Rozdział
21
To
też wziął
Ty
stał opierając się biodrem o blat kuchenny, jedząc płatki owsiane i obserwując,
jak jego żona krząta się po kuchni, przygotowując własne płatki owsiane i dla
niego kubek podróżny z kawą.
Odwrócił
się od niej, a jego spojrzenie przeniosło się na najnowszy dodatek w ich domu.
Obok
kominka wisiała czarna ramka, a w niej tafla szkła, pod którą wciśnięto obok
siebie dwie kartki z logo hotelu w Vegas, w którym mieszkali, gdy zawarli
małżeństwo. Pierwszą był jej list do niego, a drugą jego list do niej z następnego
dnia.
Z
powodów, których nie znał i których nie przetwarzał, głównie dlatego, że były
oczywiste i nie wymagały przetwarzania, nosił jej notatkę ze sobą, chowając ją
do kieszeni codziennie rano z portfelem i telefonem, więc była obdarta i zużyta.
Nieco ponad tydzień temu Lexie to odkryła. Kiedy po powrocie z siłowni brał
prysznic, ona porządkowała jego torbę na siłownię po postawieniu jego
proteinowego shake’a na toaletce.
Pewnie
zajmowała się tym wiele razy, ale jego kobieta zapewniała mu prywatność, co
było jedną z wielu rzeczy, które w niej kochał. Kiedy był gotowy do podzielenia
się, była dla niego. Do tego czasu dawała mu przestrzeń.
Nie
wiedział, ani nie pytał, dlaczego rozwinęła to tamtego wieczoru. Ale kiedy
wyszedł spod prysznica z ręcznikiem na biodrach, siedziała na ich łóżku.
Bez
zwłoki i bez słów podniosła rozwiniętą notatkę słowami do góry i pokazała mu. Potem
podniosła drugą rękę i podniosła identyczną kartkę, która miała zagięcia, ale
nie była zużyta, a była to jego znacznie krótsza wiadomość.
Ona
też zachowała jego notatkę. Było na nim tylko jedno słowo i dwie litery, ale
zachowała ją.
Poczuł,
że korzenie tego czegoś w nim wbijają się głębiej. Było osadzone w taki sposób,
że nigdy nie zniknie, ale to nie znaczyło, że często nie pchało się głębiej,
puchło i rozprzestrzeniało się.
Jego
oczy przeniosły się z notatek na nią.
„Noszę
ją w portfelu” - szepnęła, odchylając głowę do tyłu, pokazując miękką twarz i
wiedział, że za jakieś pięć sekund zacznie płakać.
Podszedł
więc do niej, ostrożnie wyjął z jej ręki kawałki papieru, położył je na nocnym
stoliku, pochylił się głęboko, owinął ramiona wokół żony, podnosząc ją,
sadzając głębiej w łóżku, a potem ściągnął ręcznik.
Potem
nie spieszył się, pieprząc ją.
To
był jego sposób na powstrzymanie płaczu jego kobiety. To było też, jak zwykle,
cholernie genialne.
Nie
powiedziała mu, że zabiera to do sklepu z ramkami, ale jak wrócił do domu
poprzedniego wieczoru, zobaczył, że jest zamontowana na ścianie. Nikt by tego
nie zrozumiał, a większość prawdopodobnie spojrzałaby na to i pomyślałaby, że jest
zwariowane.
Nie
obchodziło go to.
Kiedy
napisała do niego ten list, już się w nim zakochała. Kiedy on to pisał, już przepadł.
Znali się wtedy kilka dni, ale zachowując te notatki, wiedzieli. A ta ramka
była przypomnieniem tego, co wiedzieli i kiedy to wiedzieli.
Ty
to cholernie uwielbiał.
Nie
użył słów, żeby jej to powiedzieć, bo nie musiał. Zamarł, kiedy to zobaczył, a
kiedy jego ciało znów było na jego rozkaz, jego oczy odnalazły jej. Nic nie
powiedział, tylko patrzył jej w oczy, aż się uśmiechnęła. Odwzajemnił uśmiech.
Potem wszedł po schodach, żeby wziąć prysznic, a ona podeszła do blendera.
„W
porządku” - powiedziała, a on odwrócił się, by zobaczyć, jak zakręca pokrywkę
jego podróżnego kubka - „Twoim zadaniem na dziś jest przemyślenie czegoś.”
Ty
nie odpowiedział, tylko wrzucił więcej płatków owsianych do ust.
Chwyciła
jego kubek, wzięła miskę płatków owsianych i podeszła do niego, stając blisko, wchodząc
w jego przestrzeń, jak zawsze, stawiając mu kubek obok biodra, jak zawsze, i
podnosząc swoją miskę przed sobą, co było nowe. Nie wiedział, czy jego dziecko
w niej zmieniało program, czy też to, że nastała zima. Jadła więcej. Większość
nocy wyciągała się obok niego, żeby oglądać telewizję, i zasypiała się w ciągu
kilku minut, to znaczy około siódmej trzydzieści. Zamiast po prostu wkładać
majtki, kiedy myła się po skończeniu ich zajęć, wciągała sznurowane szorty i
koszulkę lub koszulę nocną i wspinała się obok niego. Teraz miała na sobie
koszulę nocną i grube, luźne skarpetki. Był listopad, a oni już mieli śnieg,
który nie znikał. Pochodziła z Dallas. W Dallas nie padał śnieg, a temperatury
rzadko spadały poniżej zera. Nie była do tego przyzwyczajona. Ale też nie
narzekała. Wiedziała, że się do tego przyzwyczai.
Ciągle
mówiła - „Popyt przekracza podaż na spa Dominika. Wynajmuje swoje pokoje z tyłu
masażyście i technikowi skóry. Masażystka pracuje tylko w niepełnym wymiarze
godzin, a jej wizyty umówione są już na sześć tygodni. Technik skóry jest
trochę ekscentryczna i nie jest niespodzianką, że opuszcza wizyty, a kiedy
przychodzi, zwykle prawie codziennie się spóźnia, więc jej wizyty się
spóźniają. To odbija się na Nic’u, nie na niej, a on nie jest tego wielkim
fanem.”
Przestała
mówić; Ty przełknął ostatni kęs płatków owsianych i postawił miskę na blacie.
Potem
zapytał - „Mówisz mi to, bo…?”
„Myślę,
że chcę pójść do szkoły, żeby nauczyć się robić jedno lub drugie, a może nawet
jedno i drugie. Zarabiają trzy razy więcej niż ja, nigdy nie pieprzyłbym
Dominica i to jest słodkie. To jak najlepsza praca na świecie. Kobieta nie może
się doczekać masażu lub maseczki; to najważniejsza atrakcja jej dnia, więc w
pewnym sensie dawanie jej tego sprawia, że ty
stajesz się najważniejszym wydarzeniem jej dnia. Fajnie byłoby się dostać płacę
za zrobienie czegoś, na co ludzie czekają, co jest punktem kulminacyjnym ich
dnia, a kiedy cię opuszczają, czują się zrelaksowani i spokojni. Myślę, że to
byłoby niesamowite.”
„Zrób
to” - odparł Ty, a Lexie zamrugała.
„Uh…
może powinieneś o tym pomyśleć. Po pierwsze, chodzenie do szkoły kosztuje. Po
drugie, wieczorami będę wyjeżdżać, po trzecie…”
Ty
ją przerwał - „Kotku, zrób to.”
„Ale
my mamy…”
Podniósł
rękę, owinął ją wokół jej szyi i zapytał - „Chcesz to zrobić?”
Skinęła
głową.
„Zrób
to.”
Jego
kobieta patrzyła mu w oczy. Potem uśmiechnęła się.
Potem
powiedziała - „Dobrze, zrobię to.”
Ścisnął
jej szyję, zanim go puścił, ale tylko po to, by przesunąć rękę, by objąć jej talię
i przybliżyć ją, mamrocząc - „Odpłata będzie polegała na tym, że po powrocie z
siłowni dostanę masaż relaksacyjny od mojej żony.”
Odstawiła
miskę na bok, uniosła ręce, by oprzeć je na jego klatce piersiowej, przewróciła
oczami i powiedziała do sufitu - „Nie jestem jeszcze nawet zapisana na zajęcia,
a on oczekuje gratisów.”
„Bóg
nie dba o to, żebym oczekiwał gratisów.”
Przewróciła
oczami i odpowiedziała - „Bóg troszczy się o wszystko.”
Na
szczęście taka była cholerna prawda.
„W
porządku” - Ty zmienił temat - „Jest coś, o czym ty powinnaś dzisiaj pomyśleć.”
Lexie
przechyliła głowę na bok i zapytała - „Co?”
„Wkrótce
przyjdzie dzieciak, a my mamy kupę pieniędzy w banku i wciąż niemałą ilość
gotówki w sejfie. Jak przychodzi pierwsze, stracimy pokój gościnny. Przychodzi
następne, stracisz swój pokój rzemieślniczy. Dojdziemy do punktu, w którym nie
będziemy mogli się porozumieć, bo moja kobieta nie pozwoli mi się pieprzyć tak,
jak lubię nigdzie poza łazienką. To nie działa dla mnie. Potrzebujemy nowego
domu.”
Jej
oczy zrobiły się duże, a usta rozchyliły, zanim wyszeptała - „Ale ja kocham
nasz dom.”
„Ja
też, ale on nie pasuje do czwórki dzieci, nas i naszego życia seksualnego.”
Wtedy
jej oczy przesunęły się na bok i wyszeptała - „To prawda.”
Ty
przyciągnął ją bliżej, spojrzała na niego, a jej ręce wsunęły się na jego szyję
- „To nie musi być teraz, ale musi się stać. Musisz pomyśleć o tym, czego
chcesz. Wtedy to zrobimy, zrobimy to raz i osiedlimy się. Nie musimy
przemieszczać naszego potomstwa po całym Carnal, gdy będzie rosło, więc możesz
znaleźć to, co lubisz, takie, jakie spodoba ci się na dłuższą chwilę.”
„A
co z tym, co ty lubisz?” - spytała Lexie.
„Mam
jeden warunek, że co noc twoja dupa będzie w moim łóżku. Ponieważ to się
wydarzy gdziekolwiek będziemy, resztę mam w dupie.”
Wtedy
zobaczył jak jej twarz łagodnieje, oczy stają się ciepłe i usłyszał słodkie,
ciche - „Ty”.
„Robimy
to, zanim nadejdzie pierwsze, więc robimy to wkrótce. To twoje pierwsze, awansujesz,
chcę, żebyś się martwiła, że mamy dziecko, a nie, że się przeprowadzamy. Tak?”
„Tak”
- wyszeptała, jej ramiona wokół jego szyi zacisnęły się mocniej i uniosła się
na palcach.
„Teraz
muszę iść do pracy” - powiedział cicho.
Skinęła
głową i, wciąż szepcząc, odpowiedziała - „Dobrze, Słonko.”
Pochylił
szyję i dotknął ustami jej ust. Potem opuścił czoło i dotknął nim jej. Potem
puścił ją, złapał swój kubek podróżny, ale owinął rękę wokół jej biodra i
ścisnął ją, zanim znów ją puścił i zaczął się oddalać.
„Później,
mama” - powiedział do tylnych drzwi i usłyszał, jak mówi mu za plecami -
„Później, kochanie.”
Potem
Ty wyszedł tylnymi drzwiami, zszedł po schodach, wsiadł do swojego Cruisera i
pojechał do pracy.
*****
Trzy i pół godziny później…
Zadzwoniła
komórka Ty, wyciągnął, spojrzał na wyświetlacz, otworzył ją i przyłożył do
ucha.
„Champ”
- przywitał się.
„Gdzie
jesteś?” - zapytał szybko Julius dziwnym, naglącym głosem, a Ty poczuł szept
strachu wijący się po kręgosłupie.
„W
pracy” - odpowiedział.
„Nie
słyszałeś” - stwierdził Julius.
„Co
słyszałem?”
Julius
wciągnął powietrze.
Następnie
powiedział Ty - „Przedwczoraj Shift nie był na rozprawie wstępnej, brak
stawienia się” - zatrzymał się - „Mój człowieku, to mnie kopnie w jaja, że
muszę powiedzieć ci to gówno, bo wiem, że masz związek z tym gliną, ale on tam
był; Peña, w sądzie. Kiedy rozprawa została odwołana, wyszedł prosto na ostrzał
z przejeżdżającego. Wziął cztery. Żyje, ale nie mają dobrych myśli, a kiedy to
mówię, otrzymał już ostatnie namaszczenie. To, że wciąż oddycha, to cud, a ten
cud jest wspomagany przez maszynę.”
Ty
szedł już przez warsztat do biura, w którym Wood był ze Stellą i Popem.
„Shift
to zrobił?” - warknął do telefonu.
„Był
chaos, strzelec postrzelił trzy inne osoby, dwie przeżyły, jedna dostała jedną
prosto w szyję, wykrwawiła się przed przybyciem pomocy. Przechodnie byli
przerażeni, to stało się szybko, ale powiedzieli, że to czarny mężczyzna,
chociaż dalsze opisy nie są świetne. Domyślam się, że Peña ma więcej wrogów niż
tylko Shift. Ale musisz być czujny.”
„Racja”
- mruknął Ty, wspinając się po schodach do biura.
„Przepraszam,
bracie, życzę ci z Lexie dłuższego biegu bez gównianych wieści dochodzących do
was” - powiedział cicho Julius.
„Ja
też. Dzięki ze zadzwoniłeś, żeby mi powiedzieć, bracie” - odpowiedział Ty,
otwierając drzwi do biura.
„Zadzwonię,
jak dostanę więcej” - powiedział mu Julius - „Później.”
„Później”
- powiedział Ty do telefonu, zamknął go, rozejrzał się po biurze, żeby zobaczyć
że wszyscy patrzą na niego, z zamiarem powiedzenia im, że musi iść do salonu,
by dostarczyć gówniane wiadomości swojej żonie. Lexie byłaby wkurzona, gdyby
poczekał do wieczora. Pozycja Peñy znacznie wzrosła w umyśle Lexie, odkąd
zrobił wszystko dla Ty, co oznaczało, że Lexie będzie chciała ich tyłków w
samolocie i nie będzie chciała opóźnień.
Ale
zanim zdążył otworzyć usta, w jego dłoni zadzwonił telefon. Spojrzał na
wyświetlacz i poczuł, jak jego brwi ściągają się na numer, który był lokalny,
ale taki, którego nie znał.
Jego
spojrzenie przeszło przez pokój, wymamrotał - „Coś mam, ale poczekajcie” -
Otworzył telefon, przyłożył go do ucha i przywitał - „Yo”.
„Ty?”
- usłyszał znajomy głos, od którego krew mu zastygła - „Przepraszam, że cię
wkurzam, ale zadzwoniłem na komórkę Lexie i do domu i nie odbiera. Jeszcze nie
przyszła do pracy. Pół godziny spóźnienia. To do niej nie pasuje. Coś się
dzieje? Czy jest chora?”
Dominic.
Lexie
nie przyszła jeszcze do pracy.
Shift
uciekł na kaucji.
Peña
otrzymał ostatnie namaszczenie.
Całe
powietrze zostało wyparte z płuc Ty, pozostawiając jego ciało bez tlenu.
Nie
odpowiadając i nie mówiąc ani słowa, zamknął telefon i długimi susami wybiegł
przez biuro do drzwi frontowych i poza nie. Zbiegł po schodach do Cruisera,
wyjął kluczyki i zapiszczał do zamków w biegu. Otworzył drzwi, kiedy dotarł, wskoczył,
uruchomił go i z piskiem opon wyjechał z miejsca parkingowego, przez podwórze i
na drogę.
Był
w domu dwa razy szybciej niż zwykle i wbiegł po zewnętrznych schodach,
pokonując je po trzy na raz. Jego serce ścisnęło się, gdy zobaczył, że tylne
drzwi wiszą otwarte, ale nie zawahał się przez nie przebiec. Wtedy jego serce
skręciło się, gdy zobaczył stan domu. Walka; jej ślady wszędzie, płatki owsiane
na ścianie, rozbita miska na podłodze pod nią, potłuczone szkło, przewrócony stołek.
Nie przyjrzał się uważnie, nie poświęcił czasu, gdy pędził przez dom po
schodach i do ich sypialni.
Łóżko
niepościelone.
Ubrania
na podłodze.
Nie
było to niczym niezwykłym.
Ale
nigdzie nie rzucono koszuli nocnej.
I
nie było Lexie.
Jego
stopy zabrały go do garderoby, bo paliło się tam światło. Spojrzał w dół i
zobaczył to.
Sejf
otwarty, wyczyszczony. Zniknęły jej pudełka z biżuterią, zniknęły pieniądze.
Jego
broń, magazynki i amunicja zniknęły.
Odwrócił
się i zbiegł po schodach, przez salon, schodami w dół do pomieszczenia
gospodarczego, otwierając drzwi.
Były
tam Snake i Charger.
Nie
miał pieprzonego pojęcia, czym jeździ Shift.
Po
prostu wiedział, że Shift miał jego pieniądze, biżuterię, broń i jego pieprzoną
żonę.
„To
się nie dzieje” - szepnął do samochodów, jego klatka piersiowa rozszerzała się
i kurczyła tak bardzo, tak głęboko, że aż bolało, czuł to w brzuchu i w gardle,
które go paliły - „To się nie dzieje” - powtórzył.
Potem
nacisnął przycisk na ścianie, aby otworzyć garaż i pobiegł, schylając się
nisko, ponieważ drzwi nie zostały całkowicie otwarte, wybiegł przez nie i
pobiegł do Cruisera. Otworzył szarpnięciem drzwi, pochylił się i chwycił
telefon, który rzucił na siedzenie pasażera.
Otworzył
go, znalazł Juliusa i wcisnął przycisk start.
Zadzwoniła
raz, kiedy Juliusz odpowiedział - „Wszystko w porządku, mój człowieku?”
„Shift
ma moją żonę. Czym jeździł i czy był z nim ktoś?”
Cisza.
„Julius!” - Ty ryknął - „Ten kawałek gówna ma moją żonę! W jakim pieprzonym samochodzie był podczas
strzelaniny i czy ktoś z nim był?”
„Nie
ma partnera, Walk. Nie znam samochodu” - odpowiedział Julius, gdy Ty odwrócił
się i zobaczył pickupa Wooda zbliżającego się do domu z dużą prędkością - „Ale
się dowiem.”
„Zrób
to szybko” - rozkazał Ty.
„Wiesz,
że tak zrobię” - odpowiedział Julius, po czym się rozłączył.
Wood
był zaparkowany i wysiadł ze swojego pickupa z oczami utkwionymi w Ty, jego
usta już się poruszały - „Mów do mnie.”
„Lexie
zniknęła. Mężczyzna, którego Tate i ja odwiedziliśmy w Dallas, zastrzelił
Angela Peñę i udał się tutaj. Ma moją żonę.”
Wood
zatrzymał się blisko i wyciągnął telefon, mówiąc - „Zadzwoń do Tate’a.
Zadzwonię do Carnal PD.”
„Tate
goni uciekiniera” - powiedział mu Ty, a Wood przeniósł wzrok z klawiatury na
Ty.
„Myślę,
że wróci.” - potem przyłożył telefon do ucha.
Ty
wybrał numer i odebrał pocztę głosową Tate’a.
„Tate,
Duane Martinez brak-stawienia-się. Zajął się interesami w Dallas i zastrzelił
Peñę. Teraz zajmuje się biznesem w Kolorado i ma Lexie. Pieprzyć, pieprzyć, pieprzyć…” - zgubił kontrolę, zebrał się,
a potem dodał szeptem - „Znowu cię potrzebuję, człowieku.”
Potem
zamknął telefon.
Kiedy
Wood mruczał do telefonu, uderzyło go.
Powietrze.
Rozejrzał
się.
Niebo
było jasne i niebieskie. Słońce świeciło.
Ale
bez topnienia śniegu.
Było
poniżej zera.
Odwrócił
się i pognał z powrotem po schodach, sprawdzając za drzwiami, gdzie są haki, na
których trzymali kurtki i płaszcze. Wpatrywał się w nie, nie zwracając uwagi,
nie wiedząc, czy zaczepiła tam swoje wczoraj wieczorem, ale zwykle tak robiła i
tak było. W rzeczywistości wszystkie trzy tam były. Dwie z jej ciężkich, ale
stylowych kurtek i nowy płaszcz zimowy.
Jego
serce znów skręciło się i, kurwa, to gówno bolało.
Wood
wszedł, patrząc na Ty - „Carnal PD już w drodze, ale co cię wystraszyło?”
Ty
spojrzał na Wooda - „Jest w koszuli nocnej.”
Wood
spojrzał na Ty i zaczął ostrożnie - „Ty…”
Ty
pochylił się ku niemu zgięty w pasie i zagrzmiał - „Moja pieprzona żona jest z pieprzonym
kawałkiem pieprzonego gówna. Jest cholernie zimno, ona nosi moje dziecko i
jest w tej pieprzonej koszulce
nocnej, a jedyne co mogę, kurwa,
zrobić, to stać tutaj i czekać na pieprzony
telefon, żebym wiedział, czego do cholery szukam.”
Wood
zrobił krok w jego stronę i powiedział cicho - „Człowieku, musisz się uspokoić.”
„Jakby
Maggie była z alfonsem handlującym narkotykami z chęcią zemsty, była w ciąży, w
pieprzonej koszuli nocnej i skarpetkach, kiedy na ziemi jest śnieg, czy byłbyś
spokojny?” - Ty uciął.
„Miałeś
swój wybuch, teraz musisz się tym zająć, Ty. Stracenie rozumu nie pomoże Lexie.”
To,
pieprzyć go, było cholernie prawdziwe.
Telefon
zadzwonił w jego dłoni, nawet nie spojrzał na wyświetlacz, zanim go otworzył i
przyłożył do ucha.
„Mów”
- warknął.
„Bracie,
jadę właśnie do domu. Tuż za Denver, powinienem być za dwie godziny.”
To
był Tate.
„Racja”
- odpowiedział Ty.
„Nie
trać głowy. Dzwoniłeś do Carnal PD?” - spytał Tate.
„Wood
jest tutaj. On to zrobił. Są w drodze.”
„Peña?”
„Dostał
ostatnie namaszczenie.”
Cisza,
a potem - „Kurwa.”
„Racja.
Kurwa” - uciął Ty.
„Nie
trać głowy, Ty.”
„Wybiłeś
gówno z mężczyzny, który porwał i dźgnął twoją kobietę, Tate. Wiesz, co teraz
czuję.”
Cisza
wtedy - „Racja. Muszę wracać do domu.”
„Szybko”
- mruknął Ty.
„Nic
jej nie będzie, bracie” - powiedział miękko Tate.
„Przez
chwilę mieliśmy dobrą passę, Tate. Pani Szczęście nie lubi mnie aż tak bardzo i
bawi się z Lexie, odkąd moja kobieta się urodziła. Czas, żeby przypomniała mi i
mojej żonie, jak zawsze, że dobro łączy się ze złem.”
„Nie
trać głowy, bracie.”
Niemożliwe.
„Racja”
- wyszeptał.
„Będę
tam wkrótce.”
Ty
zamknął telefon.
Potem
usłyszał syreny.
Potem
znowu zadzwonił jego telefon.
Potem
wysłuchał Juliusa mówiącego mu, że ostrzelania z samochodu dokonał samotny
Murzyn z automatyczną bronią w niebieskim Nissanie Pathfinder z 2010 roku.
*****
Chace
Chace
Keaton podszedł do Ty Walkera, który stał w kuchni i wyglądał na gotowego do
popełnienia morderstwa.
Uzasadnionego
morderstwa.
To
był jedyny raz w życiu, kiedy miał taką myśl. A miał ją, ponieważ Lexie Walker
dwukrotnie jadła z nim lunch. Pierwszy raz, kiedy przełamała głęboką,
nieprzeniknioną warstwę lodu między nimi, o której nigdy nie myślał, że choćby
pęknie, a ona zrobiła to będąc szczerą, przyjazną, kurewsko zabawną i bardzo
uroczą, chociaż, a może dlatego, że była trochę gapcią. Drugi raz, tydzień
później, kiedy znów napadła na niego w barze, usiadła naprzeciwko niego bez
zaproszenia i zamówiła jedzenie. Gawędziła. Pracował i udawał, że ją ignoruje.
Potem, kiedy sięgnęła po portfel, powiedział jej, że jeśli spróbuje zapłacić za
lunch, pójdzie prosto do warsztatu i powie jej mężowi, że mają romans.
Śmiała
się długo i mocno. Potem wyciągnęła rękę i dotknęła jego dłoni.
Potem
wyszeptała - „Do następnego razu, Chace” - a on patrzył, jak kroczy w butach na
wysokich obcasach, wiedząc, że jest bardzo zajęta, bardzo w ciąży i życząc również
sobie, żeby nie była.
Zatrzymał
się trzy kroki od Walkera.
Potem
przemówił - „Mamy list gończy na niego. To, co musisz teraz wiedzieć, to brak
krwi. Była walka, ale ograniczała się do kuchni, więc myślimy, że zdała sobie
sprawę, że mądrzejszą grą jest robienie tego, co kazał, i miała rację, to było
mądrzejsze. Twoje wyjaśnienie jego motywu to kolejna rzecz, którą dla nas mamy.
Chciał dokonać zemsty i był na innej ścieżce, nie chciał jej wziąć. Zrobiłby
to, co zamierzał zrobić, gdy tylko ją znalazł. To oznacza nadzieję, Walker.”
Ty
Walker wytrzymał jego wzrok i nie wydał żadnego dźwięku.
„Jak
dobrze znasz tego faceta?” - zapytał Chace.
„Grałem
z nim raz w pokera. Pobiłem go dwa razy. Handluje narkotykami. Jest alfonsem.
Nie był delikatny dla swoich dziewczyn. Jest kłamcą. Kazał zabić swojego
najlepszego przyjaciela. Zastrzelił gliniarza w Dallas. To wszystko, co wiem.”
- zagrzmiał Walker.
„I
jest na ciebie wkurzony, bo skopałeś mu tyłek, zgadza się?”
Walker
podniósł brodę, po czym kontynuował - „To nie jest człowiek, który lubi być
pokonany. Jest mały, ale nie ciałem, w umyśle. Jest głupi. Jest chciwy. Jest
wredny. Normalne ludzkie gówno w nim zostało odcięte dawno temu. Myśli o jednym,
o sobie.”
„Więc
nie masz pojęcia, dokąd jedzie?” - zapytał Chace.
„Nie
mam, kurwa, pojęcia” - odpowiedział Walker w taki sposób, że słowa były
szybkie, ale wymuszone. Nie lubił ich mówić. Nie podobało mu się to, co się
działo. Nie lubił uczuć, które odczuwał. I nie podobało mu się, że znów był
bezsilny w taki sposób, w jaki jego życiem rządził ktoś inny, a nie w taki
sposób, w jaki sam by się spieprzył.
Potem
jego ciało drgnęło i wyciągnął telefon.
„Co?”
- zapytał Chace.
„Ella”
- mruknął Walker.
„Kto?”
Oczy
Walkera powędrowały do niego - „Ella. Kobieta, która zajęła się Lexie, gdy ta miała
trzynaście lat. Znała Shifta, odkąd był mały. Ona może wiedzieć.”
„Dobrze”
- mruknął Chace - „Zadzwoń do niej, będę musiał z nią porozmawiać.”
„Niedobrze,
że do niej dzwonię” - odparł cicho Walker - „Uważa Lexie za własnej krwi, za córkę.
Nie chciałem, żeby o tym wiedziała, dopóki nie dowiem się, co mam jej do
powiedzenia.”
Chace
patrzył w oczy, gdy Walker przykładał telefon do ucha, nie zazdroszcząc mu o tego,
że musiał wykonać tę rozmowę, nie zazdroszcząc niczego, co się teraz działo z Walkerem.
„Ella?”
- usłyszał - „Ty. Gdzie jesteś?” - wtedy pauza - „Usiądź, Słonko” - potem
kolejna pauza - „Nie, zrób to dla mnie teraz. Usiądź i nie zwlekaj. Muszę z
tobą chwilę porozmawiać, a potem przekazać cię komuś, z kim musisz porozmawiać.”
- kolejna pauza - „Siedzisz?” - potem pauza - „Tak, Słonko, chodzi o Lexie.
Shift uciekł na kaucji, przyjechał i porwał ją z domu dziś rano. Policjanci jej
szukają, ale nie mają pojęcia o tym facecie, ani o kimś, kto by znał go najlepiej
w Dallas, nie radzą sobie zbyt dobrze i nie mogą z nikim rozmawiać. Więc musisz
powiedzieć policji wszystko, co wiesz o Shift’ie, gdzie może się udać, co może
zrobić. Możesz to zrobić?”
Chace
patrzył, jak słucha, zamyka oczy, a potem je otwiera.
„Tak,
dam ci go. Nazywa się detektyw Keaton, tak? Porozmawiaj, a jak potrzebujesz
mnie, jestem tutaj.”
Wtedy
Walker wyciągnął telefon.
Chace
wziął go i przyłożył do ucha - „Tu detektyw Keaton. Rozmawiam z Ellą?”
Nic.
Położył
dłoń na słuchawce i zapytał Walkera - „Jak ma na nazwisko?”
„Rodriguez.”
Chace
skinął głową, zabrał rękę i powiedział - „Pani Rodriguez, musi pani ze mną
porozmawiać.”
„Nie
zabije jej.” - usłyszał głos, który był całkowicie i niepokojąco martwy.
„Przepraszam?”
„Nie
ma tego w sobie ten chłopak. Nic w nim nie ma. Bez mózgu. Bez uczuć. Bez
odwagi. Nie zabije jej. Ale zabierze ją do kogoś, kto to zrobi.”
Żołądek
Chace’a skręcił się na jej słowa i ton. To było tak jakby to już dla niej się
stało. Już przygotowywała się do żałoby.
I
z tego, i z innych powodów nie powiedział jej, że Duane Martinez już postrzelił
cztery osoby, trzy są w szpitalu, jedna martwa.
Zamiast
tego zapytał - „Czy ma jakieś powiązania w Kolorado?”
„Nie tego co wiem” - odpowiedziała.
„Więc
zabierze ją do Dallas?”
„Zgaduję,
że tak” - odpowiedziała.
„W
takim razie mamy czas” - zapewnił ją ostrożnie.
Cisza.
„Muszę
panią teraz opuścić, pani Rodriguez. Chciałaby pani znów porozmawiać z Ty?”
„Nie,
powiedz mu, że się modlimy, ale ma lepsze rzeczy do zrobienia niż próbowanie,
żebym poczuła się lepiej.”
„Dobrze”
- wymamrotał Chace - „Dziękuję za rozmowę.”
„Będę
tutaj” - odpowiedziała.
„Okej.
Do widzenia pani Rodriguez.”
„Do
widzenia, detektywie Keaton.”
Potem
usłyszał, jak się rozłącza, jego wzrok powędrował od miejsca, gdzie stali przy blacie,
z powrotem do Walkera, aby zobaczyć, że ma przy uchu telefon domowy.
„Tate?”
- powiedział Walker - „Ella mówi, że zabiera ją do Dallas. Za jakieś trzy
sekundy jestem w Wężu.”
Potem
dotknął przycisku na telefonie, rzucił go na blat, pochylił się, wyciągnął telefon
z ręki Chace’a i ruszył.
Chace
zawołał za nim - „Walker, niech policja się tym zajmie.”
„Powiedz
swoim braciom, że jak mnie znajdą, włączą syreny, a ja się nie zatrzymam” -
powiedział Walker do schodów, po czym zbiegł po nich.
„Kurwa”
- szepnął Chace, wydobył swój telefon, otworzył go, zadzwonił na posterunek i
powiedział im, aby powiadomili lokalne departamenty i autostradowy patrol
drogowy, że czarny Dodge Viper ze srebrnymi paskami wyścigowymi prawdopodobnie
zostanie wykryty, znacznie przekraczając dozwoloną prędkość i gdyby złapali go
na radarze, mają jechać za nim, ale pozwolić mu kontynuować jazdę.
Potem
zwrócił wzrok na Franka, który wpatrywał się w dół schodów i zawołał jego imię.
„Jedziemy
do Dallas. Tate Jackson jedzie do Dallas, a Ty Walker jedzie do Dallas i ja też”
- powiedział Frankowi i obaj kiwnęli sobie podbródkami.
Chace
Keaton szybko wyszedł tylnymi drzwiami, ale nie tak szybko, żeby nie zauważyć
zdjęcia na parapecie, na którym Walker i Lexie stali blisko siebie, obejmując
się ramionami, mając piękny krajobraz z tyłu. Lexie Walker była uśmiechnięta
promiennie i szczęśliwie do aparatu, wyraźnie będąc dokładnie tam, gdzie
chciała być i nie chodziło o to, że stała przed pięknym krajobrazem.
Ten
obraz wypalił się w jego mózgu, kiedy przeszedł przez drzwi, pobiegł do swojego
SUV-a, wskoczył i odjechał.
*****
Tate
Komórka
obok niego zadzwoniła, złapał ją, spojrzał na wyświetlacz, otworzył ją i
przyłożył do ucha.
„Keaton”
- przywitał się.
„Właśnie
dostałem wiadomość, Tate. Duane Martinez został wczoraj zatrzymany w Oklahomie.”
Tate
zamrugał na przednią szybę, po czym zapytał - „Co?”
„Patrol
autostradowy złapał go, gdy przekroczył prędkość. Nie zatrzymał się. Po piętnastominutowym
pościgu z dużą prędkością rozbił się, ale nie został ranny, wystartował na
piechotę, dopadli go. Ponieważ wpadł w panikę, na szczęście, w swoim SUV’ie
zostawił broń, którą strzelał do Peñy i nie miał szansy jej ponownie użyć.
Trochę czasu zajęło im dopasowanie go, sprawdzenie jego odcisków palców,
dowiedzenie się, że mają list gończy na niego i poinformowali Dallas, więc
Dallas wysłało chłopców po niego. To właśnie dostaliśmy. Nigdy nie dotarł do
Kolorado.”
„Więc
kto ma Lexie?” - spytał Tate.
Keaton
milczał przez chwilę, a potem jego głos był głębszy, wkurzony, ale opanowany - „Jeden,
Rowdy Crabtree. Dwa, Arnie Fuller. Albo trzy, mój ojciec.”
Pieprzone
piekło.
„Rozbij
to dla mnie, Chace” - rozkazał Tate, szukając wzrokiem znaku wyjścia, aby znów pieprzenie
zawrócić.
„Rowdy
jest przerażony i popieprzony. Arnie zaginął. I wiem, że Newcomb podrzucił to
wideo Walkerowi i Lexie, więc ma się rozumieć, że mój ojciec dowiedział się o
tym samym. Będzie chciał, aby Walker zebrał wszystkie kopie i zwrócił mu je i
będzie chciał zapewnić, że Walker i Lexie nie będą mówić. I zrobi, co w jego mocy,
aby tak się stało.”
„Rozmawiałeś
z tatą?” - spytał Tate.
„Dzwoniłem
cztery razy. Nie odpowiada. Zadzwoniłem do mojej mamy, mówi, że jest w pracy.
Nie chcę jej martwić, więc tak to zostawiłem.”
„Zwykle
odbiera twoje telefony?”
„Nawet
nie blisko. Z drugiej strony nie mam nic do powiedzenia temu mężczyźnie, więc
zwykle do niego nie dzwonię.”
Tate
pomyślał, że to prawdopodobnie pieprzona prawda.
„Dlaczego
Arnie? Gdyby to zrobił, to byłaby poważnie pieprzona gra.”
„Arnie
nienawidzi Ty Walkera.”
„Myślę,
że to zostało ustalone, Chace, ale ten człowiek nie jest głupi. Powtarzam, jakby
zrobił to, to byłaby poważna pieprzona gra. Jest już pariasem narodowym i byłym
gliną. Będzie chciał zrobić wszystko, co w jego mocy, aby uniknąć więzienia, a
nie kupować sobie więcej.”
„Arnie
nienawidzi Ty Walkera, Tate, ale bardziej nienawidzi Irvinga Walkera.”
Tate
zauważył znak węzła ze skrzyżowaniem, trzy kilometry przed nim, przetworzył to,
ale jego umysł był skupiony na rozmowie.
„Co?”
„Dla
Arniego czerń nigdy nie miesza się z bielą. A dla Arniego czerń zdecydowanie nie miesza się z Reece
Rayner, kobietą, którą miał na oku, kobietą, w której spodnie chciał włożyć rękę
przed lub po włożeniu pierścionka na palec, kobietą, która odmówiła mu więcej
niż raz i kobietą, która wpadła i poślubiła czarnego faceta.”
Tate
wpatrywał się w drogę i szepnął - „Pierdolone jaja robisz ze mnie.”
„Nie”
- powiedział Keaton - „Ty Walker nigdy nie popełnił przestępstwa w Carnal ani w
jego pobliżu, o którym bym wiedział, ale miał akta w biurze, w biurku Arniego,
grube i ciągle grubsze. Arnie nie spuszczał oka z Ty, podczas gdy pielęgnował
swoją zemstę i czekał na swój czas. Chciał wypieprzyć ojca i syna, umieścić ich na ich miejscu i jednocześnie przypomnieć
Reece o jej błędzie. To, co stało się z Walkerem, nie było przypadkowe. Nie na
dłuższą metę.”
Tate
wiedział, co to znaczy. I Tate wiedział, że to nie jest dobre.
„Więc
jak Ty go pokonał, publicznie poniżył go w ogromny sposób, to on się załamał i
teraz jest nieprzewidywalny” - wywnioskował Tate.
„Domyślam
się, tak. Nie odrzucam mojego ojca, ale on zwykle rzuca pieniędzmi w gówno,
więc to nie jest w jego stylu. Jeśli Rowdy Crabtree ma jedną działającą komórkę
mózgową, jest już w Brazylii. Arnie Fuller jest wypieprzony, jego brat jest wypieprzony,
obaj idą siedzieć czyli tam, gdzie nie chcą iść i bardzo dobrze mogą nie
wrócić. Nie ma nic do stracenia.”
Arnold
Fuller nie miał nic do stracenia, ale Alexa Berry Walker i jej mąż Tyrell mieli
wszystko do stracenia. Łącznie z dzieckiem, które, jak Ty powiedział mu kilka
dni temu, nosi jego żona.
Kurwa.
Chace
przemówił mu do ucha - „Tate, mówię to tobie, a nie Walkerowi, bo jedzie do
Dallas. Moim zdaniem po tym, co Fuller już mu zrobił, w połączeniu z tym, może
być, najlepszą rzeczą będzie, jak zgarniemy Fullera i zdobędziemy Lexie. Damy
mu czas na ostygnięcie, zanim wróci. Nie miałoby znaczenia, czy to był Fuller,
czy ktokolwiek inny to by zrobił, damy mu czas na ochłonięcie. Ale to nie moja
ciężarna żona zaginęła, a ty masz z tym doświadczenie, więc przekazuję ci pałeczkę
do wykonania telefonu. Cokolwiek zdecydujesz, ochroń plecy tego człowieka, a ja
też zrobię, co w mojej mocy, by to zrobić, jeśli będzie jechał do Carnal i
będzie już blisko, kiedy doprowadzimy ją do niego i złapiemy tego skurwysyna,
który ją porwał.”
„Dzwonię
do niego, Chace. Nie ma mowy, że będę z tym siedział. Ktokolwiek zrobiłby mi to
z Laurie lub Jonasem, dostałby to, co dałem temu, kto ich skrzywdził.”
„Jak
powiedziałem, dzwonisz. Teraz mam pracę do wykonania.”
Tate
zjechał na węzeł i zwolnił, mówiąc - „Ja też.”
Potem
usłyszał ciche powiedzenie - „Znajdę ją, Tate.”
„Zrób
to, dopóki nadal oddycha i dziecko jest bezpieczne.”
„Racja.”
Rozłączył
się.
Tate
zamknął telefon, otworzył go i zrobił to, manewrując wiaduktem i ponownie
wjeżdżając na autostradę, by jechać w drugą stronę.
Potem
zadzwonił do Ty.
*****
Lexie
„Lubisz
czarnego kutasa?”
Patrzyłam
na niego.
Marzłam.
Było cholernie zimno. Tak cholernie zimno.
Zamachnął
się ramieniem, trafił mnie kolbą pistoletu Ty i poleciałam w bok.
„Lubisz
czarnego kutasa?” - krzyknął.
Podniosłam
się opierając na ręce i czując, jak krew sączy mi się z oka. Odwróciłam głowę,
spojrzałam przez czerwień prosto w oczy Arnolda Fullera.
Potem
wyszeptałam - „Kocham to”.
Potem
patrzyłam, jak podnosi broń i celuje.
*****
Irving
„Lubisz czarnego kutasa?”
Słyszał
to.
Ten
sukinsyn. Ten pieprzony skurwysyn.
Ten pieprzony skurwysyn.
Wpadł
przez drzwi, a Arnie Fuller odwrócił się do niego z pistoletem w ręku i nie
zawahał się strzelić.
Irving
przyjął kulę, ale był w ruchu. Całe sto dziewięćdziesiąt osiem centymetrów i dziewięćdziesiąt
kilogramów jego ciała zaatakowało Fullera, który poleciał do tyłu, uderzył w
ścianę z boku chaty myśliwskiej i Irv usłyszał, jak pistolet leci na podłogę.
Zmagał
się z Fullerem, ale jego wzrok powędrował do krwawiącej synowej.
„Idź”
- rozkazał.
Zerwała
się na nogi, patrząc na niego i zaczęła - „Irv…”
„Weź
broń i idź!” - krzyknął.
Ruszyła
się.
Walczył
z Fullerem, aż wyciekająca z niego krew oznaczała, że nie mógł już walczyć.
Ale
zanim osunął się na ziemię, zarobił pięć kopnięć buta od tego pieprzonego
sukinsyna i stracił przytomność, wiedząc, że Lexie zniknęła.
*****
Lexie
Nie
było kluczyków w pickupie Fullera, więc nie miałam innego wyjścia, jak tylko
biec.
I
pobiegłam.
Ruszyłam
traktem, ale potem pomyślałam, że Irv został ranny, więc, jeśli Fuller
ucieknie, może zabrać swój samochód, będzie potrzebował drogi, a nawet na tej
wyboistej, zamarzniętej, błotnistej, jednopasmowej drodze, dotarłby do mnie
szybko. Więc powinnam zejść z drogi.
Ale
Irv musiał się tam jakoś dostać, co oznaczało, że musiał być gdzieś jego samochód
lub coś, co również wymagało drogi.
Po
prostu tego nie widziałam.
Trzymałam
się więc drogi, aż usłyszałam za sobą samochód. Potem skręciłam w las.
Byliśmy
daleko od domu. Daleko. Bardzo daleko. Dwie godziny drogi. Tak daleko. Byłam w
koszuli nocnej i skarpetkach. Byliśmy jeszcze wyżej niż Carnal. Było zimno. Nie
miałam pojęcia, gdzie jesteśmy i co jest blisko.
Więc
po prostu biegłam.
Potem
usłyszałam, jak idzie za mną pieszo.
O,
Boże. O, Boże.
Musiałam
uciec.
Moje
stopy ślizgały się po lodzie i śniegu i byłam wdzięczna, że moje skarpetki były
z grubej wełny. Brak przyczepności, ale dużo amortyzacji.
Szłam
dalej.
Potem
nagle zatrzymałam się, gdy las nagle się otworzył. Poślizgnęłam się po warstwie
lodu na szczycie ogromnego, czerwonego głazu Kolorado, który prowadził prosto
do urwiska.
Dysząc,
spojrzałam na urwisko.
Gówno.
Gówno. Pieprzone gówno.
Nie
miałam pojęcia, jak daleko było do dna, po prostu wiedziałam, że to daleko. Spojrzałam
w lewo. Spojrzałam w prawo. Zbyt długo czekałam na podjęcie decyzji. Wypadł z
lasu; Odwróciłam się i podniosłam pistolet.
Nie
wahał się, szedł prosto do mnie.
Nie
miałam gdzie się cofnąć, za mną było tylko urwisko. Nie miałam dokąd uciec.
I
miałam dwa życia do uratowania.
W
ciągu nanosekundy w mojej głowie pojawiło się imię Tuku.
Więc
wiedziałam, że właściwie muszę uratować trzy życia.
Aby
to zrobić, podjęłam decyzję o zrobieniu jedynej rzeczy, jaką mogłam zrobić.
Nacisnęłam
spust, oczy miałam otwarte, ale umysł pusty na strumienie ohydnej tryskającej czerwieni
i robiłam to, dopóki nie upadł.
Potem
stałam nad urwiskiem pośrodku pieprzonego pustkowia, wpatrując się w martwego
mężczyznę, oddychając ciężko i odmrażając sobie tyłek.
Potem
podbiegłam do niego i sprawdziłam jego kieszenie.
Żadnego
pieprzonego telefonu. Żadnych pieprzonych kluczy.
Cholera,
cholera, cholera!
Nie
odrywałam wzroku od ziemi, by podążać za śladami na śniegu z powrotem na drogę,
poruszając się szybko i naprzód. Potrzebowałam pompowania krwi przez serce,
pędu krwi, rozgrzewania ciała, dbania o bezpieczeństwo dziecka. Kiedy dotarłam
na drogę, drzwi jego pickupa były otwarte i usłyszałam dźwięk.
Były
w nim klucze.
Wspięłam
się i zmusiłam moje zmarznięte, drżące palce i równie zmarznięte drżące nogi,
by zrobiły to, co kazałam, ale naprawdę były cholernie zmarznięte i cholernie
drżały. Mój trzypunktowy zwrot zajął siedem punktów. Ale zawróciłam, pognałam
drogą i zatrzymałam się przed maleńkim, jednopokojowym domkiem, wysiadłam z samochodu
i wbiegłam do środka.
Irv
się nie ruszał. Podbiegłam do niego, upadłam na kolana i sprawdziłam puls.
Czerwień
sączyła się z jego klatki piersiowej, osadzając się wokół jego ciała.
„Trzymaj
się, Irv” - szepnęłam, sprawdzając jego kieszenie - „Proszę, kochanie, trzymaj
się mnie.”
Tylna
kieszeń, telefon. Tak jak jego syn.
Otworzyłam
go i przesunęłam po nim kciukiem.
Głupio.
Głupio. Automatycznie zadzwoniłam do Ty.
Usłyszałam
- „Tato, teraz nie…”
Mój
żołądek się zacisnął, moje serce zabiło i przerwałam mu mówiąc - „Kochanie”.
Cisza,
a potem pomruk - „Dzięki, kurwa, dzięki, kurwa” - a potem pauza - „Jesteś
bezpieczna?”
„Pra…
pra… pra… prawie.”
„Racja”
- uciął - „Mama, gdzie jesteś?”
„Dwie…
dwie… jakieś dwie godziny za Carnal. Północ. Domek myśliwski. Góry. Ty, nie
wiem. Jesteśmy wysoko. Próbowałam śledzić wszystkie zwroty, ale nie mogłam.
Było ich zbyt wiele. To jest na pustkowiu. Ale twój tata to znalazł i wziął
Fullera, żebym mogła uciec. Został postrzelony i, kochanie, traci dużo krwi.
Muszę wsiąść do pickupa Fullera, jest mi za zimno i nie wiem, czy mogę
przenieść twojego tatę, czy powinnam, i nie…”
„Wsiadaj
do pickupa, jedź gdzieś, zostaw tatę” - polecił.
Moja
dłoń była na Irv’ie, zacisnęła się na jego szyi i wyszeptałam - „Nie mogę go
zostawić. Uratował...”
„Tak,
kotku, wiem. Nie odpłacaj mu utratą palców albo naszego dziecka, przez
odmrażanie sobie tyłka. Wsiadaj do pieprzonego
pickupa i jedź w pieprzone bezpieczne
miejsce. Teraz.”
Okej,
ktoś był przerażony i przerażenie sprawiało, że był apodyktyczny i
niecierpliwy.
Zrozumiale.
Więc
szepnęłam - „Dobrze.”
„Pozwalam
ci teraz odejść. Wezwę mu pomoc, ale chcę, żebyś często do mnie dzwoniła, nawet
jeśli właśnie prowadzisz. Rozumiesz?”
„Tak,
kochanie.”
„Dobrze.
Wsiadaj do pickupa, mama.”
„Ty?”
- zawołałam.
„Maleńka,
wsiadaj do pickupa.”
Zignorowałam
go i wyszeptałam - „Zabiłam Fullera.”
Cisza,
a potem delikatne - „Mama, proszę, kurwa, wsiadaj do pickupa.”
„Okej.”
- wciąż szeptałam.
„Okej.”
- odszepnął mój mąż.
Potem
się rozłączył.
Podeszłam
do pickupa, którego zostawiłam na biegu jałowym, podkręciłam grzanie i
przeszukałam go. Znalazłam apteczkę i dwa koce. Przeglądając to, odkryłam, że
to zwykła apteczka, nic, co mogłoby pomóc w krwawiącej ranie postrzałowej.
Chwyciłam
koce, pobiegłam z powrotem do Irv’a i zrobiłam, co mogłam, by owinąć go tak
mocno, jak tylko mogłam jednym kocem, po czym przykryłam go drugim, owijając go
ciasno dookoła. Jęknął kilka razy, kiedy to robiłam, ale nie odzyskał
przytomności. Mimo to jęki były dobre. Jęki znaczyły że żyje.
Potem
pochyliłam się, szybko pocałowałam go w policzek, szepnęłam mu do ucha -
„Dziękuję, trzymaj się mocno, pozostań przy życiu, a postaramy się pomóc tak szybko,
jak to możliwe.”
Potem,
z opóźnieniem, chociaż nigdy, za cholerę nie powiedziałabym tego Ty, nawet za
milion pieprzonych lat, że opóźniłam to, pobiegłam do pickupa, wskoczyłam,
zamknęłam drzwi, wrzuciłam temu skurwysynowi bieg i odjechałam.
*****
Ty
Zadzwonił
telefon, był w jego ręce, nie miał telefonu od swojej żony od dwudziestu
pieprzonych minut, więc otworzył go bez patrzenia na wyświetlacz i powiedział -
„Mów.”
„Tate”
- usłyszał - „Szpital Aspen Valley. Zarówno twój ojciec, jak i Lexie są tutaj. On
jest na chirurgii, ona przechodzi badania.”
„Racja”
- powiedział Ty, a ucisk na jego sercu, płucach i brzuchu nie poluzował się nawet
trochę.
„Jak
daleko jesteś?” - spytał Tate.
Spojrzał
na prędkościomierz. Potem spojrzał we wsteczne lusterko i zobaczył samochód policyjny,
który był na jego tyłku, ale przez ostatnie półtorej godziny utrzymywał
dystans.
Potem
powiedział do Tate’a - „Pół godziny”.
„Dobrze,
bracie” - powiedział cicho Tate - „Krótkie wprowadzenie. Potrzebujesz tego
teraz i musisz zachować bezpieczeństwo jadąc tym pieprzonym samochodem, kiedy
ci to powiem. Następnie musisz to przetworzyć. Potem musisz to zakopać, bo musisz
mieć swoje gówno razem, kiedy tu dotrzesz. Przedtem chodziło o ciebie, ale
teraz tak nie jest. Teraz musisz opiekować się swoją żoną.”
„Tate…”
- warknął Ty.
Tate
nie zwlekał - „Widziałem Lexie. Ma kilka siniaków, trzęsie się jak sukinsyn, podrapała
się w biegu przez las, a Fuller zaatakował ją kolbą pistoletu, więc wygląda na
to, że będziecie mieli pasujące blizny.”
Kurwa,
kurwa, pierdolony skurwysyn.
Tate
szedł dalej - „Boją się szoku. Zabiła tego gnojka i bez względu na to, dlaczego
to zrobiła i że nie miała wyboru, świruje. Ten dramat, który przeżyła,
prawdopodobnie nie pomaga. To, że widziała twojego tatę takim, jakim był, też
nie pomaga. Ona jest pieprzonym bałaganem. Kazałem Laurie dostać się do twojego
domu i przywieźć jej ubrania. Zajmuje się wszystkim.”
„Dobrze”
- uciął Ty.
Następnie
cisza i ostrożnie - „Racja, teraz, twój ojciec był w stanie śmierci klinicznej.”
Ty
wpatrywał się w drogę, ale jego dłoń na kierownicy zacisnęła się.
Tate
kontynuował - „Reanimowali go, ustalili bicie serca, pospieszyli na operację.
Ale, bracie, to nie wygląda dobrze.”
„Racja”
- wyszeptał Ty.
„Maggie
jedzie do Reece, kiedy rozmawiamy.”
„Racja”
- powtórzył Ty szeptem.
„Keaton
lokalizuje twojego brata.”
Ty
nie odpowiedział.
Cisza,
więc Tate dodał cicho - „Jak się masz?”
„Jestem
okej.”
Znowu
cicho usłyszał - „Dobrze. Do zobaczenia za pół godziny.”
„Okej.”
Potem
zamknął telefon.
Potem
odbył godzinną podróż w pół godziny.
*****
Angel
Angel
Peña otworzył oczy i poczuł czyjąś obecność w pokoju.
Nie
odwrócił głowy, ponieważ bez względu na to, jakie pieprzone środki
przeciwbólowe w niego pompowali, nauczył się, że ruch nie jest zbyt przyjemny.
Więc
przeniósł oczy i zobaczył Ty Walkera stojącego trzy kroki dalej.
Pieprzyć
go.
Przeniósł
wzrok dalej i zobaczył Lexie śpiącą w fotelu, z kolanami przy piersi, ręka,
która je trzymała opadła tak, że jej dłoń była na kostce, jej głowa była
odwrócona, podbródek wsunięty, policzek z tyłu krzesło.
Ale
miała podbite oko i wąski pasek bieli, trzymający razem gniewną,
czerwono-fioletową ranę.
Jego
oczy wróciły do Ty, który przesunął się na bok łóżka.
„Shift?”
- zapytał, a jego głos był ostrym zgrzytem. Było tak głównie dlatego, że nie
używał go zbyt często. Było tak również dlatego, że dzień wcześniej wyszarpnęli
rurkę, która była w jego gardle przez cztery dni.
Ty
potrząsnął głową i odpowiedział - „Fuller”.
Zapomniał
się nie ruszać i uniósł brwi. Dobre wieści. To nie bolało. Może był coraz
lepszy.
„Fuller?”
„Zgubił
swoje gówno, porwał moją żonę, zabrał ją do domku myśliwskiego z powodów,
których nigdy nie poznamy, uderzył ją kolbą mojego pistoletu, zanim mój tata
wpadł do środka. Lexie uciekła, ale złapała mój pistolet przed ucieczką. Tata
dostał kulę w klatkę piersiową. Zmarł dwa razy, ale teraz jest w lepszej formie
niż ty. Fuller poszedł za nią. Nad urwiskiem, w nocnej koszuli, Lexie
przewierciła go sześcioma. Jest bardzo martwy. Ona jest bardzo żywa.” - zatrzymał
się, spojrzał w oczy Angela i wyszeptał - „Teraz wracamy do słońca”.
Angel
spróbował innego ruchu i stwierdził, że uśmiech też nie szkodzi.
Potem
usłyszał - „Angel?”
Jego
oczy znów przesunęły się, by zobaczyć, jak Lexie wstaje z fotela. Cholera,
tylko Lexie Walker mogła mieć podbite oko i gniewną ranę na brwi i nadal
wyglądać pięknie. Podeszła do niego, a Ty przesunął się lekko, żeby Lexie mogła
tam wejść i to zrobiła, natychmiast owijając palce wokół jego dłoni.
Jej
niebieskoszare oczy zatrzymały jego - „Jak się masz, Słonko?"
Patrzył
w jej niebieskoszare oczy, były ciepłe, zatroskane, poszukujące i poczuł, jak
lekko ściska jego dłoń. To było wszystko, co kiedykolwiek mógł dostać.
Wszystko, co mógł dostać od Lexie Walker.
I
wziął to.
„Teraz
lepiej” - odpowiedział, a potem udowodniła mu, że się mylił.
Posłała
mu promienny uśmiech i jej światło oświetliło go, jasne, oślepiające, piękne.
To
też wziął.
korekta :) "„Zrób to” - odparł Tyr,"
OdpowiedzUsuńOch, dzięki
UsuńFuller pfu świniak. Zemsta bo laska go rzuciła. Psychol. Barwną wiązankę mu przesyłam wraz z kopniakiem w zaświaty. Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńCzułąm że Angel przeżyje :) Może przeprowadzi się do nich fajnie by było :)
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńWielkie dzięki 😁
OdpowiedzUsuń