Rozdział
3
Bonus
za podpisanie
Siedziałam
na miejscu pasażera własnego samochodu, na udach miałam błyszczącą,
fioletowo-błękitną tekturową teczkę z naszymi zdjęciami ślubnymi i dużą kopertę
z naszym aktem ślubu, a w ręku ogromny bukiet róż. Ruch w Vegas był duży,
Walker odwoził nas z powrotem do hotelu.
Pobraliśmy
się przed Liberace[1].
Oczywiście nie tym prawdziwym, skoro zmarł. Fałszywym. Nie wiedziałam, że
Liberace może ci udzielić ślubu. Wiedziałam, że Elvis może; Liberace - nie.
Uważałam
to za zabawne, bardzo mi się podobało. Gdybym wiedziała, że Liberace może ci
udzielić ślubu, nawet gdybym była zakochana w mężczyźnie, którego poślubiłam i
myślałabym, że zaczynam życie, które będzie trwać wiecznie, olałabym tradycję i
poszłabym do Liberace w kaplicy ozdobionej fioletem, lodowym błękitem i udekorowaną
hojną ręką srebrnymi złoceniami. To było cholernie niesamowite.
Ale
zastanawiałam się, dlaczego Ty Walker wybrał Liberace. Nie sądziłam, że mu się
to podobało, bo, o ile mogłam powiedzieć, nie miał poczucia humoru… ani, tak naprawdę,
żadnych emocji. Prawdopodobnie tak było dlatego, że była to pierwsza kaplica
ślubna, na którą się natknęliśmy, więc zaparkował Chargera.
Kiedy
weszliśmy do środka, przedsionek był zatłoczony. Były tam dwie panny młode
ubrane w obfite sukienki. Jedna miała wokół siebie co najmniej dwa tuziny
przyjaciół i rodzinę, pana młodego w smokingu, dziewczynę w sukience druhny,
jeszcze innego mężczyznę w smokingu - całe wesele. To było zaplanowane.
Specjalnie wybrali Liberace. Wraz z nimi przyjechała ich ekipa, wakacje i
wielkie wydarzenie. Druga panna młoda i pan młody mieli wokół siebie około pół
tuzina przyjaciół, suknia panny młodej wyraźnie świeżo zdjęta z wieszaka i nie
pasująca do niej, a jej włosy były w nieładzie, podobnie jak makijaż. Jej pan
młody miał na sobie szorty. Pewnie włożyła tę suknię w samochodzie. Imprezowali
i byli o dwa kieliszki do upojenia, balansując na trzech. Nie planowane.
Spontaniczne, ale szczęśliwe. Dobre chwile, których rano mogli żałować lub nie.
Nie mogłam powiedzieć. W tej chwili wydawało się, że oszołomiło ich szczęście,
ale mogło być też oszołomienie od alkoholu. Obudzą się jutro i zdadzą sobie
sprawę, że zrobili jedyną rzecz, która mogła się wydarzyć w Vegas, a nie zostawała
w Vegas. A patrząc na ich zakręcone, pijane uśmiechy, miałam nadzieję, że ich
to nie będzie obchodziło.
Walker
zaprowadził mnie do biurka, za którym stała ogromna wystawa prawdziwych
bukietów ślubnych i półki z konfetti w każdym kolorze, a za nim siedziała
drobna kobieta z mnóstwem ufarbowanych, ciemnych włosów podniesionych w fryzurze,
jakiej, żeby nie być złośliwą ani nic, miałam nadzieję, że więcej nie zobaczę.
Miała też na sobie nadmiar masywnych cyrkonii, które zdobiły ją w uszach, szyi,
nadgarstkach i palcach i tak dużo makijażu, że było to nierealne. To nie był
wygląd, który bym wybrała, ale jej pasował - z wyjątkiem fryzury.
„Miłość
jest w powietrzu!” - zawołała, kiedy zatrzymałyśmy się przy wysokim,
zwieńczonym szkłem kontuarze, pod którym znajdowały się zdjęcia szczęśliwych
par, narzeczonej i pana młodego, wciskającego między nich uśmiechniętego jak
wariat Liberace z ogromnym liliowym pompadourem, a te zdjęcia przeplatały się z
wydrukowanymi menu pakietów ślubnych. - „Musimy czekać około pół godziny, może trochę
więcej. Mam nadzieję, że to nie problem” - kontynuowała.
„Nie”
- odparł Walker.
„Wspaniale”
- szepnęła, składając dłonie przed sobą, po czym wciągnęła nas oboje - „Co to
będzie? Menu jest na ladzie. Mamy wersję podstawową, a następnie dodatki lub
możecie wybrać pakiet deluxe. I mówię wszystkim moim gołąbkom, cokolwiek
robisz, weź maszynę do baniek mydlanych, nawet jeśli jest to tylko dodatek. Nic
nie mówi o radości jak bąbelki” - poradziła i zacisnęłam usta, by przestać
chichotać, ale mimo że myślałam, że jest zabawna, nie mogłam się spierać z
faktem, że nic nie mówi o radości jak bąbelki, po prostu nigdy bym nie
pomyślała o takich bąbelkach. Spojrzała za nas wtedy na nas.
„Potrzebujecie
świadków?”
„Tak”
- odpowiedział Walker.
Pochyliła
się - „Wrzucamy to, gratisie.”
Walker
tylko się na nią gapił.
„To
świetnie” - powiedziałam.
„Podstawowa”
- powiedział Walker, jej oczy podniosły się do niego, z jej uśmiechniętą
miłość-jest-w-powietrzu, a jej twarz trochę posmutniała.
„Och”
- szepnęła.
„Gotówka”
- dodał.
Obejrzała
go od góry do pasa i mruknęła - „Tak” - Potem podeszła do kasy.
Mój
wzrok przeniósł się na bukiety.
Po
tym, jak Walker powiedział mi, co muszę na razie wiedzieć, i dał mi tysiące
dolarów, żeby tak się stało, wytrzymałam upał w Vegas i poszłam na zakupy. Byłam
wyczerpana. Chciałam wziąć prysznic i zdrzemnąć się, ale on był zdecydowany to
zrobić i pomyślałam, że jeśli to zrobimy, to będzie po wszystkim, a ja nie będę
się zastanawiała, czy podjęłam właściwą decyzję, czy nie powinnam kopać się za
to, że zostałam ograna przez Shift’a, że nie podbijałam stawki i nie wypierdalałam
z Dallas jakieś trzydzieści sekund po tym, jak położyliśmy Ronnie’go do ziemi.
I
kiedy przymierzałam sukienkę za sukienką, próbując znaleźć taką, w której
mogłabym wziąć ślub, pomyślałam o mężczyznach w moim życiu (swoją drogą, pierwszą
rzeczą, którą miałam zrobić był zakup sukni ślubnej - nie tak łatwe, a,
nawiasem mówiąc, zboczyłam od instrukcji Walkera, by kupić bikini, co było wysiłkiem
pełnym nadziei, że może w końcu uda mi się wegetować przy basenie, bo każda
dziewczyna wie, że powinna pozwolić, aby słońce rozpaliło jej życie, jakkolwiek
było szalone, a tego potrzebowałam na pewno).
Myśląc
o mężczyznach w moim życiu, zaczęłam od początku i odliczałam ich.
Najpierw
był mój dziadek. Wystarczająco przyzwoity facet, jeśli go nie znałaś. Nie tak
przyzwoity, jeśli znałaś. Totalne gówno w byciu tatą. Świadczył o tym fakt, że
moja mama była popieprzona. Nie nauczył się żadnych lekcji z tego, co się z nią
stało, zanim mnie zabrał. To dlatego, że po pierwsze nie chciał się uczyć, a po
drugie był typem człowieka, który zawsze uważał, że ma rację, więc nie sądził,
że ma się czego nauczyć, a moja mama wykoleiła się nie przez to, że jej matka
była słabą kobietą zastraszoną przez apodyktycznego mężczyznę, ani że jej
ojciec był bardziej zainteresowany piłką nożną niż ojcostwem i oczekiwał, że
kobiety w jego życiu będą same ciągnąć linę i nie był najbardziej zadowolony, i
pokazywał to, kiedy nie robiły tego, czego on chciał, nawet jeśli nie poświęcił
wysiłku, by wyjaśnić, czego chciał.
Proszę
bardzo. Wystarczy tyle powiedzieć o dziadku.
Potem
był Ronnie.
I
wystarczy tyle powiedzieć.
Potem
był Shift.
Zdecydowanie
wystarczy tyle powiedzieć.
Teraz
był Ty Walker, co prawda wspaniały i dziwnie szczery, ale wciąż nieprzychylny
były więzień, który z nieznanych mi powodów poszedł do alfonsa, by zdobyć żonę.
Znowu,
wystarczy tyle powiedzieć.
Dowody
sugerowały, że w dziale męskim powinnam zrezygnować, skoro rezygnacja była
dobra.
Tak
więc, po znalezieniu mojego kompletu ślubnego - sukni nieprawdopodobnie drogiej
w pełnej cenie, ale która została dwukrotnie obniżona i wiedziałam dlaczego, a ekspert
ds. zakupów tylko zobaczyłby ją na wieszaku i wiedziałby, że jest fantastyczna,
postanowiłam się poddać, podczas gdy rezygnacja byłaby dobra.
Innymi
słowy, to miał być mój jedyny ślub. Skończyłam z mężczyznami, a to co zostało zrobione
można było pokazywać w neonowych światłach, tak skończyłam.
I
miałam bajeczną sukienkę, świetne buty i brylanty Ty Walkera.
A
ponieważ to było dla mnie to, chciałam bukiet.
„Czy
możesz… uh… dodać bukiet?” - zapytałam panią - „Policz osobno. Zapłacę za to
kartą kredytową.”
Jej
radosne oczy zwróciły się na mnie i zawołała - „Absolutnie, kochanie!” - potem
wyciągnęła rękę, wskazując bukiety, jakby była w stroju cukierka dla oczu w
teleturnieju - „Wybierz.”
Spojrzałam
na bukiety i od razu znalazłam ten, którego szukałam - „Górny rząd, drugi w
środku.”
Ogromna,
zwarta wiązka jasno różowych róż zmieszanych tu i ówdzie ze wspaniałymi różami
w kolorze kości słoniowej. Nic więcej. Tylko mocno ściśnięte róże.
Elegancki.
Przepiękny.
„Wspaniały
wybór” - zatwierdziła kobieta, podchodząc do bukietu, wyjęła go i zobaczyłam,
że gałązka łodyg jest związana szeroką wstążką z organdyny w kolorze kości
słoniowej zawiązaną w dużą kokardę. Odwróciła się, zaproponowała mi, wzięłam i
oznajmiła - „Sto pięćdziesiąt dolarów.”
O
mój Boże. Sto pięćdziesiąt dolarów? Było dużo róż, prawdopodobnie dwa tuziny,
może nawet więcej, były wspaniałe, każda czysta doskonałość, ale jednak.
Wpatrywałam
się w zawiniątko, mamrocząc - „Um…”
„Dodaj
to” - zagrzmiał Walker, a moja głowa odskoczyła do tyłu i na bok, żeby na niego
spojrzeć.
„Nie…”
- zaczęłam.
Jego
oczy skierowały się na mnie. Zamknęłam się.
„No
dobrze, gołąbki” - zaćwierkała kobieta.
„Zdjęcie”
- stwierdził Walker, a ja spojrzałam od niego na promienną teraz kobietę.
„Pięć
na siedem czy osiem na dziesięć?” - zapytała.
„Dwa.
Z obu” - odpowiedział.
„Nie
ma problemu” - stwierdziła - „Coś jeszcze? Konfetti?” - znowu wykonała
teleturniej ręką, wskazując pudła z konfetti za sobą, ale zerkając na moją
sukienkę - „Mamy różowe.”
„Nie”
- odparł stanowczo Walker, przygryzła wargę, a ja weszłam w to.
„Mój
mężczyzna nie jest typem konfetti.”
I
wiedziałam, że to prawda. Wcześniej wrócił do naszego pokoju hotelowego, kiedy
byłam w łazience, przygotowując się na wielkie wydarzenie. Kiedy wyszłam, ledwo
na mnie spojrzał, mimo że byłam uczesana, umalowana i miałam na sobie sukienkę
(ale moje stopy były bose), zanim mnie minął i poszedł do łazienki mówiąc -
„Przyjdzie dostawa. Zaakceptuj to. Napiwek. Pudła na łóżku są dla ciebie.” -
Potem zniknął w łazience.
Nie
- „Słonko, wyglądasz fantastycznie” - czego się nie spodziewałam, ale jego oczy
nawet nie rozbłysły. Nic. Moja sukienka była fantastyczna, pasowała, jakby była
dla mnie stworzona, była seksowna, ale elegancka, a moje włosy totalnie
zachowywały się i wyglądały niesamowicie, wszystko to, ale nie dostałam nic od
Ty Walkera. Mogłam nosić worek na ziemniaki.
Więc
na pewno nie facet z konfetti. Byłam zaskoczona, że chciał zdjęcia.
Po
tym, jak poszedł do łazienki, podeszłam do pudeł na łóżku, ale w chwili, gdy je
zauważyłam, mój krok był niepewny. To dlatego, że pudła na łóżku miały bardzo
charakterystyczny kolor i były przewiązane białymi, satynowymi wstążkami. A było
ich cztery. Usiadłam na łóżku i powoli otworzyłam pierwsze, z trudem
oddychając. Był to komplet kolczyków. Diamenty skupione w kształt kwiatu.
Przepiękne. Nie ogromne. Blask i oprawa mówiące wszystko. Fakt, że słupek był
wkręcany, świadczył o tym, jak drogie były. To nie były kolczyki, które chciałabyś
zgubić, bo spadł sztyft z tyłu.
W
drugim pudełku znajdował się naszyjnik, delikatny łańcuszek z białego złota, na
którym zawieszono kwiatową wiązkę diamentów pasującą do kolczyków. Wisiorek był
większy niż kolczyki, przyciągał wzrok, ale nie był ostentacyjny.
W
trzecim była diamentowa bransoletka złożona z takich samych wiązek kwiatów. To
było niezwykłe i musiało być co najmniej pięć razy droższe od kolczyków i
naszyjnika, ponieważ były to diamenty połączone grubymi ogniwami z białego
złota.
Włożyłam
pierwsze dwa, ale nie mogłam zapiąć bransoletki jedną ręką, ponieważ było to
zbyt skomplikowane.
Potem
zwróciłam się do ostatniego.
Ostatnie
pudełko poznałam po rozmiarze. A kiedy je otworzyłam, zobaczyłam, że miałam
rację.
Pierścionek
zaręczynowy z brylantem, o szlifie księżniczki, kamień nawet nie zbliżony do
małego, osadzony w białym złocie, kamień był wzniesiony, a na otwartej krzywej
prowadzącej do niego były podwójne rzędy, wysadzane szeregiem znacznie mniejszych
diamentów, ale ich całą masą.
Patrzyłam
na to, myśląc, że Ty Walker się nie opierdalał.
Wstrzymałam
oddech, gdy go założyłam, straciłam oddech, gdy zahaczył się o knykcie, głęboko
odetchnęłam, gdy spanikowałam, że będzie za mały, a potem zsunął się z knykci w
dół, gdzie przylegał do nasady palca. Nigdy by nie spadł. Idealne dopasowanie.
„Cholera”
- wyszeptałam, wpatrując się w piękny pierścionek, który wyglądał naprawdę
cholernie świetnie na moim palcu.
Potem
rozległo się pukanie do drzwi. Podskoczyłam, a potem pospieszyłam do drzwi, aby
znaleźć tam stojącego mężczyznę, trzymającego wieszak, na którym był zapinany
na zamek worek na garnitur, a w drugiej ręce balansował czterema pudłami.
„Jedna
godzina szycia” - oznajmił.
Proszę
bardzo. W Vegas możesz dostać wszystko.
Uśmiechnęłam
się do niego i wpuściłam, odłożył pudła na szafkę, powiesił wieszak w szafie,
dałam mu dziesiątkę, uśmiechnął się i wybiegł. Poszłam do pudeł. Miały boki z
białego kartonu, ale wieczko z przezroczystego plastiku. Przesiewałam je.
Cztery koszule. Jedna głęboka szarość, jedna głęboka lawenda, jedna
ciemnoniebieska, a ostatnia jasna, gołębia szarość.
Prysznic
umilkł, ale Walker nie wyszedł, więc przestałam przesiewać jego rzeczy i
zabrałam się za ostatnie przygotowania, czyli perfumy, dezodoranty, błyszczyki
i przenoszenie rzeczy, których potrzebowałam z torebki do nowej satynowej
kopertówki. Zapięcie z kryształu górskiego, które pasowało do moich butów.
Siedziałam
na krześle, zakładając satynowe sandały z odkrytymi palcami na szpiczastym
obcasie, z głębokim rumieńcem, z paskiem na pięcie i kostce, który miał
zapięcie z kryształu górskiego, kiedy wyszedł.
Potem
moje palce zatrzymały się na sprzączce, kiedy podniosłam głowę i zobaczyłam, że
mój nowy narzeczony ma na sobie tylko ręcznik.
Miałam
rację. Same mięśnie. Dużo ich, wszystkie masywne.
Miałam
też rację. Perfekcyjna skóra jak okiem sięgnąć.
To
znaczy tam, gdzie ta skóra nie była tuszowana, ale nawet tuszowana skóra była
idealna, ponieważ tusz był niesamowity. Miał dużo tatuaży. Albo, bardziej do
rzeczy, miał dwa tatuaże, ale jeden, który zakrzywiał się ukośnie i wirował, zajmując
dużo miejsca, od górnej części lewego przedramienia w górę, zakrywając ramię, w
górę, zakrzywiając się nad jego ramię i w górę szyi, owijając się wokół barku
do pleców i przez lewy bark, z przodu wijąc się przez jego klatkę piersiową, przeponę,
brzuch, większość tego była w połowie jego masywnego, umięśnionego torsu, część
jego niesamowitości ślizgała się nawet dalej atakować prawą część górnej części
ciała, więcej okrążało lewą stronę, aby doprowadzić do większej liczby na
plecach i jeszcze bardziej meandrować w dół, by zniknąć kusząco w ręczniku.
Druga ta była linią intrygujących symboli która biegła od jego wewnętrznego
prawego nadgarstka, zakrzywiając się i kończąc na zewnętrznej stronie szczytu
jego przedramienia.
Wielki
tatuaż był niesamowity, dzieło sztuki. Mniejszy tatuaż nie był tak fajny, ale
nadal fascynujący. To powiedziawszy, byłam zbyt przytłoczona wszystkim, czym
był on i jak piękny był każdy jego centymetr, by zwracać uwagę na tatuaże.
Sięgał
do torby spakowanej przez Shift’a i wyciągnął parę czarnych bokserek.
Kiedy
pojawiła się bielizna, moja głowa opadła z powrotem do buta. Zajęło mi trochę
czasu, aby je zapiąć, bo palce mi drżały. Kiedy podniosłam wzrok, miał na sobie
ciemnoszare spodnie od garnituru i wzruszał ramionami w szarej koszuli.
„Potrzebuję
twojej pomocy przy bransoletce” - powiedziałam, a mój głos brzmiał dziwnie,
szorstko.
Jego
wzrok skierował się na mnie i uniósł brodę, ale dalej zapinał koszulę.
„Uh…
po prostu się zastanawiam” - ciągnęłam, wstając - „Co jest z tymi błyskotkami?”
Potem
podniosłam rękę i dotknęłam diamentów na mojej szyi.
„Mężczyzna
w holu?” - odparł.
Skinęłam
głową, wiedząc do kogo miał na myśli.
„Obserwuje
mnie. Obserwuje ciebie.”
Znowu
skinęłam głową. Wiedziałam o tym, chociaż jego potwierdzenie tego wciąż
sprawiało, że ściskało mi się w brzuchu. Pomyślałam też, że wyjaśnia to okrężną
trasę, którą pojechaliśmy do Vegas. Ten człowiek nas śledził, Walker wiedział o
tym i albo próbował nim potrząsnąć, albo się z nim bawić.
„Zna
mnie” - kontynuował.
Znowu
skinęłam głową.
„Wie,
jak postępuję z moimi kobietami.”
Znowu
skinęłam głową, ale na tę wiadomość poczułam, że moja klatka piersiowa tak
bardzo się rozszerza, że trudno mi było oddychać.
„Będzie
oczekiwał blasku” - zakończył.
Dowiadując
się tego, po raz pierwszy w życiu musiałam podjąć świadomy wysiłek, by zassać
powietrze.
Szukałam,
a następnie znalazłam swój głos - „To dużo blasku i nie wiem…”
„Bonus
za podpisanie.”
Zamrugałam,
a potem zapytałam - „Co?”
„Twoje,
do zatrzymania. Bonus za podpisanie.”
Moja
klatka piersiowa opadła, ale poczułam dziwne ciepło wnikające do mojego
wnętrza.
„Ty”
- szepnęłam.
Skończył
zapinać koszulę, podszedł do łóżka, złapał bransoletkę i podszedł do mnie.
Pochylił się nisko, złapał mnie za nadgarstek i uniósł. Podniosłam go, gdy ją
zapinał i zrobił to tak, jakby robił to wcześniej. Często.
Potem
jego ręce odeszły, ale jego wzrok znalazł moje oczy.
„Mój
biznes jest dla mnie ważny. Ułatwiasz mi zajęcie się tym. Doceniam to. Bonus za
podpisanie.”
Potem
bez słowa podszedł do biurka i przetrząsnął stertę toreb, których nie zauważyłam,
z diamentami, zbliżającymi się zaślubinami i tak dalej. Wyciągnął błyszczącą
torbę w charakterystycznym kolorze, taką samą jak pudła wciąż porozrzucane na
łóżku i sięgnął dwa kolejne. Z pierwszego, które otworzył, wydobył spinki i
włożył je do mankietów.
Drugie
otworzył, wyciągnął wszystko, co w nim było, a następnie włożył do kieszeni
spodni. Dowiedziałam się później, że to były nasze obrączki. Potem podszedł do
torby, przegrzebał ją i wyciągnął skarpetki.
Pięć
minut później poprawiał kołnierzyk pod marynarką, kiedy wychodziliśmy za drzwi.
Dwadzieścia
minut później byliśmy w kaplicy miłości Liberace.
Nieco
ponad pięć minut później Walker wręczał gotówkę za ślub, bukiet i zdjęcia.
Minutę
później jego dłoń podniosła się do mojego łokcia, zacisnął wokół palce, to
dziwne, intensywne ciepło uderzyło w moją skórę w miejscu, gdzie zetknęły się z
nią jego palce i poprowadził mnie do otwartego kąta, małej, ale jedynej
przestrzeni pozbawionej szczęścia wkrótce-będących-połączonymi-na-wieczność
(być może) gołąbków.
Jego
ręka opadła, a mój umysł skupił się na dotyku, który wciąż palił skórę wokół
mojego łokcia. Wtedy coś przykuło mój wzrok i zmusiłam się do skupienia.
Po
drugiej stronie znajdowało się pełnowymiarowe lustro w srebrno złotej ramie, w
którym odbijaliśmy się z Walkerem.
Miałam
na sobie różową, jedwabną suknię do kolan, dopasowaną, bez rękawów, z gorsetem
z szerokim dekoltem vee, który odsłaniał dużo klatki piersiowej i ślady piersi.
Materiał przesuwał się po szczytach ramion, by zanurzyć się w kolejnym dekolcie
vee, który odsłaniały moje plecy do linii biustonosza. Moje włosy były
rozpuszczone i zwinęłam je w grube loki, więc było ich o wiele więcej niż
normalnie, a normalnie było ich dużo. Moje buty były fantastyczne. Również moje
diamenty. Wiele bardziej.
Ty,
nawet będąc tak dużym facetem, dobrze nosił garnitur. Jednogodzinni krawcy
wykonali dobrą robotę. Garnitur nie był gówniany, wcale. I idealnie do niego
pasował. To było wspaniałe, było drogie. Może nie z najwyższej półki włoskiej,
ale nie było na co kręcić nosem, w tym koszula, której materiał był bardzo
dobry, a krój, stworzony przez godzinę, spektakularny.
Moje
obcasy miały dziesięć centymetrów. Miałam 175 cm, więc moje obcasy dawały mi 185
cm. A on wciąż górował nade mną. Miałam tyłek, miałam cycki. Nie byłam drobna
ani szczupła, nawet blisko. Jego masa wciąż mnie przyćmiewała.
Bukiet,
który trzymałam, wyglądał, jakby był stworzony dla mojej sukienki. Buty, które
znalazłam, tak samo (miałam szósty zmysł, jeśli chodzi o buty - znalezienie
sukienki zajęło mi półtorej godziny - dwie pary butów, które znalazłam,
przymierzyłam i kupiłam w dwadzieścia minut).
Nie
mogłam się powstrzymać, ale pomyślałam, że dobrze razem wyglądaliśmy. Gdybyś
pokazała mi jego zdjęcie i kazała zbudować jego idealną partnerkę,
powiedziałabym, że po pierwsze, gibka, pełna wdzięku Afroamerykanka z długą
szyją, smukłymi ramionami, eleganckimi dłońmi i krótko przyciętym afro, które
eksponuje jej idealną czaszkę. Po drugie, powiedziałbym, że dziewczyna z
Kalifornii, opalona blondynka, która wyglądała, jakby spędzała dni na
surfowaniu, a noce na pieprzeniu się z nim.
Ale
widząc nas, to działało. I widząc nas w tym lustrze, nie mogłam powstrzymać się
od myśli, że nie tylko działało, ale robiliśmy to w wielkim stylu.
Odwróciłam
się do niego i odchyliłam głowę do tyłu.
„Dzięki
za premię za podpisanie” - wyszeptałam - „I bukiet.”
Jego
oczy spoczęły na moich. Potem skinął brodą. Potem spojrzał ponad moją głową i
rozejrzał się po sali.
Trzydzieści
siedem minut później byliśmy z Liberace w kaplicy.
Dziesięć
minut później Walker nalegał, aby Liberace stanął z boku, gdy fotograf szykował
się do naszego zdjęcia, zdjęcia, w których chciał, żeby Liberace nie miał
żadnego udziału. Liberace wyglądał na zmiażdżonego. Posłałam mu olśniewający
uśmiech, aby pomóc w jego przygnębieniu i byłam zadowolona, że to zadziałało.
Wtedy Walker szarpnął mnie w bok, obejmując mnie ramieniem i skierował swoje
puste spojrzenie w aparat. Objęłam ramieniem jego talię, przechyliłam przód
ciała, przycisnęłam do jego boku i skierowałam swój olśniewający uśmiech na
fotografa. Wtedy fotograf zrobił nam zdjęcie.
Dziesięć
minut później dama z kryształu górskiego wręczyła nam teczkę z naszymi
zdjęciami i aktem ślubu.
Minutę
później byliśmy w moim samochodzie.
Co
prowadzi mnie do teraz. Zamężna. Z bukietem w dłoni i zdjęciami ślubnymi i
aktem ślubu na udach.
I
pomyślałam o chwili, gdy Ronnie miał stypendium i przyznał się do winy; Nie
powinnam była być dziewczyną, która została przy swoim mężczyźnie.
Powinnam
była go rzucić i iść dalej.
Ale
nie zrobiłam tego.
A
teraz wyszłam za mąż za mężczyznę, o którym nic nie wiedziałam, który miał
broń, w historii coś, co Shift mógł mu zawdzięczać i był typem człowieka, który
okazjonalnie obdarowywał „jego kobietę” czymś, co musiało być bardzo drogimi
diamentami.
Ale
nawet jeśli to wszystko było niepodważalnie prawdą, nie można było zaprzeczyć,
że Ty Walker i ja będziemy mieli tylko jeden zajebisty ślub.
Charger
zawarczał przed naszym hotelem, zagraliśmy koncert parkingowego, a potem poszłam
za Walkerem do hotelu. W chwili, gdy weszliśmy, namierzyłam Worek z Kośćmi.
Kręcił się, czekał, obserwował i namierzył nas około dwie sekundy po tym, jak ja
go trafiłam.
Ta
ciasnota ogarnęła moje wnętrzności i natychmiast, bezwiednie, przeniosłam
teczkę, kopertę i kopertówkę, by wcisnąć je między moje ramię i ciało,
uwalniając rękę, abym mogła chwycić jego dłoń.
Wsunęłam
palce między jego, splatając je razem i przysunęłam się bliżej niego.
Jego
podbródek opadł, gdy szedł dalej, a jego bajeczne, łukowate brwi uniosły się o
pół centymetra.
„Worek
Kości” - wyszeptałam, wciskając się w bok jego ciała, nawet gdy się
poruszaliśmy.
„Powtórz?”
„Worek
Kości, ten koleś. Twój cień.”
Jego
palce zacisnęły się w moich i zatrzymał nas przed windą, pochylając się do
przodu i naciskając przycisk, ale nie rozglądając się.
Wrócił
i podeszłam jeszcze bliżej.
Wpatrywał
się w drzwi windy, ale mruknął - „Rozpoznałaś go.”
„Ty
nie?” - mruknęłam w odpowiedzi.
„Tak.
Po prostu jestem zaskoczony, że ty to zrobiłaś.”
„Trudno
go przegapić.”
„Pół-idiota”
- wymamrotał.
„Hmmm”
- wymamrotałam.
Będziesz moją żoną, będziesz
zachowywała się jak moja żona i będziesz to robiła, dopóki się nie skończy.
Tak
powiedział.
Taka
była umowa.
To
było to, co musiałam zrobić, aby stać się czystą i wolną.
I
dlatego zwinęłam się w niego, puszczając jego dłoń, ale przesuwając moją na
jego klatkę piersiową i przesuwając ją w górę, aż wygięła się wokół boku jego
szyi.
Ta
szyja zgięła się i jego oczy trafiły w moje.
Wspięłam
się na palce, ale potrzebowałam więcej, więc musiał pomóc.
„Właśnie
się pobraliśmy” - szepnęłam.
Wpatrywał
się w moje oczy, ale nie powiedział ani słowa.
„Noszę
bukiet ślubny.”
Więcej
gapienia się i więcej ciszy.
„Ty,
on patrzy.”
Wciąż
wpatrywał się w moje oczy, milcząc, ale jego ręka trafiła na moją talię,
przesuwając się dookoła w dotyku tak lekkim, że, gdyby nie pozostawił śladu
oparzenia, mogłabym się przekonywać, że jej tam nie ma. Potem przycisnął mnie
do siebie i zgiął szyję, dając mi potrzebne centymetry.
Wtedy
jego usta znalazły się na moich.
A
kiedy to było, przypomniałam sobie nasz ślubny pocałunek. Coś, po tym, jak
zostało to było zrobione, obiecałam sobie, że pochowam. Coś, po tej
retrospekcji, wiedziałam, że nigdy tego nie zrobię.
Nasz
pocałunek ślubny nie był czysty. Nie był wycofany. Nie był pozbawiony emocji.
To
były ramiona przygniatające mnie do jego ciała, pochylone głowy, otwarte usta,
najeżdżające języki, podwijające się palce u nóg, słabnące kolana,
rozpuszczające się kości, głęboki, mokry, głodny, zmysłowy pocałunek. Wydawało się, że trwa wiecznie, ale nie trwał
wystarczająco długo.
Właśnie
wtedy to świeże, ostre wspomnienie powracało falą, chociaż próbowałam je ukryć,
czułam jego ciepłą, gładką skórę pod
moją dłonią, jego usta twarde na moich wargach, palce zacisnęłam na jego szyi, cały
przód mocno przycisnęłam do niego i moje usta otworzyły się z własnej woli.
Jego
język wysunął się i dotknął czubka mojego.
Ciepło
przepłynęło przeze mnie w powodzi.
Winda
zadzwoniła.
Podniósł
głowę, jego ramię zniknęło, ale jego dłoń zacisnęła się wokół mojej i wciągnął
mnie do windy.
Uderzył
przycisk. Potem jego ramię wróciło, połączyło się z drugim, moje ciało zderzyło
się z jego, jego głowa opadła, moja była już przechylona do tyłu, moja wolna
ręka ślizgała się wokół jego ramion, moja ręka trzymająca bukiet poruszała się
wokół jego ramienia, rzeczy pod spodem mojego ramienia upadły niezauważone na
podłogę windy, a jego usta uderzyły w moje. Moje usta otworzyły się, dając mu
natychmiastowy dostęp.
On
wziął to.
Moje
kości się rozpuściły i trzymałam się mocno.
Drzwi
windy się zamknęły.
*****
Położyłam
teczkę, kopertę i kopertówkę, które Walker zabrał z podłogi windy i wręczył mi
po naszym pocałunku, na stole przy oknie w naszym pokoju hotelowym. Następnie
ostrożnie położyłam obok bukiet.
Potem
odwróciłam się i zobaczyłam, że siedzi przy biurku, przerzucając tam segregator
ze sztucznej skóry. Potem podniósł słuchawkę telefonu, wcisnął dwa przyciski i
przyłożył ją do ucha.
Stałam
tam i patrzyłam, jak mówi do telefonu - „Tak, pokój sześć dwa trzy. Butelka
Cristal, teraz, dwa kieliszki.” - Jego głowa była pochylona, a jeden długi
palec dotykał skórzanego segregatora, gdy mówił dalej - „Dwie miski zupy z
małży. Dwa obiady z antrykotami, jeden załadowany ziemniakami, a drugi z gównem
z boku.” - Przewrócił stronę - „Jeden sernik. Jedno ciasto czekoladowe truflowe
z bitą śmietaną. Jedna panna cotta. Jeden gorący deser lodowy. I kolejna
butelka Cristal. Dostarczyć to za godzinę. Nie. Półtorej.” - Pauza - „Dobrze.”
Potem
odłożył słuchawkę i spojrzał na mnie.
Wtedy
zapytał - „Lubisz żeberka?”
Wybuchnęłam
śmiechem.
Kiedy
przestałam się śmiać, wpatrywał się we mnie śmiertelnie poważnie.
„Uh…
tak, dzięki za zapytanie” - odpowiedziałam, wciąż się uśmiechając, ponieważ nie
mogłam się powstrzymać, był przezabawny, nawet jeśli tak nie sądził, wtedy
dokończyłam - „Z opóźnieniem.”
Nie
odpowiedział, podczas ruchu zdjął marynarkę, zarzucił ją na swoją torbę,
podszedł do łóżka i usiadł.
Zdałam
sobie sprawę, że nie miałam nic do jedzenia, od kanapki z tuńczykiem. Podczas
zakupów łyknęłam dwie latte, bo mogłam iść bez jedzenia, za jednym pociągnięciem.
Kofeina, za diabła nie ma mowy.
I
byłam głodna.
„Półtorej
godziny?” - powiedziałam do jego pleców, kiedy ściągał buty.
„Kiedy
mężczyzna poślubia kobietę taką jak ty, w sukience takiej jak ta, którą masz na
sobie, będzie chciał szampana, ale nie będzie myślał o jedzeniu. Mimo to będzie
chciał, żeby miała coś wyjątkowego, więc będzie miał pewność, że to dostanie” -
powiedział do swoich butów.
Moja
ręka powędrowała do stołu, aby utrzymać mnie w pozycji stojącej, bo nie był to
ekstrawagancki komplement, ale to nie znaczyło, że nie był wyjątkowo skuteczny.
I
zauważył sukienkę.
A
to wiele dla mnie znaczyło, obie rzeczy, komplement i fakt, że zauważył moją
sukienkę. Nie wiedziałam dlaczego, tak po prostu było. A kiedy mówię, że to
wiele znaczyło, mam na myśli, że to wiele
znaczyło.
Przełknęłam.
Potem
wymusiłam - „Może tak być, ale…”
Wstał
i odwrócił się do mnie, sięgając do guzików koszuli - „Worek Kości?”
„Tak.”
„O
ile dobrze zgaduję, jest na dole i patrzy.”
Mój
brzuch znów się zacisnął.
„Naprawdę?”
„Naprawdę.”
Wtedy
pomyślałam, do diabła z tym.
Więc
spróbowałam - „Dlaczego?”
Patrzył
na mnie, rozpinając koszulę. Rozpiął ją do końca.
Potem
podszedł do swojej torby podróżnej.
Nie
odpowiedział.
Westchnęłam.
Potem
odwróciłam się do stołu, podniosłam swój bukiet, gdy on grzebał w torbie i
poszłam z nim do łazienki. Następnie zakorkowałam umywalkę, napełniłam ją wodą
i umieściłam w niej bukiet, żałując, że nie mam nożyczek, żebym mogła świeżo podciąć
łodygi, aby piły obficie. Nie chciałam, żeby ten bukiet umarł. Jeszcze nie. Nie
jutro. Nie następnego dnia. Chciałam utrzymać go przy życiu jak najdłużej. I to
nie dlatego, że kosztował sto pięćdziesiąt dolarów. Nie wiedziałam, dlaczego
tak było. Po prostu wiedziałam, że chcę.
Postanowiłam,
że później wezmę nóż do steków i podetnę łodygi.
Wróciłam
do sypialni, by zobaczyć Ty na łóżku, z oczami skierowanymi na telewizor, który
był włączony, ale wyciszony, bez żadnego dźwięku, na mecz baseballowy. Nie
zdjął koszuli, a szeroki (ale niewystarczająco szeroki) obszar klatki
piersiowej, abs i tatuaże były widoczne. Jego stopy były bose. Wyciągnął
długie, umięśnione nogi. Skrzyżował kostki. Siedział plecami do wezgłowia, z
jedną ręką uniesioną, dłonią za głową.
To
wielkie, piękne ciało leżące w łóżku, energia wielkiego mężczyzny, która
normalnie z niego płynęła, przytłumiła się, ale nie wyłączyła, jego cudowne
oczy wpatrywały się w grę, jego fantastyczne rysy nie mniej fantastyczne w
spoczynku, zastanawiałam się, co do cholery?
Po
co chodzić do alfonsa po kobietę, skoro tak wyglądasz? Kiedy mógłbyś zjechać
windą na dół i znaleźć co najmniej kilkadziesiąt kobiet na parkiecie grających
na automatach, które skorzystałyby z okazji, by udawać twoją żonę, a ty nie
musiałbyś rezygnować z pięćdziesięciu kawałków lub drugiej fortuny w
diamentach.
„Uh…
Ty…” - zaczęłam, ale kiedy to mówiłam, rozległo się pukanie do drzwi.
Zsunął
się z łóżka, a ja przeszłam przez pokój. Wszedł kelner z tacą, na której stało
srebrne wiadro, butelka szampana owinięta w świeżą lnianą serwetkę i dwa
kieliszki po bokach. Postawił ją na stole przy oknie.
„Czy
mam otworzyć?” - zapytał, odchylając głowę do tyłu, by spojrzeć na Walkera.
Walker
pokręcił głową.
Kelner
uśmiechnął się porozumiewawczo, uśmiechnął się do mnie i skierował z powrotem
do drzwi, Walker podążał za nim. Walker wrócił sam i poszedł prosto do szampana.
Otworzył ją wprawną ręką, nalał kieliszek i podał mi go, a potem drugi dla siebie.
„Za
szczęście małżeńskie” - wzniosłam toast dla żartu, podnosząc kieliszek, ale
jego oczy wpatrywały się we mnie.
Nie,
nie ma poczucia humoru.
Przyłożył
kieliszek do ust i wychylił połowę zawartości, podczas gdy ja patrzyłam, jak
jego gardło pracuje tak, jakbym obserwowała mistrza pracującego na płótnie.
Potem
opuścił podbródek i rękę, chwycił butelkę, napełnił i wrócił do łóżka,
powracając do swojej pozycji, ale bez ręki za głową.
Wypiłam
łyk szampana i podeszłam do łóżka.
„Um…
Ty” - zawołałam, a jego oczy przeniosły się z gry na mnie - „Czy mogę zadać
pytanie?”
„Tak”
- odpowiedział, ale wiedziałam, że to oznacza, że mogę zapytać, ale to nie
znaczyło, że odpowie.
Wzięłam
oddech. Potem poszłam po to.
„Nie
chcę zwracać uwagi na oczywiste, ale… jesteś gorący”.
Patrzył
na mnie, ale nic nie mówił. Ja też nie.
W
końcu zapytał - „Czy to jest pytanie?”
Potrząsnęłam
głową i wyjaśniłam - „Chodzi mi o to, dlaczego Shift? Mógłbyś...”
Przerwał
mi - „Pięć lat temu, tak. Teraz nie.”
„Co
to znaczy?”
Jego
oczy wróciły do gry.
Koniec
tematu.
Pociągnęłam
łyk szampana i skierowałam wzrok na grę. Potem wróciłam do niego i spróbowałam
ponownie.
„Ty”
- zawołałam, a on spojrzał na mnie, ale nic nie powiedział. Więc kontynuowałem
- „Mam grać twoją żonę. To będzie trudne, jak gówno o tobie wiem.”
Spojrzał
na mnie ponownie, po czym powiedział - „Daj i bierz”.
„Co?”
„Daj
i bierz” - powtórzył - „Ty dajesz, ja biorę. Potem ja daję, a ty bierzesz.”
„To
znaczy, mówię ci o sobie, a ty mi o sobie?”
Nie
odpowiedział, ale spojrzał mi w oczy, więc przyjęłam to jako tak.
Mogę
to zrobić. Nie miałam nic do ukrycia.
„Co
chcesz wiedzieć?” - zapytałam.
„Ty
wybierasz, czym ty chcesz się podzielić. Ja wybieram to, czym ja chcę się
podzielić.”
Całkowicie
wykonalne.
Kiwnęłam
mu głową na znak, pociągnęłam łyk szampana, położyłam kolano na łóżku i
przeniosłam się, siadając na biodrze i pochylając się w dłoni, z ugiętymi
kolanami, z nogami do boku.
„Znasz
Ronnie’go Rodrigueza?” - zapytałam.
Znowu
jego oczy zatrzymały się na chwilę, zanim odpowiedział - „Nazwisko jest
znajome.”
Znowu
skinęłam głową. Oglądał baseball. Był mężczyzną. To było dawno temu, ale te
dwie rzeczy powiedziały mi, że imię Ronnie’go będzie znajome.
„Koszykówka.
Uniwersytet w Indianie. Stypendium.”
Przestałam
mówić, kiedy podniósł brodę i stwierdził - „Stypendium zerwali. Brat był na
dopingu, sprzedawał go kolegom z drużyny i alfonsował swoje koszykarskie
groupies braciom z bractwa.”
Tak.
To był Ronnie. Głupi. Albo głupi, kiedy nie był ze mną, a nie był. Byłam w
Teksasie, a on był w Indianie, podejmując popieprzone decyzje. Potrzebował
sterydów, tak jak potrzebował dziury w głowie. Marzenia o obręczach. Gówniane
życie. Projektowanie. Zdesperowany. Chciałam życia, w którym to wszystko byłoby
wyblakłym wspomnieniem.
Chciał,
żeby jego mama i siostry były dopilnowane, jego dziewczyna ociekała złotem.
Chciał się upewnić, że tak się stanie i chciał zabezpieczenia. Stypendium przepadło,
bo zajmował się dealerką i stręczycielstwem, a skończyło się na tym, że
poświęcił czas dla obu i został zbanowany.
Był
przeznaczony do NBA. Wszyscy to mówili. Nie zamierzał nawet uzyskać dyplomu.
Zamierzał to zrobić, gdy tylko będzie mógł. Potem to spieprzył.
„Zaczęliśmy
się widywać, gdy miałam piętnaście lat i byliśmy razem aż do czterech lat temu,
a skończyło się, gdy wziął siedem kul od konkurencyjnego dealera, który chciał teren
Ronnie’go. Jego mama i ja wybrałyśmy zamkniętą trumnę, skoro dwie z tych kul
trafił w twarz.” - podzieliłam się.
Walker
nie odpowiedział na to, że podzieliłam się tą szokującą i tragiczną wiadomością
o utalentowanym człowieku, który stracił to wszystko w ohydny sposób. Z drugiej
strony Walker wyszedł z zakładu karnego dzień wcześniej. Prawdopodobnie słyszał
to wszystko.
„Po
pobycie w Indianie wyszedł, wrócił do Dallas i był luźnym partnerem Shift’a.
Ronnie zajmował się dziewczynami, Shift narkotykami.” - powiedziałam mu - „Ale
to narkotyki Shift’a spowodowały śmierć Ronnie’go.”
Walker
znowu nie odpowiedział.
Pociągnęłam
łyk szampana i odwróciłam głowę w stronę telewizora, ale nie widziałam meczu.
A
potem, z jakiegoś dziwacznego powodu, wylegiwałam się na łóżku w Vegas z
mężczyzną, którego nie znałam, dzieliłam się gównem, którym nigdy nie dzieliłam
się z nikim poza mamą Ronnie’go i jego dwiema siostrami.
„Kochałam
go, szalenie go kochałam” - powiedziałam cicho - „Myślałam, że mogę żyć życiem
prostym i ciasnym, udowodnić mu, że nie było tak źle. Nie miałam dyplomu. Nie
byłam gorącym koszykarzem. Ale zrobiłam to, chociaż była to walka. Ronnie nie
lubił wysiłku i nie lubił patrzeć, jak ja to robię. Stracił marzenia, zgubił
drogę, związał się ze Shiftem, którego znał Bóg wie od jak dawna, Shift
pociągnął go dalej w dół. Nigdy nie zrezygnowałam, ale też nigdy się nie
poddawałam” - wypiłam kolejny łyk szampana i wyszeptałam - „Powinnam była się
poddać.”
„Nigdy
cię nie sprzedał?”
Na
jego pytanie ponownie odwróciłam głowę, by spojrzeć na niego, a potem
potrząsnęłam.
„Cud”
- mruknął.
„Ronnie
nie pozwolił, żeby cokolwiek mnie dotknęło.”
„Jesteś
w błędzie.”
Zamrugałam
- „Co?”
„Może
nie chciał, aby twoje usta były wokół fiuta innego mężczyzny, ale go nie
obchodziłaś.”
Moje
gardło zamknęło się, gdy przeniknęło to, co powiedział, ale przepchnęłam obok tego
i zaczęłam - „Ja…”
„Nie
oddał tego pierwszego gówna.”
„Ty…”
Znowu
mi przerwał - „Doping, to wybór, słaby, ale wybór. Dziewczyny, które ssą kutasy
i rozkładają się za gotówkę, nie wybierają tego życia, gówniane życie wybiera
je. Desperacja. Każdy mężczyzna, który wykorzystuje to do zarabiania na życie,
ma w dupie kobiety. Wszystkie kobiety.”
„To
nieprawda. Miał mnie. Miał mamę i dwie siostry, które kochał. Ale nie widział
innej przyszłości” - broniłam słabo - „I obiecał mi, że opiekuje się swoimi
dziewczynami.”
„Skłamał.”
Moje
plecy wyprostowały się - „Nie znasz go.”
„Skłamał.”
„Nie
wiesz tego” - warknęłam.
Jego
plecy odsunęły się od wezgłowia, a jego tors wygiął się twarzą do mnie.
„Kobieto,
on sprzedawał cipki. Cenisz swoją cipkę?”
Zamknęłam
oczy i odwróciłam twarz, dając mu odpowiedź.
„Racja”
- wyszeptał.
Otworzyłam
oczy, spojrzałam na niego i odszepnęłam - „Obchodziłam go.”
„Nie…
ty… go… nie… obchodziłaś…” - Walker wyraźnie
wypowiadał każde słowo - „Jedynym powodem, dla którego cię nie sprzedał, było
to, że wiedział, że nie dasz się sprzedać. Jakby miał pierdolone przeczucie, że
mógłby cię sprzedać, zrobiłby to. Teraz, ja mam kutasa i zakładam, że on miał
kutasa, więc skoro on i ja mamy coś wspólnego, powiem ci, że, gdyby twoja cipka
była moją cipką, nie sprzedawałbym
cipek, nie żebym to gówno robił i tak. Nie sprzedawałbym narkotyków i nie
robiłbym też tego gówna. To, co zrobiłbym, to sprzedawanie pieprzonych napojów
kawowych, jeśli oznaczałoby to, że możesz nosić obcasy i czuć się dobrze, śpiąc
w moim łóżku. On tego nie zrobił. To znaczy, że nic o go nie obchodziłaś.”
Wpatrywał
się w moje oczy i pozwoliłam mu. Potem spojrzałam z powrotem na grę. Wtedy
doświadczyłam cudu i tym cudem było to, że nie zostałam zmiażdżona pod ciężarem
pełnego zrozumienia. Nigdy, przenigdy nie pozwoliłam sobie pojąć, że Ronnie
Rodriguez był alfonsem, dilerem, frajerem, samolubem, moralnie pustym i po
prostu głupim. Być może zaczął mnie kochać, ale w chwili, gdy zdecydował się
odkurzyć swoją przyszłość, kiedy spieprzył w Indianie, przestał kochać mnie lub
kogokolwiek, a ja byłam ślepa, zakochana i tak bardzo chciałam należeć do
czegoś, czegokolwiek, kogokolwiek,
nigdy nie pozwoliłam mu odejść.
„Jestem
idiotką” - szepnęłam do gry.
„Jesteś
człowiekiem” - powiedział do mnie Walker stanowczym głosem, a ja spojrzałam na
niego i zobaczyłam, że znów opiera się o zagłówek.
Przechyliłam
głowę na bok - „Więc nie ma współczucia dla Ronnie’go za podejmowanie
popieprzonych decyzji, ale ja jestem po prostu człowiekiem?”
„Kochałaś
go i nie chciałaś z niego zrezygnować. To nie jest złe. On cię nie kochał i nie
obchodził go nikt poza nim samym. To jest złe.”
Potrząsnęłam
głową - „To nie pasuje, Ty.”
„O,
tak. Tak” - odparł - „Pomyśl, że wyjaśniłem, że mam fiuta. Myślę, że
powiedziałem ci, co bym zrobił, gdyby twoja cipka była moja. Jakbym pieprzył
się, a ty byś ze mnie nie zrezygnowała, mam nadzieję, że byłbym typem
człowieka, który wyjąłby głowę z tyłka i zasłużył na to oddanie. Co gorsza, nie
zrobił tego i zostawił cię wilkom na pożarcie. Ale jak dajesz to oddanie, to
nie jest złe.”
„To
było głupie.”
„Więc
wiesz, gdzie są granice miłości?” - zapytał, a ja poczułam przygnębienie w
klatce piersiowej, gdy uderzył we mnie głęboki ciężar jego pytania.
„Nie”
- szepnęłam.
„Racja.
Nie. Nikt tego nie wie. Nie ty. Nie ja. Nikt. Kochałaś go, wierzyłaś w niego, tyle
się martwiłaś, a on nie zauważał tego, dzień później mógł wyjąć głowę z tyłka i
zrobić to dobrze. Trzymałaś się go z przekonania. Nie ma w tym nic złego poza
faktem, że nigdy nie się nie przejmował i to na nim, nie na tobie.”
To
była moja kolej, by na niego spojrzeć i zrobiłam to, próbując pogodzić się z
faktem, że był mędrcem.
Wtedy
mu powiedziałam - „Myślę, że skończyłam się dzielić.”
Na
to wymamrotał - „Założę się.”
I
na to odpowiedziałam - „Twoja kolej.”
Uniósł
brodę i natychmiast stwierdził - „Mam trzydzieści sześć lat. Nigdy nie byłem
żonaty. Jestem licencjonowanym mechanikiem samochodowym… a przynajmniej byłem.
Mój tata żyje, pijak i dupek. Moja mama żyje i jest suką, bo jej mąż jest
pijany. A może on jest pijakiem, bo ona jest suką. Cokolwiek; oni definiują
dysfunkcję i żyję z tym gównem odkąd mam wspomnienia. Rodzice mojego taty
nienawidzili mojej mamy i umarli robiąc to. Mieli powód. Rodzice mojej mamy
odwzajemnili przysługę mojemu tacie, ale ich powody na początku były inne i
totalna bzdura. Żyją i nie miałem z nimi nic wspólnego; kiedy byłem dzieckiem, z
ich wyboru, a gdy dorosłem, ten wybór należał do mnie. Mam młodszego brata,
który dla wszystkich jest wrzodem na tyłku. Ma trzydzieści trzy lata, cztery
razy był żonaty, ma pięcioro dzieci i myślę, że żeni się z kobietami i płodzi
dzieci, bo lubi wkurzać i chce rozsiewać to gówno tak daleko, jak tylko może.
Dobra wiadomość jest taka, że przeniósł się do Los Angeles i
okazało się to wystarczająco daleko, by jego talent do bycia wrzodem na tyłku
nie osiągnął. Dorastałem w Carnal w Kolorado i właśnie zarobiłem pięcioletni
wyrok za przestępstwo, którego nie popełniłem w stanie, w którym nigdy nie byłem,
dopóki nie zostałem tam ekstradowany, aby stanąć przed sądem.”
Potem
przestał mówić. Czekałam. Nie dzielił się już więcej.
Potem
zapytałam - „To wszystko?”
„To
wszystko.”
„Dzieliłam
się więcej niż ty” - zauważyłam.
„Jak
to sobie wyobrażasz?”
„Okej,
nie dzieliłam się więcej, ale moje było bardziej osobiste i obejmowało
pogodzenie się mnie z czymś, z czym unikałam od prawie dwudziestu lat. Te
warunki są niełatwe i nadal je przetwarzam, ale nadal. Dużo się dzieliłeś, a
niektóre z tego było duże, w pewnym sensie duże, ale nie było żadnych
szczegółów, a więc to nie to.”
„Powiedziałem
dawać i brać, nie powiedziałem, że będzie równe. Ty wybrałaś, ja wybrałem. To
uczciwe.”
Nie
było. A ponieważ nie było, zapytałam - „Nie popełniłeś przestępstwa, za które
odsiedziałeś?”
„Nie.”
„Co
się stało?”
Jego
oczy skierowały się bezpośrednio na grę.
„Ty”
- zawołałam, a jego oczy wróciły do mnie - „Co się stało? Jak mogłeś...?”
„Co
powiedziałem?” - przerwał mi, by zapytać.
„Co?”
„Co
powiedziałem?” - powtórzył.
„O
czym?”
Spojrzał
mi w oczy. Następnie, cicho i bardziej dudniąc niż zwykle, stwierdził - „To
wszystko”.
I
to, oczywiście, było wszystko.
„Następnym
razem, gdy zagramy w tę grę, ty pójdziesz pierwszy” - oświadczyłam, a potem z
intensywną fascynacją obserwowałam, jak jego usta wykrzywiają się w
najdrobniejszym uśmiechu.
Potem
wygięły się, a on mruknął - „To też jest sprawiedliwe”.
Potem
jego głowa zwróciła się do telewizora. Wstałam z łóżka i poszłam po szampana.
*****
Ty
Oczy
Walkera przeniosły się z telewizora na Lexie.
Leżała
na boku, twarzą do niego, z dłońmi pod policzkiem, kolanami podciągniętymi
prawie do połowy, wciąż ubrana w swoją elegancką, ale seksowną różową sukienkę,
ale w końcu zdjęła eleganckie, ale seksowne buty. Jej oczy były zamknięte. Spała.
Przyglądał
się jej, myśląc, że jest prawdopodobnie jedyną kobietą, jaką znał w swoim
ogromnym doświadczeniu kobiet, które potrafiły wyglądać z klasą i seksownie, biorąc
ślub przed Liberace.
Właściwie,
prawdę mówiąc, była jedyną znaną mu kobietą, która potrafiła wyglądać elegancko
i seksownie.
Potem
przyjrzał się jej, myśląc, że Ronnie Rodriguez był pieprzonym durniem i nie
świadczył o tym fakt, że stracił słodkie życie, które Bóg uznał za słuszne, aby
mu zapewnić, dając mu ogromny talent na boisku do koszykówki. Ale świadczył o
tym fakt, że elegancka, seksowna cipka spała u jego boku w wielkim łóżku w
Vegas i spała u jego boku w wielkim łóżku w Vegas, a nie wtulała się w żywego,
oddychającego Ronnie’go Rodrigueza, który nie wydał całej energii, by mieć
zaszczyt posiadania eleganckiej, seksownej cipki, więc spała u boku Ty Walkera.
Na
tę myśl wstał z łóżka, podszedł do stołu i chwycił tacę, na której Lexie
ułożyła zużyte naczynia. Kiedy podchodził do drzwi, coś przykuło jego uwagę,
odwrócił głowę; zajrzał do łazienki i zatrzymał się.
Jej
bukiet leżał w umywalce, spoczywając w kilku centymetrach wody. Widząc to,
położył tacę na jednej ręce, pomacał tylną kieszeń, wciąż znajdując tam kartę
dostępu i wyszedł za drzwi. Postawił tacę na podłodze przy drzwiach i rozejrzał
się po korytarzu. Potem przeszedł kawałek. Na koniec spojrzał w prawo i
zobaczył to na wąskim stoliku między windami. Podszedł do wazonu ze sztucznymi
kwiatami na stole, wyszarpnął je, położył na stole i wrócił do ich pokoju, wieszając
znak „nie przeszkadzać”.
W
łazience wyciągnął bukiet z umywalki, wypuścił wodę, napełnił wazon szklanką, a
następnie wsunął do niego łodygi.
Potem
wyszedł z łazienki, okrążył łóżko i postawił kwiaty na jej szafce nocnej.
Potem
rozebrał się i nie podkręcił klimatyzacji, jakby chciał, bo nie była zakryta.
Potem wślizgnął się między prześcieradła i zgasił światło.
No dziwna historia. Ok zamknęli go, nic nie zrobił a wrobiono go. Bywa. Ale do czego mu potrzebna żona? Kolejny z dzieckiem?
OdpowiedzUsuńDzięki, fajnie się rozwija. Nie mogę się doczekać kolejnej części.
OdpowiedzUsuńNie rozumiem , z jednej strony Ty wydaje się porządnym facetem ale skąd jest taki kasiasty ? Dziwne
OdpowiedzUsuńDziękuję❤
Za krótkie, zdecydowanie za krótkie są te rozdziały. Podoba mi się ta część. Dziękuje jesteś najlepsza 😘
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuje.
OdpowiedzUsuńZapowiada się super 😁😁
OdpowiedzUsuńBędzie ciekawie... :D Dziękuję.
OdpowiedzUsuńDziekuję za rozdział :) Kurde ale to wsio zagmatwane.
OdpowiedzUsuńTak samo rozmowny jak Tatum hahaha
CZekam na kolejne rozdziały które więcej wyjaśnią.