środa, 15 września 2021

10 - Jestem nauczycielką

 

Rozdział 10

Jestem nauczycielką

 

 

Ty był pod prysznicem, z ręką przyciśniętą do kafelków przed nim, pochyloną głowa, wodą spływającą mu po karku, plecach i głowie, pięścią owiniętą wokół penisa i głaskał.

Ja byłam za nim mocno przyciśnięta do jego pleców, na przemian całując i smakując gładką, umięśnioną skórę, moje ramiona wokół niego poruszały się na jego klatce piersiowej, jego brzuchu, wszędzie.

Słyszałam odgłosy, świadczące o tym, że doprowadzał się, a ponieważ wchodziły głębiej, wiedziałam. Więc mocno przycisnęłam przód do jego pleców, ramiona owinęłam mocno wokół, odchyliłam podbródek do tyłu i wyszeptałam przez wodę - „Dokończ we mnie”.

Nie musiałam dwukrotnie prosić. Zanim zdążyłam mrugnąć, żeby woda wypłynęła mi z oczu, odwrócił się, złapał mnie pod pośladki, podciągnął i przesunął tak, bym plecami znajdowała się przy ścianie. Moje nogi okrążyły jego biodra, a ręce jego ramiona i wszedł. Plecami uderzyłam w płytki, jego ręce przesunęły się na mój tyłek i napełnił mnie swoim kutasem.

Piękne.

Wjechał, wyjechał, znowu i znowu, ręce na moim tyłku, usta na moich na przemian całując mnie głęboko i prawie brutalnie, potem delikatnie i słodko, a potem zostawiając swoje usta na moich, by nasze ciężkie oddechy się mieszały. Jeśli mnie całował, zamykaliśmy oczy, jeśli oddychaliśmy, jego oczy patrzyły na mnie, były gorące, rozgorączkowane, wpatrywały się głęboko, dawały i brały.

Trzymałam nogi ciasno wokół jego bioder, ramię ciasno wokół jego ramion, ale wsunęłam rękę między nas, aby pomóc jego prowadzącemu kutasowi w zabraniu mnie tam.

Czując, widząc i słysząc go, przyciskając się do niego i dotykając go, gdy się głaskał, żyjąc fantazją, którą bawiłam się w mojej głowie z palcami między nogami i bez Ty, taką, która była o wiele lepsza w prawdziwym życiu z nim właśnie tam tak blisko, jak tylko mógł, to było tak piękne, tak gorące, że byłam przygotowana. Bardzo mocno przygotowana. Mój palec musiał poruszać się po mojej łechtaczce przez około pół minuty, zanim dźwięki, które wydałam, stały się desperackie. Usłyszał je i jedna ręka opuściła mój tyłek, aby owinąć się wokół tyłu głowy, co było dobre, ponieważ sekundę po tym, moje nogi skręciły się wokół niego, moje ramię stało się bardzo napięte, moje plecy i szyja wygięły się w łuk, a moja głowa uderzyła jego rękę o płytki.

Chwilę później moje usta były na jego gardle, gdy jego kutas wepchnął się głęboko, a jego głowa odskoczyła do tyłu podczas orgazmu.

Chwilę później skończyliśmy prysznic.

*****

Byłam w majtkach i podkoszulku Ty, z mokrymi włosami, stałam przy ekspresie i nalewałam mu podróżny kubek.

Ty stał obok mnie, z ciałem zwróconym do mnie, biodrem odzianym w dżinsy opartym o blat, a miskę malin, jeżyn, banana i jogurtu zmieszanego z odrobiną protein w proszku, trzymał w ogromnej dłoni wysoko przy ustach.

Była środa, dwa dni po tym, jak zostaliśmy nami. Dwa wspaniałe dni po tym, jak zostaliśmy nami. Dupek Ty już dawno zniknął. Milczący Ty był wspomnieniem.

Nie dzielił się zbytnio słowami, ale dzielił się.

O tak, dzielił się.

A robił to głównie przez seks. Dużo seksu.

Nadrabiał stracony czas i ja też, to była prawda. Ale przede wszystkim tak było dobrze. Udało nam się zjeść i poszedł do pracy. W poniedziałek wieczorem ćwiczył po pracy. Poza tym byliśmy w łóżku (a raz na kanapie). Rozmawialiśmy między tym, zanim zapadliśmy w sen, albo ja mówiłam i on odzywał się rzadko, a ja mówiłam głównie szeptem. Nie trwało to długo, zanim odwrócił się we mnie z czytelną intencją. Nie chodziło o to, że nie chciał usłyszeć, co mam do powiedzenia, po prostu mieliśmy lepsze rzeczy do zrobienia.

Nie powinnam porównywać Ty z Ronnie’m i nie powiedziałabym Ty, że robiłam to w myślach.

Ale to robiłam.

Nic nie mogłam na to poradzić. Miałam dwóch kochanków, którzy byli dniem i nocą.

Ronnie celował i pudłował. Próbował, ale czasami mu się nie udawało, a ja nie miałam serca, by mu powiedzieć, że to zrobił lub gdzie popełnił błąd. To go denerwowało, kiedy tak robiłam; zamykał się w sobie lub lekko się wkurzał, więc nauczyłam się przestać to robić.

Ty trafiał za każdym razem.

To mogłoby mnie przerazić, jak dobry w tym był, ale myślenie o tym tego nie robiło. Po pierwsze, miał wspaniałe ciało i miał nad nim władzę. Nie tylko podczas seksu, ale przez cały czas. Po drugie, był silny - bardzo silny. Ronnie nie był słabeuszem i dbał o swoje ciało z przyzwyczajenia i dla przetrwania.

Ale siła jego chudych mięśni była niczym w porównaniu z siłą kryjącą się za masywnym ciałem Ty. A Ty wykorzystał swoją siłę podczas seksu na oszałamiająco różnorodne sposoby. Po trzecie, Ty był naprawdę gorący i przed uwięzieniem musiał mieć sprawiedliwy udział w praktykach seksualnych, a może nawet trochę większy. I, na koniec, Ty już udowodnił, że jest hojny, a jego seks nie różnił się od tego. Zajmował się mną, czasem dwa razy (raz trzy razy), zanim zadbał o siebie. Nigdy mnie nie zostawił, jeśli by się nie zaopiekował mną przedtem albo zajął mną później. Nigdy.

To było fenomenalne. Tak fenomenalne, że nie przeszkadzało mi, że nie było już dzielenia się od serca od Ty. Wszystko, co mi dawał, było w porządku. Lepiej. To było idealne.

Podeszłam do niego, postawiłam jego kubek podróżny na blacie przy jego biodrze, podeszłam tak blisko, jak tylko pozwalała mi miska, oparłam biodro o blat i od razu zaczęłam się zrzędzić.

„Godzina siódma to absurdalny czas, aby być w pracy.”

Spojrzał na mnie swoimi pięknymi oczami, przeżuł, przełknął i odpowiedział - „Mówiłem ci, że nie musisz wstawać ze mną.”

Tak, racja, jakbym mogła przegapić wzięcie z nim prysznica. To się nie wydarzy.

Zakomunikowałam to oczami i przechyleniem głowy. Odczytał to głośno i wyraźnie, a kąciki ust uniosły mu się.

Potem znów się odezwał - „Godzina siódma oznacza wychodzenie z pracy o czwartej, chyba że potrzebują nadgodzin. Mógłbym pracować od dziewiątej trzydzieści do szóstej trzydzieści, ale lubię czyste wieczory. Nie spałbym do późna, a poranny czas byłby stratą.”

„Mm” - wymamrotałam, a jego usta drgnęły.

„Mama, pieprzenie się pod prysznicem wykonane. Jak naprawdę zaczniemy się bawić, ja nie zechcę iść, to jak kupisz meble na taras, jeśli nie będę miał wypłaty?”

Miał rację.

I nazwał mnie „mama” swoim łagodnym głosem. To było nowe. Podobało mi się.

Nie wspominając o tym, że odkryłam, że bardzo potrzebujemy mebli na taras.

„Jak chcesz, Słonko” - mruknęłam.

„Tak” - mruknął w odpowiedzi, wepchnął ostatnią łyżkę śniadania do ust, przeżuł, połknął, a potem pochylił głowę, by dotknąć ustami moich i obszedł mnie, żeby dostać się do zlewu, mówiąc - „Idę na siłownię, zanim wrócę do domu. Wrócę około szóstej.”

Odwróciłam się z nim, więc byłam twarzą do niego, kiedy odpowiedziałam, po tym jak włożył miskę do zlewu i wrócił do mnie - „Dobrze. Masz ochotę na kolację, a może zrobisz shake’a?”

„Jedzenie” - powiedział, zbliżając się do mnie, kładąc rękę na moim biodrze i pochylając twarz - „Cokolwiek zrobisz, zjem” - Ponownie dotknął ustami moich, a potem powiedział - „Później, Lex.”

„Później, Słonko” - szepnęłam przy jego.

Pochylił głowę do przodu odrobinę, więc dotknął mojego czoła i zrobił to przez pół sekundy, zanim odsunął czoło i rękę, ponieważ złapał swój kubek podróżny i szedł powoli w kierunku schodów.

Obserwowałam go, aż zniknął, a potem nalałam sobie ciepłą kawę, wyniosłam ją na słoneczny taras i popijałam przy balustradzie, podziwiając widok, do którego, jak wiedziałam, nigdy się nie przyzwyczaję.

Patrzyłam na widok, podobał mi się, ale najbardziej podobało mi się to, że stojąc przy tej balustradzie, tym razem czułam się pełna. Nasycona. Pełna.

A jeszcze nie jadłam śniadania.

Kiedy zobaczyłam dno kubka, weszłam do domu, dolałam kawy, a następnie weszłam po schodach. Podeszłam do szuflady z bielizną, pogrzebałam pod rzeczami i wyjęłam błyszczącą, fioletowo-błękitną teczkę. Otworzyłam ją, wyciągnęłam zdjęcia osiem na dziesięć i włożyłam teczkę do szuflady.

Potem zeszłam po schodach do spiżarni. Wyciągnęłam grubą, brązową papierową torbę z czerwoną pieczątką z boku z kilkoma linami w stylu lasso wokół słowami w stylu Old West, które mówiły „Carnal Country Store”. Zabrałam ją na wyspę, odstawiłam kubek, odłożyłam zdjęcie i wygrzebałam rzeczy z torby, którą kupiłam wczoraj w mieście po rozmowie o pracę.

Carnal Country Store był sklepem z pamiątkami. Mieli wiele tematów. Stary Zachód / Góry Kolorado / Motocykliści / Wieś. To było dzikie, ale działało. Było dużo drewna. Dużo poroża. Dużo piór. Dużo bawołów. reprezentując Carnal, które było zdecydowanie rajem dla motocyklistów, a nie rowerzystów, miał też sporo motocyklowych rzeczy. Było to zmieszane z mnóstwem pełnych wiejskich produktów, które były w większości naprawdę urocze, ale nie w moim stylu (lub w stylu Ty), a częściowo lokalnie rzemieślniczych, które zawierały naprawdę zajebistą ceramikę. I, na szczęście dla wnikliwych oczu, i dlatego, że był to jedyny sklep z pamiątkami w Carnal (oprócz kwiaciarni, która miała kilka ramek, wazonów i bibelotów – nie mając pracy i mając wolny czas na pewno spędziłam czasu nad przejrzeniem tego, co Carnal miało do zaoferowania), mieli też kilka fajniejszych rzeczy.

A powiedziałam, że to było „na szczęście”, bo, chociaż Ty urodził się w tym hrabstwie, nie był typem faceta z piór, poroża, bawołu, motocyklisty ani z wiejskich towarów.

Więc kupiłam te rzeczy i były drogie, ale, ponieważ Ty płacił za prawie wszystko, miałam większość pieniędzy, które Shift dał mi na sfinansowanie mojej podróży, więc trochę świrowałam, myśląc, że jakiś Shift w alternatywnym wszechświecie mógłby chcieć dać Ty i mnie prezent ślubny (lub, jak się okazało, kilka). Trochę też wariowałam, bo to było „fajne gówno”, więc pasowało.

Wyciągnęłam piękną, srebrną ramkę o szerokich, skośnie ściętych krawędziach, zdjęłam tył, a następnie umieściłam w niej nasze zdjęcie ślubne. Odwróciłam ją po zabezpieczeniu tyłu i oto byliśmy.

Moja sukienka. Mój bukiet. Ty w garniturze.

Ja uśmiechająca się jasno i szeroko. Ty wyglądający gorąco.

Studiowałam to myśląc, że w momencie robienia tego zdjęcia nigdy bym nie przypuszczała, że dwa tygodnie później wydam tyle pieniędzy na idealną ramkę do tego zdjęcia, ponieważ to zdjęcie wymagało idealnej ramki.

Ale zrobiłam to, bo potrzebowało idealnej ramki.

Uśmiechnęłam się do niej, po czym zaniosłam ją do salonu i postawiłam na eleganckim, polerowanym drewnianym gzymsie nad kamiennym paleniskiem kominka. To była tam jedyna rzecz.

Mimo to wyglądała dobrze.

Potem wróciłam do torby i wyszarpnęłam grubą teczkę ze zdjęciami, które wywołałam w punkcie w sklepie spożywczym. Wyciągnęłam też z torby kolejną ramkę, tę sześć na osiem z prostą, ale grubą, matową czarną krawędzią. Następnie przejrzałam zdjęcia, które wywołałam, aby znaleźć to, które chciałam. Ty i ja w Moab, ujęci od pasa w górę, mój policzek do jego piersi, moje ramiona wokół jego pasa, jego ramię wokół moich ramion, nasze okulary skierowane na obiektyw, nieskończenie mały wycinek Moab, jako nasze oszałamiające tło.

Oprawiłam je w ramkę i umieściłam na głębokim parapecie przy oknie nad zlewem kuchennym.

Wróciłam na wyspę, napiłam się kawy, po czym ponownie weszłam do spiżarni, by wyciągnąć dwie większe torby. Zabrałam je na wyspę i wydobyłam z pęczków bibuły trzy grafitowo szare matowe dzbanki z ich wrzecionowatymi uchwytami w czarnym połysku, brzegiem, dziubkiem i wnętrzem tego samego połysku. Trzy. Jeden ogromny. Jeden nie tak ogromny. Jeden trochę mniejszy. Ułożyłam je w łuk na środku wyspy. Następnie wyjęłam szeroką, płaską miskę tego samego typu. Chwyciłam banany i pogrzebałam w lodówce, by sięgnąć jabłka i pomarańcze, ułożyłam je w misce i postawiłam na blacie z krótszego boku między kuchenką a lodówką. Usunęłam torby, bibułki i położyłam zdjęcia na blacie, żeby później pokazać Ty.

Potem podeszłam do kredensu, znalazłam cukiernicę i dzbanek na śmietankę i ustawiłam je pod kątem w przeciwnym końcu parapetu. Spojrzałam od miski i dzbanka na śmietankę, przez dzbanki, po wielką miskę z owocami i z ulgą stwierdziłam, że miałam rację. Pasowały do siebie doskonale.

Potem złapałam kubek i wzięłam łyk, powoli obracając głowę, żeby objąć całość mojego dzieła.

Czegoś brakowało.

Wiedziałam, co to jest; odstawiłam kubek, wbiegłam po schodach i pogrzebałam w tyle szuflady z bielizną; Wyciągnęłam ją i pobiegłam z powrotem po schodach.

Potem ustawiłam śnieżną kulę z Wyspy Skarbów na środku głębokiego parapetu nad zlewem kuchennym, gdzie zdjęcie było ustawiony pod kątem w jednym kącie, a cukier i dzbanek do śmietanki w drugim. Będę to widziała za każdym razem, przy zmywaniu naczyń. I to mi się podobało.

Podeszłam do kubka, podniosłam go, cofnęłam się, aż moje biodra oparły się o blat, a potem przyjrzałam się swojemu dziełu.

To nie było zakończone dzieło, ale to było coś.

I wszystko było idealne.

Nawet kula śnieżna.

Uśmiechnęłam się do siebie i poszłam z kawą na górę, żeby się ubrać.

Musiałam posprzątać dom, potem kupić artykuły spożywcze, a potem znaleźć sklep z artykułami dla rzemiosła.

*****

Tego popołudnia wjechałam do warsztatu, a wzrok wędrował między trzema dużymi zatokami jednocześnie szukając miejsca parkingowego.

Wiele razy jeździłam obok warsztatu, odkąd wjechałam do Carnal, ale nigdy tam nie byłam. Wyasfaltowana przestrzeń na zewnątrz była ogromna. Małe biuro na górze po cementowych schodach było z boku zatok. Mnóstwo motocykli i samochodów dookoła. Odgłosy warsztatu dobiegały do mnie przez otwarte okna.

Znalazłam miejsce na samym końcu przed biurem, zaparkowałam, wysiadłam, zamknęłam samochód i okrążyłam bagażnik, patrząc na zatoki.

Wtedy wyszedł. Miał jasnoszaro-niebieski kombinezon rozpięty do pasa, góra zwisała, przez co wyglądał, jakby miał odwróconą koszulę zwisającą z bioder. Miał na sobie białą koszulkę bez rękawów, która musiała być w jego torbie treningowej, bo wyszedł w dżinsach i T-shircie. Wyglądał gorąco nawet w tym przebraniu, z widocznymi mięśniami i tatuażami, ale prawdopodobnie mógłby nosić różową koszulkę polo z podniesionym kołnierzem i wyglądać gorąco (chociaż miałam nadzieję, że nigdy tego nie zrobi).

Miał czarne plamy tłuszczu na koszulce, na całych dłoniach i przedramionach.

I nie obchodziło mnie to.

Nie obchodziło mnie też, że mam na sobie superwysokie koturny na platformie. Nadal biegłam prosto przez szeroką przestrzeń w jego kierunku i nie zatrzymałam się, nawet gdy zauważyłam, że zobaczył, że nie zamierzam. Tak też zrobił i przygotował się tuż przed moim skokiem w jego ramiona.

Te ramiona zacisnęły się wokół mnie, moje zacisnęły się wokół jego szyi, a ja zawisłam kilka centymetrów nad ziemią, gdy moja dłoń zacisnęła się na jego krótko przyciętych włosach i przyciągnęłam jego usta do swoich.

Potem dałam mu gorący i mokry.

Po tym jak to zrobiłam, oderwałam usta od jego ust, ścisnęłam ramiona i zapytałam z podnieceniem - „Zgadnij co?”

„Lex, cały jestem w smarze. Co do cholery?” - było jego odpowiedzią odbierającą całą zabawę.

Moje ramiona ścisnęły go i powtórzyłam - „Ty! Zgadnij co?”

Jego usta drgnęły i zapytał - „Co?”

„Dominic z Carnal Spa dał mi pracę!” - krzyknęłam głośno.

Na te wieści ścisnął mnie za ramiona i wymamrotał - „Dobra wiadomość.”

„O, Tak!” - wykrzyknęłam, a on postawił mnie na nogi, ale mnie nie puścił, po prostu zgiął szyję głęboko, aby jego twarz mogła pozostać blisko (bliziutko) i mógł wpatrywać się w moje oczy - „Właśnie dostałam telefon. W żaden sposób nie spodziewałam się, że mnie zatrudni, bo nie jestem tak naprawdę tutejsza… jeszcze. Ale to zrobił! Powiedział, że mam sznyt i zachowanie, jego słowa, które krzyczały „Carnal Spa”, także jego słowa, a w chwili, gdy mnie zobaczył, nie wybrałby nikogo innego. Zaczynam w przyszły wtorek.”

„Szczęśliwy z twojego powodu, kotku” - powiedział łagodnie, jego oczy były ciepłe, a końce ust uniosły się.

„Ja też” - odpowiedziałam - „To znaczy, jest od dziesiątej do czwartej z półgodzinną przerwą na lunch, więc nie jest to praca w pełnym wymiarze godzin i o dwa centy więcej niż płaca minimalna, bo jestem recepcjonistką na próbie, ale jednak. Powiedział, że może zatrudnić innego stylistę i zdecydowanie zatrudnia kogoś do robienia maseczek, a przy dodatkowym biznesie mogą potrzebować kolejnej godziny lub więcej. Czy to nie fajne?”

Nie odpowiedział werbalnie, ale posłał mi pełen uśmiech, więc przyjęłam to jako potwierdzenie, że uznał, że to fajne.

„Świętujemy” - oświadczyłam, przysuwając się bliżej niego - „Powiedz mi, jaki jest twoje ulubione danie, a zrobię to dziś na kolację. Kupię butelkę wina musującego czy coś.”

„Świętowanie nie oznacza, że ty gotujesz mój ulubiony posiłek i kupisz wino ze sklepu spożywczego. Świętowanie mówi, że dzwonię do Koguta i robię dla nas rezerwację.”

Przechyliłam głowę na bok i zapytałam - „Kogut?”

„Miejsce na steki na górze. Kurewsko świetne jedzenie. Znakomite.”

Uśmiechnęłam się, ponieważ to rzeczywiście oznaczało świętowanie.

„Świetnie. Czy mogę się wystroić?”

Jego ramiona ponownie mnie ścisnęły, jego twarz przysunęła się bliżej, a jego głos był niski i bardzo dudnił, kiedy powiedział - „Możesz robić, co chcesz”.

„Wspaniale” - wyszeptałam, jego oczy uśmiechnęły się do moich i tak mi się to spodobało, że odchyliłam się i przycisnęłam usta do jego.

Kiedy się cofnęłam, jego oczy przesunęły się przez moje ramię, a potem zaczęły wracać do mnie, ale potem wystrzeliły z powrotem przez moje ramię i poczułam, że cały zesztywniał.

Nie podobał mi się to ani wyraz jego twarzy… nie, naprawdę nie podobał mi się wyraz jego twarzy, z którym wyglądał prawie, jakby cierpiał, więc przycisnęłam się bliżej, ale spojrzałam przez ramię i zobaczyłam ciemnoczerwonego SUV-a jadącego do biura.

„Kto to?” - zapytałam.

„Keaton’owie” - zagrzmiał nisko i wtedy moje ciało zesztywniało, więc utknęłam w pozycji, gdy SUV zaparkował, a z każdej strony ktoś wysiadł.

Po stronie kierowcy był mężczyzna. Wysoki, szczupły, proste, ciemno blond włosy. Przystojny, jeśli nie byłaś żoną Ty Walkera, a Ty Walker nie miał przyjaciół takich jak Tate i Wood. Dżinsy, ciężkie, srebrne, klamra do paska w stylu western, kowbojskie buty, ładny sportowy płaszcz, koszula chambray.

Po stronie pasażera była kobieta.

Misty.

Misty z twarzą suki.

Moje oczy zwęziły się na nią, gdy niejasno zauważyłam Wooda i kilku innych facetów wychodzących z zatok i Stellę wychodzącą z biura, a gdybym nie zauważyła tego mgliście, zdałabym sobie sprawę, że to zrobili, bo znali faceta i Misty, wiedzieli, że pieprzyli się z Ty i ustawiali się, żeby zabrać Ty, gdyby coś się stało.

Ale miałam tylko oczy i umysł nakierowany na to, by zmierzyć się z Misty.

Miała mnóstwo wszystkiego. Dużo nóg. Dużo cycków. Dużo tyłka. Dużo włosów.

Zdecydowanie w typie Ty.

Miała na sobie w większości to, co ja. Sandały na platformie (ale nie na koturnie). Krótka spódniczka. Trzy kroki w górę od zwykłej koszulki.

Ale mój strój był lepszy.

Nie miałam na sobie spódnicy, tylko kremowe, dopasowane dżersejowe szorty z niskim stanem i mankietami. Moja koszulka była luźna, w delikatnym kolorze orchidei i z jednej strony zwisała mi z ramienia. Wygładziłam włosy, mój pasek był niesamowity, moja biżuteria dyskretna i jeszcze bardziej niesamowita niż pasek. I w tym momencie byłam naprawdę cholernie zadowolona, że spędziłam dodatkowy czas na włosach po sprzątaniu domu i przed wyjazdem do miasta.

Jej rzeczy były dobrej jakości. Co mogłam powiedzieć? Byłam ekspertem ds. zakupów. Widziałam to nawet z daleka.

Ale jej spódnica była po prostu o wiele zbyt krótka, jej top po prostu o wiele zbyt przylegający i zdecydowanie miał o wiele za duży dekolt, jej włosy były masywne, a jej sandały przeskakiwały granicę dopuszczalnych w stronę butów dziwki.

Patrząc na nią wiedziałam, że nie pasowała do Ty, nie ma mowy. Nie pasowała też do fałszywie prawego (skoro był brudnym gliną) kowboja z Kolorado z precyzyjną fryzurą, dżinsami, które nie były wyblakłe ani trochę i wyraźnie widoczną nawet przez ubranie, małą tkanką tłuszczową, z której wynikało, że spędzał na siłowni prawie tyle samo czasu co Ty. I, czułam, że mogę to powiedzieć, pochodzącego z Teksasu. Znałam kowbojów i znałam ich kobiety. Ona była tylko zdzirowatą, białą dziwką, która próbowała być kimś innym.

To sprawiło, że poczułam się znacznie lepiej. Oczywiście nadal jej nienawidziłam i chciałam pobiec po asfalcie i wyrwać jej włosy. Ale Ty powiedział, że jestem klasą i urodą, a teraz wiedziałam dlaczego. Ponieważ w porównaniu z Misty Keaton właśnie tym, kurwa, byłam od stóp do głów.

Odwróciłam się do Ty, wciśnięta w niego głęboko i kiedy to zrobiłam, spojrzał mi w oczy.

„Koleś, jestem kimś więcej niż ona” - poinformowałam go; zamrugał, a potem poczułam, że jego ciało zaczyna się trząść.

„Myślę, że już ci to powiedziałem, mama” - odpowiedział swoim łagodnym głosem, który był lepszy niż jego normalny łagodny głos, biorąc pod uwagę, że był łagodny i rozbawiony.

Trzeba powiedzieć, że podobała mi się ta rzecz z mamą.

Wytrzymałam jego oczy i cicho zapytałam - „W porządku?”

Delikatnie skinął mi brodą, potwierdzając, zanim odpowiedział - „Jakbym wyciągnął moją trzydziestkę ósemkę i strzelił do nich w biały dzień ze świadkami, trochę to by spieprzyło mój wielki plan zemsty.”

Zaczęłam chichotać i zsunęłam ręce z jego szyi, by oprzeć je na szerokiej ścianie jego klatki piersiowej.

„Tak, a ja, biorąc udział w tym incydencie, prawdopodobnie nie byłabym zbyt przekonująca jako alibi.”

Jego usta uniosły się - „Prawdopodobnie nie.”

Pozwoliłam sobie nacieszyć się jego małym uśmiechem. Potem westchnęłam.

Potem zapytałam - „To pierwszy raz, kiedy ich widziałeś?”

„Tak.”

„Przykro mi, Słonko” - szepnęłam.

„Musiało się zdarzyć.”

„Racja” - wymamrotałam, moje oczy przesunęły się na jego gardło.

Jego ramiona ścisnęły mnie i znowu spojrzałam w jego oczy.

„Mam robotę. Zadzwonię do Koguta, wyślę ci SMS-a z godziną. Będzie dobrze?”

Uśmiechnęłam się do niego - „Świetnie, mężulku.”

Potrząsnął raz głową, a potem opuścił ją, by dotknąć ustami moich ust.

Potem szepnął - „Idź. Do zobaczenia później.”

„Później” - zgodziłam się, po czym przesunęłam rękę w górę na jego szyję i splotłam palce, patrząc mu oczy i dając mu coś, co miałam nadzieję, że pozwoli mu przetrwać to, że ta dwójka jest nawet blisko niego - „Jesteś zdecydowanie najpiękniejszym mężczyzną, jakiego spotkałam i nie chodzi tylko o wygląd i ciało, ale to o wiele więcej, Ty Walkerze.”

Potem wspięłam na palcach, pocałowałam jego szczękę i unikałam jego spojrzenia, gdy wyrwałam się z jego ramion, odwracając się i odchodząc.

Kiedy szłam do samochodu, uśmiechnęłam się do dwóch mężczyzn ubranych w szaro-niebieskie kombinezony, moje oczy przeniosły się na Wooda i zawołałam - „Hej, Wood.”

„Lexie” - powiedział, uniósł brodę i uśmiechnął się do mnie.

Przeszłam obok niego i do samochodu, patrząc na Stellę, aby zobaczyć jej głowę zwróconą w stronę Keatonów, ale jej oczy kilka razy zsuwały się na bok. Detektyw Chace Keaton rozmawiał z nią. Głowa Misty Keaton poruszała się szybko w tę i z powrotem między Ty i mną, miała okulary przeciwsłoneczne, więc nie widziałam jej oczu, ale resztę jej twarzy tak. Może zaskoczenie. Zdecydowanie wahanie. Ale też wyczułam strach.

Miałam nadzieję, że dobrze to wykryłam. Chciałam, żeby suka się bała. Zasłużyła na strach i to bardzo.

Kiedy dotarłam do Chargera po stronie kierowcy, a głowa Stelli odwróciła się w moją stronę, uśmiechnęłam się i pomachałam.

„Hej, Stella!” - zawołałam.

„Hej, Lexie. Jak leci?”

„Wspaniale! Życie jest słodkie” - odpowiedziałam, a ona się uśmiechnęła.

„Dobrze słyszeć, kochanie.”

Moje oczy przeniosły się na Keatonów, którzy teraz oboje patrzyli na mnie, i pomachałam im przyjaźnie i zawołałam - „Hej!”

Oczy Chace’a Keatona przesunęły się od stóp do głów. Misty nie poruszyła mięśniem.

Żadne z nich nie odpowiedziało mi.

Cokolwiek. Więc byli brudni, zdzirowaci i niegrzeczni. Żadnej niespodzianki.

Odwróciłam się, otworzyłam drzwi, spojrzałam przez maskę Chargera i zobaczyłam, jak Ty znika w zatoce. Wsiadłam, odpaliłam moje dziecko, wycofałam się i oparłam się pokusie, by przejechać po Keatonach. Mogłabym trafić Stellę, a ona była fajna, więc to byłoby niefajne.

Potem podjechałam do wyjazdu z warsztatu, spojrzałam w prawo, potem w lewo, potem znowu w prawo, potem coś sprawiło, że spojrzałam w lewo i zobaczyłem Bubba’s, bar Tate’a i Krystal, kilka przecznic dalej. Wpatrywałam się w to przez sekundę, która przesunęła się do trzech. Potem skręciłam w prawo i skierowałam się do domu. Miałam w samochodzie artykuły spożywcze, które musiałam rozpakować i schować, ponieważ niektóre z nich potrzebowały lodówki.

Ale z jakiegoś powodu wszystko, o czym mogłam myśleć, to Bubba’s, Tate, Keatonowie i mój mężczyzna, zmuszony znosić bolesną, gorzką historię, kiedy Pani Szczęście zadawała mu niespodziewany cios, ilekroć czuła się pyskata.

Pojechałam do domu, zaparkowałam w garażu, zataszczyłam zakupy spożywcze i schowałam je, a mimo to nie mogłam przestać myśleć o Bubba’s. Więc spojrzałam na zegar na kuchence mikrofalowej i rozważyłam opcje mojej garderoby, dokonałam wyboru, obliczyłam czas, którego potrzebowałabym, aby się wyszykować i podjęłam decyzję.

To może było głupie. To może było kozakowanie. To mogło wkurzyć Panią Szczęście, która potem kazałaby mi zapłacić.

Ale musiałam spróbować.

Wsiadłam więc do samochodu i pojechałam z powrotem do miasta prosto do Bubba’s. Zaparkowałam przed barem i zobaczyłam rząd około sześciu motocykli i kilku samochodów, w tym niesamowicie zdezelowaną ciężarówkę. Było już po trzeciej po południu, nie była to najlepsza pora na picie, ale Bubba’s wyglądał na stosunkowo zajęty.

Dobra wiadomość dla Tate’a i Krystal. Nie tak dobra dla mnie. Jeśli Tate tam był, nie chciałam, żeby był zajęty, a jeśli miałabym okazję zrobić to, co musiałam zrobić, nie chciałam, żeby ktokolwiek to usłyszał.

Po raz pierwszy przeszłam przez drzwi do Bubba’s, ale od razu wiedziałam, że był to bar dla motocyklistów. Wiedziałam o tym nie dlatego, że byłam blisko zaznajomiona z barami dla motocyklistów, w rzeczywistości był to pierwszy, w którym kiedykolwiek byłam. Wiedziałam, że to dlatego, że było w nim mnóstwo kolesi wyglądających na motocyklistów. Były też drewniane podłogi, długi bar z tyłu otoczony stołkami, stoły i krzesła z przodu oraz dwie duże sale po obu stronach, z dwoma stołami bilardowymi w każdym. I miałam rację, było stosunkowo tłoczno.

Krystal była za barem, na jednym końcu, rozmawiając z kilkoma klientami. Tate był również za barem, na drugim końcu, opierał się w dłoniach na barze i rozmawiał z Jimem-Billy’m, który wyglądał na chirurgicznie przywiązanego do swojego stołka i siedział w kącie, oraz z Deke’iem, który stał naprzeciw niego.

Wszystkie oczy skierowały się na mnie, kiedy weszłam.

„Hej, wszyscy” - zawołałam i otrzymałam kilka powitań.

Podeszłam do baru po stronie Tate’a i przesunęłam się na stołku obok Jima-Billy’ego, kładąc torebkę na stołku obok mnie.

„Dobrze cię widzieć, Lexie” - powiedział Tate, a ja uśmiechnęłam się do niego.

„Tak, ciebie też” - odpowiedziałam, po czym przesunęłam wzrokiem, obserwując Deke’a i Jima-Billy’ego - „Wszystko dobrze?”

„Nie mogę narzekać” - odpowiedział Jim-Billy.

„Tak, mała, wszystko jest w porządku” - odpowiedział Tate.

Deke tylko się na mnie gapił. Deke był komunikatorem odmiany Małomówny Ty, więc nie obraziłam się.

„Pijesz?” - spytał Tate.

„Tak, chociaż zrobię to dziś wieczorem na uroczystej kolacji, którą Ty i ja jemy w Kogucie. Dostałam dziś pracę w Carnal Spa.”

„Dobre wieści, kochanie” - Jim-Billy uśmiechnął się do mnie.

„Dzięki” - powiedziałam do niego, po czym spojrzałam na Tate’a - „Więc, co powiesz na uroczystą dietetyczną colę z wiśniami, a ja postawię chłopcom kolejkę?”

„A może pozwolisz mi pokryć swoją colę jako gest gratulacyjny?” - Tate odparł.

„A może pozwolisz mi kupić rundę, biorąc pod uwagę, że już zrobiłeś duży gest?” - zasugerowałam, a następnie wskazałam - „To moja kolej.”

„Doceniam to, Lexie, ale mam bar, który ma pieprzony obrót i to jest świat, w którym idioci często uciekają przed kaucją. Ty i Ty stajecie na nogi, więc stawiam tę rundę” - Tate odrzucił moją sugestię i wiedziałam, że to może trwać i trwać, a w końcu wygra tylko jeden i to nie będę ja.

„Czy bierzecie rano fajne pigułki, czy to naturalne?” - spytałam jednocześnie poddając się.

Wiedział, że się poddaję, więc chwycił szklankę, zanurzył ją w lodzie, postawił na barze, wycelował w nią pistolet z napojami i wypuścił, mówiąc - „To cola, mała, nie daję ci mojego domu w zastaw pod kredyt.”

„I piwo” - wtrącił Jim-Billy.

„I whisky” - dodał Deke.

Oczy Tate’a powędrowały na nich po kolei, gdy mówili, a potem zwróciły się do mnie, kiedy powiedział - „I piwo, i whisky”.

Uśmiechnęłam się do niego.

Wrzucił do mojego drinka trzy wiśnie, wepchnął w cienką, czerwoną słomkę, rzucił przede mną podkładkę i postawił na niej napój. Potem otworzył butelkę dla Jima-Billy’ego i nalał porcję Burbona dla Deke’a i dla siebie.

Kiedy Deke dostał drinka, podniosłam kieliszek i wzniosłam toast - „Za mnie, nową recepcjonistkę w Carnal Spa.”

Dostałam uśmiechy, kilka szklanek i butelkę skierowane w moją stronę, po czym wszyscy pociągnęliśmy napoje.

Odstawiłam szklankę.

I, po uprzejmościach i gównianych wymówkach na pokazanie się w barze, na szczęście Tate zdjął mnie z haczyka i od razu poszedł do tego.

„Jak się tam zadomowiłaś?”

Miało to dwa znaczenia i wiedziałam o tym. On i Ty byli blisko i martwił się o swojego przyjaciela. I miał piękne oczy, ale też inteligentne. Wiedział, że nie weszłam do jego baru, żeby podzielić się dobrymi wiadomościami, skoro nie widziałam żadnego z nich od czasu przyjęcia. Wiedział, że mam powód, by tam być.

Wypiłam kolejny łyk i próbowałam nabrać odwagi.

Potem spojrzałam mu w oczy i powiedziałam - „Kocham to tutaj”.

„Dobrze” - mruknął, nie odrywając wzroku ode mnie i nie przegapiając tego. Mówił o mnie, nie wspominając o moim mężu - „Ty?”

„Jest okej” - powiedziałam powoli, wzięłam kolejny łyk napoju, żeby nabrać odwagi, po czym kontynuowałam - „Dostosowuje się.”

„Jak?” - Jim-Billy zapytał cicho, a ja spojrzałam na niego.

„To bardzo silny mężczyzna” - powiedziałam cicho - „Gdyby nie był…” - Odpuściłam i spojrzałam na swoją szklankę. Potem odchyliłam głowę do tyłu, spojrzałam prosto w oczy Tate’a i zapytałam wprost - „Wiesz, jak mogę skontaktować się z facetem o imieniu Tambo?”

Powietrze wokół mnie stało się naelektryzowane.

Tate pochylił się. Jim-Billy pochylił się. Ciało Deke’a stało się zaalarmowane. A Krystal, może wyczuwając klimat, zaczęła iść wzdłuż baru.

Ale to Tate przemówił - „Lexie…”

Przerwałam mu, szepcząc - „Martwię się o niego”.

„Dlaczego?” - spytał Tate cicho, ostro i szybko.

„Nie mogę powiedzieć” - I nie mogłam.

„Myśli o zrobieniu czegoś głupiego?” - To była Krystal, która albo miała supermocny słuch, albo dar czytania w myślach.

Moje oczy przeniosły się do jej - „Nie jest głupi. Ale jest zły.”

„Też bym był” - burknął Deke.

„Deke” - mruknął Jim-Billy.

Oczy Deke’a przesunęły się na Jima-Billy’ego - „Ty też byś był.”

Jim-Billy spojrzał na swoje piwo. On też byłby. Każdy byłby.

„Wy dwoje jesteście blisko?” - spytał Tate, a ja spojrzałam na niego. Widział, jak Ty był na przyjęciu i przytulał mnie, ale jednocześnie nie było go tam.

Spostrzegł to i zastanawiał się nad tym. Wiedziałam to. Od tamtej pory nie widział nas razem. Nie mógł wiedzieć, jak było, zanim Ty się zamknął i po tym, jak Ty mnie wpuścił.

„Tak” - powiedziałam mu i miałam nadzieję, że temu zaufa.

„Ile masz informacji?” - spytał Tate.

„Nie dość” - potrząsnęłam głową - „za mało na to.”

„Pozwól mężczyźnie zrobić to, co musi zrobić” - poradził Deke, a moje oczy powędrowały na niego.

„Skradziono mu pięć lat.”

„Tak” - zgodził się Deke chrząknięciem - „Więc pozwól temu mężczyźnie zrobić to, co musi zrobić.”

Spojrzałam w oczy Deke’a. Potem powiedziałam stanowczo - „Nie może znieść więcej” - spojrzałam na Tate’a i stwierdziłam - „Nie powinien brać więcej” - mój wzrok powędrował do Krystal - „Zabrali już dość.”

Poczułam wszystkie ich oczy, a potem zobaczyłam, jak głowa Tate’a odwraca się i przechyla, by spojrzeć na Krystal. Spojrzała na niego. Potem spojrzała na Jima-Billy’ego, a Tate na Deke’a.

„Muszę coś zrobić” - szepnęłam do ich komunikacji wzrokowej.  Rozejrzałam się po nich, a potem oświadczyłam - „Ktoś musi coś zrobić. Mieszkam w Carnal od ośmiu dni i nawet ja wiem, że tego już za dużo.” - Oparłam się o bar i szepnęłam - „To, co się dzieje, musi zostać zatrzymane. Nie tylko dla Ty, ale dla każdego innego, do kogo ci dupki się dobierają.” - Odchyliłam się do tyłu i mówiłam dalej - „Ktoś musi coś zrobić i tym kimś będę ja. I jedyne, co mam na początek, to ten Tambo.”

Spojrzenie Tate’a wróciło do mnie - „Porozmawiam z Tambo.”

Moje serce podskoczyło - „Porozmawiasz?”

Uniósł brodę - „Tak. Porozmawiam też z chłopakami z Departamentu, którym ufam. Wyczuję ich. Zobaczę, czy któryś z nich będzie demaskatorem lub może chcieć się powęszyć.”

Moje serce zaczęło bić szybciej, a potem zamarło, gdy Krystal cicho syknęła - „Tate, możesz zostać wrobiony tak jak Ty.”

„Mógłbym również oczyścić jego imię, zyskać mu zadośćuczynienie w tym samym czasie, gdy to miasto nauczy się, jak żyć z Policją, na którą mogą liczyć, zamiast kwestionować i bać się” - odpowiedział Tate i, nie kończąc tego, kontynuował - „Jak masz cycki, zostajesz zatrzymana za przekroczenie prędkości, nie musisz paść na kolana, żeby zrobić loda, żeby wydostać się z jakiejś szarpaniny, tylko po to, żeby mężczyzna w mundurze z odrobiną autorytetu mógł zdjąć zarzuty. Jak masz problemy z dziećmi kradnącymi gówno z półek, nie musisz przenosić koperty z gotówką przez ladę, aby zapłacić za ochronę, za którą już płacisz swoimi podatkami. Jak twój mąż bije cię, nie musisz tego znosić, bo ma odznakę, a ty nie masz nikogo czystego, do kogo możesz się zwrócić. Jak zarabiasz na życie robiąc jedzenie, podajesz talerz człowiekowi z odznaką, nie musisz patrzeć w drugą stronę, kiedy wychodzi bez zapłacenia rachunku. Jak mundurowy jest narąbany w swoim radiowozie na służbie, rozbija ten radiowóz, kończy go i trzeba go wymienić, a rachunki za szpital muszą być opłacone i są, za podatki obywatela, to powinien zostać on  pozbawiony odznaki, a nie, kurwa, dostać wyróżnienie.”

Łał, wydawało mi się, że było gorzej, niż myślałam i oni już byli naprawdę cholernie źli.

I zanotowałam sobie w pamięci, żeby nie mieć ciężkiej nogi w Charger’ze, jak miałam tendencję.

I na koniec, było oczywiste, że Tate zakopywał to w sobie przez jakiś czas i było równie oczywiste, że robił to bardzo dobrze.

„Próbowałeś już tego gówna” - odpaliła Krystal.

„A Ty mnie odciągnął” - przypomniał jej Tate.

„Odciągnął cię, bo robiło się gorąco” - przypomniała mu od razu, a Tate odwrócił się do niej, a sposób, w jaki to zrobił, sprawił, że trochę się cofnęłam, ponieważ nie znałam go zbyt dobrze, ale widziałam, że był tak naprawdę poważny, a jego poważny wygląd był trochę przerażający.

„Tak, Krys, i robiło się gorąco, bo się zbliżałem.”

Poczułam, że moje oczy stają się duże, więc tak pełna nadziei, że nie bałam się już dużego, przystojnego, dobrze zbudowanego, poważnego Tate’a Jacksona, pochyliłam się i wyszeptałam - „Do czego?”

Tate odwrócił się do mnie i odpowiedział - „Nie wiem. Czegoś. Ofiara została zastrzelona, ale narzędzie zbrodni nigdy nie zostało odnalezione, więcej niż jedno źródło powiedziało mi, że ofiara była znana Gene Fullerowi, a Eugene Fuller sprawia, że Arnie Fuller wygląda jak pieprzony skaut.”

„Jak ofiara była znana Fullerowi?” - zapytałam.

„Rozdający i, podobno, Fuller lubi jego towar” - odpowiedział Tate.

Wciągnęłam powietrze i usiadłam, mrucząc - „Zaćpany?”

Tate skinął głową.

Spojrzałam w bok, czując się tym przytłoczona. Bezpiecznie było powiedzieć, że byłam już przytłoczona ogromem tego, co stracił Ty, ale fakt, że stracił to na rzecz brudnych gliniarzy i głupków, ludzi, którzy byli mętami, a Ty nie był mętem, zrobił coś, co już było niewyobrażalnie niesprawiedliwe, czymś, co było miażdżąco niesprawiedliwe. Ukradziono mu najcenniejszą rzecz, jaką ktokolwiek posiadał. Kawałek jego życia. A ludzie, którzy mu to ukradli, zasłużyli na gorsze rzeczy niż on. O wiele gorsze.

„Lexie?” - zawołała Krystal, wciągnęłam oddech przez nos i spojrzałam na nią.

Potem podzieliłam się - „Byłam w warsztacie, opowiadając mu moje nowiny, a Chace i Misty Keaton podjechali SUV-em. Musiał tam stać i patrzeć, jak podjeżdżają do warsztatu, wolni i swobodni, bez kuratorów i nie słysząc wciąż szczęku zakratowanych drzwi zamykających ich w celi. Musiał tam stać i patrzeć, jak ta pieprzona dwójka toczy się. I mówi, że ją dostanę, mogę ją uczciwie dostać po tym, jak zrobi to, co zamierza zrobić, ale nie wiem, czy mogę czekać. I nie wiem, co on zrobi ani jak długo to potrwa. Więc coś muszę dostać, bo w tym mieście jest suka, która potrzebuje lekcji, a ja jestem nauczycielką.”

To sprawiło, że wszyscy dookoła zaczęli się gapić.

Wtedy Jim-Billy mruknął - „Cholera, kochanie, przypomnij mi, żebym nie był po twojej złej stronie.”

Na co natychmiast odwróciłam głowę do niego i powiedziałam - „Nie pieprz się z moim mężem, to wszystko będzie dobrze.”

Uśmiechnął się do mnie, po czym przesunął wzrok na Tate’a. Też to zrobiłam i zauważyłam drgające usta Deke’a i uśmiechniętą Krystal, by znaleźć tak wielki uśmiech Tate’a, że wyglądał na grożącego ryczeniem ze śmiechu.

„Nie wiem, z czego tu się śmiać” - oświadczyłam.

„W takim razie, kobieto, nie masz w głowie takiego samego obrazu jak ja” - stwierdził Deke, a potem spojrzał na Krystal - „Jak Lexie będzie zdejmowała Misty, upewnij się, że to się stanie w barze. Sprzedawaj bilety. Mam w dupie ile. Zapłacę tyle, ile zechcesz. Ale kupię miejsce w pierwszym rzędzie.”

Przewróciłam oczami na Krystal. Potrząsnęła głową, wciąż się uśmiechając.

„W porządku, Lexie, wracajmy do rzeczy” - powiedział Tate, a ja spojrzałam na niego - „Mówisz, że nie masz wystarczająco dużo informacji. Masz to w sobie, żeby spowodować opóźnienie w planach Ty jakiekolwiek są?”

Myślałam o tym. I myślałam, że mam dobre pomysły. Więc się uśmiechnęłam.

„Może uda mi się to zaaranżować” - powiedziałam Tate’owi, a on odwzajemnił uśmiech.

„Cholera, chłopiec urodzony do pecha, odwraca to, zostaje wrobiony, a potem znowu to, kurwa, obraca. Cholera” - mruknął Deke, a moje oczy powędrowały na niego, by zobaczyć jego na Tate’a - „Wchodzę w to, co zamierzasz zrobić. Jestem za Ty, ale moja zapłata to wiedzieć, gdzie ją znalazł.” - Potem skinął głową w moją stronę.

„Chłopcze, obudź się i rozejrzyj się. Dobre kobiety wszędzie tam, gdzie po prostu stawiasz swoje roszczenia” - poinformował go Jim-Billy.

„Wyszedłeś z gry na jakiś czas, staruszku” - odparł Deke - „Cycki, tyłek i wspaniałe włosy zwykle związane są z bólem głowy, a nie lojalnością i dobrym nastawieniem, które sprawia, że twój kutas staje się twardy.”

To był niezwykły komplement, ale był to komplement od Deke’a, więc poczułam potrzebę wyrzucenia prawdy - „Ty i ja poznaliśmy się przez dilera narkotyków slash alfonsa, więc może powinieneś rozszerzyć obszar poszukiwań.”

Deke zamrugał do mnie. Krystal głośno stłumiła śmiech. Jim-Billy zaśmiał się.

Tate zachichotał.

„Nie chrzanisz?” - zapytał Deke.

„Nie jestem prostytutką, ćpunką ani niczym takim, przeszłą ani teraźniejszością. Miałam go tylko jako bagaż z innego związku i ten bagaż połączył mnie z Ty. Był wrzodem na mojej dupie, ale oczywiście teraz, gdybym go znowu zobaczyła, pocałowałabym go. To znaczy zanim go zastrzeliła. Chociaż Ty naprawdę go nie lubi, więc nie sądzę, że zobaczę go ponownie, co jest dobre, ponieważ nie lubię go bardziej niż Ty, z wyjątkiem oczywiście faktu, że związał mnie z Ty.”

„Dodałeś eliksir prawdy do jej coli?” - zapytał Jim-Billy Tate’a.

„Znasz Ty, odkąd jego mama go odstrzeliła?” - spytał Tate.

„Tak” - odpowiedział Jim-Billy.

„Znasz go tak długo, myślisz, że włożyłby kamień na palec kogoś innego niż Lexie?” - Tate kontynuował swoje mini-przesłuchanie, ale poczułam ściskanie serca.

„Nie” - odpowiedział Jim-Billy z uśmiechem.

„Więc szczerze gryźnij mnie w tyłek” - mruknął Tate, a Jim-Billy ponownie zaśmiał się.

Ale było mi ciepło, bo mnie aprobowali. Podałam kilka niejasnych, ale prawdopodobnie obciążających informacji, a oni nadal mnie aprobowali. I byli przyjaciółmi Ty, więc to wiele znaczyło.

Zabrzęczała moja torebka, wsadziłam do niej rękę, wyciągnęłam telefon, otworzyłam go i zobaczyłam, że mam SMS-a od Ty, który brzmiał: „Kogut siódma. Gotowa szósta trzydzieści.”

Najwyraźniej w SMS-ie wciąż był Milczącym Ty.

Uśmiechnęłam się do telefonu. Potem spojrzałam na zegarek. Potem złapałam swoją colę, wyssałam wielki łyk, wyłowiłam wiśnie, zjadłam i wyciągnęłam kolejny łyk.

Potem zeskoczyłam ze stołka i oznajmiłam - „Muszę się odstrzelić się na uroczystość. Zobaczymy się później?”

„Tak, Lexie, gratulacje” - powiedział Tate.

„Później” - powiedział Deke.

„Baw się dziś dobrze, kochanie” - powiedział Jim-Billy.

„Odprowadzę cię do samochodu” - powiedziała Krystal przerażająco, okrążając koniec baru.

Nie widziałam sposobu, aby uniknąć tego nieco przerażającego i nadal nie byłam pewna, co myśleć o Krystal, odprowadzającej mnie do samochodu, więc pożegnałam się po raz ostatni i wyruszyłam z Krystal u boku. Ona nie mówiła, ja też nie. Ale kiedy zatrzymałam się po stronie kierowcy Chargera, spojrzałam na nią.

Oglądała mój samochód.

„Słodka bryka” - zatwierdziła.

Cóż, to był dobry początek.

„Dziękuję.”

Jej oczy podniosły się do mnie, a jej głos był łagodny, kiedy mówiła - „Widzę, że zamierzasz zaopiekować się naszym chłopcem. Sprawia, że czuję się lepiej. Po sposobie, w jaki rzeczy były na waszej imprezie, nie mogłam tego stwierdzić i nie podobało mi się to.”

Może miała eliksir prawdy, zanim przyjechałam. A może była po prostu osobą, która tak to publikowała.

„Mieliśmy… coś” - powiedziałam jej cicho.

„Tak, będziesz miała więcej tego z tym, przez co przeszedł. Nie rezygnuj z niego. Jest około dwóch mężczyzn, o których to bym powiedziała, Tate jest jednym, Ty jest drugim i jestem żoną Bubby, kocham go na zabój, poskładał swoje gówno do kupy i cieszę się, ale nawet o nim tego nie powiedziałabym, ale z Ty nie warto się poddawać. Przeniesiesz go na drugą stronę, nie pożałujesz.”

„Nie zrezygnuję z niego” - wyszeptałam, uznając, że lubię Krystal.

Skinęła głową i spojrzała mi w oczy.

Potem powiedziała cicho - „Bądź mądra. Nadstawiasz karku, a grupa, z którą się mierzysz, ukręci ci go.” - zassałam oddech, ale nie przestała mówić - „Wiesz o tym, co zrobili twojemu mężczyźnie. Mężczyzna musi robić to, co musi robić. To, że Tate i Deke wpadają w to gówno, nie mam dobrego przeczucia. To, że Ty jest wkurzony i chce coś z tym zrobić, rozumiem. Zdecydowanie to rozumiem. Nie mam co do tego dobrego przeczucia. Ale mężczyźni muszą robić to, co muszą, a my, kobiety, mamy dwie rzeczy, które możemy zrobić, stać po ich stronie lub być wystarczająco mądrymi, aby zrobić to, co właśnie zrobiłaś - znaleźć mężczyzn, którzy wiedzą, co robią, aby chronić tyłek twojego mężczyzny. A teraz wprawiłaś koła w ruch…” - odwróciła głowę z powrotem do baru - „…pilnuj swojego mężczyzny i trzymaj głowę spuszczoną. Jak Ty czuje do ciebie to, co ty do niego, to nie przeżył tego koszmaru po to, by wyjść na drugą stronę i patrzeć, jak jego kobieta znosi własny. Bądź bezpieczna, jeśli nie dla siebie, to dla niego. Rozumiesz mnie?”

Skinęłam głową. Rozumiałam ją.

Skinęła głową, mruknęła - „Uszczęśliw go” - po czym odwróciła się i wróciła do baru.

Zatrzymała się przy drzwiach i zawołała - „Przy okazji, masz tłuste plamy z tyłu koszulki.”

Potem posłała mi porozumiewawczy uśmiech, odwróciła się, otworzyła drzwi i weszła do baru.

Wpatrywałam się w drzwi długo po tym, jak zniknęła za nimi.

Potem wsiadłam do Chargera i pojechałam do domu.

*****

Ty

Jesteś najpiękniejszym mężczyzną, jakiego spotkałam…

Słowa ponownie zabrzmiały mu w głowie, gdy nacisnął pilota drzwi garażowych.

Brzmiały w jego głowie, odkąd Lexie je powiedziała. Raz po raz. Tak często, że myślał tylko o nich. Tak często, że Keaton i Misty odchodzili, zanim znów o nich pomyślał. Zapomniał, że tam byli.

Jesteś najpiękniejszym mężczyzną, jakiego spotkałam…

Pieprzyć go, ale podobało mu się, że tak myślała.

Wtoczył Węża, zamknął go, złapał torbę treningową z siedzenia pasażera i wyciągnął swój tyłek. Przechodząc, wrzucił torbę do pomieszczenia gospodarczego. Posortowałaby jego gówno, a on nie musiałby prosić. Wiedział o tym. Dał jej diamenty i drogie buty. Dała mu wszystko inne i dała to w sposób, w jaki wiedział, że nie musiał dawać jej diamentów i drogich butów, żeby to dostać.

Wszedł po schodach, okrążył balustradę i zatrzymał się jak wryty.

„W środku czegoś, kochanie” - mruknęła - „…pocałuję cię za chwilkę.”

Siedziała na stołku na wyspie ze skrzyżowanymi nogami, skierowanymi piętami do podpórki na stołku. Obie nogi miała rozsunięte na boki, tułów zgarbiony, głowę pochyloną, więc, chociaż widział jej plecy, wiedział, że koncentruje się na tym, co robił i rozumiał to nie tylko z powodu jej roztargnionych słów, ale także z jej postawy.

Miała na sobie białe spodnie z szerokimi nogawkami, niskim stanem, przez co było widać szeroki pas skóry odsłonięty poniżej topu i powyżej paska spodni. Ten pas był zaproszeniem, o którym, znając Lexie, nie miała pojęcia. Szeroki pas, który zachęcał jej mężczyznę do wsunięcia dłoni w jej spodnie i złapania jej słodkiego tyłka; zaproszenie, które postanowił, że tej nocy znajdzie czas, by przyjąć.

Jej górę stanowiła jasnoszara, satynowa koszulka, luźna, marszczona w talii, wiązana z boku w dużą, opadającą, satynową kokardkę. Jej włosy opadały gładko na plecy. Para czarnych, wysokich sandałów na szpilkach stała rzucona na podłogę z boku wyspy; na blacie leżała mała czarna torebka.

Na blacie leżało też kilka szarych i czarnych dzbanów, które nawet jako mężczyzna musiał przyznać, że były gówniane. Dobrze wyglądały na blacie z czarnego granitu. Jego oczy przesunęły się od nich i dookoła, przyglądając się rzeczom. Gówno na parapecie okna nad zlewem, którego nie było tam, kiedy wychodził tego ranka, jej kula śnieżna i zdjęcie. Jego oczy przeskanowały okolicę. Szeroka miska pasująca do dzbanów wypełniona owocami przy lodówce. Jego oczy poruszały się i zobaczył ich zdjęcie ślubne w srebrnej ramce na kominku.

Widząc to zdjęcie, poczuł, jak to ostre coś ponownie przebija lewą stronę jego klatki piersiowej i, przy ekskluzywnym bólu, ten obszar napiął się, i pozostał w takim stanie.

Jego matka nie oprawiała zdjęć. Nie rozstawiała pamiątek przypominających im o dobrych chwilach spędzonych podczas rodzinnych wakacji czy wycieczek. Ich rodzina nie jeździła na wakacje. Nie mieli wycieczek. I nie mieli szczęśliwych wspomnień do pokazania.

Ale to było coś więcej. Jego matka traciła energię na zrzędzenie i wkurzanie świata. Nie spędzała to na tworzeniu domu, na pewno nie dla męża, którego nienawidziła, ale została z nim tylko po to, pomyślał Ty, żeby go torturować. Ale także nie dla jej dzieci, o których często zapominała.

Dlatego Ty Walker nigdy nie miał domu. Nawet  miejsca, które kupił i zaczął zawalać się gównem, które mu się podobało, nie próbował zrobić domem po pierwsze dlatego, że był mężczyzną, a po drugie dlatego, że nigdy go nie miał, nie przeszło mu to przez myśl.

Dzbanki, miska, kula śnieżna i kilka ramek Lexie to zrobiły. Nie potrzebowała niczego więcej. Ani kwiatów na taras. Ani innych akcentów. Będzie dobry taki, jakim już go zrobiła. Ale wiedział też, że, z tym, co zaczęli, będzie zapełniała jego dom gównem, które uczyni go domem.

Podszedł do niej, zbliżył się do jej pleców, ściągnął jej miękkie włosy z ramienia i pochylił się nisko, by pocałować jej ramię, a następnie przesunął usta do jej ucha.

„Moja mama była zajęta” - wymamrotał tam, a potem jego oczy przeniosły się na blat, gdzie miał rzucić klucze i zamarł.

„Tak” - wymamrotała z roztargnieniem, ale on ledwo ją usłyszał.

To dlatego, że na blacie leżały rozrzucone pocięte róże, a po ich kolorze wiedział, że pochodzą z jej bukietu ślubnego. W jednej ręce trzymała kwadratowy kawałek szkła, w drugiej dziwny pistolet, którego używała do obramowania szkła jakimś stopionym metalem w kolorze srebra. Zauważył, że nie był to jeden kawałek szkła, ale dwa, a między nimi ścisnęła płatki róż w kształcie serca. Nachodziły na siebie gęsto, użyła obu kolorów, kawałki płatków były swobodnie ułożone w innych miejscach w szkle, które wyglądały na przypadkowe, ale jakoś wskazywały i podkreślały kształt serca. Nie był facetem od serc i kwiatów, ale widział takie gówno sprzedawane w sklepach, a sposób, w jaki robiła to, co zrobiła, był daleki od amatorskiego.

„Dobra” - oznajmiła, odkładając pistolet na poszarpaną ścierkę. Ostrożnie trzymała szkło między kciukiem a palcem wskazującym, prostując tułów i zapytała - „Co o tym myślisz?”

Walker nie miał odpowiedzi, tylko się w nią wpatrywał.

„Zbyt słodkie?” - zapytała, a on zauważył kątem oka, że odwróciła głowę i poczuł na sobie jej spojrzenie, ale nie mógł oderwać oczu od serca - „Mam na myśli serce… to nie ja. To też nie jesteś ty. Ale myślałam, że mogłabym wyryć kilka zawijasów i gówna w rogach szkła w rogach i wewnątrz serca, mogłabym napisać „Ty i Lexie, Las Vegas” i może datę naszego ślubu. Na górze przylutuję wieszak. Mam różową wstążkę i przyssawkę do okna, którą powieszę w oknie nad zlewem.” - Przestała mówić, a kiedy nadal nie odpowiadał, mruknęła - „Może to za dużo. Nie jestem pewna, czy serce z płatków róż pasuje do czarnych blatów i kremowych szafek w twojej kuchni…”

Mówiła, ale on jej nie słyszał.

Myślał, Ty i Lexie.

Ta ostra rzecz ponownie przebiła lewą stronę jego klatki piersiowej.

„Twoja kuchnia” - powiedział.

„Co?” - zapytała cicho, a jego wzrok przeniósł się z jej dłoni na jej oczy.

„Twoja kuchnia, kotku. To twoja kuchnia; zrobiłaś to tak, że pasuje.”

Widział zaskoczenie rozbłyskujące w jej oczach, a potem obserwował, jak jej piękna twarz staje się łagodna i lubił jedno i drugie, ale bardziej podobało mu się drugie.

„To z twojego bukietu” - zauważył cicho, a ona skinęła głową.

Potem przyznała - „Byłam na ciebie wkurzona, ale nie na tyle, żeby nie zatrzymać kilku róż…” - przerwała, a potem dokończyła - „tak z osiem.”

Poczuł rozluźnienie ucisku w lewej części klatki piersiowej.

Potem owinął palcami bok jej szyi i przesunął je w górę i z powrotem, tak że znalazły się we włosach. Włosach, które czuł ślizgając się po jego skórze, włosach, które czuł dookoła, kiedy pracowała z jego kutasem. Włosy, które w tych miejscach czuł lepiej, niż to sobie wyobrażał, a wyobrażał sobie, że będą naprawdę cholernie dobre.

Kurwa, ale on kochał jej włosy.

Nie powiedział jej tego. Nie powiedział jej też, że rzecz, którą zrobiła, jest piękna i to nie tylko ze względu na to, czym jest, ale ze względu na to, co mówi i że zrobiła to z kwiatów ze swojego bukietu.

Zamiast tego pochylił się i dał jej lekki pocałunek.

Potem wymamrotał - „Muszę wziąć prysznic i się przebrać, a potem idziemy.”

Potem puścił ją i podszedł do schodów, myśląc - tak z osiem.

Zrezygnowała z niego, kiedy był dupkiem, ale nigdy nie pozwoliła mu odejść.

Nigdy nie pozwoliła mu odejść.

Dotarł na najwyższe piętro, czując, że ucisk powraca w lewej części klatki piersiowej.

Ale biorąc prysznic, wiedząc, że Lexie jest w jej kuchni na dole, gotowa wyjść z nim na kolację, odpuścił.

*****

Walker leżał na plecach głową do poduszek, nagie ciało jego żony używało go jako materaca.

Jej palec przesuwał się po grubych wirach i nacięciach wzoru tatuażu, który pokrywał jego lewe ramię od górnej części przedramienia w górę ramienia, częściowo w górę szyi i przez lewą górną część klatki piersiowej i piersi. Pozycja jej ciała nie pozwalała jej wędrować palcem w dół po części, która pokryła lewą stronę jego brzucha i torsu, zakrzywiając się wokół jego boku do przepony przez jego plecy, spotykając tusz, który zwinął się na jego ramieniu, kontynuując w dół prawie do pachwiny z przodu, po szczycie bioder z boku i wzdłuż krzyża.

„To dużo tuszu” - szepnęła, nie odrywając oczu od palca.

„Tak” - zgodził się, ponieważ tak było. Potrzeba było pięciu wizyt, aby wykonać tę pracę i kosztowało pieprzoną fortunę.

Spojrzała na jego twarz - „Co to jest?”

„Maorys” - powiedział, a ona zamrugała.

„Co?”

„Maorysi” - powtórzył - „Rdzenni mieszkańcy Nowej Zelandii” - wyjaśnił.

„Wiem, kim oni są, ale dlaczego masz tusz Maorysów? Masz w sobie Maorysów?”

Potrząsnął głową - „Nie przez krew”.

Kiedy nie powiedział nic więcej, Lexie zapytała - „Co to znaczy?”

Miał rękę owiniętą nisko w jej talii, jego palce wodziły bez celu po miękkiej skórze jej biodra.

Kiedy przemówił, przestał je włóczyć i zwinął dłoń wokół niej.

„Kiedy dorastałem, był maoryski góral, który mieszkał piętnaście minut jazdy rowerem w domku pośrodku pustkowia. Był starym skurwielem, miał złe nastawienie, ale przede wszystkim miał złe nastawienie, bo dzieciaki w mieście wiedziały, że mieszka tam sam. Nie przychodził do miasta często, nie był towarzyski, a te dzieciaki myślały, że to zabawne pieprzyć się z nim. Byłem jednym z tych dzieciaków. Byłem na górze i robiłem gówno, żeby się z nim pieprzyć, kiedy mnie złapał, zaciągnął do swojego domku i położył. Miałem osiem lat. On wyglądał na około osiemset. Wciąż mnie rozłożył, bez wahania, uderzył mnie.”

„O mój Boże” - wyszeptała, jej palec też zatrzymał się, żeby wszystkie mogli wcisnąć się w jego ramię.

„Nie, Lex, kiedy już mnie rozłożył, porozmawiał ze mną. Nigdy tego nie miałem. Miałem tatę, który nie wahał się mnie uderzyć, ale nie poświęcał czasu, aby rozmawiać ze mną po tym gównie, które robiłem źle i jak to połączyć. Miał czas, by podnieść na mnie rękę, ale nie miał czasu, by uczyć mnie lekcji. Tuku taki nie był.”

„Tuku?”

„Tak, Tuku. Tak się nazywał. Potem pojechałem tam na rowerze, nie żeby się z nim pieprzyć, ale dlatego, że zademonstrował, że się przejmuje, a ja tego nie miałem. Nie myliłem się. Obchodziło go. Nie robiliśmy z tego wielkiej sprawy, ale następnym razem, gdy przyjechałem, dał mi swój czas, dał mi swoje towarzystwo, a kiedy przychodziłem, przekazywał mi swoją mądrość. Więc często tam chodziłem. Był w tym kraju, bo poślubił białą kobietę, Amerykankę, przyjechał tutaj, aby być z nią, aby ona mogła być ze swoim ludem. Mieszkali tutaj, żyła wystarczająco długo, by zajść w ciążę i umrzeć mając dziecko. Dziecko też umarło. Kochał ją, to popieprzyło mu w głowie, wymeldował się, został w swoim domku, żył i oddychał, jadł i pracował, ale poza tym życie wyrwało mu jedyną dobrą rzecz, jaką miał, w tym samym czasie zabierając piękno, które stworzyli razem. Nie mógł sobie z tym poradzić, więc tego nie zrobił.”

„To okropne” - powiedziała cicho.

„Tak” - zgodził się Walker, bo tak było, a znał Tuku przez czternaście lat, więc wiedział, że było gorzej, ponieważ był człowiekiem, który na to nie zasługiwał. Ani trochę.

„Więc wziął cię pod swoje skrzydła?”

Walker skinął głową - „Często tam chodziłem, kiedy tylko mogłem. Robiłem moje prace domowe tam na górze, bo kiedy wiedział, że będę przychodzić, kazał mi je zabierać ze sobą. Nauczył mnie trzymać młotek. Nauczył mnie posługiwać się wiertarką. Nauczył mnie wymieniać olej, naprawiać hamulce i wyłączać sprzęgło. Nauczył mnie, że każdy jest wart czegokolwiek, na co człowiek ciężko pracuje i robi to własnymi rękami. Tworzy gówno. Naprawia. Chociaż ludzie, którzy mogli sobie pozwolić na jego rzeczy, byli prawnikami, maklerami giełdowymi, nie miał dla nich szacunku. To był po prostu jego sposób, jego opinia i nauczył mnie, że mężczyzna powinien formułować opinie, robić to z jakiegoś powodu, trzymać się ich, ale mieć otwarty umysł. Był artystą zarówno w Nowej Zelandii, jak i tutaj. Tak zarabiał na życie. Dał mi pióro i tusz. To…” - podniósł lewą rękę i upuścił ją z powrotem na łóżko - „Po jego śmierci kazałem go na sobie wytatuować. Zabrałem to, co mi dał do salonu tatuażu zaraz po pogrzebie i zacząłem.”

W jej głosie zabrzmiał ton światła, gdy wyszeptała - „Więc był twoją Ellą.”

Jej światło zaświeciło jasno dla niej i dla Walkera, bo miała rację.

„Tak, był moją Ellą.”

„Więc to Tuku wydobył mojego Ty.”

Mój Ty.

Mój Ty.

Chryste. Kurwa.

Chryste.

Dwa słowa. Tylko dwa słowa. Walker nie miał pojęcia, aż do tego momentu, że dwa słowa mogą tak dużo znaczyć. Nigdy do nikogo nie należał.

Nigdy nigdzie nie należał. Nigdy nie myślał, że tego chce.

Dopóki nie usłyszał tych dwóch słów.

Nie mógł powstrzymać gęstego brzmienia swojego głosu, kiedy potwierdził - „Tak, to był on.”

Jej ręka zsunęła się z jego ramienia i owinęła wokół jego szyi, kiedy powiedziała łagodnie - „Przykro mi, że nie mogłam go spotkać”

„Mnie też. Polubiłby cię.”

Przechyliła głowę na bok - „Zrobiłby to?”

„Tak.”

„Skąd wiesz? Skoro nie był towarzyski…”

Uścisnął ją za ramię i przerwał jej - „Ponieważ jesteś tym, kim jesteś, Lex, bez ściemy. Tuku nie był fanem ściemy. I był stary jak cholera, ale nadal był mężczyzną, a, z twoim wyglądem, niewielu mężczyznom by się to nie spodobało.”

Uśmiechnęła się do niego.

Potem zapytała - „Gdzie jest pióro i atrament?”

„W tubie w szafie w jednym z pokoi na dole. Oprawiłem je w ramę, ale kiedy ludzie od przeprowadzki mnie tu wprowadzili, upuścili to, szkło się rozbiło, rama pękła. Chciałem to zmienić, ale chciałem, żeby było zrobione dobrze, nie dotarłem do tego, zanim mnie dopadli.”

Przyglądała mu się, a potem nagle podniosła tułów i przesunęła nogami, tak że siedziała okrakiem w dole jego brzucha. Poczuł, jak ściska mu się brzuch, kiedy niespodziewanie odsłoniła bujne piękno swojego ciała przed jego oczami, i koncentrował się na tym, więc nie opierał się, kiedy owinęła palce wokół jego prawego nadgarstka i wciągnęła jego rękę między nich. Potem przesunęła palcami po czarnych znakach, które owijały jego przedramię, zaczynając od wewnętrznej strony jego nadgarstka i kończąc tuż pod łokciem.

„Co to mówi?” - wyszeptała.

„Zrobiłem to w środku. Artysta tamtejszy, prymitywne narzędzia, praca pierwszorzędna.”

„Tak, jest fajne…” - zgodziła się, wciąż szepcząc - „…ale co to mówi?”

Jego oczy wpatrywały się w jej.

Potem odpowiedział - „Zemsta jest moja.”

Jej palce drgnęły na jego nadgarstku, ale nie oderwała od niego wzroku.

Potem pochyliła głowę, a on patrzył, jak obserwowała, jak jej palce przesuwają się po śladach. Potem pochyliła się lekko do przodu, uniosła jego ramię i przycisnęła jego dłoń płasko do piersi. Potem jej oczy wróciły do jego, gdy powoli wsunęła jego rękę w dół, między swoje piersi, w dół brzucha, w dół na brzuch i w dół.

Przez cały czas czuł jej skórę pod ścieżką dłoni; patrzył, jak jej twarz się zmienia, staje się głodna. Robiła tak cały czas. Gorąca. Kurwa, nigdy nie miał tak gorącej. Skończyli zaledwie piętnaście minut temu, a ona chciała znowu. Bardzo była głodna i, żeby dostać to, czego chciała, była kocicą.

To też cholernie w niej kochał.

Kiedy użyła swojej dłoni, by podciągnąć jego między jej nogami, podwinął tułów do góry, jego lewe ramię owinął mocno wokół jej talii, a jej wargi natychmiast poruszyły się tak, że jej usta znalazły się na jego. Jej oddech był już ciężki.

Przejął kontrolę i wsunął palec do środka, obserwując, jak jej oczy dryfują na wpół przymknięte.

Poczuł, że jego kutas staje się twardy.

„Czego chcesz maleńka?” - mruknął w jej usta.

„Czy mogę cię ssać?” - spytała gorąca, głodna, chcąc tego, ale wciąż niezdecydowana.

Jakby mógł, kurwa, powiedzieć nie.

Odpowiedział, przesuwając rękę w górę jej pleców i wyciągając palec, naciskając, gdy przesuwał się po łechtaczce, szukając i słysząc ten seksowny jak cholera dźwięk z tyłu gardła, a robiąc to wszystko, położył się na plecach, zabierając ją ze sobą.

Kiedy już się ułożył, wyszeptał - „Tak, mama, możesz mnie ssać.”

Uśmiechnęła się, a potem ruszyła, nie spiesząc się spływała w dół niego, używając ust, języka, zębów, dłoni, włosów ślizgających się po nim, kiedy to robiła i, zanim dotarła do jego kutasa, był twardy i pulsujący.

Przez chwilę lizała go, bawiła się i głaskała, zanim zajęła się nim na poważnie. Pozwolił jej na to z jej włosami dookoła, lubił to i ona też. Potem wzięła go do środka i pieprzyła ustami, podobało mu się to bardziej, ponieważ zawsze była chętna, głodna, mogła wziąć go głęboko i mogła mocno ssać, a oba pieprzenie świetnie.

Kiedy był blisko, podciągnął ją do góry, obrócił na plecy i oddał jej przysługę tak dobrze, jak tylko mógł, nie spiesząc się, poruszając się w dół, pracując nad jej cyckami, aż zaczęła się wiercić i wydawać ciche dźwięki, smakując ją, dotykając jej, a potem dostał się między jej nogi i zjadł ją mocno i bardziej głodny niż ona.

Tak bardzo kochał smak jej cipki, że czasami mógł pracować lub ćwiczyć i wyczuwał ją na języku.

Też to kochał.

Sprawił, że doszła i przesunął się nad nią, wjeżdżając głęboko do środka, zanim skończyła, pchając szybko i mocno, obserwując, jak jej twarz się uspokaja, a potem wsunął między nich rękę i odbudował ją ponownie. Uniosła kolana wysoko, przycisnęła je mocno do jego boków, zablokowała jego ramię między nimi, jej ręce poruszały się po nim gorączkowo, zabrał ją tam ponownie, a potem pozwolił sobie dojść.

Zatopił się w niej, oparł się na niej wystarczająco mocno, by ją ogrzać i pocierał jej szyję ustami, podczas gdy jej dłonie dryfowały lekko po nim.

Nie rozmawiał podczas seksu i nie lubił, gdy jego cipka to robiła. Lexie mówiła, ale rzadko, a kiedy to robiła, to coś znaczyło.

Kochała jego kutasa w ustach i cipce i dawała mu o tym znać.

Kochała jego ciało. Kochała jego usta. Kochała jego ręce. I mu o tym mówiła.

Lubiła, jak dawał jej to tak, jak chciał. Był kreatywny; nigdy nie protestowała, po prostu oferowała swoją cipkę, kiedy chciał ją wziąć, tak często, jak tego chciał, a ona kończyła, robiła to mocno i nie przeszkadzało jej, że wiedział, że to robiła.

Również to w niej kochał.

Wysunął się i przesunął w dół, muskając ustami jej klatkę piersiową, po czym stoczył się.

Potoczyła się w drugą stronę i poszła do łazienki, żeby się umyć. Leżał na plecach, wpatrując się w sufit, kiedy to robiła, ale odwrócił głowę na bok, aby zobaczyć, jak wraca do pokoju. Podniosła majtki z podłogi, założyła je, zgasiła światło po swojej stronie, a następnie przyłożyła kolano do łóżka i weszła w nie.

Ułożyła się, przycisnęła do jego boku, policzek oparła na jego klatce piersiowej, nogę zaplątała w jego nogi. Wyciągnął rękę, zgasił światło, a potem sięgnął w dół, naciągnął na nich kołdrę, a następnie objął ją ramieniem i przycisnął bliżej.

„Dzięki za kolację” - mruknęła w jego klatkę piersiową, obejmując ramieniem jego brzuch, lekko go ściskając.

Nie odpowiedział.

Kupił jej drogą kolację, żeby uczcić znalezienie przez nią pracy i kupił jej drogą kolację żeby uczcić fakt, że budził się obok niej. Z czasem dowie się o tym bez powiedzenia przez niego i dowie się o tym, bo to właśnie zamierzał jej dać.

Zamiast mówić, wpatrywał się w sufit, który widział w świetle księżyca. Bale i belki drewniane. I czuł pod sobą miękkie łóżko, miękkość Lexie u boku. Nie miał na głową cementu i przemysłowej farby. Pod nim twardy, cienki materac. Wąskie łóżko, które nie pasowało do jego postaci i nie pozwalało na ruch. I bez szans na cipkę schowaną u jego boku, zdecydowanie nie słodką, szykowną cipkę, która ładnie się ubierała, często się śmiała i nie obchodziło jej to, kto widział ją biegnącą przez podjazd warsztatu na wysokich obcasach i rzucającą się w jego poplamione smarem ramiona tylko dlatego, że znalazła sobie pracę na pół etatu jako recepcjonistka w pieprzonym salonie.

Wpatrywał się w sufit i czekał.

Wtedy to się stało, jej ciężar się zwiększył.

Znalazła sen.

Potem znów czekał.

Odsunęła się we śnie i odtoczyła.

Kiedy to zrobiła, Walker zrobił to, co zawsze robił. Wyszedł z łóżka i przeszedł przez pokój do jednego z trzech termostatów w domu. Podkręcił klimatyzację, a następnie odwrócił się, by wrócić do łóżka, ale zatrzymał się, gdy zobaczył jej torebkę na komodzie. Była otwarta, a rzeczy wylewały się ze środka.

Zamiast wracać do łóżka, przeniósł się tam i złapał aparat cyfrowy. Włączył go i przesunął kciukiem po bocznych przyciskach, wyświetlając na ekranie zdjęcia. Trzy z ich kazała kelnerce w Kogucie zrobić im przytulonym po jednej stronie stolika. Ale zatrzymał się na jednym.

Głowa Lexie była odwrócona i przechylona do tyłu, twarzą do niego, ale nawet z profilu można było zobaczyć, jak się szeroko uśmiecha, z nosem przyciśniętym do dolnej części jego szczęki, na stole przed nimi stały napełnione kieliszki szampana. Jej ręka była owinięta wokół jego pasa, jego ramię wokół jej ramion, jego głowa była częściowo zwrócona do niej, pochylona, jego oczy były zamknięte i pamiętał, co myślał z zamkniętymi oczami. Lexie wcisnęła się w jego bok, więc czuł jej cycki, wąchał włosy i perfumy, wiedząc, że się uśmiechała, bo właśnie się śmiała.

Myślał, coś walniętego, tak walniętego, że było to cholernie szalone.

Myślał, że nie miał nic przeciwko odbyciu tej odsiadki, ponieważ wyszedł i znalazł to wszystko.

Stojąc tam, wpatrując się w wyświetlacz, Walker przypomniał sobie, jak siedziała w budce po tym, jak kelnerka oddała aparat, z pochyloną głową, patrząc na zdjęcia na wyświetlaczu i mrucząc - „Potrzebuję jeszcze jednej ramki. Kominek wygląda na nagi.”

Jej mamrotanie dowiodło, że miał rację. Robiła dom dla niego, dom dla nich, ponieważ ona też nigdy go nie miała i zamierzała to robić dalej.

Wyłączył aparat i postawił go na komodzie. Potem dołączył do niej w łóżku, wtulając się w jej plecy, obejmując ją ramieniem i przyciągając do siebie.

Robił to każdej nocy, odkąd spróbował zaufać jej i uczynił z nich ich. I jak każdej nocy, we śnie, przytuliła się bliżej, zanim się ułożyła, a on wiedział, że się nie odczepi, ponieważ każdego ranka, odkąd się nimi stali, budził się z żoną schowaną właśnie tam.

I jak każdej nocy, odkąd się nimi stali, zasnął wąchając jej włosy, a nie zakład karny wypełniony mężczyznami, czując jej ciało ciasno przylegające do jego, nie szorstkie okrycie, powietrze chłodne, nie gorące jak cholera i światło księżyca prześwitujące przez wielkie okna nie małe zakryte kratami.

Ale tej nocy zasnął myśląc, że to było walnięte, cholernie szalone, ale to była prawda.

Nie miał nic przeciwko odbyciu tej odsiadki, kiedy to oznaczało, że wyszedł do Lexie.


 

5 komentarzy:

  1. Szczęściarze. Dobrze znaleźć dom. Bo dom to nie budynek. To człowiek w którego wtulisz się w nocy i poczujesz się jak zwycięzca. Dziękuję ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję ;) czekam na kolejne rozdziały z zapartym tchem

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe jak długo będzie trwać ta sielanka. Znając tę autorkę to coś pierdyknie. Dziękuje./

    OdpowiedzUsuń