wtorek, 7 września 2021

2 - Bądźcie szczęśliwi

                                                                        

  Rozdział 2

Bądźcie szczęśliwi

 

 

„Pan i pani Walker, duże łóżko, nie obok windy ani żadnych pieprzonych automatów z napojami.”

Zacisnęłam usta, żeby zachować ciszę.

Byliśmy w Vegas, automaty i maszyny wideo pokera dzwoniły za nami, gdy staliśmy w recepcji, a Walker nas meldował. Był bardzo wczesny poranek. Świeciło słońce, a na dworze było już tak gorąco, że w chwili, gdy wyciągnęłam się z Chargera, natychmiast się spociłam, a stało się to, mimo że byliśmy pod markizą, więc słońce nie świeciło bezpośrednio na mnie. Na szczęście staliśmy tam tylko na tyle długo, by Walker złapał za wielką, czarną torbę, którą Shift włożył do mojego kufra i ostrzegł mnie, żebym nie otwierała, bo „cholernie zapłacę”, a potem podniósł moją walizkę na kółkach i ją upuścił na chodnik. Odszedł, zostawiając moją walizkę tam, gdzie ją postawił. Wyciągnęłam rączkę, podążyłam za nim do parkingowego tocząc za sobą walizkę, wymienił kluczyki na bilet, schował bilet do kieszeni i wszedł; cel podróży: recepcja.

Jechaliśmy całą noc. Z jakiegoś powodu, ponieważ naszym celem było oczywiście Vegas, Walker wybrał trasę, która okazała się okrężna i wydłużyła nasz czas podróży o godziny. Nie wyjaśnił mi nic z tego, dokąd jedziemy i dlaczego wybraliśmy tę trasę. Rozmowa nie istniała. Posłuchałam mojego iPoda i trochę spałam.

Teraz zakwaterował nas w jednym pokoju z łóżkiem typu king-size. I robił to jako pan i pani Walker.

Nie sądziłam, że to dobrze.

„Na ile nocy pan zostanie, sir?” - zapytał recepcjonista.

„Trzy” - odpowiedział Walker.

O, cholera. Trzy? Trzy noce?

Co mieliśmy robić w Vegas przez trzy noce?

„Wspaniale” - wziął formularz i położył go na blacie - „Gdyby mógł pan to wypełnić i dać mi kartę kredytową…”

„Gotówka” - zagrzmiał Walker, a recepcjonista spojrzał z komputera na niego.

„W porządku, proszę pana, ale lubimy mieć w aktach kartę kredytową na wypadek, gdybyście skorzystali z mini-baru, gdybyście chcieli obejrzeć film…”

„Gotówka” - powtórzył Walker.

Recepcjonista zamrugał, wyraźnie zagubiony we mgle obsługi klienta i widząc prawie wszystko w Vegas, był przyzwyczajony do blokowania tego. Teraz w pełni przyjmował Walkera i przetwarzał to, co zobaczył, wszystko, co zobaczył i ile tego było.

Przełknął ślinę, jego jabłko Adama podskoczyło, a potem zaczął - „To polityka firmy, sir, aby…”

Wkroczyłam głównie po to, aby to ruszyć, ponieważ wiedziałam, że Ty Walker będzie powtarzał słowo „gotówka”, dopóki nie zostaniemy fizycznie wyrzuceni lub recepcjonista się podda, a musiałam najpierw dowiedzieć się, co do cholery się dzieje, że załatwił nam jeden pokój, po drugie, ponownie spróbować dowiedzieć się, co się dzieje i jaki jest mój w tym udział, po trzecie, wziąć prysznic, a po czwarte, spać w łóżku lub, jeszcze lepiej, kupić kostium kąpielowy i przespać się przy basenie.

Sięgnęłam do torebki, mówiąc - „Dam panu moją kartę. Może pan mieć ją w aktach, ale kiedy się wymeldujemy, zapłacimy gotówką. Tak będzie dobrze?”

Oczy recepcjonisty z ulgą przesunęły się na mnie i skinął głową.

„Sejf w pokoju” - stwierdził Walker w tym momencie.

„Oczywiście” - mruknął recepcjonista, pochylając głowę w stronę Walkera - „Wszystkie nasze pokoje wyposażone są w sejfy. Ustawimy go dla pana.”

Walker wpatrywał się w niego przez pół sekundy, po czym jego oczy przesunęły się po otoczeniu.

Wręczyłam recepcjoniście swoją kartę, wypełniłam formularz rejestracyjny, odebrałam moją kartę, a recepcjonista wręczył Walkerowi małą kopertę z naszymi kartami dostępu, mądrze nie zauważając, że na mojej karcie kredytowej jest napisane Alexa Berry, a nie Alexa Walker. Po wypełnieniu formularza, gdy nas przetwarzał, starałam się nie myśleć, skąd Ty Walker zdobędzie gotówkę na opłacenie eleganckiego pokoju hotelowego w Vegas, biorąc pod uwagę, że wyszedł z więzienia niecałe dwadzieścia cztery godziny temu z niczym (o czym wiedziałam) oprócz ubrania na plecach. Nie miał nawet w ręku jednej z tych dużych plastikowych toreb, które wydawano niedawnym więźniom w programach telewizyjnych.

Nic.

Tylko ta torba.

Torba zapakowana przez Shift’a.

Gówno.

„Pokój sześć dwa trzy. Tam znajdą państwo windy.” - wskazał na swoją lewą stronę, ale Walker już szedł w tamtą stronę.

Uśmiechnęłam się do recepcjonisty, wymamrotałam słowa wdzięczności, chwyciłam za rączkę walizki i podążyłam za Walkerem.

Stuknął w przycisk, zanim tam dotarłam i zatrzymałam się blisko niego.

„Mężulku, musimy pogadać” - powiedziałam cicho, jego podbródek opadł na szyję, żeby na mnie spojrzeć, jego twarz wciąż była tak beznamiętna jak zawsze, a potem odwrócił głowę i spojrzał mi przez ramię.

Kiedy patrzył, jego wzrok skupiał się na czymś i pozostawał tam, więc ja też się odwróciłam.

Patrzył na mężczyznę, który stał w recepcji. Był super szczupły i kiedy to mówię, mam na myśli cienki jak worek kości. To był cud, że jego ubranie pozostało na nim, był taki chudy. Miał jasnobrązowe włosy z nutą czerwieni, ale nie miał ich zbyt wiele. Wszędzie były cienkie, bardzo przerzedzone na górze i bardzo krótkie. Nosił okulary. Jego rysy były spiczaste. Biorąc pod uwagę, że nie było na co patrzeć, byłam zaskoczona, widząc, że jego ubrania były bardzo dobrej jakości i pasowały do niego najlepiej, jak tylko mogły, biorąc pod uwagę jego posturę.

A on patrzył prosto na Ty Walkera, tak śmiało, jak tylko mógł w recepcji, ale jednocześnie wpatrując się w Walkera, wyglądając na wiedzącego w taki sposób, że coś nieprzyjemnego pełzało po mojej skórze. Gdyby wykrzywił się szyderczo, nie byłabym zaskoczona. Ale zaskoczyło mnie to, że ten oczywisty słabeusz był tak śmiały, biorąc pod uwagę, że był jedną trzecią mężczyzny stojącego u mego boku (a jedna trzecia była przesadzona), a mężczyzna stojący obok mnie mógł z łatwością przełamać go na pół.

Ale on to robił.

Patrzył śmiało w twarz.

Jakie dziwne.

„Znasz go?” - zapytałam, gdy winda zadzwoniła i wtedy to się stało.

Ty Walker dotknął mnie po raz pierwszy (to znaczy pierwszy raz, kiedy dotknął mnie, gdy nie szukał śladów igieł, jednocześnie mnie denerwując).

Jego palce wbiły się w moje plecy i nacisnęły do przodu, więc weszłam do windy tocząc za sobą moją walizkę. Jego ręka opadła, odwrócił się twarzą do przodu i automatycznie zrobiłam to samo, gdy pochylił się w bok, wciskając szósty przycisk i po tych kilku irytujących sekundach winda pozostała otwarta z jakiegokolwiek powodu, drzwi się zasunęły.

Ale prawie nic z tego nie zarejestrowałam.

Ponieważ czułam pięć gorących śladów palących mnie na plecach tam, gdzie mnie dotknął. Dotyk był lekki i nie trwał długo, ale nadal czułam ich palenie. Były jak piętno wbijające się w moją skórę.

Gdy winda jechała w górę, czekałam, aż znikną, chciałam, żeby zniknęły, ale nie zniknęły. Pozostały gorące i głębokie, a ja nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam. Nawet nie wiedziałam, co to jest. Po prostu wiedziałam, że to było głębokie. Wiedziałam, że to zmieni moje życie. Wiedziałam jakoś, że nawet jeśli płomień zniknie, nigdy nie zapomnę tej jazdy windą; przez całe moje życie.

Winda zatrzymała się, drzwi rozsunęły się, a mój umysł wciąż płonął, nie myślałam, kiedy szłam za nim korytarzem do pokoju. Użył karty dostępu i wszedł, nie przytrzymując dla mnie otwartych drzwi. Bezmyślnie pchnęłam drzwi, które zaczęły się zamykać i podążyłam za nimi.

Drzwi zamknęły się za mną.

Rzucił swoją torbę na niską, szeroką półkę naprzeciwko łóżka przeznaczoną na bagaż, z jednej strony tej półki ułożonej z trzema szufladami pod nią, na której stał duży telewizor z płaskim ekranem, z drugiej strony była taka sama szafką z pod nim prawdopodobnie zawierająca mini-bar, a na górze atrakcyjny uchwyt ze sztucznej skóry, w którym był pilot do telewizora.

Potem natychmiast rozpiął torbę. Zatrzymałam się u wylotu korytarza prowadzącego do pokoju i ustawiłam walizkę na podłodze przy sobie.

Mój umysł odszedł od powoli gasnącego płomienia jego dotyku na moich plecach, gdy zarejestrował, że to ładny pokój, naprawdę, naprawdę ładny. Był duży, większy niż się spodziewałam, większy niż wiedziałam, że mogą być pokoje hotelowe. Meble były stylowe, drewno lśniło, wszystko oczywiście wyjątkowo czyste. Na ogromnym łóżku leżała puchowa kołdra z atrakcyjnym nakryciem, a nie cienka narzuta. Były nawet ozdobne jaśki. Dwa zaokrąglone fotele po obu stronach stołu z tyłu w jednym rogu przy oknie, stojąca lampa wokół części wypoczynkowej, eleganckie biurko ze stojącą lampką skierowane w stronę pokoju po przekątnej w drugim rogu. Nigdy nie byłam w ładniejszym pokoju.

Właściwie w ciągu moich trzydziestu czterech lat byłam w bardzo niewielu pokojach hotelowych.

Ronnie obiecywał wiele dobrych chwil w bajecznych miejscach i, zanim złożył mi swoje puste obietnice, był taki czas w naszym życiu, kiedy jego przyszłość rysowała się tak jasno, że ten pokój byłby dla nas żartem. Nasza przyszłość wiązała się z podróżami wszędzie i wszędzie mielibyśmy najlepsze z najlepszych. Najlepsze pokoje. Najlepsze jedzenie. Najlepszy szampan. Najlepsze ubrania. Słodkie bryki. Duże domy. Sprzątaczki. Mieliśmy żyć rozrzutnie. Powiedział mi, że będę ociekała złotem. Miał to na myśli. Kochał mnie tak bardzo, że ociekałabym złotem. Zrobiłby to dla mnie.

Potem wszystko spieprzył.

Nie potrzebowałam złota, potrzebowałam tylko jego. Ale mimo to w końcu wszystko spieprzył; tak to spieprzył, że nie miałam nawet jego.

Wyrwałam się z zadumy, gdy usłyszałam, jak coś wyskoczyło na powierzchnię, a moje oczy skupiły się na Walkerze.

Potem poczułam, że się rozszerzają.

Sięgnął do torby, którą dla niego spakował Shift i właśnie układał grube rolki chrupiących, świeżych banknotów ciasno owiniętych gumkami na drewnie półki bagażowej przymocowanej nad szafką z barkiem. Pierwsza rolka miała na zewnątrz dwudziestkę. Druga kolejne dwadzieścia. Trzecia pięćdziesiątkę.

Kiedy doszła pięćdziesiątka, oddech uwiązł mi w gardle.

Czwarta, więcej dwudziestek.

Potem wyjął magazynek do pistoletu, który zastukał o drewno przy pieniądzach, gdy go tam upuścił.

Mój oddech ustał.

Kolejny magazynek do broni. Kolejny rzut pięćdziesiątek. Pudełko z amunicją. Kolejna rolka dwudziestek.

Potem pistolet.

Zassałam powietrze.

„Um, kochanie?” - zawołałam na wydechu - „Myślę, że potrzebujemy spotkania rodzinnego.”

Tylko odwrócił głowę, jego ciało pozostało zgięte nad torbą, a jego jasnobrązowe oczy w kształcie migdałów z kręconymi rzęsami trafiły we mnie. Jak zwykle nie odezwał się.

Skierowałam głowę do torby - „Co jest z tym bankiem i siłą ognia?”

Jego oczy pozostały na mnie. Potem wyprostował się i odwrócił do mnie. Przygotowałam się, żeby nie uciec, choć nie wiedziałam, dlaczego nie próbowałam uciec, prawdopodobnie dlatego, że udowodnił, że ma szybkie ręce i nie chciałam sprawdzić, czy jego nogi są równie szybkie.

Nadal się nie odzywał.

Kontynuowałam - „To znaczy, nie jestem kuratorem zwolnienia warunkowego, ale rozumiem, że byłym więźniom nie wolno być uzbrojonym.”

W końcu przemówił - „Ty nie masz kartoteki.”

Poczułam, że moja głowa szarpie się w tym samym czasie, kiedy byłam pewna, że moje oczy są wyłupiaste.

Potem odetchnęłam - „Co?”

„Jak będą kłopoty, ta 0,38 jest twoja.”

W tym momencie poczułam, że nadszedł czas, aby się podzielić.

Zrobiłam dwa kroki w jego stronę i zatrzymałam się.

„Jak ci powiedziałam podczas naszej ostatniej i jedynej rozmowy, Shift zna moje granice. Jakiekolwiek…” - podniosłam ręce, a jego piękne oczy przesunęły się na nie, gdy robiłam w powietrzu cudzysłowy i powiedziałam - „…kłopoty…” - po czym opuściłam ręce, a jego wzrok wrócił do moich oczy, gdy kontynuowałam - „…które mogliśmy mieć wymagałyby 0,38 i pół tuzina zwitków gotówki, nie mieszczą się w moich dopuszczalnych granicach.”

Patrzył na mnie.

Potem przeszedł cztery kroki do mnie (to, dla moich nóg, prawdopodobnie będzie to około siedmiu), a potem zsunął torebkę z mojego ramienia. Patrzyłam z niemałym niepokojem, jak w niej kopał, i poczułam ulgę, kiedy wyciągnął mój telefon. Odwrócił się, rzucił moją torebkę przez pokój na łóżko, a potem odwrócił się do mnie, otworzył telefon, wybrał numer i przyłożył do ucha.

Czekałam, aż zadzwoni. On też. Potem zamknął ją, otworzył ponownie, wcisnął kolejne guziki i przyłożył do ucha.

Czekałam. On też. Potem zamknął ją, otworzył i powtórzył.

Czekałam. On też.

Wreszcie przemówił - „To nie Lexie, szumowino, tu Walker. Co do cholery?”

Zacisnęłam usta, ponieważ jego twarz wciąż mogła być pusta, ale jego głos był niski i dudniący. Albo niższy i bardziej dudniący niż zwykle. Nie znałam go zbyt dobrze, ale czułam, że świadczy to o skrajnym nieszczęściu.

„Tak, z nią, tak” - warknął do telefonu myląco (przynajmniej dla mnie), przerwał, a następnie stwierdził kolejnym warknięciem - „Tak, torba nie jest lekka.”

Potem kolejna pauza - „Ona nie wie ni chuja” - Kolejna pauza - „Jezu Chryste, jesteś bezwartościowy.”

Potem zamknął telefon i rzucił go na półkę, gdzie zagrzechotał. Potem spojrzał na mnie.

„Spotkanie rodzinne” - powiedział.

Nagle nie miałam ochoty na spotkanie rodzinne.

Nie miałam wyboru.

„Powiedział ci ni chuja, prawda?” - zapytał.

Kiwnęłam głową i żałowałam, że nie cofnął się o krok, ale mimo to odpowiedziałam - „Wyczuwam, że nie dostałam pełnego wprowadzenia.”

„Co ci powiedział ten kawałek gówna?”

„Że miałam cię odebrać i zabrać tam, gdzie chciałeś jechać.”

„Tylko to?”

Myślałam o tym. Potem poprawiłam się - „Cóż, właściwie, jego słowa były takie, że mam cię odebrać w południe, zadzwonić do niego, gdy będziesz wolny, a potem otrzymać od ciebie dalsze wskazówki.”

A ja zakładałam, że przez wskazówki miał na myśli to, skąd Ty Walker dzwoni do domu lub gdzie zechce zamieszkać. Ale pomyślałam, że źle założyłam.

„Tylko to?” - powtórzył.

Tak, pomyliłam się.

„To wszystko” - odpowiedziałam.

Wciągnął powietrze przez nos. Potem skrzyżował ręce na piersi i spojrzał mi w oczy.

Potem powiedział mi, co już wymyśliłam - „Nie udzielił ci pełnych informacji.”

„Świetnie” - mruknęłam.

„Jest mi coś winien” - stwierdził Walker, patrząc mi w oczy, ale pochylił głowę w stronę biurka, by wskazać, co na nim jest - „Dużo” - dokończył.

Kiwnęłam głową.

Nadal patrzył mi w oczy, a potem wyciągnął na mnie podbródek i powiedział cicho i cicho - „Dużo.”

O cholera.

„Co?” - wyszeptałam, cofając się o krok.

„Nie ruszaj się” - rozkazał, a ja przerwałam, ponieważ jego rozkaz był stanowczy i poważny, a ja nie chciałam sprawdzać, jak bardzo jest stanowczy i poważny - „Jakby on nie sprawił, żeby to było warte, zajmę się nim. A potem sprawię, że będzie to warte twojego zachodu.”

„Co…” - mój głos był zdławiony, więc przełknęłam, a potem zaczęłam od nowa - „Sprawisz, by to było warte mojego zachodu?”

„Ty i ja bierzemy ślub.”

Moja głowa znów się szarpnęła, nawet gdy reszta mojego ciała zamarła.

Potem powiedziałam piskliwie - „Co?

„Potrzebuję żony, jesteś nią”.

O cholera. Gówno. Gówno. Pieprzone gówno!

„Um…” - zaczęłam, moje serce waliło jak młotem, wyjaśnił się jeden pokój i stan cywilny, więc moja potrzeba ucieczki była przytłaczająca, mój instynkt samozachowawczy trzymał mnie zakorzenioną w miejscu, ale nie dotarłam dalej, kiedy zaczął mówić.

„Jak on nie zadbał o ciebie, ja to zrobię. Potrzebujesz wyjść spod niego, zrobię to. Wyjdziesz za mnie; Zapłacę ci pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Na koniec zajmę się rozwodem. Kiedy to się skończy, wszystko będzie czyste. Dopilnuję, żebyśmy byli rozwiązani, wszystko co będziesz musiała zrobić to podpisać papiery, nigdy więcej mnie nie zobaczysz i dopilnuję też, że, gdziekolwiek zdecydujesz się iść, Shift za tobą nie podąży.”

„Koniec czego?” - zapytałam.

„Moich spraw.”

„Jakich spraw?"

„Co trzeba wiedzieć, powiem ci, kiedy będziesz musiała wiedzieć.”

Innymi słowy, prawdopodobnie nigdy nie poznałabym wszystkiego, tylko to, co powinnam wiedzieć.

„Pistolet… pieniądze?” - zapytałam.

„Właśnie wypuszczono mnie z więzienia. Nie było mnie tam, bo Papież rozważał moją świętość. Mam wrogów.”

„O, Boże” - wyszeptałam.

„Jesteś zabezpieczona” - powiedział mi.

Słyszałam to wcześniej i teraz osoba, która mi to obiecała, że nie żyje, a osoba, przed którą obiecał mnie chronić, była powodem, dla którego stałam dokładnie tam, gdzie stałam.

Potrząsnęłam głową - „Nie sądzę…”

„Nie mam czasu i mam gówno do zrobienia. Jak chcesz uciec, możesz wyjść przez te drzwi. Nie mam ci nic do zaoferowania poza gotówką i moim słowem. Widzę, że, skoro odebrałaś mnie z więzienia, moje słowo nie znaczy dla ciebie ni chuja, ale mówię ci teraz i od ciebie zależy, czy w to uwierzysz, czy nie, że moje słowo jest solidne. Żadna krzywda ci się nie stanie i nic z mojego biznesu nie odbije się na tobie. Będziesz moją żoną, będziesz zachowywała się jak moja żona i będziesz to robiła, dopóki się nie skończy. Tylko to. Potem idziemy własnymi drogami.”

„Będę zachowywała się jak twoja żona?” - zapytałam cicho.

Raz potrząsnął głową - „Zechcesz mnie wpuścić do cipki, wezmę to. Żadnych dodatkowych pieniędzy, nie płacę za cipkę. Czyli dajesz, jeśli masz na to ochotę. Jak nie, znajdę to, czego potrzebuję, gdzie indziej i to też nie odbije się na tobie.”

To nie była romantyczna, czuła propozycja małżeństwa, o jakiej marzyła każda dziewczyna.

„Ty…” - zaczęłam, podnosząc rękę, wyciągając ją, a potem opuszczając - „Byłam…” - zawahałam się - „Udało mi się…” - znowu urwałam.

„Jezu, wypluj to” - zagrzmiał.

Kiwnęłam głową i wyplułam to - „Ten świat był na skraju mnie przez długi czas, wpychając się i udało mi się go omijać. Nie wiem, na czym polega ta twoja sprawa i nie znam cię, i mam już dość bzdur, które pochodzą z niedotrzymanych obietnic. Więcej nie potrzebuję.”

„Mówiłem ci, że żadne moje gówno nie odbije się na ciebie” - przypomniał mi.

„A ja powiedziałam ci, że już to słyszałam i oto tu stoję” - przypomniałam mu.

Wpatrywał się we mnie, wciąż nie do odczytania, ale coś w nim sprawiło, że pomyślałam, że nie jest pusty, ale czujny i oceniający i nie dawał tego po sobie poznać, ale czułam, jakby czytał mnie do głębi duszy.

Potem powiedział cicho - „Shift cię orżnął.”

„Wiem” - odpowiedziałam cicho i to zrobił. Shift wiedział o tym, wiedział, że Walker tego chciał, a i tak mnie wysłał, przebił się przez moje granice, okłamując mnie i umieszczając mnie w szponach ogromnego, przerażającego, milczącego, świeżo wypuszczonego byłego więźnia z wrogami i pistoletem.

„Tym razem, jak wyjdziesz przez te drzwi, nic cię nie ugryzie” - powiedział mi Walker - „Jak wrócisz do niego, znajdzie sposób, żeby cię gorzej wypieprzyć, a, jak to zrobi, możesz nie wyjść za drzwi”.

Zacisnęłam usta, a potem je rozłączyłam i wyszeptałam - „Wiem”.

„Mogę cię od niego uwolnić.”

Musiałam przyznać, że było to zdecydowanie coś do rozważenia.

Mówił dalej - „Pięćdziesiąt koła ustawi cię gdziekolwiek zechcesz. Ja zajmę się Shiftem.”

Patrzył mi w oczy. Zauważyłam, że jego wzrok był niezachwiany. Ukrywał coś przede mną, wiedziałam o tym. Chociaż pomyślałam, że w więzieniu uczyłeś się pokerowej twarzy, bo tam prawdopodobnie nie jest zdrowe noszenie serca na dłoni. Ale patrzył mi w oczy, nie odwracał wzroku, cokolwiek ukrywał, było jego do ukrycia przed światem, a nie czymś, ukrywał co specjalnie przede mną.

I nie naskakiwał też na mnie. Nie był wkurzony. Nie krzyczał. Nie groził. Powiedział mi, że mogę wyjść, a ja mu uwierzyłam. Właściwie wierzyłam we wszystko, co mi powiedział. Ronnie dopilnował, żebym przebywała w pobliżu wielu mętów, więc miałam wysoce dostrojony wykrywacz pierdół. Kimkolwiek był ten człowiek, nie wciskał mi kitu.

I mógł mnie uwolnić od Shift’a, wiedziałam o tym. Wiedziałam, bo Shift się go bał, teraz to widziałam. To był powód tej szalonej rozmowy telefonicznej. Chciał się upewnić, że Ty Walker dostał to, czego chciał i spodobało mu się to, co zobaczył. Oszukał mnie, żeby mieć pewność, że Walker nie straci opanowania i odbierze inaczej to, co Shift był mu winien.

I miał rację, podciągnęłam stawki, pięćdziesiąt tysięcy dolarów by mnie ustawiło.

I byłabym wolna od Shift’a.

I z dala od tego życia, czysta i wolna.

Czysta i wolna.

Wreszcie.

„Jak długo potrwa ten, hmmm… interes? - zapytałam.

Nie wiedziałam, czy rozumiem różne rzeczy, ale mogłabym przysiąc, że wyglądało na to, że jego ciało się rozluźniło, nawet jeśli zmiana była tak niewielka, że wydawała się iluzją.

„Nie wiem” - odpowiedział.

„Mam pracę” - powiedziałam mu.

„Jak chcesz opuścić Shift’a, musisz opuścić Dallas. Jak opuszczasz Dallas, rzucasz pracę. Równie dobrze możesz zrobić to teraz.”

To była prawda. To było do dupy, bo lubiłam swoją pracę; Pracowałam u Lowensteina prawie od dziesięciu lat. Ale zawsze wiedziałam, że pewnego dnia odejdę, albo kiedy zrezygnowałabym z Ronnie’go, albo kiedy Ronnie zrobiłby sobie przerwę i zaryzykował nas, a wtedy oderwałabym się od Shift’a.

Jednakże…

„Nie dałam wypowiedzenia.”

„Nagłe” - powiedział.

„Co?”

„Urlop w nagłych wypadkach. Musisz opiekować się chorą mamą. Twoja mama nie wyzdrowieje, nie wracasz. Gówno się dzieje. Poradzą sobie.”

„Nie mam mamy.”

Zamilkł i zrobił te swoje puste, ale wciąż czujne i oceniające rzeczy.

Potem powiedział - „Twój tata.”

„Też takiego nie mam.”

Znowu mogłabym przysiąc, że coś się stało z jego ciałem, chociaż nie byłam pewna, ale tym razem to nie była relaksacja tylko napięcie.

„Nie obchodzi mnie, kto to jest, dziadek, ktokolwiek…”

Pokręciłam głową, wskazując, że nie mam dziadków.

Patrzył na mnie.

Potem szepnął - „Jezu.”

„Długa historia” - mruknęłam.

Znowu zamilkł i spojrzał na mnie.

Trwało to chwilę.

Potem powiedział - „Mówiłem ci, mam gówno do zrobienia. Nie mam czasu, aby dać ci szansę rozważenie twoich opcji. Teraz albo nigdy. Wyjdź przez te drzwi albo zostań i zostań panią Walker.”

Zacisnęłam usta.

Potem wzięłam nanosekundę, którą mi dawał, na rozważenie moich opcji.

Potem wciągnęłam powietrze.

Potem zapytałam - „Czy mogę najpierw wziąć prysznic?”

*****

Ty

Telefon Lexie zadzwonił, gdy wychodził ze sklepu z telefonami. Wyciągnął go z tylnej kieszeni, przekręcił i zobaczył na wyświetlaczu numer kierunkowy Kolorado, który znał. Otworzył go i przyłożył do ucha.

„Tak?”

„Złe wieści, bracie” - dobiegł go głos Tate’a i Ty wciągnął powietrze.

Tate ciężko pracował, co nie było niespodzianką.

To dlatego, że Tatum Jackson zawsze chronił jego plecy. Prawdopodobnie nie spał ostatniej nocy, żeby ochronić plecy Walkera.

„Tak?” - powtórzył.

„Twoja kobieta lubi ubrania.”

Klatka piersiowa Walkera rozluźniła się.

„Już to wiem” - skłamał. Nie wiedział o tym, ale ciężar jej walizki oznaczał, że wypchała tą skurwysynkę tak bardzo, że w chwili, gdy ją otworzyła, eksplodowała po całym pokoju.

Na szczęście dał jej instrukcje i wyszedł, więc nie było go w pobliżu, kiedy to się stało.

Uznał więc, że było to dobre przypuszczenie.

A teraz wiedział, że Jackson wykorzystał jej kredyt.

Zgadywanie potwierdzone.

Wysłuchał cichego śmiechu Tate’a.

Następnie - „Założę się”.

„To wszystko, co masz?” - zapytał Walker.

„Tak. Jest czysta. Brak kartoteki. Cztery mandaty za przekroczenie prędkości w ciągu ostatnich pięciu lat i kupa mandatów za parkowanie. Twoja kobieta potrzebuje prędkości i myśli, że może parkować, gdzie tylko zechce, i to robi.”

Walker też by się tego domyślił, biorąc pod uwagę jej pojazd. Niewiele kobiet w eleganckich okularach, butach i torebkach jeździło tak słodką bryką. Wskazywało to na dziką stronę. Myślał, że to wyjaśnia jej związek ze Shift, ale najwyraźniej było to coś innego.

„Ma dług, niewielki” - kontynuował Jackson - „Dwie przekroczone karty debetowe na trochę ponad tysiąc dolarów. Wszystkie płatności są jednak aktualne. Wynajmuje. Działa stabilnie. Widziałem jej zdjęcie z prawka, bracie. Pracownik państwowy, który to wziął, powinien dostać nagrodę. Najlepsze zdjęcie z prawa jazdy, jakie w życiu widziałem.”

Lexie była fotogeniczna. Również nic dziwnego. Chociaż prawdopodobnie zdjęcie było gówniane, była tak piękna, że nawet gówniane zdjęcie wyglądało dobrze.

Chociaż dług nie jest dobry. Nie mądry. Powinna była martwić się mniej o ubrania, a bardziej o wydostanie się spod władzy Shifta.

„Ale to o jej rodzicach jest do bani” - ciągnął Jackson.

Kurwa.

Znalazł cień i wsunął się pod niego.

Potem zażądał - „Mów do mnie.”

Cisza, a potem - „Nie wiesz?”

„Nie wiem, co mi powiesz” - uchylił się Walker.

Następnie pauza - „Tak” - Potem kolejna pauza - „Ona jest czysta. Jej rodzice nie byli.”

Kurwa.

Milczał. Jackson mówił dalej.

„Złapałem trop, pokopałem trochę i zadzwoniłem do kilku facetów. Oni też kopią. Dowiem się więcej, ale mam to, że byli ćpunami. Wiadomość pojawiła się w Dallas trzydzieści cztery lata temu. Urodziła się w domu cracku. Matka była tak naćpana, że nie wiem, czy nawet wiedziała, że miała dziecko i prawdopodobnie cud, że dziecko przeżyło i nie było spieprzone, biorąc pod uwagę, co mama robiła ze swoim ciałem. Ktoś w domu był na tyle przytomny, żeby zadzwonić po pogotowie, weszli do środka, zabrali ją, umieścili u dziadków. Nie wiem, co się potem wydarzyło, dopóki nie dostanę telefonów zwrotnych, ale wiem, że mama przedawkowała pięć lat później. Tata zmarł cztery lata później z powodu obrażeń wewnętrznych, kiedy lichwiarz skopał mu tyłek.”

Miał rację, to było zdecydowanie pieprzone.

„Umieszczono ją u dziadków?” - zapytał Walker.

„Dlatego kopię. To byli rodzice mamy. Akta zgonów pokazują, że babcia zmarła, gdy twoja dziewczyna miała sześć lat. Dziadek zmarł, gdy miała trzynaście lat. Nie mam dostępu do tego rodzaju plików, ale moja praca przenosi mnie do Teksasu, mam tam kilku znajomych, więc skontaktowałam się z tymi, którzy mają dostęp do plików lub znają ludzi, którzy mają dostęp. Może potrwać kilka dni.”

„A co z dziadkami od strony jej taty?”

„To było łatwe. Namierzyłem to, dowiedziałem się, że zginęli w wypadku samochodowym, kiedy miała szesnaście lat.”

„Ciotki? Wujkowie?”

„Mama jedynaczka. Tata miał siostrę, ale ona nie wkroczyła. Nie wiem dlaczego.”

Opieka zastępcza.

Walker spojrzał na ich hotel po drugiej stronie ulicy, myśląc o Lexie w rodzinie zastępczej, jej okularach, szpilkach, szortach i jasnym uśmiechu, a trzydzieści cztery lata później znalazł jej gówno związane z takimi jak Shift.

Kurwa.

Jackson przemówił mu do ucha - „Ty, żenisz się z tą dziewczyną, nie znasz tego gówna?”

„Oboje wolimy patrzeć w przyszłość” - skłamał ponownie, chociaż nie miał pojęcia, co woli Lexie. Jednak to stwierdzenie było z jego strony czystą bzdurą. Żył przeszłością i będzie żył, dopóki błędy nie zostaną naprawione.

Wtedy, gdyby miał przyszłość, patrzyłby w nią.

„To dobra wiadomość” - powiedział cicho Tate, błędnie go odczytując, a Walker uznał, że to dobrze, że ta rozmowa odbywa się przez telefon. Wiele się nauczył w więzieniu, ale nie spodziewał się, że choćby część tego mogłaby omamić Tatuma Jacksona - „Chociaż, jeśli to prawda, dlaczego robię to, co robię?”

„Nie można być zbyt ostrożnym.”

„Ona wie o tobie?”

„Odebrała mnie wczoraj z zakładu karnego.”

Cisza, a potem Tate zaczął kopać, tym razem gdzie indziej.

„Spotkałeś ją w Dallas, zanim wróciłeś do domu, a to gówno poszło z Fullerem i Misty?”

„Tak” - kolejne kłamstwo.

„Znowu, bracie, widziałem jej zdjęcie. Jak do cholery to zostawiłeś?”

„Myślę, że to, że jestem idiotą, zostało udowodnione na sali sądowej, Tate.”

To nie było kłamstwo.

„Nie chcę podburzać demonów, Ty, ale to gówno; to nie jest twoje i wszyscy w mieście o tym wiedzą. To wszystko było Fullera.”

Wiedział o tym. O tak, kurwa, o tym wiedział. Nie odpowiedział.

„Jakby to mnie namierzyli, kurwa, każdy by zginął” - powiedział mu Tate - „Nie daj się pochować pod tym gównem. Wznieś się ponad to.”

Ponownie Walker nie odpowiedział.

Jackson czekał na to, a następnie zrezygnował.

„Będę kopał. Oddzwonię. To jutro. Kiedy ślub?”

„Kupuje sukienkę.”

A przynajmniej taką miał nadzieję. Dał jej zwitek gotówki i miał bilet parkingowy. Bilet nie był ubezpieczeniem. Miał tylko nadzieję, że nie ucieknie, ale nie obwiniałby jej, gdyby to zrobiła. Fakt, że nie wyszła za drzwi, kiedy dał jej szansę, wciąż go zaskakiwał. To było do dupy, ale musiał podziękować Shift’owi za to, że nie wyszła. Była zdesperowana, a on grał tym. Nie podobało mu się to, ale działało na jego korzyść i miał misję, był skupiony, więc wykorzystał to.

Mówiąc wprost - zostało to zrobione, wrobił ją i, jak była mądra, wejdzie w życie, w którym nigdy więcej nie będzie musiała podejmować desperackich, popieprzonych decyzji, takich jak poślubienie byłego skazańca, którego nie znała.

Jego odpowiedź wywołała cichy chichot Jacksona - „Jestem pewien, że tak.”

Zatrzymał się - „Podejrzewam, że to dobra kobieta, żenisz się z nią, więc cieszę się, że dała ci drugą szansę; jak przejrzała to gówno, wie, co dostaje.”

Nie miała pieprzonego pojęcia. Czas iść naprzód. Tak też zrobił, wyszedł spod markizy i poszedł chodnikiem w stronę sklepu jubilerskiego.

„Jak się miewa Jonas?”

„Rośnie tak szybko, że Laurie nie może nadążyć z kupowaniem ubrań.”

„Laurie?”

Cisza, a potem - „Kurwa, stary, zapomniałem. Ożeniłem się.”

Walker zatrzymał się i usłyszał, jak ktoś za nim piszczy i miota się wokół niego, ale się nie poruszył - „Nie pieprz?”

Zdecydowany uśmiech w jego głosie, a potem - „Bez gówna.”

„Kobieta z wiadomości” - stwierdził Walker.

„Tak.”

Próbował sobie przypomnieć, czy widział jej jakieś zdjęcia, kiedy to całe to gówno poszło z Tate’m i tym seryjnym mordercą, który porwał jego kobietę i dźgnął ją z zamiarem zgwałcenia jej tym nożem, zanimby ją zabił, czego, na szczęście, nie zdążył zrobić. Ogłosili to w telewizji i podczas różnych programów komentatorów sportowych, biorąc pod uwagę, że Tate miał bardzo krótką karierę jako obrońca w NFL. Obejrzał to w kiciu, widział zdjęcia Tate’a, ale nie było żadnego jego kobiety.

Ale nie obchodziło go, czy była brzydka. Nie była Neetą, starą suką Tate’a z liceum i z przerwami przez, jak się wydawało, wieczność. Na szczęście tak nie było, Tate dostał szansę i mógł mówić o małżeństwie z uśmiechem w głosie. Niestety Neeta była jedną z ofiar wyśledzonego przez Tate’a seryjnego mordercy. Neeta była tak upierdliwa, że była definicją cipy, tylko odrobinę lepszą niż Misty, ale niewiele. Jednak nikt nie zasłużył na to, co się z nią stało. Może z wyjątkiem Misty. I wiedział, że takie myślenie czyniło z niego kutasa, ale go to, kurwa, nie obchodziło.

„Powiedziałem jej o tobie” - powiedział mu do ucha Jackson - „Już spiskuje z Maggie, planując świętowanie twojego powrotu.”

Kurwa.

„Nie jest to konieczne” - powiedział Walker, kiedy ruszył ponownie.

„Nie walcz z tym, Ty. Kiedy Laurie jest w nastroju do przyjaźni, nikt nie może jej powstrzymać. A znasz Maggie.”

Przerażające.

„I uwierz mi, jak ona dla ciebie gotuje, będziesz się zastanawiać, dlaczego w ogóle rozważałeś walkę” - ciągnął Tate.

Przynajmniej to było coś.

Pchnął drzwi i wszedł do pluszowego wnętrza ekskluzywnego sklepu jubilerskiego. Sprzedawcy spojrzeli na niego i zauważył, że dwóch zbladło. Byli to mężczyźni. Kobiety zareagowały inaczej. Zawsze tak robiły. Chociaż przemyślałyby swoją reakcję, gdyby wiedziały, że jest byłym więźniem i za co został skazany

Nie obchodziło go to. Zależało mu tylko na klimatyzacji. Po spędzeniu pięciu lat w zakładzie poprawczym w południowej Kalifornii, miał dość gorąca na całe życie. To było do dupy, bo był początek lata. Nawet w jego rodzinnym mieście Carnal w Górach Kolorado robiło się gorąco.

Ale gdy nadeszła zima… niebo.

„Muszę kupić pierścionek, Tate” - mruknął do telefonu, podchodząc prosto do jednej z kobiet, która się uśmiechała, powoli odwracając się całkowicie do niego, nie wiedząc, że zaraz zarobi pieprzoną prowizję.

„Dobrze” - odpowiedział Jackson.

„Mam nowy numer. To telefon Lexie. Wyślę ci to SMS-em.”

„Dobrze” - powtórzył Jackson.

„Później.”

„Później i Ty?” - nazwał.

„Tak.”

„Gratulacje, bracie. Bądź szczęśliwy.”

„Racja.”

Walker zamknął telefon.


7 komentarzy:

  1. No boska historia się zapowiada ☺️❤️ dziękuję 😘

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję ❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. Te rozdziały czyta się za szybko, albo są zdecydowanie za krótkie. Dziękuję i czekam na więcej

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za rozdziałi nowa historię :) Oj czuję że będzie fajnie i ekscytująco.
    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem co myśleć ale kurcze szalona historia 🥰 Dziękuję ❤

    OdpowiedzUsuń