niedziela, 19 września 2021

15 - Jedenaście godzin

 

Rozdział 15

Jedenaście godzin

 

 

Trzy tygodnie później…

Obudził mnie dzwonek komórki.

Przeturlałam się, złapałam ją ze stolika nocnego, spojrzałam na wyświetlacz i przeczytałam „Ella Dzwoni”.

Zamrugałam, oszołomiona i zdezorientowana; to musiał być środek nocy.

Dlaczego Ella dzwoniła?

Gówno. To nie mogło być dobre.

Otworzyłam komórkę i przyłożyłam do ucha - „Ella, Słonko, co jest? Wszystko w porządku?”

Po chwili ciszy łagodnie, delikatnie i drżąco powiedziała - „Och, kochanie”.

Moje serce podskoczyło, a potem zamarło. Poderwałam się do siedzenia na łóżku, z telefonem przyciśniętym do ucha.

„Ella?” - zawołałam, kiedy nie powiedziała nic więcej.

Teraz mój głos drżał.

„Lexie, skarbie…” - urwała i znowu nie powiedziała nic więcej.

„Ella” - teraz moje ciało drżało - „Co się stało? Czy to Honey?”

Wtedy po ciszy, tak miękko, że prawie gruchała - „Nie, kochanie, to Ty.”

Moje ciało przestało drżeć, bo zaczęło się trząść.

„Co jest z Ty?” - wyszeptałam.

Usłyszałam, jak wzięła głęboki oddech - „Miałam telefon od mężczyzny o imieniu Julius.”

O, Boże. O, nie. O, Boże, nie.

„Powiedział mi, że Ty był w tym swoim luksusowym samochodzie, jadąc za szybko…”

O Boże. O nie. O Boże, nie!

„Stracił kontrolę, nie miał zapiętych pasów.”

Nie on. Nie Ty. Dręczyłam go i on to robił, ale musiałam go dręczyć.

Żyj dziko, maleńka.

Zamknęłam oczy.

O, Boże.

O, nie.

O, pieprzony Boże, nie.

„Lexie, kochanie, jesteś tam?”

Nie. Nie. Nigdzie mnie nie było. Zagubiłam się. Całkiem zagubiłam. Bardziej nawet niż przez ostatnie półtora miesiąca. Zagubiona na zawsze.

„Tak” - skłamałam, otwierając oczy.

„On… on…” - kolejny słyszalny wdech - „…jest żywy, skarbie, ale mówią, że nie przetrwa długo. Ten Julius powiedział, że może chciałabyś go zobaczyć, zanim… on…” - kolejny słyszalny oddech, podczas gdy moje ciało potrząsało łóżkiem, a moje gardło paliło tak bardzo, że wiedziałam, że już nigdy nie poczuje się normalnie – „…odejdzie. Ale powiedział, że nie ma dużo czasu.”

Nagle pełna energii odrzuciłam kołdrę i wyskoczyłam z łóżka.

„Gdzie on jest?”

„Szpital powiatowy pod Carnal.”

„Złapię pierwszy lot” - oznajmiłam, ciesząc się po raz pierwszy, że miałam pięćdziesiąt tysięcy dolarów z pieniędzy mojego męża.

Pieniądze mojego męża.

Mój mąż.

Moje gardło ścisnęło się, odcinając powietrze.

Przepchnęłam go śliną i robienie tego cholernie bolało. Ale zadziałało; Znowu mogłam oddychać, chociaż robiłam to płytko.

„Dał ci numer?” - zapytałam.

„Tak, kochanie” - odpowiedziała.

„Czy możesz…” - chwyciłam walizkę i rzuciłam ją na łóżko - „Czy możesz… czy, kiedy dostanę mój lot, porozmawiasz z nim w moim imieniu?”

Nie mogłam rozmawiać z Juliusem. Nie mogłam połączyć się, nawet przez telefon, z niczym, co należało do Ty.

Nie mogłam.

„Wszystko co zechcesz, Lexie” - szepnęła Ella.

„Dziękuję, kochanie” - wyszeptałam, a potem ucichłam, zamarłam i nie mogłam tego powstrzymać, uderzyło mnie, nie kontrolowałam tego, było zbyt silne, uczucie przytłoczyło mnie i szloch wyrwał mi się z gardła, dźwięk tak głośny, że wypełnił pokój, odbijając się od ścian i uderzając we mnie jak pięści.

„Kochanie” - zagruchała mi do ucha Ella - „Weź swoją walizkę, chwyć swoje ubrania” - poprowadziła mnie - „Pakuj się. Zadzwonię do Bessie. Zadzwoni po bilety. Po prostu się spakuj. To wszystko, co musisz zrobić. Bessie się tobą zaopiekuje.”

Bessie to zrobi. Robiła to już od jakiegoś czasu. Robiłaby to zawsze.

Trzy dobre rzeczy w całym moim pieprzonym, całym życiu - Bessie, Honey i Ella.

A czwarta umierała w Kolorado.

„Spakuję się” - szepnęłam.

„Moje dziecko” - odszepnęła - „Teraz pozwolę ci odejść i zadzwonię do naszej Bess, tak?”

„Tak” - odpowiedziałam cicho.

„Spakuj się, kochanie.”

„Dobrze, Ella.”

Słyszałam, jak się rozłączyła. Potem poczułam, jak przecina mnie, pozostawiając po sobie tylko surowe podłoże.

Potem zebrałam swoje gówno i zaczęłam się pakować.

*****

Godzinę później…

„Widziałam go” - powiedziała Bessie.

Byłyśmy w jej samochodzie w drodze na lotnisko.

„Co?” - zapytałam, myśląc o innych rzeczach, z głową tak pełną, że aż bolała mnie i myślałam, że zaraz wybuchnie.

„Z tobą na plaży” - ciągnęła.

Wciągnęłam powietrze i spojrzałam przez przednią szybę.

Potem szepnęłam - „Bess…”

Ciągnęła dalej - „Obserwowałam” - szepnęła - „Obserwowałam go z tobą. Nie poszłam do was, taki jaki był…” - odchrząknęła - „Sposób, w jaki on był z tobą. Podobało mi się to, Lexie.”

Zamknęłam oczy, zacisnęłam zęby, otworzyłam je i błagałam - „Przestań”.

Milczała.

Potem nie milczała.

„Myślałam, jak nie dzwoniłaś do mnie z kolacją tak długo, że on cię przekonał. Jak zadzwoniłaś, byłam zaskoczona. Przez te wszystkie tygodnie myślałam, że mogłam ci powiedzieć, mogłabym cię namówić do…”

„Przestań”

Zatrzymała się.

Potem zaczęła od nowa.

„Powinnam cię była namówić, żebyś dała mu jeszcze jedną szansę.”

Powinna. Powinna była to zrobić.

Ale nawet gdyby to zrobiła, nie posłuchałabym.

„Teraz to nie ma znaczenia” - wyszeptałam.

„Nie” - powiedziała łagodnie - „…teraz to nie ma znaczenia, Lexie.”

Teraz to nie miało znaczenia.

Teraz nic nie miało znaczenia.

Zamilkła i jechała dalej.

*****

Dziesięć godzin później…

Przeszłam wachlarz emocjonalnej lawiny od tego, że przekonywałam siebie, że mój głos będzie cudownym eliksirem uzdrawiającym, który obudzi Ty w chwili, gdy wyszepczę mu coś do ucha w szpitalnym łóżku i sprawi, że wyzdrowieje, do tego, że zanim mój samolot wyląduje w Denver International Lotnisko, on będzie martwy.

Walczyłam przez głupi, szalony, próbujący proces wciągania mojego tyłka do hali i do pieprzonego metra, aby dostać się do terminalu (ktoś kiedykolwiek słyszał o takiej śmieszności, że jak musiał gdzieś dotrzeć, dotarł tam, po godzinach w powietrzu, nie mógł wsiąść do pieprzonego pociągu na pieprzonej ziemi, ale być pod ziemią? Szalone!) potem ten pieprzony pociąg mnie wyrzucił i z tym, co musiało być siedmioma tysiącami innych ludzi, walczyłam o pozycję, aby dostać się pieprzone ruchome schody, w końcu dotarłam do terminalu i był tam Julius z bardzo piękną, szczupłą, elegancką, ale bardzo dobrze wyposażoną (a wszystkie jej akcesoria były z czystego złota) czarną kobietą.

Objął mnie mocnym uściskiem i delikatnie poinformował, że Ty się trzymał. Potem ona (nazywała się Anana) przytuliła mnie i czekaliśmy jakby rok na moją wielką torbę, jedyną, którą miałam, więc tą, której musiałam użyć, a potem mnie poprowadzili do Cruisera Ty.

Prawie straciłam opanowanie w chwili, gdy zobaczyłam samochód Ty, samochód, który razem kupiliśmy, samochód, do którego, irracjonalnie pomyślałam, że nie mogę wsadzić mojego tyłka, bo nie był jego, jakoś był nasz, a ja nie mogłam sobie nie przypomnieć tego, co kiedyś było pięknem nas, nas, których odrzuciłam. Musiałam uciec od tego, uciekać, znaleźć sposób, aby cofnąć się w czasie i podjąć właściwą decyzję, odwrócić się w ramionach Ty na plaży, objąć go moimi i zaakceptować nas z powrotem do mojego życia; nas, z którymi przyjechał całą drogę na Florydę, żeby mi oddać.

Ale oboje widzieli, jak tracę opanowanie i przejęli kontrolę, wciągnęli mnie do środka, zapięli pasy i poprowadzili nas w drogę.

Niedługo potem spowiła mnie mgła, a wkrótce potem trafiło mnie zrozumienie – czyste i nierozcieńczone.

Co ja, do cholery, robiłam?

Jeśli Ty żyłby tylko tyle, żebym zobaczyła, jak umiera, to i tak, do cholery, umrze.

Mój wysoki, piękny Ty ze swoimi niesamowitymi kręconymi, gęstymi rzęsami, jasnobrązowymi oczami, fantastycznymi tatuażami, zdefiniowanymi mięśniami i głębokim głosem, nazywający mnie „maleńka” i „mama” miał umrzeć.

Jakie to ma znaczenie, czy zobaczę, jak jeszcze oddycha, zanim to zrobi?

Czy cokolwiek będzie miało znaczenie?

Boże, dlaczego nie mogłam tego zrobić, nawet kiedy próbowałam? Dlaczego nie mogłam znaleźć drogi do czegoś, co miałoby znaczenie, zanim Pani Szczęście, głupia, pieprzona suka, zabrała by w cholerę mojego Ty?

Więc się wyłączyłam, bo to nie miało znaczenia. Nic nie miało znaczenia.

Nigdy więcej.

Tylko to, że będę tam na pogrzebie.

Tak się wyłączyłam, że nie zauważyłam niczego, dopóki Julius nie wcisnął pilota, by otworzyć drzwi garażu stając koło domu, drzwi już się podniosły, a on wjeżdżał do środka.

Widok Węża uderzył mnie, gdy wsunęliśmy się obok niego, nowy kawałek zadrapał po poszarpanych krawędziach, pozostawiając po sobie agonię i podniosłam głowę, którą opierałam o szybę.

A byłam tak poza tym, a mój umysł tak był przesiąknięty smutkiem, że nic do mnie nie przeniknęło, nawet nie przyszło mi do głowy, że tam jest Viper lśniący, w jednym kawałku, bez choćby zadrapania.

„Co tu robimy?” - zapytałam.

„Muszę coś zabrać” - wymamrotał Julius.

Rozejrzałam się zdezorientowana.

Cały ten pośpiech, ja lecę trzy czwarte kontynentu, aby dostać się do łóżka Ty, aby odprawić czuwanie-żony-przed-śmiercią, a my robiliśmy postój w domu Ty?

„Julius, nie chcę brzmieć…” - przerwałam - „ale… ja…” - zawahałam się, a potem zebrałam to w całość, kiedy odwrócił się i spojrzał przez siedzenia na mnie - „Naprawdę chciałabym dostać się do Ty” - dokończyłam szeptem.

Jego oczy wyszły przez boczne okno i spojrzał na coś. Potem spojrzał na Ananę. Potem spojrzał na mnie.

Wtedy „będę najwyżej sekundę” - zabrzmiała jego całkowicie cholernie szurnięta odpowiedź.

Gapiłam się na niego.

Otworzył drzwi i wysiadł z samochodu.

Anana powiedziała - „Słonko, dlaczego nie pójdziesz z Juliusem? Nie musisz skorzystać z łazienki?”

Właściwie to musiałam.

Tak więc, skoro robiliśmy ten cholernie absurdalny przystanek, żeby zrobić wszystko, co do cholery musiał tu zrobić Julius, kiedy mój mąż umierał gdzieś blisko, wykorzystałabym ten czas na wizytę w łazience. I w tym czasie przekonywałam siebie, że po tym, jak będę patrzyła na śmierć mojego męża, męża, którego opuściłam, męża, który mnie wytropił, aby spróbować mnie odzyskać, męża, któremu kazałam odejść, tego męża, któremu ostatnią rzeczą, jaką powiedziałam było, że nazwałam nas koszmarem, tymczasem zrobię sobie pieprzoną przerwę na łazienkę, zanim to się stanie, przekonałam samą siebie, że nie zabiję, kurwa, Juliusa.

„Tak, zaraz wrócę” - mruknęłam, otworzyłam drzwi, wysiadłam i pospieszyłam do drzwi do pomieszczenia gospodarczego, mając nadzieję, że, na wszystko co święte, Julius też pospieszy swój wysoki, masywny tyłek.

Przez drzwi prowadzące na schody i na górę zobaczyłam Juliusa stojącego kilka kroków od wejścia na szczycie schodów i zmrużyłam oczy na jego plecy, kiedy weszłam na schody, a zrobiłam to, bo się nie śpieszył.

A usłyszałam, jak mówi - „Później zrozumiesz, że to był jedyny sposób, w jaki musiałem to rozegrać.”

Dotarłam na szczyt schodów, zrobiłam trzy kroki, otworzyłam szeroko oczy i cała zamarłam, gdy moje oczy trafiły na Ty, stojącego pięć kroków przed Juliusem.

Niejasno zauważyłam, że on też był zamrożony, a jego oczy na mnie, tak jak moje oczy na niego.

Cóż, może nie tak samo, ponieważ byłam pewna, że moje oczy wyrażały całkowity, kompletny, wstrząsający ciałem szok, że stał tam oddychając, w jednym kawałku, ubrany w sprane dżinsy i obcisłą białą koszulkę, wyglądając tak wspaniale jak zawsze i bardzo, bardzo, bardzo zdrowo.

Zdrowy.

Żywy.

Stojący.

Przepiękny.

W jednym kawałku.

Oddychający.

Ty.

„I ty, laleczko,…” - usłyszałam Juliusa, ale nie oderwałam oczu od Ty - „…jak dasz temu czas, piękna, też zrozumiesz, że to był jedyny sposób, w jaki musiałem to rozegrać.”

Patrzyłam, oszołomiona, bez ruchu, jak oczy Ty przesuwały się ode mnie do Juliusa.

„Co, kurwa, rozegrać?” - jego głos zagrzmiał tak głęboki, tak niski, że odbił się echem w mojej piersi.

Zdrowy.

Żywy.

Stojący.

Przepiękny.

W jednym kawałku.

Oddychający.

Mówiący (lub dudniący).

Ty.

„Powiedziałem Lexie, że miałeś wypadek samochodowy i umierasz, a ona musi wrócić do domu i cię pożegnać. Rzuciła wszystko, Walk, i oto jest. Mogę mieć popieprzone w głowie, ale dla mnie to, kurwa, mówi wszystko.” - zatrzymał się, podczas gdy dalej wpatrywałam się w mojego męża - „O, tak, bracie, widzę, że jesteś wkurzony, ale to było jedyne wyjście, które mi daliście.”

Nie poruszyłam się, nie odezwałam się, po prostu gapiłam się na Ty, nawet po tym, jak jego gniewne oczy przeszyły mnie i zmieniły się ze złości w coś zupełnie innego.

„Lexie?” - zawołał, ale nie poruszyłam się, nie odezwałam się, tylko się gapiłam.

„Lex” - powiedział.

Wpatrywałam się w Ty i odliczałam je.

Jedenaście.

Jedenaście godzin.

Przez jedenaście godzin myślałam, że mężczyzna stojący przede mną, mężczyzna, którego kochałam, był już prawie martwy, a potem… wtedy… byłby tylko…

Martwy.

Ale nie był.

Zaczął iść w moją stronę, a ja się rozmroziłam, cofnęłam, więc zatrzymał się i warknął - „Julius, ona zmierza w stronę schodów”.

Zatrzymałam się.

Gapiłam się.

Zdrowy.

Żywy.

Stojący.

Przepiękny.

W jednym kawałku.

Oddychający.

Ty.

Upadłam na podłogę jednocześnie rozpływając się we łzach.

„Kurwa” - usłyszałam, jak warczy Ty, a potem podniosły mnie silne ramiona i usłyszałam, jak również poczułam dudnienie słów - „Wynoś się z mojego pieprzonego domu.”

„Bracie…”

„Już!”

To było szczeknięcie.

Potem siedziałam tyłkiem na jego kolanach, z jego ramionami wokół mnie, wcisnęłam twarz w jego szyję, moje ramiona zacisnęły się mocno wokół jego ramion, tak mocno się trzymałam, że nigdy, przenigdy, przenigdy nie puściłabym, nie poszłabym i łkałam w jego skórę.

Z ustami przy moim uchu szepnął - „Maleńka, uspokój się.”

Nie uspokoiłam się.

Jedenaście godzin żyłam ze świadomością jego straty.

To było zbyt wiele.

Nie mogłam się uspokoić.

Jedno z jego ramion zacisnęło się, a drugie gładziło moje plecy.

„Lexie, maleńka…” - wymamrotał z ustami wciąż przy moim uchu - „…uspokój się.”

„Je… je… jedenaście godzin” - czknęłam mu w szyję.

„Co takiego?”

„My… myślałam przez jedenaście godzin, że nie żyjesz.”

Jego ręka przestała mnie głaskać i obie zacisnęły się wokół mnie.

„Ost… ost… ostatnią rzeczą, którą ci po... powiedziałam… by... było to, że by…byliśmy koszmarem.”

„Mama, oddychaj” - szepnął.

Zassałam oddech i czkałam wiele razy, a dźwięk był tak samo bolesny jak to w rzeczywistości czułam i moje ciało szarpało się gwałtownie za każdym razem, a Ty mruczał mi do ucha.

Potem warknął - „Zabiję, kurwa, Juliusa.”

Moje ciało znów szarpnęło się, gdy mój oddech słyszalnie zamarł i przycisnęłam się bliżej.

Ty upadł na bok, a ja trzymałam się tak mocno, że poszłam z nim. Potem leżałam na plecach na kanapie i poczułam, jak długie ciało Ty rozciąga się obok mnie, jego ciężka noga zaplątała się w moje w chwili, gdy je wyprostowałam, a kiedy poczułam, jak jego tułów naciska głęboko na mój bok i częściowo na moim, rozluźniłam ręce na tyle, by mógł się cofnąć. Potem opuściłam głowę na kanapę i spojrzałam na niego załzawionymi oczami.

Potem mój oddech się urwał, a moje ciało znów zaczęło szarpać.

„Kurwa” - warknął, przyłożył dłoń do mojej twarzy, odciągając mokre włosy, które przyklejały się do moich mokrych policzków - „Lexie, maleńka, wrobił cię. Jestem tutaj.”

Skinęłam głową - „Wiem.”

Włosy zniknęły z obu stron mojej twarzy, jego duża, ciepła dłoń obejmowała prawą stronę, jego kciuk przesuwał się po moim policzku, zmiatając wilgoć, gdy jego twarz zbliżyła się, a ja spojrzałam mu w oczy, wciąż najpiękniejszą cechę, jaką widziałam na jakiejkolwiek twarzy w moim życiu.

„Więc…” - szepnął - „…trzymaj się tego.”

I tak zrobiłam.

Właściwie trzymałam się dwoma uchwytami. Obie moje ręce powędrowały prosto do jego głowy i przyciągnęłam go do mnie.

Potem go całowałam.

Potem on mnie całował.

O, tak. Tak było lepiej.

Potem ściągałam jego koszulkę. Wtedy on ściągał moją.

Potem szarpałam za jego pasek. Potem jego biodra poderwały się, ale tylko po to, by mógł rozpiąć i ściągnąć moje dżinsy, a moje klapki poleciały, jak to robił.

Potem poleciały moje majtki.

Potem przetoczył się po mnie, otworzyłam nogi, jego biodra wsunęły się między nie, jego ręka pracowała między nami, aby zakończyć pracę, którą zaczęłam, podczas gdy jego usta pracowały nad moimi, a jego język był w środku, znów go czułam, Boże, Boże, genialne, piękne.

Moje.

Potem jego biodra cofnęły się, a potem ruszyły do przodu i był we mnie.

Moje usta oderwały się od jego, gdy moja szyja wygięła się w łuk.

Boże, Boże. Znakomity. Piękny.

Mój.

Jeździł na mnie szybko, mocno i witałam go, okrążając jego biodra nogami, wędrując głodnymi rękoma, przyciskając do jego ust moje, bardziej głodne usta, pijąc. A potem nie mogłam już pić, a nasze usta muskały się, gdy nasz ciężki oddech mieszał się i oto było, zawsze było, tak blisko, tak ogromne. Potem przekręcił biodra i trafił w czułe miejsce, a wszystkie cztery moje kończyny przycisnęły go do mnie, gdy krzyczałam, kiedy doszłam.

Ty zajęło dwie minuty dłużej; przez jedną minutę nie byłam w stanie oglądać, a drugą robiłam to z gorliwym, oddanym skupieniem.

Potem jego głowa opadła do przodu, a jego twarz zniknęła w mojej szyi.

Jego kutas był głęboko zakopany. Moje kończyny wciąż go mocno trzymały.

Zdrowy.

Żywy.

Przepiękny.

Oddychający.

W jednym kawałku.

Głęboko we mnie.

Ty.

Zamknęłam oczy i westchnęłam.

„Jedyny sposób na to, żebyś się, kurwa, uspokoiła i przestała płakać” - powiedział na mojej szyi, a moje ciało znieruchomiało. Podniósł głowę; spojrzał na mnie i uśmiechnął się - „Dokumenty rozwodowe są na ladzie, mama. Chcesz, żebym wstał i poszedł po nie, żebyś mogła je podpisać?”

Zdecydowałam, że później się wkurzę na spóźniony, ale bardzo niestosowny pokaz, że miał bardzo dobre poczucie humoru.

Zamiast tego oświadczyłam - „Jak wstaniesz i pójdziesz gdziekolwiek, to cię siłą zatrzymam.”

Jego ciało zatrzęsło się, gdy jego uśmiech przerodził się w uśmiech. Potem zapytał - „Szczerze myślisz, że możesz mnie zatrzymać siłą?”

„Nie powiedziałam, że to będzie udany atak.”

A potem mój mąż wybuchnął śmiechem.

A ja obserwowałam.

Nie dawał mi tego często, ale zawsze obserwowałam. Tym razem było o wiele lepsze, ponieważ robił to, będąc jeszcze we mnie.

Potem jego śmiech zamienił się w chichot, opuścił czoło na moje, a jego ręka uniosła się i zacisnęła wokół mojej szyi.

A kiedy zrobił to ostatnie, jego śmiech ucichł, wpatrywał się we mnie swoimi pięknymi oczami i szepnął - „Czy moja mama jest w domu?”

Przełknęłam ślinę, ale wciąż wiedziałam, że moje oczy rozjaśniły się, a mój głos był ochrypły, kiedy odszepnęłam - „Tak”.

Zamknął oczy, przesunął dolną połowę twarzy i dotknął ustami moich ust. Potem odsunął głowę, otworzył oczy i poczułam, jak jego kciuk głaszcze moją szczękę.

Jego spojrzenie ponownie spotkało się z moim, powiedział mi delikatnie - „Tęskniłem, maleńka.”

Znowu przełknęłam ślinę, a moje ramiona i nogi zacisnęły się wokół niego - „Ja też.”

„Nigdy więcej mnie tak nie zostawiaj” - rozkazał.

Postanowiłam nie przypominać mu, że mi kazał.

Zamiast tego powiedziałam cicho - „Okej.”

Patrzył na mnie. Potem odpowiedział miękko - „Okej.”

Potem pochylił głowę, dotknął ustami moich, wyciągnął się delikatnie, a potem wyciągnął długie ramię, złapał moją bieliznę, przesunął dolną część ciała i podciągnął moje majtki w górę nóg. Potem zsunął się ze mnie i wstał, poprawiając dżinsy, gdy się poruszał. Podniosłam się, mój tors obracał się i skręcał, by mieć go na widoku, gdy szedł do kuchni. Potem obserwowałam, z brodą na ramieniu opierając się o oparcie kanapy, jak chwycił szarą kopertę z blatu, podszedł do szuflady na drobiazgi z boku, przekopał ją i znalazł to, czego szukał. Potem patrzyłam, jak podchodzi do zlewu. Wygrzebał kilka naczyń i postawił je na blacie (na pierwszy rzut oka było jasne, że Ty nie jest schludny, więc otrzymałam to tylko na pierwszy rzut oka).

Potem przestałam oddychać, gdy patrzyłam, jak zapala zapałkę i podpala kopertę. Przekręcał ją, aż w jego dłoni wszystko stanęło w płomieniach.

Potem wrzucił to do zlewu i patrzył, jak się wypala. Rzucił zapałki na blat i ruszył prosto do mnie.

„Dokumenty rozwodowe” - stwierdził.

Patrzyłam na niego w szoku.

Potem patrzyłam, jak mój mężczyzna i jego duże, piękne ciało z równie pięknymi tatuażami wracają do mnie.

Potem się uśmiechnęłam.

Odwzajemnił uśmiech.

Wtedy nie mogłam się powstrzymać, wybuchnęłam śmiechem.

*****

Ty

„Wszystko dobre, co się dobrze kończy, mój człowieku” - powiedział mu do ucha Julius.

„Wszystko dobre, co się dobrze kończy, pocałuj mnie w dupę, Champ. Jezu Chryste, czy ty jesteś szalony?” - Walker odpalił i poczuł, że ciało jego żony się drży.

Spojrzał na nią. Miał mnóstwo poduszek wsuniętych za plecy na podłokietnik kanapy, więc był tylko częściowo pochylony. Miała jedno biodro z tyłu kanapy, reszta jej miękkiego ciała była na nim, jego ramię trzymał owinięte wokół jej pleców, dłonią w jego koszulce, którą miała na sobie, jego palce przesuwały się po nagiej skórze jej zaokrąglonego tyłka. Rozmawiał przez telefon. Patrzyła, jak jej palec śledzi jego tatuaż i robiła to, jakby zapamiętywała. Miała na sobie jego koszulkę i nic więcej. On miał na sobie dżinsy i nic więcej; nawet nie zawracał sobie głowy guzikami, zapiął tylko dwa, głównie dlatego, że jeszcze z nią nie skończył.

„Ona tam jest?” - zapytał Julius do jego ucha.

„Tak” - odparł Walker.

„Zostaje?” - Julius ciągnął dalej, a puls Walkera przyspieszył.

„Tak” - powtórzył Walker.

„Jest naga?” - Julius szedł dalej, a Walker zacisnął usta.

Julius zachichotał, zakładając w większości błędnie. Lexie była w jego koszulce, ale mimo to dostęp nie był utrudniony.

Wtedy Julius znów się odezwał - „Dam ci czas, przestaniesz się wkurzać i podziękujesz mi. Teraz, widząc, jak się zeszliście, to ja nie śpię w gościnnym; Anana i ja zameldowaliśmy się w Hotelu Carnal. Moja kobieta, z jakiegoś pieprzonego powodu, teraz siedzi w recepcji i gra w pieprzony Harry Potter pieprzony Clue z właścicielami. Zostawię ją z tym gównem, bo znasz mnie bracie, nie interesuje mnie pieprzony Clue. Pułkownik Mustard by to zrobił, jakkolwiek by to zrobił, jego tyłek jest w dziurze. Nie potrzebuję przypomnienia o tym gównie. Więc włożę kąpielówki i wezmę kąpiel. Wszyscy jutro wyjdziemy i będziemy świętować, bo następnego dnia Anana i ja musimy wrócić do domu. Ty płacisz. To miejsce Kogut. A ty zapłacisz, bo nieważne, jak bardzo jesteś teraz wkurzony, wiesz, że jesteś mi winien.”

Zanim Walker mógł odpowiedzieć, Julius się rozłączył.

Zamknął telefon, rzucił go na dżinsy Lexie na podłogę i skrzywił się.

„Potrzebujemy stolika do kawy” - zauważyła cicho, a jego wzrok przeniósł się z telefonu na kobietę.

Przestała śledzić jego tatuaż i patrzyła na niego. Jej oczy były jeszcze lekko spuchnięte od płaczu, ale były też piękne.

Najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widział.

Potrzebujemy stolika do kawy.

Kurwa.

Kurwa!

Jego mama była w domu.

Była w domu, a te pieprzone papiery rozwodowe były popiołem w jego zlewie.

To coś w nim, to, co mu dała, to, co zniknęło, kiedy odeszła, sprawiając, że czuł się wydrążony i pusty, wróciło, wypełniając go. Przesunęło się i znów zaczęło się osadzać.

Była tu już od kilku godzin. Po tym, jak spalił papiery, wrócił do niej i nie spieszył się witając ją w domu, a nie robił tego słowami. Pierwszy raz był pilny, zdesperowany, te same uczucia dla nich obojga, ale z różnych powodów.

Drugi raz nie.

Kiedy z nią skończył, złapała za telefon. Zrobiła to, bo, bez względu na to, że ją wypieprzył i skrzywdził, ludzie, którym na nim zależało, martwili się.

Najpierw była Honey. To było łatwe. Walker słuchał, jak Lexie zmaga się z zaskoczeniem, a potem łzami.

Kiedy to zostało zrobione, następna była Ella. Na początku to samo zaskoczenie, zdziwiona ulga, a potem łzy.

Potem to, co zaskoczyło Walkera, poczucie winy. Poczucie winy, że Ella nie zdradziła Lexie, że Ty przyszedł jej szukać. Poczucie winy, że zachowała informacje przed Ty o tym, gdzie jest Lexie. Poczucie winy, że jej instynkt opiekuńczy był mniej opiekuńczy, a bardziej zwodniczy i uparty, przez co pomieszała to ze smutkiem, że kosztowała ich czas, który nie zakończył się tragedią, ale Lexie żyła z taką możliwością przez ponad jedenaście godzin, więc jej duch był w tym wszystkim ten sam. Potem więcej łez.

Lexie zajęła się tym; następna była Bess. Ponownie, zaskakujące Walkera, ponieważ Bess potrafiła być twardą suką, a ona zajęła się Lexie, więc pomyślał, że będzie miała poważnie pieprzoną urazę, na początku było to samo ćwiczenie: zdziwiona ulga, a potem łzy. Potem przyszło to, czego się spodziewał, ale gniewne emocje nie były skierowane przeciwko niemu i wiedział o tym, ponieważ słuchał, jak Lexie rozprawia się z Bess grożącą Juliusowi morderczymi intencjami.

Lexie zajęła się tym, rzuciła telefon na podłogę i odwróciła się do niego.

Wtedy dowiedział się, że Bess uratowała ją przed Shiftem. W rzeczywistości Bessie zadzwoniła do niego, gdy była w drodze, by uratować Lexie przed Shiftem.

A Lex, mówiąca mu, co Shift chciał, a dokładniej, co zamierzał wziąć, spowodowała, że zobaczył czerwień, ale zablokował to gówno. Musiał. Już raz wziął ich przyszłość w swoje ręce, opuszczając stan w celu popełnienia przestępstwa na tym kawałku gówna, a nie potrzebował na swoich rękach prawdziwego oskarżenia o zabójstwo.

W chwili, gdy dostała ją Bess, pojechały do Elli, zrobiły plany i odleciały.

Na plażę, na której Lexie myślała, że znajdzie trochę spokoju.

Bess pojechała, bo, kolejna niespodzianka dla Walkera, może i była twardą suką, ale wydawała się też osobą, która to miała, a nie miała tego. Pieprzyła swojego szefa, który był żonaty, zmuszał ją do tego i był z nią od lat. Była też między mieszkaniami i przebywała z koleżanką, która miała kota, którego ona nie lubiła i skłonność do odtwarzania dźwięków wielorybów w celach relaksacyjnych, czego Bessie nie lubiła. A była między mieszkaniami, bo ciągle myślała, że jej żonaty szef przestanie ją ciągnąć. Oglądając dramat Lexie, Bess wyjęła głowę z dupy i zdała sobie sprawę, że nadszedł czas, aby przestać wkurzać swoje życie i dokonać zmian.

Wyruszyły więc, by zacząć nowe życie.

A miały pieniądze, żeby wystartować, ponieważ kilka dni wcześniej, nie mając niczego wartościowego, żeby zdobyć to, czego potrzebowała, jego żona sprzedała swojego pieprzonego Chargera.

Nie powiedział tego, kiedy się przyznała, ale następnego pieprzonego dnia zamierzał naprawić tę pieprzoną sytuację. Ta bryczka była słodka, a jego żona ją uwielbiała, nazywała ją „swoim dzieckiem”.

Więc dostanie nową.

I wreszcie, Walker dowiedział się, że, zanim Julius zaczął swoją całkowicie popieprzoną, ale niezaprzeczalnie udaną grę, wciąż była w tym zapchlonym motelu, spędzając dni w swojej głowie na plaży, a dowodem na to była bardzo słodka, miodowa opalenizna, która pocałowała prawie każdy centymetr jej skóry. Bess pracowała w dziecięcym pasażu, aby nie wydały szybko wszystkich swoich pieniędzy, podczas gdy Lexie zbierała się w sobie i wymyślała następny ruch.

Kiedy skończyła dawać, Walker zadzwonił do Juliusa.

A teraz była tam, wpatrzona w niego, z ciałem na nim.

„Dałaś, mama, teraz bierzesz” - wyszeptał i poczuł, jak jej dłoń kładzie się na jego piersi.

„Co mi dasz?” - zapytała, kiedy nie powiedział nic więcej.

„Wszystko” - odpowiedział natychmiast, patrząc, jak jej usta się rozchylają i kolejne pieprzone łzy wypełniają jej oczy, a następnie jego ramię zacisnęło się wokół jej pleców i wsunął ją po swoim ciele, tak że byli twarzą w twarz - „Ale najpierw…” - ciągnął cicho - „…daj mi jeszcze jedną rzecz.”

„Co?” - wyszeptała.

„Powiedz mi, gdzie są twój pierścionek i obrączka, żebym mógł je zdobyć i włożyć z powrotem na twój cholerny palec.”

Patrzyła na niego, a on patrzył, jak jedna łza spływa po jej policzku. Uniósł rękę i kciukiem ją usunął. Kiedy to zrobił, ona się pozbierała.

Potem powiedziała - „Są w mojej torebce”.

„Gdzie jest twoja torebka?”

Przez chwilę wyglądała na uroczo zdezorientowaną, jakby zapomniała, co to jest torebka, a potem skupiła się i powiedziała - „W twoim Cruiserze.”

Skinął głową, wyślizgnął się spod niej i ruszył na schody do garażu, zapinając tyle guzików w dżinsach, by utrzymać je na biodrach.

Julius jego też oszukał, mówiąc, że jest w mieście, żeby poradzić sobie z czymś, co wymyślił o gównie Walkera, z wtyką, z którym Julius pracował, mimo że Walker powiedział mu, że ten punkt jest martwy, a on pracuje z Tate’m i ma nadzieję, że Peña jest tam, żeby zobaczyć to gówno. Prawdę mówiąc, Walker nie próbował zbyt mocno zniechęcić swojego przyjaciela do tej misji, głównie dlatego, że wtyka Juliusa mógł dać im gówno, z którego mogliby skorzystać.

Julius przywiózł Ananę, bo powiedział, że Anana chce się z nim spotkać.

Dał im Cruisera, żeby zajęli się ich interesami, ponieważ Julius znowu skłamał i powiedział, że mają kłopoty ze swoim dwumiejscowym samochodem, kiedy to była ściema i potrzebowali tylnego siedzenia, żeby wsadzić Lexie.

Nie podobała mu się taktyka brata, gra Juliusa była ekstremalna i nie mógł sobie wyobrazić, by przez jedenaście godzin myślał, że jego żona jest na skraju śmierci, ale kiedy poszedł do Cruisera i zobaczył, a potem złapał jej torebkę z tylnego siedzenia, i zobaczył i złapał jej torbę z tyłu, nie mógł powstrzymać się od myśli, że niezależnie od tego, jak ekstremalna była gra, Julius miał rację.

Wszystko dobre, co się dobrze kończy. A sztuka Juliusa zakończyła się spektakularnie dobrze i sprawa Walkera była niezbitym dowodem tego faktu.

Zaniósł jedno i drugie na górę, zostawił jej torbę przy barierce, zabrał jej torebkę na wyspę, przekopał i znalazł wszystkie pudła w torebce. Nie sprawdzała ich, cały czas je trzymała zamknięte. Zdecydowanie mądra decyzja.

Zapewne też emocjonalna.

Znalazł to, którego szukał, wyjął, otworzył je i zobaczył osadzone w nim oba: pierścionek i obrączkę. Złapał je i przeniósł się bezpośrednio z powrotem do swojej żony, przywracając dokładnie tę samą pozycję, ale z jej torsem bardziej na jego, aby jej lewa ręka nie została złapana między jego ciałem a kanapą.

Potem wsunął pierścionek i obrączkę na jej palec.

Lexie nie dała mu szansy na zrobienie tego, co zamierzał zrobić, czyli przyłożenia do nich ust. Schowała mu twarz w klatce piersiowej i poczuł, jak jej ciało drga, a jej oddech zatrzymuje się przy kolejnych łzach.

Puścił jej rękę i objął ją ramionami, gdy wsunęła twarz w górę i przycisnęła ją do jego szyi.

Potem czekał. To szlochanie nie trwało tak długo, opanowała to, a on słuchał, jak wciąga w uspokajające oddechy. Potem podniosła rękę i otarła twarz. Potem przyłożyła policzek do jego ramienia. Wtedy podniósł rękę i odsunął jej włosy z twarzy i szyi, czując, jak miękko opadają i spływają po jego barku i ramieniu.

Brakowało mu tego. Wiedział, że tęsknił, ale mając to z powrotem, zdał sobie sprawę, że bardzo za tym tęsknił.

Potem ponownie objął ją ramieniem.

„Teraz, maleńka, powiedz mi, co chcesz wziąć” - powiedział delikatnie i usłyszał, jak wciąga kolejny oddech.

Potem zapytała - „Czy jesteś okej?”

Jego odpowiedź była natychmiastowa i gdy ją udzielił, zacisnął na niej ramiona - „Kurwa, tak.”

Poczuł jej uśmiech na swojej skórze, zanim podniosła głowę i wyraźnie go obdarzyła.

Potem powoli zanikał, a ona powiedziała - „Nie mam na myśli teraz, kochanie, mam na myśli wszystko, co się dzieje.”

Przechylił głowę lekko na poduszkach - „Wszystko, co się dzieje?”

Przygryzła wargę, niezdecydowana, niepewna i, pieprzyć go, przestraszona.

Kurwa.

Jeszcze raz ją ścisnął i zapytał - „Maleńka, co do cholery?”

„Z Tate’m” - stwierdziła szybko, a on to zrozumiał. Wspominała o tym, co kupiło jej jego gniew i sprawiło, że zachowywał się jak jeden poważny, głupi palant, łamiąc ją i prawie ich niszcząc.

„Nie wahaj się z tym gównem, mama” - powiedział jej - „Ze mną nie wahaj się z żadnym gównem”.

„Ty…” - powiedziała cicho, wciąż niepewna.

„Lex, myślisz, że przez te sześć tygodni bez ciebie nie odrobiłem swojej pieprzonej lekcji?”

Zamrugała.

On szedł dalej - „Nauczyłem się, maleńka. Żyłem surowo przez sześć pieprzonych tygodni, marnując cholerne własne i twoje życie. Pobieranie on-line dokumentów rozwodowych…” - potrząsnął głową, nie wracał tam, nie wpieprzał się tam, robienie tego gówna kosztowało go zbyt wiele, nie mógł tam wrócić. Więc skończył - „Kurwa, tak, nauczyłem się.”

„Żyłeś surowo?” - szepnęła i poczuł, jak jego brwi się zsuwają.

„Tak, żyłem surowo, tak jak żyje mężczyzna, który spieprzy swoje własne życie i robi to, raniąc kobietę, którą kocha w sposób, którego nie może naprawić. Taki człowiek żyje surowo, a ja byłem takim człowiekiem.”

Kiedy skończył mówić, zobaczył, że jej usta znów są rozchylone, ale ona tylko wpatrywała się w niego w milczeniu.

„Co?” - zapytał.

Lexie wpatrywała się w niego, więc delikatnie ją potrząsnął.

„Co?” - podpowiedział.

„Kobietę, którą kocha?” - odetchnęła i nadeszła jego kolej, by mrugnąć.

Potem potwierdził - „Tak”.

„Kochasz mnie?” - zapytała, jakby to był pomysł, w który nigdy by nie uwierzyła, a jej reakcja zszokowała go.

„Uch… tak” - odpowiedział - „Kotku, facet taki jak ja, który został wyruchany tak jak ja, w ogóle się nie dzieli, chyba że ufa temu, z kim się dzieli, chyba że jego opinia ma znaczenie, chyba że ten ktoś ma znaczenie, a po sposobie, w jaki zostałem wyruchany; nie ma mowy, żeby mężczyzna został wyruchany w ten sposób i dzielił się z cipką, jakąkolwiek cipką i wiesz o tym. Ale z tobą podzieliłem się. Grałaś mną, żeby mnie rozproszyć, ale nie było trudno mnie rozproszyć, bo chciałem tego. Spędziłem pięć lat z dziewięćdziesięcioma dziewięcioma procentami przestrzeni w głowie zajętymi moim wielkim planem zemsty. Wychodzę, gotowy by się tym zająć, a kilka dni później zwiedzam pieprzone Vegas, a potem lecę do Moab, a potem do pieprzonego centrum ogrodniczego. Jak spierdoliłem i cię straciłem, ryzykowałem wszystko, by pojechać do Dallas, by cię wytropić i dopilnować, żeby Shift pojął, gdzie jestem, zawsze będę i zrobiłem to w taki sposób, aby nie zapomniał tego, a zrobiłem to łamiąc moje zwolnienie warunkowe, popełniając przestępstwo i bijąc jego i dwóch z jego załogi. Dwa tygodnie później dowiedziałem się, gdzie jesteś, złapałem telefon i zadzwoniłem do mężczyzny, który mnie nie lubi, ponieważ lata temu zabrałem mu pieprzoną kasę przy stole, ale wiem, że ma dużo więcej pieniędzy. Wiem też, że mieszka dwie godziny drogi stąd w Aspen i wiem, że ma prywatny odrzutowiec, jedyną nadzieję na przemierzanie kraju bez oznaczenia i odesłania z powrotem do Kalifornii. Mam łut szczęścia, bo ten facet może mnie nie lubić, ale wyłożyłem mu wszystko, mama, i okazało się, że ten pierdolony facet jest pierdolonym romantykiem. Zatankował paliwo do swojego odrzutowca, nakłamał w dziennikach lotów, mówiąc, że Tate Jackson jest jego pasażerem i poleciał ze mną na pieprzoną Florydę. Ten facet jest tak cholernie romantykiem, że jak wróciłem na pas startowy bez ciebie, przysięgam na jebanego Boga, wyglądał na tak zdruzgotanego jak ja. Żaden mężczyzna nie robi tego wszystkiego dla kobiety, której nie kocha, a już na pewno nie mężczyzna taki jak ja.”

Przestał mówić i zobaczył, że jej usta nie są rozchylone.

Jej usta były otwarte, a jej oczy były ogromne.

Potem zamknęła usta.

Potem zapytała - „Pobiłeś Shifta?”

„Jak Bessie zadzwoniła do mnie, powiedziała, że się z tobą pieprzy, wstałem z łóżka, zaciągnąłem mój tyłek do Dallas i, tak, żeby wypowiedzieć jedyne słowo, które wypowiedział, musiał wypluć kęs krwi.”

„Pobiłeś Shifta.” - tym razem było to oświadczenie, więc Walker nie odpowiedział. Potem zapytała - „Zaaranżowałeś przejażdżkę prywatnym odrzutowcem, żeby do mnie dotrzeć?”

„Mama, byłaś na pieprzonej Florydzie. Po pierwsze, nie mogłem poświęcić tego czasu na jazdę, było zbyt duże ryzyko, że ktoś się dowie, że mnie nie ma i dokąd pojechałem. Nie chciałem cię sprowadzać tylko po to, by zostać odesłanym. Po drugie, jakbym poświęcił ten czas na jazdę i stwierdził, że ruszyłaś dalej, straciłbym ten czas. Musiałem złapać lot i to była jedyna dostępna dla mnie opcja.”

Lexie nic nie mówiła, tylko się na niego gapiła.

Zaczął więc - „Lex…” - ale nie przeszedł dalej.

A nie przeszedł dalej, ponieważ wyszeptała - „Wiesz, ja też cię kocham.”

Ta rzecz, ta rzecz, którą mu dała, zaczęła znowu się osadzać, przesunęła się i rozgrzała, wkopując się głęboko, zapuszczając korzenie.

„Lexie…” - odszepnął, jego ramiona zacisnęły się wokół niej, ale znowu nie przeszedł dalej.

„Zakochałam się w tobie, kiedy otworzyłam oczy w Vegas, odwróciłam się w łóżku i zobaczyłam, jak włożyłeś mój bukiet do wazonu.”

Pieprzyć go.

Pieprzyć… go.

„Zamknij to, mama.” - nadal szeptał.

„Na basenie, kiedy się pokazałeś, mój dzień się zaczął.”

Jego ramiona teraz ścisnęły ją ostrzegawczo.

„Zamknij to” - warknął.

„Siedząc przy stole śniadaniowym, widząc twoją obrączkę, będąc w stanie po raz pierwszy naprawdę spojrzeć na nią na twoim palcu, musiałam jej dotknąć, żeby przypomnieć sobie, że to ja ją tam włożyłam. ”

Pieprzyć.

Go.

„Zamknij to” - tym razem był to grzmot.

„Następnego ranka, kiedy nie pojawiłaś się na basenie, musiałam cię znaleźć, żeby móc zacząć dzień.”

Przewracał się i przesuwał, aż znalazł się na niej i powtórzył - „Zamknij to”.

„Sześć tygodni bez ciebie budziłam się, a godziny później kładłam się spać i ani razu nie nastał świt mojego dnia.”

„Maleńka, zamknij… to.”

„Zabrałeś cień z mojego świata.”

W porządku, jego kobieta nie zamierzała tego zamknąć; zamierzał to zamknąć dla niej.

Więc zaczął to robić.

A kiedy została zredukowana do robienia niczego poza tymi piekielnie seksownymi dźwiękami z tyłu jej gardła za każdym razem, gdy powoli wsuwał swojego kutasa i napełniał ją, a następnie jęczeniem, gdy powoli go wysuwał, znów był gotowy do rozmowy.

Ale to on zamierzał mówić.

„Spójrz na mnie” - rozkazał po napełnieniu nim swojej żony, jego głos był gruby, a jej zamknięte oczy natychmiast się otworzyły, mały łuk, w który miała wygiętą szyję, wyprostował się i zwrócił jej uwagę - „Mam w dupie, że oboje wciąż jesteśmy surowi. Mam to w dupie, że wciąż jesteśmy nowi. Nie obchodzi mnie, że gówno się wciska między nas; Chcę posiać w tobie moje dziecko.”

Jedna z jej stóp leżała na kanapie, druga noga owinęła się wokół jego uda, obie ręce były wokół niego, ręce włóczyły się, ale na jego słowa, obie nogi ugięły się wokół jego bioder i obie ręce zacisnęły się.

I miał swoją odpowiedź.

„Ty” - wydyszała.

„Oboje wiemy, że nie mamy czasu do stracenia.”

Jedna z jej rąk przesunęła się, by owinąć się wokół jego głowy.

Potem, czysta Lexie, bez bzdur, bez wahania, dała, czego chciał, chociaż wiedział, że ma to, ale nawet jeśliby powiedziała nie, on leżał na górze jedynej rzeczy na świecie, której naprawdę chciał, a ona była wypełniona jego kutasem.

„Okej” - szepnęła.

„Jutro odstawisz pigułkę” - rozkazał, a ona natychmiast skinęła głową.

Czysta Lexie, bez ściemy, bez wahania, dawała.

Natychmiast.

Uśmiechnął się do niej. Jego kobieta odwzajemniła uśmiech.

Potem powoli wysunął się i wsunął z powrotem, obserwując, jak jej oczy się zamykają.

Potem opuścił głowę i szedł powoli, ale z ustami przy jej uchu zapytał - „Ile chcesz?”

„Czwórkę” - odpowiedziała natychmiast, a on przestał się ruszać, na szczęście akurat poszybował do wewnątrz, i podniósł głowę.

„Czwórkę?” - zapytał.

„Czwórkę” - odpowiedziała Lexie.

„Czwórkę dzieci?” - dodał szczegóły w celu potwierdzenia.

Znowu się uśmiechnęła - „Czwórkę dzieci.”

„Cholera, mama, dobrze, że zaczynamy jutro.”

Zachichotała.

Walker nie patrzył. Spuścił głowę, żeby poczuć jej śmiech na języku.

Potem poczuł jej śmiech na języku.

Potem jej śmiech ucichł, bo znowu był zajęty.


 

6 komentarzy:

  1. No i to nazywa się piekny rozdział :)
    Dziękuje ci za niego i uśmiech

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak pięknie, ale nas dziś rozpieściłaś. Dziękuję jesteś najlepsza

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowne ❤️ taki przyjaciel to skarb 😁 brawo Ty. Dziękuję ❤️😘

    OdpowiedzUsuń
  4. Julius dobrze to wymyślił 🤣 chociaż ten strach o ukochaną osobę.. kurcze, aż mnie zabolało w klatce piersiowej, ale tak czy siak dobrze im to wyszło. Ty otworzył się, cudowne uczucie dla tej kobiety, to pewne. Dzieci! Czwórka dzieci! To będzie dopiero jazda bez trzymanki 💁🏼‍♀️😂
    Ella..hm, nie zrobiła dobrze, ale chciała może uchronić swoją dziewczynę. Kochane i źle jednocześnie. 🥺☺️

    OdpowiedzUsuń