Rozdział
12
Gdzie
ona parkuje swojego Chargera
Ty
„Mówię
ci, bracie, jest gorąco.”
Walker
stał w szatni swojej siłowni, z boku drzwi, żeby zobaczyć, gdyby ktoś szedł.
Dewey był ukryty za szafkami. W najlepszym razie nie byłby widziany z Deweyem,
byli blisko, lub tak blisko, jak ktokolwiek mógł być z Deweyem, ale rodzaj
smrodu, który Dewey produkował, miał tendencję do sprawiania, że każdy
śmierdział. Ale biorąc pod uwagę, że obaj byli byłymi więźniami, zdecydowanie
nie powinien być widziany z Deweyem.
Ale
musiał spotkać się z Deweyem, a Dewey zaledwie dwie minuty temu wepchnął się
przez okno, więc był z Deweyem, chociaż w tej chwili nie chciał być, ponieważ
dwie sekundy po tym, jak wepchnął się przez okno, zaczął wymyślać swoje gówniane
wymówki.
„Nie
słyszałem nic od ciebie od tygodni, Dew, żadnych SMS-ów zwrotnych, telefonów
zwrotnych, a teraz twoja komórka mówi, że jest odłączona. Nie lubię tego gówna.
Nie lubię w końcu słyszeć ciebie tylko po to, byś wypluwał gówno. I nie lubię
dawać ci dwadzieścia pięć tysięcy za sześć tygodni niczego” - powiedział mu
Walker.
„Musiałem
porzucić ten telefon, Ty.”
Jezu.
Nic się nie zmieniło. Dewey zmieniał telefony, tak jak zmieniał bieliznę.
„Dlaczego?”
- zapytał Walker.
„Czytają
i słyszą. Wiem to.”
Kurwa.
To było to. Powód, dla którego Dewey zmieniał telefony, jak bieliznę -
paranoja. Brat uważał, że gliniarze mają nadludzkie moce.
To
dlatego, że został złapany, zamknięty i nie był na tyle sprytny, by przyznać,
że został złapany i skazany, bo był głupim skurwielem, a nie dlatego, że
gliniarze mieli nadludzkie moce.
Dewey
kontynuował - „Ty wiesz i ja wiem, że oni wiedzą, że czegoś chcesz, więc przyjdziesz
do mnie, a ja to dla ciebie zdobędę. Wiedzą, że jesteśmy blisko. Śledzili mnie.
Musiałem się schować.”
Z
słabnącą cierpliwością Walker przypomniał mu - „Jak wyjaśniłem, Dew, nie robisz
gówna. Łączysz się z braćmi, którzy to zrobią.”
„Oni
widzą również to gówno”.
„Pieprzenie”
- wycedził Walker - „Jak zechcesz, jesteś pierdolonym cieniem i żadne z twoich
połączeń nie żyje w świetle.”
Dewey
zacisnął usta, ponieważ Walker nie kłamał i wiedział o tym.
Walker
zrobił krok w jego stronę, nie tak daleko, żeby nie widzieć drzwi, ale
wystarczająco, by pokazać o co mu chodzi - „Potrzebuję brudu” - powiedział
cicho - „A na tych facetach jest tak dużo brudu, że powinienem już być w tym po
szyję. To nie było trudne zadanie. To powinno zająć ci pieprzony tydzień, a nie
sześć.”
„Nie
są dokładnie na widoku ze swoim gównem” - odpowiedział Dewey.
„A
twoje koneksje nie zdobędą tytułu obywatela roku.” - odpalił Walker.
Dewey
wpatrywał się w niego.
Potem
powiedział cicho - „Ty, naprawdę tak chcesz iść? Jak naciskasz, oni odpychają.”
Co
do cholery?
„Odbyliśmy
tę rozmowę, Dew.”
„Ale
…”
„Nie
lubię się powtarzać.”
„Ty…”
- zrobił krok do przodu - „…myślałem o tym trochę, nie sądzę, że to jest dobre,
nie myślałem wtedy, nie myślę teraz.”
„Dobrze,
to oddaj mi moje dwadzieścia pięć koła, a znajdę kogoś, kto nie ma pieprzonego
zdania.”
Dewey
cofnął się o dwa kroki i Walker spojrzał mu w oczy.
Potem
szepnął - „Racja.”
Skurwiel
nie miał pieniędzy. W sześć tygodni wydał dwadzieścia pięć tysięcy. Walker w
połowie tego oczekiwał. Musiał podjąć ryzyko, bo Dewey mieszkał z brzuchem przy
ziemi i był powiązany z każdym odtąd do Denver, kto mieszkał tak samo. Walker
nie mógł potrząsnąć szukać i nawiązać tych połączeń; potrzebował mężczyzny,
który zrobiłby to za niego. To był Dewey.
Jego
przyjaciel go wypieprzył, co nie było niespodzianką, ale to nie znaczyło, że
nie był rozczarowany.
„Usiadłeś
do gry” - domyślił się.
Dewey
ponownie zacisnął usta.
Walker
potrząsnął głową, po czym powiedział - „Jesteś mi winien dwadzieścia pięć K,
Dew. Obijałeś mnie przez sześć tygodni; masz połowę czasu, żeby to odzyskać. Jak
nie, znajdę cię.”
„Ty…”
„Nie
popełnij błędu, znajdę cię.”
Dewey
skinął głową i nie powiedział ani słowa. Wiedział, że Walker go znajdzie.
Wiedział, że, czy byli blisko, czy nie, co zrobiłby Walker, kiedy by to zrobił.
Wiedział też, że powinien tego unikać. Więc Dewey gdzieś w ciągu następnych
trzech tygodni wypieprzy innego pieprzonego idiotę, aby uzyskać zapłatę
Walkera. Błędne koło życia głupiego człowieka uzależnionego od pieprzonych
kart.
„Nie
przyszedłem z niczym, Ty. Mam coś dla ciebie” - zaproponował Dewey.
„Tak?
Co to jest?”
„Twój
ogon zniknął. Źli chłopcy z Carnal PD są przekonani, że jak przez pięć lat nie
oddychałeś wolno, z gorącą pizdą, którą masz w domu, nie zrobisz nic…”
Nie
dokończył, ponieważ jego ciało było skręcone, wciśnięte w szafki, stopy dziesięć
centymetrów nad ziemią i miał wielką dłoń Ty Walkera owiniętą ciasno wokół jego
gardła, a twarz dwa centymetry dalej.
„Nie
nazywaj mojej żony gorącą pizdą” - warknął w twarz przyjaciela, a Dewey
natychmiast skinął głową najlepiej jak potrafił, z palcami Ty zaciśniętymi
wokół jego gardła, odcinającymi mu oddech.
Ty
rzucił go i cofnął się.
Potem,
wiedząc, że jego punkt widzenia został sformułowany w sposób, w jaki nawet
Dewey to rozumiał, ruszył dalej - „Mam oczy. Wiem, że zgubiłem ogon.”
I
wiedział. Trzy tygodnie temu. Zaraz po tym, jak Keaton obejrzał od stóp do głów
talent, który Walker miał w swoim łóżku, a chłopcy przydzieleni do ogona i
przejeżdżania koło domu obejrzeli donice i meble na tarasie. Wszędzie mieli
oczy i uszy. Walker i Lexie w Kogucie, włoskim lokalu w mieście, salonie
Toyoty. Bez wątpienia sprawdzili Lexie i, bez względu na jej związek z
Rodriguezem, ich życie nigdy się nie pomieszało, a nie mogli się przyczepić do
mandatów za przekroczenie prędkości i parkowanie. Była czysta.
Otrzymana
wiadomość była taka, że Ty Walker był zastraszony, szedł dalej, miał opuszczoną
głowę i był czysty, nie zamierzał pieprzyć swojej przyszłości, zwłaszcza że ta
przyszłość obejmowała Lexie i nie miał wątpliwości, że wszyscy spoglądali na
Lexie.
To
nie była gra, to było prawdziwe. Ale widząc wyniki, to była gra, o której
powinien był pomyśleć, ale gdyby to zrobił, nie poszedłby na to, myśląc, że nie
będą tak głupi.
Z
drugiej strony zapomniał, że byli pół-idiotami.
A
poza tym nie miał pojęcia, że wyjdzie do cudu, jakim była Lexie.
„Mówię
tylko..” - mówił dalej Dewey - „…krążą plotki po posterunku, są przekonani, że
idziesz dalej. Zostawiają cię.”
Ta
wiadomość była dobra, ale Walker nie odpowiedział.
Dewey
ciągnął dalej - „Ty, zostawiają cię, a potem możesz po prostu… być. Nie widziałem jej, ale słyszałem,
że jest kimś. Masz to, dostałeś pracę, odzyskałeś swoje życie. Został ci tylko
rok wyroku, rok musisz żyć na zwolnieniu warunkowym. Ponad miesiąc, a to już
minęło. Może znaki mówią, że powinieneś po prostu być.”
„Odbyłeś
swoje?” - Walker zadał pytanie, na które znał odpowiedź.
„Tak”
- Dewey udzielił mu odpowiedzi, którą znał.
„Fajnie
było?” - zapytał Walker.
„Ty…”
„Zasłużyłeś
na swoje i to nie było zabawne, Dew. Nie zarobiłem swojego. Nie stój tam,
kurwa, i nie doradzaj mi, jak po prostu być.”
Jego
przyjaciel przyjrzał mu się, a potem cicho powtórzył - „Ty, jak będziesz
naciskał, oni odepchną.”
„Nie
będą mogli odepchnąć, jeśli będą sparaliżowani.”
„Jak
myślisz, że tuzin mężczyzn w ciągu ostatnich dwudziestu lat nie wpadło na ten
sam pomysł, a połowa z nich to bracia, mylisz się. Wszyscy zostali zmiażdżeni.”
„Żaden
z nich nie był tak zmotywowany jak ja.”
To
była prawda. Wiedział. Wiedział, że wielu motocyklistów lub czarnoskórych
mężczyzn z Carnal i okolic przejęło ciosy od Arniego Fullera i policji Carnal.
Wiedział,
że próbowali odpowiedzieć. Wiedział, że zawiedli.
Wiedział
też, że nie byli nim.
Żaden
z nich nie został zniszczony tak mocno.
Dewey
przyjrzał mu się ponownie, po czym powiedział, wciąż mówiąc cicho - „Będę miał
otwarte uszy i oczy. Przekażę ci wszystko, co musisz wiedzieć.” - przerwał i
zaproponował - „Gratis”.
„Nie
chrzanisz?” - zapytał Walker, a Dewey, będąc Deweyem, uśmiechnął się.
Walker
nie odwzajemnił uśmiechu.
Zamiast
tego przypomniał mu - „Trzy tygodnie od dzisiaj, Dew.”
Uśmiech
Deweya zbladł, skinął głową, po czym odpowiedział - „Trzy tygodnie.”
Walker
odwrócił się i poszedł do swojej torby treningowej. Dewey zniknął za oknem.
Lato, dni były długie, był wczesny wieczór, wciąż jasno. Mimo to nikt nie
zobaczy Deweya. Mógł być cieniem stojąc na środku pola w południe. Z takim
talentem pod ręką, to, że został schwytany, czyniło go jeszcze głupszym.
Walker
pochylił się i złapał swoją torbę, wychodząc z szatni do sali gimnastycznej. W
chwili, gdy tam wszedł, zrobił skan. To było automatyczne. Zarejestrował tam
wszystkich, wiedział, kto przyszedł, odkąd poszedł do szatni, kto zmienił
stacje lub maszyny, był na ringach lub poza nimi. Przez lata z powodzeniem
grając w pokera, nauczył się zauważać przesunięcie oczu, drgnięcie palca,
sposób, w jaki mężczyzna poruszał kartami w dłoni lub co to oznaczało, gdy nie
zastanawiał się, czy ostatecznie się odwrócić. To dobrze mu służyło w środku i
spędził pięć lat szlifując tę umiejętność, mimikę twarzy, ułożenie ramion,
zaciskanie pięści, chód mężczyzny, jego pozycję w pokoju, czy na podwórku.
Każdy zesłany z połową mózgu wykorzystywał swój czas na doskonalenie tej
umiejętności lub nie przetrwał długo. Widząc, że Walker był już wyćwiczony,
mógł odczytać człowieka i ocenić pokój na pierwszy rzut oka.
Druga
natura.
To
pozwoliło mu odłożyć na bok spotkanie i ochłodzić frustracje.
Miał
inne kontakty, ale biorąc pod uwagę, że jego pierwszym wyborem był Dewey, nie
był chętny, by połączyć się ze swoim drugim wyborem. Innym wyborem było - bez
ogona - zacząć kopać samemu. Ryzykowne i czasochłonne - czas, który musiałby
odebrać Lexie, coś, czego nie chciał robić. Podwyższenie ryzyka, które mogłoby go odciągnąć od Lexie, coś, czego naprawdę nie chciał robić.
Myślenie
o Lexie sprawiło, że jego chód przyspieszył. Trening skończony. Będące bólem w
dupie spotkanie z Deweyem skończone.
Czas
wracać do domu.
Domu
bez Elli, Bessie i Honey.
Ostatnie
dwa tygodnie były szalone. Kiedy powiedział Tate’owi, że Lexie będzie chciała je
wszystkie upakować, nie pomylił się. Ale nie była jedyną, która tego chciała -
wszystkie cztery z tych kobiet nie chciały zmarnować ani jednej sekundy.
Więc
nie zrobiły tego.
To
było dobre, oznaczało to, że mógł uniknąć spotkania z Tate’m. Spotkanie,
podczas którego Tate próbowałby zmierzyć puls Walkera, kopać i sprawdzać, czy Walker
coś knuje. Następnie włożyć zmarnowany wysiłek, aby spróbować mu to
wyperswadować.
Potem
wkurzać się, gdy jego wysiłek został zmarnowany.
Walker
nie potrzebował tego gówna. Tate też nie. Był winien mężczyźnie swój czas i da
mu go, a następnie spróbuje tak poprowadzić spotkanie, aby uczucia nie zmieniły
się.
Ale
nie mógł powiedzieć, że nie był cholernie zadowolony, że miał prawdziwe
wymówki, by zwlekać.
Obejmowały
one Ellę, która częstowała ich „słynnym teksańskim chili”, gównem tak ostrym,
że Walker nie mógł skosztować mięsa ani fasoli, tylko gorąco. To rozpoczęło
konkurs prześcigania się każdej z tych sióstr, coś, przed czym mógł je
uratować, bo nie cieszył się smakołykiem Elli, ale nie mógł tego powiedzieć, tak
bardzo dokładnie, jak chciał, więc nie powiedział.
Oferta
Honey była gorsza. Na szczęście suka była niewyraźna, więc Lexie i Ella mogły
odwrócić jej uwagę, podczas gdy Bessie konfiskowała talerze i wyrzucała do
śmieci ogromne porcje tego, co to, do cholery, miało być, żeby nie musieli tego
jeść. Walker myślał, że będzie musiał iść spać głodny, ale Lexie zakradła się
do kuchni i zrobiła mu kanapki, a potem przyszła z nimi, żeby mu powiedzieć, że
wpadła na Ellę i Bessie, robiące to samo.
Śmiała
się z tego do bólu brzucha. Śmiała się jeszcze bardziej, kiedy podarowała mu mortadelę
z wymówką - „To było najlepsze, co mogłam zrobić, kochanie, Ella rozpraszała Honey,
nie miałam czasu na więcej.”
Po
raz pierwszy od dzieciństwa nauczył się, że woli mortadelę od alternatywy.
Na
szczęście Bessie znała się na kuchni. Jej zapiekanka mięsna z chlebem
kukurydzianym była gówniana.
Kiedy
nie gotowały, Lexie namówiła go, żeby zabrał ich do Koguta. I namówiła go, żeby
zabrał ich do włoskiej knajpy w mieście, a potem do Bubba’s. Co więcej, Maggie zrobiła
grilla na cześć ich wizyty, co oznaczało, że musieli iść. W następnym tygodniu,
żeby nie dać się wyprzedzić, Laurie zaprosiła ich wszystkich na kolację. Ledwie
stanął na szczycie schodów, zanim Lexie mówiła mu, że musi wziąć tyłek pod
prysznic, bo gdzieś wychodzili.
A
nawet jeśli nie, kobiety się przyssały, a jego czas był pełny.
Pewnego
wieczoru posadziły go przy wyspie z dziesięcioma skurwysynami albumami ze
zdjęciami Lexie. Najwyraźniej nie odkryła robienia zdjęć dopiero co; jego żona
przyzwyczajała się do tego przez dwie dekady. Wszystkie stały wokół niego, a najlepsze
było to, że Lexie stała za nim. Jej cycki przyciśnięte były do jego pleców,
ręka sięgająca, by przewrócić strony, z palcem wskazującym na zdjęcia, jej
ciało poruszało się przy jego, gdy chichotała, przyciskając się bliżej i okrążając
jego klatkę piersiową drugą ręką, kiedy wspominała, czasami oparła brodę na
jego ramieniu i cichła, gdy pozostałe trzy opowiadały historie. Cała czwórka
opowiadała swoje historie nad albumami ze zdjęciami i robiły to godzinami.
Przez
to Lexie bawiła się najlepiej w swoim życiu i nie mógł powiedzieć, że nie był
zainteresowany, widząc przewracające się strony, widząc ich życie na zdjęciach,
poznając jej rodzinę i, gdy mijały zdjęcia, obserwował swoją żonę dorastającą,
dojrzewającą. Nie był zaskoczony, widząc, że od czternastego roku życia była powalająca,
zawsze była piękna, ale nie było sposobu, aby przegapić obietnicę, jaką będzie,
gdy dojrzeje. Potem strona się odwróciła i zobaczył, jak dojrzała. To było
dokładnie to, czego się spodziewał. Spodziewał się tego, ponieważ Rodriguez,
który na początku ze swoim talentem mógł mieć dowolną cipkę, którą chciał, ale
wiedział, bez względu na wybór, nie było nic w porównaniu z tym, co on miał w
domu.
Nie
ukrywała Rodrigueza szybko przewracając strony, na których był, ani nie
prześlizgiwała się po jego zdjęciach; ani dla Walkera, ani dla jej rodziny. To
była Lex. Nic ukrytego. Bez ściemy. Rodriguez był częścią jej życia, ich życia
i nie czuła powodu, by go chować. Walker domyślił się, że to dlatego, że został
pochowany, dosłownie, i to wystarczyło. Był głównym elementem jej życia, teraz
go nie było. I już.
Noc
filmowa zdarzyła się raz, ale jeśli nie ciągał tyłków do restauracji, kobiety w
jego domu mogły jęczeć i robiły to, siedząc w kuchni lub na meblach na tarasie,
Lexie popijając piwo, jej dziewczyny odsysające koktajle i, jak w przypadku
zdjęć, robiły to godzinami. Próbował wyrobić sobie punkt, siedząc przed telewizorem
z meczem, ale nie tylko Lexie, ale każda z nich wykrzykiwała jego imię lub
podchodziła do drzwi na taras, opowiadając mu historię, dowcip, lub powtarzając,
co przed chwilą powiedziała jedna z nich. Nie miał ochoty przebywać wśród ich
gdakania, ale nie mógł powiedzieć, że cała czwórka nie była cholernie zabawna,
były. Każda z nich. W tym Honey. A dźwięk ich bełkotu i śmiechu, musiał
przyznać, wcale nie był denerwujący.
W
środku drugiego tygodnia dostarczono oprawione pióro i tusz Tuku. Tego wieczoru
on i Bessie trzymali ramę w różnych miejscach w salonie, podczas gdy Ella,
Honey i Lexie przyglądały się jej, z palcami przy twarzy, z głowami
przechylonymi na bok, niepewne i każące im przenieść ją w inne miejsce. Walker
zmęczył się tym po około pięciu sekundach, wiedząc dokładnie, gdzie to chciał
mieć. Bessie zmęczyła się tym dziesięć sekund później i zaczęła zrzędzić.
Zniosła jeszcze jakieś piętnaście minut, po czym oznajmiła - „Macie dwie
sekundy na podjęcie decyzji, jak nie, zaniosę tego skurwysyna na taras i wyrzucę
go.”
W
tym momencie skończyła się cierpliwość i uprzejmość Walkera, przejął kontrolę i
w ciągu dziesięciu minut zamontował ramę nad sofą naprzeciwko kominka. Bessie
zatwierdziła. Ella i Lexie wymieniły uśmiechy. Honey oświadczyła, że uważa, że
lepiej wyglądałaby nad kominkiem.
W
wolne czwartki, kiedy Lexie musiała pracować, był zmuszany do obowiązków
zwiedzania. W pierwszy czwartek Lexie zaciągnęła te suki do Colorado National
Monument. Powiedziała im, że po prostu nie mogą wrócić do Teksasu bez
zobaczenia tego. Ale kiedy je tam zabrał, spodobał im się ten widok i wyciągnęły
swoje tyłki z Cruisera, by dreptać na platformach do miejsca, w którym mógł
zrobić im zdjęcie z częścią pomnika w tle. Ale potem z klekotem wróciły. Nie
było dla nich szlaku ani bliższego przyjrzenia się. Kurwa, nie był pewien, czy
Honey może w ogóle przeliterować „szlak wędrówki”. Potem, korzystając z
niesamowitych zmysłów, zlokalizowały restaurację sushi w Grand Junction, jakby
mogły wywęszyć tego skurwysyna; zaciągnęły go tam, a potem spędzili pieprzoną
godzinę w Enstrom, kupując tyle toffi i czekolady, że mogłyby zaopatrzyć
większość Dallas.
Jego
drugi czwartek, wczoraj, był gorszy, ponieważ zabrał je do Aspen. W Aspen były
zakupy. To nie było dobre, nie było zabawne i tak, jak te suki mogły być
zabawne, tego dnia nie uważał nic za zabawne.
Kiedy
powiedział o tym Lexie wczoraj w nocy w łóżku, znów się śmiała.
Musiał
przyznać, że kochał śmiech swojej żony, uwielbiał go słuchać, ale w tamtym
czasie Walker nawet się nie uśmiechnął, ponieważ ani jedna sekunda jego dnia
nie była zabawna.
Powinien
był to przewidzieć, biorąc pod uwagę, że Ella ześwirowała w poprzednią
niedzielę, ogłaszając, że musi dać im prezent ślubny. Próbował odmówić udziału
w tym wydarzeniu i cała czwórka naparła na niego. Nie mógł tego znieść, nie z
błaganiem Lexie, więc ugiął się i poszedł. Nie powinien. Z jakiegoś powodu Lex
była w ekstazie (chociaż powtarzała w kółko: „Nie powinnaś. Nie możemy tego
przyjąć”, a potem to zrobiła), kiedy Ella kupiła im mikser KitchenAid. Znowu
dwie pozostałe siostry poszły od razu za matką. Doprowadziło to do tego, że
Bessie kupiła im dwie torby kuchennego gówna, z czego ponad połowę nawet nie
wiedział, co to, do cholery, jest, a połowę wiedział, składało się głównie z
misek i łyżek. Nie sądził, by kuchnia potrzebowała tylu misek i łyżek, ale, niezależnie
od tego, teraz je mieli. Potem zaciągnęły go z centrum handlowego do Carnal,
gdzie Honey dodała coś, co Lexie nazwała „garniec”, do ich kolekcji szarej
ceramiki, a także trio wysokich świeczników, które Lexie ustawiła nad kominkiem.
Zrozumiał to, gdy garnek został postawiony na kuchennym blacie i wypełniony jej
łyżkami.
Wszystko
wyglądało dobrze.
Nadal
- nie musiał tam być podczas ich zakupów.
Mimo
że większość z tego była upierdliwa, a część z tego poważnym wrzodem na jego
tyłku, skłamałby, gdyby powiedział, że na pewnym poziomie nie podobało mu się
to. A ten poziom częściowo polegał na obserwowaniu jego żony z rodziną,
wiedząc, że jest szczęśliwa, obserwowaniu, jak spędza czas z ludźmi, których
kocha. Ale chodziło też o zrozumienie, dlaczego była lojalna, dlaczego tak
bardzo się o nie troszczyła. Nigdy w życiu nie doświadczył takiej rodziny i
zajęło to trochę czasu, ale nawet od pierwszego przyjęcia go, potem zmiękły w
stosunku do niego, a potem go wessały. To dlatego Lexie była tym, kim była, otwarta,
czuła, drażliwa, szczera, zabawna i im dłużej był z nimi, tym bardziej one go tak
traktowały.
I
podobało mu się to.
Ale
podobało mu się też, że tego ranka, kiedy szedł do pracy, zaciągnęły jego i
jego żonę na dół do Vipera, aby go uściskać na pożegnanie. Potem przeszły na
koniec garażu, żeby machać mu sennie, bo za godzinę miały wsiąść do wynajętej
ciężarówki i odwieźć swoje tyłki do domu.
A
podobało mu się to też, bo chciał odzyskać żonę - samolubne, ale miał to w
dupie.
Chciał
także z powrotem nieograniczonego i nieskrępowanego dostępu do ciała swojej
żony.
Schody
prowadziły bezpośrednio do ich pokoju, bez drzwi. I przez to Lexie nie czuła
się komfortowo uprawiając seks w ich sypialni, mówiąc mu, że martwi się, że to
usłyszą. To ograniczyło ich do prysznica, co oznaczało, że Ty zadecydował, że
będzie brała go dwa razy dziennie, tak jak on.
Ale
po dwóch cholernie długich tygodniach wyczerpał swoją kreatywność pod
prysznicem i skończył z ograniczeniami.
I
wiedział, że Lexie kocha swoją rodzinę, ale zeszłej nocy dowiedział się, że ona
też z tym skończyła. Dowiedział się tego, kiedy stanowczo poprowadził ją pod
prysznic, a ona stanowczo wyciągnęła rękę z jego dłoni i podeszła do wanny.
Potem
ją napełniła.
Potem
zaprowadziła go tam.
Nie
pamiętał, czy brał kąpiel, odkąd był dzieckiem.
Będzie
je brał w przyszłości.
A
jego chód przyspieszył, bo dziś wieczorem mógłby pieprzyć swoją żonę w ich
łóżku, na kanapie i na pieprzonych schodach, gdyby tylko miał na to ochotę.
A
miał ochotę zrobić wszystkie trzy.
Więc
nadszedł czas, aby zabrać jego tyłek do domu.
Wyszedł
z sali gimnastycznej, która znajdowała się w Chantelle. Miała przyrządy, ale
była to także siłownia bokserów, co oznaczało ograniczone korzystanie przez
kobiety, a kobiety, które z niej korzystały, były bokserkami i tam trenowały, a
nie ćwiczyły, by pokazać swoje stroje lub szukać mężczyzny, który dbał o swoje
ciało, by go zahaczyć.
Słyszał,
że w Carnal jest siłownia z osobistym trenerem, który potrafi skopać tyłek. Nie
wypróbował tego, bo jego treningi były koedukacyjne.
Właśnie
o tym myślał, gdy wychodził za drzwi i automatycznie przeskanował parking.
I
to właśnie wymazało mu się z pamięci, gdy zobaczył pickupa. Model sprzed kilku
lat i zadbany. Miał kilka ulepszeń w celu dodania błysku, nie za dużo nie dlatego,
że właściciel go nie lubił, ale dlatego, że nie było go na to stać.
A
Walker wiedział o tym, ponieważ właściciel opierał się o drzwi po stronie
kierowcy. Był Latynosem. A tablice były z Teksasu.
Kurwa!
Spojrzeli
sobie w oczy, a Walker nie oderwał wzroku, gdy podszedł do Vipera. Mężczyzna
odsunął się od swojego pickupa, gdy Walker zbliżył się do Węża. Walker odwrócił
wzrok, by otworzyć drzwi po stronie kierowcy i rzucić swoją torbę przez
siedzenie kierowcy na siedzenie pasażera. Potem zatrzasnął drzwi, odwrócił się
i oparł plecami o samochód, z rękami na piersi, skrzyżowanymi nogami i oczami
skierowanymi na mężczyznę.
W
ciągu ostatnich dwóch tygodni nie spotkali się, ale Walker miał okazję uzyskać
informację od Tate’a o Angel’u Peñie, choć nie była ona wyczerpująca. To
dlatego, że Peña był lubiany, a Tate nie mógł kopać zbyt głęboko bez ujawnienia
się. Wiedział, że jest szanowanym gliną. Wiedział, że otrzymał pochwały.
Wiedział, że Peña uważał swój zawód za powołanie, a nie pracę. Wiedział, że
taktyka Peñy była kontrowersyjna. I wiedział, że zostało to przeoczone, bo
wskaźnik jego rozwiązanych spraw był wyjątkowo wysoki.
Teraz
zobaczył, że jest niski, wzrostu Lexie, co oznaczało, że górowałaby nad nim w obcasach.
Wystarczająco porządnie wyglądający facet, ale Walker nie był kobietą, więc
naprawdę nie miał pojęcia. Podobało mi się gotowanie jego mamy, jeśli lekki
brzuch wystający znad dużej klamry jego paska był czymś, po czym można było
wnioskować. W każdym razie wiedział, że powinien o siebie zadbać, ponieważ
reszta ciała była jak buldog: silna, twarda i masywna. Walker wiedział też, że
jest dumnym Teksańczykiem, a także dumnym Meksykaninem, patrząc na pickupa, ale
też na kowbojskie buty, dżinsy Wrangler, sportową kurtkę z westernowymi szwami
i koszulę w kratę z perłowymi zatrzaskami, które opowiadały resztę historii,
zwłaszcza biorąc pod uwagę, że klamra paska miała meksykańską flagę.
Zatrzymał
się trzy kroki od niego dalej.
„Tyrell
Walker” - stwierdził.
„Detektyw
Angel Peña” - odparł Walker.
To
było to. Żaden z nich nie miał przewagi. Jeszcze nie.
Wzrok
Peñy przesunął się na Vipera, a potem z powrotem na Walkera.
„Ładne
autko” - zauważył.
Walker
nie odpowiedział.
Peña
spojrzał mu w oczy, zaskakująco nie skrępowany różnicą wzrostu, która była
bliska trzydziestu centymetrom. Świat nie pasował do wzrostu ani rozmiaru
Walkera, podobnie jak większość ludzi w nim. Nigdy nie miał z tym problemu.
Od
czasu do czasu schylał głowę, wiedząc, że jego sylwetka onieśmielała większość
mężczyzn, jego waga sprawiała, że nie doceniali jego szybkości, a jedno i
drugie (dla niektórych można było dodać jego kolor) sprawiało, że większość
ludzi, zarówno mężczyzn jak kobiet, źle oceniała jego inteligencję. To dawało
mu niemal stałą przewagę.
W
tym momencie przyszło mu do głowy, że Lexie była jedną z niewielu kobiet, które
pasowały do niego. Nawet boso była wysoka jak na kobietę. Ale prawie cały czas
nosiła szpilki. Nie musiał się tak giąć ani pochylać z żoną.
To
też lubił.
Ale
teraz zobaczył, że Peña nie był zastraszony i nie lekceważył go. Uznał to za
zaskakujące i niepokojące.
Oznaczało
to, że Peña spędził trochę czasu na szukaniu o nim informacji i kopał głęboko.
Walker po prostu nie miał pojęcia, co znalazł.
„Wyobrażam
sobie…” - zakończył milczenie Peña - „…że wiesz, że jestem zainteresowany Alexą
Berry.”
„Walker”
- jego korektą było niskie, szybkie, celowe dudnienie i był zszokowany jak
cholera, widząc, jak jego odpowiedź zaskoczyła Peñę tak bardzo, że zajęło mu to
dwie sekundy.
„Co?”
- zapytał cicho Peña.
„Walker”
- powtórzył - „Teraz nazwisko Lexie to Walker.”
Peña
z zamkniętą twarzą, przyglądał się Walkerowi, ale nawet z zamkniętą twarzą
robił to uważnie.
Walker
pozwolił mu, a potem skończył.
„Mam
żonę do domu, Peña. Będziesz się na mnie gapić jeszcze dłużej?”
Peña
zamrugał. Potem cicho zapytał - „Jak się miewa?”
„Jest
żoną mężczyzny, który nie lubi za bardzo, gdy mężczyzna, którego nie zna, pyta,
jak się miewa.”
„To
interesująca odpowiedź, Tyrell” - zauważył Peña.
Walker
nie odpowiedział, chociaż chciał mu powiedzieć, żeby nie nazywał go Tyrell.
Jego matka nazywała go Tyrell. Kiedy jego ojciec był wkurzony, co zdarzało się
często, nazywał go Tyrell. Dlatego nikt nie nazywał go Tyrell.
Ale
nie powiedział mu tego.
Peña
kontynuował - „Ona jest przyjaciółką.”
„To ciekawe, biorąc pod uwagę, że nie
wspomniała o tobie.”
Kolejny punkt. To bolało. Myślał, że miał
większe znaczenie w jej życiu.
„Są
rzeczy, o których się stara zapomnieć, jak sądzę” - niedokładnie zgadł Peña.
A
Walker nie zawahał się poinformować go o tym fakcie - „Mylisz się. Lexie nie
musi zapominać. Jest wystarczająco mądra, by nauczyć się lekcji, jakie daje jej
życie, z otwartymi oczami, bez ściemy.”
„Może
tak jest, ale to nie znaczy, że nie ma rzeczy, które chciałaby zostawić w
przeszłości” - odpowiedziała Peña.
„Masz
w tym rację” - powiedział mu Walker, jego punkt ciężko było przeoczyć i
skończył, więc postanowił skierować ich w innym kierunku - „Przebyłeś całą tę
drogę po to gówno?”
„Jest
warta jazdy i urlopu.”
To
była prawdziwa odpowiedź, ale Walker nie chciał jej słyszeć.
Dlatego
ruszył. Odpychając się od Vipera, przesunął się, by otworzyć drzwi, ponownie przedstawiając
punkt, którego trudno było nie zauważyć.
Peña
tego nie przegapił, ale też nie skończył.
„Wygrałeś
to w grze?” - zapytał, a Walker przeniósł na niego oczy, gdy otworzył drzwi i
zaczął je obchodzić, aby wsiąść. Peña wiedział, że nie ma dużo czasu i ciągnął
dalej - „Wiem, że masz talent, żeby się nie pieprzyć. Minęły lata, ale kręgi w
Dallas wciąż o tobie mówią. Nie siedziałbyś w grze bez co najmniej dwudziestu
pięciu tysięcy wpisowego.”
Walker wciąż się ruszał.
Peña
mówił dalej - „To sprawia, że człowiek zastanawia się dlaczego, jeździsz Wężem,
siedzisz tylko w grach o wysokie stawki, a jednak przez trzydniowy weekend
ciągnąłeś swój tyłek w pieprzonym samochodzie przez trzy stany, aby siedzieć w
grze z czterema mężczyznami, którzy razem nie mogli zaoferować nic, tylko o pięć
tysięcy mniej niż dwadzieścia pięć.”
Walker
zatrzymał się, wyprostował i odwrócił w drzwiach.
Zrobił
to, ponieważ Peña właśnie pokazał, jak głęboko kopał.
Walker
poświęcił mu uwagę, ale nic więcej.
„Jeśli
nawet tylko dla cholery, dlaczego nie poleciałeś?” - zapytał Peña - „Miałeś forsę.
Do LA i z powrotem, usiąść przy stole i zabić człowieka… to dużo, żeby zmieścić
w trzy dni.”
Walker
nie odpowiedział.
Peña
nie szukał odpowiedzi. Peña z radością wygłaszał monolog.
„Chociaż
jak lecisz samolotem, oni mają zapisy. Jak siedzisz dupą w samochodzie, nikt
nie wie.” - Przerwał; Walker nic mu nie dał, więc szedł dalej.
„Nie
mogłem zrozumieć, dlaczego tak było, do cholery. Nie obchodzi cię towarzystwo,
które masz w grze, to prawda, ale przynajmniej muszą przynieść coś do stołu.”
Walker
milczał.
Peña
naciskał - „Siadasz z mężczyznami, którzy mają dziesiątki tysięcy gotówki i
zabezpieczenia, za każdym razem odchodzisz jako zwycięzca, wielki zwycięzca.
Potem siedzisz z mężczyznami, którzy mają gówno, którzy nie są znani z gry w
karty, są totalnymi amatorami i tracisz ogromne? Jak to się dzieje?”
Walker
nie poruszył się ani nie powiedział ani słowa.
Peña
szedł dalej - „Straciłeś tak ogromnie, że cię to wkurzyło. Ty, doświadczony
gracz, który musiał odejść od niektórych stołów gdzieś wzdłuż linii. Znałeś
wynik. Żadnych incydentów, ale przegrywasz z jakimś szumowiną dilerem
narkotyków w LA, jesteś tak wkurzony, że namierzasz jego tyłek, strzelasz do
niego cztery razy i, częściowo robotnik budowlany, częściowo mechanik, na tyle
sprytny, by zdobić sobie Węża, jesteś na tyle głupi, by zostawić swoje odciski
na miejscu zdarzenia. Jak to się stało?”
Walker
odwrócił się do niego całkowicie i skrzyżował ręce na piersi.
Peña
wytrzymał jego spojrzenie.
Potem
zrobił krok do przodu i powiedział cicho - „Mam źródło mówiące, że zakopano
kilka wstępnych zeznań świadków. Wiesz o tym?”
Nie.
Nie miał pojęcia. To byłoby wielkie, ogromne
lata temu.
Teraz
to nie miało znaczenia.
Dlatego
nadal się nie odzywał.
„Sprzeczne
zeznania w różnych miejscach. Twój opis, przegrana kwota, oś czasu. Wygląda na
to, że świadkowie nie zostali dokładnie poinformowani” - Peña upuścił bombę,
zdradził trochę, zatrzymał się na reakcję, a kiedy jej nie otrzymał, naciskał -
„Ale w końcu ich historie były wyprostowane.”
Pieprzyć
go. Pieprzyć go. Mniej niż sześć tygodni, a Peña zaszedł dalej niż Tate. Dużo
dalej.
Walker
nie odpowiedział.
Peña
tego nie potrzebował - „Dwóch z tych mężczyzn, którzy siedzieli z tobą przy
stole, było agentami policyjnymi detektywa Cheta Palmera z LAPD.”
Walker
nic nie powiedział.
Peña
kontynuował - „A detektyw Chet Palmer pracuje w innym komisariacie, ale mimo to
jest ojcem chrzestnym córki Gene Fullera.” - patrzył w oczy Walkera i mówił
cicho - „Rozumiesz połączenie, które ci daję?”
Walker
w końcu się odezwał - „To nie jest nowość.”
„Jackson” - tym razem Peña poprawnie odgadł,
że Tate odkrył ostatnią część wiele lat temu.
Walker
nie potwierdził. Nie musiał.
„Chcesz
prawdziwych nowin?” - zapytał Peña.
„Jeśli
je masz” - odpowiedział Walker.
Peña
przyjrzał mu się i zrobił to przez chwilę.
Potem
to wyłożył.
„Twoja
spluwa, narzędzie zbrodni nigdy nie zostało odzyskane.” - zignorował zaciśnięcie
szczęk Walkera na wzmiankę o „twojej spluwie”, coś, o czym wiedział, ale nigdy
nie miał, dopóki Shift mu tego nie dał, a Peña kontynuował - „Ale to nie
zniknęło. Wiem o tym, bo inny dealer z Los Angeles miał dopasowanie balistyczne
do tej broni, zajęło mi trochę, by to odkryć, nawet moje źródło narowiło się, tak
ta informacja była głęboko zakopana. Jestem pewien, że nie zdziwi cię, że inny
brat został za to wrobiony, świadkowie, odciski na miejscu, motyw, okazja,
przytłaczające dowody, nawet jeśli narzędzie zbrodni nigdy nie zostało
odzyskane. Schodził, ale był już wcześniej. Gówno gangu. Mała odsiadka mu się
nie podobała. Nauczył się swojej lekcji. Wyszedł. Utrzymywał w czystości.” - Peña
pochylił się, zgubił na chwilę i wysyczał - „Zgłosił się na ochotnika do pracy w lokalnym Klubie Chłopców, aby trzymać dzieci
z dala od gangów.” - Peña odchylił się do tyłu, wciągnął
powietrze, by zebrać to w całość, zanim skończył - „Nie podobał mu się wyrok,
wiedział, że ma więcej do stracenia, może wiedział dlaczego, zdecydowanie
wiedział, z kim ma do czynienia. Nie zamierzał iść siedzieć i znalazł sposób,
aby uciec od tego na zawsze, a zrobił to wieszając się na belce w garażu swojej
mamy.”
Walker
wciągnął powietrze i odwrócił wzrok. To nie była jedyna reakcja, którą ujawnił.
Wiedział, że jego ciało rozszerzyło się, ponieważ wiedział, że większość jego
mięśni odruchowo się napięła.
Kolejny
brat przepadł. Kurwa.
Siłą
woli rozluźnił mięśnie i obejrzał się.
„Byłem
zajęty, Peña” - zauważył.
„Mówiłem
ci, że zainteresowałem się Alexą Berry” - Kiedy oczy Walkera zwęziły się,
poprawił szybko - „Walker”.
Walker
nie skomentował.
Peña
wciąż nie skończył - „Dostałeś wyrok. Myślę, że dali ci dużo czasu do namysłu.
O czym, nie wiem. Mogę się domyślić, że, jakby pięć lat mojego życia zgniło,
wiem, o czym bym myślał. I, muszę powiedzieć, Tyrell, normalnie nie obchodziłoby
mnie, co robisz. Problem polega na tym, że to, co zrobisz, nie będzie tylko tym,
co ty robisz. To, co zrobisz, wpłynie na innych i nie tylko na tych, na których
musi wpłynąć. I tu właśnie mam problem.”
„To
nie twoja sprawa” - poinformował go Walker.
„Tutaj
się mylisz” - odpalił Peña, a Walker częściowo go źle zinterpretował.
„To
mój garaż, gdzie parkuje swojego Chargera, Peña. Moje łóżko, w którym śpi.
Bukiet kwiatów, który kupiłem jej, zanim włożyłem obrączkę na jej palec,
podarła i wcisnęła płatki między dwa kwadraty szkła i powiesiła to gówno w oknie
mojej w kuchni, żeby mogła widzieć
je, kiedy zmywa naczynia. To znaczy, że się nie mylę.”
Znowu
strzelił, to bolało gorzej, a Peña tego nie ukrywał.
Ale
zaprzeczył - „Nie rozumiesz, z czym przychodzę.”
„Rozumiem,
że chcesz kawałek mojej żony. To, czego ty nie rozumiesz, to to, że każdy jej
centymetr jest mój” - pochylił się - „Każdy.
Nie dostaniesz ani jej kawałka.” - odchylił się do tyłu - „Nikt nie dostanie.
Nikt oprócz mnie.”
„Jak
powiedziałem, nie rozumiesz, z czym przychodzę.”
Kurwa,
ale on chciał być w domu ze swoją pieprzoną żoną.
Dlatego,
aby to zrobić, zaprosił - „Edukuj mnie”.
„Interesuję
się Alexą Berry Walker, Tyrell, ale jestem też gliną. Nie jesteś moim bratem. Nie
znam cię. Nie obchodzisz mnie. Jedyne, co mnie obchodzi, to to, co dzieje się w
twojej głowie. Nie mam też w dupie, że bracia upadają w dwóch stanach na dwa
sposoby, a żaden z nich nie jest blisko do gówna, którego… nie… zrobili…”
Teraz
to go zaskoczyło.
Nie
pokazał tego. Nie robił nic poza gapieniem się.
Peña
wyłożył swoje karty na stół - „Więc jestem tutaj z powodu Lexie. Powodem, dla
którego tu jestem, jest to, że słyszałem, że się z tobą sczepiła, więc zainteresowałem
się i to, co znalazłem, zainteresowało mnie bardziej, a to większe
zainteresowanie doprowadziło mnie do większego, ale w końcu nie doprowadziło do
niczego poza pytaniami, pytaniami bez odpowiedzi. Więc teraz innym powodem, dla
którego tu jestem, jest to, że szukam odpowiedzi. I wreszcie, jestem tutaj,
teraz na tym parkingu z tobą, żeby cię ostrzec, żebyś pamiętał, co masz w
garażu i co wisi w twoim oknie kuchennym, a przede wszystkim co masz w łóżku. I
jestem również po to, by dać ci znać, że jestem w mieście, dlaczego tu jestem i
cokolwiek, kurwa, planujesz, żebym cię nie pieprzył, musisz wiedzieć, że tu jestem.”
I
znowu, to go zaskoczyło.
„Wyświadczasz
Lexie przysługę” - powiedział cicho.
„Tak,
to było tylko dla Lexie, dopóki nie wkroczyłeś, Tyrell. Wciąż mam to w dupie,
ale zrobiłeś to cholernie jasne, że pierdolenie cię ona obchodzi, a ja
spędziłem lata obserwując, jak jest z mężczyzną, który tego nie robił, więc w
okrężny sposób, również robię to dla ciebie.”
Jezu.
„Peña..”
- uznał, że to konieczne, aby ostrzec - „…nie wiesz, z czym się zmierzysz.”
„Tyrell…”
- odpalił Peña - „…dokładnie wiem, z jakim brudem się zmagam. Ty masz swój
kolor, ja mam swój, więc wiem. A
domyślam się, że jak Jackson węszył dookoła, dał ci wprowadzenie, więc wiesz,
że nie jestem głupi i, potwierdzam, nie jestem. Myślę, że ty też nie jesteś,
ale nadal będę ci przypominał, żebyś nie był, i zrobię to ze względu na to,
gdzie jest jej Charger, w jakim łóżku śpi i te płatki, na które patrzy,
zmywając naczynia. Lubię swoje życie, więc go nie marnuję i nie zmarnuję tego,
próbując odwieść cię od tego, co zamierzasz zrobić. Ale przypomnę ci, abyś
pomyślał o tych trzech rzeczach, za które inni mężczyźni by zabili, i doradzę
ci, że ktoś taki jak ja może zajść w tej misji o wiele dalej niż ktoś taki jak
ty.”
„Jesteś
z Teksasu” - przypomniał mu Walker.
„Policjant
to policjant, Tyrell, w Teksasie, w Kalifornii, w Kolorado czy na Księżycu” -
odparł Peña.
Walker
wpatrywał się w niego. To nie była prawda. Ci chłopcy obsikiwali całe swoje tereny,
robili to regularnie, żeby nikt nie mógł pomylić zapachu i bez względu na to,
czy nosiło się odznakę, czy nie, wpuszczali tylko tych, których chcieli
wpuścić.
Z
drugiej strony to, co Tate powiedział o taktyce tego faceta mówiło, że miał
jaja, więc kto wiedział, co może zrobić?
Wreszcie
powiedział - „Nikt nie nazywa mnie Tyrell.”
Peña
wpatrywał się w niego. Potem się uśmiechnął.
Potem
jego uśmiech zgasł i zapytał cicho - „Jak ona się miewa?”
„Ella,
Bess i Honey tylko co wyjechały po spędzeniu z nami dwóch tygodni.” - odpowiedział
Walker.
„Jezu”
- mruknął Peña - „…więc ona była szczęśliwa jak cholera, ale ty byłeś w piekle.”
Tak,
był zainteresowany poznaniem Lexie.
„Coś
w tym rodzaju” - mruknął w odpowiedzi.
Peña
zawahał się. Potem go popchnął.
„Była
piękną panną młodą?”
Kurwa.
Pieprzyć
go.
Dał
to draniowi - „Wspaniałą.”
Peña
skinął głową, ale zadał pytanie - dostał odpowiedź, którą już znał.
Walker
oficjalnie skończył.
„Jak
cię spalą, nie znam cię, ale co ważniejsze, Lex nie zna.”
„Mówiłem
ci, nie jestem głupi.”
„I
mówię ci, jak wsadzisz w to nos, a to spłynie na moją żonę, były więzień kontra
gliniarz, czy nie, masz problem. Czy jestem zrozumiany?”
Peña
wytrzymał jego spojrzenie. Potem się szeroko uśmiechnął.
Potem
szepnął - „Długo czekałem, żeby zobaczyć tę kobietę z mężczyzną, który będzie
się przejmował. Myślę, że nie przegapiłeś, że chciałem być tym mężczyzną. Nie
wiesz, że Alexa Berry Walker interesuje mnie tak bardzo, że nie obchodzi mnie,
kto to jest, tak długo jak się przejmuje.”
„Więc
mamy coś wspólnego, ale, oczywiście, ja jestem tym mężczyzną” - Walker
odpowiedział.
Peña
skinął głową z kolejnym uśmiechem.
Bez
urazy.
„Bądź
czujny” - powiedział Walker, odwracając się i składając do Vipera.
„Ty
to samo” - odparł Peña, a Walker zatrzasnął drzwi.
Potem
odpalił auto, wysunął się z miejsca, spojrzał na Peñę idącego z powrotem do jego
pickupa i miał na Chrystusa nadzieję, że on wie, co robi.
Potem
umieścił ją na pierwszym miejscu i pojechał w cholerę do domu.
*****
Walker
wszedł na szczyt schodów, ale usłyszał muzykę, zanim wszedł do pomieszczenia
gospodarczego. Nastrojowa muzyka. Alicia Keyes. Prezenty ślubne od rodziny
Lexie były zdecydowanie bardziej dla Lexie niż dla Walkera, ale wyprawa na
zakupy miała dla niego jeden plus. Lexie trafiła do sklepu muzycznego i
zaopatrzyła się w przyzwoitą muzykę. I nie chodziło tylko o to, aby jej rodzina
miała ścieżkę dźwiękową na czas ich wizyty, którą by się cieszyły, ale dla
niego.
Dawała
w inny sposób.
Okrążył
balustradę i rzucił tam swoją torbę treningową, najpierw zaglądając do kuchni.
Mniej
więcej o tej porze dnia myślała o jedzeniu, ale przede wszystkim znała jego
harmonogram i wiedział, że chce być blisko, kiedy on wraca do domu, aby móc go
przywitać, co zawsze robiła, wciskając się w niego i odchylając głowę do tyłu
na pocałunek. Nieważne, czy wrócił z warsztatu, czy z siłowni, spocony czy nie,
jego kobiety to nie obchodziło.
I
inny sposób, w jaki dawała.
Nie
było jej w kuchni, więc spojrzał na drugie miejsce, w którym zwykle była,
myśląc, że lubi ich meble na tarasie, to było gówno i wyglądały dobrze. Ale to
cholernie dużo kosztowało. Nie przeszkadzały mu pieniądze, nigdy, jeśli to było
fajne gówno i dobrze wyglądało. Ale przejmował się tym jeszcze mniej, ponieważ
używała ich cały czas. Kiedy jej rodzina tam była, jedli na tylnym tarasie. Zanim
przyjechały, w jego dni wolne zauważył, że jadła tam śniadanie i piła kawę, i
robiła to tak, jakby robiła to cały czas, więc wiedział, że robi to cały czas.
Innym razem wędrowała tam ze swoim Kindle, żeby czytać, albo ze swoim iPodem, by
słuchać, patrząc na widok. Kolorado było dla niej nowe, podobało jej się to,
podobały jej się ich widoki i poświęcała na to swój czas, ile tylko mogła,
kiedy nie dawała jemu tego czasu.
Więc
odwrócił głowę, żeby spojrzeć na taras i zamarł.
To
dlatego, że leżała zwinięta na kozetce, ze zgiętymi i opadłymi na bok nogi,
obcasy podciągniętymi blisko tyłka, z piwem w dłoni spoczywającym z boku jej
uda, głową odrzuconą do tyłu, bo się śmiała.
Naprzeciw
niej w tym dwuosobowym fotelu leżał ogromny czarny mężczyzna, odwrócony
profilem do Walkera, ale widział, jak się uśmiecha.
Lexie
wyprostowała głowę, dostrzegła go, jej twarz pojaśniała i skierowała w jego
stronę snop oślepiającego światła, krzycząc - „Ty! Zobacz kto tu jest!”
Potem
jego pieprzona żona, totalna pieprzona gapcia, jak podekscytowana nastolatka
poderwała się na nogi i zeskoczyła z sofy, wbiegając do niego przez otwarte
drzwi, gdy zmusił się do ruchu i szedł do niej.
W
swoim podnieceniu uderzyła go w locie, jej miękkie ciało zderzyło się z jego,
jej ramiona, nawet z jedną ręką trzymającą butelkę piwa, ślizgały się wokół
niego, jej bose stopy zmuszały ją do pochylenia głowy do tyłu, by rozproszyć do
niego uśmiech.
„Julius”
- oświadczyła podniecona, ale niepotrzebnie.
Spojrzał
w dół na jej twarz, a potem uniósł głowę i zobaczył, że Julius wysunął się z
sofy i uśmiechnął się do niego, gdy wchodził do domu.
Taka
była ich więź, że, można było śmiało powiedzieć, zawsze i wszędzie, byłby
szczęśliwy widząc Juliusa Championa. Zdecydowanie szczęśliwszy, widząc go po
raz pierwszy w spranych dżinsach, koszulce i oddychającego swobodnie.
Z
wyjątkiem tej chwili.
Pochylił
głowę i mruknął - „Pocałuj, mama.”
Jej
uśmiech stał się jaśniejszy, jeśli można było w to uwierzyć, podniosła się na
palcach, pochylił się nisko i dotknął ustami jej ust, gdy jej ramiona go ścisnęły.
Kiedy podniósł głowę, puściła go, cofnęła się o krok, a on odwrócił się do
Juliusa, który zbliżył się do niego i miał w ręku piwo. Wyciągnął swoją drugą
rękę i Walker ją wziął.
„Walk”
- mruknął, gdy się złapali i zamknęli oczy, bez drżenia, bez uścisku, siła
uścisku i komunikacja przez ich oczy były wszystkim, czego potrzebowali.
„Champ”
- mruknął Walker.
Julius
uśmiechnął się. Walker odwzajemnił uśmiech.
„O
cholera, będę płakać” - oznajmiła Lexie, a mężczyźni puścili się i obaj
spojrzeli na nią, aby zobaczyć, że rzeczywiście wygląda, jakby miała się
rozpłakać.
„Opanuj
to, Lex” - mruknął, wciąż się uśmiechając.
Skinęła
głową i zauważalnie głęboko odetchnęła, szepcząc - „Racja. Racja.”
Walker
potrząsnął głową i spojrzał na Juliusa, aby zobaczyć, że Julius uśmiecha się
teraz do Lexie.
„Okej!”
- oznajmiła klaszcząc, a Walker spojrzał na nią - „Czas na kolację!” - skierowała
wzrok na niego - „Shake, kochanie, czy zamierzasz jeść ze mną i Juliusem?”
„Proszek
z wodą, to potem zjem z wami” - odpowiedział Walker.
„Świetnie!”
- zatwierdziła, rzuciła im obu olśniewający uśmiech, odwróciła się i skierowała
do kuchni.
Walker
spojrzał na Juliusa - „Idę pod prysznic, bracie. Zaraz wracam.”
Julius
podniósł brodę i odpowiedział - „Dotrzymam towarzystwa twojej kobiecie, gdy cię
nie będzie.”
Walker
założyłby się, że tak. Miał trzy kobiety, każdą stałą, z każdą zaangażowany,
każda była w jego życiu od lat, ale to nie znaczyło, że wciąż nie rekrutował.
Ale Walker wiedział też, że niczego nie spróbuje z Lexie.
Prawdę
mówiąc, nie był mężczyzną, który nie skorzystałby z okazji, by cieszyć się
piękną kobietą, chociaż wiedział, że przez patrzenie, ale nie dotykanie.
Walker
skierował się do schodów. Julius skierował się do kuchni.
Prawie
skończył z prysznicem, kiedy weszła. Patrzył przez szybę, jak stawia na
toaletce duży, plastikowy kubek z zakręcaną pokrywką, wypełniony proteinowym
proszkiem wymieszanym z wodą. Jej oczy skierowały się na niego, zanim odeszła,
a potem przeszła cztery kroki, żeby przycisnąć dłoń płasko do szyby i posłać mu
kolejny uśmiech.
Nie
mieli żadnego fizycznego połączenia przez to szkło, ale było to połączenie;
takie gówno robiła przez cały czas. Uśmiech był olśniewający; była zadowolona
jak cholera, że jego przyjaciel tam był. Dostarczony napój proteinowy był
kolejnym sposobem, w jaki to dawała. To też robiła cały czas: mieszając mu napój
lub mieszając mu shake’a, a kiedy wychodził, stało to na toaletce, jeśli nie
była z nim pod prysznicem.
Czekała
na to, on jej to dał, podnosząc podbródek, po czym bez słów ruszyła z powrotem.
Po
prysznicu ubrał się w spodnie od dresu i białą koszulkę, wysysając drinka, skierował
się w stronę schodów. Okrążając balustradę na podeście pierwszego piętra, by
dotrzeć do wylotu schodów prowadzących na parter, skierował wzrok na biuro.
Potem, nawet jeśli chciał dostać się do swojej kobiety i Juliusa, jego stopy
przeniosły go do drzwi biura.
Lexie
nie miała dużo gówna. Większość jej mebli wciąż znajdowała się w mieszkaniu w
Dallas, do którego przeprowadziła się Honey. I nie rozpakowała wszystkiego,
kiedy przyjechała. Ubrania, buty, biżuteria, takie gówno. Kilka zdjęć jej
dziewczyn na kominku na dole. Wywołała, oprawiła i umieściła zdjęcie ich w Kogucie
w ich sypialni. Ale ustawiła swój komputer w biurze, dodała jeszcze kilka ramek
z domu, zamontowała na tylnej ścianie niezwykłą grafikę, która mu się podobała,
włożyła do szuflady biurka swój notes, książkę adresową i inne tego typu
rzeczy.
Poszedł
do prawej sypialni, gdzie postawiono meble z jej sypialni z Dallas. Podwójne łóżko
z kobiecą pościelą i kołdrą, białe tło z surowymi zawijasami zielonych łodyg
prowadzących do dużych kwiatów w wielu odcieniach błękitu i różu. Kobiece, ale w
dobrym guście. Czysta Lexie. Jedna szafka nocna z lampką. Komoda. Więcej grafik
na ścianie. Pokój gościnny, w którym spała Ella, teraz czarna skórzana torba
Juliusa leżała na podłodze przy szafie.
Potem poszedł do drugiej sypialni. Wciąż miała
tam kilka pudeł ustawionych pod ścianą, ale uczyniła to swoim pokojem. Duży
stół z plastikowymi, wieloszufladowymi organizerami na górze i koszami
wypełnionymi rzemieślniczym gównem. Niektóre półki wypełniła większą ilością
rzeczy rzemieślniczych. Maszyna do szycia z krzesłem przed nim.
Fotel
w kącie, obok stojąca lampa, gdzie mogła wygodnie pracować. Kurewsko go to zaskoczyło,
ale jego żona była manualnie uzdolniona. Nie chodziło tylko o płatki w oknie.
Od razu ustawiła tę maszynę do szycia i, nawet ze swoimi dziewczynami w domu,
kiedy pewnego dnia wrócił do domu po pracy, mieli na kanapie ogromne, nowe
poduszki. Lubił je, materiał był ładny, ale, co ważniejsze, były wygodne jak
cholera i było ich mnóstwo, a mógł wepchnąć je za siebie, gdy oglądał mecz.
Wyszedł
i zszedł po schodach, widząc pióro i tusz Tuku na ścianie, gdy się poruszał.
Gruba, matowa czarna rama była gównem, praca była ogromna, miał tylko jej
fragment namalowany tuszem na ciele, bo potrzebowałby czterech ciał jego
wielkości, aby to wszystko nałożyć. Dobrze było widzieć go ponownie na widoku,
za każdym razem, gdy łapał go oczami i trudno było to przegapić, przypominało
mu to Tuku, dając dobre wspomnienia. Był oszołomiony, kiedy Lexie zabrała go do
warsztatu z ramami. Poczuł, jak to coś przeszywa lewą stronę jego klatki
piersiowej, ostrzej, a ból przeszedł go tak ekskluzywny, że był czymś, czego
nie znał, nigdy nie doświadczył, ale wiedział, że nigdy tego nie zapomni o tym
uczuciu lub o tej chwili, nigdy w jego życiu.
To
wszystko uderzyło go, kiedy to widział - Lexie uczyniła jego dom ich domem i nigdy
nie wiedział, kiedy wchodził, co doda, co da mu więcej, ale tym razem uderzyło
go to inaczej, gdy był tam jego brat, patrząc oczami Juliusa jego dom, jego
życie, kwiecistą pościel, na której będzie spał w pokoju gościnnym.
Jego
żona.
A
kiedy go to uderzyło, coś osiadło w Walkerze. Osiedliło się głęboko.
Coś
doniosłego, ale nie ciężkiego. Coś ciepłego. Coś pożądanego.
Myślał
o tym, gdy pociągnął łyk swojego drinka, dotarł na dół schodów i odwrócił się,
by zobaczyć Lexie przy kuchence, Juliusa przy stołku na wyspie. Oboje
rozmawiali ze zrelaksowanymi twarzami, Julius był już w domu, ponieważ Lexie
sprawiła, że tak się poczuł. Ogromny mężczyzna. Ogromny czarny człowiek.
Ogromny, czarny były więzień w domu, zrelaksowany, mile widziany, ponieważ
Lexie sprawiła, że tak się poczuł.
Jej
oczy powędrowały do niego, a potem odwróciła głowę do niego.
„Idź,
porozmawiaj ze swoim bratem” - skierowała głowę na przedni taras - „Skończę to
i zjemy przy stoliku na zewnątrz.”
„Wykopujesz
mnie, laleczko?” – zapytał Julius, a Lexie odwróciła się, by się do niego
uśmiechnąć.
„Daję
ci czas z Ty, abyś mógł porozmawiać o tym, jak wspaniały jest mój tyłek” -
odpowiedziała, Julius zachichotał, a Walker przeniósł się do swojej żony.
Pochylił
się, żeby pocałować jej włosy i wymamrotał - „Nogi, Lex, twój tyłek jest w
porządku, ale masz cholernie świetne nogi. Jak dotąd dwukrotnie owinęły moje
plecy.”
Odchyliła
głowę do tyłu i złapała jego wzrok, po czym oparła się bokiem na nim, by móc
przewrócić oczy na Juliusa.
Jego
przyjaciel znów zachichotał.
Walker
odwrócił się od swojej kobiety i spojrzał na Juliusza. Potem skinął głową w
kierunku zewnątrz, po czym ruszył w tę stronę, a Julius zsunął się ze stołka i
poszedł za nim.
Usiedli
przy balustradzie obok jednej z kwitnących doniczek z kwiatami Lexie.
„Dobrze
cię widzieć, bracie” - wyszeptał Walker.
„Dobrze
być widzianym” - odszepnął Julius.
„Wszystko
dobrze?” - zapytał Walker.
„Tak.
Ale moje suki są na mnie. Jestem tu, żeby odpocząć. Jak wyszedłem, wszystkie trzy
spadły na mojego penisa. Prawie mnie zabiły.”
To
była bzdura. Według raportów Juliusa, wszystkie trzy miały umiejętność robienia
loda, a jedna z nich miała niesamowitą kontrolę nad mięśniami kegla. On też odbył
pięcioletni i był tak samo gotowy, jak Walker, by zdobyć trochę dla siebie, a
przez to Walker miał na myśli tyle, ile mógł dostać Julius.
Nie,
Julius był tutaj, ponieważ sprawdzał rzeczy, których nie można było sprawdzić
przez telefon; nie, ku zadowoleniu Juliusa.
Walker
nie powiedział nic do niego. Zamiast tego dopił drinka, przekręcił się i
odstawił kubek na barierę.
Kiedy
się odwrócił, Julius patrzył w stronę domu. Poczuł wzrok Walkera i spojrzał na
niego.
„Dobra,
Walk…” - przerwał, a potem powiedział powoli - „Góóówno. Co do cholery?”
Walker
poczuł, jak drgają mu usta.
Potem
powiedział mu - „Wyszedłem z tej dziury prosto do cudu.”
„Możesz
to powtórzyć, mój człowieku, pieprz mnie. Wierzę w Boga, ale zaledwie dwie
godziny temu spotkałem mojego pierwszego anioła chodzącego po Ziemi.”
„Lexie
to wiele rzeczy, wszystkie są dobre, ale nie myślę, że Bóg tworzy takie
anioły.”
Na
okrągłej twarzy Juliusa pojawił się szeroki, biały uśmiech.
„Podoba
mi się” - mruknął.
„Mi
też. Kocica.” - odparł Walker, a uśmiech Juliusa stał się większy.
Potem
część białego umarła, zanim powiedział - „Dobrze dla ciebie. Cieszę się, że ci
się powodzi. Zasługujesz na cud.”
Walker
nie odpowiedział.
Julius
trafnie zgadł - „To nie jest gra.”
Walker
pokręcił głową.
Juliusz
kontynuował - „Ile czasu zajęło ci wmanewrowanie w to?”
„Za
długo, ponad tydzień.”
Julius
zamrugał - „Że to?”
„Czułem
to jak pięćdziesiąt lat.”
Julius
odrzucił głowę do tyłu i wybuchnął śmiechem. Walker wtedy uśmiechnął się do
niego.
Potem,
wciąż chichocząc, pochwycił spojrzenie Walkera - „Ładna cipka, słodka cipka,
taka elegancka cipka, ty - były więzień, zajęło ci to tydzień. Pieprz mnie.
Poradzę sobie, bracie, ale nawet mnie zajęłoby to co najmniej miesiąc.”
Walker
nie odpowiedział.
Spojrzenie
Juliusa stało się intensywne - „Jak to jest prawdziwe?”
„Prawdziwe”
- odparł stanowczo Walker, a Julius uniósł podbródek.
„Prawdziwe
dla niej. Ta suka tam żyje snem. Zapukałem do drzwi, pieprzony ja, wielki
czarny człowiek, ona jest białą kobietą w słodkim domku pośrodku pieprzonego
nigdzie w cholernych górach. Rzuciła na mnie jedno spojrzenie, kiedy otworzyła
drzwi, wiedziała dokładnie, kim jestem i suka odwróciła się. Zachowywała się,
jakbym właśnie wrócił do domu z wojny. Nie chciała do ciebie dzwonić, chciała,
żebym był niespodzianką. Nawet zmusiła mnie do wyjścia i przeniesienia
samochodu, żebyś nie widział go, kiedy wrócisz do domu.”
Bez
niespodzianki. To była Lexie.
Julius
kontynuował - „Spędziłem z nią dwie godziny pijąc piwo i słuchając o całym
gównie, które robisz. Sprawiła, że brzmiało to tak, jakbyś wracał do domu z
siłowni, latając w powietrzu.”
To
też nie było niespodzianką. To była też Lexie. Ale to nie znaczyło, że
słuchanie tego od Juliusa nie było naprawdę przyjemne.
Juliusz
przyjrzał mu się. Potem zapytał cicho - „Dla ciebie to jest prawdziwe?”
„Rozejrzyj
się, Champ, wszystko, co widzisz, jest trwałe. O ile bardziej realne może być?”
Julius
ponownie mu się przyjrzał. Potem potrząsnął głową.
Potem
mruknął - „Jezu, bracie”, spojrzał na widok i przełknął ślinę, zanim powtórzył
szeptem - „Jezu”.
To
też nie była niespodzianka. Jego przyjaciel poczuł ulgę, był tym przytłoczony.
Julius się martwił. Ze stanem umysłu Walkera w dniu, w którym opuścił
więzienie, każdy, kto by się nim przejmował, byłby zmartwiony. Julius wyszedł
do trzech kobiet, dwójki dzieci i dużej rodziny, która cała przejmowała się, robiła
to zanim upadł i trzymała się go, gdy odsiadywał swoje.
Walker
został zakuty w łańcuchy za przestępstwo, którego nie popełnił i nie wyszedł z
tego wolny i wyszedł myśląc o zemście.
„Jestem
w porządku, Champ” - powiedział cicho Walker i spojrzał na przyjaciela.
„Wpuściłeś
ją?”
Walker
skinął głową.
„Jak
daleko?” - Julius kontynuował.
„Jest
w środku” - odparł Walker.
„Jak
daleko?” - Julius pchnął.
„Jest
w środku” - powtórzył.
„Jak
daleko?” - Julius też powtórzył.
Walker
się nie odzywał.
„Wiesz,
o co pytam, Walk” - powiedział mu Julius, a on wiedział.
„Jej
życie też nie było bajką. Spędziłeś z nią czas, ale jakbym ci powiedział, byłbyś
zszokowany tym, przez co ona przeszła. Oboje mamy swoje demony. Podzieliliśmy
się wzajemnie ze sobą.”
„Jeśli
ta kobieta spojrzy na ciebie, bracie, będzie wiedziała, że potrafisz walczyć z
jej demonami. Dajesz jej możliwość zrobienia tego samego dla ciebie?”
Kurwa.
Nie znowu to gówno.
„Nie
minęły dwa miesiące” - uchylił się.
„Ty,
spośród wszystkich braci, wiesz, że nie ma takiego pieprzonego czasu jak
teraźniejszość.”
To
była prawda, ale skończył, więc się podzielił, ponieważ, jak wiedział, jeśli
tego nie zrobi, Julius nie odpuści.
„Jest
w środku” - powiedział cicho - „Wie, co mi zrobiono. Czekała na mnie pod
więzieniem i zaczęliśmy umowę. Miała w życiu kiepskie gówno, była pod władzą
kawałka gówna. Umowa była, że ja wyciągam ją z tego, a ona daje mi to, czego
potrzebuję. Tydzień później dałem jej to wszystko i dałem jej wybór, by wyszła
za drzwi. Nie wzięła go. Zaproponowała chronić moje plecy. Jej decyzja.
Trzydzieści tysięcy w diamentach, pięćdziesiąt tysięcy w gotówce, które
proponowałem jej za czas spędzony ze mną, a ten czas trwał nieco ponad tydzień.
Nie wzięła tej szansy. Została, a następnie zawarła nową umowę. Z jej
pięćdziesięciu koła kupuje meble, resztę ofiaruje na cele charytatywne. Czy to
ci wystarczy?”
Julius
natychmiast się uśmiechnął.
Potem
odpowiedział - „Tak”.
„Podekscytowany,
Champ” - mruknął Walker, spoglądając na widok i nagle potrzebując piwa.
Juliusz
zachichotał.
Potem
znów się odezwał i Walker spojrzał na niego - „Teraz wprowadzenie.”
„Miałem
tylko tyle szczęścia” - odpowiedział Walker, mówiąc wszystko w czterech
słowach, Julius zrozumiał to i skinął głową.
„Twój
brat cię przeleciał” - odgadł dokładnie, znając cały plan Walkera, wiedząc, że
jego pierwszym ruchem był Dewey, bo wszystko o nim słyszał.
„Właśnie
dowiedziałem się dziś wieczorem” - potwierdził Walker.
„Nie
niespodziewane” - mruknął Julius, odwracając głowę ku widokowi.
„Wciąż
cholernie frustrujące” - odpowiedział Walker, również patrząc na widok, ale
przesuwając się do niego, pochylając się i opierając się na skrzyżowanych
przedramionach na balustradzie.
„Wiesz,
nie mam kontaktów w Kolorado” - stwierdził Julius, również zmieniając pozycję i
przyjmując pozycję Walkera przy balustradzie - „To nie znaczy, że nie rozpytywałem
się, kiedy wyszedłem.”
„Włączysz
się?” - zapytał cicho Walker.
„Kurwa,
tak.”
„Mobilizujesz?”
„Dlaczego
myślisz, że tu jestem?” - zapytał Julius - „Nie miałem pojęcia, że ładna buźka
dotrzyma mi towarzystwa i na pewno nie ciągnąłem mojego tyłka przez trzy stany,
żeby zobaczyć twoją twarz.”
To
były ściemy; tyle tego, że Walker musiał zwalczyć uśmiech.
Potem
skinął głową.
Potem
zapytał - „Jak długo zostajesz?”
„Wystarczająco
długo, żeby nawiązać kontakt i zawrócić do domu tyłek, zanim mój kurator sądowy
dowie się, że jestem w Kolorado.”
Walker
ponownie skinął głową i szepnął - „Wdzięczny, człowieku. Dewey wypieprzył mnie,
potrzebuję nowej drogi.”
„Cóż,
masz to.”
Walker
wciągnął powietrze i wstrzymał oddech. Potem odpuścił. Nic nie powiedział, a
Julius nie spodziewał się, że coś powie. Julius nie robił niczego, czego Walker
nie zrobiłby dla Juliusa, gdyby tego potrzebował. A właśnie tego Walker
potrzebował.
Nie
oznaczało to jednak, że nie był wdzięczny. Po prostu nie musiał tego mówić.
Juliusz
wiedział.
Czas
mijał, gdy przyglądali się krajobrazowi.
Następnie
Walker zauważył - „Dzisiaj wieczorem miałem interesujący postęp.”
„Tak?”
Podniósł
się i odwrócił, oparłszy biodro o balustradę, prześlizgując wzrokiem w głąb
domu. Lexie szła na tylny taras, niosąc talerze, na których leżały sztućce.
Byli blisko kolacji.
Mówił
więc cicho i szybko. Gdy Julius słuchał, patrząc na widok, z przedramionami na
poręczy, opowiadał przyjacielowi o detektywie Angelu Peña.
Kiedy
skończył, spojrzał z powrotem do domu i zobaczył Lexie napełniającą talerze.
Styl rodzinny. Największe wydarzenie, jakie mogła przygotować bez czasu na
przygotowania. Żadna z tych spraw nie obejmowała mężczyzn napełniających
talerze garnkami i patelniami. Zamierzała usiąść i spędzić trochę czasu, mówiąc
Juliusowi, najlepiej jak potrafiła, że jest mile widzianym towarzystwem, a jego
wizyta jest wydarzeniem, które trzeba uczcić.
Czysta
Lexie.
Walker
spojrzał na swojego pochylonego przyjaciela, zauważając, że cisza trwała długo.
Potem
Julius ją zakończył - „To interesujący postęp.”
„Tak.”
„Ufasz
temu facetowi?” - zapytał Julius.
„Znam
go dziesięć minut, wiem, że chce włożyć rękę w majtki mojej żony i to chce
bardzo. Te dwie rzeczy nie sprzyjają temu, żebym mu ufał” - przerwał, a potem
kontynuował - „Wciąż ufam.”
„Inna
droga.” - mruknął Julius - „Nazwisko czyste. Zadośćuczynienie.”
„Mam
to w dupie.”
Julius
odwrócił głowę i spojrzał na Walkera - „Nie powinieneś.”
„Nie
przywróci mi pięciu lat.”
„Nie”
- zgodził się Julius - „Ale prawdziwe, które masz, jest solidne i biegnie do
ciebie praktycznie w chwili, gdy wracasz do domu, wciska się blisko, mimo że
wciąż jesteś mokry od potu z siłowni, jakby nawet nie zauważyła. Twoje imię będzie
czyste, zadośćuczynienie będzie prezentem dla niej. Oddaj trochę tego, co ona ci
daje.”
„Nie
zrobiła pięciu lat” - odpowiedział Walker.
„Nie”
- ponownie zgodził się Julius i spojrzał z powrotem na widok.
„Ona
jest ze mną w tej sprawie, bracie” - stwierdził cicho Walker.
„Ja
też” - odpowiedział równie cicho Julius - „Cokolwiek robisz, jestem z tobą. Nie
chcesz siedzieć wygodnie i mieć nadzieję, że ten brązowy chłopak z Teksasu
zrobi dla ciebie kolejny cud, nie obwiniam cię. Po prostu mówię.”
„Słyszę
cię” - szepnął Walker.
Właśnie
powiedział ostatnie słowo, kiedy usłyszeli - „W porządku chłopcy, zupa jest” -
i obaj odwrócili się, by zobaczyć Lexie stojącą w otwartych drzwiach –- „Dajcie
mi zamówienia na drinki i idźcie na tylny taras. Nalałam, czeka.”
Walker
odsunął się od balustrady, czując, że Julius idzie za nim.
„Piwo,
kotku” - powiedział, podchodząc do niej.
Skinęła
głową, uśmiechając się do niego, po czym jej oczy przesunęły się poza niego na
Juliusa - „Potrzebujesz świeżego?”
„Tak,
kobieto” - odparł Julius.
Uśmiechnęła
się do niego, odwróciła się i uniosła twarz, gdy Walker się zbliżył, więc dał
jej to, o co nie prosiła werbalnie, ale wiedział, że chce - pochylił się i ustami
dotknął jej ust.
Potem
przeniósł się za nią do domu.
Julius
poszedł za nim.
Kiedy
wszedł do kuchni, obejrzał się i zobaczył, że wraca do domu po zabraniu jego
kubka i pustej butelki Juliusa.
Kiedy
patrzył na to, słowa Juliusa uderzyły w jego mózg.
Oddaj trochę tego, co ona ci daje.
Kurwa.
Odłożył
to na bok i wyszedł na tylny taras, aby zobaczyć, że rozłożyła podkładki,
serwetki, talerze, sztućce i zapaliła małe, przysadziste świeczki wokół
podstawy parasola. Niektóre z nich to ostatnie dodatki, które kupiła, gdy była
ze swoimi dziewczynami, aby zrobić ładniejszy stół.
Było
też jedzenie: smażony kotlet schabowy, puree ziemniaczane, sos, zielenina i
bułki.
Święto
dla Juliusa, najlepsze, co mogła zrobić bez uprzedzenia i, oczywiście, nadal
było naprawdę cholernie dobre.
Oddaj trochę tego, co ona ci daje.
Kurwa.
Znowu
odłożył to na bok i usiadł, Julius usiadł naprzeciwko, a Lexie wyszła z trzema
piwami, ogłaszając - „Szarlotka i lody po kolacji. Jest z zamrożonej, ale dobra”
- Jej oczy skierowały się na Walkera i obdarzyła go uśmiechem - „Na szczęście
wcześniej poszłam do sklepu w drodze do domu z salonu, zanim Julius się pokazał.”
- Usiadła między nimi, a jej oczy powędrowały do Juliusz - „Mój mężczyzna
mnóstwo ćwiczy, ale lubi słodycze. Nie mogę utrzymać zapasów.”
„Nie
był wielkim fanem deserów w środku” - powiedział jej żartobliwie Julius, ale
natychmiast zobaczył swój błąd, gdy cień przemknął po twarzy Lexie. Dlatego
natychmiast wymamrotał - „Przepraszam, laleczko.”
Przepchnęła
się przez to, oświadczając - „Dlatego trzymam zapasy.”
Julius
przyglądał się jej przez chwilę, zanim się uśmiechnął.
Walker
pozwolił mu odwzajemnić uśmiech, zanim wyciągnął rękę, złapał żonę za szyję i
przyciągnął ją do siebie. Odwróciła głowę, gdy ją poruszył, a on złapał jej
usta w samą porę. Bez dotyku, chciał posmakować i w chwili, gdy zaczął otwierać
usta, poczuła to, otworzyła swoje i dała mu to. Dotknął koniuszkiem języka jej
języka i ją puścił.
Jej
uśmiech dla niego był o wiele lepszy.
Potem
chwycił półmisek kotletów wieprzowych i podał go bratu.
*****
Walker
zsunął rękę z biodra żony, przez jej tyłek, wzdłuż kręgosłupa na środek jej pleców
i nacisnął tam. Nie musiał mocno naciskać, natychmiast dała mu to, czego
chciał, jej plecy wygięły się w łuk, jej ramiona rozsunęły się. Stanął za nią,
jej tors wciśnięty był w łóżko, a jej tyłek przechylił się wyżej w kierunku
sufitu, umożliwiając mu głębszy dostęp.
Tak,
oferowała swoją cipkę w dowolny sposób, nawet bez protestu.
Lexie
klęczała, jej kolana były na skraju łóżka. Stał obok niego, wbijając się w nią
w szorstki, twardy, prawie brutalny sposób. Nie miał tego od dwóch tygodni,
brał to, a ona była przed nim, jego kocica. Była tak cholernie mokra, że przemoczona,
taka ciasna, taka słodka, kochająca każdą sekundę tego.
Wiedział,
że to prawda, kiedy słodkie, seksowne dźwięki, które wydawała, zmieniły się z
przyjemności w desperację. Była blisko, prawie na szczycie.
Wysunął
się i natychmiast jej głowa odleciała do tyłu, jednocześnie skręcając szyję.
„Nie
przestawaj, kochanie” - szepnęła z tą samą desperacją w głosie.
Pochylił
się do przodu, jego ręka w jej plecach prześlizgnęła się wokół jej żeber do
przodu, podciągnął ją i obrócił twarzą do siebie, jego ramię wokół jej pleców
teraz opadało na jej tyłek. Podniósł ją, a jej ręce otoczyły jego ramiona, jej
głowa opadła, jej usta znalazły jego, jej język wsunął się do środka.
Położył
kolano na łóżku, jej nogi okrążyły jego biodra, wsunął drugie kolano i, kiedy
już był w środku, upadł do przodu, kładąc ją na plecy. Potem, kiedy ich usta były
wciąż połączone, języki splątane, wskoczył z powrotem do środka.
Stracił
jej usta, gdy jej szyja wygięła się w łuk.
Kurwa,
ale jego żona lubiła jego kutasa.
Oparł
się na przedramieniu w łóżku, przechylił się lekko na bok i pchnął głęboko i
mocno, nie odrywając od niej oczu, a drugą rękę przesuwając w górę jej ciała,
by owinąć się wokół jej szyi. Wyprostowała głowę, a jej oczy odnalazły jego.
Żadnych
słów. Nie lubił ich, gdy miał swojego kutasa zakopanego głęboko w mokrej cipce,
a ona nie potrzebowała ich. Podczas seksu, czy nie, jej oczy mówiły za nią.
I
podobało mu się to, co mówiły.
Więc
jego palce delikatnie wbiły się w jej szyję, gdy przechylił biodra i wrócił do
środka, znajdując jej słodki punkt, dając jej to, a ona to wzięła. Jej plecy
wygięły się w łuk, jej ramię za jego plecami wyginało się, jej nogi krążyły
wokół jego bioder napinając się, jej druga ręka leciała do jego nadgarstka na
jej szyi i trzymała się mocno, najpierw sapnęła, głęboko, słyszalnie, potem
rozległ się głośny jęk, a potem skowyt.
Upadł
do niej, dał jej swój ciężar i chwycił ją za biodra, szarpiąc ją na swoim
kutasie, gdy podjechał do niej, prawie dziki. Był ciężki, wiedział o tym, czuł
i słyszał, jak jej oddech pozostaje ciężki i to nie tylko od seksu. Ale ona mu
to dała, robiła to już wcześniej, wstrzymywała oddech, aż mdlała, brała jego
kutasa bez względu na to, jak mocno jej to dawał, trzymała go mocno, tak jak
wtedy, wszystko po to, żeby mu powiedzieć, że może mieć to, czego chce, tak jak
tego chce.
Ale
nigdy tego nie robił, chyba że był blisko.
A
był blisko.
Potem
był tam, taranując tak mocno i głęboko, że krzyknęła, wsadził się do korzenia i
doszedł.
Gdy
tylko mógł, podparł się, by jej nie obciążać, ale pozostał zakorzeniony i
przykrywał ją.
Dał
sobie minutę, zanim podniósł głowę, by na nią spojrzeć. Kiedy to zrobił, jedna
z jej rąk odsunęła się od jego ramion, by mogła objąć jego policzek, jej dłoń
przesunęła się, kciuk przesuwał się po bliźnie na jego brwi i w dół do
mniejszej pod okiem. To też robiła często, odkąd wyszeptał jej pewnej nocy w
ciemności, że jego matka dała mu tę bliznę, rzucając w niego szklanką, gdy miał
dziewięć lat, szklanką, którą zostawił w salonie, co było czymś, czego nie
lubiła i szkło pękło na jego twarzy. Cud, że nie wyrządziło gorszych szkód,
powiedział jej. Nie zgodziła się. Nie widziała żadnego cudu w tej bliźnie i
dotknęła jej, jakby mogła sprawić, by zniknęła. A, kiedy jej kciuk poruszył się
i nie zniknęła, widmo rozczarowania, że nie
udało jej się wymazać fizycznej manifestacji
tego wspomnienia przesłoniło jej twarz, zanim
zdołała to zwalczyć.
Patrzył,
jak widmo prześlizguje się i znika.
Oddaj trochę tego, co ona ci daje.
Leżała
dla niego na plecach w ich łóżku. Niewiele mniej nieprzyjemne było, że to
Julius był w sypialni na piętrze schodach, a nie Ella, ale powiedział jej, że
skończył z seksem w łazience, a ona więcej nie protestowała. Chociaż obiecał
jej, że poprosił Juliusa, aby upewnił się, że zamknął drzwi, nie mógł mieć
pewności, czy Julius się zastosował. Nadal mu to dawała, tak jak tego chciał.
Oddaj trochę tego, co ona ci daje.
Kurwa.
Powinien
jej opowiedzieć o Peñie, otworzyć przed nią tę opcję, omówić ich przyszłość i
sposób jej rozegrania. Wiedział o tym. Leżąc na niej, wciąż w niej, z jej ręką
wciąż na jego twarzy, jej słodkimi oczami patrzącymi na niego w świetle
księżyca, wiedział o tym.
Ale
nie zamierzał.
Zamiast
tego wyszeptał - „Mocno brałaś mojego fiuta, maleńka, zraniłem cię?”
Jej
usta uniosły się na końcach i potrząsnęła głową.
Tak,
to ją rajcowało.
Uśmiechnął
się do niej.
„Tęskniłam
za naszym łóżkiem” - odszepnęła.
Wiedział
o tym, była kreatywna, na tyle kreatywna, że wiedział, że przechowywała to
gówno, zbudowało się tak wysoko, że nie mogła tego powstrzymać i uwolniła to
wszystko na raz. To dlatego dał jej to tak mocno, bo poświęciła trochę czasu i
wysiłku, by go podkręcić.
„Tak”
- odpowiedział.
Jej
ręka opuściła jego twarz, więc jej ramię mogło okrążyć jego ramiona, a obie
ręce ścisnęły go.
„Lubię
Juliusa” - mruknęła.
„Dobrze”
- mruknął w odpowiedzi.
Jej
oczy złagodniały i robiły to często, ale nie w ten sposób. To było nowe. I to osadziło
się w sposób, w jaki czuł to wcześniej. Doniosły, ale nie ciężki.
Ciepły.
Pożądany. Głęboko osadzony.
„O
czym myślisz, mama?”
„Że
lubię, kiedy mówisz do mnie „mama” - skłamała natychmiast.
Potrząsnął
głową.
„Właśnie
tak cię nazwałem, Lex, więc nie myślałaś o tym” - odpowiedział cicho.
Wciągnęła
powietrze. Potem, zawsze stawiając się tam dla niego, nawet na samym początku,
nie zrobiła teraz nic innego i powiedziała - „Żyłam w cieniu w taki czy inny
sposób przez całe moje życie. Teraz jest jasno. Nawet w nocy. Nie przywykłam do
tego i czasami mnie to uderza. Właśnie o tym myślałam.”
Znowu
się to pojawiło. To osadzanie, pożądany, ciepło i głęboko.
Pochylił
głowę i krótko dotknął jej czołem, po czym uniósł ją i wyciągnął się.
„Umyj
się, maleńka” - mruknął i zsunął się z niej.
Potoczyła
się z niego, na chwilę wtuliła twarz w jego szyję, pocałowała go tam, a potem
zsunęła się z łóżka.
Ułożył
się w nim.
Załatwiła
swoje sprawy w łazience, wyszła i dołączyła do niego. Choć tym razem pieprzyli
się bez włączonych świateł, ale światło księżyca wciąż świeciło przez okna.
Wciąż nie widział, że weszła do łóżka bez łapania majtek i wciągania ich, ale usłyszał
to.
Oznaczało
to, że uśmiechał się do sufitu, gdy przesunęła się po łóżku i owinęła wokół
niego.
Jego
kocica jeszcze nie skończyła.
Minęły
chwile, a on na to czekał.
Dała
mu to.
„Słonko?”
- wezwała.
„Tak.”
Jej
ramię wokół jego brzucha ścisnęło go - „Jesteś zmęczony?”
„Mama,
właśnie mocno cię zerżnąłem.”
Jej
ciało opadło na jego bok i wyszeptała - „Och”.
Znowu
uśmiechnął się do sufitu.
Potem
powiedział - „Aczkolwiek nie potrzeba dużo energii, żeby cię zjeść.”
Poruszyła
się niespokojnie przy nim.
Lubiła
to. Chciała tego. Pieprzona kocica.
Walker
odwrócił się do niej i znalazł jej usta w ciemności. Nie było trudno znaleźć, skoro
odchyliła głowę do tyłu, by mu je zaoferować.
Nie
pocałował jej. Mówił - „Na plecy, Lexie, i rozłóż się dla mnie.”
„Dobrze”
- szepnęła przy jego ustach.
Potem
ułożyła się na plecach i rozłożyła się dla niego.
Potem
Walker zjadł swoją żonę, a potem znów ją przeleciał.
Kiedy
skończyli, wróciła do łóżka z łazienki i znowu nie podciągnęła majtek, zanim to
zrobiła, ale tym razem nie dlatego, że chciała kolejną rundę. Tym razem,
ponieważ była nieprzytomna w chwili, gdy jej policzek dotknął jego ramienia.
Pięć
minut później przeturlała się, on przetoczył się razem z nią i odleciał w
chwili, gdy jej ciało ułożyło się w jego krzywiznę.
I
od tego, jak zostawiła go, by pójść do łazienki, do zasypiania, Walker ani razu
nie pomyślał o kratach, zapachach czy atmosferze zakładu. Całe to gówno
zniknęło w taki sposób, że nawet tego nie zauważył.
A
szkoda, że tego nie zauważył, bo gdyby to zrobił, zorientowałby się, że Lexie
to też mu dała.
A
gdyby zdał sobie z tego sprawę, następnego dnia nie zrobiłby tego, co zrobił.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńCzyli słodycz się kończy 🥺 szkoda. Dziękuję 😘❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję, czekam czekam z niecierpliwością na jutro
OdpowiedzUsuńDziękuję💙
OdpowiedzUsuń