Rozdział
14
Zdruzgotana
Ty
Ty
Walker otworzył tylne drzwi do swojego domu i podszedł do dużego, poważnie
wkurzonego czarnego mężczyzny z nogami rozstawionymi w formie pni drzew i
potężnymi ramionami skrzyżowanymi na piersi.
Wiedział,
że to dostanie, kiedy wróci do domu.
To
też miał w dupie.
Zamknął
drzwi i spojrzał Juliusowi prosto w oczy.
„Poszła?”
- zapytał.
„Jesteś
poważnie głupim skurwielem.”
„Poszła?”
„O,
tak, bracie, nie ma jej.”
Szczęka
Ty Walkera zacisnęła się tak mocno, że miał szczęście, że nie połamał zębów.
Uniósł
brodę i skierował się w stronę schodów.
Był
prawie na miejscu, kiedy Julius przemówił.
„Kochała
cię”.
To
była bzdura. Nie robiła tego.
Gdyby
robiła, nie oszukałaby go. Wiedziała, co dałoby oszukiwanie go. Wiedziała, że,
gdyby się dowiedział, ona będzie dokładnie tam, gdzie jest teraz, gdziekolwiek
to, kurwa, było, ale gdziekolwiek to było, to go, kurwa, nie obchodziło.
Walker
szedł dalej do schodów.
Julius
mówił dalej.
„Złamałeś
ją.”
Ty
okrążył balustradę i próbował go uciszyć.
Julius
trzymał się go.
„Nigdy
nie widziałem tak złamanej kobiety”.
Kurwa,
facet musiał się, kurwa, zamknąć.
Jego
stopa uderzyła w pierwszy stopień.
„Zdruzgotana”
- zawołał za nim Julius.
Walker
szedł dalej.
Dotarł
do swojego pokoju i zamarł.
Na
samym środku łóżka leżało pięćdziesiąt tysięcy dolarów w gotówce i cztery
pudełka z biżuterią.
Cztery.
Zostawiła
nawet obrączkę.
Wpatrywał
się w nie, po czym mocno zamknął oczy i opuścił głowę.
Potem
otworzył oczy, podszedł do sejfu w szafie, otworzył go i wrócił do łóżka.
Schował gówno, zamknął sejf i skopał się, że nie wszedł na górę z pieprzonym Bourbonem.
*****
Dwa dni później…
„Yo,
Ty!” - Wood zawołał go, spojrzał z wnętrza samochodu, nad którym pracował,
przez warsztat na Wooda, który odwrócił się i wyglądał na zatokę. Oczy Walkera
przesunęły się w tę stronę, a potem wyszedł spod samochodu, gdy zobaczył, jak
Tate kroczy w jego stronę.
Kurwa.
Tate
zatrzymał się półtora metra dalej.
„Lexie
potrzebuje kilku godzin, żeby wyrzucić resztę swojego gówna z twojego domu. Z
powodów, które, jak sądzę, rozumiesz, sama nie chce cię o to pytać i nie chce
cię tam” - stwierdził.
„Powiedz
jej, żeby podała kiedy, a wyjdę” - odpowiedział natychmiast Walker.
Tate
wpatrywał się w niego tak, jak Julius patrzył na niego przez cały dzień za
każdym razem, gdy go widział, dopóki nie połączył się ze swoim facetem i nie
wrócił do Kalifornii – jakby myślał, że Walker był jednym poważnie głupim skurwielem.
Wtedy
Tate podniósł brodę i zaczął iść.
„Jackson”
- zawołał Walker i Tate zatrzymał się - „Powiedz jej, że sejf będzie otwarty.
Będzie wiedziała dlaczego. I powiedz jej, że będzie po prostu głupia, jak nie weźmie
tego, co jej.”
„Świetnie,
będę kontynuował to gówno z gimnazjum i powiem jej to, Ty. Masz coś jeszcze, co
powinienem jej wyszeptać na przerwie?” - spytał Tate, wkurzony jak cholera, nie
przez swoje zadanie, nie dlatego, że robił to dla Lexie, ale dlatego, że był
wkurzony na Walkera. I nie ukrywał tego.
„Nie”
- odpowiedział Walker.
„Wspaniale”
- mruknął Tate, odwrócił się i odszedł.
Walker
cofnął się pod samochód.
*****
Trzy dni później…
Walker
ćwiczył ciężko i ćwiczył długo, a potem wrócił późno do domu, dając Lexie
mnóstwo czasu na zrobienie jej rzeczy.
Zaparkował
Cruisera obok Węża w garażu. Potem wszedł po schodach, przygotowany na to, co
znajdzie.
Ale
kiedy dotarł na szczyt schodów, wszystko tam było. Dzbanki, kula śnieżna, ramki,
garnek z łyżkami, miska na owoce, KitchenAid, poduszki na kanapie.
Kurwa,
nie pokazała się.
Kurwa!
Potrzebował
żeby jej gówno zniknęło.
Teraz
musiał zadzwonić do wciąż poważnie wkurzonego Tate’a.
Albo
przestać zachowywać się jak pieprzony idiota i dalej popełniać dokładnie tej
bzdury z gimnazjum, jak nazwał to Tate, i zadzwonić do swojej wkrótce-byłej-żony.
Rzucił
swoją torbę treningową przy schodach, przypominając sobie, żeby ją posortować.
Nie
było Lexie, która by to zabrała i poradziła sobie z tym. Nigdy więcej.
Poszedł
na górę i wszedł do ich pokoju, a potem coś sprawiło, że przystanął jak martwy.
Odwrócił
głowę i zobaczył, że ramka, w której znajdowało się ich zdjęcie z Koguta,
zniknęła. Poczuł ściskanie klatki piersiowej i ściskanie jelit, gdy podszedł do
szafy.
Jej
ubrania zniknęły.
Cofnął
się po schodach i poszedł w prawo, do sypialni dla gości.
Oczyszczona.
Przeniósł
się do biura.
Jej
komputer zniknął. Ramki zniknęły. Jej grafiki zniknęły.
Przeniósł
się do drugiej sypialni.
Oczyszczona
ze wszystkiego.
Wrócił
po schodach i do szafy, zobaczył, że sejf jest zamknięty. Podszedł do niego,
przykucnął i otworzył go.
Pieniądze
i biżuteria wciąż tam były.
„Kurwa”
- szepnął do sejfu. Potem zatrzasnął drzwi z całej siły, więc otworzyły się z
powrotem, uderzyły w tył zawiasów i zatrzasnęły się ponownie.
Zerwał
się na nogi i warknął - „Kurwa!”
Pobiegł
z powrotem na dół do swojej torby treningowej, pochylił się do niej, przekopał
ją i znalazł swój telefon. Wyprostował się, kiedy jego kciuk poruszał się po
klawiszach, prowadząc go do jej numeru.
Zacisnął
zęby, gdy zadzwonił.
Dostał
pocztę głosową. Bez niespodzianki.
„Tu
Lexie. W tej chwili zajęta, zostaw wiadomość.”
Zacisnął
zęby mocniej na dźwięk jej głosu.
Potem
usłyszał sygnał dźwiękowy - „Nie bądź głupia. Wróć, weź gotówkę i diamenty.
Chcesz, żebym odszedł, odejdę. Tylko je zabierz.”
Potem
zamknął telefon.
Potem
stanął przy torbie i wpatrywał się w kulę śnieżną na parapecie kuchennym i
podniósł oczy.
Serce
z płatków wciąż tam było.
Z
wyjątkiem tego zdjęcia z Koguta, zostawiła wszystko, co było nimi.
Wszystko.
Odwrócił
głowę.
Potem
wciągnął powietrze przez nos i wszedł do kuchni, żeby zmiksować shake’a.
*****
Pięć dni później…
Obudził
go dzwonek komórki.
Przetoczył
się, wziął ją ze stolika nocnego, spojrzał na wyświetlacz i przeczytał: „Numer
nieznany”.
Biorąc
pod uwagę jego biznes i kulę, jaką toczył Julius, mógł to być każdy.
Jego
oczy powędrowały do budzika.
Każdy,
nawet o pierwszej trzydzieści nad ranem.
Usiadł,
otworzył telefon, przyłożył go do ucha i warknął - „Co?”
„Ona
jest teraz z Shiftem” - usłyszał głos kobiety i znał tę kobietę.
To
była Bessie.
Ale
nie mógł myśleć o Bessie, ponieważ przestał oddychać.
Bessie
mówiła dalej.
„Skurwysyn
odkrył gówno, dowiedział się, że jest w domu, ciągle jest przy niej. A teraz z
tym, jaka jest, bez pracy, bez pieniędzy, bez szkoły, bez woli walki, bez
niczego, ten dupek tkwi przy niej.
Ale wiedziałeś o tym, prawda? Po prostu cię to, kurwa, nie obchodziło.”
Nie
czekała, aż odpowie. Skończyła mówić to, co miała do powiedzenia i rozłączyła
się.
Ale
Walker wciąż walczył o oddech.
Kiedy
miał dość, przesunął się do siedzenia z boku łóżka i patrzył na swój
wyświetlacz w ciemności, gdy jego kciuk przesuwał się po klawiaturze, znajdując
numer Lexie.
Wcisnął
go i przyłożył go do ucha.
Następnie
po drugim dzwonku usłyszał „Przepraszamy. Wybrany numer nie odpowiada…”
„Kurwa!” - Walker warknął, wyskakując z
łóżka.
Zamknął
telefon i otworzył go z powrotem, zapalając światło, a potem poszedł się do garderoby.
Znalazł numer, którego potrzebował, i przyłożył telefon do ucha, zapalając
światło i kierując się do swojej torby.
Trzy
dzwonki, a potem Tate mówiący - „Ty, lepiej, żeby to było dobre.”
„Chcę,
żebyś natychmiast odpalił swój komputer. Potrzebuję adresów Elli Rodriguez,
Bessie Rodriguez i Duane’a Martineza.”
Cisza
wtedy - „Co?”
Złapał
swoją torbę i ruszył z powrotem do sypialni - „Dzwoniła Bess. Shift ma Lexie.”
„Shift?”
„Martinez.”
Rzucił
torbę na łóżko i podszedł do komody.
„Kurwa”
- wyszeptał Tate.
„Tate,
nie mam dużo czasu.”
„Ty,
nie możesz opuścić stanu.”
„Dlatego
nie mam dużo czasu. Chcę, żebyś dał mi te adresy, żebym mógł się tam dostać,
załatwić sprawę i wrócić do domu bez niczyjej wiedzy.”
„Ty,
spierdolisz…”
Walker
zamarł i warknął do telefonu - „Przestań
marnować mój pieprzony czas! Zdobędziesz mi te adresy, czy mnie wypieprzysz?”
„Pozwól
mi iść za nią.”
„Nie.”
„Ty,
zdobędę adresy, wyjadę dziś w nocy.”
„Nie.”
„Dlaczego
nie?”
„Ona
nie jest twoją żoną, Tate, jest moja.”
Cisza.
„Marnujesz
mój czas” - ostrzegł Walker.
„Sprowadzisz
ją z powrotem?” - Jackson brzmiał na niedowierzającego.
„Tak”
- odparł natychmiast Walker.
„Bracie…”
- zaczął Tate.
„Nie
słyszałeś mnie, kurwa? Martinez ją ma.” - Głos Walkera był niski i napięty z
gniewu i niecierpliwości.
„Rozumiem.
Rozumiem, co czujesz, ale musisz mnie posłuchać przez sekundę, Ty. Nie
widziałeś jej. Mieszkała z Dominikiem, ale ja ją widziałem, Laurie ją widziała.
W stanie, w jakim ją zostawiłeś, nie możesz wpaść do Dallas i przywieźć tej
kobiety do domu.”
To
coś ponownie przebiło jego klatkę piersiową, ale uczucie było inne. Okrutne.
Brutalne.
Zadające obrażenia.
Przepłynął
przez to.
„Zajmę
się, kiedy tam dotrę.”
„Pozwól
mi pojechać i porozmawiać z nią. Zostawię Jonasa z Popem, zabiorę ze sobą
Laurie.”
„To nie jest gimnazjum, Tate.”
„Nie
wiesz, z czym masz do czynienia, Ty.”
„To
strata mojego pieprzonego czasu” - powiedział cicho.
Cisza
wtedy - „Zdobędę adresy, przyjadę i pojadę z tobą.”
„Rób
jak uważasz. Ale bądź tu wkrótce. Masz pół godziny. Jak cię nie będzie tutaj,
bracie, pojadę do Dallas i sam ją znajdę.”
„Kurwa,
Ty, dojazd do ciebie zajmuje dwadzieścia minut.”
„W
takim razie lepiej jedź szybko.”
Potem
Ty zamknął telefon, rzucił go na łóżko i wrócił do komody.
Tate
Jackson jechał szybko.
*****
Siedemnaście godzin później…
„Czy
mnie rozumiesz?” - zapytał Walker, a Shift, leżący przed nim na podłodze,
wypluł kęs krwi.
„Tak”
- burknął.
„Dla
pewności…” - ciągnął Walker - „Zgubiłeś jej numer, tracisz pieprzoną pamięć o
niej, a jak nie stracisz, twoja następna wizyta będzie od Juliusa Championa.
Teraz potwierdźmy. Czy mnie rozumiesz?”
„Tak!”
- Shift warknął, podnosząc gniewne oczy na Walkera.
„Dobrze”
- mruknął Walker, jego wzrok przeniósł się na Tate’a, który z niesmakiem
wpatrywał się w podłogę.
Tate
poczuł jego spojrzenie; spojrzał na Walkera, uniósł podbródek i wyszedł za
Walkerem, obaj przeszli przez jednego z dwóch leżących strażników, których
Walker rozłożył, zanim zwrócił się do Shifta.
*****
Godzinę później…
Drzwi
do schludnego, ale malutkiego domku otworzyły się w chwili, gdy Walker i
Jackson dotarli do końca frontowego chodnika. Za nimi otworzyły się siatkowe
drzwi. Drzwi do domu zamknęły się natychmiast, a siatkowe drzwi zastukały za
Ellą Rodriguez, która stała na ganku z rękami skrzyżowanymi na piersi i
wpatrywała się w zbliżających się mężczyzn.
„Nie
ma cię tutaj” - oznajmiła, kiedy byli cztery kroki od niej.
Walker
szedł dalej i zatrzymał się na dole dwóch stopni jej werandy.
„Jeśli
ona tam jest, Ella, radzę mnie przepuścić” - powiedział cicho Walker.
„Odeszła.”
„Była
z Shiftem niecałe dwadzieścia cztery godziny temu” - odparł Walker.
„Była,
Bessie ją zabrała; odeszły.”
„Dokąd?”
Jej
brwi podskoczyły do linii włosów, a jej głos podniósł się cztery oktawy wyżej,
kiedy zapytała - „Chłopcze, myślisz, że ci to powiem?”
„Muszę
z nią porozmawiać.”
„Tak”
- skinęła raz głową - „Widzę to. Ale tak naprawdę musiałeś posłuchać rady jej mamy
kilka tygodni temu, kiedy ci wszystko przedstawiła.”
„Ella…”
Zmrużyła
oczy, wykrzywiła twarz, pochyliła się do przodu i podniosła powieki oczy,
odsłaniając ból.
„Mówiłam
ci” - powiedziała cicho drżącym głosem - „…że trzymasz ją w rękach i powiedziałam ci, że jak nie będziesz
ostrożny, zniszczysz ją. Nie często się mylę i znowu… nie… myliłam… się.”
Znowu
się pojawiło. To coś przebijającego jego klatkę piersiową. Więcej bólu. Więcej
szkód.
Ty
Walker stał na dole werandy malutkiego, schludnego domu w niezbyt dobrej, nie-złej
dzielnicy Dallas i patrzył na opiekuńczą, lojalną, kochającą czarną kobietę,
spojrzeniem, którego nie miał nadziei wygrać.
„Ty,
chodźmy” - powiedział cicho Jackson z jego boku.
„Nie
wyświadczasz jej przysługi, zatrzymując mnie z dala od niej” - powiedział cicho
Walker.
„Z
mojego punktu widzenia, nikt na tej Ziemi nigdy nie wyświadczył Alexie Berry
żadnej przysługi” - odpowiedziała Ella.
„Walker”
- poprawił Walker i plecy Elli wystrzeliły prosto.
„Już
nie” - wycelowała i wystrzeliła zabójczą strzałę, która przebiła cel,
pozostawiając po sobie zniszczenie, po czym odwróciła się i weszła do swojego
domu, nie oglądając się za siebie.
Walker
obrócił się i ruszył ścieżką do SUV’a Tate’a.
Tate
piknął w zamki i nie zawahał się wskoczyć za kierownicę. Potem zwrócił się do
Walkera.
„Co
teraz?” - zapytał.
„Znajdujemy
miejsce do spania, śpimy, wracamy do domu” – odpowiedział Walker na przedniej
szybie.
„Do
domu?” - słowo było niskie, gniewne i niedowierzające i powoli Walker zwrócił
wzrok na swojego przyjaciela.
„Dom.
Gdzie jest twój komputer. Gdzie jest twoja baza danych. Gdzie zaczynasz robić
to, co robisz. Jak zostawią ślad albo wypłyną na powierzchnię, znajdziesz je,
powiesz mi, gdzie do cholery są, a potem pojadę po moją pieprzoną żonę.”
Tate
wpatrywał się w niego przez chwilę.
Potem
się uśmiechnął.
Potem
odwrócił się twarzą do przodu, przełączył zapłon i poprowadził SUV-a do
najbliższego hotelu.
*****
Lexie
Dwa tygodnie później…
Panama City Beach, Floryda
Podobała
mi się ta wieczorna pora na plaży. Czas na kolację. Kiedy prawie wszyscy jedli,
od Zatoki wiał wiaterek, powietrze wciąż było ciepłe, ale chłodniejsze, a plaża
była prawie pusta.
Kilka
dzieciaków bawiło się we frisbee trochę dalej. Człowiek biegnący ze swoim
żółtym labradorem wzdłuż brzegu wody, co trochę trwało, bo pies ciągle podskakiwał
w falach i musiał się odwracać, biec tyłem, wołać, pies go ignorował, biegł do
przodu, pies wyskakiwał z wody w wielkich skokach, a potem facet odwracał się i
biegał jeszcze trochę, tylko po to, by pies wskoczył z powrotem w falę. Trochę
w dół plaży szli poszukiwacze omułków z pochylonymi głowami, wbijając
przedmioty w piasek, pochylając się czasem, aby je podnieść, zbliżając się do
krawędzi wody, aby poczekać na falę, która oczyściłaby piasek z tego, co
znaleźli, aby mogli dostać lepiej wyglądające.
Ale
to było tyle. Przeważnie byłam tylko ja siedząca na tyłku, a piasek i fale, były
wszystkim, co widziałam, wszystkim co słyszałam.
Nie
czułam się przez to spokojna, ale w dzisiejszych czasach było to najlepsze, co
dostawałam.
Westchnęłam
i opuściłam brodę na odziane w dżinsy kolana, które miałam zgięte do klatki
piersiowej i, obejmując je ramionami, obserwowałam fale.
Mogłam
to robić godzinami i to robiłam.
Usłyszałam
za sobą kroki na piasku, ale się nie odwróciłam. Ktoś szedł od strony naszego
motelu. Zdecydowanie z motelu. Beacon. Podejrzewałam, że został zbudowany pod
koniec lat pięćdziesiątych, na początku lat sześćdziesiątych i od tego czasu
nie zmienili niczego. Nawet zasłon czy narzut.
Było
czysto, było naprawdę cholernie tanio, dawali ci zniżkę, jeśli rezerwowałaś
tydzień wcześniej i było tuż przy plaży. I to było wszystko, czego potrzebowałam.
To
z pewnością nie było to blisko tego, co Ty dał mi w Vegas.
Nawet
trochę.
Ale
to było na plaży, więc ludzie tam się zatrzymywali. Jak Bessie i ja.
I
ktoś zmierzał do wody.
Wyrzuciłam
z głowy kroki i wpatrywałam się w morze.
Wtedy
dotarło do mnie, że kroki ustały.
Wtedy
poczułam go za sobą.
Potem
spięłam się, gdy poczułam, jak się porusza.
Potem
mocno zacisnęłam oczy, kiedy to wszystko co było nim, a było go cholernie dużo,
otoczyło mnie.
Usiadł
za mną, tuż za moimi plecami, z długimi nogami po obu moich stronach, zgiętymi
kolanami, wewnętrznymi stronami ud przyciśniętymi do zewnętrznej strony moich.
Jego długie ramiona oplatały mnie. Jego masywny przód wbijał się w moje plecy.
Jego szczęka wciskała się w bok moich włosów.
I
tam szepnął - „Mama”.
To
jedno słowo przeszyło mnie jak ostrze.
Otworzyłam
oczy i zobaczyłam morze.
„Jak
mnie znalazłeś?” - zapytałam fale i, gdy tylko zaczęłam mówić, jego ramiona
drgnęły.
„Tate”
- odpowiedział.
Racja.
Oczywiście. Jego przyjaciel łowca nagród.
Usunąć
Tate’a z mojej świątecznej listy.
„Musimy
porozmawiać” - powiedział łagodnie.
„Nie
mamy o czym rozmawiać” - odpowiedziałam.
„Wiesz,
że mamy, maleńka.” - nadal mówił delikatnie. To było miłe. Słyszałam, jak był
delikatny. Słyszałam, jak był łagodny. Słyszałam, jak był słodki. Słyszałam, jak
był cichy. Ale nigdy nie był tak delikatny, łagodny, słodki i cichy jak teraz.
Ale
to nie miało znaczenia.
Nic
już nie miało znaczenia. Kiedy gówno ma znaczenie, może cię zranić.
Więc
nic już nie miało znaczenia i byłam zdeterminowana, aby tak pozostało.
„Nie,
nie mamy” - powiedziałam mu.
Jego
ramiona ponownie mnie ścisnęły - „Lexie…”
Przerwałam
mu - „Chyba że przyniosłeś dokumenty rozwodowe. Powiedziałeś, że to załatwisz i
wszystko, co musiałam zrobić, to podpisać. Czy to dlatego tu jesteś?”
Jego
ramiona zacisnęły się na słowach „dokumenty rozwodowe”, ale nie poluzowały się
nawet po tym, jak skończyłam mówić.
A
jego odpowiedź była natychmiastowa.
„Nie,
kurwa, nie dlatego.”
„W
takim razie zmarnowałeś podróż.”
„Lexie,
maleńka, posłuchaj mnie.”
„Myślę,
że powiedziałeś dość.”
Delikatnie
mną potrząsnął zaciśniętymi ramionami - „Byłem wkurzony…”
„Tak,
zrozumiałam to.”
„Kotku”
- kolejne delikatne potrząśnięcie - „…posłuchaj mnie”.
Zamilkłam.
Im szybciej zrobi to, co musiał, tym lepiej. Wtedy odejdzie i zostaniemy tylko
ja i morze.
Odczekał
sekundę, po czym kontynuował - „Wiesz, dlaczego byłem wkurzony.”
Nie
odpowiedziałam.
„Pięć
lat mojego życia, Lexie.”
Nadal
nie odpowiedziałam.
„Straciłem
opanowanie. Byłem wkurzony i bezsilny; policja Carnal chciała bawić się z moją
kobietą, a ja nie miałem możliwości własnej gry. Byłem też bezsilny przez długi
czas, Lex, jak mężczyzna taki jak ja, każdy
mężczyzna, kurwa, maleńka, każda kobieta
traci swoją moc, to nie jest kurewsko dobre. I oto byłem, pieprzyli się z tobą,
słyszałem twój strach przez cholerny telefon i nie miałem ani jednej,
pieprzonej możliwości ruchu. Poszedłem do Tate’a, żeby się uspokoić, żebym nie
zrobił czegoś głupiego i naprawdę cię stracił, a on zdecydował się wyłożyć mi
to, co robił, jak namówiłaś go na to gówno. Postradałem zmysły. To nie było
mądre, nie było w porządku, za dużo leciało na mnie na raz, zachowywałem się
głupio, spieprzyłem i znowu cię skrzywdziłem. Ale to wszystko, co musisz
wiedzieć ze wszystkim, co wiesz, było zrozumiałe.”
„Masz
rację” - powiedziałam mu.
Wahanie
pełne zaskoczenia - „Powtórz?”
„Masz
rację. Sądzę, że to wszystko wyszło na raz i masz rację. To jest do
zrozumienia.”
Ty
milczał.
Zdecydowałam,
że skończyłam.
„Czego ty nie rozumiesz to, że jestem
wyczerpana, Ty. Mam tak bardzo dość. I to, cóż, zużyło resztę mnie.”
Jego
ramiona ponownie się zacisnęły, a nogi wcisnęły się, wciągając mnie głębiej w niego
dookoła.
„Lexie…”
Przerwałam
mu - „Moi rodzice byli ćpunami, urodziłam się uzależniona. Czy wiedziałeś to?” -
zapytałam i nie czekałam na odpowiedź - „Nie. Nie wiedziałeś. Nie mówię o tym,
nie robię tego, ale mimo to jest to krępujące. Dziecko urodzone w melinie
uzależnione od cracku. To byłam ja. Zaraz po urodzeniu zdobyłam papiery. Pech
od samego początku. Szczęście tak złe, że trafiło do gazet pierwszego dnia,
kiedy byłam na tej Ziemi. A Pani Szczęście jeszcze nie skończyła. Mówiłam ci,
że moja mama przedawkowała. I mówiłam ci, że nigdy mnie nie trzymała. Zabrali
mnie od niej, a ona nawet nie zauważyła, nigdy nie wróciła, żeby zrobić
zdjęcie, nigdy nie wróciła, żeby zobaczyć swoje dziecko, nigdy nie choćby tylko
po to, żeby mnie przytulić. Prawdopodobnie trzymała w ustach milion fajek do
cracku, ale nigdy nie trzymała dziecka. Nigdy.
Powiedziałam ci też, że mój tata został zabity przez lichwiarza, był winien tak
wielu ludziom za narkotyki, które palił, że poszedł do lichwiarza, a potem nie
mógł go spłacić. Mój dziadek tak go nienawidził, że nigdy nie pozwolił tacie
mnie zobaczyć i on nigdy mnie nie
widział. Z drugiej strony, nigdy nawet nie próbował. Potem był dziadek, wiesz
wszystko o tym, jakim był kutasem. Mój pierwszy chłopak był alfonsem. Jego
najlepszy przyjaciel diler narkotyków wykorzystał mnie jako dziewczynę na
posyłki.” - potrząsnęłam głową - „Skończyłam. Tak cholernie skończyłam z tym
wszystkim. Nie mam nic więcej do dania. A ty. Ty musisz znaleźć kobietę, która
ma wiele do zaoferowania, przeprowadzi cię przez jakiekolwiek popieprzone
gówno, jakie zdecydujesz się zrobić, musisz znaleźć kobietę, która ma wszystko,
czego potrzeba, aby stać przy tobie.”
„Gram
na sposób Tate’a” - powiedział mi, a moje serce podskoczyło.
Ale
nie pozwoliłam, by to się ujawniło.
Trzytygodniowy
przyspieszony kurs pokerowej twarzy i okazało się, że jestem utalentowana.
„Dobrze”
- odpowiedziałem natychmiast, ale bez emocji - „Cieszę się. To sprytne.”
Zareagował
na mój ton, a dokładniej jego ciało i wiedziałam o tym, kiedy poczułam, że
nieruchomieje wokół mnie.
Potem
wyszeptał - „Lexie…”, ale znowu mu przerwałam.
„Ty,
po prostu idź. Zrobione. Skończone. To było skończone, kiedy po raz pierwszy
powiedziałeś mi, że moja cipka przychodzi z łańcuchem, ale to wtedy myślałam,
że Pani Szczęście w końcu się do mnie uśmiechnie. Nie uśmiechnie się. Nie
zamierza. Nigdy tego nie zrobi. Jestem jej ulubioną zabawką. Ciągle wyciągam
rękę w nadziei, że złapię coś dobrego, a ona wciąż uderza. To gówno kłuje. Nie
będę więcej wystawiała ręki.”
Jego
ciało znów się poruszyło, wciągnęło mnie głębiej i zaczął - „Mama…”, ale nie
pozwoliłam mu kontynuować.
„Skoro
Tate mnie znalazł, może znaleźć Ellę. Dostarczysz jej papiery rozwodowe; przyśle
je do mnie. Dam ci ostatnią rzecz, Ty, mój podpis, ale to ostatnia rzecz, jaką
ty lub ktokolwiek ze mnie wydobędziesz.”
Poruszył
głową, jego podbródek odciągnął moje włosy, a potem jego usta znalazły moje
ucho i wyszeptał - „Maleńka, proszę, Boże, po prostu proszę, kurwa, posłuchaj
mnie.”
I
wtedy straciłam opanowanie. Nie mogłam znieść wiele więcej. Nie bez zerwania i
nie mogłam się złamać ponownie. Ostatni raz pozostawił zbyt wiele blizn, zbyt
wiele ran, które nie zagoiły się, bo były zadane w sposób, o którym wiedziałam,
że nigdy się nie zagoją. Nie mogłam się ponownie rozerwać. Nie było mowy, żebym
to przeżyła.
Więc
straciłam to.
Ale
w inny sposób.
„Po prostu odejdź” - syknęłam - „Kurwa, Ty, jeśli podejmę taką czy inną decyzję, czy nie mogę po
prostu, kurwa, żyć bez tego całego cholernego pieprzenia? Dziadek kontrolował moje życie i nie miałam wyboru.
Potem robił to Ronnie i ja zrobiłam, jak chciał, ale czy dokonałam właściwego
wyboru? Nie. Wtedy Shift kontrolował to i moje wybory były ograniczone, ale
nadal nie dokonywałam właściwych wyborów. Czy możesz dać mi jedną pieprzoną
rzecz w tym koszmarze i pozwolić mi dokonać własnego pieprzonego wyboru?”
Kiedy
skończyłam mówić, poczułam, że jego ciało znów znieruchomiało jak kamień.
I
ucichł.
Potem
cicho zapytał - „Koszmar?”
„Koszmar”
- odparłam stanowczo.
Ty
się nie poruszył.
Cudem
trzymałam to w kupie.
Potem
się poruszył, ale chciał oprzeć brodę na moim ramieniu, a ja zamknęłam oczy,
ponieważ potrzebowałam, żeby szedł, szedł, szedł,
żebym mogła znów się rozpaść.
Potem
powiedział - „Twój koszmar, mama, był moim snem.”
Moje
serce się ścisnęło.
Ciągnął
dalej - „Nigdy nie miałem domu, dopóki mi go nie dałaś.”
Mój
oddech zaczął się zacinać.
„Nigdy
nikt nie dał mi tego, co ty mi dałaś.”
Mój
oddech przestał się zacinać i zatkał się.
„Nigdy
nie myślałem o znalezieniu kobiety, z którą chciałbym mieć dziecko.”
O Boże.
„Nigdy
w moim życiu nie było światła, nigdy, ani razu; żyłem dziko, ale nie płonąłem
jasno, dopóki nie oświetliłaś mnie swoim światłem.”
O Boże.
„Walnięte,
cholernie szalone, ale kiedy w nocy zwinęłaś się przede mną, nie przeszkadzało
mi to, że zrobiłem tą odsiadkę, która nie była moja, ponieważ oznaczało to, że
wyszedłem do ciebie.”
Musiał
przestać. Musiał.
Nie
zrobił tego.
„Twój
koszmar…” - wyszeptał, odwrócił głowę i dokończył przy mojej szyi - „…mój sen.”
Potem
pocałował mnie w szyję, po raz ostatni uścisnął mnie swoimi długimi, silnymi,
potężnymi ramionami, a potem puścił mnie, przesunął się do tyłu, wstał i
usłyszałam oddalające się kroki.
Kiedy
już ich nie słyszałam, otworzyłam oczy i zobaczyłam morze.
Długo
się nie ruszałam i każdy, kto przyglądałby mi się z ogromnego, cementowego
patio z zardzewiałymi leżakami, pomyślałby, że się zamyśliłam, a nie siedziałam
na piasku ze spływającymi po twarzy rzekami soli.
Kiedy
łzy się skończyły, pozwoliłam, by wiatr osuszył moje policzki, aż poczułam je
szorstkie i napięte.
Potem
wstałam i powędrowałam po plaży, po schodach na patio i do mojego pokoju.
Musiałam zadzwonić do Bessie i porozmawiać o kolacji. Nie jadłam dużo, ale ona
czekała, nawet jeśli skubałam moje jedzenie, podczas gdy ona jadła swoje i
wiedziałam o tym, ponieważ robiła to od tygodni.
Wyciągnęłam
klucz z tylnej kieszeni, włożyłam go do zamka, przekręciłam i weszłam do
pokoju. Słońce zachodziło, ale wciąż było jasno. Kiedy drzwi się za mną
zamknęły, nic nie widziałam, bo zasłony były zaciągnięte.
Pstryknęłam
przełącznikiem, zrobiłam dwa kroki do pokoju, po czym zamarłam i wpatrywałam
się w łóżko.
Na
środku mojego łóżka, obok czterech pudełek w charakterystycznych kolorach,
leżał stos zwiniętych banknotów.
Rozejrzałam
się po pokoju, spodziewając się, że Ty wyjdzie z łazienki, wyskoczy zza
zasłony.
Druga
połowa, pieprz mnie, pieprz mnie, pieprz
mnie, miała na to nadzieję.
Nie
wyszedł z łazienki i na pewno nie wyskoczył zza zasłony.
A
ponieważ tego nie zrobił, nogi ugięły się pode mną, znowu opadłam na tyłek,
wsunęłam twarz między kolana i wypłakałam kolejne pieprzone rzeki pieprzonej
soli.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuje.
OdpowiedzUsuń😭😭😭 ja też wypłakałam właśnie rzeki soli. Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję 💙
OdpowiedzUsuńTrochę zawsze tak jest we wszystkich książkach facet zepsuje wszystko, i zamiast płaszczyć się, albo naprawdę się postarać o wybaczenie to po prostu co samce alfa sądzą że po prostu samo przepraszam wystarczy.
OdpowiedzUsuńTeż sobie popłakałam przy tym rozdziale :-(
OdpowiedzUsuńDziękuję
Dziękuje za rozdział smutny ale rozdział.
OdpowiedzUsuńNajgorsze są takie rozdziały wyciskacze łez :(
CZekam na kolejny na pewno weselszy.