czwartek, 9 września 2021

4 - Całkowicie gapcia. Całkowicie słodka

 

Rozdział 4

Całkowicie gapcia. Całkowicie słodka

Ty

 

 

Następnego ranka Walker wsunął kartę dostępu do szczeliny, poczekał na zielone światło, wysunął ją i wszedł do pokoju. Udał się do sypialni i zobaczył, że pokojówki już przeszły, bo łóżko było pościelone, a na podłodze były ślady odkurzania.

Brak Lexie. Ale notatka była na poduszce. Pokojówki prawdopodobnie pościeliły łóżko i odłożyły ją tam, gdzie położyła ją Lexie.

Rzucił na łóżko spocony ręcznik, zdjęty z ramion, cofnął się, otworzył szafę, przykucnął przy sejfie, otworzył go i przejrzał.

Wszystko dobrze.

Zamknął je i wrócił do sypialni do notatki.

Podniósł ją i przeczytał.

Mężulku,

Na basenie. Jeśli nie wrócę przed zmrokiem, twoim małżeńskim obowiązkiem jest mnie uratować. Jeśli będzie tak późno, oznacza to, że zemdlałam latem na leżaku w Vegas, więc radzę zaopatrzyć się w aloes przed rozpoczęciem akcji ratunkowej.

Lexie

Walker wpatrywał się w notatkę, myśląc, że Alexa Berry…

Cofnij to.

Alexa Walker była cholernie zabawna.

Potem stał wpatrując się w notatkę myśląc, jak bardzo mu się podoba nazwisko Alexa Walker.

Potem stał tam, wpatrując się w nagłówek listu i myśląc, że ta suka jest gapcią, ale myśląc, że to także lubi.

Potem stał tam, wpatrując się w pismo notatki i zapamiętując jej bazgroły, które nie były dziewczęce ani precyzyjne, ale spiczaste, te napisane ręcznie słowa często były rozłączone i nie miały skosów, nie przechylały się w tę lub w tamtą, siedziały wygodnie w środku.

Potem złożył notatkę i rzucił ją na łóżko. Dwadzieścia minut później, zmywszy pot z treningu, ogolony, ubrany w dżinsy, białą koszulkę i buty, podszedł do toreb na biurku, chwycił swoje nowe okulary przeciwsłoneczne, a następnie podszedł do notatki na łóżku i wsadził ją do tylnej kieszeni. Potem chwycił kartę dostępu.

Potem poszedł na basen.

Jego pierwszą myślą po uderzeniu w poranne słońce Vegas było to, że nie chciał być w gorącym jak cholera późno-porannym słońcu Vegas. Pięć sekund później, w połowie skanu ciał wokół basenu, zapomniał o gorącym jak cholera porannym słońcu Vegas, ponieważ jego okulary namierzyły jego żonę.

Miała na sobie skąpe bikini w kolorze malin. Włosy wciąż były w tej masie gęstych, dzikich loków, ale spięte w czubku głowy, a długie loki spływały po jej szyi. Skóra błyszcząca od olejku do opalania. W większości odsłonięte ciało było lepsze niż się spodziewał, a spodziewał się, że jej ciało będzie naprawdę cholernie wspaniałe. Miała na sobie okulary przeciwsłoneczne i przechyliła się do czasopisma rozłożonego w dłoniach, zgięte kolana, podeszwy stóp w leżaku, ręcznik owinięty za plecami.

Podszedł do niej i namierzył Worek Kości na jej dziesiątej, co sprawiło, że zaczął się zastanawiać, czy nie mylił się co do tego faceta. Podejrzewał ukrytego geja. Skoro skurwiel wybrał tropienie Lexie, a nie Walkera, to może nie.

Wyczuła go, gdy był dwadzieścia kroków dalej, jej głowa podniosła się i wiedział, że wiedziała, że jest tam Worek Kości, ponieważ w chwili, gdy namierzyły go jej okulary, jej cudowna twarz rozświetliła się w oślepiającym uśmiechu.

Zamknęła magazyn i rzuciła go na stolik obok niej, na którym stał szybko topniejąca mrożona kawa.

Pięć kroków dalej zawołała - „Hej, mężulku”.

To znowu się pojawiło. Kurewsko gapciowata, ale sposób, w jaki to robiła, musiał przyznać, także był cholernie słodki.

Uniósł brodę i, gdy tylko znalazł się u jej boku, jej ręka wystrzeliła, zamykając się wokół jego i szarpiąc. Nie opierał się jej pociągnięciu go do boku jej leżaka, gdy przesunęła biodra i nogi tak, że jej dolna połowa opierała się na kształt litery S na boku, aby dać mu miejsce, a ona owinęła uda wokół tyłu jego bioder.

„Obudziłam się sama. Gdzie poszedłeś?” – zapytała, wciąż trzymając rękę w jego dłoni, odchylając głowę do tyłu, by na niego spojrzeć, a on był zadowolony, że ma okulary przeciwsłoneczne, ponieważ na to pytanie jego oczy przesunęły się z jej piersi na jej twarz i wydawało mu się, że nie zauważyła.

„Ćwiczyłem.”

„Koleś” - powiedziała cicho, a jej usta wciąż wykrzywiały się na końcach.

Koleś. Tak, totalna gapcia.

„Koleś?” - zapytał, kiedy nie powiedziała nic więcej.

„Jesteśmy w Vegas” - stwierdziła.

„Tak” - zgodził się.

„Czy ćwiczenie w Vegas jest legalne?” - zapytała, przechylając głowę, a włosy zebrane z tyłu poruszały się wraz z jej ruchem.

„Mają siłownię, więc zgaduję, że… tak.”

To sprawiło, że znów się uśmiechnęła, a potem przesunęła okulary po głowie do tyłu i z powrotem, zanim zauważyła - „Nie jesteś w kąpielówkach.”

„Lexie, jestem w połowie czarny. Moja opalenizna jest trwała. Nie muszę nad tym pracować.”

„Racja” - mruknęła, wciąż się uśmiechając.

To wtedy wrócił myślami, by spróbować podciągnąć Ronnie’go Rodrigueza. Rodriguez spieprzył w połowie drugiego roku, ale widział mnóstwo jego gry przez półtora sezonu przed tym, jak to zrobił. Dlatego Walker mógł go podciągnąć, ale niewiele pamiętał poza tym, że brat był szczupły, wysoki i czarny. Skąd wziął nazwisko Rodriguez, Walker nie wiedział.

Z drugiej strony Shift miał nazwisko Martinez i też był czarny. Może to była jakaś sprawa z Teksasu.

Walker wiedział, że wiele białych suk nie miało nic przeciwko bawieniu się czernią, ale na pewno nie zabierały ich do domu do tatusia, a czarni byli czarni, nawet gdy byli w pełni, w połowie lub w niuansach.

Wiedział też, że Lexie nie miała tatusia, ale gdyby miała i zabrała czarnego do domu, a tatusiowi to by się nie podobało, zorientował się, że, z jej pyskowaniem, kazałaby mu się pieprzyć.

Na tę myśl zapytał - „Zjadłaś śniadanie?” - i pokręciła głową.

Odwrócił się i zobaczył zewnętrzną restaurację z boku basenu.

Potem spojrzał na nią - „Jestem głodny.”

„Ja też” - zgodziła się, puściła jego rękę i natychmiast się poruszyła.

Zsunęła się z leżaka, pochyliła się nisko i chwyciła kilka ubrań, które wsunęła pod niego. Potem założyła obcisły top z dzianiny typu T-shirt w kolorze jej kostiumu kąpielowego, a potem parę czarnych szortów. Potem usiadła, pochyliła się i zaczęła zakładać parę czarnych sandałów na wysokich na koturnach.

Coś kolczastego przesunęło się po skórze z tyłu jego szyi i oderwał oczy od swojej nowej żony, by spojrzeć trzy leżaki dalej. Tam zobaczył mężczyznę, który zdecydowanie dużo czasu poświęcił na pracę nad swoją opalenizną. Naoliwiony. Obcisłe, czarne kąpielówki. Złoto na szyi. Jego okulary wycelowane były w dekolt Alexy Walker, wystawiony na jego widok, gdy była pochylona nad butami w kierunku faceta.

„Yo!” - warknął, wyczuł raczej zaskoczony ruch Lexie, niż go zobaczył, ale także zobaczył, że okulary przeciwsłoneczne palanta podsunęły się na jego twarz. Walker powoli pokręcił głową. Facet szybko odwrócił wzrok.

Kolczaste uczucie zniknęło.

Lexie wstała i pojawiła się w jego polu widzenia.

„Co to było?” - zapytała cicho.

„Stoję tutaj” - odpowiedział.

Jej głowa przechyliła się na bok. Była zdezorientowana i może nie zauważyła faceta. Zgadywał sekundę, bo zauważył, że nie zauważała męskiej uwagi, czego miała dużo.

Ale zgadł.

Poruszył się po leżaku, zbliżył do niej i opuścił podbródek, by patrzeć w jej okulary.

„Wpatrywał się w twoje cycki.”

Jej głowa powoli zwróciła się do leżaka, na którym był tyłek faceta.

Potem zwróciła się do niego, przechyliła się do tyłu i ponownie patrzyła w jego okulary.

Potem wymamrotała - „Fuj.”

Całkowita gapcia. Całkowicie słodka.

Pieprzyć go.

Pieprzyć go.

„Tak, dla ciebie, dla mnie, jak moja kobieta wkłada buty, a ja stoję właśnie obok, nie gapisz się, kurwa, na jej cycki.”

„Och” - szepnęła.

„Racja. Och.” - wskazał głową na leżak - „Bierzesz swoje rzeczy?”

Potrząsnęła głową - „Nie, zostawię je, aby zachować swoje miejsce. Będę miała na to oko z naszego stołu.”

To było do przyjęcia, więc się ruszył.

Poruszyła się z nim i zrobiła to, co zrobiła dzień wcześniej, czyli chwyciła jego dłoń i splotła swoje palce z jego. Trzymała się mocno. Worek Kości oglądał i zarabiała swoje pięćdziesiąt tysięcy.

Siedzieli przy stole, z którego mógł mieć oko na jej gówno; usiadła na miejscu obok niego przy kwadratowym stole zamiast naprzeciwko. Skanowanie basenu i restauracji wykazało, że Worek Kości zniknął, prawdopodobnie dlatego, że poranne słońce Vegas torturowało jego białą, bladą skórę.

Zamówili, a on robił kolejne skanowanie, aby sprawdzić, czy Worek Kości wrócił, kiedy poczuł jej palce na swojej dłoni i pochylił głowę, by zobaczyć, że jej dłoń spoczywała na jego, która leżała na stole, a ona kciukiem kręciła jego obrączkę z białego złota.

„Odszedł” - poinformował ją Walker.

Jej ręka szybko się odsunęła, a jej głowa odskoczyła do tyłu, by na niego spojrzeć, oba ruchy wskazywały, że z jakiegoś powodu ją przestraszył.

„Co?” - zapytała cicho.

„Worek Kości. Odszedł.”

Jej okulary natychmiast przesunęły się, żeby przeskanować okolicę, a ona wyszeptała - „Był tu?”

Coś ostrego przeszyło mu lewą stronę klatki piersiowej.

Potem zapytał - „Nie namierzyłaś go? Był tutaj, kiedy przyszedłem.”

Jej okulary wróciły do niego, potrząsnęła głową i powiedziała - „Myślałam, że śledzi ciebie. Dlaczego śledził mnie?”

„Nie namierzyłaś go” - powtórzył Walker, tym razem stwierdzeniem, a nie pytaniem.

Znowu potrząsnęła głową i powiedziała - „Nie. Nie. Ja…” - przerwała - „O mój Boże. Jak przerażające. Dlaczego mnie śledzi?”

Nie namierzyła go.

Uśmiechnęła się do niego promiennie. Nazywała go jej gapciowatym przezwiskiem. Ciągle się do niego uśmiechała. Zaciągnęła go na jej leżak. Trzymał go za rękę prawie przez cały czas, kiedy był z nią i kręciła jego obrączkę w taki sposób, jakby była nią pochłonięta i zaskoczył ją, gdy zobaczyła, że przykuła jego uwagę.

Co do cholery?

Kiedy to pytanie przyszło mu do głowy, przynieśli ich kawę, oszczędzając mu odgadywania odpowiedzi i dając mu możliwość odłożenia na bok wyjaśnienia, dlaczego Worek Kości ją śledzi. Nadejdzie czas, kiedy będzie potrzebowała dowiedzieć się, że zostanie zbadana.

Teraz nie było trzeba.

„Dzisiaj mam gówno do zrobienia” - powiedział jej, gdy nalewała mleka do kawy.

Skinęła głową - „To spoko. Będę się piec.”

„Ty też masz gówno do zrobienia.”

Przeszła od sypania łyżeczką cukru do kawy do patrzenia na niego - „Co?”

„Za dwa dni wracamy do domu. Mojego domu. W Carnal. Masz pracę do rzucenia i życie do zamknięcia. Musisz zacząć od tego.”

Jej okulary pozostały wycelowane w jego.

Potem wymamrotała - „O Boże, nie pomyślałam o tym.”

„Jutro może być dniem wakacji. Dzisiaj uporządkuj gówno.”

Wróciła do nabierania łyżeczką cukru, ale zrobiła to, kiwając głową. Liczył, gdy jej ręka się poruszała. Wzięła cztery. Nic dziwnego, że miała ten tyłek.

„Masz ludzi, którzy mogą ci pomóc, czy też musimy wygospodarować czas, pojechać i to uporządkować?” - zapytał.

Przestała się mieszać, odłożyła łyżkę, upiła łyk i odstawiła filiżankę, patrząc na niego.

„Mama i siostry Ronnie’go będą mnie wspierać. Kiedy powiem im, że wyprowadzam się spod władzy Shifta, wypożyczą stroje Cheerleaderek Dallas Cowboys i zatańczą na stadionie.”

„Prawdopodobnie powinny oszczędzać tę energię i użyć jej do spakowania twojego gówna i wysłania go do Carnal.”

Zaśmiała się cicho, po czym mruknęła - „Tak, Ty, prawdopodobnie masz rację.”

„Skoro potrzebujesz firmy przeprowadzkowej, jak zrobią wycenę, powiedz mi, a wyślę im pieniądze. Podam ci też adres.”

Jej głowa przechyliła się na bok - „Adres?”

„Do mojego domu.”

„Twój dom?”

„Mój dom.”

„Jaki dom?”

„Mój dom w Carnal.”

„Masz dom w Carnal?”

„Poszedłem do więzienia, ale to nie znaczy, że zostałem pozbawiony całego dobytku. Kiedy poszedłem, Maggie dopilnowała mojego gówna.”

Patrzył z zainteresowaniem, jak jej ramiona wyprostowały się, a potem zapytała - „Maggie?”

„Maggie” - potwierdził.

„Kim jest Maggie?” - zapytała, a jej ton był tym, którego jeszcze od niej nie słyszał. Nie obrażony. Nie charakterek. Nie zirytowany. Ale krawędź była ostra.

Pochylanie się ku wkurzeniu nie w tym sensie, że kobiety się denerwują. W tym sensie, że kobiety się wkurzają.

„Była żona mojego byłego szefa. Chociaż wyciągnął głowę z tyłka, zobaczył, co spieprzył i teraz próbują się pogodzić. Więc chyba powinienem powiedzieć, że w zeszłym roku Maggie i Wood zajmowali się moim gównem.”

„Wood?”

„Były Maggie. Facet, który jest właścicielem warsztatu, w którym kiedyś pracowałem.”

„Och” - szepnęła.

„Jak wrócimy do domu, musisz się temu przyjrzeć. Kiedy twoje gówno będzie lepsze niż moje, wstawisz swoje gówno, a my wywieziemy moje gówno. Jak nie będzie, niech twoi ludzie się go pozbędą, zdeponują gotówkę.”

Jej okulary trzymały jego.

„Um… znowu, jak długo potrwa ta sprawa?”

„Znowu: nie wiem. Ale ludzie muszą zobaczyć, że ty i ja zaczynamy wspólne życie.”

Zawahała się. Następnie - „Racja.”

Patrzył na nią. Potem jego wzrok powędrował na jej lewą rękę, która siedziała na jej kolanach.

Obrączka z małymi brylantami, ciasno osadzona pod pierścionkiem zaręczynowym, służyła jako przypomnienie, że wczoraj głęboko wkroczył w swoje oszczędności. Miał do zapłacenia pięćdziesiąt tysięcy. Musiał zacząć życie od nowa. Miał do załatwienia sprawy. Musiał znaleźć stolik.

Potem zauważył, że jej usta są zaciśnięte, domyślił się dlaczego i przypomniał jej - „Czas, by uciekać się skończył. Nosisz moją obrączkę.”

Jej głowa drgnęła i oświadczyła stanowczo - „Nie zamierzam uciekać.”

Ucisk w klatce piersiowej, którego nie zauważył, dopóki nie usłyszał jej słów, zelżał.

„Jak, hmmm… Maggie i Wood zajęli się twoim gównem?” - zapytała.

„Wynajęli moje mieszkanie. Płacili rachunki. Płacili dodatkowe opłaty. Zwolnili lokatorów miesiąc temu, kiedy ich o to poprosiłem. Przechowywali moje gówno, a, kiedy wychodziłem, wyjęli je z magazynu i wrzucili do domu. Uporządkowali to, żeby spakować gówno, którego potrzebowałem, wysłali do Shift’a, żeby dodał, co był mi winien i dał to tobie.”

„To było miłe z ich strony.”

„Oni są mili.”

Kąciki jej ust uniosły się.

Podano im jedzenie.

W przeciwieństwie do jej kanapki z tuńczykiem, ale absolutnie tak samo, jak wtedy, gdy dostarczono im zamówienie do pokoju zeszłej nocy, zakopała się, bez skubania, nie udając bzdurnie, że nie potrzebuje jedzenia, aby przeżyć. Zamówiła belgijskiego gofra. I lubiła to, co zamówiła, i nie obchodziło jej to, że będzie o tym wiedział.

Alexa Walker była piękną, elegancką, seksowną, pół-gapcią, która lubiła jedzenie.

A Ty’owi Walkerowi podobało się to wszystko.

Za bardzo.

Chryste, cipka spieprzyła mu życie i oto był tu, dwa dni poza kiciem i siedział pod pieprzonym parasolem w upale Vegas obok cipki, której kutas spieprzył życie, a on chciał jej tak cholernie, że mógł prawie przekonać samego siebie, że już skosztował jej na języku.

Jezu, potrzebował kolejnego prysznica i to nie dlatego, że jadł jajka, bekon, kiełbaski i tosty w upale w Vegas, ale dlatego, że musiał przyłożyć pięść do swojego fiuta, bo inaczej zrobiłby coś, czego naprawdę by żałował i to coś oznaczałoby, że ona by uciekła, a on nigdy więcej nie zobaczyłby jej uśmiechu.

Jej głos wbił się w jego myśli - „Jaki jest twój dom?”

„Kondominium” - odpowiedział.

Jej śmiech sprawił, że zwrócił na nią swoje okulary - „Nie jesteś zbytnio konkrety” - zauważyła.

„Co można powiedzieć o kondominium?”

Trzymała na nim swoje okulary przez kilka sekund.

Potem wymamrotała - „Pewnie rozumiem” - uśmiechając się do swojego gofra.

Tak, musiał stąd wypierdalać. Już wkrótce.

„Zacznij porządkować swoje gówno. Jak będziesz mnie potrzebowała, zostawię nowy numer komórki w pokoju.”

„Okej.”

„Tą drugą sukienkę, którą kupiłaś, włożysz dziś wieczorem.”

Poczuł na sobie jej wzrok, ale wrzucił do ust więcej jedzenia.

„Okej.” - powiedziała.

Przełknął i stwierdził - „Wkrótce jak zjem, muszę iść. Rachunek za to gówno i napiwek wpisz na konto naszego pokoju.”

„Okej.” - powtórzyła.

Skupił się na jedzeniu. Zamilkła, może czytając jego nastrój.

W chwili, gdy skończył, wciągnął resztki swojej kawy, odwrócił się do niej i na wypadek, gdyby Worek Kości patrzył skądś, złapał ją za szyję, przyciągnął do siebie, mocno przycisnął usta do jej ust, puścił ją, wstał i odszedł oblizując się.

Smakowało jak bita śmietana, truskawki, gofry i Lexie.

Kurwa.

*****

Lexie

Wyszłam z łazienki wystrojona w coś, co uważałam za sukienkę zdziry. Instrukcje Ty brzmiały - „Dwie sukienki. Jedna, w której wyjdziesz za mąż. Druga, by przyciągnąć uwagę.”

Nigdy nie ubierałam się, by zwrócić na siebie uwagę. Lubiłam ubrania, kupowałam je i nosiłam, ale nigdy nie miałam takiej sukienki i miałam nadzieję, że wybrałam dobrze.

Weszłam do sypialni, żeby zobaczyć, jak Ty znowu wpina spinki do mankietów. Tym razem miał na sobie ciemno-lawendową koszulę i parę granatowych spodni od garnituru. Moje oczy przyjęły jego męską urodę, a potem przesunęły się na moją szafkę nocną.

Obudziłam się przy moim bukiecie w wazonie dokładnie tam, gdzie teraz stał. Po przebudzeniu, po tym, jak zobaczyłam, że strona łóżka Ty była zmierzwiona, ale pusta, przetwarzając fakt, że spałam na pościeli w mojej sukni ślubnej, te kwiaty w tym wazonie były drugą rzeczą, którą zobaczyłam po przewróceniu się.

W chwili, gdy je zobaczyłam, zamarłam, mrugając przez senność i przekonując się, że widzę dobrze.

O ile Vegas nie miało wróżek bukietowych tak jak jednogodzinnych krawców, nie było nikogo oprócz Ty, ko mógłby znaleźć wazon i włożyć do niego mój bukiet, podczas gdy ja spałam jak umarła. A kiedy zdałam sobie sprawę, że dobrze widzę, nie wiedziałam, co myśleć o tym, że Ty znalazł wazon i włożył do niego mój bukiet. Nie znałam go zbyt dobrze, ale z tego, co wiedziałam, wydawało mi się to bardzo nietypowe dla Ty. Dlatego leżałam w łóżku i gapiłam się na te róże przez jakieś pięć minut, próbując zrozumieć, co myślę.

Wstałam z łóżka nie wiedząc.

Ale też wstałam z łóżka z ciepłym uczuciem głęboko w brzuchu, które było naprawdę dobre, a także myśląc, że cały ten fałszywy biznes małżeński nie będzie taki zły.

Jasne, że nie mówił dużo.

Jasne, że, kiedy to robił, większość była prymitywna, ale to nie było tak, że nie byłam do tego przyzwyczajona od Ronnie’go, Shift’a i ich załogi; w rzeczywistości Ronnie, Shift i ich załoga byli gorsi.

Jasne, że istniały ważne sposoby, na jakie był odizolowany. Z drugiej strony prawie się nie znaliśmy. Dzielenie się naszymi najgłębszymi, najciemniejszymi sekretami w ciągu czterdziestu ośmiu godzin od spotkania nie było czymś, czego można się było spodziewać. Nie miałam pojęcia, dlaczego wczoraj wieczorem wylałam mu sekrety mojego serca. Wiedziałam tylko, że kiedy to zrobiłam, chociaż nie obchodził się ze mną ostrożnie, był szczery, podzielił się swoją opinią i po prostu polubiłam jego opinię, nawet jeśli uświadomienie sobie, że doszłam do tego sprawiło, że nie czułam się zbyt świetnie. Nie wspominając o tym, że okazał się mądry.

Jasne, że wydawał się nie mieć poczucia humoru, ale też nie boczył się, kiedy ja się śmiałam, gdy nie uważał czegoś za zabawne. I to nie była prawda, że nie miał poczucia humoru. Jego usta wykrzywiły się zeszłej nocy, widziałam to.

Nie lubił też lizusowatych facetów ze złotymi łańcuchami wpatrujących się w moje piersi, a ponieważ ja też tego nie lubiłam, pomyślałam, że to bardzo fajne, że warknął na obrzydliwego faceta, który mnie oglądał, przez co ten obrzydliwy facet przestał to robić.

I miał sposób na komplement.

I, na koniec, naprawdę cholernie dobrze całował.

Ostatnia część to ta, na którą bym nie poszła. Jeszcze nie. Wiedziałam, że chcę się z nim przespać. Wiedziałam, że w chwili, gdy go zobaczyłam. Do diabła, wiedziała o tym każda kobieta, która go zobaczyła. Wiedziałam też, że jestem trzydziestoczteroletnią kobietą, która miała w swoim życiu jednego chłopaka, a tym samym jednego kochanka, a on nie był zbyt dobry w byciu tym pierwszym i (nie mówiąc źle o zmarłych), chociaż nie miałam żadnego doświadczenia, był trafiony i chybiony w tym drugim. Od tamtego czasu miałam cztery lata suszy, a moje życiowe decyzje doprowadziły mnie do fałszywego małżeństwa z byłym więźniem, który twierdził, że został niesłusznie skazany, ale nie chciał tego szczegółowo opisać. Co więcej, zaledwie dzień wcześniej postanowiłam zrezygnować z mężczyzn i prawdopodobnie nie byłby to najbardziej słuszny krok, aby odwrócić się od tej decyzji po znajomości z mężczyzną zaledwie nieco dłużej niż dwa dni. Pomyślałam, że może powinnam zagrać to mądrze, a nie wskakiwać od razu do łóżka i „dawać mu swoją cipkę”.

„Uporządkowałaś dzisiaj swoje gówno?” - zapytał, a moje oczy przeniosły się z bukietu na niego.

Patrzył na mnie - na moją twarz, nie sukienkę. To było rozczarowujące, ponieważ naprawdę chciałam wiedzieć, czy zrobiłam to, czego ode mnie potrzebował, ale zastanawiałam się, czy to było tak, jak wczoraj, kiedy nie zamierzał tego powiedzieć, dopóki nie będzie gotowy.

Jakieś pół godziny temu usłyszałam, jak wrócił, kiedy byłam w łazience. Nie było go cały dzień, ale dzwonił dwa razy. Raz by powiedzieć bym zjadła obiad bez niego. Ponownie, kiedy powiedział, żebym zjadła kolację bez niego. Nie powiedział mi, gdzie jest i co robi. Również nie pytałam.

„Ella zajmuje się wszystkim” - odpowiedziałam.

Ella, matka Ronnie’go była trochę jak matka dla mnie, ponieważ była tak naprawdę jedyną, którą znałam. Wzięła mnie pod swoje skrzydła, kiedy miałam trzynaście lat, a jej córka Bessie i ja zostałyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Potem trzymała mnie tam, nawet po tym, jak związałam się z Ronnie’m i ceniła mnie tam, ponieważ Ronnie wymykał się spod kontroli, ale wiedziała, że jestem jedyną rzeczą, która powstrzymywała go od swobodnego spadania. Tak było, dopóki nie zaczął spadać.

Kiedy wyjaśniałam jej wszystko wcześniej tego dnia, pominęłam byłego skazańca, którego odebrałam z zakładu karnego, obeszłam fałszywe małżeństwo, a powiedziałam jej tylko, że skłamałam na temat wyjazdu na wakacje i zamiast tego spotykałam się z przyjacielem, który pomagał mi przenieść się do Kolorado. Wyjaśniłam to kłamstwo, mówiąc, że nie chcę, aby cokolwiek dotarło do Shifta, a ponieważ Honey, druga córka Elli, była słodka jak jej imię, ale nie była najjaśniejszą gwiazda w rodzinie i miała związek z Shiftem, co miało więcej do czynienia z historią i tęsknotą za bratem niż z rozumem, więc nie chciałam ryzykować.

Ella, która urodziła Honey i nadal z nią mieszkała, mimo że od błogosławionego wydarzenia minęło trzydzieści lat, zrozumiała to. Również wychodziła z siebie z radości. Miała klucz do mojego mieszkania i zajęła się tym, jak powiedziałam Ty’owi. Wszystkim.

Potem zadzwoniłam do Margot do pracy. Opowiedziałam jej tę samą historię z tymi samymi przeoczeniami. Wiedziała o Shift’ie. Znała mój dylemat. Często rozmawiałyśmy o tym, jak mogłabym wyjść, ruszyć dalej, zacząć nowe życie.

Martwiła się o mnie przez ponad cztery lata, kiedy nie miałam Ronnie’go jako bufora, rozciągając to na osiem, w czasie których ją znałam, innymi słowy, od kiedy zaczynała u Lowensteina. Nie była wielką fanką Ronnie’go, chociaż była wystarczająco dobrą przyjaciółką, żeby o tym nie wspominać (zbyt często) ani dawać mi jej pełnych dezaprobaty spojrzeń (też często) lub, kiedy o nim zrzędziłam, mówiła „a nie mówiłam” tylko oczami i wreszcie nie traciła rozumu i nie wytykała mi, jaka jestem głupia, kiedy dawałam mu kolejną szansę.

Podobnie jak ja, awansowała od sprzedawcy i nie była szefem HR u Lowensteina, ale była zastępcą szefa. Obiecała, że pomoże w rozwiązaniu umowy.

I, nawiasem mówiąc, ona też nie posiadała się z radości.

Prawda była taka, że wszystko to wydawało się całkiem proste. Do tego stopnia, że czułam się jak wielka idiotka, że nie próbowałam tego wcześniej.

Z drugiej strony nie miałam mieszkania, do którego mogłabym się wprowadzić, ogromnego, przerażającego mężczyzny, który chronił moje plecy i zabezpieczenia pięćdziesięciu tysięcy, na którym mogłabym się oprzeć.

„Ella to mama Ronnie’go?” - zapytał Ty, a moja uwaga ponownie skupiła się na nim.

Skinęłam głową - „Już była u mnie, zaczęła pakować i zadzwoniła do trzech firm przeprowadzkowych, aby uzyskać wycenę.”

Skinął raz głową. Potem podszedł do marynarki, która leżała na łóżku.

Podczas rozmowy przeszłam przez pokój do butów - „W pracy też wydaje się spoko. Moja koleżanka Margot, która tam pracuje, wyjaśni wszystko HR.” - Usiadłam i wsunęłam stopę w srebrne sandały na szpilkach. Potem znowu, prosto z moich ust wyskoczyło bardziej szczere dzielenie się - „Właściwie to wszystko jest takie proste, czuję się trochę jak idiotka, że nie zrobiłam tego wcześniej.”

„Shift nie pieprzył cię tak źle, nie miałaś nikogo, kto by przestraszył jego czarny tyłek do cholery i nie miałaś wcześniej pięćdziesięciu koła, na których mogłabyś się oprzeć.”

Odchyliłam głowę do tyłu i uśmiechnęłam się do niego - „To są wszystkie powody, dla których odmówiłam sobie poczucia się jak totalna idiotka, a czułam się tylko trochę tak jakby idiotka.”

Patrzył na mnie przez dłuższą chwilę. Potem bez komentarza podszedł do dwóch rolek pieniędzy, które najwyraźniej w pewnym momencie wyciągnął z sejfu. Jedna była z pięćdziesiątek. Druga to były dwudziestki.

Moja uwaga wróciła do moich butów. Skończyłam mniej więcej wtedy, gdy usłyszałam otwierające się drzwi w szafie. Patrzyłam, jak wrzuca teraz mniej grube rolki z powrotem do sejfu; zamknął sejf, szafę i odwrócił się do mnie.

„Gotowa?”

Wstałam i położyłam ręce na biodrach.

„Nie wiem, jestem?”

Chodziło mi o to, że nie wiedziałam, co robimy, dokąd idziemy i dlaczego potrzebuję stroju, który przyciągnie uwagę, a nie wiedząc o tym, nie wiedziałam, czy jestem gotowa.

Ale na moje pytanie jego oczy przesunęły się wzdłuż mnie od głowy do stóp i z powrotem. Robiły to powoli, nie spiesząc się, niczego nie przegapiając, a ja poczułam ich drogę jak dotyk na mojej skórze. Gdy się poruszały, zobaczyłam w głowie swoją sukienkę. Granatowa, przylegająca, jedwabna, plisowana na udzie z boku, ze ukośnymi marszczeniami w poprzek, miała jedno ramię odsłonięte, drugie bez rękawa. Kończyła się 10 cm nad kolanem, nie pokazywała żadnego dekoltu, ale wciąż tony skóry i była tak dopasowana, że niewiele pozostawiała wyobraźni.

Kiedy jego oczy wróciły do moich, przemówił, a jego głos był bardzo głębokim, niskim pomrukiem - „Tak. Zdecydowanie jesteś gotowa.”

A, kiedy mówił, zauważyłam, że jego oczy były inne. Nie puste, ani zamknięte. Była to pierwsza emocja, jaką mi pokazał od dwóch i pół dnia.

I było to zmysłowe.

Poczułam, że moje ciało staje się naelektryzowane.

Walczyłam z tą falą i szepnęłam - „Dziękuję, Ty. Ale chodziło mi o to, że nie wiem, co mam dzisiaj zrobić, więc nie wiem, czy jestem gotowa.”

Odpowiedział natychmiast - „Poker na wysokie stawki.”

Patrzyłam na niego, nie mając co do tego dobrego przeczucia. Nigdy wcześniej w moim życiu nie uprawiałam hazardu. Nie robiłam tego, bo nie po to pracowałam ciężko na moje pieniądze, aby je wyrzucać. Ronnie uprawiał hazard. Cały czas stawiał na mecze koszykówki. Przekonany, że skoro w nią grał, miał wewnętrzne wyczucie. Nie przegrywał cały czas, ale też nie zawsze wygrywał. Wydawało mi się to śmieszne i przerażające, ponieważ Fortuna, co kołem się toczy, którą nazywałam Pani Szczęście, rzadko dawała Ronnie’mu wysokie wychylenie, a ja zawsze czekałam, aż wyciągnie spod niego dywanik i przestanie balansować, jeśli chodzi o hazard. Na szczęście (zamierzona, łamiąca serce gra słów) zmarł, zanim zdążyła to zrobić.

„Poker na wysokie stawki” - powtórzyłam.

„Wpisowe za sto tysięcy.”

Zamrugałam. Potem zapytałam z wahaniem - „Um… jesteś dobry w pokera?”

„Bardzo.”

„Naprawdę?”

„Kobieto, nosisz ponad trzydzieści tysięcy dolarów, to dowodzi, że to prawda.”

Znowu zamrugałam. Potem odetchnęłam - „Naprawdę?”

„Tak.”

„Nie, naprawdę mam na sobie ponad trzydzieści tysięcy dolarów?”

„I odpowiedź nadal brzmi tak. Sam twój pierścionek zaręczynowy to prawie połowa tego.”

„O mój Boże” - wyszeptałam, nagle czując, jak pierścionek zaręczynowy wypala kółko wokół mojego palca. To znaczy, to nie było tak, że nie wiedziałam, że wszystko, co mi dał, było drogie, w tym zwitek gotówki, który rzucił na łóżko, żebym kupiła stroje, które nie były haute couture, ale też nie kupiłam ich w Target. Po prostu nie wiedziałam, że to takie drogie.

„Co?” - zapytał, kiedy się nie poruszyłam.

„Co?” - zapytałam z powrotem.

„Tak, Lexie, co?”

„Co jak… co, dajesz wszystkim swoim kobietom ten rodzaj blasku?”

To dało nową definicję „bardzo” dobrego w pokera.

„Nie. Żadna z moich pozostałych kobiet nie podpisała aktu małżeństwa, nie przyjęła mojego nazwiska, nie poświęciła dla mnie całego życia i zarobiła na blask, kiedy znałem ją tylko ponad dzień i nadal nie zrobiły nic tak ważnego dla mnie.”

Przestałam oddychać i najwyraźniej zrobiłam to wyraźnie, ponieważ dostałam drugą reakcję od Ty Walkera (jeśli nie liczyć wykrzywienia warg zeszłej nocy). Zmrużył oczy.

„Jezu, kobieto, zemdlejesz?”

Wtedy mój oddech powrócił, a jednocześnie ja zmrużyłam oczy.

„Przepraszam, Ty, nigdy nie nosiłam na sobie trzydziestu tysięcy dolarów.”

„Tak, nosiłaś. Wczoraj. Ale mówiąc to, zgaduję cenę twoich butów.”

„Były z wyprzedaży.”

„Dziękuję za to Chrystusowi.”

Patrzyłam na niego. Potem wybuchnęłam śmiechem.

Ty nie uważał tego za śmieszne.

„Kotku, mamy grę, do której musimy się dostać. Spędziłem dzień na tworzeniu połączeń, żeby dostać krzesło. Ale jak drzwi się zamykają i talia jest otwarta, nikogo nie wpuszczają.”

Ponownie chwyciłam się stołu za mną, aby się podtrzymać, kiedy nazwał mnie „kotku”. Znowu nie miałam pojęcia dlaczego, po prostu to było zwyczajne, czułe i dla wielu mężczyzn było to zwykłe powiedzenie. Mówili to kobietom, których nawet nie znali.

Ty Walker nie był takim człowiekiem. Nie był swobodny. Nie robił nic zwyczajnie. Każdy jego ruch, każde wypowiedziane słowo miało znaczenie. Czułam to w głębi duszy.

„Lexie…” - teraz warczał.

„Um… jedno” - powiedziałam cicho.

Westchnął głośno.

Kontynuowałam - „Ja nie wiem, jak grać w pokera”.

„To dobrze, ponieważ kobiety nie siadają przy tym stole.”

Wróciłam do patrzenia na niego. Potem zapytałam - „Więc co mam robić?”

„Przykuć uwagę.”

„Co?”

„Poker to nie tylko karty. Poker to przede wszystkim uwaga. Skoro mam kobietę, która ma nogi, cycki, włosy i tyłek jak twój, to jedyne co ona musi dla mnie zrobić to siedzieć tam, a połowa mężczyzn przy stole nie będzie koncentrować się na swoich kartach. Będą myśleć o twoich nogach, cyckach, włosach i tyłku, jak bardzo ich pragną i co by zrobili, żeby je zdobyć.”

„Doceniam komplement, Ty, ale chyba nie jestem taka.”

„Masz fiuta?”

Poczułam, jak drgną mi usta.

Wtedy odpowiedziałam - „Nie”.

„Zaufaj mi.”

Tak naprawdę nie miałam wyboru; to i tak nie były moje pieniądze, więc postanowiłam to zrobić. Zaufać mu.

Ale zapytałam - „Więc to zawsze twoja taktyka, przyprowadzić jakąś kobietę, która przyciąga uwagę?”

„Nigdy nie miałem kobiety z taką klasą, nogami i tyłkiem jak twoje, więc nie. Potrzebujemy pieniędzy, więc dziś wieczorem próbuję czegoś nowego.”

Znowu był. Kolejny niezwykle skuteczny komplement Ty Walkera.

Moje palce wbiły się głębiej w stół.

Potem zapytałam - „Czy ty tracisz koncentrację, kiedy kobieta, której pragniesz, jest w pokoju?”

„Mam nadzieję, że nie, bo dzisiaj będziemy mieli przesrane.”

I znów był. Moje palce ześlizgnęły się, a dłoń przycisnęła do stołu.

Wtedy zapytał - „Pójdziemy, czy chcesz się jeszcze na mnie gapić?”

Zassałam powietrze. Potem podeszłam do niego. Stał tam, gdzie stał i patrzył. Kiedy dotarłam do niego blisko, odchyliłam głowę do tyłu i położyłam rękę płasko na ścianie jego klatki piersiowej.

„W porządku, mężulku, skopmy trochę pokerowego tyłka.”

Spojrzał na mnie. Potem potrząsnął głową.

Potem wymamrotał - „Chryste, jesteś gapcią.”

Potem podszedł do mnie, położył rękę na moich plecach i popchnął mnie do drzwi, a ponieważ jego ręka była na mnie, skoncentrowałam się na tym, więc nie miałam mądrej riposty na głupi komentarz.

Po prostu przeszłam z mężem za drzwi.

*****

Po rozpoczęciu gry w pokera szybko nauczyłam się kilku rzeczy. Po pierwsze, jeśli w to nie grałaś (a ja nigdy nie grałam, więc może nawet gdybyś grała, nie wiedziałam), poker był niesamowicie nudny. Po drugie, Ty nie był tak dobry, jak mu się wydawało.

Ta gra była jak jedna z tych gier, które widziałaś w filmach. Dowiedziałam o tym, kiedy nie zeszliśmy na piętra hazardowe, tylko weszliśmy na najwyższe piętro. Wiedziałam to również, bo dwóch mężczyzn w ciemnych garniturach stało przed podwójnymi drzwiami na końcu korytarza, przez które przeszliśmy, aby wejść do gry. Co więcej, wiedziałam o tym, ponieważ kiedy weszliśmy, była tam każda postać z filmu. Starożytny Teksańczyk ze stetsonem z blondynką z dużymi włosami w złotej sukience bez ramiączek, przylegającej i odciętej tam, wiszącej na jego ramieniu. Dwóch mężczyzn w źle dopasowanych, ale mimo wszystko drogich garniturach (innymi słowy, nadszedł czas, aby odpuścić węglowodany, a było to jakieś sześć miesięcy temu), którzy wyglądali, jakby mogli łatwo zostać ludźmi mafii. Szczupły, przystojny mężczyzna w drogim garniturze, który na niego pasował dobrze, bardzo dobrze, i pomyślałam, że istnieje duża szansa, że jest tajnym agentem. I śniady mężczyzna gryzący cygaro, z piwnym brzuchem, którym mógł obdzielić dwóch, prawdopodobnie przebywający na wakacjach od swoich opresyjnych rządów w jakimś małym południowoamerykańskim kraju. Wreszcie wiedziałam, że to było jak te gry w pokera z filmu, ponieważ był tam bar z barmanem, a kasyno zapewniało ubranego w czarną kamizelkę i białą koszulę krupiera w czarnej muszce i specjalny stół do pokera z całym wyposażeniem.

Krupier spojrzał na mnie i Blondynę, porozmawiał po cichu z Ty’em i Teksańczykiem, a potem Ty podszedł do mnie i powiedział, że zostałam zesłana na kanapę pod tylną ścianą.

Potem pochylił głowę, przyłożył usta do mojego ucha i szepnął - „Krzyżuj nogi. Często.”

Następnie podszedł do krzesła przy stole, na którym leżały duże stosy różnokolorowych żetonów.

Usiadłam, barman dał mi francuskie martini po tym, jak je zamówiłam (a zrobiłam to ze względu na moje otoczenie, nie żebym kiedykolwiek je piła - piłam piwo - po prostu wpadło mi do głowy, że to brzmiało jak coś, co by piła kobieta ubrana w obcisłą suknię, która została zesłana na kanapę podczas gry w pokera tylko z testosteronem i dowiedziałam się, że smakuje naprawdę dobrze).

Potem przez ponad godzinę sączyłam moje (dwa) francuskie martini, często krzyżując i prostując nogi, ale nie na tyle często, by wydawać się głupią (jak Blondynka, która wierciła się przy moim boku, przez co zastanawiałam się, czy może mieć zaburzenia ruchu), starałam się nie zasnąć i z rosnącym niepokojem obserwowałam (jedyna rzecz, która nie pozwalała mi zasnąć), jak stosy Ty maleją.

Dwukrotnie sięgnął do wewnętrznej kieszeni garnituru, rzucił na stół banknoty, które zostały porwane przez krupiera szybciej, niż można było mrugnąć, a nowe żetony zostały ułożone na jego miejscu. Dwa razy te stosy się skurczyły.

Miał przed sobą dwa żetony, w które wpatrywałam się, na próżno starając się zmusić je do spontanicznego pomnożenia, a stos żetonów pośrodku był około trzy razy większy niż w jakiejkolwiek innej grze.

Wtedy poczułam, że coś ślizga się po moich nogach, moje oczy przesunęły się w lewo i zauważyłam, że głowa tajnego agenta była lekko zwrócona w moją stronę, jego oczy spuszczone i wiedziałam, że są na moich nogach.

„Lexie.”

Usłyszałam dudniący głos Ty wołający moje imię, podskoczyłam i zawołałam - „Tak, Słonko?”

„Chodź tutaj” - rozkazał, był odwrócony do mnie plecami i nie odwrócił się.

Spojrzałam na faceta tajnego agenta i zobaczyłam, że jego wzrok był teraz czujny i skierowany na Ty.

Postawiłam drinka na bocznym stoliku, wstałam, szybko podeszłam do pokerowego stołu i stanęłam za jego plecami po prawej stronie - „Potrzebujesz czegoś, Ty?”

Jego szyja skręciła się, a głowa odchyliła się do tyłu - „Daj mi swój naszyjnik, maleńka” - powiedział cicho.

Oddech zaczął utykać mi w gardle, ale jego oczy zatrzymały się w moich i nie były obojętne. Porozumiewały się. Po prostu nie miałam pojęcia, co mówią.

Nie chciałam stracić naszyjnika. Podobał mi się oraz podobało mi się, że Ty mi go dał i dlaczego.

Ale powiedział, żebym mu zaufała.

Musiałam mu zaufać.

Uniosłam więc ręce, rozpięłam łańcuszek, a potem opuściłam go, obserwując, w dołek w odwróconej dłoni Ty.

Natychmiast rzucił go na stos żetonów i poczułam, jak ściska mi się w żołądku.

Następnie, bezpośrednio po tym, wrzucił swoje ostatnie dwa żetony.

Potem powiedział do stołu - „Dzięki, kotku.”

Stałam tam nie wiedząc, co robić.

Potem, z nieznanych mi powodów, podniosłam ręce i odkręciłam jeden kolczyk i położyłam go na jego nadgarstku na stole. Potem drugi. Potem bawiłam się zapięciem na mojej bransolecie, małym cudem udało mi się samodzielnie ją odpiąć i położyłam ją obok kolczyków. Potem pochyliłam się nisko i pocałowałam kąt jego szczęki przy uchu. Potem wyprostowałam się, ścisnęłam jego ramię, spojrzałam ponad jego głową na faceta tajnego agenta i wysłałam mu uśmiech.

Potem odwróciłam się i wróciłam na kanapę, ignorując Blondynę, która uśmiechała się do mnie chytrze i wyniośle.

Pięć minut później Ty wygrał tę ogromną pulę. Piętnaście minut później wygrał kolejną. Kolejną przegrał. Wygrał kolejne trzy. Noc minęła, zamówiłam kolejne martini i popijałam je małymi łykami, ponieważ kolacja była już dawno i nie chciałam, żeby uderzyło mi do głowy i patrzyłam, jak Ty wygrywa.

Kiedy było jasne, że wszystko się rozpada, stos Ty musiał być około pięć razy większy niż na początku gry. Mężczyźni się ruszyli, Blondynka podniosła się i poczłapała do przodu, a ja rozprostowałam nogi i skrzyżowałam je po drugiej stronie.

Ty skinął brodą na krupiera, podczas gdy Teksańczyk wstał i powiedział głośno - „Nie jestem pewien, czy będziesz mile widziany w kolejnej grze, Walker”.

„Nie spodziewam się tego” - odpowiedział Ty, brzmiąc, jakby to go nie obchodziło i stał bokiem do stołu, z szyją skręconą, aż spojrzał na mnie.

Miałam do niego iść.

Poszłam do niego.

Wymieniono słowa typu „dobranoc” i, kiedy szłam do Ty, przeskanowałam osoby znajdujące się w pokoju. Ciemny mężczyzna wyglądał na lekko zirytowanego.

Teksańczyk wyglądał na wkurzonego, ale jego stosy skurczyły się najbardziej, gdy Ty zaczął wygrywać. Reszta wyglądała po prostu tak, jakby byli zmęczeni i gotowi, by nazwać to nocą.

Zatrzymałam się blisko Ty i w chwili, gdy to zrobiłam, chwycił mnie za rękę, a potem uniósł mój nadgarstek, złapał bransoletkę ze stołu i zapiął ją tam. Potem położył rękę na moim biodrze, uciskał i moje ciało poruszało się, aż byłam plecami do niego. Wisiorek zawisnął przede mną, po czym zniknął zsunięty w dół.

Potem usłyszałam, jak mruczy - „Podnieś włosy”.

Zrobiłam, jak mi kazał.

Kiedy zakładał mój naszyjnik, jego palce dotknęły mojej skóry, a mrowienie przesuwało mi się po skórze głowy i w dół kręgosłupa.

Ręka wróciła do mojego biodra, obracając mnie twarzą do niego, ponownie uniósł mój nadgarstek, przekręcił go i włożył kolczyki w moją dłoń.

„Nie zawracaj sobie głowy wkładaniem ich. Jak wrócimy do pokoju, idziemy prosto do łóżka.”

Poczułam, że moje ciało znów staje się naelektryzowane, oblizałam usta i kiwnęłam głową.

Jego oczy przecięły pokój, wykonał kilka ruchów brodą, ja wysłałam zmęczony uśmiech wokół, jego ręka powędrowała na moje plecy i poprowadził mnie do podwójnych drzwi.


 

6 komentarzy:

  1. Hazardzista lub raczej facet żyjący z pokera. No no. I nadal mam jedno pytanie. Na co mu żona? Co on kombinuje? Bardzo dziwne to. Dziękuję ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Ashley chyba pomyliły się tytuły. Tu hazard lepiej pasuje. 😛

    OdpowiedzUsuń
  3. Będę się powtarzać, ale naprawdę te rozdziały są za krótkie :) cudnie się zaczyna. Dziękuję 😘😘😘 jesteś najlepsza

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziekuję za rozdział :)
    Pewnie pójda na górę a ona padnie na łózko z przepicia martini hahah
    CZekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest moc 🤩czy widok reader będzie dostępny oczy nie widza🤞

    OdpowiedzUsuń