Rozdział
4
Całkowicie
gapcia. Całkowicie słodka
Ty
Następnego
ranka Walker wsunął kartę dostępu do szczeliny, poczekał na zielone światło,
wysunął ją i wszedł do pokoju. Udał się do sypialni i zobaczył, że pokojówki już
przeszły, bo łóżko było pościelone, a na podłodze były ślady odkurzania.
Brak
Lexie. Ale notatka była na poduszce. Pokojówki prawdopodobnie pościeliły łóżko
i odłożyły ją tam, gdzie położyła ją Lexie.
Rzucił
na łóżko spocony ręcznik, zdjęty z ramion, cofnął się, otworzył szafę,
przykucnął przy sejfie, otworzył go i przejrzał.
Wszystko
dobrze.
Zamknął
je i wrócił do sypialni do notatki.
Podniósł
ją i przeczytał.
Mężulku,
Na basenie. Jeśli nie wrócę przed
zmrokiem, twoim małżeńskim obowiązkiem jest mnie uratować. Jeśli będzie tak
późno, oznacza to, że zemdlałam latem na leżaku w Vegas, więc radzę zaopatrzyć
się w aloes przed rozpoczęciem akcji ratunkowej.
Lexie
Walker
wpatrywał się w notatkę, myśląc, że Alexa Berry…
Cofnij
to.
Alexa
Walker była cholernie zabawna.
Potem
stał wpatrując się w notatkę myśląc, jak bardzo mu się podoba nazwisko Alexa
Walker.
Potem
stał tam, wpatrując się w nagłówek listu i myśląc, że ta suka jest gapcią, ale
myśląc, że to także lubi.
Potem
stał tam, wpatrując się w pismo notatki i zapamiętując jej bazgroły, które nie
były dziewczęce ani precyzyjne, ale spiczaste, te napisane ręcznie słowa często
były rozłączone i nie miały skosów, nie przechylały się w tę lub w tamtą,
siedziały wygodnie w środku.
Potem
złożył notatkę i rzucił ją na łóżko. Dwadzieścia minut później, zmywszy pot z
treningu, ogolony, ubrany w dżinsy, białą koszulkę i buty, podszedł do toreb na
biurku, chwycił swoje nowe okulary przeciwsłoneczne, a następnie podszedł do
notatki na łóżku i wsadził ją do tylnej kieszeni. Potem chwycił kartę dostępu.
Potem
poszedł na basen.
Jego
pierwszą myślą po uderzeniu w poranne słońce Vegas było to, że nie chciał być w
gorącym jak cholera późno-porannym słońcu Vegas. Pięć sekund później, w połowie
skanu ciał wokół basenu, zapomniał o gorącym jak cholera porannym słońcu Vegas,
ponieważ jego okulary namierzyły jego żonę.
Miała
na sobie skąpe bikini w kolorze malin. Włosy wciąż były w tej masie gęstych,
dzikich loków, ale spięte w czubku głowy, a długie loki spływały po jej szyi.
Skóra błyszcząca od olejku do opalania. W większości odsłonięte ciało było lepsze
niż się spodziewał, a spodziewał się, że jej ciało będzie naprawdę cholernie
wspaniałe. Miała na sobie okulary przeciwsłoneczne i przechyliła się do
czasopisma rozłożonego w dłoniach, zgięte kolana, podeszwy stóp w leżaku,
ręcznik owinięty za plecami.
Podszedł
do niej i namierzył Worek Kości na jej dziesiątej, co sprawiło, że zaczął się
zastanawiać, czy nie mylił się co do tego faceta. Podejrzewał ukrytego geja.
Skoro skurwiel wybrał tropienie Lexie, a nie Walkera, to może nie.
Wyczuła
go, gdy był dwadzieścia kroków dalej, jej głowa podniosła się i wiedział, że
wiedziała, że jest tam Worek Kości, ponieważ w chwili, gdy namierzyły go jej okulary,
jej cudowna twarz rozświetliła się w oślepiającym uśmiechu.
Zamknęła
magazyn i rzuciła go na stolik obok niej, na którym stał szybko topniejąca
mrożona kawa.
Pięć
kroków dalej zawołała - „Hej, mężulku”.
To
znowu się pojawiło. Kurewsko gapciowata, ale sposób, w jaki to robiła, musiał
przyznać, także był cholernie słodki.
Uniósł
brodę i, gdy tylko znalazł się u jej boku, jej ręka wystrzeliła, zamykając się
wokół jego i szarpiąc. Nie opierał się jej pociągnięciu go do boku jej leżaka,
gdy przesunęła biodra i nogi tak, że jej dolna połowa opierała się na kształt litery
S na boku, aby dać mu miejsce, a ona owinęła uda wokół tyłu jego bioder.
„Obudziłam
się sama. Gdzie poszedłeś?” – zapytała, wciąż trzymając rękę w jego dłoni,
odchylając głowę do tyłu, by na niego spojrzeć, a on był zadowolony, że ma okulary
przeciwsłoneczne, ponieważ na to pytanie jego oczy przesunęły się z jej piersi
na jej twarz i wydawało mu się, że nie zauważyła.
„Ćwiczyłem.”
„Koleś”
- powiedziała cicho, a jej usta wciąż wykrzywiały się na końcach.
Koleś.
Tak, totalna gapcia.
„Koleś?”
- zapytał, kiedy nie powiedziała nic więcej.
„Jesteśmy
w Vegas” - stwierdziła.
„Tak”
- zgodził się.
„Czy
ćwiczenie w Vegas jest legalne?” - zapytała, przechylając głowę, a włosy
zebrane z tyłu poruszały się wraz z jej ruchem.
„Mają
siłownię, więc zgaduję, że… tak.”
To
sprawiło, że znów się uśmiechnęła, a potem przesunęła okulary po głowie do tyłu
i z powrotem, zanim zauważyła - „Nie jesteś w kąpielówkach.”
„Lexie,
jestem w połowie czarny. Moja opalenizna jest trwała. Nie muszę nad tym
pracować.”
„Racja”
- mruknęła, wciąż się uśmiechając.
To
wtedy wrócił myślami, by spróbować podciągnąć Ronnie’go Rodrigueza. Rodriguez spieprzył
w połowie drugiego roku, ale widział mnóstwo jego gry przez półtora sezonu
przed tym, jak to zrobił. Dlatego Walker mógł go podciągnąć, ale niewiele pamiętał
poza tym, że brat był szczupły, wysoki i czarny. Skąd wziął nazwisko Rodriguez,
Walker nie wiedział.
Z
drugiej strony Shift miał nazwisko Martinez i też był czarny. Może to była
jakaś sprawa z Teksasu.
Walker
wiedział, że wiele białych suk nie miało nic przeciwko bawieniu się czernią,
ale na pewno nie zabierały ich do domu do tatusia, a czarni byli czarni, nawet gdy
byli w pełni, w połowie lub w niuansach.
Wiedział
też, że Lexie nie miała tatusia, ale gdyby miała i zabrała czarnego do domu, a
tatusiowi to by się nie podobało, zorientował się, że, z jej pyskowaniem,
kazałaby mu się pieprzyć.
Na
tę myśl zapytał - „Zjadłaś śniadanie?” - i pokręciła głową.
Odwrócił
się i zobaczył zewnętrzną restaurację z boku basenu.
Potem
spojrzał na nią - „Jestem głodny.”
„Ja
też” - zgodziła się, puściła jego rękę i natychmiast się poruszyła.
Zsunęła
się z leżaka, pochyliła się nisko i chwyciła kilka ubrań, które wsunęła pod
niego. Potem założyła obcisły top z dzianiny typu T-shirt w kolorze jej kostiumu
kąpielowego, a potem parę czarnych szortów. Potem usiadła, pochyliła się i
zaczęła zakładać parę czarnych sandałów na wysokich na koturnach.
Coś
kolczastego przesunęło się po skórze z tyłu jego szyi i oderwał oczy od swojej
nowej żony, by spojrzeć trzy leżaki dalej. Tam zobaczył mężczyznę, który
zdecydowanie dużo czasu poświęcił na pracę nad swoją opalenizną. Naoliwiony.
Obcisłe, czarne kąpielówki. Złoto na szyi. Jego okulary wycelowane były w
dekolt Alexy Walker, wystawiony na jego widok, gdy była pochylona nad butami w
kierunku faceta.
„Yo!”
- warknął, wyczuł raczej zaskoczony ruch Lexie, niż go zobaczył, ale także
zobaczył, że okulary przeciwsłoneczne palanta podsunęły się na jego twarz.
Walker powoli pokręcił głową. Facet szybko odwrócił wzrok.
Kolczaste
uczucie zniknęło.
Lexie
wstała i pojawiła się w jego polu widzenia.
„Co
to było?” - zapytała cicho.
„Stoję
tutaj” - odpowiedział.
Jej
głowa przechyliła się na bok. Była zdezorientowana i może nie zauważyła faceta.
Zgadywał sekundę, bo zauważył, że nie zauważała męskiej uwagi, czego miała
dużo.
Ale
zgadł.
Poruszył
się po leżaku, zbliżył do niej i opuścił podbródek, by patrzeć w jej okulary.
„Wpatrywał
się w twoje cycki.”
Jej
głowa powoli zwróciła się do leżaka, na którym był tyłek faceta.
Potem
zwróciła się do niego, przechyliła się do tyłu i ponownie patrzyła w jego
okulary.
Potem
wymamrotała - „Fuj.”
Całkowita
gapcia. Całkowicie słodka.
Pieprzyć
go.
Pieprzyć go.
„Tak,
dla ciebie, dla mnie, jak moja kobieta wkłada buty, a ja stoję właśnie obok,
nie gapisz się, kurwa, na jej cycki.”
„Och”
- szepnęła.
„Racja.
Och.” - wskazał głową na leżak - „Bierzesz swoje rzeczy?”
Potrząsnęła
głową - „Nie, zostawię je, aby zachować swoje miejsce. Będę miała na to oko z
naszego stołu.”
To
było do przyjęcia, więc się ruszył.
Poruszyła
się z nim i zrobiła to, co zrobiła dzień wcześniej, czyli chwyciła jego dłoń i
splotła swoje palce z jego. Trzymała się mocno. Worek Kości oglądał i zarabiała
swoje pięćdziesiąt tysięcy.
Siedzieli
przy stole, z którego mógł mieć oko na jej gówno; usiadła na miejscu obok niego
przy kwadratowym stole zamiast naprzeciwko. Skanowanie basenu i restauracji
wykazało, że Worek Kości zniknął, prawdopodobnie dlatego, że poranne słońce
Vegas torturowało jego białą, bladą skórę.
Zamówili,
a on robił kolejne skanowanie, aby sprawdzić, czy Worek Kości wrócił, kiedy
poczuł jej palce na swojej dłoni i pochylił głowę, by zobaczyć, że jej dłoń
spoczywała na jego, która leżała na stole, a ona kciukiem kręciła jego obrączkę
z białego złota.
„Odszedł”
- poinformował ją Walker.
Jej
ręka szybko się odsunęła, a jej głowa odskoczyła do tyłu, by na niego spojrzeć,
oba ruchy wskazywały, że z jakiegoś powodu ją przestraszył.
„Co?”
- zapytała cicho.
„Worek
Kości. Odszedł.”
Jej
okulary natychmiast przesunęły się, żeby przeskanować okolicę, a ona wyszeptała
- „Był tu?”
Coś
ostrego przeszyło mu lewą stronę klatki piersiowej.
Potem
zapytał - „Nie namierzyłaś go? Był tutaj, kiedy przyszedłem.”
Jej
okulary wróciły do niego, potrząsnęła głową i powiedziała - „Myślałam, że
śledzi ciebie. Dlaczego śledził mnie?”
„Nie
namierzyłaś go” - powtórzył Walker, tym razem stwierdzeniem, a nie pytaniem.
Znowu
potrząsnęła głową i powiedziała - „Nie. Nie. Ja…” - przerwała - „O mój Boże.
Jak przerażające. Dlaczego mnie śledzi?”
Nie
namierzyła go.
Uśmiechnęła
się do niego promiennie. Nazywała go jej gapciowatym przezwiskiem. Ciągle się
do niego uśmiechała. Zaciągnęła go na jej leżak. Trzymał go za rękę prawie
przez cały czas, kiedy był z nią i kręciła jego obrączkę w taki sposób, jakby
była nią pochłonięta i zaskoczył ją, gdy zobaczyła, że przykuła jego uwagę.
Co
do cholery?
Kiedy
to pytanie przyszło mu do głowy, przynieśli ich kawę, oszczędzając mu
odgadywania odpowiedzi i dając mu możliwość odłożenia na bok wyjaśnienia,
dlaczego Worek Kości ją śledzi. Nadejdzie czas, kiedy będzie potrzebowała
dowiedzieć się, że zostanie zbadana.
Teraz
nie było trzeba.
„Dzisiaj
mam gówno do zrobienia” - powiedział jej, gdy nalewała mleka do kawy.
Skinęła
głową - „To spoko. Będę się piec.”
„Ty
też masz gówno do zrobienia.”
Przeszła
od sypania łyżeczką cukru do kawy do patrzenia na niego - „Co?”
„Za
dwa dni wracamy do domu. Mojego domu. W Carnal. Masz pracę do rzucenia i życie
do zamknięcia. Musisz zacząć od tego.”
Jej
okulary pozostały wycelowane w jego.
Potem
wymamrotała - „O Boże, nie pomyślałam o tym.”
„Jutro
może być dniem wakacji. Dzisiaj uporządkuj gówno.”
Wróciła
do nabierania łyżeczką cukru, ale zrobiła to, kiwając głową. Liczył, gdy jej
ręka się poruszała. Wzięła cztery. Nic dziwnego, że miała ten tyłek.
„Masz
ludzi, którzy mogą ci pomóc, czy też musimy wygospodarować czas, pojechać i to
uporządkować?” - zapytał.
Przestała
się mieszać, odłożyła łyżkę, upiła łyk i odstawiła filiżankę, patrząc na niego.
„Mama
i siostry Ronnie’go będą mnie wspierać. Kiedy powiem im, że wyprowadzam się
spod władzy Shifta, wypożyczą stroje Cheerleaderek Dallas Cowboys i zatańczą na
stadionie.”
„Prawdopodobnie
powinny oszczędzać tę energię i użyć jej do spakowania twojego gówna i wysłania
go do Carnal.”
Zaśmiała
się cicho, po czym mruknęła - „Tak, Ty, prawdopodobnie masz rację.”
„Skoro
potrzebujesz firmy przeprowadzkowej, jak zrobią wycenę, powiedz mi, a wyślę im
pieniądze. Podam ci też adres.”
Jej
głowa przechyliła się na bok - „Adres?”
„Do
mojego domu.”
„Twój
dom?”
„Mój
dom.”
„Jaki
dom?”
„Mój
dom w Carnal.”
„Masz
dom w Carnal?”
„Poszedłem
do więzienia, ale to nie znaczy, że zostałem pozbawiony całego dobytku. Kiedy poszedłem,
Maggie dopilnowała mojego gówna.”
Patrzył
z zainteresowaniem, jak jej ramiona wyprostowały się, a potem zapytała -
„Maggie?”
„Maggie”
- potwierdził.
„Kim
jest Maggie?” - zapytała, a jej ton był tym, którego jeszcze od niej nie
słyszał. Nie obrażony. Nie charakterek. Nie zirytowany. Ale krawędź była ostra.
Pochylanie
się ku wkurzeniu nie w tym sensie, że kobiety się denerwują. W tym sensie, że
kobiety się wkurzają.
„Była
żona mojego byłego szefa. Chociaż wyciągnął głowę z tyłka, zobaczył, co
spieprzył i teraz próbują się pogodzić. Więc chyba powinienem powiedzieć, że w
zeszłym roku Maggie i Wood zajmowali
się moim gównem.”
„Wood?”
„Były
Maggie. Facet, który jest właścicielem warsztatu, w którym kiedyś pracowałem.”
„Och”
- szepnęła.
„Jak
wrócimy do domu, musisz się temu przyjrzeć. Kiedy twoje gówno będzie lepsze niż
moje, wstawisz swoje gówno, a my wywieziemy moje gówno. Jak nie będzie, niech
twoi ludzie się go pozbędą, zdeponują gotówkę.”
Jej
okulary trzymały jego.
„Um…
znowu, jak długo potrwa ta sprawa?”
„Znowu:
nie wiem. Ale ludzie muszą zobaczyć, że ty i ja zaczynamy wspólne życie.”
Zawahała
się. Następnie - „Racja.”
Patrzył
na nią. Potem jego wzrok powędrował na jej lewą rękę, która siedziała na jej
kolanach.
Obrączka
z małymi brylantami, ciasno osadzona pod pierścionkiem zaręczynowym, służyła
jako przypomnienie, że wczoraj głęboko wkroczył w swoje oszczędności. Miał do
zapłacenia pięćdziesiąt tysięcy. Musiał zacząć życie od nowa. Miał do
załatwienia sprawy. Musiał znaleźć stolik.
Potem
zauważył, że jej usta są zaciśnięte, domyślił się dlaczego i przypomniał jej -
„Czas, by uciekać się skończył. Nosisz moją obrączkę.”
Jej
głowa drgnęła i oświadczyła stanowczo - „Nie zamierzam uciekać.”
Ucisk
w klatce piersiowej, którego nie zauważył, dopóki nie usłyszał jej słów, zelżał.
„Jak,
hmmm… Maggie i Wood zajęli się twoim gównem?” - zapytała.
„Wynajęli
moje mieszkanie. Płacili rachunki. Płacili dodatkowe opłaty. Zwolnili lokatorów
miesiąc temu, kiedy ich o to poprosiłem. Przechowywali moje gówno, a, kiedy wychodziłem,
wyjęli je z magazynu i wrzucili do domu. Uporządkowali to, żeby spakować gówno,
którego potrzebowałem, wysłali do Shift’a, żeby dodał, co był mi winien i dał
to tobie.”
„To
było miłe z ich strony.”
„Oni
są mili.”
Kąciki
jej ust uniosły się.
Podano
im jedzenie.
W
przeciwieństwie do jej kanapki z tuńczykiem, ale absolutnie tak samo, jak
wtedy, gdy dostarczono im zamówienie do pokoju zeszłej nocy, zakopała się, bez
skubania, nie udając bzdurnie, że nie potrzebuje jedzenia, aby przeżyć.
Zamówiła belgijskiego gofra. I lubiła to, co zamówiła, i nie obchodziło jej to,
że będzie o tym wiedział.
Alexa
Walker była piękną, elegancką, seksowną, pół-gapcią, która lubiła jedzenie.
A
Ty’owi Walkerowi podobało się to wszystko.
Za
bardzo.
Chryste,
cipka spieprzyła mu życie i oto był tu, dwa dni poza kiciem i siedział pod
pieprzonym parasolem w upale Vegas obok cipki, której kutas spieprzył życie, a
on chciał jej tak cholernie, że mógł prawie przekonać samego siebie, że już
skosztował jej na języku.
Jezu,
potrzebował kolejnego prysznica i to nie dlatego, że jadł jajka, bekon,
kiełbaski i tosty w upale w Vegas, ale dlatego, że musiał przyłożyć pięść do
swojego fiuta, bo inaczej zrobiłby coś, czego naprawdę by żałował i to coś
oznaczałoby, że ona by uciekła, a on nigdy więcej nie zobaczyłby jej uśmiechu.
Jej
głos wbił się w jego myśli - „Jaki jest twój dom?”
„Kondominium”
- odpowiedział.
Jej
śmiech sprawił, że zwrócił na nią swoje okulary - „Nie jesteś zbytnio konkrety”
- zauważyła.
„Co
można powiedzieć o kondominium?”
Trzymała
na nim swoje okulary przez kilka sekund.
Potem
wymamrotała - „Pewnie rozumiem” - uśmiechając się do swojego gofra.
Tak,
musiał stąd wypierdalać. Już wkrótce.
„Zacznij
porządkować swoje gówno. Jak będziesz mnie potrzebowała, zostawię nowy numer
komórki w pokoju.”
„Okej.”
„Tą
drugą sukienkę, którą kupiłaś, włożysz dziś wieczorem.”
Poczuł
na sobie jej wzrok, ale wrzucił do ust więcej jedzenia.
„Okej.”
- powiedziała.
Przełknął
i stwierdził - „Wkrótce jak zjem, muszę iść. Rachunek za to gówno i napiwek wpisz
na konto naszego pokoju.”
„Okej.”
- powtórzyła.
Skupił
się na jedzeniu. Zamilkła, może czytając jego nastrój.
W
chwili, gdy skończył, wciągnął resztki swojej kawy, odwrócił się do niej i na
wypadek, gdyby Worek Kości patrzył skądś, złapał ją za szyję, przyciągnął do
siebie, mocno przycisnął usta do jej ust, puścił ją, wstał i odszedł oblizując
się.
Smakowało
jak bita śmietana, truskawki, gofry i Lexie.
Kurwa.
*****
Lexie
Wyszłam
z łazienki wystrojona w coś, co uważałam za sukienkę zdziry. Instrukcje Ty
brzmiały - „Dwie sukienki. Jedna, w której wyjdziesz za mąż. Druga, by
przyciągnąć uwagę.”
Nigdy
nie ubierałam się, by zwrócić na siebie uwagę. Lubiłam ubrania, kupowałam je i
nosiłam, ale nigdy nie miałam takiej sukienki i miałam nadzieję, że wybrałam dobrze.
Weszłam
do sypialni, żeby zobaczyć, jak Ty znowu wpina spinki do mankietów. Tym razem
miał na sobie ciemno-lawendową koszulę i parę granatowych spodni od garnituru.
Moje oczy przyjęły jego męską urodę, a potem przesunęły się na moją szafkę
nocną.
Obudziłam
się przy moim bukiecie w wazonie dokładnie tam, gdzie teraz stał. Po
przebudzeniu, po tym, jak zobaczyłam, że strona łóżka Ty była zmierzwiona, ale
pusta, przetwarzając fakt, że spałam na pościeli w mojej sukni ślubnej, te
kwiaty w tym wazonie były drugą rzeczą, którą zobaczyłam po przewróceniu się.
W
chwili, gdy je zobaczyłam, zamarłam, mrugając przez senność i przekonując się,
że widzę dobrze.
O
ile Vegas nie miało wróżek bukietowych tak jak jednogodzinnych krawców, nie
było nikogo oprócz Ty, ko mógłby znaleźć wazon i włożyć do niego mój bukiet,
podczas gdy ja spałam jak umarła. A kiedy zdałam sobie sprawę, że dobrze widzę,
nie wiedziałam, co myśleć o tym, że Ty znalazł wazon i włożył do niego mój
bukiet. Nie znałam go zbyt dobrze, ale z tego, co wiedziałam, wydawało mi się
to bardzo nietypowe dla Ty. Dlatego leżałam w łóżku i gapiłam się na te róże
przez jakieś pięć minut, próbując zrozumieć, co myślę.
Wstałam
z łóżka nie wiedząc.
Ale
też wstałam z łóżka z ciepłym uczuciem głęboko w brzuchu, które było naprawdę dobre, a także myśląc, że cały ten
fałszywy biznes małżeński nie będzie taki zły.
Jasne,
że nie mówił dużo.
Jasne,
że, kiedy to robił, większość była prymitywna, ale to nie było tak, że nie byłam
do tego przyzwyczajona od Ronnie’go, Shift’a i ich załogi; w rzeczywistości
Ronnie, Shift i ich załoga byli gorsi.
Jasne,
że istniały ważne sposoby, na jakie był odizolowany. Z drugiej strony prawie
się nie znaliśmy. Dzielenie się naszymi najgłębszymi, najciemniejszymi
sekretami w ciągu czterdziestu ośmiu godzin od spotkania nie było czymś, czego
można się było spodziewać. Nie miałam pojęcia, dlaczego wczoraj wieczorem wylałam
mu sekrety mojego serca. Wiedziałam tylko, że kiedy to zrobiłam, chociaż nie
obchodził się ze mną ostrożnie, był szczery, podzielił się swoją opinią i po
prostu polubiłam jego opinię, nawet jeśli uświadomienie sobie, że doszłam do
tego sprawiło, że nie czułam się zbyt świetnie. Nie wspominając o tym, że
okazał się mądry.
Jasne,
że wydawał się nie mieć poczucia humoru, ale też nie boczył się, kiedy ja się śmiałam,
gdy nie uważał czegoś za zabawne. I to nie była prawda, że nie miał poczucia
humoru. Jego usta wykrzywiły się zeszłej nocy, widziałam to.
Nie
lubił też lizusowatych facetów ze złotymi łańcuchami wpatrujących się w moje
piersi, a ponieważ ja też tego nie lubiłam, pomyślałam, że to bardzo fajne, że
warknął na obrzydliwego faceta, który mnie oglądał, przez co ten obrzydliwy
facet przestał to robić.
I
miał sposób na komplement.
I,
na koniec, naprawdę cholernie dobrze całował.
Ostatnia
część to ta, na którą bym nie poszła. Jeszcze nie. Wiedziałam, że chcę się z
nim przespać. Wiedziałam, że w chwili, gdy go zobaczyłam. Do diabła, wiedziała
o tym każda kobieta, która go zobaczyła. Wiedziałam też, że jestem
trzydziestoczteroletnią kobietą, która miała w swoim życiu jednego chłopaka, a
tym samym jednego kochanka, a on nie był zbyt dobry w byciu tym pierwszym i
(nie mówiąc źle o zmarłych), chociaż nie miałam żadnego doświadczenia, był
trafiony i chybiony w tym drugim. Od tamtego czasu miałam cztery lata suszy, a
moje życiowe decyzje doprowadziły mnie do fałszywego małżeństwa z byłym
więźniem, który twierdził, że został niesłusznie skazany, ale nie chciał tego
szczegółowo opisać. Co więcej, zaledwie dzień wcześniej postanowiłam
zrezygnować z mężczyzn i prawdopodobnie nie byłby to najbardziej słuszny krok,
aby odwrócić się od tej decyzji po znajomości z mężczyzną zaledwie nieco dłużej
niż dwa dni. Pomyślałam, że może powinnam zagrać to mądrze, a nie wskakiwać od
razu do łóżka i „dawać mu swoją cipkę”.
„Uporządkowałaś
dzisiaj swoje gówno?” - zapytał, a moje oczy przeniosły się z bukietu na niego.
Patrzył
na mnie - na moją twarz, nie sukienkę. To było rozczarowujące, ponieważ
naprawdę chciałam wiedzieć, czy zrobiłam to, czego ode mnie potrzebował, ale
zastanawiałam się, czy to było tak, jak wczoraj, kiedy nie zamierzał tego powiedzieć,
dopóki nie będzie gotowy.
Jakieś
pół godziny temu usłyszałam, jak wrócił, kiedy byłam w łazience. Nie było go
cały dzień, ale dzwonił dwa razy. Raz by powiedzieć bym zjadła obiad bez niego.
Ponownie, kiedy powiedział, żebym zjadła kolację bez niego. Nie powiedział mi,
gdzie jest i co robi. Również nie pytałam.
„Ella
zajmuje się wszystkim” - odpowiedziałam.
Ella,
matka Ronnie’go była trochę jak matka dla mnie, ponieważ była tak naprawdę
jedyną, którą znałam. Wzięła mnie pod swoje skrzydła, kiedy miałam trzynaście
lat, a jej córka Bessie i ja zostałyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Potem
trzymała mnie tam, nawet po tym, jak związałam się z Ronnie’m i ceniła mnie
tam, ponieważ Ronnie wymykał się spod kontroli, ale wiedziała, że jestem jedyną
rzeczą, która powstrzymywała go od swobodnego spadania. Tak było, dopóki nie
zaczął spadać.
Kiedy
wyjaśniałam jej wszystko wcześniej tego dnia, pominęłam byłego skazańca,
którego odebrałam z zakładu karnego, obeszłam fałszywe małżeństwo, a powiedziałam
jej tylko, że skłamałam na temat wyjazdu na wakacje i zamiast tego spotykałam
się z przyjacielem, który pomagał mi przenieść się do Kolorado. Wyjaśniłam to
kłamstwo, mówiąc, że nie chcę, aby cokolwiek dotarło do Shifta, a ponieważ
Honey, druga córka Elli, była słodka jak jej imię, ale nie była najjaśniejszą gwiazda
w rodzinie i miała związek z Shiftem, co miało więcej do czynienia z historią i
tęsknotą za bratem niż z rozumem, więc nie chciałam ryzykować.
Ella,
która urodziła Honey i nadal z nią mieszkała, mimo że od błogosławionego
wydarzenia minęło trzydzieści lat, zrozumiała to. Również wychodziła z siebie z
radości. Miała klucz do mojego mieszkania i zajęła się tym, jak powiedziałam Ty’owi.
Wszystkim.
Potem
zadzwoniłam do Margot do pracy. Opowiedziałam jej tę samą historię z tymi
samymi przeoczeniami. Wiedziała o Shift’ie. Znała mój dylemat. Często rozmawiałyśmy
o tym, jak mogłabym wyjść, ruszyć dalej, zacząć nowe życie.
Martwiła
się o mnie przez ponad cztery lata, kiedy nie miałam Ronnie’go jako bufora,
rozciągając to na osiem, w czasie których ją znałam, innymi słowy, od kiedy
zaczynała u Lowensteina. Nie była wielką fanką Ronnie’go, chociaż była
wystarczająco dobrą przyjaciółką, żeby o tym nie wspominać (zbyt często) ani
dawać mi jej pełnych dezaprobaty spojrzeń (też często) lub, kiedy o nim zrzędziłam,
mówiła „a nie mówiłam” tylko oczami i wreszcie nie traciła rozumu i nie wytykała
mi, jaka jestem głupia, kiedy dawałam mu kolejną szansę.
Podobnie
jak ja, awansowała od sprzedawcy i nie była szefem HR u Lowensteina, ale była
zastępcą szefa. Obiecała, że pomoże w rozwiązaniu umowy.
I,
nawiasem mówiąc, ona też nie posiadała się z radości.
Prawda
była taka, że wszystko to wydawało się całkiem proste. Do tego stopnia, że czułam
się jak wielka idiotka, że nie próbowałam tego wcześniej.
Z
drugiej strony nie miałam mieszkania, do którego mogłabym się wprowadzić,
ogromnego, przerażającego mężczyzny, który chronił moje plecy i zabezpieczenia
pięćdziesięciu tysięcy, na którym mogłabym się oprzeć.
„Ella
to mama Ronnie’go?” - zapytał Ty, a moja uwaga ponownie skupiła się na nim.
Skinęłam
głową - „Już była u mnie, zaczęła pakować i zadzwoniła do trzech firm przeprowadzkowych,
aby uzyskać wycenę.”
Skinął
raz głową. Potem podszedł do marynarki, która leżała na łóżku.
Podczas
rozmowy przeszłam przez pokój do butów - „W pracy też wydaje się spoko. Moja
koleżanka Margot, która tam pracuje, wyjaśni wszystko HR.” - Usiadłam i wsunęłam
stopę w srebrne sandały na szpilkach. Potem znowu, prosto z moich ust
wyskoczyło bardziej szczere dzielenie się - „Właściwie to wszystko jest takie
proste, czuję się trochę jak idiotka, że nie zrobiłam tego wcześniej.”
„Shift
nie pieprzył cię tak źle, nie miałaś nikogo, kto by przestraszył jego czarny
tyłek do cholery i nie miałaś wcześniej pięćdziesięciu koła, na których mogłabyś
się oprzeć.”
Odchyliłam
głowę do tyłu i uśmiechnęłam się do niego - „To są wszystkie powody, dla
których odmówiłam sobie poczucia się jak totalna
idiotka, a czułam się tylko trochę tak
jakby idiotka.”
Patrzył
na mnie przez dłuższą chwilę. Potem bez komentarza podszedł do dwóch rolek
pieniędzy, które najwyraźniej w pewnym momencie wyciągnął z sejfu. Jedna była z
pięćdziesiątek. Druga to były dwudziestki.
Moja
uwaga wróciła do moich butów. Skończyłam mniej więcej wtedy, gdy usłyszałam
otwierające się drzwi w szafie. Patrzyłam, jak wrzuca teraz mniej grube rolki z
powrotem do sejfu; zamknął sejf, szafę i odwrócił się do mnie.
„Gotowa?”
Wstałam
i położyłam ręce na biodrach.
„Nie
wiem, jestem?”
Chodziło
mi o to, że nie wiedziałam, co robimy, dokąd idziemy i dlaczego potrzebuję stroju,
który przyciągnie uwagę, a nie wiedząc o tym, nie wiedziałam, czy jestem
gotowa.
Ale
na moje pytanie jego oczy przesunęły się wzdłuż mnie od głowy do stóp i z
powrotem. Robiły to powoli, nie spiesząc się, niczego nie przegapiając, a ja
poczułam ich drogę jak dotyk na mojej skórze. Gdy się poruszały, zobaczyłam w
głowie swoją sukienkę. Granatowa, przylegająca, jedwabna, plisowana na udzie z
boku, ze ukośnymi marszczeniami w poprzek, miała jedno ramię odsłonięte, drugie
bez rękawa. Kończyła się 10 cm nad kolanem, nie pokazywała żadnego dekoltu, ale
wciąż tony skóry i była tak dopasowana, że niewiele pozostawiała wyobraźni.
Kiedy
jego oczy wróciły do moich, przemówił, a jego głos był bardzo głębokim, niskim
pomrukiem - „Tak. Zdecydowanie jesteś gotowa.”
A,
kiedy mówił, zauważyłam, że jego oczy były inne. Nie puste, ani zamknięte. Była
to pierwsza emocja, jaką mi pokazał od dwóch i pół dnia.
I
było to zmysłowe.
Poczułam,
że moje ciało staje się naelektryzowane.
Walczyłam
z tą falą i szepnęłam - „Dziękuję, Ty. Ale chodziło mi o to, że nie wiem, co
mam dzisiaj zrobić, więc nie wiem, czy jestem gotowa.”
Odpowiedział
natychmiast - „Poker na wysokie stawki.”
Patrzyłam
na niego, nie mając co do tego dobrego przeczucia. Nigdy wcześniej w moim życiu
nie uprawiałam hazardu. Nie robiłam tego, bo nie po to pracowałam ciężko na
moje pieniądze, aby je wyrzucać. Ronnie uprawiał hazard. Cały czas stawiał na
mecze koszykówki. Przekonany, że skoro w nią grał, miał wewnętrzne wyczucie.
Nie przegrywał cały czas, ale też nie zawsze wygrywał. Wydawało mi się to
śmieszne i przerażające, ponieważ Fortuna, co kołem się toczy, którą nazywałam Pani
Szczęście, rzadko dawała Ronnie’mu wysokie wychylenie, a ja zawsze czekałam, aż
wyciągnie spod niego dywanik i przestanie balansować, jeśli chodzi o hazard. Na
szczęście (zamierzona, łamiąca serce gra słów) zmarł, zanim zdążyła to zrobić.
„Poker
na wysokie stawki” - powtórzyłam.
„Wpisowe
za sto tysięcy.”
Zamrugałam.
Potem zapytałam z wahaniem - „Um… jesteś dobry w pokera?”
„Bardzo.”
„Naprawdę?”
„Kobieto,
nosisz ponad trzydzieści tysięcy dolarów, to dowodzi, że to prawda.”
Znowu
zamrugałam. Potem odetchnęłam - „Naprawdę?”
„Tak.”
„Nie,
naprawdę mam na sobie ponad trzydzieści tysięcy dolarów?”
„I
odpowiedź nadal brzmi tak. Sam twój pierścionek zaręczynowy to prawie połowa
tego.”
„O
mój Boże” - wyszeptałam, nagle czując, jak pierścionek zaręczynowy wypala kółko
wokół mojego palca. To znaczy, to nie było tak, że nie wiedziałam, że wszystko,
co mi dał, było drogie, w tym zwitek gotówki, który rzucił na łóżko, żebym kupiła
stroje, które nie były haute couture, ale też nie kupiłam ich w
Target. Po prostu nie wiedziałam, że to takie
drogie.
„Co?”
- zapytał, kiedy się nie poruszyłam.
„Co?”
- zapytałam z powrotem.
„Tak,
Lexie, co?”
„Co
jak… co, dajesz wszystkim swoim kobietom ten rodzaj blasku?”
To
dało nową definicję „bardzo” dobrego w pokera.
„Nie.
Żadna z moich pozostałych kobiet nie podpisała aktu małżeństwa, nie przyjęła
mojego nazwiska, nie poświęciła dla mnie całego życia i zarobiła na blask,
kiedy znałem ją tylko ponad dzień i nadal
nie zrobiły nic tak ważnego dla mnie.”
Przestałam
oddychać i najwyraźniej zrobiłam to wyraźnie, ponieważ dostałam drugą reakcję
od Ty Walkera (jeśli nie liczyć wykrzywienia warg zeszłej nocy). Zmrużył oczy.
„Jezu,
kobieto, zemdlejesz?”
Wtedy
mój oddech powrócił, a jednocześnie ja
zmrużyłam oczy.
„Przepraszam,
Ty, nigdy nie nosiłam na sobie trzydziestu tysięcy dolarów.”
„Tak,
nosiłaś. Wczoraj. Ale mówiąc to, zgaduję cenę twoich butów.”
„Były
z wyprzedaży.”
„Dziękuję
za to Chrystusowi.”
Patrzyłam
na niego. Potem wybuchnęłam śmiechem.
Ty
nie uważał tego za śmieszne.
„Kotku,
mamy grę, do której musimy się dostać. Spędziłem dzień na tworzeniu połączeń,
żeby dostać krzesło. Ale jak drzwi się zamykają i talia jest otwarta, nikogo
nie wpuszczają.”
Ponownie
chwyciłam się stołu za mną, aby się podtrzymać, kiedy nazwał mnie „kotku”.
Znowu nie miałam pojęcia dlaczego, po prostu to było zwyczajne, czułe i dla
wielu mężczyzn było to zwykłe powiedzenie. Mówili to kobietom, których nawet nie
znali.
Ty
Walker nie był takim człowiekiem. Nie był swobodny. Nie robił nic zwyczajnie.
Każdy jego ruch, każde wypowiedziane słowo miało znaczenie. Czułam to w głębi
duszy.
„Lexie…”
- teraz warczał.
„Um…
jedno” - powiedziałam cicho.
Westchnął
głośno.
Kontynuowałam
- „Ja nie wiem, jak grać w pokera”.
„To
dobrze, ponieważ kobiety nie siadają przy tym stole.”
Wróciłam
do patrzenia na niego. Potem zapytałam - „Więc co mam robić?”
„Przykuć
uwagę.”
„Co?”
„Poker
to nie tylko karty. Poker to przede wszystkim uwaga. Skoro mam kobietę, która
ma nogi, cycki, włosy i tyłek jak twój, to jedyne co ona musi dla mnie zrobić
to siedzieć tam, a połowa mężczyzn przy stole nie będzie koncentrować się na
swoich kartach. Będą myśleć o twoich nogach, cyckach, włosach i tyłku, jak
bardzo ich pragną i co by zrobili, żeby je zdobyć.”
„Doceniam
komplement, Ty, ale chyba nie jestem taka.”
„Masz
fiuta?”
Poczułam,
jak drgną mi usta.
Wtedy
odpowiedziałam - „Nie”.
„Zaufaj
mi.”
Tak
naprawdę nie miałam wyboru; to i tak nie były moje pieniądze, więc postanowiłam
to zrobić. Zaufać mu.
Ale
zapytałam - „Więc to zawsze twoja taktyka, przyprowadzić jakąś kobietę, która
przyciąga uwagę?”
„Nigdy
nie miałem kobiety z taką klasą, nogami i tyłkiem jak twoje, więc nie.
Potrzebujemy pieniędzy, więc dziś wieczorem próbuję czegoś nowego.”
Znowu
był. Kolejny niezwykle skuteczny komplement Ty Walkera.
Moje
palce wbiły się głębiej w stół.
Potem
zapytałam - „Czy ty tracisz koncentrację, kiedy kobieta, której pragniesz, jest
w pokoju?”
„Mam
nadzieję, że nie, bo dzisiaj będziemy mieli przesrane.”
I
znów był. Moje palce ześlizgnęły się, a dłoń przycisnęła do stołu.
Wtedy
zapytał - „Pójdziemy, czy chcesz się jeszcze na mnie gapić?”
Zassałam
powietrze. Potem podeszłam do niego. Stał tam, gdzie stał i patrzył. Kiedy dotarłam
do niego blisko, odchyliłam głowę do tyłu i położyłam rękę płasko na ścianie
jego klatki piersiowej.
„W
porządku, mężulku, skopmy trochę pokerowego tyłka.”
Spojrzał
na mnie. Potem potrząsnął głową.
Potem
wymamrotał - „Chryste, jesteś gapcią.”
Potem
podszedł do mnie, położył rękę na moich plecach i popchnął mnie do drzwi, a
ponieważ jego ręka była na mnie, skoncentrowałam się na tym, więc nie miałam
mądrej riposty na głupi komentarz.
Po
prostu przeszłam z mężem za drzwi.
*****
Po
rozpoczęciu gry w pokera szybko nauczyłam się kilku rzeczy. Po pierwsze, jeśli
w to nie grałaś (a ja nigdy nie grałam, więc może nawet gdybyś grała, nie
wiedziałam), poker był niesamowicie nudny. Po drugie, Ty nie był tak dobry, jak
mu się wydawało.
Ta
gra była jak jedna z tych gier, które widziałaś w filmach. Dowiedziałam o tym,
kiedy nie zeszliśmy na piętra hazardowe, tylko weszliśmy na najwyższe piętro.
Wiedziałam to również, bo dwóch mężczyzn w ciemnych garniturach stało przed
podwójnymi drzwiami na końcu korytarza, przez które przeszliśmy, aby wejść do
gry. Co więcej, wiedziałam o tym, ponieważ kiedy weszliśmy, była tam każda
postać z filmu. Starożytny Teksańczyk ze stetsonem z blondynką z dużymi włosami
w złotej sukience bez ramiączek, przylegającej i odciętej tam, wiszącej na jego ramieniu. Dwóch mężczyzn w źle dopasowanych,
ale mimo wszystko drogich garniturach (innymi słowy, nadszedł czas, aby
odpuścić węglowodany, a było to jakieś sześć miesięcy temu), którzy wyglądali,
jakby mogli łatwo zostać ludźmi mafii. Szczupły, przystojny
mężczyzna w drogim garniturze, który na niego pasował dobrze, bardzo dobrze, i pomyślałam, że istnieje duża
szansa, że jest tajnym agentem. I śniady mężczyzna gryzący cygaro, z piwnym
brzuchem, którym mógł obdzielić dwóch, prawdopodobnie przebywający na wakacjach
od swoich opresyjnych rządów w jakimś małym południowoamerykańskim kraju.
Wreszcie wiedziałam, że to było jak te gry w pokera z filmu, ponieważ był tam
bar z barmanem, a kasyno zapewniało ubranego w czarną kamizelkę i białą koszulę
krupiera w czarnej muszce i specjalny stół do pokera z całym wyposażeniem.
Krupier
spojrzał na mnie i Blondynę, porozmawiał po cichu z Ty’em i Teksańczykiem, a
potem Ty podszedł do mnie i powiedział, że zostałam zesłana na kanapę pod tylną
ścianą.
Potem
pochylił głowę, przyłożył usta do mojego ucha i szepnął - „Krzyżuj nogi.
Często.”
Następnie
podszedł do krzesła przy stole, na którym leżały duże stosy różnokolorowych
żetonów.
Usiadłam,
barman dał mi francuskie martini po tym, jak je zamówiłam (a zrobiłam to ze
względu na moje otoczenie, nie żebym kiedykolwiek je piła - piłam piwo - po
prostu wpadło mi do głowy, że to brzmiało jak coś, co by piła kobieta ubrana w obcisłą
suknię, która została zesłana na kanapę podczas gry w pokera tylko z
testosteronem i dowiedziałam się, że smakuje naprawdę dobrze).
Potem
przez ponad godzinę sączyłam moje (dwa) francuskie martini, często krzyżując i prostując
nogi, ale nie na tyle często, by wydawać się głupią (jak Blondynka, która
wierciła się przy moim boku, przez co zastanawiałam się, czy może mieć
zaburzenia ruchu), starałam się nie zasnąć i z rosnącym niepokojem obserwowałam
(jedyna rzecz, która nie pozwalała mi zasnąć), jak stosy Ty maleją.
Dwukrotnie
sięgnął do wewnętrznej kieszeni garnituru, rzucił na stół banknoty, które
zostały porwane przez krupiera szybciej, niż można było mrugnąć, a nowe żetony
zostały ułożone na jego miejscu. Dwa razy te stosy się skurczyły.
Miał
przed sobą dwa żetony, w które wpatrywałam się, na próżno starając się zmusić
je do spontanicznego pomnożenia, a stos żetonów pośrodku był około trzy razy
większy niż w jakiejkolwiek innej grze.
Wtedy
poczułam, że coś ślizga się po moich nogach, moje oczy przesunęły się w lewo i
zauważyłam, że głowa tajnego agenta była lekko zwrócona w moją stronę, jego
oczy spuszczone i wiedziałam, że są na moich nogach.
„Lexie.”
Usłyszałam
dudniący głos Ty wołający moje imię, podskoczyłam i zawołałam - „Tak, Słonko?”
„Chodź
tutaj” - rozkazał, był odwrócony do mnie plecami i nie odwrócił się.
Spojrzałam
na faceta tajnego agenta i zobaczyłam, że jego wzrok był teraz czujny i
skierowany na Ty.
Postawiłam
drinka na bocznym stoliku, wstałam, szybko podeszłam do pokerowego stołu i
stanęłam za jego plecami po prawej stronie - „Potrzebujesz czegoś, Ty?”
Jego
szyja skręciła się, a głowa odchyliła się do tyłu - „Daj mi swój naszyjnik, maleńka”
- powiedział cicho.
Oddech
zaczął utykać mi w gardle, ale jego oczy zatrzymały się w moich i nie były
obojętne. Porozumiewały się. Po prostu nie miałam pojęcia, co mówią.
Nie
chciałam stracić naszyjnika. Podobał mi się oraz podobało mi się, że Ty mi go
dał i dlaczego.
Ale
powiedział, żebym mu zaufała.
Musiałam
mu zaufać.
Uniosłam
więc ręce, rozpięłam łańcuszek, a potem opuściłam go, obserwując, w dołek w
odwróconej dłoni Ty.
Natychmiast
rzucił go na stos żetonów i poczułam, jak ściska mi się w żołądku.
Następnie,
bezpośrednio po tym, wrzucił swoje ostatnie dwa żetony.
Potem
powiedział do stołu - „Dzięki, kotku.”
Stałam
tam nie wiedząc, co robić.
Potem,
z nieznanych mi powodów, podniosłam ręce i odkręciłam jeden kolczyk i położyłam
go na jego nadgarstku na stole. Potem drugi. Potem bawiłam się zapięciem na
mojej bransolecie, małym cudem udało mi się samodzielnie ją odpiąć i położyłam
ją obok kolczyków. Potem pochyliłam się nisko i pocałowałam kąt jego szczęki
przy uchu. Potem wyprostowałam się, ścisnęłam jego ramię, spojrzałam ponad jego
głową na faceta tajnego agenta i wysłałam mu uśmiech.
Potem
odwróciłam się i wróciłam na kanapę, ignorując Blondynę, która uśmiechała się
do mnie chytrze i wyniośle.
Pięć
minut później Ty wygrał tę ogromną pulę. Piętnaście minut później wygrał
kolejną. Kolejną przegrał. Wygrał kolejne trzy. Noc minęła, zamówiłam kolejne
martini i popijałam je małymi łykami, ponieważ kolacja była już dawno i nie
chciałam, żeby uderzyło mi do głowy i patrzyłam, jak Ty wygrywa.
Kiedy
było jasne, że wszystko się rozpada, stos Ty musiał być około pięć razy większy
niż na początku gry. Mężczyźni się ruszyli, Blondynka podniosła się i
poczłapała do przodu, a ja rozprostowałam nogi i skrzyżowałam je po drugiej
stronie.
Ty
skinął brodą na krupiera, podczas gdy Teksańczyk wstał i powiedział głośno -
„Nie jestem pewien, czy będziesz mile widziany w kolejnej grze, Walker”.
„Nie
spodziewam się tego” - odpowiedział Ty, brzmiąc, jakby to go nie obchodziło i
stał bokiem do stołu, z szyją skręconą, aż spojrzał na mnie.
Miałam
do niego iść.
Poszłam
do niego.
Wymieniono
słowa typu „dobranoc” i, kiedy szłam do Ty, przeskanowałam osoby znajdujące się
w pokoju. Ciemny mężczyzna wyglądał na lekko zirytowanego.
Teksańczyk
wyglądał na wkurzonego, ale jego stosy skurczyły się najbardziej, gdy Ty zaczął
wygrywać. Reszta wyglądała po prostu tak, jakby byli zmęczeni i gotowi, by
nazwać to nocą.
Zatrzymałam
się blisko Ty i w chwili, gdy to zrobiłam, chwycił mnie za rękę, a potem uniósł
mój nadgarstek, złapał bransoletkę ze stołu i zapiął ją tam. Potem położył rękę
na moim biodrze, uciskał i moje ciało poruszało się, aż byłam plecami do niego.
Wisiorek zawisnął przede mną, po czym zniknął zsunięty w dół.
Potem
usłyszałam, jak mruczy - „Podnieś włosy”.
Zrobiłam,
jak mi kazał.
Kiedy
zakładał mój naszyjnik, jego palce dotknęły mojej skóry, a mrowienie przesuwało
mi się po skórze głowy i w dół kręgosłupa.
Ręka
wróciła do mojego biodra, obracając mnie twarzą do niego, ponownie uniósł mój
nadgarstek, przekręcił go i włożył kolczyki w moją dłoń.
„Nie
zawracaj sobie głowy wkładaniem ich. Jak wrócimy do pokoju, idziemy prosto do
łóżka.”
Poczułam,
że moje ciało znów staje się naelektryzowane, oblizałam usta i kiwnęłam głową.
Jego
oczy przecięły pokój, wykonał kilka ruchów brodą, ja wysłałam zmęczony uśmiech
wokół, jego ręka powędrowała na moje plecy i poprowadził mnie do podwójnych
drzwi.
Hazardzista lub raczej facet żyjący z pokera. No no. I nadal mam jedno pytanie. Na co mu żona? Co on kombinuje? Bardzo dziwne to. Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńAshley chyba pomyliły się tytuły. Tu hazard lepiej pasuje. 😛
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńBędę się powtarzać, ale naprawdę te rozdziały są za krótkie :) cudnie się zaczyna. Dziękuję 😘😘😘 jesteś najlepsza
OdpowiedzUsuńDziekuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńPewnie pójda na górę a ona padnie na łózko z przepicia martini hahah
CZekam na kolejny rozdział.
Jest moc 🤩czy widok reader będzie dostępny oczy nie widza🤞
OdpowiedzUsuń