzymała szkło
między kciukiem a palcem wskazującym, prostując tułów i zapytała - „Co o tym
myślisz?”
Walker
nie miał odpowiedzi, tylko się w nią wpatrywał.
„Zbyt
słodkie?” - zapytała, a on zauważył kątem oka, że odwróciła głowę i poczuł na
sobie jej spojrzenie, ale nie mógł oderwać oczu od serca - „Mam na myśli serce…
to nie ja. To też nie jesteś ty. Ale myślałam, że mogłabym wyryć kilka
zawijasów i gówna w rogach szkła w rogach i wewnątrz serca, mogłabym napisać
„Ty i Lexie, Las Vegas” i może datę naszego ślubu. Na górze przylutuję wieszak.
Mam różową wstążkę i przyssawkę do okna, którą powieszę w oknie nad zlewem.” -
Przestała mówić, a kiedy nadal nie odpowiadał, mruknęła - „Może to za dużo. Nie
jestem pewna, czy serce z płatków róż pasuje do czarnych blatów i kremowych
szafek w twojej kuchni…”
Mówiła,
ale on jej nie słyszał.
Myślał,
Ty i Lexie.
Ta
ostra rzecz ponownie przebiła lewą stronę jego klatki piersiowej.
„Twoja
kuchnia” - powiedział.
„Co?”
- zapytała cicho, a jego wzrok przeniósł się z jej dłoni na jej oczy.
„Twoja
kuchnia, kotku. To twoja kuchnia; zrobiłaś to tak, że pasuje.”
Widział
zaskoczenie rozbłyskujące w jej oczach, a potem obserwował, jak jej piękna
twarz staje się łagodna i lubił jedno i drugie, ale bardziej podobało mu się
drugie.
„To
z twojego bukietu” - zauważył cicho, a ona skinęła głową.
Potem
przyznała - „Byłam na ciebie wkurzona, ale nie na tyle, żeby nie zatrzymać
kilku róż…” - przerwała, a potem dokończyła - „tak z osiem.”
Poczuł
rozluźnienie ucisku w lewej części klatki piersiowej.
Potem
owinął palcami bok jej szyi i przesunął je w górę i z powrotem, tak że znalazły
się we włosach. Włosach, które czuł ślizgając się po jego skórze, włosach,
które czuł dookoła, kiedy pracowała z jego kutasem. Włosy, które w tych
miejscach czuł lepiej, niż to sobie wyobrażał, a wyobrażał sobie, że będą
naprawdę cholernie dobre.
Kurwa,
ale on kochał jej włosy.
Nie
powiedział jej tego. Nie powiedział jej też, że rzecz, którą zrobiła, jest
piękna i to nie tylko ze względu na to, czym jest, ale ze względu na to, co
mówi i że zrobiła to z kwiatów ze swojego bukietu.
Zamiast
tego pochylił się i dał jej lekki pocałunek.
Potem
wymamrotał - „Muszę wziąć prysznic i się przebrać, a potem idziemy.”
Potem
puścił ją i podszedł do schodów, myśląc - tak
z osiem.
Zrezygnowała
z niego, kiedy był dupkiem, ale nigdy nie pozwoliła mu odejść.
Nigdy
nie pozwoliła mu odejść.
Dotarł
na najwyższe piętro, czując, że ucisk powraca w lewej części klatki piersiowej.
Ale
biorąc prysznic, wiedząc, że Lexie jest w jej kuchni na dole, gotowa wyjść z
nim na kolację, odpuścił.
*****
Walker
leżał na plecach głową do poduszek, nagie ciało jego żony używało go jako
materaca.
Jej
palec przesuwał się po grubych wirach i nacięciach wzoru tatuażu, który pokrywał
jego lewe ramię od górnej części przedramienia w górę ramienia, częściowo w
górę szyi i przez lewą górną część klatki piersiowej i piersi. Pozycja jej
ciała nie pozwalała jej wędrować palcem w dół po części, która pokryła lewą
stronę jego brzucha i torsu, zakrzywiając się wokół jego boku do przepony przez
jego plecy, spotykając tusz, który zwinął się na jego ramieniu, kontynuując w
dół prawie do pachwiny z przodu, po szczycie bioder z boku i wzdłuż krzyża.
„To
dużo tuszu” - szepnęła, nie odrywając oczu od palca.
„Tak”
- zgodził się, ponieważ tak było. Potrzeba było pięciu wizyt, aby wykonać tę
pracę i kosztowało pieprzoną fortunę.
Spojrzała
na jego twarz - „Co to jest?”
„Maorys”
- powiedział, a ona zamrugała.
„Co?”
„Maorysi”
- powtórzył - „Rdzenni mieszkańcy Nowej Zelandii” - wyjaśnił.
„Wiem,
kim oni są, ale dlaczego masz tusz Maorysów? Masz w sobie Maorysów?”
Potrząsnął
głową - „Nie przez krew”.
Kiedy
nie powiedział nic więcej, Lexie zapytała - „Co to znaczy?”
Miał
rękę owiniętą nisko w jej talii, jego palce wodziły bez celu po miękkiej skórze
jej biodra.
Kiedy
przemówił, przestał je włóczyć i zwinął dłoń wokół niej.
„Kiedy
dorastałem, był maoryski góral, który mieszkał piętnaście minut jazdy rowerem w
domku pośrodku pustkowia. Był starym skurwielem, miał złe nastawienie, ale
przede wszystkim miał złe nastawienie, bo dzieciaki w mieście wiedziały, że
mieszka tam sam. Nie przychodził do miasta często, nie był towarzyski, a te
dzieciaki myślały, że to zabawne pieprzyć się z nim. Byłem jednym z tych
dzieciaków. Byłem na górze i robiłem gówno, żeby się z nim pieprzyć, kiedy mnie
złapał, zaciągnął do swojego domku i położył. Miałem osiem lat. On wyglądał na
około osiemset. Wciąż mnie rozłożył, bez wahania, uderzył mnie.”
„O
mój Boże” - wyszeptała, jej palec też zatrzymał się, żeby wszystkie mogli
wcisnąć się w jego ramię.
„Nie,
Lex, kiedy już mnie rozłożył, porozmawiał ze mną. Nigdy tego nie miałem. Miałem
tatę, który nie wahał się mnie uderzyć, ale nie poświęcał czasu, aby rozmawiać
ze mną po tym gównie, które robiłem źle i jak to połączyć. Miał czas, by podnieść
na mnie rękę, ale nie miał czasu, by uczyć mnie lekcji. Tuku taki nie był.”
„Tuku?”
„Tak,
Tuku. Tak się nazywał. Potem pojechałem tam na rowerze, nie żeby się z nim
pieprzyć, ale dlatego, że zademonstrował, że się przejmuje, a ja tego nie
miałem. Nie myliłem się. Obchodziło go. Nie robiliśmy z tego wielkiej sprawy,
ale następnym razem, gdy przyjechałem, dał mi swój czas, dał mi swoje
towarzystwo, a kiedy przychodziłem, przekazywał mi swoją mądrość. Więc często
tam chodziłem. Był w tym kraju, bo poślubił białą kobietę, Amerykankę, przyjechał
tutaj, aby być z nią, aby ona mogła być ze swoim ludem. Mieszkali tutaj, żyła
wystarczająco długo, by zajść w ciążę i umrzeć mając dziecko. Dziecko też
umarło. Kochał ją, to popieprzyło mu w głowie, wymeldował się, został w swoim domku,
żył i oddychał, jadł i pracował, ale poza tym życie wyrwało mu jedyną dobrą
rzecz, jaką miał, w tym samym czasie zabierając piękno, które stworzyli razem.
Nie mógł sobie z tym poradzić, więc tego nie zrobił.”
„To
okropne” - powiedziała cicho.
„Tak”
- zgodził się Walker, bo tak było, a znał Tuku przez czternaście lat, więc
wiedział, że było gorzej, ponieważ był człowiekiem, który na to nie zasługiwał.
Ani trochę.
„Więc
wziął cię pod swoje skrzydła?”
Walker
skinął głową - „Często tam chodziłem, kiedy tylko mogłem. Robiłem moje prace
domowe tam na górze, bo kiedy wiedział, że będę przychodzić, kazał mi je zabierać
ze sobą. Nauczył mnie trzymać młotek. Nauczył mnie posługiwać się wiertarką.
Nauczył mnie wymieniać olej, naprawiać hamulce i wyłączać sprzęgło. Nauczył
mnie, że każdy jest wart czegokolwiek, na co człowiek ciężko pracuje i robi to
własnymi rękami. Tworzy gówno. Naprawia. Chociaż ludzie, którzy mogli sobie
pozwolić na jego rzeczy, byli prawnikami, maklerami giełdowymi, nie miał dla
nich szacunku. To był po prostu jego sposób, jego opinia i nauczył mnie, że
mężczyzna powinien formułować opinie, robić to z jakiegoś powodu, trzymać się
ich, ale mieć otwarty umysł. Był artystą zarówno w Nowej Zelandii, jak i tutaj.
Tak zarabiał na życie. Dał mi pióro i tusz. To…” - podniósł lewą rękę i upuścił
ją z powrotem na łóżko - „Po jego śmierci kazałem go na sobie wytatuować.
Zabrałem to, co mi dał do salonu tatuażu zaraz po pogrzebie i zacząłem.”
W
jej głosie zabrzmiał ton światła, gdy wyszeptała - „Więc był twoją Ellą.”
Jej
światło zaświeciło jasno dla niej i dla Walkera, bo miała rację.
„Tak,
był moją Ellą.”
„Więc
to Tuku wydobył mojego Ty.”
Mój Ty.
Mój Ty.
Chryste.
Kurwa.
Chryste.
Dwa
słowa. Tylko dwa słowa. Walker nie miał pojęcia, aż do tego momentu, że dwa
słowa mogą tak dużo znaczyć. Nigdy do nikogo nie należał.
Nigdy
nigdzie nie należał. Nigdy nie myślał, że tego chce.
Dopóki
nie usłyszał tych dwóch słów.
Nie
mógł powstrzymać gęstego brzmienia swojego głosu, kiedy potwierdził - „Tak, to
był on.”
Jej
ręka zsunęła się z jego ramienia i owinęła wokół jego szyi, kiedy powiedziała
łagodnie - „Przykro mi, że nie mogłam go spotkać”
„Mnie
też. Polubiłby cię.”
Przechyliła
głowę na bok - „Zrobiłby to?”
„Tak.”
„Skąd
wiesz? Skoro nie był towarzyski…”
Uścisnął
ją za ramię i przerwał jej - „Ponieważ jesteś tym, kim jesteś, Lex, bez ściemy.
Tuku nie był fanem ściemy. I był stary jak cholera, ale nadal był mężczyzną, a,
z twoim wyglądem, niewielu mężczyznom by się to nie spodobało.”
Uśmiechnęła
się do niego.
Potem
zapytała - „Gdzie jest pióro i atrament?”
„W
tubie w szafie w jednym z pokoi na dole. Oprawiłem je w ramę, ale kiedy ludzie
od przeprowadzki mnie tu wprowadzili, upuścili to, szkło się rozbiło, rama pękła.
Chciałem to zmienić, ale chciałem, żeby było zrobione dobrze, nie dotarłem do
tego, zanim mnie dopadli.”
Przyglądała
mu się, a potem nagle podniosła tułów i przesunęła nogami, tak że siedziała
okrakiem w dole jego brzucha. Poczuł, jak ściska mu się brzuch, kiedy
niespodziewanie odsłoniła bujne piękno swojego ciała przed jego oczami, i
koncentrował się na tym, więc nie opierał się, kiedy owinęła palce wokół jego
prawego nadgarstka i wciągnęła jego rękę między nich. Potem przesunęła palcami
po czarnych znakach, które owijały jego przedramię, zaczynając od wewnętrznej
strony jego nadgarstka i kończąc tuż pod łokciem.
„Co
to mówi?” - wyszeptała.
„Zrobiłem
to w środku. Artysta tamtejszy, prymitywne narzędzia, praca pierwszorzędna.”
„Tak,
jest fajne…” - zgodziła się, wciąż szepcząc - „…ale co to mówi?”
Jego
oczy wpatrywały się w jej.
Potem
odpowiedział - „Zemsta jest moja.”
Jej
palce drgnęły na jego nadgarstku, ale nie oderwała od niego wzroku.
Potem
pochyliła głowę, a on patrzył, jak obserwowała, jak jej palce przesuwają się po
śladach. Potem pochyliła się lekko do przodu, uniosła jego ramię i przycisnęła
jego dłoń płasko do piersi. Potem jej oczy wróciły do jego, gdy powoli wsunęła
jego rękę w dół, między swoje piersi, w dół brzucha, w dół na brzuch i w dół.
Przez
cały czas czuł jej skórę pod ścieżką dłoni; patrzył, jak jej twarz się zmienia,
staje się głodna. Robiła tak cały czas. Gorąca. Kurwa, nigdy nie miał tak gorącej.
Skończyli zaledwie piętnaście minut temu, a ona chciała znowu. Bardzo była
głodna i, żeby dostać to, czego chciała, była kocicą.
To
też cholernie w niej kochał.
Kiedy
użyła swojej dłoni, by podciągnąć jego między jej nogami, podwinął tułów do
góry, jego lewe ramię owinął mocno wokół jej talii, a jej wargi natychmiast
poruszyły się tak, że jej usta znalazły się na jego. Jej oddech był już ciężki.
Przejął
kontrolę i wsunął palec do środka, obserwując, jak jej oczy dryfują na wpół
przymknięte.
Poczuł,
że jego kutas staje się twardy.
„Czego
chcesz maleńka?” - mruknął w jej usta.
„Czy
mogę cię ssać?” - spytała gorąca, głodna, chcąc tego, ale wciąż niezdecydowana.
Jakby
mógł, kurwa, powiedzieć nie.
Odpowiedział,
przesuwając rękę w górę jej pleców i wyciągając palec, naciskając, gdy
przesuwał się po łechtaczce, szukając i słysząc ten seksowny jak cholera dźwięk
z tyłu gardła, a robiąc to wszystko, położył się na plecach, zabierając ją ze
sobą.
Kiedy
już się ułożył, wyszeptał - „Tak, mama, możesz mnie ssać.”
Uśmiechnęła
się, a potem ruszyła, nie spiesząc się spływała w dół niego, używając ust,
języka, zębów, dłoni, włosów ślizgających się po nim, kiedy to robiła i, zanim
dotarła do jego kutasa, był twardy i pulsujący.
Przez
chwilę lizała go, bawiła się i głaskała, zanim zajęła się nim na poważnie.
Pozwolił jej na to z jej włosami dookoła, lubił to i ona też. Potem wzięła go
do środka i pieprzyła ustami, podobało mu się to bardziej, ponieważ zawsze była
chętna, głodna, mogła wziąć go głęboko i mogła mocno ssać, a oba pieprzenie świetnie.
Kiedy
był blisko, podciągnął ją do góry, obrócił na plecy i oddał jej przysługę tak
dobrze, jak tylko mógł, nie spiesząc się, poruszając się w dół, pracując nad jej
cyckami, aż zaczęła się wiercić i wydawać ciche dźwięki, smakując ją, dotykając
jej, a potem dostał się między jej nogi i zjadł ją mocno i bardziej głodny niż
ona.
Tak
bardzo kochał smak jej cipki, że czasami mógł pracować lub ćwiczyć i wyczuwał
ją na języku.
Też
to kochał.
Sprawił,
że doszła i przesunął się nad nią, wjeżdżając głęboko do środka, zanim
skończyła, pchając szybko i mocno, obserwując, jak jej twarz się uspokaja, a
potem wsunął między nich rękę i odbudował ją ponownie. Uniosła kolana wysoko,
przycisnęła je mocno do jego boków, zablokowała jego ramię między nimi, jej
ręce poruszały się po nim gorączkowo, zabrał ją tam ponownie, a potem pozwolił
sobie dojść.
Zatopił
się w niej, oparł się na niej wystarczająco mocno, by ją ogrzać i pocierał jej
szyję ustami, podczas gdy jej dłonie dryfowały lekko po nim.
Nie
rozmawiał podczas seksu i nie lubił, gdy jego cipka to robiła. Lexie mówiła,
ale rzadko, a kiedy to robiła, to coś znaczyło.
Kochała
jego kutasa w ustach i cipce i dawała mu o tym znać.
Kochała
jego ciało. Kochała jego usta. Kochała jego ręce. I mu o tym mówiła.
Lubiła,
jak dawał jej to tak, jak chciał. Był kreatywny; nigdy nie protestowała, po
prostu oferowała swoją cipkę, kiedy chciał ją wziąć, tak często, jak tego
chciał, a ona kończyła, robiła to mocno i nie przeszkadzało jej, że wiedział,
że to robiła.
Również
to w niej kochał.
Wysunął
się i przesunął w dół, muskając ustami jej klatkę piersiową, po czym stoczył
się.
Potoczyła
się w drugą stronę i poszła do łazienki, żeby się umyć. Leżał na plecach,
wpatrując się w sufit, kiedy to robiła, ale odwrócił głowę na bok, aby
zobaczyć, jak wraca do pokoju. Podniosła majtki z podłogi, założyła je, zgasiła
światło po swojej stronie, a następnie przyłożyła kolano do łóżka i weszła w
nie.
Ułożyła
się, przycisnęła do jego boku, policzek oparła na jego klatce piersiowej, nogę
zaplątała w jego nogi. Wyciągnął rękę, zgasił światło, a potem sięgnął w dół,
naciągnął na nich kołdrę, a następnie objął ją ramieniem i przycisnął bliżej.
„Dzięki
za kolację” - mruknęła w jego klatkę piersiową, obejmując ramieniem jego
brzuch, lekko go ściskając.
Nie
odpowiedział.
Kupił
jej drogą kolację, żeby uczcić znalezienie przez nią pracy i kupił jej drogą kolację
żeby uczcić fakt, że budził się obok niej. Z czasem dowie się o tym bez powiedzenia
przez niego i dowie się o tym, bo to właśnie zamierzał jej dać.
Zamiast
mówić, wpatrywał się w sufit, który widział w świetle księżyca. Bale i belki
drewniane. I czuł pod sobą miękkie łóżko, miękkość Lexie u boku. Nie miał na
głową cementu i przemysłowej farby. Pod nim twardy, cienki materac. Wąskie
łóżko, które nie pasowało do jego postaci i nie pozwalało na ruch. I bez szans
na cipkę schowaną u jego boku, zdecydowanie nie słodką, szykowną cipkę, która
ładnie się ubierała, często się śmiała i nie obchodziło jej to, kto widział ją
biegnącą przez podjazd warsztatu na wysokich obcasach i rzucającą się w jego
poplamione smarem ramiona tylko dlatego, że znalazła sobie pracę na pół etatu
jako recepcjonistka w pieprzonym salonie.
Wpatrywał
się w sufit i czekał.
Wtedy
to się stało, jej ciężar się zwiększył.
Znalazła
sen.
Potem
znów czekał.
Odsunęła
się we śnie i odtoczyła.
Kiedy
to zrobiła, Walker zrobił to, co zawsze robił. Wyszedł z łóżka i przeszedł
przez pokój do jednego z trzech termostatów w domu. Podkręcił klimatyzację, a
następnie odwrócił się, by wrócić do łóżka, ale zatrzymał się, gdy zobaczył jej
torebkę na komodzie. Była otwarta, a rzeczy wylewały się ze środka.
Zamiast
wracać do łóżka, przeniósł się tam i złapał aparat cyfrowy. Włączył go i
przesunął kciukiem po bocznych przyciskach, wyświetlając na ekranie zdjęcia.
Trzy z ich kazała kelnerce w Kogucie zrobić im przytulonym po jednej stronie stolika.
Ale zatrzymał się na jednym.
Głowa
Lexie była odwrócona i przechylona do tyłu, twarzą do niego, ale nawet z
profilu można było zobaczyć, jak się szeroko uśmiecha, z nosem przyciśniętym do
dolnej części jego szczęki, na stole przed nimi stały napełnione kieliszki
szampana. Jej ręka była owinięta wokół jego pasa, jego ramię wokół jej ramion,
jego głowa była częściowo zwrócona do niej, pochylona, jego oczy były zamknięte
i pamiętał, co myślał z zamkniętymi oczami. Lexie wcisnęła się w jego bok, więc
czuł jej cycki, wąchał włosy i perfumy, wiedząc, że się uśmiechała, bo właśnie
się śmiała.
Myślał,
coś walniętego, tak walniętego, że było to cholernie szalone.
Myślał,
że nie miał nic przeciwko odbyciu tej odsiadki, ponieważ wyszedł i znalazł to
wszystko.
Stojąc
tam, wpatrując się w wyświetlacz, Walker przypomniał sobie, jak siedziała w
budce po tym, jak kelnerka oddała aparat, z pochyloną głową, patrząc na zdjęcia
na wyświetlaczu i mrucząc - „Potrzebuję jeszcze jednej ramki. Kominek wygląda
na nagi.”
Jej
mamrotanie dowiodło, że miał rację. Robiła dom dla niego, dom dla nich, ponieważ ona też nigdy go nie
miała i zamierzała to robić dalej.
Wyłączył
aparat i postawił go na komodzie. Potem dołączył do niej w łóżku, wtulając się
w jej plecy, obejmując ją ramieniem i przyciągając do siebie.
Robił
to każdej nocy, odkąd spróbował zaufać jej i uczynił z nich ich. I jak każdej nocy, we śnie,
przytuliła się bliżej, zanim się ułożyła, a on wiedział, że się nie odczepi,
ponieważ każdego ranka, odkąd się nimi stali, budził się z żoną schowaną
właśnie tam.
I
jak każdej nocy, odkąd się nimi stali, zasnął wąchając jej włosy, a nie zakład karny
wypełniony mężczyznami, czując jej ciało ciasno przylegające do jego, nie
szorstkie okrycie, powietrze chłodne, nie gorące jak cholera i światło księżyca
prześwitujące przez wielkie okna nie małe zakryte kratami.
Ale
tej nocy zasnął myśląc, że to było walnięte, cholernie szalone, ale to była
prawda.
Nie
miał nic przeciwko odbyciu tej odsiadki, kiedy to oznaczało, że wyszedł do
Lexie.
Szczęściarze. Dobrze znaleźć dom. Bo dom to nie budynek. To człowiek w którego wtulisz się w nocy i poczujesz się jak zwycięzca. Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję ;) czekam na kolejne rozdziały z zapartym tchem
OdpowiedzUsuńDziękuję 💙
OdpowiedzUsuńCiekawe jak długo będzie trwać ta sielanka. Znając tę autorkę to coś pierdyknie. Dziękuje./
OdpowiedzUsuń