Rozdział
15
Jedenaście
godzin
Trzy tygodnie później…
Obudził
mnie dzwonek komórki.
Przeturlałam
się, złapałam ją ze stolika nocnego, spojrzałam na wyświetlacz i przeczytałam
„Ella Dzwoni”.
Zamrugałam,
oszołomiona i zdezorientowana; to musiał być środek nocy.
Dlaczego
Ella dzwoniła?
Gówno.
To nie mogło być dobre.
Otworzyłam
komórkę i przyłożyłam do ucha - „Ella, Słonko, co jest? Wszystko w porządku?”
Po
chwili ciszy łagodnie, delikatnie i drżąco powiedziała - „Och, kochanie”.
Moje
serce podskoczyło, a potem zamarło. Poderwałam się do siedzenia na łóżku, z
telefonem przyciśniętym do ucha.
„Ella?”
- zawołałam, kiedy nie powiedziała nic więcej.
Teraz
mój głos drżał.
„Lexie,
skarbie…” - urwała i znowu nie powiedziała nic więcej.
„Ella”
- teraz moje ciało drżało - „Co się stało? Czy to Honey?”
Wtedy
po ciszy, tak miękko, że prawie gruchała - „Nie, kochanie, to Ty.”
Moje
ciało przestało drżeć, bo zaczęło się trząść.
„Co
jest z Ty?” - wyszeptałam.
Usłyszałam,
jak wzięła głęboki oddech - „Miałam telefon od mężczyzny o imieniu Julius.”
O,
Boże. O, nie. O, Boże, nie.
„Powiedział
mi, że Ty był w tym swoim luksusowym samochodzie, jadąc za szybko…”
O
Boże. O nie. O Boże, nie!
„Stracił
kontrolę, nie miał zapiętych pasów.”
Nie
on. Nie Ty. Dręczyłam go i on to robił, ale musiałam go dręczyć.
Żyj dziko, maleńka.
Zamknęłam
oczy.
O,
Boże.
O,
nie.
O,
pieprzony Boże, nie.
„Lexie,
kochanie, jesteś tam?”
Nie.
Nie. Nigdzie mnie nie było. Zagubiłam się. Całkiem zagubiłam. Bardziej nawet niż
przez ostatnie półtora miesiąca. Zagubiona na zawsze.
„Tak”
- skłamałam, otwierając oczy.
„On…
on…” - kolejny słyszalny wdech - „…jest żywy, skarbie, ale mówią, że nie
przetrwa długo. Ten Julius powiedział, że może chciałabyś go zobaczyć, zanim…
on…” - kolejny słyszalny oddech, podczas gdy moje ciało potrząsało łóżkiem, a
moje gardło paliło tak bardzo, że wiedziałam, że już nigdy nie poczuje się
normalnie – „…odejdzie. Ale powiedział, że nie ma dużo czasu.”
Nagle
pełna energii odrzuciłam kołdrę i wyskoczyłam z łóżka.
„Gdzie
on jest?”
„Szpital
powiatowy pod Carnal.”
„Złapię
pierwszy lot” - oznajmiłam, ciesząc się po raz pierwszy, że miałam pięćdziesiąt
tysięcy dolarów z pieniędzy mojego męża.
Pieniądze
mojego męża.
Mój
mąż.
Moje
gardło ścisnęło się, odcinając powietrze.
Przepchnęłam
go śliną i robienie tego cholernie bolało. Ale zadziałało; Znowu mogłam
oddychać, chociaż robiłam to płytko.
„Dał
ci numer?” - zapytałam.
„Tak,
kochanie” - odpowiedziała.
„Czy
możesz…” - chwyciłam walizkę i rzuciłam ją na łóżko - „Czy możesz… czy, kiedy
dostanę mój lot, porozmawiasz z nim w moim imieniu?”
Nie
mogłam rozmawiać z Juliusem. Nie mogłam połączyć się, nawet przez telefon, z
niczym, co należało do Ty.
Nie
mogłam.
„Wszystko
co zechcesz, Lexie” - szepnęła Ella.
„Dziękuję,
kochanie” - wyszeptałam, a potem ucichłam, zamarłam i nie mogłam tego
powstrzymać, uderzyło mnie, nie kontrolowałam tego, było zbyt silne, uczucie
przytłoczyło mnie i szloch wyrwał mi się z gardła, dźwięk tak głośny, że
wypełnił pokój, odbijając się od ścian i uderzając we mnie jak pięści.
„Kochanie”
- zagruchała mi do ucha Ella - „Weź swoją walizkę, chwyć swoje ubrania” -
poprowadziła mnie - „Pakuj się. Zadzwonię do Bessie. Zadzwoni po bilety. Po
prostu się spakuj. To wszystko, co musisz zrobić. Bessie się tobą zaopiekuje.”
Bessie
to zrobi. Robiła to już od jakiegoś czasu. Robiłaby to zawsze.
Trzy
dobre rzeczy w całym moim pieprzonym, całym życiu - Bessie, Honey i Ella.
A
czwarta umierała w Kolorado.
„Spakuję
się” - szepnęłam.
„Moje
dziecko” - odszepnęła - „Teraz pozwolę ci odejść i zadzwonię do naszej Bess,
tak?”
„Tak”
- odpowiedziałam cicho.
„Spakuj
się, kochanie.”
„Dobrze,
Ella.”
Słyszałam,
jak się rozłączyła. Potem poczułam, jak przecina mnie, pozostawiając po sobie
tylko surowe podłoże.
Potem
zebrałam swoje gówno i zaczęłam się pakować.
*****
Godzinę później…
„Widziałam
go” - powiedziała Bessie.
Byłyśmy
w jej samochodzie w drodze na lotnisko.
„Co?”
- zapytałam, myśląc o innych rzeczach, z głową tak pełną, że aż bolała mnie i
myślałam, że zaraz wybuchnie.
„Z
tobą na plaży” - ciągnęła.
Wciągnęłam
powietrze i spojrzałam przez przednią szybę.
Potem
szepnęłam - „Bess…”
Ciągnęła
dalej - „Obserwowałam” - szepnęła - „Obserwowałam go z tobą. Nie poszłam do was,
taki jaki był…” - odchrząknęła - „Sposób, w jaki on był z tobą. Podobało mi się
to, Lexie.”
Zamknęłam
oczy, zacisnęłam zęby, otworzyłam je i błagałam - „Przestań”.
Milczała.
Potem
nie milczała.
„Myślałam,
jak nie dzwoniłaś do mnie z kolacją tak długo, że on cię przekonał. Jak zadzwoniłaś,
byłam zaskoczona. Przez te wszystkie tygodnie myślałam, że mogłam ci
powiedzieć, mogłabym cię namówić do…”
„Przestań”
Zatrzymała
się.
Potem
zaczęła od nowa.
„Powinnam
cię była namówić, żebyś dała mu jeszcze jedną szansę.”
Powinna.
Powinna była to zrobić.
Ale
nawet gdyby to zrobiła, nie posłuchałabym.
„Teraz
to nie ma znaczenia” - wyszeptałam.
„Nie”
- powiedziała łagodnie - „…teraz to nie ma znaczenia, Lexie.”
Teraz
to nie miało znaczenia.
Teraz
nic nie miało znaczenia.
Zamilkła
i jechała dalej.
*****
Dziesięć godzin później…
Przeszłam
wachlarz emocjonalnej lawiny od tego, że przekonywałam siebie, że mój głos
będzie cudownym eliksirem uzdrawiającym, który obudzi Ty w chwili, gdy wyszepczę
mu coś do ucha w szpitalnym łóżku i sprawi, że wyzdrowieje, do tego, że zanim
mój samolot wyląduje w Denver International Lotnisko, on będzie martwy.
Walczyłam
przez głupi, szalony, próbujący proces wciągania mojego tyłka do hali i do
pieprzonego metra, aby dostać się do
terminalu (ktoś kiedykolwiek słyszał o takiej śmieszności, że jak musiał gdzieś
dotrzeć, dotarł tam, po godzinach w powietrzu, nie mógł wsiąść do pieprzonego pociągu na pieprzonej ziemi, ale być pod ziemią? Szalone!) potem ten
pieprzony pociąg mnie wyrzucił i z tym, co musiało być siedmioma tysiącami
innych ludzi, walczyłam o pozycję, aby dostać się pieprzone ruchome schody, w
końcu dotarłam do terminalu i był tam Julius z bardzo piękną, szczupłą,
elegancką, ale bardzo dobrze wyposażoną (a wszystkie jej akcesoria były z
czystego złota) czarną kobietą.
Objął
mnie mocnym uściskiem i delikatnie poinformował, że Ty się trzymał. Potem ona
(nazywała się Anana) przytuliła mnie i czekaliśmy jakby rok na moją wielką
torbę, jedyną, którą miałam, więc tą, której musiałam użyć, a potem mnie
poprowadzili do Cruisera Ty.
Prawie
straciłam opanowanie w chwili, gdy zobaczyłam samochód Ty, samochód, który
razem kupiliśmy, samochód, do którego, irracjonalnie pomyślałam, że nie mogę
wsadzić mojego tyłka, bo nie był jego, jakoś był nasz, a ja nie mogłam sobie nie przypomnieć tego, co kiedyś było
pięknem nas, nas, których odrzuciłam. Musiałam uciec od tego, uciekać, znaleźć
sposób, aby cofnąć się w czasie i podjąć właściwą decyzję, odwrócić się w
ramionach Ty na plaży, objąć go moimi i zaakceptować nas z powrotem do mojego
życia; nas, z którymi przyjechał całą drogę na Florydę, żeby mi oddać.
Ale
oboje widzieli, jak tracę opanowanie i przejęli kontrolę, wciągnęli mnie do
środka, zapięli pasy i poprowadzili nas w drogę.
Niedługo
potem spowiła mnie mgła, a wkrótce potem trafiło mnie zrozumienie – czyste i
nierozcieńczone.
Co
ja, do cholery, robiłam?
Jeśli
Ty żyłby tylko tyle, żebym zobaczyła, jak umiera, to i tak, do cholery, umrze.
Mój
wysoki, piękny Ty ze swoimi niesamowitymi kręconymi, gęstymi rzęsami,
jasnobrązowymi oczami, fantastycznymi tatuażami, zdefiniowanymi mięśniami i
głębokim głosem, nazywający mnie „maleńka” i „mama” miał umrzeć.
Jakie
to ma znaczenie, czy zobaczę, jak jeszcze oddycha, zanim to zrobi?
Czy
cokolwiek będzie miało znaczenie?
Boże,
dlaczego nie mogłam tego zrobić, nawet kiedy próbowałam? Dlaczego nie mogłam
znaleźć drogi do czegoś, co miałoby znaczenie, zanim Pani Szczęście, głupia,
pieprzona suka, zabrała by w cholerę mojego
Ty?
Więc
się wyłączyłam, bo to nie miało znaczenia. Nic nie miało znaczenia.
Nigdy
więcej.
Tylko
to, że będę tam na pogrzebie.
Tak
się wyłączyłam, że nie zauważyłam niczego, dopóki Julius nie wcisnął pilota, by
otworzyć drzwi garażu stając koło domu, drzwi już się podniosły, a on wjeżdżał
do środka.
Widok
Węża uderzył mnie, gdy wsunęliśmy się obok niego, nowy kawałek zadrapał po poszarpanych
krawędziach, pozostawiając po sobie agonię i podniosłam głowę, którą opierałam o
szybę.
A
byłam tak poza tym, a mój umysł tak był przesiąknięty smutkiem, że nic do mnie nie
przeniknęło, nawet nie przyszło mi do głowy, że tam jest Viper lśniący, w
jednym kawałku, bez choćby zadrapania.
„Co
tu robimy?” - zapytałam.
„Muszę
coś zabrać” - wymamrotał Julius.
Rozejrzałam
się zdezorientowana.
Cały
ten pośpiech, ja lecę trzy czwarte kontynentu, aby dostać się do łóżka Ty, aby
odprawić czuwanie-żony-przed-śmiercią, a my robiliśmy postój w domu Ty?
„Julius,
nie chcę brzmieć…” - przerwałam - „ale… ja…” - zawahałam się, a potem zebrałam
to w całość, kiedy odwrócił się i spojrzał przez siedzenia na mnie - „Naprawdę
chciałabym dostać się do Ty” - dokończyłam szeptem.
Jego
oczy wyszły przez boczne okno i spojrzał na coś. Potem spojrzał na Ananę. Potem
spojrzał na mnie.
Wtedy
„będę najwyżej sekundę” - zabrzmiała jego całkowicie cholernie szurnięta odpowiedź.
Gapiłam
się na niego.
Otworzył
drzwi i wysiadł z samochodu.
Anana
powiedziała - „Słonko, dlaczego nie pójdziesz z Juliusem? Nie musisz skorzystać
z łazienki?”
Właściwie
to musiałam.
Tak
więc, skoro robiliśmy ten cholernie absurdalny przystanek, żeby zrobić
wszystko, co do cholery musiał tu zrobić Julius, kiedy mój mąż umierał gdzieś
blisko, wykorzystałabym ten czas na wizytę w łazience. I w tym czasie
przekonywałam siebie, że po tym, jak będę patrzyła na śmierć mojego męża, męża,
którego opuściłam, męża, który mnie wytropił, aby spróbować mnie odzyskać,
męża, któremu kazałam odejść, tego męża,
któremu ostatnią rzeczą, jaką powiedziałam było, że nazwałam nas koszmarem, tymczasem
zrobię sobie pieprzoną przerwę na łazienkę, zanim to się stanie, przekonałam
samą siebie, że nie zabiję, kurwa, Juliusa.
„Tak,
zaraz wrócę” - mruknęłam, otworzyłam drzwi, wysiadłam i pospieszyłam do drzwi
do pomieszczenia gospodarczego, mając nadzieję, że, na wszystko co święte,
Julius też pospieszy swój wysoki, masywny tyłek.
Przez
drzwi prowadzące na schody i na górę zobaczyłam Juliusa stojącego kilka kroków
od wejścia na szczycie schodów i zmrużyłam oczy na jego plecy, kiedy weszłam na
schody, a zrobiłam to, bo się nie śpieszył.
A
usłyszałam, jak mówi - „Później zrozumiesz, że to był jedyny sposób, w jaki
musiałem to rozegrać.”
Dotarłam
na szczyt schodów, zrobiłam trzy kroki, otworzyłam szeroko oczy i cała zamarłam,
gdy moje oczy trafiły na Ty, stojącego pięć kroków przed Juliusem.
Niejasno
zauważyłam, że on też był zamrożony, a jego oczy na mnie, tak jak moje oczy na
niego.
Cóż,
może nie tak samo, ponieważ byłam pewna, że moje oczy wyrażały całkowity,
kompletny, wstrząsający ciałem szok, że stał tam oddychając, w jednym kawałku,
ubrany w sprane dżinsy i obcisłą białą koszulkę, wyglądając tak wspaniale jak
zawsze i bardzo, bardzo, bardzo zdrowo.
Zdrowy.
Żywy.
Stojący.
Przepiękny.
W
jednym kawałku.
Oddychający.
Ty.
„I
ty, laleczko,…” - usłyszałam Juliusa, ale nie oderwałam oczu od Ty - „…jak dasz
temu czas, piękna, też zrozumiesz, że to był jedyny sposób, w jaki musiałem to
rozegrać.”
Patrzyłam,
oszołomiona, bez ruchu, jak oczy Ty przesuwały się ode mnie do Juliusa.
„Co,
kurwa, rozegrać?” - jego głos zagrzmiał tak głęboki, tak niski, że odbił się
echem w mojej piersi.
Zdrowy.
Żywy.
Stojący.
Przepiękny.
W
jednym kawałku.
Oddychający.
Mówiący
(lub dudniący).
Ty.
„Powiedziałem
Lexie, że miałeś wypadek samochodowy i umierasz, a ona musi wrócić do domu i cię
pożegnać. Rzuciła wszystko, Walk, i oto jest. Mogę mieć popieprzone w głowie,
ale dla mnie to, kurwa, mówi wszystko.” - zatrzymał się, podczas gdy dalej
wpatrywałam się w mojego męża - „O, tak, bracie, widzę, że jesteś wkurzony, ale
to było jedyne wyjście, które mi daliście.”
Nie
poruszyłam się, nie odezwałam się, po prostu gapiłam się na Ty, nawet po tym,
jak jego gniewne oczy przeszyły mnie i zmieniły się ze złości w coś zupełnie
innego.
„Lexie?”
- zawołał, ale nie poruszyłam się, nie odezwałam się, tylko się gapiłam.
„Lex”
- powiedział.
Wpatrywałam
się w Ty i odliczałam je.
Jedenaście.
Jedenaście
godzin.
Przez
jedenaście godzin myślałam, że mężczyzna stojący przede mną, mężczyzna, którego
kochałam, był już prawie martwy, a potem… wtedy… byłby tylko…
Martwy.
Ale
nie był.
Zaczął
iść w moją stronę, a ja się rozmroziłam, cofnęłam, więc zatrzymał się i warknął
- „Julius, ona zmierza w stronę schodów”.
Zatrzymałam
się.
Gapiłam
się.
Zdrowy.
Żywy.
Stojący.
Przepiękny.
W
jednym kawałku.
Oddychający.
Ty.
Upadłam
na podłogę jednocześnie rozpływając się we łzach.
„Kurwa”
- usłyszałam, jak warczy Ty, a potem podniosły mnie silne ramiona i usłyszałam,
jak również poczułam dudnienie słów - „Wynoś się z mojego pieprzonego domu.”
„Bracie…”
„Już!”
To
było szczeknięcie.
Potem
siedziałam tyłkiem na jego kolanach, z jego ramionami wokół mnie, wcisnęłam
twarz w jego szyję, moje ramiona zacisnęły się mocno wokół jego ramion, tak mocno
się trzymałam, że nigdy, przenigdy,
przenigdy nie puściłabym, nie poszłabym i łkałam w jego skórę.
Z
ustami przy moim uchu szepnął - „Maleńka, uspokój się.”
Nie
uspokoiłam się.
Jedenaście
godzin żyłam ze świadomością jego straty.
To
było zbyt wiele.
Nie
mogłam się uspokoić.
Jedno
z jego ramion zacisnęło się, a drugie gładziło moje plecy.
„Lexie,
maleńka…” - wymamrotał z ustami wciąż przy moim uchu - „…uspokój się.”
„Je…
je… jedenaście godzin” - czknęłam mu w szyję.
„Co
takiego?”
„My…
myślałam przez jedenaście godzin, że nie żyjesz.”
Jego
ręka przestała mnie głaskać i obie zacisnęły się wokół mnie.
„Ost…
ost… ostatnią rzeczą, którą ci po... powiedziałam… by... było to, że by…byliśmy
koszmarem.”
„Mama,
oddychaj” - szepnął.
Zassałam
oddech i czkałam wiele razy, a dźwięk był tak samo bolesny jak to w rzeczywistości
czułam i moje ciało szarpało się gwałtownie za każdym razem, a Ty mruczał mi do
ucha.
Potem
warknął - „Zabiję, kurwa, Juliusa.”
Moje
ciało znów szarpnęło się, gdy mój oddech słyszalnie zamarł i przycisnęłam się
bliżej.
Ty
upadł na bok, a ja trzymałam się tak mocno, że poszłam z nim. Potem leżałam na
plecach na kanapie i poczułam, jak długie ciało Ty rozciąga się obok mnie, jego
ciężka noga zaplątała się w moje w chwili, gdy je wyprostowałam, a kiedy
poczułam, jak jego tułów naciska głęboko na mój bok i częściowo na moim,
rozluźniłam ręce na tyle, by mógł się cofnąć. Potem opuściłam głowę na kanapę i
spojrzałam na niego załzawionymi oczami.
Potem
mój oddech się urwał, a moje ciało znów zaczęło szarpać.
„Kurwa”
- warknął, przyłożył dłoń do mojej twarzy, odciągając mokre włosy, które
przyklejały się do moich mokrych policzków - „Lexie, maleńka, wrobił cię.
Jestem tutaj.”
Skinęłam
głową - „Wiem.”
Włosy
zniknęły z obu stron mojej twarzy, jego duża, ciepła dłoń obejmowała prawą
stronę, jego kciuk przesuwał się po moim policzku, zmiatając wilgoć, gdy jego
twarz zbliżyła się, a ja spojrzałam mu w oczy, wciąż najpiękniejszą cechę, jaką
widziałam na jakiejkolwiek twarzy w moim życiu.
„Więc…”
- szepnął - „…trzymaj się tego.”
I
tak zrobiłam.
Właściwie
trzymałam się dwoma uchwytami. Obie moje ręce powędrowały prosto do jego głowy
i przyciągnęłam go do mnie.
Potem
go całowałam.
Potem
on mnie całował.
O,
tak. Tak było lepiej.
Potem
ściągałam jego koszulkę. Wtedy on ściągał moją.
Potem
szarpałam za jego pasek. Potem jego biodra poderwały się, ale tylko po to, by
mógł rozpiąć i ściągnąć moje dżinsy, a moje klapki poleciały, jak to robił.
Potem
poleciały moje majtki.
Potem
przetoczył się po mnie, otworzyłam nogi, jego biodra wsunęły się między nie,
jego ręka pracowała między nami, aby zakończyć pracę, którą zaczęłam, podczas
gdy jego usta pracowały nad moimi, a jego język był w środku, znów go czułam,
Boże, Boże, genialne, piękne.
Moje.
Potem
jego biodra cofnęły się, a potem ruszyły do przodu i był we mnie.
Moje
usta oderwały się od jego, gdy moja szyja wygięła się w łuk.
Boże,
Boże. Znakomity. Piękny.
Mój.
Jeździł
na mnie szybko, mocno i witałam go, okrążając jego biodra nogami, wędrując głodnymi
rękoma, przyciskając do jego ust moje, bardziej głodne usta, pijąc. A potem nie
mogłam już pić, a nasze usta muskały się, gdy nasz ciężki oddech mieszał się i oto
było, zawsze było, tak blisko, tak ogromne. Potem przekręcił biodra i trafił w czułe
miejsce, a wszystkie cztery moje kończyny przycisnęły go do mnie, gdy
krzyczałam, kiedy doszłam.
Ty
zajęło dwie minuty dłużej; przez jedną minutę nie byłam w stanie oglądać, a
drugą robiłam to z gorliwym, oddanym skupieniem.
Potem
jego głowa opadła do przodu, a jego twarz zniknęła w mojej szyi.
Jego
kutas był głęboko zakopany. Moje kończyny wciąż go mocno trzymały.
Zdrowy.
Żywy.
Przepiękny.
Oddychający.
W
jednym kawałku.
Głęboko
we mnie.
Ty.
Zamknęłam
oczy i westchnęłam.
„Jedyny
sposób na to, żebyś się, kurwa, uspokoiła i przestała płakać” - powiedział na
mojej szyi, a moje ciało znieruchomiało. Podniósł głowę; spojrzał na mnie i
uśmiechnął się - „Dokumenty rozwodowe są na ladzie, mama. Chcesz, żebym wstał i
poszedł po nie, żebyś mogła je podpisać?”
Zdecydowałam,
że później się wkurzę na spóźniony, ale bardzo niestosowny pokaz, że miał
bardzo dobre poczucie humoru.
Zamiast
tego oświadczyłam - „Jak wstaniesz i pójdziesz gdziekolwiek, to cię siłą zatrzymam.”
Jego
ciało zatrzęsło się, gdy jego uśmiech przerodził się w uśmiech. Potem zapytał -
„Szczerze myślisz, że możesz mnie zatrzymać siłą?”
„Nie
powiedziałam, że to będzie udany atak.”
A
potem mój mąż wybuchnął śmiechem.
A
ja obserwowałam.
Nie
dawał mi tego często, ale zawsze obserwowałam. Tym razem było o wiele lepsze,
ponieważ robił to, będąc jeszcze we mnie.
Potem
jego śmiech zamienił się w chichot, opuścił czoło na moje, a jego ręka uniosła
się i zacisnęła wokół mojej szyi.
A
kiedy zrobił to ostatnie, jego śmiech ucichł, wpatrywał się we mnie swoimi
pięknymi oczami i szepnął - „Czy moja mama jest w domu?”
Przełknęłam
ślinę, ale wciąż wiedziałam, że moje oczy rozjaśniły się, a mój głos był
ochrypły, kiedy odszepnęłam - „Tak”.
Zamknął
oczy, przesunął dolną połowę twarzy i dotknął ustami moich ust. Potem odsunął
głowę, otworzył oczy i poczułam, jak jego kciuk głaszcze moją szczękę.
Jego
spojrzenie ponownie spotkało się z moim, powiedział mi delikatnie - „Tęskniłem,
maleńka.”
Znowu
przełknęłam ślinę, a moje ramiona i nogi zacisnęły się wokół niego - „Ja też.”
„Nigdy
więcej mnie tak nie zostawiaj” - rozkazał.
Postanowiłam
nie przypominać mu, że mi kazał.
Zamiast
tego powiedziałam cicho - „Okej.”
Patrzył
na mnie. Potem odpowiedział miękko - „Okej.”
Potem
pochylił głowę, dotknął ustami moich, wyciągnął się delikatnie, a potem
wyciągnął długie ramię, złapał moją bieliznę, przesunął dolną część ciała i
podciągnął moje majtki w górę nóg. Potem zsunął się ze mnie i wstał,
poprawiając dżinsy, gdy się poruszał. Podniosłam się, mój tors obracał się i
skręcał, by mieć go na widoku, gdy szedł do kuchni. Potem obserwowałam, z brodą
na ramieniu opierając się o oparcie kanapy, jak chwycił szarą kopertę z blatu,
podszedł do szuflady na drobiazgi z boku, przekopał ją i znalazł to, czego
szukał. Potem patrzyłam, jak podchodzi do zlewu. Wygrzebał kilka naczyń i
postawił je na blacie (na pierwszy rzut oka było jasne, że Ty nie jest
schludny, więc otrzymałam to tylko na pierwszy rzut oka).
Potem
przestałam oddychać, gdy patrzyłam, jak zapala zapałkę i podpala kopertę.
Przekręcał ją, aż w jego dłoni wszystko stanęło w płomieniach.
Potem
wrzucił to do zlewu i patrzył, jak się wypala. Rzucił zapałki na blat i ruszył
prosto do mnie.
„Dokumenty
rozwodowe” - stwierdził.
Patrzyłam
na niego w szoku.
Potem
patrzyłam, jak mój mężczyzna i jego duże, piękne ciało z równie pięknymi
tatuażami wracają do mnie.
Potem
się uśmiechnęłam.
Odwzajemnił
uśmiech.
Wtedy
nie mogłam się powstrzymać, wybuchnęłam śmiechem.
*****
Ty
„Wszystko
dobre, co się dobrze kończy, mój człowieku” - powiedział mu do ucha Julius.
„Wszystko
dobre, co się dobrze kończy, pocałuj mnie w dupę, Champ. Jezu Chryste, czy ty jesteś
szalony?” - Walker odpalił i poczuł,
że ciało jego żony się drży.
Spojrzał
na nią. Miał mnóstwo poduszek wsuniętych za plecy na podłokietnik kanapy, więc
był tylko częściowo pochylony. Miała jedno biodro z tyłu kanapy, reszta jej
miękkiego ciała była na nim, jego ramię trzymał owinięte wokół jej pleców, dłonią
w jego koszulce, którą miała na sobie, jego palce przesuwały się po nagiej
skórze jej zaokrąglonego tyłka. Rozmawiał przez telefon. Patrzyła, jak jej
palec śledzi jego tatuaż i robiła to, jakby zapamiętywała. Miała na sobie jego
koszulkę i nic więcej. On miał na sobie dżinsy i nic więcej; nawet nie zawracał
sobie głowy guzikami, zapiął tylko dwa, głównie dlatego, że jeszcze z nią nie
skończył.
„Ona
tam jest?” - zapytał Julius do jego ucha.
„Tak”
- odparł Walker.
„Zostaje?”
- Julius ciągnął dalej, a puls Walkera przyspieszył.
„Tak”
- powtórzył Walker.
„Jest
naga?” - Julius szedł dalej, a Walker zacisnął usta.
Julius
zachichotał, zakładając w większości błędnie. Lexie była w jego koszulce, ale
mimo to dostęp nie był utrudniony.
Wtedy
Julius znów się odezwał - „Dam ci czas, przestaniesz się wkurzać i podziękujesz
mi. Teraz, widząc, jak się zeszliście, to ja nie śpię w gościnnym; Anana i ja
zameldowaliśmy się w Hotelu Carnal. Moja kobieta, z jakiegoś pieprzonego
powodu, teraz siedzi w recepcji i gra w pieprzony Harry Potter pieprzony Clue z
właścicielami. Zostawię ją z tym gównem, bo znasz mnie bracie, nie interesuje
mnie pieprzony Clue. Pułkownik Mustard by to zrobił, jakkolwiek by to zrobił,
jego tyłek jest w dziurze. Nie potrzebuję przypomnienia o tym gównie. Więc
włożę kąpielówki i wezmę kąpiel. Wszyscy jutro wyjdziemy i będziemy świętować,
bo następnego dnia Anana i ja musimy wrócić do domu. Ty płacisz. To miejsce
Kogut. A ty zapłacisz, bo nieważne, jak bardzo jesteś teraz wkurzony, wiesz, że
jesteś mi winien.”
Zanim
Walker mógł odpowiedzieć, Julius się rozłączył.
Zamknął
telefon, rzucił go na dżinsy Lexie na podłogę i skrzywił się.
„Potrzebujemy
stolika do kawy” - zauważyła cicho, a jego wzrok przeniósł się z telefonu na
kobietę.
Przestała
śledzić jego tatuaż i patrzyła na niego. Jej oczy były jeszcze lekko spuchnięte
od płaczu, ale były też piękne.
Najpiękniejsza
rzecz, jaką kiedykolwiek widział.
Potrzebujemy stolika do kawy.
Kurwa.
Kurwa!
Jego
mama była w domu.
Była
w domu, a te pieprzone papiery rozwodowe były popiołem w jego zlewie.
To
coś w nim, to, co mu dała, to, co zniknęło, kiedy odeszła, sprawiając, że czuł
się wydrążony i pusty, wróciło, wypełniając go. Przesunęło się i znów zaczęło
się osadzać.
Była
tu już od kilku godzin. Po tym, jak spalił papiery, wrócił do niej i nie
spieszył się witając ją w domu, a nie robił tego słowami. Pierwszy raz był
pilny, zdesperowany, te same uczucia dla nich obojga, ale z różnych powodów.
Drugi
raz nie.
Kiedy
z nią skończył, złapała za telefon. Zrobiła to, bo, bez względu na to, że ją wypieprzył
i skrzywdził, ludzie, którym na nim zależało, martwili się.
Najpierw
była Honey. To było łatwe. Walker słuchał, jak Lexie zmaga się z zaskoczeniem,
a potem łzami.
Kiedy
to zostało zrobione, następna była Ella. Na początku to samo zaskoczenie,
zdziwiona ulga, a potem łzy.
Potem
to, co zaskoczyło Walkera, poczucie winy. Poczucie winy, że Ella nie zdradziła
Lexie, że Ty przyszedł jej szukać. Poczucie winy, że zachowała informacje przed
Ty o tym, gdzie jest Lexie. Poczucie winy, że jej instynkt opiekuńczy był mniej
opiekuńczy, a bardziej zwodniczy i uparty, przez co pomieszała to ze smutkiem,
że kosztowała ich czas, który nie zakończył się tragedią, ale Lexie żyła z taką
możliwością przez ponad jedenaście godzin, więc jej duch był w tym wszystkim
ten sam. Potem więcej łez.
Lexie
zajęła się tym; następna była Bess. Ponownie, zaskakujące Walkera, ponieważ
Bess potrafiła być twardą suką, a ona zajęła się Lexie, więc pomyślał, że
będzie miała poważnie pieprzoną urazę, na początku było to samo ćwiczenie:
zdziwiona ulga, a potem łzy. Potem przyszło to, czego się spodziewał, ale
gniewne emocje nie były skierowane przeciwko niemu i wiedział o tym, ponieważ
słuchał, jak Lexie rozprawia się z Bess grożącą Juliusowi morderczymi intencjami.
Lexie
zajęła się tym, rzuciła telefon na podłogę i odwróciła się do niego.
Wtedy
dowiedział się, że Bess uratowała ją przed Shiftem. W rzeczywistości Bessie
zadzwoniła do niego, gdy była w drodze, by uratować Lexie przed Shiftem.
A
Lex, mówiąca mu, co Shift chciał, a dokładniej, co zamierzał wziąć, spowodowała,
że zobaczył czerwień, ale zablokował to gówno. Musiał. Już raz wziął ich
przyszłość w swoje ręce, opuszczając stan w celu popełnienia przestępstwa na
tym kawałku gówna, a nie potrzebował na swoich rękach prawdziwego oskarżenia o
zabójstwo.
W
chwili, gdy dostała ją Bess, pojechały do Elli, zrobiły plany i odleciały.
Na
plażę, na której Lexie myślała, że znajdzie trochę spokoju.
Bess
pojechała, bo, kolejna niespodzianka dla Walkera, może i była twardą suką, ale
wydawała się też osobą, która to miała, a nie miała tego. Pieprzyła swojego
szefa, który był żonaty, zmuszał ją do tego i był z nią od lat. Była też między
mieszkaniami i przebywała z koleżanką, która miała kota, którego ona nie lubiła
i skłonność do odtwarzania dźwięków wielorybów w celach relaksacyjnych, czego
Bessie nie lubiła. A była między mieszkaniami, bo ciągle myślała, że jej żonaty
szef przestanie ją ciągnąć. Oglądając dramat Lexie, Bess wyjęła głowę z dupy i
zdała sobie sprawę, że nadszedł czas, aby przestać wkurzać swoje życie i
dokonać zmian.
Wyruszyły
więc, by zacząć nowe życie.
A
miały pieniądze, żeby wystartować, ponieważ kilka dni wcześniej, nie mając
niczego wartościowego, żeby zdobyć to, czego potrzebowała, jego żona sprzedała
swojego pieprzonego Chargera.
Nie
powiedział tego, kiedy się przyznała, ale następnego pieprzonego dnia zamierzał
naprawić tę pieprzoną sytuację. Ta bryczka była słodka, a jego żona ją
uwielbiała, nazywała ją „swoim dzieckiem”.
Więc
dostanie nową.
I
wreszcie, Walker dowiedział się, że, zanim Julius zaczął swoją całkowicie
popieprzoną, ale niezaprzeczalnie udaną grę, wciąż była w tym zapchlonym motelu,
spędzając dni w swojej głowie na plaży, a dowodem na to była bardzo słodka,
miodowa opalenizna, która pocałowała prawie każdy centymetr jej skóry. Bess
pracowała w dziecięcym pasażu, aby nie wydały szybko wszystkich swoich
pieniędzy, podczas gdy Lexie zbierała się w sobie i wymyślała następny ruch.
Kiedy
skończyła dawać, Walker zadzwonił do Juliusa.
A
teraz była tam, wpatrzona w niego, z ciałem na nim.
„Dałaś,
mama, teraz bierzesz” - wyszeptał i poczuł, jak jej dłoń kładzie się na jego
piersi.
„Co
mi dasz?” - zapytała, kiedy nie powiedział nic więcej.
„Wszystko”
- odpowiedział natychmiast, patrząc, jak jej usta się rozchylają i kolejne
pieprzone łzy wypełniają jej oczy, a następnie jego ramię zacisnęło się wokół
jej pleców i wsunął ją po swoim ciele, tak że byli twarzą w twarz - „Ale
najpierw…” - ciągnął cicho - „…daj mi jeszcze jedną rzecz.”
„Co?”
- wyszeptała.
„Powiedz
mi, gdzie są twój pierścionek i obrączka, żebym mógł je zdobyć i włożyć z powrotem
na twój cholerny palec.”
Patrzyła
na niego, a on patrzył, jak jedna łza spływa po jej policzku. Uniósł rękę i
kciukiem ją usunął. Kiedy to zrobił, ona się pozbierała.
Potem
powiedziała - „Są w mojej torebce”.
„Gdzie
jest twoja torebka?”
Przez
chwilę wyglądała na uroczo zdezorientowaną, jakby zapomniała, co to jest
torebka, a potem skupiła się i powiedziała - „W twoim Cruiserze.”
Skinął
głową, wyślizgnął się spod niej i ruszył na schody do garażu, zapinając tyle
guzików w dżinsach, by utrzymać je na biodrach.
Julius
jego też oszukał, mówiąc, że jest w mieście, żeby poradzić sobie z czymś, co
wymyślił o gównie Walkera, z wtyką, z którym Julius pracował, mimo że Walker
powiedział mu, że ten punkt jest martwy, a on pracuje z Tate’m i ma nadzieję,
że Peña jest tam, żeby zobaczyć to gówno. Prawdę mówiąc, Walker nie próbował
zbyt mocno zniechęcić swojego przyjaciela do tej misji, głównie dlatego, że wtyka
Juliusa mógł dać im gówno, z którego mogliby skorzystać.
Julius
przywiózł Ananę, bo powiedział, że Anana chce się z nim spotkać.
Dał
im Cruisera, żeby zajęli się ich interesami, ponieważ Julius znowu skłamał i
powiedział, że mają kłopoty ze swoim dwumiejscowym samochodem, kiedy to była ściema
i potrzebowali tylnego siedzenia, żeby wsadzić Lexie.
Nie
podobała mu się taktyka brata, gra Juliusa była ekstremalna i nie mógł sobie
wyobrazić, by przez jedenaście godzin myślał, że jego żona jest na skraju
śmierci, ale kiedy poszedł do Cruisera i zobaczył, a potem złapał jej torebkę z
tylnego siedzenia, i zobaczył i złapał jej torbę z tyłu, nie mógł powstrzymać
się od myśli, że niezależnie od tego, jak ekstremalna była gra, Julius miał
rację.
Wszystko
dobre, co się dobrze kończy. A sztuka Juliusa zakończyła się spektakularnie
dobrze i sprawa Walkera była niezbitym dowodem tego faktu.
Zaniósł
jedno i drugie na górę, zostawił jej torbę przy barierce, zabrał jej torebkę na
wyspę, przekopał i znalazł wszystkie pudła w torebce. Nie sprawdzała ich, cały
czas je trzymała zamknięte. Zdecydowanie mądra decyzja.
Zapewne
też emocjonalna.
Znalazł
to, którego szukał, wyjął, otworzył je i zobaczył osadzone w nim oba: pierścionek
i obrączkę. Złapał je i przeniósł się bezpośrednio z powrotem do swojej żony,
przywracając dokładnie tę samą pozycję, ale z jej torsem bardziej na jego, aby
jej lewa ręka nie została złapana między jego ciałem a kanapą.
Potem
wsunął pierścionek i obrączkę na jej palec.
Lexie
nie dała mu szansy na zrobienie tego, co zamierzał zrobić, czyli przyłożenia do
nich ust. Schowała mu twarz w klatce piersiowej i poczuł, jak jej ciało drga, a
jej oddech zatrzymuje się przy kolejnych łzach.
Puścił
jej rękę i objął ją ramionami, gdy wsunęła twarz w górę i przycisnęła ją do
jego szyi.
Potem
czekał. To szlochanie nie trwało tak długo, opanowała to, a on słuchał, jak
wciąga w uspokajające oddechy. Potem podniosła rękę i otarła twarz. Potem
przyłożyła policzek do jego ramienia. Wtedy podniósł rękę i odsunął jej włosy z
twarzy i szyi, czując, jak miękko opadają i spływają po jego barku i ramieniu.
Brakowało
mu tego. Wiedział, że tęsknił, ale mając to z powrotem, zdał sobie sprawę, że bardzo za tym tęsknił.
Potem
ponownie objął ją ramieniem.
„Teraz,
maleńka, powiedz mi, co chcesz wziąć” - powiedział delikatnie i usłyszał, jak
wciąga kolejny oddech.
Potem
zapytała - „Czy jesteś okej?”
Jego
odpowiedź była natychmiastowa i gdy ją udzielił, zacisnął na niej ramiona -
„Kurwa, tak.”
Poczuł
jej uśmiech na swojej skórze, zanim podniosła głowę i wyraźnie go obdarzyła.
Potem
powoli zanikał, a ona powiedziała - „Nie mam na myśli teraz, kochanie, mam na
myśli wszystko, co się dzieje.”
Przechylił
głowę lekko na poduszkach - „Wszystko, co się dzieje?”
Przygryzła
wargę, niezdecydowana, niepewna i, pieprzyć go, przestraszona.
Kurwa.
Jeszcze
raz ją ścisnął i zapytał - „Maleńka, co do cholery?”
„Z
Tate’m” - stwierdziła szybko, a on to zrozumiał. Wspominała o tym, co kupiło
jej jego gniew i sprawiło, że zachowywał się jak jeden poważny, głupi palant,
łamiąc ją i prawie ich niszcząc.
„Nie
wahaj się z tym gównem, mama” - powiedział jej - „Ze mną nie wahaj się z żadnym
gównem”.
„Ty…”
- powiedziała cicho, wciąż niepewna.
„Lex,
myślisz, że przez te sześć tygodni bez ciebie nie odrobiłem swojej pieprzonej
lekcji?”
Zamrugała.
On
szedł dalej - „Nauczyłem się, maleńka. Żyłem surowo przez sześć pieprzonych
tygodni, marnując cholerne własne i
twoje życie. Pobieranie on-line dokumentów rozwodowych…” - potrząsnął głową,
nie wracał tam, nie wpieprzał się tam, robienie tego gówna kosztowało go zbyt
wiele, nie mógł tam wrócić. Więc skończył - „Kurwa, tak, nauczyłem się.”
„Żyłeś
surowo?” - szepnęła i poczuł, jak jego brwi się zsuwają.
„Tak,
żyłem surowo, tak jak żyje mężczyzna, który spieprzy swoje własne życie i robi
to, raniąc kobietę, którą kocha w sposób, którego nie może naprawić. Taki
człowiek żyje surowo, a ja byłem takim człowiekiem.”
Kiedy
skończył mówić, zobaczył, że jej usta znów są rozchylone, ale ona tylko
wpatrywała się w niego w milczeniu.
„Co?”
- zapytał.
Lexie
wpatrywała się w niego, więc delikatnie ją potrząsnął.
„Co?”
- podpowiedział.
„Kobietę,
którą kocha?” - odetchnęła i nadeszła jego kolej, by mrugnąć.
Potem
potwierdził - „Tak”.
„Kochasz
mnie?” - zapytała, jakby to był pomysł, w który nigdy by nie uwierzyła, a jej reakcja
zszokowała go.
„Uch…
tak” - odpowiedział - „Kotku, facet taki jak ja, który został wyruchany tak jak
ja, w ogóle się nie dzieli, chyba że ufa temu, z kim się dzieli, chyba że jego
opinia ma znaczenie, chyba że ten ktoś
ma znaczenie, a po sposobie, w jaki zostałem wyruchany; nie ma mowy, żeby
mężczyzna został wyruchany w ten sposób i dzielił się z cipką, jakąkolwiek cipką i wiesz o tym. Ale z
tobą podzieliłem się. Grałaś mną, żeby mnie rozproszyć, ale nie było trudno
mnie rozproszyć, bo chciałem tego.
Spędziłem pięć lat z dziewięćdziesięcioma dziewięcioma procentami przestrzeni w
głowie zajętymi moim wielkim planem zemsty. Wychodzę, gotowy by się tym zająć,
a kilka dni później zwiedzam pieprzone Vegas, a potem lecę do Moab, a potem do
pieprzonego centrum ogrodniczego. Jak spierdoliłem i cię straciłem, ryzykowałem
wszystko, by pojechać do Dallas, by cię wytropić i dopilnować, żeby Shift pojął,
gdzie jestem, zawsze będę i zrobiłem to w taki sposób, aby nie zapomniał tego,
a zrobiłem to łamiąc moje zwolnienie warunkowe, popełniając przestępstwo i
bijąc jego i dwóch z jego załogi.
Dwa
tygodnie później dowiedziałem się, gdzie jesteś, złapałem telefon i zadzwoniłem
do mężczyzny, który mnie nie lubi, ponieważ lata temu zabrałem mu pieprzoną
kasę przy stole, ale wiem, że ma dużo więcej pieniędzy. Wiem też, że mieszka
dwie godziny drogi stąd w Aspen i wiem, że ma prywatny odrzutowiec, jedyną
nadzieję na przemierzanie kraju bez oznaczenia i odesłania z powrotem do
Kalifornii. Mam łut szczęścia, bo ten facet może mnie nie lubić, ale wyłożyłem
mu wszystko, mama, i okazało się, że ten pierdolony facet jest pierdolonym romantykiem.
Zatankował paliwo do swojego odrzutowca, nakłamał w dziennikach lotów, mówiąc,
że Tate Jackson jest jego pasażerem i poleciał ze mną na pieprzoną Florydę. Ten
facet jest tak cholernie romantykiem, że jak wróciłem na pas startowy bez
ciebie, przysięgam na jebanego Boga, wyglądał na tak zdruzgotanego jak ja.
Żaden mężczyzna nie robi tego wszystkiego dla kobiety, której nie kocha, a już
na pewno nie mężczyzna taki jak ja.”
Przestał
mówić i zobaczył, że jej usta nie są rozchylone.
Jej
usta były otwarte, a jej oczy były ogromne.
Potem
zamknęła usta.
Potem
zapytała - „Pobiłeś Shifta?”
„Jak
Bessie zadzwoniła do mnie, powiedziała, że się z tobą pieprzy, wstałem z łóżka,
zaciągnąłem mój tyłek do Dallas i, tak, żeby wypowiedzieć jedyne słowo, które
wypowiedział, musiał wypluć kęs krwi.”
„Pobiłeś
Shifta.” - tym razem było to oświadczenie, więc Walker nie odpowiedział. Potem
zapytała - „Zaaranżowałeś przejażdżkę prywatnym odrzutowcem, żeby do mnie
dotrzeć?”
„Mama,
byłaś na pieprzonej Florydzie. Po pierwsze, nie mogłem poświęcić tego czasu na
jazdę, było zbyt duże ryzyko, że ktoś się dowie, że mnie nie ma i dokąd
pojechałem. Nie chciałem cię sprowadzać tylko po to, by zostać odesłanym. Po
drugie, jakbym poświęcił ten czas na jazdę i stwierdził, że ruszyłaś dalej, straciłbym
ten czas. Musiałem złapać lot i to była jedyna dostępna dla mnie opcja.”
Lexie
nic nie mówiła, tylko się na niego gapiła.
Zaczął
więc - „Lex…” - ale nie przeszedł dalej.
A
nie przeszedł dalej, ponieważ wyszeptała - „Wiesz, ja też cię kocham.”
Ta
rzecz, ta rzecz, którą mu dała, zaczęła znowu się osadzać, przesunęła się i
rozgrzała, wkopując się głęboko, zapuszczając korzenie.
„Lexie…”
- odszepnął, jego ramiona zacisnęły się wokół niej, ale znowu nie przeszedł
dalej.
„Zakochałam
się w tobie, kiedy otworzyłam oczy w Vegas, odwróciłam się w łóżku i zobaczyłam,
jak włożyłeś mój bukiet do wazonu.”
Pieprzyć
go.
Pieprzyć…
go.
„Zamknij
to, mama.” - nadal szeptał.
„Na
basenie, kiedy się pokazałeś, mój dzień się zaczął.”
Jego
ramiona teraz ścisnęły ją ostrzegawczo.
„Zamknij
to” - warknął.
„Siedząc
przy stole śniadaniowym, widząc twoją obrączkę, będąc w stanie po raz pierwszy
naprawdę spojrzeć na nią na twoim palcu, musiałam jej dotknąć, żeby przypomnieć
sobie, że to ja ją tam włożyłam. ”
Pieprzyć.
Go.
„Zamknij
to” - tym razem był to grzmot.
„Następnego
ranka, kiedy nie pojawiłaś się na
basenie, musiałam cię znaleźć, żeby móc zacząć dzień.”
Przewracał
się i przesuwał, aż znalazł się na niej i powtórzył - „Zamknij to”.
„Sześć
tygodni bez ciebie budziłam się, a godziny później kładłam się spać i ani razu
nie nastał świt mojego dnia.”
„Maleńka,
zamknij… to.”
„Zabrałeś
cień z mojego świata.”
W
porządku, jego kobieta nie zamierzała tego zamknąć; zamierzał to zamknąć dla
niej.
Więc
zaczął to robić.
A
kiedy została zredukowana do robienia niczego poza tymi piekielnie seksownymi
dźwiękami z tyłu jej gardła za każdym razem, gdy powoli wsuwał swojego kutasa i
napełniał ją, a następnie jęczeniem, gdy powoli go wysuwał, znów był gotowy do
rozmowy.
Ale
to on zamierzał mówić.
„Spójrz
na mnie” - rozkazał po napełnieniu nim swojej żony, jego głos był gruby, a jej
zamknięte oczy natychmiast się otworzyły, mały łuk, w który miała wygiętą szyję,
wyprostował się i zwrócił jej uwagę - „Mam w dupie, że oboje wciąż jesteśmy
surowi. Mam to w dupie, że wciąż jesteśmy nowi. Nie obchodzi mnie, że gówno się
wciska między nas; Chcę posiać w tobie moje dziecko.”
Jedna
z jej stóp leżała na kanapie, druga noga owinęła się wokół jego uda, obie ręce
były wokół niego, ręce włóczyły się, ale na jego słowa, obie nogi ugięły się
wokół jego bioder i obie ręce zacisnęły się.
I
miał swoją odpowiedź.
„Ty”
- wydyszała.
„Oboje
wiemy, że nie mamy czasu do stracenia.”
Jedna
z jej rąk przesunęła się, by owinąć się wokół jego głowy.
Potem,
czysta Lexie, bez bzdur, bez wahania, dała, czego chciał, chociaż wiedział, że
ma to, ale nawet jeśliby powiedziała nie, on leżał na górze jedynej rzeczy na
świecie, której naprawdę chciał, a ona była wypełniona jego kutasem.
„Okej”
- szepnęła.
„Jutro
odstawisz pigułkę” - rozkazał, a ona natychmiast skinęła głową.
Czysta
Lexie, bez ściemy, bez wahania, dawała.
Natychmiast.
Uśmiechnął
się do niej. Jego kobieta odwzajemniła uśmiech.
Potem
powoli wysunął się i wsunął z powrotem, obserwując, jak jej oczy się zamykają.
Potem
opuścił głowę i szedł powoli, ale z ustami przy jej uchu zapytał - „Ile
chcesz?”
„Czwórkę”
- odpowiedziała natychmiast, a on przestał się ruszać, na szczęście akurat poszybował
do wewnątrz, i podniósł głowę.
„Czwórkę?”
- zapytał.
„Czwórkę”
- odpowiedziała Lexie.
„Czwórkę
dzieci?” - dodał szczegóły w celu potwierdzenia.
Znowu
się uśmiechnęła - „Czwórkę dzieci.”
„Cholera,
mama, dobrze, że zaczynamy jutro.”
Zachichotała.
Walker
nie patrzył. Spuścił głowę, żeby poczuć jej śmiech na języku.
Potem
poczuł jej śmiech na języku.
Potem
jej śmiech ucichł, bo znowu był zajęty.
No i to nazywa się piekny rozdział :)
OdpowiedzUsuńDziękuje ci za niego i uśmiech
Jak pięknie, ale nas dziś rozpieściłaś. Dziękuję jesteś najlepsza
OdpowiedzUsuńCudowne ❤️ taki przyjaciel to skarb 😁 brawo Ty. Dziękuję ❤️😘
OdpowiedzUsuńJulius dobrze to wymyślił 🤣 chociaż ten strach o ukochaną osobę.. kurcze, aż mnie zabolało w klatce piersiowej, ale tak czy siak dobrze im to wyszło. Ty otworzył się, cudowne uczucie dla tej kobiety, to pewne. Dzieci! Czwórka dzieci! To będzie dopiero jazda bez trzymanki 💁🏼♀️😂
OdpowiedzUsuńElla..hm, nie zrobiła dobrze, ale chciała może uchronić swoją dziewczynę. Kochane i źle jednocześnie. 🥺☺️
Dziękuję
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuje
OdpowiedzUsuń