wtorek, 21 września 2021

17 - Na ostatniej prostej

 

Rozdział 17

Na ostatniej prostej

 

 

„Alexa Walker?”

„To ja.” - uśmiechnęłam się do kuriera stojącego na naszym tarasie, on odwzajemnił uśmiech, podał mi swój gadżet pióro-podobny podpisałam ekran na drugim gadżecie, oddałam mu, a on podał mi dużą miękką kopertę.

Wzięłam to, pomachałam mu, zamknęłam za nim drzwi, mając nadzieję, że się nie obrazi, kiedy przekręciłam również zamek (w tych dniach w Carnal nie mogłam być zbyt ostrożna), po czym zabrałam paczkę na wyspę i rozerwałam kopertę.

Wypadły dwie koszulki owinięte folią i nie zawahałam się rozerwać jej, ciesząc się, że bawełna koszulki jest miękka i elastyczna, a nie drapiąca i sztywna. Wytrząsnęłam pierwszą, rozmiaru Ty i wyciągnęłam ją przed siebie.

Potem uśmiechnęłam się szeroko.

Odwróciłam ją i spojrzałam na tył.

Mój uśmiech się poszerzył.

Rozerwałam następną, dopasowaną do mojego rozmiaru, ale w tym samym kolorze, z tymi samymi słowami z przodu, innymi z tyłu.

Pozbierałam opakowania, wrzuciłam je do kosza na śmieci, a następnie położyłam koszulki obok siebie na blacie, wygładziłam je na płasko, cofnęłam się i wpatrywałam w nie.

Znalazłam stronę on-line, zaprojektowałam własne koszulki i praktycznie nic nie dopłaciłam, aby je zrobili ekspresowo.

Kupiłam więc Ty i sobie czarne T-shirty z napisem „Team Walker” dużymi białymi literami i mniejszymi kursywą w cudzysłowie pod spodem „Nigdy nie przyznajemy się do porażki”. Na odwrocie Ty było napisane: „Pan Ogromniasty”, a na moim odwrocie: „Mama Pana Ogromniastego”.

Kochałam je cholernie.

Ty spojrzy na nie i pomyśli, że jestem totalną gapcią.

Nie obchodziło mnie to. A jeśli będzie nosił swoją w domu tylko podczas oglądania meczów, to też mnie to nie będzie obchodziło.

Ale będę nosiła moją w mieście.

Oczywiście po tym, jak wszyscy źli ludzie by odeszli. Musiałam trzymać głowę spuszczoną.

Za dużo się działo, nie musiałam stawać im w twarz.

Był poniedziałek, jakieś półtora tygodnia po moim powrocie do domu i przez cały ten czas byliśmy zajęci.

Wróciłam do domu w czwartek. Ty musiał pracować zarówno w piątek, jak i w sobotę. Piątek byłam zajęta porządkowaniem domu, nadrabianiem zaległości, porządkowaniem gówna, kupowaniem samochodu, a potem kolacją z Juliusem i Anana. W sobotę Ty załatwił Tate’a, Deke’a, Jonasa i Bubbę, żeby poszli po moje gówno od Dominica i Daniela, a ja je rozpakowałam. W niedzielę byliśmy na zakupach, gdzie kupiliśmy kwadratowy stolik kawowy i duży dywan do salonu, który był piękny, jasnokremowy z czarnym brzegiem, dzięki czemu idealnie pasował do czarnej kanapy oraz pióra i atramentu Tuku. Ty ponownie przeszedł prosto w tryb zakupów bez mojej presji, więc kupił także duży, owalny, czarny stół w stylu art déco z sześcioma dopasowanymi krzesłami, których siedzenia i oparcia obite były kremowym materiałem. Przesunęliśmy segment i telewizor z bocznej ściany na poprzek, tworząc przytulną część wypoczynkową przed kominkiem i pozostawiając za nimi ogromną przestrzeń jadalni, w której postawiliśmy stół z krzesłami, gdy zostały dostarczone.

Ja, oczywiście, w przerwie na lunch kupiłam duży, okrągły szklany wazon, który miałam na oku w Carnal Country Store, a właścicielka podziękowała mi wylewnie za zakup mówiąc - „Cukiereczku, ta rzecz jest na mojej półce od jakiegoś rok i pół. Ranczerzy i motocykliści nie mają oka do szklanych wazonów. Ale myślałam, że to było ładne. Muszę się nauczyć, że, jeśli nie ma na tym poroża ani czaszki, mam przerąbane.”

Byłam szczęśliwa, że zdjęłam go z jej głowy i cieszyłam się, że obniżyła cenę o pięćdziesiąt procent.

Wazon wyglądał idealnie na środku stołu.

W następny czwartek Ty miał wolny dzień, ale ja wróciłam do pracy, a kiedy wróciłam do domu, były w nim dwa tuziny różowych i kremowych róż.

To był mój mąż. Błyskał wszelkiego rodzaju blaskiem, niektóry z nich nie świecił tak jasno, ale to nie znaczyło, że nie był niesamowity.

Poza czasem spędzonym z Ty, spotkaniami z przyjaciółmi, powrotem do pracy, rozpakowywaniem i porządkowaniem naszego domu, spędzałam czas na porządkowaniu mojego gówna. Poszłam do urzędu i dostałam prawo jazdy i tablice rejestracyjne Colorado dla mojego nowego (czerwonego z szerokimi, czarnymi paskami wyścigowymi biegnącymi w górę maski, dachu i tyłu, z 2012) cholernie cudownego Chargera. Moja poczta została już przekierowana z Dallas, ale przed wyjazdem przesłałam kolejne przekierowanie, wysyłając ją do Elli. Znowu to zmieniłam. Weszłam też do sieci i wymieniłam wszystkie informacje z każdym, kto je miał. Zamknęłam swoje konto bankowe w Dallas, kiedy tam byłam, ale otworzyłam je teraz w Carnal. A Ty włożył tam pieniądze, żebym mogła spłacić moje karty kredytowe, co zrobiłam.

Zrobiłam to wszystko, bo zrobiłabym to wszystko (kiedyś), ale zrobiłam to jako sprawę priorytetową, ponieważ Ty poprosił mnie, abym się upewniła, że „te pajace nie mają gówna, z którym można by się z tobą pieprzyć”. Widziałam mądrość tej rady i nie zwlekałam.

Bessie uprzejmie odrzuciła naszą ofertę, ale nie odmówiła zatrzymania gotówki, którą zarobiłam za mojego Chargera, gotówki, którą jej zostawiłam. Obiecała mi, że kiedy stanie na nogi, zwróci mi ją. Pozwoliłam jej to obiecać, a kiedy próbowała mi spłacić, odmówiłam. Wiedziałam, że zaopiekowała się mną za darmo, wiedziałam, że zaopiekowałaby się mną bez względu na wszystko, ale musiałam jej to dać. Nie obejmowało tego, co byłam jej winna za zebranie mnie do kupy po tym, jak się rozpadłam, ale z drugiej strony nic by tego nie zadośćuczyniło. Ale to było coś.

Następnie opuściła Panama City Beach i udała się do Miami. Nigdy tam nie była, ale słyszała, że to fajne miejsce i zamierzała to sprawdzić. Ostatnie słowo, które miałam od niej (co było wczoraj), było takie, że to lubi, chce spróbować i aktualnie szuka pracy.

Miałam mieszane uczucia co do tego. Dallas znajdowało się o jeden dzień drogi, bardzo daleko od Carnal. Miami było o wiele cholernie dalej. Ale była w gównianej sytuacji i nieszczęśliwa prawie tak długo, jak ja byłam z Ronnie’m. Dobrze, że dokonała tej zmiany i jeśli polubiłaby Miami, to chciałabym Miami dla niej.

A poza tym byłoby fajnie, gdybyśmy Ty i ja mogli ją tam odwiedzić. Wszystko się zmieniło dla Ty i dla mnie, a kiedy to mówię, mam na myśli na lepsze. Teraz nic między nami nie było, wszystko było otwarte, o wszystkim mówiliśmy. Więcej się dzielił, ja musiałam więcej słuchać. Z dnia na dzień bardziej się rozluźniał, więcej się uśmiechał, więcej się śmiał, a mój facet był cholernie zabawny, więc ja też więcej się śmiałam. Przetrwaliśmy piekielną burzę, ale nie wyszliśmy z nacięciami i wgnieceniami. Wyszliśmy mocniejsi, silniejsi, bliżsi.

Ale, chociaż życie domowe było dobre, wspaniałe, najlepsze, słońce świeciło cały czas nie tylko dlatego, że był sierpień w Kolorado, ale dlatego, że nie było chmur nad naszym życiem, Carnal było inne.

Nad Carnal wisiały chmury: wielkie, czarne, groźne chmury burzowe. Wszyscy je czuli, wszyscy byli ostrożni, cisi, przygotowani i czekali na ten pierwszy grzmot i piorun, mając nadzieję, że nie będą zbyt blisko, kiedy uderzy. Chociaż wiadomości szły powoli, morderstwo Misty Keaton, rzekomo przez funkcjonariusza Rowdy’ego Crabtree, wywołało w mieście niskie, brzęczące fale uderzeniowe. Myślałam, że Ty otrzyma przynajmniej podejrzliwe spojrzenia, ale tak się nie stało. Ty nie było przez jakiś czas, ale Ty był dobrze znany, na tyle dobrze, że ludzie wiedzieli, że to nie w jego stylu. Ale w mieście szumiały plotki, a w salonie, jak w salonach bywało, ten szum był szybki, wściekły i płodny.

Dlatego dowiedziałam się - nic dziwnego - że Misty nie była lubiana. Pięć lat temu nikt nie miał do niej wiele, chociaż była znana jako poszukiwaczka pieniędzy, która chciała zawrzeć dobre małżeństwo. Ale dobra opinia publiczna o niej gwałtownie spadła, gdy skłamała na temat alibi Ty, a następnie spadła, gdy wyszła za Chace’a Keatona. To dlatego, że wielu domyślało się powiązań i, ku mojemu zaskoczeniu, dowiedziałam się, że wielu lubiło Chace’a i nie lubiło go obarczonego taką jak Misty. Kiedy poślubiła policjanta z miasta, który akurat był w kolejce do dużego spadku, natychmiast zdecydowała, że jej gówno nie śmierdzi i dała wszystkim do zrozumienia, że tak się czuje i oni też powinni. To zachowanie było jeszcze bardziej niemile widziane. Potem to, co pozostało z jej popularności, gwałtownie spadło, ale nie przejmowała się zbytnio, ponieważ miała w łóżku przystojnego faceta, jego obrączkę na palcu i fortunę jego tatusia w drodze, wszystko, co musiała zrobić, to czekać, żeby staruszek umarł.

Dzięki plotkom w salonie dowiedziałam się również, że nie wyszło jej to tak, jak planowała. Od samego początku Chace oślepiająco i publicznie ujawniał, że nie był w błogim małżeństwie. Ledwie ją znosił. Przeszedł przez rutynę. Ale tego też nie lubił. A ponieważ ledwo mógł znieść widok swojej żony, kiedy potrzebował dla siebie trochę tego czegoś, szedł gdzie indziej i robił to otwarcie.

Zanim Misty Keaton weszła do Carnal Spa tego dnia, w którym ją poznałam, spędziła pięć lat mieszkając z mężczyzną, który ledwo mógł znieść jej widok, nie ukrywał tego i wielokrotnie ją zdradzał. Plotki w salonie mówiły, że w miarę jak mijał rok za rokiem, a Chace nie doszedł do siebie, Misty była coraz bardziej tym uderzana. Plotki w salonie mówiły o tym, że, chociaż była kim była i robiła to, co robiła, naprawdę kochała swojego męża, a jego ciągła nienawiść do niej ją wykańczała. Plotka w salonie mówiła, że jeszcze przed uwolnieniem Ty Misty przemyślała swoje działania. Plotka w salonie mówiła, że Misty dochodziła do wniosku, że miliony tatusia Chace’a nie były tego warte. I plotka salonowa mówiła, że Misty kupiła to, ponieważ władze o tym wiedziały i musiały zapewnić, żeby nie zrobiła czegoś, co by im się nie spodobało.

A plotka w salonie mówiła, że Rowdy został wrobiony, głównie dlatego, że był dupkiem. W długiej kolejce lokalnych gliniarzy, których ludzie nie lubili ani którym nie ufali, Rowdy wyróżniał się, ponieważ był nie tylko kutasem, którego znałam, ale poważnym kutasem. Używał autorytetu, jaki zapewniała mu jego pozycja, jako broni, a odznaki i munduru jako tarczy. Regularnie i przypadkowo pieprzył się z mieszkańcami Carnal i robił to dla gówna i żartu.

Chociaż nikt nie wierzył, że Rowdy zabrał Misty Keaton do Harker Wood, zastrzelił ją i zostawił swoją broń, głównie dlatego, że nie miał do tego powodu i nie był na tyle głupi, by tego rodzaju dowody zostawić na miejscu zbrodni, bo był gliną, tylko brudnym, nikt tak naprawdę nie dbał o to, czy za to odpowie.

„Co ma być to będzie” - stwierdziła Avril, uśmiechając się radośnie i opierając się o wysoki front mojej recepcji, w poszukiwaniu mani/pedi, a także plotek.

Ale za wszystkimi plotkami i spekulacjami krył się strach. Kobieta nie żyła. Nikt jej za bardzo nie lubił, ale to było dość ekstremalne. Ktokolwiek był wystraszony, był poważnie wystraszony, a mieszkańcy Carnal martwili się, co będzie dalej.

Co do mnie, trudno było się do tego przyznać, ale czułam spokój, gdy wszystkie te plotki przenikały do mojego mózgu.

Od kiedy mój mąż odsiedział wyrok za przestępstwo, którego nie popełnił, aż do tego dnia, gdy szłam spać, wstawał i podkręcał klimatyzację tak mocno, że budziłam się z zamarzniętym nosem każdego ranka i robił to ponieważ ciepło, smród i uczucie tego miejsca tkwiły w nim bardzo głęboko, a on potrzebował chłodnego, czystego powietrza, żeby to odepchnąć, więc lubiłam wiedzieć, że Misty nie żyła snem, dla którego skłamała.

Jasne, nie mogę powiedzieć, że chciałam jej śmierci. Ale mogłabym powiedzieć, że czułam, że być może we wszechświecie działa sprawiedliwość, wiedząc, że przeżyła własną wersję pięciu lat piekła.

I to sprawiało, że czułam się lepiej wiedząc, że kiedy żyła, nie miała tego, co mieliśmy Ty i ja.

Więc go zdradziła i wykorzystała, a kiedy był na dole, nadepnęła na niego, by wciągnąć się na to, co uważała za następny poziom życia, i kupiła sobie nieszczęście, złamane serce, a ostatecznie została zaciągnięta do lasu w środku nocy i zastrzelona.

Zdecydowanie zasłużyła na nieszczęście i złamane serce, jeśli nie zostałaby zamordowana, więc czułam, że tak, może tam działa sprawiedliwość.

I miałam tylko nadzieję, że nadal będzie działać, aby mój mężczyzna mógł w końcu naprawdę odetchnąć i żyć z czystym nazwiskiem.

Zostawiłam koszulki tam, gdzie leżały, i udałam się do skrzynki pocztowej, myśląc o tym, co zamierzam robić przez resztę dnia. Był późny ranek, a biorąc pod uwagę, że wstałam o bezbożnej godzinie, żeby wziąć prysznic z Ty, po jego wyjściu posprzątałam dom i zrobiłam pranie. Potem szykowałam się, żeby pojechać do miasta. Potrzebowaliśmy trochę artykułów spożywczych. Chciałam wstąpić do La-La Land na latte i może coś na deser, ponieważ Shambles robił wszystko, co najlepsze na słodko, Ty lubił słodycze, a powiedział mi dzień wcześniej, że był w domu od miesięcy, ale jeszcze nie zawędrował do La-La Land i czułam moralny imperatyw, aby przedstawić mu ich dobra, które były dobre. Myślałam też o pójściu do centrum handlowego i zdobyciu materiału na zasłony do sypialni dla gości. Były tam poziome żaluzje, ale pokój potrzebował koloru, ściany były białe jak skorupka jajka, ale to było użytkowe. Może pójdę do sklepu z narzędziami i kupię trochę próbek farby. Właściwie pokój Ty i mój przydałoby się trochę dopracować. Kupiłabym też trochę próbek farby do tego pokoju.

Myślałam o tym wszystkim, gdy złapałam pocztę i przyniosłam ją do domu. Kiedy zaczęłam ją przeglądać i otwierać, moja głowa była wypełniona możliwymi kolorami, kombinacjami kolorów, może nową kołdrą i prześcieradłami do naszego łóżka, nie wspominając o tym, że szukałam trochę możliwości zapełnienia naszego pokoju, ustawiając czytelnię, bo zima wkrótce miała nadejść w górach i będę jej potrzebować, gdy stracę taras.

Nie zwracałam więc uwagi na to, co robię, dopóki nie wsunęłam palca w bok koperty, rozerwałam ją, wyciągnęłam i rozłożyłam kartkę papieru, odwróciłam, zobaczyłam, że jest zapisana odręcznie, spojrzałam na nagłówek, a następnie podpis zamykający i znieruchomiałam.

Od razu zdałam sobie sprawę z mojego błędu. Przypadkowo otworzyłam pocztę Ty.

Ale nie mogłam się powstrzymać od przeczytania tego.

Ty,

Robiłam źle, zrobiłam źle i wiem, że zapłacę.

Ale zanim to zrobię, muszę zrobić dobrze.

Wysłałam to mojej przyjaciółce w Maryland. Powiedziałam jej, że, jeśli coś mi się stanie, ma wysłać to do Ciebie pocztą. Wysłałam jej też kilka innych rzeczy.

Pójdą do innych ludzi.

A wszystkie mówią, że skłamałam, że nie byłam z Tobą w ten weekend. Wyjaśniają, że Arnie przyszedł do mnie z prośbą o przysługę i że dostanę rekompensatę. Nie powiem jaką i inne rzeczy też nie powiedzą jaką. To nie ma znaczenia i zraniłoby to innego dobrego człowieka, który został złapany w sieć.

Zrobiłam już dość tego.

Ale w tych rzeczach powiedziałam wprost, że skłamałam, a Arnie Fuller poprosił mnie o zrobienie tego i wynagrodził mnie za to. Byłam z Tobą przez cały weekend. Nie brałeś udziału w grze w pokera i nie zabiłeś człowieka, ponieważ przez cały ten czas byłeś ze mną.

Powiedziałabym, że przepraszam, ale spodziewam się, że nie obchodzi Cię to, czy mi przykro. Wyjaśniłabym, dlaczego zrobiłam to, co zrobiłam, ale spodziewam się, że Ciebie też nie obchodzi dlaczego.

Ale powiem, że cieszę się, że jesteś szczęśliwy. Spotkałam twoją żonę i widziałam ją z tobą w warsztacie, więc wiem, że to prawda. Rozmawiałam ze Stellą i powiedziała, że świetnie sobie radzisz i idziesz dalej. Zawsze byłeś silnym facetem i chyba pomyślałam, że Ci się uda i nie myliłam się.

Nadal żałuję, że zrobiłam to, co Ci zrobiłam i to nie tylko dlatego, że muszę napisać ten list i co to znaczy, że go czytasz. Myślałam o tym od lat, pięciu lat i myślałam, że było warto, ale tak nie było.

Mam nadzieję, że to, co zrobiłam, wystarczy, aby oczyścić Twoje imię i naprawić wyrządzone Ci krzywdy.

I to chyba wszystko. Nie ma nic więcej do powiedzenia.

Popełniłam w życiu wiele błędów, zawsze byłeś dobrym facetem, a największym błędem, jaki kiedykolwiek popełniłam, było zrobienie tego, co Ci zrobiłam.

Mam nadzieję, że żyjesz wolny i szczęśliwy.

Misty

Kiedy skończyłam czytać, nie wiedziałam, jak sobie z tym poradziłam, bo tak mocno trzęsła mi się ręka.

Ale udało mi się i, kiedy skończyłam, udało mi się przejść przez kuchnię do bocznego blatu przy schodach, żeby dostać się do torebki i wziąć telefon. Potem udało mi się znaleźć numer Ty, wcisnąć i przyłożyć go do ucha.

Następnie trzy dzwonki - „Mama.”

„Ty” - wydyszałam, wracając do listu, a potem nie mogłam wymyślić, co powiedzieć.

Co?” - warknął mi do ucha, podskoczyłam na jego szorstki ton i zdałam sobie sprawę, że źle zrozumiał mój.

„Nie, nie, nie jest źle, Słonko, nie jest…” - wciągnęłam powietrze - „Okej, teraz posłuchaj. Myślałam o próbkach farby i zasłonach, i o pójściu do La-La Land po deser na dzisiejszy wieczór, więc nie…”

„Kotku” - uciął zniecierpliwiony.

„Racja” - wyszeptałam, wciągnęłam więcej oddechu i poszłam dalej - „Przypadkowo otworzyłam twoją pocztę, a tym, co przypadkowo otworzyłam, był odręcznie napisany list od Misty Keaton, w którym stwierdza, że skłamała, że nie jest twoim alibi.”

Cisza. Bardzo długa cisza. Bardzo długa, bardzo ciężka cisza.

Więc zawołałam - „Ty?”

„Jaja sobie robisz?” - to był szept.

„Nie” - odszepnęłam.

„Jaja sobie robisz?” - powtórzył.

„Nie, Słonko.” - ciągle szeptałam - „Czy chcesz, żebym ci to przeczytała?”

„Tak.”

Podniosłam go, moja ręka wciąż lekko drżała i przeczytałam mu.

Kiedy skończyłam, moja ręka opadła na blat, a on mruknął - „Cholera”.

„Wszystko okej?” - zapytałam.

„Kurwa” - mruknął w odpowiedzi.

„To nie jest odpowiedź, Słonko” - powiedziałam delikatnie.

Cisza.

„Ty? Słonko, mów do mnie.”

„W tej chwili, Lexie, zabierz to na górę i włóż do sejfu.”

Chwyciłam kopertę z listem i natychmiast zaczęłam iść do schodów mówiąc - „Nie znam kombinacji”.

„Dwadzieścia cztery, czternaście, trzydzieści trzy, sześćdziesiąt siedem.”

„Um… czy jest z tym sporo toczenia w prawo i w lewo?”

„Mama, to klawiatura.”

„Och” - wyszeptałam.

„Dwadzieścia cztery, jak dwa, potem cztery, potem wciskamy enter, jeden potem cztery, enter i trzy, potem trzy, enter, a potem sześć, siedem, enter i otwieramy. Rozumiesz?”

„Myślę, że mogę negocjować z klawiaturą, słodziaczku, ale z moją szafką w szkole musiałam robić to wszystko, wywijając, tam i z powrotem, i w końcu musiałam nauczyć się, jak ją otwierać inaczej, bo nigdy nie mogłam otworzyć tej pieprzonej rzeczy.”

„To nie jest twoja szafka w szkole. To cholernie drogi, ognioodporny sejf z klawiaturą.”

„Nieważne” - mruknęłam, a potem powiedziałam - „Jestem tutaj, poczekaj” - przykucnęłam, wstukałam cyfry, a następnie przekręciłam klamkę i otworzyło się. Włożyłam list na zwitki pieniędzy Ty, jego pistolet, magazynki, amunicję, kopertę z naszym aktem ślubu i pudła z brylantami, po czym zamknęłam sejf - „Jest w środku.”

„Dobrze maleńka. Zadzwonię do Tate’a i zobaczymy, jak to rozegrać. Oczywiście nie mogę wejść na posterunek policji Carnal, więc to musi być bezpieczne, dopóki nie dowiem się, co z nim zrobić.”

„Powiedziała, że wysłała inne rzeczy.”

„Cóż, nie mam ochoty czekać, aż to gówno się rozwiąże przez drogę do kogoś, kto wyciągnie kciuk z dupy i zakręci kołami sprawiedliwości, żeby moje imię zostało oczyszczone. Ja jestem dla mnie priorytetem. Jak wysłała to gówno pocztą, kto wie, co się z nim, do cholery, stało, ale ktokolwiek to przeczyta, nie będzie wiedział, kim ja, do cholery, jestem, a ponieważ nie będzie wiedział, nie będzie się przejmować tak bardzo jak ja.”

Uśmiechnęłam się do telefonu i wymamrotałam - „Rozumiem, o co ci chodzi”. - posłuchałam jego miękkiego śmiechu, a potem zapytałam - „Czy myślisz, że to wystarczy?”

„Nie wiem.”

„Myślę, że powinniśmy wysłać kopię do Angela” - zasugerowałam.

„Zdecydowanie to jeden z ruchów, które musimy zrobić. Ale chcę porozmawiać z Tate’m i chcę, żeby to obejrzał. Siedź spokojnie, mama, zadzwonię do ciebie.”

„Chciałam iść do sklepu spożywczego i po, hmmm… inne rzeczy.” - nie rozwijałam tego, ponieważ pomyślałam, że Ty nie był w nastroju na próbki farby i nową dyskusję na temat zasłony - „Czy chcesz, żebym została w domu, czy w pobliżu miasta, na wszelki wypadek?”

„Blisko miasta, ale nie musisz siedzieć w domu. Rób to, co musisz robić w mieście. Inne rzeczy mogą wytrzymać. Tak?”

„Tak.”

Nic nie powiedział, a także się nie rozłączył.

Więc usiadłam na tyłku w garderobie i cicho zapytałam - „W porządku?”

„To może być to.”

„Tak, kochanie, to może być to” - wyszeptałam.

„Toksyczna cipka wiedziała, że jej przeznaczenie nadchodzi, co zachęciło ją w końcu do właściwego postępowania. Wzięła to, żeby w końcu sprawiło, by ta suka zrobiła dobrze. Mimo to zrobiła dobrze. Więc myślę, że mogę stracić ten kwaśny smak w ustach, który czuję za każdym razem, gdy pamiętam, jak wsunąłem do niej mojego fiuta.”

„Kolejny bonus” - wymamrotałam i usłyszałam jego chichot.

„A ona nie żyje, a ja żyję i oddycham i mogę wsunąć mojego fiuta w ciebie.”

To wywołało trochę mrowienia, ale zignorowałam je, a innym mruczeniem powiedziałam - „Większy bonus.”

„Tak jest, mama.”

Uśmiechnęłam się do telefonu.

Potem rozkazałam - „Idź, zadzwoń do Tate’a, zakręćmy koło sprawiedliwości, by oczyścić imię mojego mężczyzny.”

„Dobrze. Później, kotku.”

„Później, Słonko.”

Usłyszałam, jak się rozłączył i spojrzałam na sejf.

Potem wstałam z tyłka i wybiegłam z garderoby, sypialni i domu. Miałam zakupy spożywcze i deser do zdobycia, a potem musiałam wrócić do domu, żebym mogła być dostępna, aby obrócić koło sprawiedliwości i oczyścić imię mojego mężczyzny.

*****

Charger warknął podczas wjeżdżania pod górę, a ja jechałam na haju dnia, który obejmował dostawę zajebistych koszulek Team Walker, list zza grobu od suczej-twarzy Misty, który uniewinniał mojego męża, odkrycie i zakup dwóch butelek nie-taniego szampana, które znalazłam w monopolowym i fakt, że Shambles miał całe cytrynowe ciasto z makiem, polewą z lukru i grubą warstwą kremu cytrynowego w środku, który mogłam kupić na zakończenie zaplanowanej przeze mnie cholernie fantastycznej uroczystej kolacji.

Tak zrobiłam, kupiłam całe ciasto.

Ale kiedy zbliżyłam się do naszego domu, zobaczyłam na naszym podjeździe zniszczony, zardzewiały, stary model SUV-a i opierającą się o jego bok, ssącą papierosa, drobną, starszą, białą kobietę z włosami do ramion, które były mocno kędzierzawe. Na końcu SUV-a, na ulicy, z jakiegoś powodu wpatrując się w las, plecami do mnie, stał bardzo duży, bardzo wysoki czarny mężczyzna.

Słysząc, że nadjechałam, odwrócił się twarzą do Chargera i zauważyłam, że też był starszy, chociaż miał tylko odrobinę siwizny we włosach, by to wskazać i nie wyglądał na tak starego jak kobieta.

Wyglądał też bardzo podobnie do Ty.

Gówno.

Zatrzymałam się obok nich na podjeździe, czując na sobie ich wzrok przez cały czas, kiedy parkowałam, wyłączałam moje nowe dziecko, wyciągałam kluczyki i wysiadałam z samochodu.

„Hej” - przywitałam się, gdy okrążyłam bagażnik, widząc, że nadal byli tam, gdzie byli, kiedy podjeżdżałam, kobieta naprzeciw SUV-a, mężczyzna na końcu. Stała odległość między nimi.

Nadal był przystojny, bardzo. Ona nie była. Skóra na jej twarzy dziwnie zwisała, dużo zmarszczek i wyglądały jak zmarszczki zmarszczek. Dolne powieki jej nieco opadły, odsłaniając trochę różu. Potrzebowała pilnej wizyty w spa Dominica i to nie tylko na zabieg na twarz. Jej włosy źle były ufarbowane i wybrała dziwny odcień jasnego brązu, który nie był aż tak atrakcyjny.

Gdy zatrzymałam się po ich stronie mojego samochodu, wciąż się na mnie gapili, ale żadne z nich się nie odezwało.

Przerwałam ciszę - „Um, domyślam się, że jesteście rodzicami Ty?”

Kobieta nie spuszczała ze mnie wzroku, kiedy szydziła - „Domyśla się, że jesteśmy rodzicami Tyrella.”

Hmmm. Wydawało się, że mama Ty nie złagodniała z wiekiem.

Kontynuowała - „Dwie białe dziewczyny związały się z czarnymi mężczyznami w tym hrabstwie. Ja z nim…” - wskazała głową na mężczyznę, który wciąż kręcił się na końcu SUV-a - „…i ty z czarną połową mojego syna.”

Z czarną połową mojego syna.

Nie byłam pewna, czy podobało mi się, że tak to ujęła.

„Cóż, umm… cieszę się, że was poznałam” - powiedziałam cicho.

„Cóż, umm…” - papugowała sarkastycznie, po czym pochyliła się - „…cieszysz się, że mnie poznałaś, a byłaś w mieście z moim chłopcem przez wiele miesięcy bez spotkania ze mną.”

Nie wiedziałam, co z tym zrobić. Ty mówił o nich, ale wszystko w czasie przeszłym. Pozwoliłam mu mówić, a moich pytań było niewiele, jak zawsze, co pozwalało mu dzielić się w jego tempie i nie naciskałam. Właściwie nie wiedziałam, że nadal mieszkają blisko.

Oczywiście nie mogłam jej tego powiedzieć.

„Byliśmy trochę zajęci” - I to nie było kłamstwo.

Uniosła brwi - „Zbyt zajęci, żeby poznać rodziców twojego mężczyzny?”

„Cóż…” - zaczęłam, ale przerwała mi.

Patrząc na mnie z góry na dół, powiedziała - „Szczególnie, że nie poznał też twoich rodziców i wydaje mi się, że nie z tego samego powodu, dla którego my nie poznaliśmy ciebie.”

Odczytałam jej wnioski, a to dlatego, że trudno było je przeoczyć.

„Właściwie to moi rodzice nie żyją, więc Ty miałby trudności z ich poznaniem, ale gdyby tak nie było i gdybym ja poznała ich przed śmiercią, czego nie zrobiłam, to on by to zrobił.”

Dobra, więc zaczynałam się wściekać. Czułam, jak rośnie we mnie pyskówka i starałam się ją opanować, ale niestety nie udało mi się.

W tym momencie ojciec Ty ruszył do przodu.

„Jestem Irving Walker. Irv” - powiedział, gdy się zbliżył, po czym wyciągnął rękę.

Odchyliłam głowę, żeby na niego spojrzeć i zobaczyłam, że jego wyraz twarzy wyrażał pewną ciekawość, pewną niepewność i niemałą dozę ostrożnego ciepła.

Dlatego wzięłam jego rękę, ścisnęłam i przedstawiłam się - „Alexa. Alexa Walker. Wszyscy nazywają mnie Lexie.”

Uśmiechnął się, a jego uśmiech był prawie tak piękny jak jego syna.

Potem puścił moją rękę i szarpnął głową w dół i na bok, wskazując kobietę.

„To mama Ty, Reece.”

Spojrzałam na nią, postanowiłam pokusić się o uprzejmość i wyciągnęłam rękę - „Cześć, Reece.”

Spojrzała mi w oczy, potem jej opadły na moją rękę, a potem wróciły do mnie. Potem podniosła papierosa do ust, owinęła wargi wokół niego w dziwny sposób, jakby połowa czubka znajdowała się między jej ustami, ssała głęboko i wszystkie jej zwisy skurczyły się w bardzo nieatrakcyjny sposób, po czym puściła papierosa odgłos ssania i wypuścił olbrzymią smugę dymu. Była tak ogromna, że opuściłam rękę i cofnęłam się o krok, żeby nie dać się złapać mgle. Co zaskakujące, tak samo zrobił Irv.

„Reece” - mruknął, brzmiąc na wkurzonego - „Jezu.”

Jej oczy podniosły się do niego i warknęła - „Co? Spójrz na to gówno.”

Potem machnęła ręką, wskazując na mnie, ale potem poleciała szeroko, wskazując, jak przypuszczałam, na wszystko w naszym sąsiedztwie. Opuściła rękę, pochyliła się w kierunku Irv’a i syknęła - „Spójrz na to gówno.”

Nie podobało mi się, że mówiono o mnie jako o gównie ani o domu, który zapewnił mi mój mąż i poczułam, że moje oczy się zwężają, gdy moja kontrola nad moją pyskówką ześlizgnęła się z mocnego chwytu.

Reece jeszcze nie skończyła - „Jeśli oczy mnie nie mylą, te koła są zupełnie nowe. Chociaż moje oczy mogą mnie oszukiwać, bo jestem oślepiona przez pieprzone kamienie, które ona nosi na swoim pieprzonym palcu. A teraz powiedz mi, jak mój syn-idiota upadł za jakąś bzdurną zbrodnię, którą prawdopodobnie popełnił jakiś biały człowiek, potem wydostał się z więzienia, złapał klasę jak ta suka, założył ten pieprzony kamień na jej palec, posadził jej tyłek w zupełnie nowych kółkach, ma swoje wymyślne mieszkanie, odzyskuje pracę, która daje mu prawie sześćdziesiąt pieprzonych kawałków rocznie, a poza tym nie ma czasu dla swojej mamy. Nie ma czasu dla swojego tatusia. Ma to wszystko, a nie dzieli miłości z dwojgiem ludzi odpowiedzialnych za jego oddychanie na tej Ziemi.”

Było tam wiele rzeczy, na które można się wkurzyć, wiele, które zasługiwały na odpyskowanie, moja kontrola pękła i miałam zamiar to rzucić.

Otworzyłam usta, żeby to zrobić, ale Irv zaczął przede mną.

„Tygodnie, kobieto, obserwowałem, jak doprowadzasz się do tego gówna, kurwa” - warknął ostatnie słowo, po czym zwrócił się do mnie - „Zapłodniłem ją trzydzieści siedem lat temu. Największy błąd w moim życiu. Robię je dalej. Mówi, że chce zobaczyć swoje dziecko, nadszedł czas, oto jesteśmy. Nie chce widzieć swojego dziecka. Jest wkurzona, jak zawsze, i jak zawsze, nie mam pojęcia, dlaczego jest wkurzona. Jej syn jest w domu, ożenił się z piękną kobietą, odzyskuje życie, a ona jest wkurzona. Co do cholery?”

Nie miałam odpowiedzi na jego pytanie, ale nawet gdybym miała, nie miałam szansy na odpowiedź, bo odpowiedziała Reece.

„To do cholery, Irv, że przyjechałam tutaj i to wszystko widzę” - Znowu wyrzuciła rękę, wykonując wielozadaniowość, wyrzucając papierosa w drugiej ręce między Irv’a i mnie na ulicę - „To samo stare gówno. Tak jak zawsze.” - Jej oczy z opadającymi powiekami zwróciły się do mnie - „Ten…” - wskazała głową na Irv’a - „…nie służył mi przez całe życie. Ale mój chłopak wie, jak sobie coś załatwić. Czy się dzieli? Nie. Boże, wydostaje się z więzienia, a mimo to ma sposoby, aby coś sobie zdobyć i wciąż nie dzieli się.”

Irv prawdopodobnie otworzył usta, żeby odpowiedzieć, ale ja miałam dość. I przekazałam to, patrząc w oczy matce Ty i rzucając jej poważną pieprzoną pyskówkę.

„Jedź do domu” - rozkazałam i kontynuowałam, nie dając żadnemu z nich możliwości powiedzenia słowa - „I nie wracaj. Nie znam cię, ale wiem, że uczyłaś swojego syna, aby zabierał brudne naczynia do zlewu, rzucając w niego szklanką i robiąc mu bliznę. Ty ma szczęście, jest gorący, a ta blizna sprawia, że jest gorętszy, ale nie ma szczęścia, że ma matkę, która zaryzykowała oślepienie syna na jedno oko, bo jest wariatką o złym charakterze, która rzuciła szklanką w dziewięciolatka, a potem, po latach, po tym, jak przeżył koszmar, nie pojawia się w jego drzwiach z otwartymi ramionami i powitalnym bukietem, ale kilka miesięcy później pojawia się w jego domu wyłącznie po to, by zachowywać się jak zgorzkniała maciora i wyrazić swoją sfatygowaną opinię, że myśli, że jej syn jest jej winien gówno. Mój mąż nie jest ci nic winien, nie jest ci winien oddawania ci tego, na co ciężko pracował, nie jest ci winien swojego czasu, nie jest ci winien ani jednej pieprzonej rzeczy. Teraz jedź do domu i nie wracaj.”

Gapiła się na mnie, ale odwróciłam się i odwróciłam głowę do Irv’a.

„Nie dałeś mu dużo więcej, ale mam wrażenie, że rozumiesz to, co znosił Ty i dlaczego to znosił, i to tobą wstrząsnęło. Jak będziesz chciał relacji ze swoim synem, zbuduj ją bez niej” - wskazałam głową na Reece - „I nie pokazuj się nieproszony i nieoczekiwany. Poproś o jego czas, a on ci go da kiedy i jeśli będzie gotowy.”

Potem, zanim którekolwiek z nich zdążyło odpowiedzieć, żebym nie słuchała kolejnego pieprzonego słowa, na które musiałabym odpowiedzieć, tupnęłam wokół mojego nowego dziecka, szarpnęłam drzwi, posadziłam w nim tyłek, wcisnęłam przycisk otwierania drzwi garażowych i uruchomiłam samochód. Potem wjechałam. Potem ponownie uderzyłam w pilota. Potem zabrałam zakupy, szampana, ciasto i moją latte, włożyłam lody do zamrażarki, szampana do lodówki, a potem położyłam ciasto Shamblesa na paterze i położyłam na blacie wyspy przy koszulkach, żeby Ty zobaczył to, gdy tylko wróci do domu.

Potem zadzwoniłam do męża, podzieliłam się fantastyczną podróżą przez światło, która była moim pierwszym spotkaniem z jego rodzicami, wysłuchałam jego dudniącego niedowierzania i nieumyślnie uspokoiłam jego złość, trajkocząc między wściekłymi łykami mojej szybko stygnącej latte, robiąc to przez jakiś czas i ze sporą ilością  przekleństw, które, z jakiegoś dziwacznego powodu, doprowadziły w końcu do tego, że przerwał mi rycząc ze śmiechu. Następnie powiedział mi, że ma do zarobienia na cztery czesne w college’u, co uspokoiło mój tyłek. Pozwoliłam mu odejść, żeby mógł wrócić do pracy, aby utrzymać naszą przyszłą rodzinę, wyszłam na tylny taras i spojrzałam w dół.

Odjechali.

Wróciłam do domu.

*****

Piersi z kurczaka były zamarynowane, sałatka przygotowana, domowy sos przegryzał się w lodówce, a ja siedziałam na leżaku z moim Kindle, czytając powieść romantyczną i myśląc, że seks z Ty jest o wiele lepszy niż to, co robiła ta laska w powieści, gdy coś złapałam kątem oka.

Spojrzałam w górę i przez taras na bok domu i zamarłam.

Stało się tak dlatego, że stał tam żylasty czarny mężczyzna z dredami, wyższy ode mnie o pięć centymetrów, którego nigdy w życiu wcześniej nie widziałam.

Gówno!

Co teraz?

Zrobił krok do przodu, a ja wyraźnie usztywniłam się, więc się zatrzymał.

„Jestem Dewey” - oznajmił, a ja lekko się odprężyłam.

Znałam Deweya. Cóż, nie znałam go, nie wiedziałam o nim, Ty mi o nim powiedział. Nie sądziłam, że stanowił zagrożenie, ale jego obecność tam prawdopodobnie nie zwiastowała dobrych wieści.

Nie zdążyłam się przywitać.

Zrobił cztery kroki w moją stronę i zaczął mówić, robił to szybko i to, co powiedział, sprawiło, że znów zamarłam.

„Nie mam dużo czasu i nie mogą mnie tu zobaczyć. Ale dowiedziałem się, że kurator Ty przeprowadzi wyrywkową inspekcję w jego domu. Dziś. I będzie z nim Fuller. Nadchodzą, nie wiem, kiedy tu dotrą, może to być lada chwila. Nie mogę go zobaczyć w jego miejscu pracy, a ktoś może podsłuchiwać mój telefon, więc nie mogłem zadzwonić. Więc jestem tutaj. Podejrzewam, że mu powiesz. Widzę też, że jak ma tam coś, czego nie powinien, na przykład coś, co strzela kulami, ty sobie z tym poradzisz.”

Potem, na moich oczach, zniknął.

Ponieważ Ty rzeczywiście miał w domu coś, co strzelało kulami, nie zwlekałam z przekręceniem się, rzuceniem Kindle’a na stół obok mnie i złapaniem telefonu.

Ty odebrał drugi dzwonek, mówiąc przezabawnie, ale nie miałam ochoty się śmiać - „Jezu, mama, teraz jest tam Papież?”

„Nie” - odpowiedziałam szybko - „Właśnie miałam pięciosekundową wizytę od twojego kumpla Deweya, zanim rozwiał się w kłębie dymu. Powiedział mi, że twój kurator sądowy jest w drodze z Fullerem, żeby przeprowadzić wyrywkową inspekcję domu.”

Kurwa!” - warknął Ty.

„Kochanie, co mam zrobić?” - wyszeptałam - „Czy mogą mnie poprosić o otwarcie sejfu?”

„Mogą robić wszystko, co tylko, kurwa, chcą” - odpowiedział warcząc, moje serce zamarło i kontynuował - „W tej chwili weź torbę, napełnij ją całą gotówką, pistoletem, magazynkami i amunicją, zostaw diamenty, ale pamiętaj, aby zabrać list Misty. Włóż to gówno do torby i zanieś do bagażnika swojego Chargera. Wyciągnij Chargera i zaparkuj go na parkingu dla gości. Te miejsca są poza moim terenem, a Charger jest w twoje imię. Jeśli zechcą go przeszukać, poproś o nakaz. Trzymaj się mocno, mama, bo będą próbowali cię popchnąć. Zainicjuję kontrolę uszkodzeń, aby rozwiązać to gówno, ale musisz to zrobić na wszelki wypadek teraz.”

Od chwili, gdy zaczął mówić, byłam w ruchu, więc miałam kilka plastikowych toreb na zakupy, wbiegałam już na drugie piętro schodów i odetchnęłam - „Okej”, ponieważ brakowało mi tchu od biegania i strachu.

„Dobra, pozwolę ci teraz odejść. Zadzwonię, jeśli będzie coś, co będziesz musiała wiedzieć.”

Padałam na kolana przed sejfem, kiedy powiedziałam - „Dobrze”.

„Później.”

Nie czekał, aż odpowiem, już go nie było.

Bez zwłoki zrobiłam to, o co prosił, wzięłam głęboki oddech i ponownie sprawdziłam sejf na wypadek, gdybym coś przeoczyła, a następnie zamknęłam go, upewniłam się, że się zatrzasnął i zbiegłam po schodach, by zabrać kluczyki, a potem do samochodu. Schowałam torby do bagażnika, wyciągnęłam moje nowe dziecko i zaparkowałam je poza naszą posiadłością, po czym pognałam z powrotem na wzgórze. Drzwi garażu z powrotem opadły i wbiegłam po schodach do kuchni, kiedy zadzwonił telefon w mojej ręce i powiedział: „Ty dzwoni”.

Otworzyłam go i przyłożyłam do ucha - „Hej” - wydyszałam.

„Jest dobrze?” - zapytał.

„Jest dobrze” - odpowiedziałam.

„Dobrze” - powiedział - „Teraz, Deke jest w drodze i, dotrze tam przed naszą paczką, przechowa to gówno w szafce na narzędzia w swoim pickupie. Potem zostanie. Nie chcę, żebyś była sama w tym domu z tym skurwysynem.”

„Okej” - odpowiedziałam, nie chcąc być sama w naszym domu z tym czy tamtym skurwysynem. Oparłam się ręką o blat i wzięłam głęboki oddech - „Czy to… czy to spodziewane? Mam na myśli, czy to normalne? Czy wolno im przeprowadzać takie wyrywkowe inspekcje?”

„Tak. Prawdę mówiąc jestem zaskoczony. Mój kurator sądowy wydaje się być spoko. Jest bratem, a kiedy to mówię, jest jednym z niewielu braci takich jak ja, w połowie. Nie powiedział tego wprost, ale dał wskazówki, że nie jest największym fanem Fullera i rozumiał, dlaczego siedzę naprzeciwko niego. Ale mam zwolnienie warunkowe z jakiegoś powodu i podczas moich wizyt nie powiedział, że ma jakieś obawy. Ale to gówno się zdarza. Powinienem być przygotowany, zwłaszcza przy otaczającym nas upale.”

„Okej, będzie dobrze” - zapewniłam go, ale nie czułam się pewna, byłam przerażona - „Team Walker najlepiej radzi sobie z każdym wyzwaniem, z jakim się mierzy” - zakończyłam bardziej, aby przekonać siebie niż Ty.

Milczał, a potem powiedział z uśmiechem w głosie - „Tak”.

„Dobrą wiadomością jest to, że tak dużo napyskowałam na twoich rodziców, że myślę, że jestem z tego oczyszczona, wiesz, na wypadek, gdyby Fuller mnie wkurzył.”

W jego głosie zabrzmiał cichy śmiech, kiedy usłyszałam - „Tak, to dobra wiadomość” - wciągnęłam uspokajający oddech, a potem jego głos doszedł do mnie łagodny i delikatny - „Jesteś okej, maleńka?”

Spojrzałam na zegar na kuchence mikrofalowej i zobaczyłam, że jest kwadrans po trzeciej. Skończy pracę za czterdzieści pięć minut. A wątpiłam, żeby tego dnia robił nadgodziny lub szedł na siłownię.

„Wracasz do domu zaraz po pracy?” - zapytałam, żeby tylko potwierdzić.

„Jak myślisz?” - zapytał z powrotem, ale to było potwierdzenie.

„W takim razie jestem okej” - odpowiedziałam.

„Dobrze” - wyszeptał, a potem nadal cicho powiedział - „Teraz, mama, Fuller będzie się z tobą pieprzyć. Drużyna Walker jest na ostatniej prostej. Zachowaj czujność.”

„Zostanę czujna, Słonko” - odszepnęłam.

„To moja Lex” - mruknął - „Do zobaczenia wkrótce.”

„Dobrze. Kocham cię, Ty.”

„Z całej duszy, mama. Będę jak najszybciej.”

Nagle byłam zupełnie spokojna.

„Później” - zakończył.

„Później, kochanie.”

Rozłączył się. Odłożyłam telefon na blat, zobaczyłam koszulki i uśmiechnęłam się do siebie.

Potem podskoczyłam i odwróciłam się, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.

Na zewnątrz stał doskonale ubrany Murzyn. Był też niezwykle przystojny, łysa głowa, gruba, czarna, dobrze przystrzyżona bródka, pokojowe oczy. Wysoki, nie tak wysoki jak Ty, ale dużo wyższy ode mnie. Świetne ciało.

Patrzyłam na niego, myśląc, że kurator sądowy Ty jest gorący.

Podeszłam do drzwi, patrząc za niego, ale nie widząc towarzystwa. Otworzyłam i wreszcie naprawdę na niego spojrzałam, aby zobaczyć, że wyglądał na zaskoczonego.

„Cześć” - przywitałam się, a on spojrzał na mnie, więc zapytałam - „Czy mogę pomóc?”

„Jesteś Lexie?” - zapytał z powrotem.

„Uch… tak.” - grałam w tę grę, ale stwierdziłam, że to dziwne, kiedy potwierdziłam moje imię, a on się uśmiechnął dużym, szerokim i białym uśmiechem - „Przepraszam, czy my się kiedyś spotkaliśmy?”

„Jestem Samuel Sterling.”

Fajne imię.

Uśmiechnęłam się - „Witam, Samuelu Sterlingu.”

Jego uśmiech stał się większy i zauważył - „Wróciłaś.”

Cóż, to było interesujące. Wyglądało na to, że Ty dzielił się ze swoim kuratorem warunkowym.

„O. Tak. Nieco ponad tydzień temu. Czy mógłbyś… umm… chciałbyś wejść?” - zaprosiłam, odsuwając się na bok, żeby mógł to zrobić.

Nie poruszył się. Po prostu mnie studiował. Potem zauważył - „Nie masz pojęcia, kim jestem.”

„Uh…” - zaczęłam, zastanawiając się, czy powinnam powiedzieć, że mam wskazówkę, kim jest, czy to by ujawniłoby wizytę Deweya, kiedy znów się odezwał.

„Jestem właścicielem odrzutowca, Lexie” - poinformował mnie cicho.

O mój Boże!

Zamrugałam. Potem przyszła moja kolej, żeby się zagapić i dotarło do mnie, że kuratorzy sądowi prawdopodobnie nie nosili dwustudolarowych spodni od garnituru, błyszczących, zabójczych koszulek polo ani nie mieli szytych na miarę włoskich mokasynów.

Znów się uśmiechnął, zrobił trzy kroki do domu, a ja odwróciłam się razem z nim i zamknęłam za sobą drzwi. Potem wpatrywałam się w niego, gdy jego oczy omiatały miejsce i wylądowały na koszulkach. Potem wrócili do mnie, a jego uśmiech był ogromny.

Potem przemówił - „Byłem niedaleko miasta w interesach. Pomyślałem, że wpadnę, zobaczę, jak się ma Ty, skoro Ty ostatnim razem, kiedy go widziałem, nie czuł się dobrze.”

Pochylił głowę do koszulek i skomentował - „Podejrzewam, że radzi sobie znacznie lepiej.”

„Tak” - szepnęłam.

„Dobrze” - odszepnął.

„Uh… dziękuję za, hmmm… zrobienie tej przysługi dla Ty i mnie. Ale wtedy byłam trochę…” - wyciągnęłam rękę - „cóż…”

„Nie znasz mnie, więc nie jesteś mi winna wyjaśnień, Lexie, po prostu cieszę się, że wróciłaś.”

Uśmiechnęłam się do niego - „Ja też.”

Odwzajemnił uśmiech, po czym jego oczy skierowały się na drzwi za mną, a jego ciało stało się czujne.

Odwróciłam się, żeby zobaczyć Deke’a przy szkle. Deke nie zapukał. Otworzył drzwi, a ja odskoczyłam.

„To jest?” - zapytał, wskazując głową na Samuela Sterlinga.

„Przyjaciel Ty” - odpowiedziałam.

„Jakiego rodzaju?” - odpalił.

„Dobrego” - odpowiedziałam.

Przeciął oczy na Samuela Sterlinga, a potem z powrotem na mnie -„Klucze. Już.”

Wciąż trzymałam klucze w ręku, podałam mu je, wziął je i już go nie było.

Spojrzałam na Samuela Sterlinga, który uniósł brwi i powiedziałam - „My… umm… mamy pewną… uh… sytuację.”

Opuścił brwi, ale jego spojrzenie stało się ostre, zanim zapytał - „Czy mogę pomóc?”

„Jeśli masz czas, możesz zostać na drinka, a jeśli popołudnie przebiegnie tak, jak myślę, a ja dam wskazówkę, że mogę tracić panowanie nad sobą i będę na granicy tego, co mój mąż nazywa „urządzaniem pyskówki”, możesz mnie wypchnąć z pokoju, bez względu na to, jak bardzo z tobą będę walczyła.”

Spojrzał mi w oczy. Potem powiedział cicho - „Więc to taka sytuacja”.

Westchnęłam. Potem powiedziałam - „Od czasu do czasu mamy takie sytuacje. Ale myślimy, że jesteśmy na ostatniej prostej.” - Moje oczy przesunęły się na bok i wymamrotałam - „Mam nadzieję.”

„Team Walker nigdy nie przyznaje się do porażki” - powiedział Samuel Sterling, a ja spojrzałam znowu na niego.

„Co?”

Podszedł do blatu i dotknął koszulki. Potem spojrzał na mnie.

„Nigdy nie przyznawaj się do porażki, Lexie. Bez względu na sytuację. I bez względu na zasoby, z których musisz skorzystać, aby to zrobić.”

Potem kiwnął podbródkiem, nie tracąc kontaktu z moimi oczami i mogłabym przysiąc, że zgłosił się na ochotnika do służby.

Uśmiechnęłam się do niego. Odwzajemnił uśmiech.

Usłyszałam, że drzwi garażu zaczęły się otwierać i wyszeptałam - „Deke wrócił z moim samochodem.”

I wrócił. Drzwi od garażu otworzyły się, Deke wszedł po schodach, spojrzał na mnie, spojrzał na Samuela, a potem mruknął - „Piwo”.

Pobiegłam do lodówki. Potem sięgnęłam Deke’owi piwo. Dałam mu butelkę myśląc, że się nie obrazi. Po zapytaniu o jego preferencje dotyczące napojów, sięgnęłam też Samuelowi jedną z butelkowanych wód Ty, ale ponieważ był on oczywiście milionerem czy kimś takim, nalałam ją do szklanki.

Potem wzięłam sobie colę, a ponieważ nie rozmawiałam przez telefon z moim słodkim Ty, mój spokój wyparował i bardzo się starałam, gdy mijały minuty, żeby nie zacząć hiperwentylować.

Rozmowa była rzadka i obejmowała tylko Samuela i mnie, bo jednosylabowe pomruki Deke’a sprawiły, że Samuel zrezygnował z niego. Obaj mężczyźni siedzieli na stołkach, a ja byłam na skraju wyspy, gdy powietrze w pokoju zaczęło pulsować, a moje oczy powędrowały do chłopców, a potem do drzwi.

Za szybą było widać innego przystojnego czarnoskórego mężczyznę, o jasnej karnacji, włosach przystrzyżonych krótko jak Ty, z krótko przystrzyżoną brodą w przeciwieństwie do Ty, wzrostu Samuela Sterlinga, żylastego jak Dewey, ale szczupłego, atrakcyjnego, a nie w jakiś sposób roztrzęsionego, zbrodniczego i, chociaż go nie znałam, miał twarz, która mówiła, że jest bardzo niezadowolony.

Ale nie był tym, na kogo patrzyłam.

Patrzyłam na mężczyznę w mundurze stojącego za nim lekko obok niego, patrzącego groźnie przez szybę.

Był starszy, miał cienkie, jasnobrązowe włosy, siwiejące na skroniach, poważny piwny brzuch, który opadał nad pasek spodni mundurowych i małe, wredne oczy.

Arnold Fuller, szef policji.

Co więcej, poza nim był nie tylko oficer Frank, ale także detektyw Chace pieprzony Keaton.

Gówno. Gówno. Kurwa!

Podeszłam do drzwi, mając nadzieję, że ćwiczę swoje rysy.

Potem je otworzyłam i moje oczy przesunęły się między mężczyznami, mając nadzieję, że wyglądam na zaskoczoną i zaciekawioną.

„Uch, cześć. Czy mogę ci pomóc?” - zapytałam.

„Czy mieszka tu Tyrell Walker?” - spytał kurator sądowy Ty.

„Tak, to jest dom Ty. Jestem jego żoną, Lexie.” - spojrzałam na Fullera, potem na Franka i z powrotem na kuratora sądowego Ty, zanim wyszeptałam - „Czy z Ty wszystko w porządku?”

„Tak” - usłyszałam, jak Samuel mówi tuż za mną - „…czy z Ty wszystko w porządku?”

„A pan to?” - spytał kurator sądowy Ty.

„Samuel Sterling, przyjaciel rodziny.”

„Racja” - mruknął Fuller, a ja patrzyłam, jak kurator Ty odwraca się natychmiast, by rzucić mu spojrzenie.

Potem odwrócił się i spojrzał na mnie - „Pani Walker, jestem Jamarr Gifford. Jestem kuratorem warunkowym pani męża. Jesteśmy tutaj, aby przeprowadzić wyrywkową inspekcję państwa domu. To normalna procedura dla zwolnionych warunkowo, jak podejrzewam, że pani wie.”

Kiwnęłam głową, cofnęłam się i uderzyłam Samuela, który się nie poruszył, więc zatrzymałam się, ale przemówiłam - „Tak, wiedziałam, że to się może zdarzyć. Ty mi powiedział.”

„Może tak być…” - usłyszałam za plecami Samuela i wykręciłam szyję, żeby na niego spojrzeć - „…ale czy taka inspekcja nie powinna mieć miejsca w obecności pana Walkera?”

„My…” - zaczął Jamarr Gifford.

„Może powinniście wrócić, kiedy Ty wróci” - zasugerował Samuel.

„Nie” - wtrąciłam się, gdy poczułem, że klimat się zmienia i nie jest to dobry sposób. Odwróciłam się do drzwi - „W porządku. Możecie to zrobić teraz. Ale czy Samuel, Deke i ja możemy zostać, podczas gdy to będziecie robili? Nie wejdziemy wam w drogę.”

„Oczywiście, pani Walker” - powiedział Jamarr Gifford, wchodząc do środka, a mężczyźni za nim weszli z nim, rozchodząc się wachlarzem - „Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby zakończyć to szybko…” - jego wzrok powędrował do Fullera i zakończył coś, co brzmiało jak ostrzeżenie - „…i bez zakłóceń i nieporządków.”

„Okej, cóż, proszę” - zaprosiłam, a następnie powiedziałam - „I proszę mówić do mnie Lexie.”

Oczy Jamarra Gifforda zwróciły się do mnie, zrobił szybki skan od góry do dołu, a potem skinął głową, całkiem poważny. Potem odwrócił się i skinął na oficera Franka i Keatona, a on i ci dwaj mężczyźni ruszyli do przodu.

Fuller rozstawił stopy, ręce skrzyżował na piersi i spojrzał na mnie.

Zacisnęłam usta.

Samuel nie - „Nie uczestniczy pan w inspekcji?” - zapytał Fullera.

„Jestem szefem policji” - odpowiedział Fuller.

Samuel nie przegapił ani chwili - „Czy to zgodne z protokołem, że szef policji uczestniczy w wyrywkowej inspekcji takiej jak ta?”

Twarz Fullera wykrzywiła się, gdy odpowiedział - „Protokołem szefa policji jest robienie wszystkiego, co chce, w tym upewnianie się, że to gówno nie jest farsą” - przerwał, a jego oczy poruszyły się, podążyłam za nimi i zobaczyłam, że patrzy w Gifforda - „Widzę, że to wszystko w rodzinie” - zakończył, a jego punkt widzenia nie był nawet odrobinę niejasny.

„Racja” - wyszeptał Samuel, jego gniew nie był nawet lekko skrywany. Potem zapytał - „Mogę się dowiedzieć jak się pan nazywa?”

„Co?” - rzucił Fuller.

„Czy mogę…” - Samuel przerwał - „…się dowiedzieć…” - jeszcze jedna pauza - „…jak się pan nazywa?”

Fuller zakołysał się na piętach w pozie upartego, poczciwego chłopca - „Nie.”

„Arnold Fuller” - wtrącił Deke, a ja przełknęłam histeryczny chichot.

„Dziękuję” - Samuel powiedział do Deke’a, po czym jego dłoń lekko powędrowała do mojej talii i wyszeptał - „Lexie, dlaczego nie wrócisz i dopijesz coli. Dobrze?”

Spojrzałam na niego, skinęłam głową i wróciłam do wyspy.

Potem sączyłam colę, gdy mężczyźni chodzili po moim domu, sprawdzając rzeczy.

Pięć minut później obserwowałam, jak Keaton schodzi po schodach, okrąża balustradę i zatrzymuje się pięć kroków od wyspy.

„Przepraszam, pani Walker, ale na górze jest sejf, który musi pani otworzyć.”

Kiwnęłam głową, odstawiłam colę i ruszyłam. Kiedy Samuel zaczął się ze mną ruszać, zatrzymałam się i powiedziałam cicho - „W porządku, Samuelu. Ty nie ma nic do ukrycia.”

Przyjrzał mi się uważnie, skinął głową i usiadł z powrotem na swoim stołku.

Poprowadziłam detektywa Keatona z powrotem do sejfu, starając się nie świrować, że ten mężczyzna jest w naszej sypialni i garderobie, mając nadzieję, że nie grzebał w mojej szufladzie z bielizną.

Uklęknęłam przed sejfem i otworzyłam go dla niego, wstałam i zeszłam mu z drogi. Przykucnął przed nim i sięgnął do środka.

Wtedy nie wiedziałam dlaczego, ale odezwałam się.

„Detektywie Keaton” - zawołałam, odchylił głowę do tyłu, a jego wcale nie nieatrakcyjne niebieskie oczy utkwiły we mnie.

A kiedy to zrobił, wiedziałam, dlaczego się odezwałam.

Ponieważ jego oczy były nawiedzone.

„Ja...” - zaczęłam szeptem, a potem cicho kontynuowałam - „…podejrzewam, że wiesz, że Misty nie była moją ulubioną osobą.” - Jego oczy błysnęły, a potem zamknęły się i pospieszyłam dalej - „Ale mimo to przykro mi. To był szok słyszeć, co się z nią stało. Nie zasłużyła na to. Nikt na to by nie zasłużył. Spotkałam ją raz i ona…” - urwałam, po czym kontynuowałam - „Przykro mi, naprawdę, naprawdę przykro mi z powodu twojej straty.”

Patrzył na mnie.

Potem jego szyja zgięła się, a ja wciągnęłam oddech, żałując, że nie mogłam trzymać buzi na kłódkę.

Już miałam go zostawić, kiedy wyciągnął jedno z moich pudełek na biżuterię i zapytał - „Pracujesz w salonie?”

„Ja, hmmm… tak. Pracuję w salonie.”

Patrzyłam, jak otwiera kartonowe pudełko, wyciąga z niego pudełko z biżuterią i otwiera je, a potem dotyka moich kolczyków.

Potem powiedział głosem tak cichym, że mogłabym przekonać samą siebie, że tego nie słyszałam - „W takim razie podejrzewam, że wiesz, że moja żona nie była również moją ulubioną osobą.”

O mój Boże.

Wstrzymałam oddech.

Zamknął moje kolczyki, włożył je do pudełka, założył wieczko i włożył je z powrotem do sejfu, wyciągając kolejne, wykonał te same ruchy, odsłaniając mój naszyjnik i, kiedy sprawdzał mój naszyjnik, kontynuował tym samym super cichym głosem.

„Ale mimo to, przykro mi, że jej się to przydarzyło” - Zatrzymał się, a potem jeszcze ciszej - „Nie zasłużyła na to”.

Wpatrywał się w mój naszyjnik, jego kciuk przesuwał się po brylantach w roztargniony sposób, tak że wiedziałam, że nawet ich nie widzi.

„Czy ty…” - szepnęłam - „Czy wszystko w porządku?”

„Walker zawsze dbał o swoje kobiety” - mruknął zamiast odpowiadać, wciąż trzymając mój naszyjnik, a ja znów wstrzymałam oddech. Potem podskoczyłam, kiedy zatrzasnął wieko - „Dobrze, że w końcu ma kogoś, kto na to zasługuje.”

Patrzyłam, oszołomiona, milcząca i nieruchoma, podczas gdy on odkładał pudełko i zamykał drzwi do sejfu. Potem wstał, wyższy ode mnie, więc odchyliłam głowę i poruszył się tak, że znalazł się w drzwiach garderoby. Spojrzał przez naszą sypialnię na schody, a potem spojrzał na mnie.

Potem powiedział tym bardzo cichym głosem - „Gówno spada, Lexie, zrobiło się brzydko, a będzie jeszcze brzydsze. Ale nie przejmuj się. Frank i ja zaopiekujemy się tobą i Walkerem.”

Zamrugałam, teraz oszołomiona, cicha, nieruchoma i myśląc, że mogę mieć zawał serca, ale nie powiedział nic więcej, przeszedł przez sypialnię i na szczycie schodów krzyknął - „Nie mam nic”.

„Tutaj też wszystko dobrze.” - usłyszałam krzyk Franka, gdy Keaton zbiegał po schodach.

Potem pobiegłam za nim.

Wpadłam na dół za Keatonem i Frankiem, okrążyłam balustradę i zatrzymałam się jak wryta.

Zrobiłam to, ponieważ Tate, Laurie, Bubba, Krystal i Jim-Billy byli w naszej kuchni. Byłam tak pochłonięta tym, co działo się w garderobie, że nie usłyszałam, jak weszli.

Jim-Billy wyciągnął głowę z mojej lodówki, spojrzał na mnie, posłał mi złamany uśmiech i powiedział w taki sposób, jakby przypominał mi o czymś, czego, oczywiście, nie zrobiłam - „Dzięki za zaproszenie, dziewczyno. Jak zawsze, kiedy mogę dostać swoje piwo bez płacenia za nie.”

„Racja, jakbyś płacił rachunek” - mruknęła głośno Krystal, krzyżując ramiona na obfitym biuście i przewracając oczami do sufitu.

Jim-Billy zamknął drzwi lodówki (z piwem w dłoni, nawiasem mówiąc) i zwrócił się do Krystal.

„Płacę” - powiedział.

„Tak, raz w roku” - odpaliła.

„Cóż, nadal to robię” - odpowiedział Jim-Billy.

„I oczekujesz zniżki” - odparła.

„Każdy by to zrobił, biorąc pod uwagę, że zamawiam hurtowo.”

Zachichotałam.

„Skończyliśmy, pani Walker” - zawołał do mnie Gifford. Oficer Frank i Keaton stali już z nim przy tylnych drzwiach - „Doceniamy pani współpracę.”

„Lexie” - powiedziałam mu, idąc w kierunku kuchni.

„Jeszcze nie skończyłeś” - warknął Fuller, a ja przestałam się ruszać.

Gifford spojrzał na niego i zapytał - „Twoi chłopcy powiedzieli, że wszystko jest w porządku i ja niczego nie znalazłem.”

„Gifford…” - uciął Fuller, wyrzucając rękę - „…tuż przed twoim nosem jest alkohol.”

„To nie jest warunek zwolnienia Walkera” - odpowiedział Gifford, a brwi Fullera uniosły się do góry.

„Co?” - odgryzł.

„Tyrell Walker, nawet po wielokrotnych testach w areszcie i podczas pobytu w więzieniu, nigdy nie miał pozytywnego wyniku na obecność narkotyków lub alkoholu. Nie ma historii problemów ani dowodów na używanie tego pierwszego. Alkohol jest zabroniony tylko dla tych, którzy są na zwolnieniu warunkowym, a są uzależnieni lub mają przeszłe incydenty, w których alkohol był czynnikiem sprawczym.”

Usta Fullera wykrzywiły się, pochylił lekko do Gifforda i uciął - „To pieprzenie.”

„Nieprawda” - odparł Gifford z powściągliwą cierpliwością.

„Nigdy nie słyszałem o zwolnieniu warunkowym pozwalającym na spożywanie alkoholu” - odparł Fuller.

„Na szczęście dla ciebie nie jest to hrabstwo tak gęsto zaludnione jak Denver, a na twoje szczęście jest dodatkowo mniejsze, więc nie masz dużego doświadczenia, ale nie jest niczym niezwykłym, że na zwolnieniu warunkowym można pozwolić na alkohol, a Tyrell Walker jest jednym z nich. Był wzorowym więźniem, zarabiał zasiłki dzięki dobremu zachowaniu, jego zwolnienie warunkowe zalecił naczelnik, jego doradca rehabilitacyjny i strażnicy, a ja osobiście sprawdziłem ten dom pod kątem przydatności do jego pracy przed jego zwolnieniem. Wtedy wszystko było w porządku, jak ci powiedziałem podczas twojej wizyty w moim biurze dziś rano, i masz tu dwóch własnych chłopców, zgodnie z twoją prośbą, a teraz wszystko jest w porządku. Więc skończyliśmy i wyjeżdżamy” - odpowiedział Gifford.

„W takim razie może ja się rozejrzę” - odpalił Fuller, Gifford wyprostował plecy i cały pokój przeszedł w stan hiper-alarmowy.

Ale to Tate przemówił, a on powiedział tylko - „Arnie”.

Oczy Fullera skierowały się na niego i warknął - „Co?”

Tate nie odpowiedział; po prostu patrzył w oczy Fullera.

Wpatrywali się w siebie, a ja znowu wstrzymywałam oddech.

Wtedy dało się słyszeć trzask drzwi garażu.

Moje oczy błysnęły na zegar mikrofalówki.

Ty był w domu.

Nie wiedziałam, czy mam czuć ulgę, czy się wkurzyć, to nie zostało zrobione przed jego powrotem do domu.

Wiedziałam tylko, że nie chciałam, aby mój mąż był zmuszany do dzielenia się powietrzem z Arnoldem Fullerem. Wiedziałam też, niestety, że nie miałam wyboru w tej sprawie.

A to było do dupy.

Fuller natychmiast zerwał kontakt wzrokowy z Tate’m i zwrócił się do funkcjonariusza Franka.

„Walker wrócił, przeszukaj jego samochód.”

„Arnie…” - zaczął Frank.

„Co ja powiedziałem?” - warknął Fuller - „Przeszukaj jego pieprzony samochód.” - Potem dokończył - „I jego żony”.

Frank westchnął, spojrzał na mnie i powiedział cicho - „Przepraszam, pani Walker, czy mogę prosić o pani klucze?”

Deke podniósł się do półprzysiadu na stołku, wyciągnął moje klucze z kieszeni i rzucił je przez wyspę. Frank złapał je w chwili, gdy Ty dotarł na szczyt schodów. Jego oczy zwróciły się do mnie i dokonały szybkiej, ale dokładnej oceny. Próbowałam się uśmiechnąć, jego oczy opadły na moje usta, nic nie zdradzając, a potem obszedł balustradę i ogarnął wszystko wzrokiem.

Fuller otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale Keaton natychmiast ruszył do przodu podczas mówienia - „Walker, jesteśmy tutaj, aby przeprowadzić wyrywkową inspekcję twojego domu i potrzebujemy kluczyków do twojego pojazdu, abyśmy mogli go sprawdzić.”

Bez wahania ani słowa, Ty podstępnie rzucił mu je.

„Ma też SUV-a. Przeszukaj go” - rozkazał ostro Fuller.

„Jezu, ile czasu zajmie tym facetom wyjazd, żebyśmy mogli rozpocząć tę imprezę?” - Bubba mruknął głośno.

„Uważaj, Jonas” - szepnął Fuller - „Nie chcesz, żebym zaglądał do pozwoleń na bar twojej żony.”

„Uważaj, Arnie, Krystal jest ze mną właścicielką tego baru” - wtrącił gniewnie Tate.

„Wszyscy po prostu się zrelaksują. Przyjrzymy się samochodom, a potem ruszymy” - Gifford próbował uspokoić narastające nastroje.

„Mama” - zawołał Ty i spojrzałam na niego - „Chodź tu. Pocałuj.”

Zamrugałam, słysząc to, co wydawało mi się absurdalną prośbą. Potem wpatrywałam się w mojego męża, który wydawał się całkowicie spokojny i emanował całkowitą cierpliwością, jakby czekał w niezbyt długiej kolejce po popcorn w kinie.

Potem uniósł brwi, jego cierpliwość słabła, ale nie z powodu postępowania, ale z opóźnienia w moim powitalnym pocałunku.

Więc podeszłam do niego, przyłożyłam jedną rękę do jego klatki piersiowej, drugą do jego płaskiego, napiętego brzucha, wspięłam się na palce i podałam mojemu mężowi usta. Owinął rękę wokół mojej talii, zacisnął palce wokół mojego biodra i wziął je.

Kiedy podniósł głowę, uśmiechnęłam się, opadłam z powrotem na podeszwy stóp, odwróciłam się lekko w bok i oparłam o jego długie, silne ciało.

Potem spojrzałam na Keatona - „Klucze do Cruisera są na dole na haku na drzwiach w pomieszczeniu gospodarczym.”

Wpatrywał się we mnie pół uderzenia serca, skinął głową i poszedł.

Rozejrzałam się po ludziach w mojej kuchni, zachwycona, ale nie zaskoczona tym pokazem wsparcia dla Ty, ale zastanawiając się, czy to, że wszyscy tam byli oznaczało, że plany na moją uroczystą kolację zostały zrujnowane.

Miałam nadzieję, że tak.

Ale, przede wszystkim, miałam nadzieję, że nie.

„Te koszulki to… gówno!” - Bubba krzyknął nagle, podnosząc koszulkę Ty i pokazując ją wszystkim, odwracając go tyłem do przodu. Ty to zobaczył i wiedziałam o tym, bo jego palce wbiły się w moje biodro. Potem Bubba opuścił ręce i spojrzał na Krystal - „Kochanie, musimy zdobyć dla nas parę z nich”.

Krystal odpowiedziała natychmiast - „Tak długo, jak moja jest podkoszulkiem.”

Laurie zaśmiała się.

Żałowałam, że je rozłożyłam, bo nie byłyby fajne, gdyby każdy miał swoje, były fajne tylko dlatego, że Ty i ja mieliśmy. Chciałam też, żebym była na tyle dalekowzroczna, by kupić sobie pasująca podkoszulkę, która byłaby niesamowita.

Skoro pielęgnowałam moją złość, że Bubba i Krystal ukradną mój niesamowity pomysł, nie czułam, że Ty się ruszał.

Wiedziałam, że to zrobił, kiedy usłyszałam w uchu - „Mama, jesteś totalną… pieprzoną… gapcią.”

Natychmiast straciłam złość, wtopiłam się głębiej w mojego męża, odchyliłam głowę do tyłu, złapałam jego wzrok i uśmiechnęłam się. Odwzajemnił uśmiech. Potem pochylił się i pocałował moją skroń.

Kiedy się wyprostował, zrelaksowałam się jeszcze głębiej w nim i spojrzałam z powrotem do kuchni.

Wtedy zobaczyłam, że patrzy na nas Samuel Sterling. Kiedy jego złapał mój wzrok, na jego przystojnej twarzy pojawił się wielki, promienny, biały uśmiech.

Samuel Sterling był naprawdę gorącym czarnym mężczyzną.

I Ty się nie mylił.

Był też kompletnym romantykiem.

*****

Ty właśnie skończył, doszłam pięć minut temu i siedziałam okrakiem na nim, wypełniał mnie wciąż twardy kutas, opierał plecy o zagłówek, trzymałam twarz na jego szyi, jedna z jego rąk była owinięta z tyłu mojej szyi, drugie ramię owinięte wokół mojej talii, a jego usta były przy moim uchu.

„Chroniłaś mi plecy” - wyszeptał, a ja próbowałam unieść głowę, ale jego palce zacisnęły się na mojej szyi i zostałam tam, gdzie byłam - „W ruchu, w pośpiechu, bez tchu, żeby mnie osłonić.”

„Ty…”

„Kocham cię, Lexie.”

Moje serce podskoczyło i przepłynęło przeze mnie ciepło.

„Ty…”

Jego dłoń ścisnęła mnie i przerwał mi, szepcząc - „Kocham cię, maleńka.”

Jego ręka poruszyła się wtedy, przesiewając moje włosy, a następnie wciskając w nie pięść, podniosłam głowę i poprowadził ją do ust i pocałował mnie mocno, mokro i bardzo głęboko.

Kiedy puścił moje usta, nie zwolnił uścisku moich włosów i przycisnął tak, że moje czoło dotknęło jego i spojrzałam z bliska w jego piękne oczy z kręconymi rzęsami.

„Wiesz” - wyszeptałam, przesuwając rękę w górę jego klatki piersiowej, by owinąć się wokół jego szyi - „Ja też cię kocham.”

„W ruchu, w pośpiechu, bez tchu, żeby mnie osłonić” - powtórzył - „Tak, kotku, wiem.”

Uśmiechnęłam się do niego.

Potem, wciąż szepcząc, powiedziałam - „Muszę się umyć.”

Do tego jego pięść rozluźniła się w moich włosach, ale jego duża ręka chwyciła tył mojej głowy i przycisnął moją twarz do swojej szyi, poczułam, jak jego szczęka przesuwa się w dół moich włosów, a do mojego ucha, mruknął - „Nie lubię tracić twojej cipki.”

„Słonko…”

„Pozwól, że zatrzymam ją przez minutę.”

Co mogłam zrobić?

Zrobiłam jedyną rzecz, jaką mogłam, nie żeby była to trudna rzecz, poddałam się - „Okej”.

Jego ramię wokół mnie ścisnęło mnie i przez chwilę opierałam się o jego wielkie, solidne ciepło, dopóki jego ramię nie ścisnęło mnie ponownie, lekko podnosząc mnie i dostałam jego wiadomość.

Pocałowałam go w szyję, stoczyłam się z niego i wyszłam z łóżka. Potem poszłam do łazienki, umyłam się i wyszłam, żeby zobaczyć, że Ty się nie poruszył, z wyjątkiem naciągnięcia kołdry na swoją dolną połowę. Wciąż leżał w łóżku, plecami do wezgłowia, z włączonymi światłami na obu stolikach nocnych, z oczami utkwionymi we mnie.

Przeniosłam się do moich majtek, wciągnęłam je, a następnie złapałam jego koszulkę Team Walker, którą rzuciłam na koniec łóżka ze swoją. Wciągnęłam ją, a kiedy przełożyłam głowę i ramiona i pociągnęłam w dół, złapałam jego wzrok i zobaczyłam, jak drgają jego usta.

„Więc będziesz ją nosić w mieście?” - zapytałam.

„Pan Ogromniasty?” - zapytał, po czym potrząsnął głową, unosząc kąciki ust - „Nie ma, kurwa, mowy.”

„No cóż, ja swoją będę” - wymamrotałam, kładąc kolano na łóżku, a następnie czołgając się do niego i przerzucając nogę, by znów usiąść na nim okrakiem.

Położyłam ręce na jego klatce piersiowej. Wepchnął swoje z tyłu koszulki i wędrowały, ale jego wzrok przykuł moje spojrzenie i teraz był poważny.

„Bez względu na to, co powiedział Keaton, nie ufaj mu. Nie ufaj nikomu poza wewnętrznym kręgiem. Tate, Deke, Peña, Wood, Maggie, Laurie, Krystal, Bubba, Pop, Stella i Jim-Billy. Łapiesz mnie?”

Oczywiście powiedziałam mu wszystko.

Przytaknęłam.

„Nawet Frankowi” - ciągnął.

Znowu skinęłam głową.

„Również nie Dewey’owi”.

Ponownie skinęłam głową.

„Nikomu” - ciągnął dalej.

„Rozumiem, mężulku” - powiedziałam, przyciskając dłonie do jego klatki piersiowej - „Nikomu.”

„Ale może Sterlingowi” - poprawił się mrucząc, a ja pomyślałam, że ma rację.

Nie dostałam mojej wspaniałej uroczystej kolacji.

Uroczystość przybrała swój zwykły obrót, gdy nasi przyjaciele byli w pobliżu. Deke wystartował i przyniósł dwie skrzynki piwa. Laurie złapała telefon, więc Pop przyprowadził Jonasa i obaj zostali. Stella przyjechała z nimi. Krystal złapała telefon i zamówiła pizze.

Wood wpadł na piwo, ale nie został długo, ponieważ Maggie była w domu z dziećmi. Ciasto Shamblesa zostało zdziesiątkowane, ale część z niego została uratowana od straty, gdy Ty zjadł ogromny kawałek z lodami, więc nie przeszkadzało mi to.

Udało mi się utrzymać szampana z dala od zaimprowizowanych imprezowiczów, ale tak naprawdę nie byli to ludzie lubiący szampana. Może z wyjątkiem Sterlinga, który został na uroczystości, ale pił piwo jak wszyscy inni.

Następnie, tak jak to zwykle robią, mężczyźni wyszli na taras, aby pogadać.

Sterling poszedł z nimi.

Dowiedziałam się, kiedy wyszli i zanim położyliśmy się z Ty do łóżka na prawdziwą uroczystość, że Tate zabrał pieniądze, broń, akcesoria do broni i list Misty. Miał skaner i zamierzał tej nocy go zeskanować i wysłać do Angela. Zamierzał też wysłać go innym ludziom.

Miał zamiar zrobić kupę kopii tego, dać Ty i mnie trochę, ale oryginał zachować w bezpiecznym miejscu. I na koniec, Ty skontaktował się z żoną swojego przyjaciela Maxa, Niną, która była adwokatem w Gnaw Bone, a która również znajdowała się na liście e-mailowej Tate’a, aby przekazać jej informacje i zeskanowaną kopię. Prawdę mówiąc, już dzwoniła do biura prokuratora okręgowego stanu Kolorado, aby omówić sprawę Ty i jakie nowe światło rzucił na nią list Misty i rozkręcić trybiki, by odkryć, co jeszcze Misty wysłała, do kogokolwiek to wysłała.

Chociaż biuro prokuratora okręgowego zapewniło Ninę Maxwell, że uważali, że jest to tak poważne, jak ona im to przekazała, i będą postępować w tym kierunku, to było tak daleko, jak doszliśmy.

Byłoby miło, żeby zapukali do drzwi w ciągu pięciu minut a my zeszlibyśmy na dół, aby zobaczyć się z gubernatorem, który przyjechałby, by udzielić Ty pełne ułaskawienie z tysiącem reporterów za nim, gotowych na przyjęcie jego oświadczenia, że Tyrell Walker był pokrzywdzonym i Arnold Fuller był rasistą, dupkiem, brudnym kutasem gliniarza, ale wątpiłam, żeby tak się stało.

Więc wzięłam to, co mieliśmy, ponieważ było o wiele lepsze niż to, co mieliśmy wczoraj.

„Myślisz, że Keaton współpracuje z Frankiem?” - spytałam Ty.

„Myślę, że żona Keatona została zastrzelona i to nim wstrząsnęło. Nie zrobił mi brudu, poza tym, że ożenił się z Misty i był i jest znany z tego, że często odwracał wzrok i wyraźnie zrobił to podczas mojej sprawy. Jaki on jest brudny, nie mam pojęcia, ale wiem, że jak skaczesz w błocie, nie możesz pozostać czystym. I wiem, że wskoczył na błotnistą drogę przed tym, co się ze mną stało. Nie dziwi mnie, że teraz widzi błąd w postępowaniu. Ale nie zaufałbym mu na tyle, żeby mi wymienił żarówkę.”

Skinęłam głową.

Potem zwróciłam uwagę - „Fuller dzisiaj był arogancki. Nie sądzę, żeby wiedział, do czego zmierzała Misty ani co obecnie robi Frank i prawdopodobnie Keaton.”

„Fuller od bardzo dawna jest dużą rybą w małym stawie. Przekonał sam siebie, że jest nietykalny, a długa jazda, którą odbył, pomogła mu w tym. Ma gówno na jednych ludzi, ma innych ludzi w kieszeni i pokazał, że jego kara będzie zaciekła, jeśli zostanie ukrzyżowany i nie tylko ze mną i Misty, ale często i przez dziesięciolecia. Nie jest głupi jak jego chłopcy, ale żaden mężczyzna nie powinien cierpieć przez posiadanie aroganckiej dumy. Arogancka duma to najgorsza rzecz, jaką może mieć mężczyzna, bo sprawia, że jesteś słaby, nie wiedząc, że jesteś słaby. Arogancka duma rzuciła na kolana większych, mądrzejszych i potężniejszych mężczyzn. Człowieka takiego jak on zniszczy.”

„Mam taką nadzieję” - szepnęłam.

Jego ręce przestały wędrować, a jego ramiona owinęły się wokół środka moich pleców, przyciągając mnie blisko tak, że mój tors był przyklejony do jego, a nasze twarze były od siebie oddalone o centymetry.

„Myślałem, że mnie zdenerwuje widok tego mężczyzny w moim domu. Widząc, jaki tu był, po raz pierwszy poczułem prawdziwą nadzieję. Całe to gówno krąży wokół niego, nawet tuż przed nim, Gifford wyraźnie nienawidzi jego wnętrzności, obywatele stają naprzeciw niego, widać, że nie są przestraszeni ani zastraszeni, a on nadal stoi z dumą, myśląc, że ma przewagę. To nie jest mądre. Jest zaślepiony swoją wyimaginowaną mocą. To zły sposób bycia.”

„Ale on… z Misty…”

„Misty była drobinką kurzu, którą zdmuchnął. Nie może zdmuchnąć wydziału wewnętrznego, FBI czy Tate’a Jacksona. Ma wrogów potężniejszych niż on i tego nie widzi. Oznacza to, że jego zagrywki będą wyłączone.”

„Mam nadzieję” - powtórzyłam szeptem i mocno ścisnęłam ramiona mojego mężczyzny.

„Team Walker jest na ostatniej prostej, mama” - odszepnął Ty, westchnęłam, uśmiechnął się, a potem rozkazał - „Zejdź ze mnie, maleńka, nie wiemy, co przyniesie jutro. Musimy spać.”

Kiwnęłam głową, dotknęłam ustami jego ust i odsunęłam się.

Zgasił światło i położył się do łóżka. Wyłączyłam swoje i odwróciłam się, by owinąć się w niego.

Zasnęłam przytulona do jego boku. Jak zwykle, co wydawało się sekundę później, byłam po drugiej stronie i czułam, jak mój mąż wychodzi z łóżka. Nigdy nie wychodził na długo i tym razem nie było inaczej. Potem wrócił i przycisnął swoje długie ciało do mojego.

Wtuliłam się tyłem w niego, robiąc to głęboko i ponownie zasnęłam.

 


 

8 komentarzy:

  1. Kocham to ich zbiegowisko. Ale tak naprawdę to ona miała piekielny dzień, pełen stresu i wstrząsów. Matka Ty ostatnie gówno. Ohyda. Dziękuję za rozdział ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuje. No w końcu zaczyna się układać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje za rozdział :)
    Mamusia to okropne babsko nie dziwie się że Ty nie chciał jej pokazać Lexi.
    Zgromadzenie bombowe a milioner boski :)
    CZekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń