Rozdział
11
Pełne
jasności
„Kotku.”
Spojrzałam
od telefonu na Ty i zobaczyłam, że stoi w szklanych drzwiach otwartych na
przedni taras, wciąż trzymając rękę na klamce, z dziwnym wyrazem twarzy
Była
niedziela, półtora tygodnia po tym, jak dostałam pracę i świętowaliśmy, minęło
półtora tygodnia, w czasie których wkładałam sporo wysiłku, by odwrócić jego
uwagę od wielkiego planu zemsty.
I,
o ile wiedziałam, odnosiłam sukces.
Przeważnie
robiłam to z seksem.
Ale
nie mogliśmy uprawiać seksu w każdej minucie, gdy nie pracowaliśmy lub nie
jedliśmy (niestety), więc musiałam być kreatywna.
I
w tej kreatywności pomogła Laurie, która przyszła do salonu, aby obciąć i
rozjaśnić włosy. Kiedy czekała, aż Dominic skończy z klientem, podzieliłam się
z nią moją wizją roślin tarasowych i brakiem mi doświadczenia, ponieważ przez
całe moje dorosłe życie mieszkałam w mieszkaniu, ale udało mi się utrzymać przy
życiu roślinę doniczkową kilka lat, więc miałam nadzieję, jeśli nie wiedzę w
tym zakresie. W zamian podzieliła się tym, że Betty z Neda i Betty była właścicielką
hotelu Carnal, a zdrowe, obfite kwiaty na zewnątrz były jej dziełem.
Potem,
siedząc na fotelu Dominica, zadzwoniła do Betty i około siedem sekund później
Betty przeszła przez drzwi Carnal Spa, by wygłosić mi bardzo długi, ale
przyjazny wykład na temat utrzymywania przy życiu roślin w Górach Kolorado.
Zrobiłam
notatki.
Trzy
strony.
Nawiasem
mówiąc, „spa Dominic” było tak naprawdę tylko fryzjerem, który robił mani i
pedi. Ale gej-partner Dominica, Daniel, zbudował z tyłu kilka pomieszczeń, w
których miał nadzieję rozszerzyć to na zabiegi na twarz i masaże.
„Jeśli biker baby w tym cholernym mieście
zrobią maseczki i masaże” - powiedział - „Poczułem się szalony, kiedy dowiedziałem się, że suki mają mani i pedi. Żyję
wśród nich od lat, wciąż ich nie
rozumiem. Rozumiem, że chcesz spiłować palec u nogi diamentem i upaść, ale w
połączeniu z jajami? Umm… nie. Kiedy
twój mężczyzna nie zawraca sobie głowy goleniem lub strzyżeniem włosów,
przypuszczam, że nie chciałabyś francuskiego pedicure. Ale zacząłem ten biznes
i te suki motocyklowe były za wszystkim.
Proszę bardzo. Mogę być pieprzony z maseczkami na twarz, to może trochę za
daleko, ale nie możesz tego wiedzieć, dopóki nie spróbujesz.”
Nawiasem
mówiąc, moja pensja była do bani, ale Dominic był histerykiem, praca była
całkowicie bezstresowa, płacił wystarczająco dużo, abym zarobiła na paliwo, a nawet
trochę więcej i miało to coś wspólnego z moimi dniami, robiłam coś tam, gdzie
się spotkałam połowę miasta (połowę żeńską) i przyszło to z darmowymi mani i
pedi, a Dominic za pół stawki robił mi włosy. A ponieważ był mistrzem i lubiłam
moje mani i pedi, myślałam, że to niesamowite.
Tak
więc, odkąd byłam pod opieką Betty, gdy tylko Ty wrócił do domu w sobotnie
popołudnie, rzuciłam się.
I
zrobiłam to ogłaszając - „Centrum ogrodnicze jest otwarte w sobotę do ósmej”.
Na
to odpowiedział z roztargnieniem, pochylając głowę do telefonu, kciukiem
przesuwając po klawiaturze i pisząc do kogoś - „No to jedź, mama, mam coś, co
muszę zrobić.”
Zabrzmiały
dzwonki alarmowe, ponieważ nie podzielił się tym, co musiał zrobić. To nie było
tak, że byliśmy zszyci biodrami, ale jeśli nie ćwiczył, nie było wielu rzeczy,
które musiał zrobić, a które odciągnęłyby go ode mnie i podejrzewałam, że coś,
co musiał zrobić, było związane z zemstą.
Pomyślałam
szybko, a potem cicho zawołałam jego imię.
Podniósł
głowę i odwrócił się do mnie.
„Myślałam,
hmmm… o… pieniądzach, które mi jesteś winien” - zaczęłam.
Wtedy
patrzyłam, jak jego ciało się napina.
Więc
szybko kontynuowałam - „Zdecydowałam się… hmmm… przekazać to na cele.”
To
było oczywiście kłamstwo, ponieważ byłam nakręcona, by zakłócić sprawę, ale
pomyślałam, że to szlachetne kłamstwo.
Czułam
się winna, kiedy zamrugał, jego oczy rozbłysły, a potem zwrócił się i zaczął podchodzić
do mnie z jawnym zamiarem, wyraz jego twarzy był słodki i gorący, więc podniosłam rękę i zatrzymał się.
„Minus
rośliny i meble na taras” - dodałam - „Lubię rano wypić kawę z widokiem i wolę
nie stać przy balustradzie, kiedy to robię.”
Jego
odpowiedź była jak cały Ty. Błyskawiczna i hojna.
„Zdobądź
to, co chcesz, Lex. Zanim pojedziesz, dam ci pieniądze.”
To
nie mieściło się w moim planie.
Więc
się rzuciłam.
„Chcę,
żebyś pomógł mi wybrać meble. Będą też twoje i ty też powinieneś mieć to, czego
chcesz. Oddam i resztę, jeśli pójdziesz ze mną. Mamy umowę?”
Przez
dłuższą chwilę patrzył mi w oczy, kiedy starałam się wyglądać niewinnie.
Potem
powiedział - „Umowa”.
Uśmiechnęłam
się do niego szeroko. Uśmiechnął się do mnie. Potem jego głowa opadła do
telefonu, a kciuk przesunął się po klawiaturze. Potem pojechał ze mną i nie
dotknął telefonu, ani przez resztę tego dnia, ani następnego.
To
dlatego, że zwariowałam w centrum ogrodniczym, które również miało niesamowite
meble ogrodowe. Na tyle, że nawet Ty włączył się w proces selekcji i to on
przesadził.
Tak
więc w Cruiserze w drodze do domu mieliśmy liczne tace z roślinami, worki z
ziemią, zwoje węży i dziesięć ogromnych doniczek - cztery z terakoty (taras
przedni), cztery turkusowe (balkon z kuchni oraz góra i dół schodów zewnętrznych)
i dwa fioletowo-szare (nasz balkon przy sypialni) oraz skrzynkę na zewnątrz
okna kuchennego.
Kupiliśmy
też okrągły, spiżowy stół z czterema szerokimi krzesłami z turkusowymi
poduszkami i dopasowanym parasolem do postawienia na balkonie z kuchni.
Dzięki
temu kupiliśmy najfajniejsze, najwspanialsze meble na przedni taras -
zakrzywioną, zaokrągloną, lejącą się ogromną dwuosobową kanapę wykonaną z
odpornej na warunki atmosferyczne żywicy w kolorze słomy z długim, krętym
podnóżkiem, który pasował do kanapy, czyniąc z niej coś w rodzaju owalnej muszli,
oba z grubymi poduszkami w kolorze piasku i dużymi kwadratowymi poduszkami z
tyłu sofy. Miało to znajdować się na jednym końcu z dwoma dopasowanymi,
zakrzywionymi leżankami z wysokimi oparciami, współdzielącymi niski,
przypominający bańkę stół ze szklanym blatem, który miałby stać na drugim
końcu. Na nasz balkon dostaliśmy jeden duży, owalną sofę z żywicy, który był
wystarczająco duży, aby zmieścić dwoje, nawet gdy jednym z nich byłby Ty i był
tak naprawdę fotelem i podnóżkiem zsuniętymi razem. Miał ciemnoszare, grube
poduszki i dopasowany, owalny stół z ceramicznym blatem. Dzięki temu, że jest
jeszcze bardziej niesamowity, miał przymocowany jasnoszary płócienny baldachim,
który można było kołysać w górę lub w dół w zależności od rodzaju słońca lub prywatności,
jakie chciałaś.
Jak
zwykle Ty się nie opierdalał. To były najładniejsze, najbardziej stylistyczne rzeczy
jakie dotąd tam mieli. Wyraziste meble, eleganckie, niezwykłe,
piękne i wygodne.
Cholernie
mi się podobało.
Robili
niedzielne dostawy, co też cholernie uwielbiałam.
Następnego
dnia zarekwirowałam Ty, aby dźwigał doniczki, napełniał je ziemią i przymocował
skrzynkę okienną. Kiedy to robił, zaczęłam sadzić i zajmowałam jego umysł,
pytając go (często), co sądzi o moich wysiłkach ogrodniczych (innymi słowy, za
każdym razem, gdy zasadziłam jedną z doniczek).
Aprobował
i był bardzo cierpliwy, kiedy co dwadzieścia minut odwracałam jego uwagę, żeby
ciągnąć go tam, gdzie pracowałam, żeby mógł patrzeć na donicę pełną kwiatów,
kolczastej i ciągnącej się zieleni, która jak mogłam powiedzieć, że go nie
obchodziła. Mimo to trzymałam go w domu zajętego i bez telefonu.
Potem
pojawiły się meble i zajęliśmy się ich rozkładaniem i montażem tego, co trzeba
było złożyć. Kiedy skończyliśmy, wzięliśmy razem prysznic, a potem zajęłam go,
prowadząc go na leżak na naszym balkonie, by ochrzcić go. Dobre, wysokie sosny
zasłaniały nas z obu stron, a z przodu nic nie było tylko wzgórze i las. Ale Ty
podciągnął na wszelki wypadek baldachim. Ukrywał niewłaściwą część nas, ale to
było coś.
Salon
był zamknięty w niedzielę i poniedziałek, a Ty miał wolne dni w niedzielę i
czwartek, więc mogłam zająć mu większość czasu, ale ze mną w pracy w czwartek, kiedy
on nie pracował, stanowiło to problem.
Rozwiązałam
to, dzwoniąc do Laurie i prosząc o numer Tate’a, a następnie dzwoniąc do Tate’a
i wciągając go w Obowiązki Rozpraszania Ty. Powiedział, że zrobi, co może, a ja
wiedziałam, że zrobił, kiedy wróciłam do domu i nie było Ty. Przybył półtorej
godziny później, a kiedy to zrobił, powiedział mi, że był u Tate’a, któremu
pomagał „z gównem”.
Sukces.
Wczoraj
wieczorem, w kolejną sobotę, znów był przy telefonie, a ja prowadziłam nową
sztukę, lekko zrzędząc, że nie mam nastroju na gotowanie. Narzekałam przez
około dwie i pół minuty, zanim kazał mi włożyć buty i wyszliśmy. Pojechaliśmy
do miasta i zjedliśmy kuchnię włoską. Potem poszliśmy do Bubba’s i piliśmy z
przyjaciółmi Ty. Do domu wróciliśmy późno.
Kolejny
sukces.
I
tego dnia, w niedzielę, miałam uporządkowaną grę. Powiedziałam mu, że musimy
trafić do sklepu z artykułami gospodarstwa domowego, a on natychmiast się
sprzeciwił. Meble ogrodowe - to mógł zrobić. Artykuły domowe - jego reakcja na
sformułowaną koncepcję mówiła wyraźnie, że nie były jego sprawą. Musiałam
wykazać się kreatywnością i zachętą, żeby ze mną pojechał, podobało mu się,
podobało mi się, że mu się podobało, a on wszedł w to tak bardzo lubiąc moją
zachętę, że namówiłam go, byśmy wzięli Chargera.
Namówiłam
go do Chargera, bo włożyłam coś do bagażnika. Potem poleciłam mu zrobić postój
w miejscu, które wcześniej odwiedziłam w Chantelle w drodze do centrum
handlowego. Wiedział dlaczego, gdy tylko zaparkowaliśmy na ulicy przed sklepem.
Widziałam, jak jego twarz się zmienia, kiedy spojrzał na znak, ale wyszłam z
samochodu, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. Stałam już przy bagażniku, kiedy wysiadł,
a jego oczy skierowały się na mnie, ale nic nie powiedział.
„Otwórz
bagażnik, Słonko, dobrze?”
Spojrzał
mi w oczy, ale nie powiedział ani słowa.
„Otwórz
bagażnik, Ty” - na wpół powtórzyłam.
Otworzył
bagażnik. Sięgnęłam do środka i wyjęłam z tyłu długą, twardą tekturową tubę,
którą znalazłam w szafie w jednej z sypialni na pierwszym piętrze. Zatrzasnęłam
bagażnik i podeszłam do niego, ujmując jego dłoń w swoją i ciągnąc go do
warsztatu z ramami. Wymagało to potężnego szarpnięcia, ale zmusiłam go, żeby
się ruszył, zatrzasnął drzwi i wszedł za mną.
Wybrał
ramę na pióro i tusz Tuku, zostawiliśmy tubę, a następnie poszliśmy do
Chargera. Nie poszliśmy do sklepu z artykułami gospodarstwa domowego, ale z
drugiej strony to był podstęp, więc nie musieliśmy. Pojechaliśmy prosto do
domu, żeby Ty mógł wyrazić swoją wdzięczność pieprząc mnie na kanapie szybko,
szorstko i genialnie.
Byłam
na fali i miałam nadzieję, że odniosę sukces, sprawiając, że czas Ty ze mną był
tak dobry, jak to tylko możliwe, coś, co i tak chciałam zrobić, ale coś, na co
byłam zdeterminowana, aby zechciał być tam, gdzie ja zamiast tego, gdzie musiał
być, by zemsta była jego. Krystal poradziła mi, żebym nie nadstawiała karku.
Robiłam wszystko, co w mojej mocy, aby powstrzymać Ty przed nadstawianiem jego.
Podobała mi się jego szyja i głowa tam, gdzie była. I miałam nadzieję, że, im
więcej będę grał w tę grę, tym mniej ważny będzie jego wielki plan zemsty, a
Tate będzie mógł wykonać swoją pracę. Albo, jeśli Tate nie mógłby, Ty poddałby
się i po prostu żył swoim życiem, a żeby to zrobił, musiałam pokazać mu, że to
będzie dobre, warte rezygnacji z jego wielkiego planu zemsty.
I
jak dotąd szło dobrze. Wysyłał SMS-y, ale jeśli nie był w pracy, nie ćwiczył
ani nie biegał, co robił rano w wolne dni, był ze mną lub Tate’m.
I
wydawał się zadowolony, nawet szczęśliwy, częściej się uśmiechał, kilka razy
chichotał, a dwa razy sprawiłam, że wybuchnął śmiechem. Miałam nadzieję, że to
oznaki, że jego koszmar słabnie. Miałam nadzieję, że to oznaki, że się leczył.
Miałam nadzieję, że pomogę mu przejść na drugą stronę.
Więc
teraz był wczesny wieczór, a ja byłam na przednim tarasie podlewając tak, jak nauczyła
mnie Betty. Czasami, jeśli dzień był naprawdę gorący, musiałam podlewać rano i
wieczorem po tym, jak upał zgasł. Karmiłam też rośliny zgodnie z jej
harmonogramem. Wyglądały dobrze, wypełniały się, kwitły, a ja byłam pedantką,
jeśli chodzi o szczypanie obumarłych kwiatów, więc wszystko było zdrowe.
Studiowałam
też dziwny wyraz twarzy Ty. Byliśmy razem prawie miesiąc i przez pewien czas
był zamknięty. Wiedziałam, że wciąż nie odkrywał swoich kart. Nie pozwalał
często pojawiać się swoim myślom i uczuciom, ale czasem to robił i zaczęłam dostosowywać się
do jego nastrojów.
Ale
to było nowe spojrzenie, którego nie rozumiałam.
Dopóki nie usłyszałam krzyku - „Alexa Anne Berry! Gdzie jesteś, dziewczyno?”
Moje
serce zamarło, otworzyłam usta, a potem zamknęłam je tylko po to, by ponownie
je otworzyć i wyszeptać do Ty - „Cholera jasna. To Ella.”
„Ciężarówka
przeprowadzkowa właśnie wjechała na podjazd, mama” - powiedział mi.
„Aaaaaaleeexaaaaaa!”
To
nie była Ella.
To
była Bessie.
Moje
serce zaczęło walić, uśmiechnęłam się promiennie i olśniewająco do Ty,
upuściłam wąż tam, gdzie stałam i pognałam obok niego, z boku domu i wzdłuż
chodnika. Dotarłam do barierki i zobaczyłam krótką, białą ciężarówkę na
podjeździe, Ellę, Bessie i Honey stojące na zewnątrz i z boku patrzące w górę
na taras z kuchni.
„Omójbosze!” - krzyknęłam - „Co wy tu
robicie?”
Trzy
głowy obróciły się do mnie, a trzy twarze rozświetliły wielkie uśmiechy.
„Aaahhhaaaaaaaa!” - pisnęła Bessie, po
czym zniknęła pod tarasem i wiedziałam, że biegnie na schody.
„Dziewczyno!
Spójrz na siebie!” - Honey wrzasnęła, a potem zniknęła.
„Oto
moje dziecko!” - Ella płakała i zniknęła.
Zbiegłam
z tarasu i zderzyłam się z Bessie w locie, gdy dotarła na szczyt schodów z
zaciśniętymi ramionami i kołyszącymi się ciałami. Honey uderzyła nas i
zagrzebała się, więc nasze ramiona poruszyły się, by ją pomieścić. Ella była
następna, a my wpłynęliśmy na grupowy uścisk, chichot i kołysanie.
Potem
się oderwaliśmy, ale Ella trzymała mnie blisko siebie, obejmując mnie
ramieniem, gdy na nią patrzyłam.
„Co
wy tu robicie?” - zapytałam ponownie.
„Cóż,
potrzebowałaś swoich rzeczy. Więc wynajęłyśmy ciężarówkę i przywiozłyśmy twoje
rzeczy” - odpowiedziała.
„Mamy
jeden z tych GPS” - dodała Bessie, uśmiechając się do mnie - „Zabrał nas prosto
do twoich drzwi.”
„Super
gniazdko, siostrzyco” - wtrąciła Honey - „Nie jestem góralką, ale to miejsce to gówno”.
„To
prawda, ale potrzebuję koktajlu. Nie możesz sobie wyobrazić, co robi kobiecie
bycie w dużej ciężarówce z tymi dwiema przez pełne dwa dni” - powiedziała mi
Ella - „Gdyby to nie były moje ciało i krew, musiałabym być cały czas nawalona.”
Uśmiechnęłam
się na jej całkowite kłamstwo. Urodziła Bessie i Honey, uwielbiała je i znosiła
wiele od nich, ode mnie i od
Ronnie’go. Nie zrobiła tego bez utraty swojego wiecznie kochającego rozumu przy
stosunkowo częstych okazjach, które często obejmowały groźby morderstwa, ale
prędzej poddałaby się dobrowolnie ugotowaniu w kwasie, niż by spełniła którąś
groźbę lub podniosła na nie rękę.
Pochłonięta
tą chwilą i niespodzianką, całkowicie zapomniałam, gdzie byłam i dlaczego tam
byłam, dopóki nie usłyszałam, jak Honey szepcze niskie, oszołomione, niezwykle
doceniające - „Skuhwysnn”.
Bessie,
Elli i mój wzrok powędrował na nią, a potem spojrzałyśmy tam, gdzie były
skierowane jej oczy, by zobaczyć, jak Ty stoi z rękami skrzyżowanymi na jego
masywnej klatce piersiowej, tuż za otwartymi drzwiami do kuchni.
„Yo”
- jego głęboki głos zadudnił i raczej domyśliłam się niż poczułam dreszcz
grupy.
Wszyscy
przez chwilę milczeli i stali nieruchomo, przyjmując wszystko, czym był Ty.
Ponieważ było go dużo i wszystko było naprawdę dobre, ta chwila trwała chwilę.
Ella
złamała ją, mówiąc - „Widzę, że w górach robią brata-górę. Szkoda, że nie
wiedziałam o tym czterdzieści lat temu.”
Ty
się uśmiechnął. To spowodowało, że kolejny dreszcz grupy prześlizgnął się przez
jego żeńską publiczność.
Doświadczyłam
mojego dreszczu wraz z rodziną, wtedy zdałam sobie sprawę z tego, co się dzieje
i że było genialnie mieć je tam, ale może to być wybuchowe, w zależności od ich
reakcji na wiadomość, dlaczego tam byłam.
Ale to była rodzina i zawsze będą rodziną, a
Ty był moim mężem.
Musiały
więc wiedzieć.
I
musiały go zaakceptować.
Ponieważ
on też był teraz rodziną.
Dlatego
zdecydowałam się nie stosować taktyki skradania się i zamiast tego uruchomić to
w otwartej ofensywie i zaryzykować.
Więc
oderwałam się od Elli, podeszłam do Ty i się w niego wtuliłam, obejmując go
ramionami w pasie, a on odwzajemnił się, owijając ramię wokół moich ramion.
Moja
rodzina patrzyła w milczeniu i każda z nich miała otwarte usta - Honey szeroko
otwarte, Bessie, częściowo, Ella, rozchylone.
Potem
powiedziałam - „Ella, Bessie, Honey, to jest mój mąż, Ty Walker. Ty…” -
odchyliłam głowę do tyłu, by spojrzeć mu w oczy - „Mówiłam ci o mojej rodzinie.”
Moje
spojrzenie wróciło do dziewczyn, gdy zaczęły się reakcje.
„Pierdolisz”
- to była Bessie.
„Uch…
co mówisz?” - to była Honey.
Ella
nic nie powiedziała, ale jej oczy się zwęziły.
Moje
ciało napięło się. Kiedy to się stało, Ty mnie uścisnął.
Potem
przemówił, a ja spojrzałam na niego - „Wprowadź te siostry do środka. Daj im
drinka. I daj im wyjaśnienie. Zadzwonię do chłopców i sprowadzę ich, żeby
pomogli rozładować ciężarówkę.” - patrzyłam na niego i nie ruszałam się, więc
jeszcze raz mnie uścisnął i wymamrotał - „Teraz, Lex”.
Skinąłam
głową.
Spojrzał
na kobiety na swoim tarasie - „Kto ma klucze?”
Bessie
uniosła rękę, na palcu której zwisały klucze. Ty puścił mnie, podszedł do niej,
złapał je, mrucząc „Dzięki” i obszedł je w kierunku schodów, wyciągając telefon
z tylnej kieszeni.
Moje
oczy powędrowały od miejsca, w którym zniknął, do moich dziewczyn, aby
zobaczyć, że wszystkie patrzą na mnie. To nie wróżyło dobrze. Niewiele kobiet
na tej ziemi opuściłoby obserwowanie, jak Ty się porusza, nawet gdyby miał
tylko o zejść po schodach.
„Um…”
- wymamrotałam.
„Zabierz
ten swój biały tyłek do domu” - warknęła Ella - „…teraz.”
Znałam
ten ton. Miałam kłopoty.
Dlatego
nie wahałam się, bo nauczyłam się, że lepiej, gdy, jak masz kłopoty z Ellą,
stawić temu czoła szybko, skończyć z tym, zaakceptować swoją pokutę i iść
dalej. Weszłam w otwarte drzwi, a one poszły za mną.
Potem
udałam się do lodówki, deklarując z większą nadzieją niż pewnością, że ujdzie
mi na sucho - „Zaczniemy od napojów.”
„Nie… zacz… niemy” - sprzeciwiła się
Ella, a ja odwróciłam się, żeby zobaczyć je wszystkie w środku, zamknęły drzwi
i stłoczyły się przy wyspie naprzeciwko mnie. Honey trzymała tam ręce. Bessie
trzymała ręce na biodrach. Ella skrzyżowała ręce na obfitym biuście. Wszystkie
ich oczy były skierowane na mnie.
„Wyjaśnij”
- rozkazała Ella.
„Jest
godzina koktajli, a wy właśnie …” – zaczęłam, ale przerwałam, gdy ramię Elli
wygięło się i uderzyła otwartą dłonią w blat wyspy.
„Wyjaśnij!” - krzyknęła.
„Ella”
- szepnęłam, ale nic więcej nie powiedziałam, słowa ugrzęzły mi w gardle, jak
zawsze, kiedy tak się na mnie wkurzała, niezależnie od tego, czy miałam
trzynaście, czy trzydzieści cztery lata.
„Jak
na słodką boską ziemię jesteś poślubiona bratu, którego nigdy nie spotkałam?” -
zapytała.
„To
długa historia” - powiedziałam jej.
„Cóż,
masz szczęście, bo twoje trzy dziewczyny dostały wolne na następne dwa
tygodnie, więc masz mnóstwo czasu” - odpaliła Ella, ale moje serce podskoczyło
radośnie.
„Jesteście
tu na dwa tygodnie? - zapytałam.
„Alexa
Anne…” - powiedziała cicho Ella.
Wciągnęłam
powietrze i spojrzałam w ich gniewne oczy. Cóż, Honey wyglądała na
zaciekawioną, a nie złą, ale Bessie i Ella były wkurzone. A to dlatego, że
wiedziały, dlaczego mogę zachować tajemnicę przed Honey, ale nie miałam dobrego
powodu, by trzymać tajemnicę przed nimi. Lub okłamywać je. A zrobienie jednego
i drugiego ściągnęłoby na mnie gniew piekielnego ognia. Byliśmy blisko - Ella była
jedyną matką, jaką znałam, Bessie była mi bliższa niż siostra. Chroniły moje
plecy i kochały mnie, a ja oddawałam jedno i drugie.
Miałam
więc wiele do wyjaśnienia i jedyną nadzieją, jaką miałam, by zrobić to bez
ranienia uczuć, było przekazanie im tego wprost.
Poszłam
do wyspy i położyłam na niej ręce.
Potem
powiedziałam - „Mniej więcej dwa dni po moim wyjeździe odebrałam Ty z zakładu
karnego w południowej Kalifornii. Właśnie skończył pięcioletnią odsiadkę za
zabójstwo.”
Bessie
zamknęła oczy i odwróciła wzrok. Oczy Honey zrobiły się ogromne. Ella opuściła
głowę, by spojrzeć na swoją rękę na wyspie.
Mówiłam
dalej.
„To
była przysługa dla Shifta” - oczy Bessie i Elli wróciły do mnie.
„Nie
powiedział co mam zrobić. Myślałam, że chciał, żebym odebrała Ty i gdzieś go
zabrała, ale nie o to chodziło. Sprezentował mnie Ty jako zapłatę, którą był mu
winien. Ty potrzebował żony i to byłam ja.”
„Dziewczyno”
- powiedziała cicho Ella.
„Nie,
posłuchaj mnie” - szepnęłam - „On tego nie zrobił”.
„Wszyscy
tak mówią” - syknęła Bessie i wyprostowałam plecy.
„Cóż,
on tego nie zrobił” - odpaliłam, a ona zamrugała, słysząc mój ostry ton. - „Jak
pobędziecie tu dwa tygodnie, zobaczycie. On wam pokaże i jego przyjaciele wam
pokażą. Został wrobiony. Wyjaśnię wam to, gdy będziemy miały koktajle, ale
teraz dam wam część, którą musicie wiedzieć. Zanim wyjedziecie do domu, poczujecie,
jak rozdarło wam to serce tak jak mnie, że stanął na celowniku, bo jest kolorowy
i znalazł się na celowniku brudnego gliniarza, by zginąć za przestępstwo,
którego nie popełnił. Ale odjedziecie też, wiedząc, że jest dobrym człowiekiem,
a ja jestem w dobrych rękach.”
„Poznałaś
go miesiąc temu” - przypomniała mi Ella, a moje oczy przesunęły się na jej.
Potem
odpowiedziałam delikatnie i ostrożnie - „Spędziłam dużo czasu ze złem, Ella, rozpoznaję
dobre.”
Patrzyłam,
jak zaciska zęby. To nie był cios poniżej pasa, to była prawda, a czasami
prawda boli.
Wciągnęłam
kolejny oddech - „Zaczęło się fałszywie: zawarliśmy umowę, że będę
jego żoną, a on chciał mnie uwolnić od Shifta. Coś się wydarzyło i teraz jest
to dalekie od fałszu. Teraz zaczynamy życie. To jest dobre. Jestem szczęśliwa.
Mam pracę, a on ma mnóstwo przyjaciół, którzy bardzo się o niego troszczą i przyjęli
mnie do owczarni, gdy tylko postawiłam stopę w tych drzwiach.” - wyciągnęłam
rękę do drzwi za nimi - „Nie żartuję, gdy tylko tu weszliśmy, powitali go w
domu i pomieszali to z przyjęciem weselnym. Nie wiedzieli, że to jest udawane,
a od tego czasu minęło tylko kilka dni i już nie jest. Oni nie wiedzą tego, co wy
wiecie i byłabym wdzięczna, gdybyście nie mówiły im, kiedy się z nimi spotykacie.
Ale musicie wiedzieć, że bardzo mi na nim zależy. Próbuję pomóc mu przystosować
się do bycia poza więzieniem, co nie jest łatwe, zwłaszcza z powodu tego,
dlaczego w nim był. I zaczynamy coś, coś dobrego, coś, czego nigdy się nie
spodziewałam i zamierzam zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby to utrzymać i
utrzymać w dobrym stanie. Wszystko, co w mojej mocy.” - wzięłam kolejny wdech,
przesunęłam oczy przez trzy kobiety, które kochałam i skończyłam delikatnie,
ale z naciskiem - „Wszystko”.
Patrzyły
na mnie, a ja im pozwoliłam.
Wtedy
Ella zapytała - „Został namierzony ze względu na kolor?”
„Jest mulatem, a lokalny szef policji nie jest wielkim fanem koloru, więc kiedy
potrzebował faceta od upadku i przegrał z Ty w pokera, wybrał go, aby przejął to”
- odpowiedziałam.
„Lokalny?
Myślałam, że był w Kalifornii?” - spytała Bessie.
„To
długa historia, która wymaga alkoholu, ale biznes gliniarzy jest rodzinny, a on
ma brata w Kalifornii, który potrzebował rozwiązania problemu. Wbrew swojej
woli Ty rozwiązał go i stracił przez to pięć lat życia” - odpowiedziałam.
„To
po prostu okropne” - wyszeptała Honey.
„Tak,
jest” - stwierdziłam stanowczo - „Niewyobrażalnie okropne. Miażdżąco okropne.”
„Jesteś
w nim zakochana” - powiedziała cicho Ella. Przeniosłam na nią wzrok, a potem
spojrzałam jej w oczy.
Potem
szepnęłam - „Tak. Zakochałam się; tak, Ella. Szybko. Kupił mi diamenty. Kupił
mi bukiet ślubny. Kupił mi śnieżną kulę z Wyspy Skarbów.” - wskazałam na
parapet, jej oczy podążały za moim palcem, potem opuściłam rękę i jej oczy
wróciły - „Zabrał mnie do Moab. Przywiózł mnie do tego domu. Dał mi swoich
przyjaciół. Dał mi swoją ochronę, wyciągając mnie spod Shifta. Dał mi wolność
od tego. Powietrze, którym teraz oddycham, jest czyste. Świeże i czyste. A to
powietrze dzielę z Ty. Dał mi to wszystko, a rozśmieszenie go zajęło mi ponad
tydzień” - pochyliłam się do przodu - „Ponad
tydzień.”
Ella
powoli zamknęła oczy i otworzyła je. Wiedziała, co to oznacza. Byłam zabawna i
byłam śmieszką, ponieważ nauczyła mnie, jak być. Rodzina Rodriguezów może nigdy
nie miała wiele, ale zawsze mieli dużo śmiechu.
Ciągnęłam
dalej - „Jestem z nim prawie miesiąc i śmiał się trzy razy. Tylko trzy. Dał mi
to wszystko, a mnie udało się go rozśmieszyć trzy razy. Z tym mam do czynienia.
Jest hojny, jest delikatny, kiedy mówi do mnie delikatnie, to jest jak prezent,
kiedy mówi do mnie „maleńka” lub „mama”, czuję to w sercu, brzuchu. Więc tak,
zakochuję się w nim. A jak dasz mu szansę, też to zrobisz.”
„Dam
mu szansę” - powiedziała natychmiast Honey, ponieważ to była Honey. Nie była
bystra, ale kochała, była otwarta i każdemu dawała szansę, czasami również tym,
którzy na to nie zasługiwali.
Ale
Ty zasługiwał, więc spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się z wdzięcznością.
Potem
mój uśmiech zadrżał, kiedy spojrzałam na Bessie - „Bess?”
„Chronię
twoje plecy, cokolwiek” - mruknęła, ale potem jej oczy spotkały się z moimi - „Wiesz
jednak, że nie lubię ściemy przez telefon. Rozumiem, że to było dla ciebie
poważne gówno i miałaś dużo na głowie. Ale nie lubię ściemy przez telefon.
Powiem to teraz, oczekuję, że pozwolisz temu gównu zapaść i ruszymy dalej,
dopóki mam twoje słowo, że gówno się zatopiło.”
„To
się zapadło. Masz moje słowo i przepraszam za ściemę” - odpowiedziałam cicho.
Spojrzała
mi w oczy. Potem skinęła brodą. I to była Bessie. Była bystra, zawsze była.
Wcześnie nauczyła się powstrzymywać zaufanie, dopóki nie zostało zasłużone i
mówić tak, jak było, aby nikt nie mógł pomylić tego, co o tym myśli. Ale kiedy
już zdobyło się jej zaufanie, jej lojalność i oddanie były warte każdego
wysiłku, jaki trzeba było włożyć, by na to zasłużyć. Z wyjątkiem, oczywiście,
jak to było z wieloma dziewczynami, jeśli chodziło o jej życie miłosne. Z tym,
jak to było z wieloma dziewczynami, była cała popieprzona.
Spojrzałam
na Ellę.
„Ella?”
- wyszeptałam.
Odwróciła
wzrok i oblizała usta.
„Ella?”
- zawołałam, wciąż szepcząc.
Odwróciła
wzrok i ciężko oparła się o rękę na wyspie.
„Ella,
proszę” - błagałam.
Spojrzała
na mnie.
„Ruszyłaś
dalej. Moje dziecko ruszyło dalej” - powiedziała cicho drżącym głosem - „A
ostatnią rzeczą, jaką dał ci mój syn, zanim odszedł, była potrzeba ucieczki i
zrobienia czegoś szalonego, aby wydostać się spod śmieci, które ci zostawił.
Ostatnią rzeczą, jaką miałaś od Ronnie’go, było wszystko, co zawsze miałaś od
niego. Śmieci.” - wzięła oddech i wilgoć zalśniła w kącikach jej oczu. - „To boli,
skarbie” - szepnęła.
„Wiem”
- odszepnęłam - „Ale to nieprawda, że jedyne, co mi dał, to śmieci, dał mi
więcej i było z tego wiele dobrych rzeczy. I w końcu również śmieci, które mi
dał, doprowadziły mnie do Ty i, jak widzisz, nie narzekam.”
„Tak,
to jest powód, dla którego nie gadam. Bo wyglądasz tak, jak nigdy nie widziałam,
widzę, jak stoisz w swoich wymyślnych ubraniach, które są fantazyjne, nawet
szorty i koszulka, w kuchni ładniejszej niż wiele innych, które widziałam, która
jest w domu o wiele lepszym niż wiele, których widziałam, wyglądając tak,
jakbyś tu należała. I na zewnątrz wyglądałaś, jakbyś należała do mężczyzny,
którego widziałam. I na koniec wyglądasz na szczęśliwą, jak cię nigdy nie widziałam, cichym rodzajem szczęścia,
co jest najlepsze. Więc dlatego wciąż stoję. Bo wiem, że mój syn nauczył cię
złego, ale wiem, że jesteś moją
dziewczyną, więc ufam, że idziesz ku dobremu.”
Zrobiła
się zamazana, bo moje oczy wypełniły się łzami. Potem okrążyłam wyspę. Wtedy
znalazłam się w jej ramionach. Potem otoczyły nas ramiona Honey. Potem Bessie.
Trzymałyśmy się mocno bez śmiechu i kołysania się, ale z kilkoma urywanymi
oddechami i kilkoma cichymi szlochami. Potem opanowałyśmy to i pozwoliłyśmy
sobie nawzajem odejść.
Potem
Ella podeszła do stołka, podniosła swój tyłek na jednym i oznajmiła - „Teraz
wezmę koktajl”.
Ofensywa
okazała się sukcesem, poczułam ulgę, więc uśmiechnęłam się do moich dziewczyn,
a następnie przeniosłam się do miejsca, w którym trzymaliśmy alkohol. Zdjęłam butelki
i coś przykuło moją uwagę. Odwróciłam głowę w lewo i zobaczyłam serce z płatków
wiszące w kuchennym oknie. Nie wyryłam w nim „Ty i Lexie, Las Vegas”, bo myślałam,
że to tandetne, ale wytrawiłam kilka zawijasów i pomyślałam, że wygląda dobrze.
Nie na swoim miejscu, ale ja wiedziałam, co to jest, Ty też wiedział, więc było
to dokładnie we właściwym miejscu dla nas i tylko to się liczyło.
Potem
poczułam przez szybę wciąż ciepłe, wczesne wieczorne słońce. Było jasno.
Kolorado było jasne. Nigdy w życiu nie doświadczyłam tak dużo słońca.
I
wtedy wiedziałam. To się stało. To, co się właśnie wydarzyło, to było tylko
umieszczenie na tym pieczęci, czyniąc to oficjalnym.
To
ciepłe słońce świeciło na moją skórę, jego blask wypełniał moje dni – cień
Ronnie’go zniknął. Nawet z biznesem Ty w tle, nic się nie ruszyło, nawet po to,
by rzucić trochę cienia.
Moje
życie było pełne jasności.
I
myśląc o tym, zostawiłam butelki tam, gdzie były, mruknęłam niejasno do moich
dziewczyn - „Chwileczkę”, po czym podeszłam do tylnych drzwi, wysunęłam z nich na
krok i krzyknąłem ogólnie - „Słonko! Jeśli unikasz domu, dramat się skończył,
możesz bezpiecznie wejść do środka. Chodzi o koktajle i koleżeństwo, a nie
napady złości i histerię!”
Potem
cofnęłam się, zamknęłam drzwi i złapałam za butelki z alkoholem, ignorując
słyszalny chichot Honey.
Nalałam
im drinki. Wzięłam sobie piwo i wszystkie usadziły się na stołkach, ja stałam z
boku wyspy, oparta o nią biodrem, kiedy Ty wszedł po schodach z garażu.
Podniósł brodę do mojej rodziny, dotarł do lodówki i wziął sobie piwo.
Potem
biodrami oparł się o blat pod boczną ścianą, wyciągnął długie ramię, chwycił
mnie za rękę, szarpnął i pomknęłam w jego stronę, wpadając w jego ciało. Jego
ramię owinęło się wokół mojej talii, a moja głowa odchyliła się do tyłu.
„Wood,
Tate, Jonas i Deke są w drodze. Będziesz musiała kierować ruchem i zapewnić zapłatę
w postaci pizzy i piwa” - powiedział mi.
Uśmiechnęłam
się do niego - „Mogę to zrobić. Pizzeria w mieście robi dostawy?”
„Tak”
– odpowiedział - „Uwaga. Pogodzenie Maggie i Wooda oznacza, że są sczepieni
biodrami, chyba że on jest pod samochodem. Tate mówi, że powiedziałaś Laurie,
że mamy dobre meble ogrodowe, więc ostrzegł mnie, że aż ją swędzi i
prawdopodobnie znajdzie drogę w jego SUV’ie. Więc jak zamawiasz, zamów duże, bo
Tate mówi, że sam Jonas może zjeść dużą całą dla siebie.”
„To
dorastający chłopiec” - wyjaśniłam.
„Jest
dorastającym Jacksonem” - odparł Ty - „Tate nie jest mały, a Jonas to wykapany tata.”
Spojrzałam
na moje dziewczyny, które nas obserwowały. Honey ze szczęśliwym uśmiechem.
Bessie z oceniającym spojrzeniem. Ella z głową przechyloną na bok, ale wyraz
jej twarzy był zamglony.
Zignorowałam
to wszystko i powiedziałam im - „Poczekajcie, aż poznacie przyjaciół Ty. Wszyscy
są biali, ale wszyscy są naprawdę gorący.”
„Słyszałam
słowo kobiety, czyli są gorący i zajęci?”
- spytała Bessie.
„Z
wyjątkiem Deke’a” - odpowiedziałam.
„Więc
co mnie obchodzi, że są gorący?” - odpaliła.
„Są
zajęci, ale nadal fajnie się na nich patrzy.”
„Dziewczyno,
mam jednego tuż przed sobą. Więcej może sprawić, że moja głowa eksploduje” -
odpowiedziała.
Nie
myliła się co do tego, więc nie miałam odpowiedzi. Na szczęście zakryła to
chichocząca Honey.
Reakcją
Ty na ten komplement był pociągnięcie piwa, a następnie postawienie go na
blacie obok niego. Patrzyłam, jak robi to, potem patrzyłam, jak jego ręka
zbliża się do mnie, a potem nie mogłam już dłużej widzieć, bo obejmował moją
szczękę i przechylał moją twarz do swojej, zwinął swoje ciało na tyle, by dać
nam odrobinę prywatności, ale by nie być niegrzecznym.
Kiedy
moje oczy napotkały jego, szepnął - „Jesteś okej?”
To
było to. Dlatego nie zareagował na komplement Bessie. Myślał o mnie.
Uśmiechnęłam
się. Potem skinęłam głową.
Jego
wzrok wędrował po mojej twarzy.
Potem
skinął głową, opuścił rękę, zgiął się i chwycił piwo.
Spojrzałam
na moje dziewczyny. Honey uśmiechała się swoim szczęśliwym uśmiechem. Bessie
odwracała wzrok, mrugając i wiedziałam, że to było po to, by to ukryć, że
walczyła ze łzami, a wyraz twarzy Elli nie był już zamrożony. Jej twarz była łagodna,
a jej oczy były oświetlone słodkim światłem mamy i były na mnie.
„Kocham
was, ludzie” - wypaliłam.
To
spowodowało, że Bessie zeskoczyła ze stołka i mruknęła - „Łazienka”.
„Na
twoje prawo, drzwi obok salonu” - powiedział cicho Ty i Bessie odeszła.
Honey
uśmiechnęła się radośnie.
Ella
wzięła łyk koktajlu.
*****
Ty
Laurie
i Jonas ładowali się do SUV-a Tate’a, Tate szedł po podjeździe z Walkerem.
Rozładunek
ciężarówki przeszedł w imprezę. Nie zaskakujące. Kobiety chichotały na meblach
na tarasie, podczas gdy mężczyźni wnosili pudła po piętrach, Ty i Wood składali
łóżko Lexie w jednej z sypialni na środkowym piętrze, żeby jedna z sióstr miała
gdzie spać. Ich niespodziewane przybycie oznaczało, że Walker i Lexie mieli
towarzystwo. Byli rodziną Lexie, więc to też nie było zaskakujące. Dobrze, że
jego kanapa była duża i miała dwie strony. Po tym, jak mężczyźni wykonali
pracę, Lexie poświęciła energię na telefonowanie, aby zamówić pizzę. Na
szczęście, ale o dziwo, nie miała zbyt wiele rzeczy do wciągnięcia po schodach.
Na szczęście, ponieważ oboje pili piwo, miała go pod dostatkiem.
Teraz
Wood, Maggie, ich dzieci i Deke odjechali, a Tate i jego rodzina przygotowywali
się do wyjazdu. Ale powiedział, że chce zamienić słowo. Więc Walker dawał mu to.
„Co
tam?” - zapytał, kiedy Tate zaprowadził go na pozycję, z której nie można było nic
usłyszeć w jego ciężarówce lub domu Walkera, coś, co zauważył Walker, a także
coś, co Walkerowi się nie podobało.
„Masz
noc w tym tygodniu, kiedy możesz przyjść do mojego domu na rozmowę?”
Kurwa.
„O
czym?” - zapytał Walker.
„Masz
noc, Ty” - powiedział cicho Jackson.
„Chodzi
o Peñę?” - zapytał Walker.
„Ty,
masz noc?”
Walker
milczał przez chwilę.
Potem
odpowiedział - „Mogę mieć kilka, jak będę wiedział dlaczego.”
„Ufasz
mi?”
Kurwa.
„Tak.”
„Masz
noc?”
Kurwa!
„Pozwól
mi porozmawiać z Lex. Jej rodzina jest tu na dwa tygodnie i jak znam Lex,
będzie chciała wszystkich tu upakować, będzie tłoczno. Dam ci znać” -
powiedział mu Walker.
„Racja”
- mruknął Tate.
Walker
zmienił temat - „Dzięki, że rzuciłeś wszystko i przyszedłeś pomóc.”
„Odpłata,
zrobiłeś dla mnie to samo w tym tygodniu, a ja nie dałem ci pizzy i piwa ani
nie nakarmiłem twojej rodziny.”
To
była prawda.
„Mówiąc
o rodzinie” - zaczął Jackson.
„Tak”
- przerwał Walker, błędnie odczytując komentarz Tate’a - „Adoptowali ją. To
rodzina Rodrigueza.”
Tate
potrząsnął głową - „Nie. Chodziło mi o to, kiedy ty i Lexie zaczniecie swoją?”
Przez
jakiś czas oddychał spokojnie. Dokładnie półtora tygodnia. Ale na pytanie Tate’a
to kłujące uczucie ponownie przeszło przez lewą stronę jego klatki piersiowej.
Przez
ból wymusił - „Powtórz?”
„Wiem,
że dopiero zaczynacie. Wiem, że oboje stajecie na nogi po wielu ciężkich
latach. Wiem, że prawdopodobnie masz dużo gówna w głowie, liczę się z tym, że
ona też ma. Ale podejrzewam, z tego co mogę powiedzieć o Lexie, ona pomaga ci to
przepracować. Z tego co wiem o tobie, robisz to samo dla niej. To, czego
prawdopodobnie nie wiesz, to to, że masz coś dobrego, zrobienie tego lepiej da
ci dobre rzeczy do myślenia, zamiast gówniane rzeczy do przeżywania. I daję ci
słowo, bracie, dzieciak to dobra rzecz. Twój dzieciak z Lexie, jeszcze lepiej.”
- przerwał, podczas gdy Walker wpatrywał się w niego w zapadającym zmierzchu,
po czym kontynuował - „Chociaż nie, jeśli będziesz miał córkę, która wyglądałaby
jak ona. Wtedy masz przejebane.”
Córkę, która wyglądałaby jak ona.
Chryste.
Chryste.
Nigdy
o tym nie pomyślał. W całym jego życiu. Nigdy nie pomyślał o zrobieniu dzieci.
Nigdy nie spotkał kobiety, w której chciałby, aby jego nasienie zapuściło
korzenie.
Teraz
było to w jego głowie i wiedział, że jest tam w taki sposób, że wyrzucenie tego
było prawie niemożliwe.
Chryste.
„Ty?”
- zawołał Tate.
„Potrzebujemy
czasu na osiedlenie się” - powiedział Walker.
„Jasne,
widzę to. Chociaż jak osiedlasz się tylko po to, by zacząć sprawy z dzieckiem,
równie dobrze możesz załatwić sprawę, wiedząc, że masz jedno po drodze.”
„Człowieku,
jesteśmy małżeństwem niecały miesiąc” - przypomniał mu Walker.
„Więc?”
Walker
wpatrywał się w niego.
Potem
wymamrotał - „Pieprz mnie, Tatum Jackson, człowiek rodziny i orędownik domowego
szczęścia.”
„Byłeś
zajęty swoją kobietą, a nie w okolicy, jakbyś był przy mnie, Laurie i Jonasie,
widziałbyś, że tak jest.” - powiedział mu Tate z uśmiechem.
„Pieprz
mnie” - wymamrotał Walker.
Jackson
wciąż się do niego uśmiechał.
Potem
uśmiech zniknął i wyszeptał - „Pomyśl o tym. I zadzwoń do mnie o nocy, kiedy
możesz wpaść.”
„Dobrze”
- mruknął Walker.
Tate
uniósł mu podbródek i podszedł do swojego SUV-a. Walker podszedł do swojego domu
i spojrzał na samochód Jacksona. Laurie pomachała mu przez przednią szybę.
Uniósł brodę i zatrzymał się blisko wejścia, by zobaczyć, jak Tate wsiada,
włącza zapłon, a potem przesunął się, by patrzeć, jak odjeżdżają, aż zniknęli z
pola widzenia.
Potem
odwrócił się i ruszył w stronę schodów, ale zatrzymał się u ich podnóża, gdy
zobaczył zacienione ciało Elli Rodriguez siedzącej na środkowym stopniu.
Odchylił
głowę na tyle, ile potrzebował, by złapać jej wzrok.
Ona
zaczęła - „Masz dobrych przyjaciół.”
„Tak”
- zgodził się, ponieważ miała rację.
Ella
zamilkła. Walker nie złamał ciszy, ale czekał, bo wiedział, że ma coś do
powiedzenia.
Potem
znów się odezwała.
„Później,
kiedy spędzisz z nią dziś noc w spokoju, moja dziewczyna jest szczera, powie ci
wprost, że nam to wyłożyła.”
To
też nie było zaskakujące.
„Nie
mam nic do ukrycia” - odpowiedział, ale to była w większości prawda.
Nic
nie powiedziała, tylko zatrzymała jego oczy.
Wreszcie
wymamrotała - „Podejrzewam, że to prawda”.
Potem
nie powiedziała nic więcej i nie poruszyła się. Walker czekał. Potem znów się
odezwała i zrobiła to delikatnie i z uczuciem.
„Przykro
mi, że ci to zrobiono, chłopcze.”
Pieprzyć
go, dlaczego to pochodzące od kobiety, którą ledwie znał, było tak dobre, jak to
czuł? Nie pytał o to.
Uniósł
brodę i powiedział - „Mi też.”
„Nie
mam wątpliwości, że to czujesz. Ale jestem starsza od ciebie, tak źle, jak czujesz,
zanim to ci się przydarzyło, ja czułam to gorzej. I tak źle, jak ja to czułam,
wiem, że to, co czuli moi rodzice, było gorsze. Więc wiem, że to, co ci
zrobiono, pozostawia demony.”
Nie
myliła się co do tego. Walker nie odpowiedział.
„Nie
wiesz, że masz dziewczynę, która nie boi się demonów, zmierzy się z nimi. Jak nie
odetniesz jej, nie zamkniesz, gdy nadejdzie czas, kiedy zagrożą, że cię
przytłoczą, ona pomoże ci je pokonać.”
Odpowiedział
na to - „Wiem, co Lexie mi daje.”
„Nie”
- powiedziała natychmiast i potrząsnęła głową - „może myślisz, że wiesz, ale
nie masz pojęcia.”
„Ella…”
„Mój
chłopiec miał demony” - wyszeptała, a ciało Walkera zacisnęło się - „Zamknął
ją, zablokował. Wmawiał sobie, że nie, ale to zrobił. Zaczęło się przed
wyjazdem do Indiany, kiedy walczył o utrzymanie czystości, unikał kłopotów, nie
dawał się wciągnąć w to życie. Ale widział tylko walkę, czuł tylko
odpowiedzialność, myślał tylko o tym, żeby to naprawić, skupił się wyłącznie na
tym, że jest w stanie to zmienić; nie dla niego, dla nas, dla Lexie. Nie miał
tatusia. Nie miał w swoim życiu mężczyzny, który by go nauczył, jak być silnym
i zignorował moje lekcje, aby postępować właściwie, był tak zdeterminowany, by
się nami opiekować, bez względu na to, jak musiał to zrobić, a kiedy dorósł,
byli jak rój pszczół brzęczących dookoła, nieustannych, pokazujących mu inną
drogę, uczących go kiepskich lekcji. Zaatakowali go mocno i
zaatakowali go brudno, i pewnej nocy dotarli do niego, a Duane wszedł i go
przejrzał. Jedyne, co zrobił ten chłopak, co było dobre w jego życiu, jak
sądzę. Nie wiem, co się wydarzyło, po prostu wiem, że to się stało. Przejrzał
mojego Ronnie’go i Ronnie nigdy o tym nie zapomniał. Ale to pozostawiło go z
demonami, pomieszało mu w głowie i zostawiło go z długiem, który spłacił,
biorąc siedem kul. Zamiast tego powinien wziąć Lexie za rękę i pozwolić jej
prowadzić się do dobrego życia. I mówię ci to teraz, żebyś nie popełnił tego
samego błędu.”
Przestała
mówić, a Walker nie odpowiedział.
Więc
mówiła dalej - „To, co ci zrobiono, nie było dobre, najgorsze, jak widzę cię z
nią, widzę, jak sięgasz po szczęście. Ale bez względu na to, jak silny jest
mężczyzna, jak przyjmuje taki cios, trudno się odbić. Uderzysz w ścianę i
będziesz walczył o przebicie się. Jesteś silnym mężczyzną i twoją pierwszą
myślą nie będzie wzięcie kobiecej ręki. Ale jestem starsza od ciebie. Patrzyłam,
jak wielu chłopców poniosło porażkę, bo podjęli tę samą decyzję, błędnie
myśląc, że ta decyzja jest słaba. Bądź silniejszy i wiedz, kiedy wziąć rękę
kobiety, aby mogła pomóc ci się przebić.”
Znowu
przestała mówić i ponownie Walker nie odpowiedział. Nie zaczęła od nowa.
Więc
Walker narysował pod nim linię - „Doceniam mądrość, Ella.”
Spojrzała
na niego przez narastającą ciemność - „Mam nadzieję, że weźmiesz to sobie do
serca, Ty.”
Ponownie
uniósł brodę. Wstała, odwróciła się i powoli weszła po schodach, idealnie
wymierzając czas, była już blisko szczytu, zanim zatrzymała się, spojrzała na
niego i zadała zabójczy cios.
„Jak
nie weźmiesz tego do serca, tej miłości, którą ona do ciebie czuje, takiej
miłości, której - była na tyle mądra - że nie dała mojemu chłopcu, złamiesz ją.
To moja dziewczyna i ja wiem. Widzę to, jak ona na ciebie patrzy, mówi o tobie,
więc jak nie będziesz się trzymał i nie pozwolisz jej dawać tyle, ile się da,
zniszczysz ją. Więc kiedy mówię, że mam nadzieję, że weźmiesz to sobie do
serca, Ty, naprawdę mam nadzieję.”
Potem
Ella Rodriguez weszła na ostatnie dwa stopnie, odwróciła się i zniknęła.
I
przez długi czas Ty Walker nie mógł się ruszyć, ponieważ to coś przebijającego
jego klatkę piersiową gwałtownie się skręciło.
Kiedy
to opanował, wszedł po schodach w stronę domu pełnego kobiet.
Dziękuje
OdpowiedzUsuńDziękuję 💙
OdpowiedzUsuńNo proszę jaki zwrot akcji 😁❤️ dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziekuje za rozdział :)
OdpowiedzUsuńJak dobrze widzieć ich szczęśliwych
Dziękuję
OdpowiedzUsuńWielkie dzięki 😊
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo 🌺🌺🌺
OdpowiedzUsuń