niedziela, 26 września 2021

21 - To też wziął

 

Rozdział 21

To też wziął

 

 

Ty stał opierając się biodrem o blat kuchenny, jedząc płatki owsiane i obserwując, jak jego żona krząta się po kuchni, przygotowując własne płatki owsiane i dla niego kubek podróżny z kawą.

Odwrócił się od niej, a jego spojrzenie przeniosło się na najnowszy dodatek w ich domu.

Obok kominka wisiała czarna ramka, a w niej tafla szkła, pod którą wciśnięto obok siebie dwie kartki z logo hotelu w Vegas, w którym mieszkali, gdy zawarli małżeństwo. Pierwszą był jej list do niego, a drugą jego list do niej z następnego dnia.

Z powodów, których nie znał i których nie przetwarzał, głównie dlatego, że były oczywiste i nie wymagały przetwarzania, nosił jej notatkę ze sobą, chowając ją do kieszeni codziennie rano z portfelem i telefonem, więc była obdarta i zużyta. Nieco ponad tydzień temu Lexie to odkryła. Kiedy po powrocie z siłowni brał prysznic, ona porządkowała jego torbę na siłownię po postawieniu jego proteinowego shake’a na toaletce.

Pewnie zajmowała się tym wiele razy, ale jego kobieta zapewniała mu prywatność, co było jedną z wielu rzeczy, które w niej kochał. Kiedy był gotowy do podzielenia się, była dla niego. Do tego czasu dawała mu przestrzeń.

Nie wiedział, ani nie pytał, dlaczego rozwinęła to tamtego wieczoru. Ale kiedy wyszedł spod prysznica z ręcznikiem na biodrach, siedziała na ich łóżku.

Bez zwłoki i bez słów podniosła rozwiniętą notatkę słowami do góry i pokazała mu. Potem podniosła drugą rękę i podniosła identyczną kartkę, która miała zagięcia, ale nie była zużyta, a była to jego znacznie krótsza wiadomość.

Ona też zachowała jego notatkę. Było na nim tylko jedno słowo i dwie litery, ale zachowała ją.

Poczuł, że korzenie tego czegoś w nim wbijają się głębiej. Było osadzone w taki sposób, że nigdy nie zniknie, ale to nie znaczyło, że często nie pchało się głębiej, puchło i rozprzestrzeniało się.

Jego oczy przeniosły się z notatek na nią.

„Noszę ją w portfelu” - szepnęła, odchylając głowę do tyłu, pokazując miękką twarz i wiedział, że za jakieś pięć sekund zacznie płakać.

Podszedł więc do niej, ostrożnie wyjął z jej ręki kawałki papieru, położył je na nocnym stoliku, pochylił się głęboko, owinął ramiona wokół żony, podnosząc ją, sadzając głębiej w łóżku, a potem ściągnął ręcznik.

Potem nie spieszył się, pieprząc ją.

To był jego sposób na powstrzymanie płaczu jego kobiety. To było też, jak zwykle, cholernie genialne.

Nie powiedziała mu, że zabiera to do sklepu z ramkami, ale jak wrócił do domu poprzedniego wieczoru, zobaczył, że jest zamontowana na ścianie. Nikt by tego nie zrozumiał, a większość prawdopodobnie spojrzałaby na to i pomyślałaby, że jest zwariowane.

Nie obchodziło go to.

Kiedy napisała do niego ten list, już się w nim zakochała. Kiedy on to pisał, już przepadł. Znali się wtedy kilka dni, ale zachowując te notatki, wiedzieli. A ta ramka była przypomnieniem tego, co wiedzieli i kiedy to wiedzieli.

Ty to cholernie uwielbiał.

Nie użył słów, żeby jej to powiedzieć, bo nie musiał. Zamarł, kiedy to zobaczył, a kiedy jego ciało znów było na jego rozkaz, jego oczy odnalazły jej. Nic nie powiedział, tylko patrzył jej w oczy, aż się uśmiechnęła. Odwzajemnił uśmiech. Potem wszedł po schodach, żeby wziąć prysznic, a ona podeszła do blendera.

„W porządku” - powiedziała, a on odwrócił się, by zobaczyć, jak zakręca pokrywkę jego podróżnego kubka - „Twoim zadaniem na dziś jest przemyślenie czegoś.”

Ty nie odpowiedział, tylko wrzucił więcej płatków owsianych do ust.

Chwyciła jego kubek, wzięła miskę płatków owsianych i podeszła do niego, stając blisko, wchodząc w jego przestrzeń, jak zawsze, stawiając mu kubek obok biodra, jak zawsze, i podnosząc swoją miskę przed sobą, co było nowe. Nie wiedział, czy jego dziecko w niej zmieniało program, czy też to, że nastała zima. Jadła więcej. Większość nocy wyciągała się obok niego, żeby oglądać telewizję, i zasypiała się w ciągu kilku minut, to znaczy około siódmej trzydzieści. Zamiast po prostu wkładać majtki, kiedy myła się po skończeniu ich zajęć, wciągała sznurowane szorty i koszulkę lub koszulę nocną i wspinała się obok niego. Teraz miała na sobie koszulę nocną i grube, luźne skarpetki. Był listopad, a oni już mieli śnieg, który nie znikał. Pochodziła z Dallas. W Dallas nie padał śnieg, a temperatury rzadko spadały poniżej zera. Nie była do tego przyzwyczajona. Ale też nie narzekała. Wiedziała, że się do tego przyzwyczai.

Ciągle mówiła - „Popyt przekracza podaż na spa Dominika. Wynajmuje swoje pokoje z tyłu masażyście i technikowi skóry. Masażystka pracuje tylko w niepełnym wymiarze godzin, a jej wizyty umówione są już na sześć tygodni. Technik skóry jest trochę ekscentryczna i nie jest niespodzianką, że opuszcza wizyty, a kiedy przychodzi, zwykle prawie codziennie się spóźnia, więc jej wizyty się spóźniają. To odbija się na Nic’u, nie na niej, a on nie jest tego wielkim fanem.”

Przestała mówić; Ty przełknął ostatni kęs płatków owsianych i postawił miskę na blacie.

Potem zapytał - „Mówisz mi to, bo…?”

„Myślę, że chcę pójść do szkoły, żeby nauczyć się robić jedno lub drugie, a może nawet jedno i drugie. Zarabiają trzy razy więcej niż ja, nigdy nie pieprzyłbym Dominica i to jest słodkie. To jak najlepsza praca na świecie. Kobieta nie może się doczekać masażu lub maseczki; to najważniejsza atrakcja jej dnia, więc w pewnym sensie dawanie jej tego sprawia, że ty stajesz się najważniejszym wydarzeniem jej dnia. Fajnie byłoby się dostać płacę za zrobienie czegoś, na co ludzie czekają, co jest punktem kulminacyjnym ich dnia, a kiedy cię opuszczają, czują się zrelaksowani i spokojni. Myślę, że to byłoby niesamowite.”

„Zrób to” - odparł Ty, a Lexie zamrugała.

„Uh… może powinieneś o tym pomyśleć. Po pierwsze, chodzenie do szkoły kosztuje. Po drugie, wieczorami będę wyjeżdżać, po trzecie…”

Ty ją przerwał - „Kotku, zrób to.”

„Ale my mamy…”

Podniósł rękę, owinął ją wokół jej szyi i zapytał - „Chcesz to zrobić?”

Skinęła głową.

„Zrób to.”

Jego kobieta patrzyła mu w oczy. Potem uśmiechnęła się.

Potem powiedziała - „Dobrze, zrobię to.”

Ścisnął jej szyję, zanim go puścił, ale tylko po to, by przesunąć rękę, by objąć jej talię i przybliżyć ją, mamrocząc - „Odpłata będzie polegała na tym, że po powrocie z siłowni dostanę masaż relaksacyjny od mojej żony.”

Odstawiła miskę na bok, uniosła ręce, by oprzeć je na jego klatce piersiowej, przewróciła oczami i powiedziała do sufitu - „Nie jestem jeszcze nawet zapisana na zajęcia, a on oczekuje gratisów.”

„Bóg nie dba o to, żebym oczekiwał gratisów.”

Przewróciła oczami i odpowiedziała - „Bóg troszczy się o wszystko.”

Na szczęście taka była cholerna prawda.

„W porządku” - Ty zmienił temat - „Jest coś, o czym ty powinnaś dzisiaj pomyśleć.”

Lexie przechyliła głowę na bok i zapytała - „Co?”

„Wkrótce przyjdzie dzieciak, a my mamy kupę pieniędzy w banku i wciąż niemałą ilość gotówki w sejfie. Jak przychodzi pierwsze, stracimy pokój gościnny. Przychodzi następne, stracisz swój pokój rzemieślniczy. Dojdziemy do punktu, w którym nie będziemy mogli się porozumieć, bo moja kobieta nie pozwoli mi się pieprzyć tak, jak lubię nigdzie poza łazienką. To nie działa dla mnie. Potrzebujemy nowego domu.”

Jej oczy zrobiły się duże, a usta rozchyliły, zanim wyszeptała - „Ale ja kocham nasz dom.”

„Ja też, ale on nie pasuje do czwórki dzieci, nas i naszego życia seksualnego.”

Wtedy jej oczy przesunęły się na bok i wyszeptała - „To prawda.”

Ty przyciągnął ją bliżej, spojrzała na niego, a jej ręce wsunęły się na jego szyję - „To nie musi być teraz, ale musi się stać. Musisz pomyśleć o tym, czego chcesz. Wtedy to zrobimy, zrobimy to raz i osiedlimy się. Nie musimy przemieszczać naszego potomstwa po całym Carnal, gdy będzie rosło, więc możesz znaleźć to, co lubisz, takie, jakie spodoba ci się na dłuższą chwilę.”

„A co z tym, co ty lubisz?” - spytała Lexie.

„Mam jeden warunek, że co noc twoja dupa będzie w moim łóżku. Ponieważ to się wydarzy gdziekolwiek będziemy, resztę mam w dupie.”

Wtedy zobaczył jak jej twarz łagodnieje, oczy stają się ciepłe i usłyszał słodkie, ciche - „Ty”.

„Robimy to, zanim nadejdzie pierwsze, więc robimy to wkrótce. To twoje pierwsze, awansujesz, chcę, żebyś się martwiła, że mamy dziecko, a nie, że się przeprowadzamy. Tak?”

„Tak” - wyszeptała, jej ramiona wokół jego szyi zacisnęły się mocniej i uniosła się na palcach.

„Teraz muszę iść do pracy” - powiedział cicho.

Skinęła głową i, wciąż szepcząc, odpowiedziała - „Dobrze, Słonko.”

Pochylił szyję i dotknął ustami jej ust. Potem opuścił czoło i dotknął nim jej. Potem puścił ją, złapał swój kubek podróżny, ale owinął rękę wokół jej biodra i ścisnął ją, zanim znów ją puścił i zaczął się oddalać.

„Później, mama” - powiedział do tylnych drzwi i usłyszał, jak mówi mu za plecami - „Później, kochanie.”

Potem Ty wyszedł tylnymi drzwiami, zszedł po schodach, wsiadł do swojego Cruisera i pojechał do pracy.

*****

Trzy i pół godziny później…

Zadzwoniła komórka Ty, wyciągnął, spojrzał na wyświetlacz, otworzył ją i przyłożył do ucha.

„Champ” - przywitał się.

„Gdzie jesteś?” - zapytał szybko Julius dziwnym, naglącym głosem, a Ty poczuł szept strachu wijący się po kręgosłupie.

„W pracy” - odpowiedział.

„Nie słyszałeś” - stwierdził Julius.

„Co słyszałem?”

Julius wciągnął powietrze.

Następnie powiedział Ty - „Przedwczoraj Shift nie był na rozprawie wstępnej, brak stawienia się” - zatrzymał się - „Mój człowieku, to mnie kopnie w jaja, że muszę powiedzieć ci to gówno, bo wiem, że masz związek z tym gliną, ale on tam był; Peña, w sądzie. Kiedy rozprawa została odwołana, wyszedł prosto na ostrzał z przejeżdżającego. Wziął cztery. Żyje, ale nie mają dobrych myśli, a kiedy to mówię, otrzymał już ostatnie namaszczenie. To, że wciąż oddycha, to cud, a ten cud jest wspomagany przez maszynę.”

Ty szedł już przez warsztat do biura, w którym Wood był ze Stellą i Popem.

„Shift to zrobił?” - warknął do telefonu.

„Był chaos, strzelec postrzelił trzy inne osoby, dwie przeżyły, jedna dostała jedną prosto w szyję, wykrwawiła się przed przybyciem pomocy. Przechodnie byli przerażeni, to stało się szybko, ale powiedzieli, że to czarny mężczyzna, chociaż dalsze opisy nie są świetne. Domyślam się, że Peña ma więcej wrogów niż tylko Shift. Ale musisz być czujny.”

„Racja” - mruknął Ty, wspinając się po schodach do biura.

„Przepraszam, bracie, życzę ci z Lexie dłuższego biegu bez gównianych wieści dochodzących do was” - powiedział cicho Julius.

„Ja też. Dzięki ze zadzwoniłeś, żeby mi powiedzieć, bracie” - odpowiedział Ty, otwierając drzwi do biura.

„Zadzwonię, jak dostanę więcej” - powiedział mu Julius - „Później.”

„Później” - powiedział Ty do telefonu, zamknął go, rozejrzał się po biurze, żeby zobaczyć że wszyscy patrzą na niego, z zamiarem powiedzenia im, że musi iść do salonu, by dostarczyć gówniane wiadomości swojej żonie. Lexie byłaby wkurzona, gdyby poczekał do wieczora. Pozycja Peñy znacznie wzrosła w umyśle Lexie, odkąd zrobił wszystko dla Ty, co oznaczało, że Lexie będzie chciała ich tyłków w samolocie i nie będzie chciała opóźnień.

Ale zanim zdążył otworzyć usta, w jego dłoni zadzwonił telefon. Spojrzał na wyświetlacz i poczuł, jak jego brwi ściągają się na numer, który był lokalny, ale taki, którego nie znał.

Jego spojrzenie przeszło przez pokój, wymamrotał - „Coś mam, ale poczekajcie” - Otworzył telefon, przyłożył go do ucha i przywitał - „Yo”.

„Ty?” - usłyszał znajomy głos, od którego krew mu zastygła - „Przepraszam, że cię wkurzam, ale zadzwoniłem na komórkę Lexie i do domu i nie odbiera. Jeszcze nie przyszła do pracy. Pół godziny spóźnienia. To do niej nie pasuje. Coś się dzieje? Czy jest chora?”

Dominic.

Lexie nie przyszła jeszcze do pracy.

Shift uciekł na kaucji.

Peña otrzymał ostatnie namaszczenie.

Całe powietrze zostało wyparte z płuc Ty, pozostawiając jego ciało bez tlenu.

Nie odpowiadając i nie mówiąc ani słowa, zamknął telefon i długimi susami wybiegł przez biuro do drzwi frontowych i poza nie. Zbiegł po schodach do Cruisera, wyjął kluczyki i zapiszczał do zamków w biegu. Otworzył drzwi, kiedy dotarł, wskoczył, uruchomił go i z piskiem opon wyjechał z miejsca parkingowego, przez podwórze i na drogę.

Był w domu dwa razy szybciej niż zwykle i wbiegł po zewnętrznych schodach, pokonując je po trzy na raz. Jego serce ścisnęło się, gdy zobaczył, że tylne drzwi wiszą otwarte, ale nie zawahał się przez nie przebiec. Wtedy jego serce skręciło się, gdy zobaczył stan domu. Walka; jej ślady wszędzie, płatki owsiane na ścianie, rozbita miska na podłodze pod nią, potłuczone szkło, przewrócony stołek. Nie przyjrzał się uważnie, nie poświęcił czasu, gdy pędził przez dom po schodach i do ich sypialni.

Łóżko niepościelone.

Ubrania na podłodze.

Nie było to niczym niezwykłym.

Ale nigdzie nie rzucono koszuli nocnej.

I nie było Lexie.

Jego stopy zabrały go do garderoby, bo paliło się tam światło. Spojrzał w dół i zobaczył to.

Sejf otwarty, wyczyszczony. Zniknęły jej pudełka z biżuterią, zniknęły pieniądze.

Jego broń, magazynki i amunicja zniknęły.

Odwrócił się i zbiegł po schodach, przez salon, schodami w dół do pomieszczenia gospodarczego, otwierając drzwi.

Były tam Snake i Charger.

Nie miał pieprzonego pojęcia, czym jeździ Shift.

Po prostu wiedział, że Shift miał jego pieniądze, biżuterię, broń i jego pieprzoną żonę.

„To się nie dzieje” - szepnął do samochodów, jego klatka piersiowa rozszerzała się i kurczyła tak bardzo, tak głęboko, że aż bolało, czuł to w brzuchu i w gardle, które go paliły - „To się nie dzieje” - powtórzył.

Potem nacisnął przycisk na ścianie, aby otworzyć garaż i pobiegł, schylając się nisko, ponieważ drzwi nie zostały całkowicie otwarte, wybiegł przez nie i pobiegł do Cruisera. Otworzył szarpnięciem drzwi, pochylił się i chwycił telefon, który rzucił na siedzenie pasażera.

Otworzył go, znalazł Juliusa i wcisnął przycisk start.

Zadzwoniła raz, kiedy Juliusz odpowiedział - „Wszystko w porządku, mój człowieku?”

„Shift ma moją żonę. Czym jeździł i czy był z nim ktoś?”

Cisza.

Julius!” - Ty ryknął - „Ten kawałek gówna ma moją żonę! W jakim pieprzonym samochodzie był podczas strzelaniny i czy ktoś z nim był?”

„Nie ma partnera, Walk. Nie znam samochodu” - odpowiedział Julius, gdy Ty odwrócił się i zobaczył pickupa Wooda zbliżającego się do domu z dużą prędkością - „Ale się dowiem.”

„Zrób to szybko” - rozkazał Ty.

„Wiesz, że tak zrobię” - odpowiedział Julius, po czym się rozłączył.

Wood był zaparkowany i wysiadł ze swojego pickupa z oczami utkwionymi w Ty, jego usta już się poruszały - „Mów do mnie.”

„Lexie zniknęła. Mężczyzna, którego Tate i ja odwiedziliśmy w Dallas, zastrzelił Angela Peñę i udał się tutaj. Ma moją żonę.”

Wood zatrzymał się blisko i wyciągnął telefon, mówiąc - „Zadzwoń do Tate’a. Zadzwonię do Carnal PD.”

„Tate goni uciekiniera” - powiedział mu Ty, a Wood przeniósł wzrok z klawiatury na Ty.

„Myślę, że wróci.” - potem przyłożył telefon do ucha.

Ty wybrał numer i odebrał pocztę głosową Tate’a.

„Tate, Duane Martinez brak-stawienia-się. Zajął się interesami w Dallas i zastrzelił Peñę. Teraz zajmuje się biznesem w Kolorado i ma Lexie. Pieprzyć, pieprzyć, pieprzyć…” - zgubił kontrolę, zebrał się, a potem dodał szeptem - „Znowu cię potrzebuję, człowieku.”

Potem zamknął telefon.

Kiedy Wood mruczał do telefonu, uderzyło go.

Powietrze.

Rozejrzał się.

Niebo było jasne i niebieskie. Słońce świeciło.

Ale bez topnienia śniegu.

Było poniżej zera.

Odwrócił się i pognał z powrotem po schodach, sprawdzając za drzwiami, gdzie są haki, na których trzymali kurtki i płaszcze. Wpatrywał się w nie, nie zwracając uwagi, nie wiedząc, czy zaczepiła tam swoje wczoraj wieczorem, ale zwykle tak robiła i tak było. W rzeczywistości wszystkie trzy tam były. Dwie z jej ciężkich, ale stylowych kurtek i nowy płaszcz zimowy.

Jego serce znów skręciło się i, kurwa, to gówno bolało.

Wood wszedł, patrząc na Ty - „Carnal PD już w drodze, ale co cię wystraszyło?”

Ty spojrzał na Wooda - „Jest w koszuli nocnej.”

Wood spojrzał na Ty i zaczął ostrożnie - „Ty…”

Ty pochylił się ku niemu zgięty w pasie i zagrzmiał - „Moja pieprzona żona jest z pieprzonym kawałkiem pieprzonego gówna. Jest cholernie zimno, ona nosi moje dziecko i jest w tej pieprzonej koszulce nocnej, a jedyne co mogę, kurwa, zrobić, to stać tutaj i czekać na pieprzony telefon, żebym wiedział, czego do cholery szukam.”

Wood zrobił krok w jego stronę i powiedział cicho - „Człowieku, musisz się uspokoić.”

„Jakby Maggie była z alfonsem handlującym narkotykami z chęcią zemsty, była w ciąży, w pieprzonej koszuli nocnej i skarpetkach, kiedy na ziemi jest śnieg, czy byłbyś spokojny?” - Ty uciął.

„Miałeś swój wybuch, teraz musisz się tym zająć, Ty. Stracenie rozumu nie pomoże Lexie.”

To, pieprzyć go, było cholernie prawdziwe.

Telefon zadzwonił w jego dłoni, nawet nie spojrzał na wyświetlacz, zanim go otworzył i przyłożył do ucha.

„Mów” - warknął.

„Bracie, jadę właśnie do domu. Tuż za Denver, powinienem być za dwie godziny.”

To był Tate.

„Racja” - odpowiedział Ty.

„Nie trać głowy. Dzwoniłeś do Carnal PD?” - spytał Tate.

„Wood jest tutaj. On to zrobił. Są w drodze.”

„Peña?”

„Dostał ostatnie namaszczenie.”

Cisza, a potem - „Kurwa.”

„Racja. Kurwa” - uciął Ty.

„Nie trać głowy, Ty.”

„Wybiłeś gówno z mężczyzny, który porwał i dźgnął twoją kobietę, Tate. Wiesz, co teraz czuję.”

Cisza wtedy - „Racja. Muszę wracać do domu.”

„Szybko” - mruknął Ty.

„Nic jej nie będzie, bracie” - powiedział miękko Tate.

„Przez chwilę mieliśmy dobrą passę, Tate. Pani Szczęście nie lubi mnie aż tak bardzo i bawi się z Lexie, odkąd moja kobieta się urodziła. Czas, żeby przypomniała mi i mojej żonie, jak zawsze, że dobro łączy się ze złem.”

„Nie trać głowy, bracie.”

Niemożliwe.

„Racja” - wyszeptał.

„Będę tam wkrótce.”

Ty zamknął telefon.

Potem usłyszał syreny.

Potem znowu zadzwonił jego telefon.

Potem wysłuchał Juliusa mówiącego mu, że ostrzelania z samochodu dokonał samotny Murzyn z automatyczną bronią w niebieskim Nissanie Pathfinder z 2010 roku.

*****

Chace

Chace Keaton podszedł do Ty Walkera, który stał w kuchni i wyglądał na gotowego do popełnienia morderstwa.

Uzasadnionego morderstwa.

To był jedyny raz w życiu, kiedy miał taką myśl. A miał ją, ponieważ Lexie Walker dwukrotnie jadła z nim lunch. Pierwszy raz, kiedy przełamała głęboką, nieprzeniknioną warstwę lodu między nimi, o której nigdy nie myślał, że choćby pęknie, a ona zrobiła to będąc szczerą, przyjazną, kurewsko zabawną i bardzo uroczą, chociaż, a może dlatego, że była trochę gapcią. Drugi raz, tydzień później, kiedy znów napadła na niego w barze, usiadła naprzeciwko niego bez zaproszenia i zamówiła jedzenie. Gawędziła. Pracował i udawał, że ją ignoruje. Potem, kiedy sięgnęła po portfel, powiedział jej, że jeśli spróbuje zapłacić za lunch, pójdzie prosto do warsztatu i powie jej mężowi, że mają romans.

Śmiała się długo i mocno. Potem wyciągnęła rękę i dotknęła jego dłoni.

Potem wyszeptała - „Do następnego razu, Chace” - a on patrzył, jak kroczy w butach na wysokich obcasach, wiedząc, że jest bardzo zajęta, bardzo w ciąży i życząc również sobie, żeby nie była.

Zatrzymał się trzy kroki od Walkera.

Potem przemówił - „Mamy list gończy na niego. To, co musisz teraz wiedzieć, to brak krwi. Była walka, ale ograniczała się do kuchni, więc myślimy, że zdała sobie sprawę, że mądrzejszą grą jest robienie tego, co kazał, i miała rację, to było mądrzejsze. Twoje wyjaśnienie jego motywu to kolejna rzecz, którą dla nas mamy. Chciał dokonać zemsty i był na innej ścieżce, nie chciał jej wziąć. Zrobiłby to, co zamierzał zrobić, gdy tylko ją znalazł. To oznacza nadzieję, Walker.”

Ty Walker wytrzymał jego wzrok i nie wydał żadnego dźwięku.

„Jak dobrze znasz tego faceta?” - zapytał Chace.

„Grałem z nim raz w pokera. Pobiłem go dwa razy. Handluje narkotykami. Jest alfonsem. Nie był delikatny dla swoich dziewczyn. Jest kłamcą. Kazał zabić swojego najlepszego przyjaciela. Zastrzelił gliniarza w Dallas. To wszystko, co wiem.” - zagrzmiał Walker.

„I jest na ciebie wkurzony, bo skopałeś mu tyłek, zgadza się?”

Walker podniósł brodę, po czym kontynuował - „To nie jest człowiek, który lubi być pokonany. Jest mały, ale nie ciałem, w umyśle. Jest głupi. Jest chciwy. Jest wredny. Normalne ludzkie gówno w nim zostało odcięte dawno temu. Myśli o jednym, o sobie.”

„Więc nie masz pojęcia, dokąd jedzie?” - zapytał Chace.

„Nie mam, kurwa, pojęcia” - odpowiedział Walker w taki sposób, że słowa były szybkie, ale wymuszone. Nie lubił ich mówić. Nie podobało mu się to, co się działo. Nie lubił uczuć, które odczuwał. I nie podobało mu się, że znów był bezsilny w taki sposób, w jaki jego życiem rządził ktoś inny, a nie w taki sposób, w jaki sam by się spieprzył.

Potem jego ciało drgnęło i wyciągnął telefon.

„Co?” - zapytał Chace.

„Ella” - mruknął Walker.

„Kto?”

Oczy Walkera powędrowały do niego - „Ella. Kobieta, która zajęła się Lexie, gdy ta miała trzynaście lat. Znała Shifta, odkąd był mały. Ona może wiedzieć.”

„Dobrze” - mruknął Chace - „Zadzwoń do niej, będę musiał z nią porozmawiać.”

„Niedobrze, że do niej dzwonię” - odparł cicho Walker - „Uważa Lexie za własnej krwi, za córkę. Nie chciałem, żeby o tym wiedziała, dopóki nie dowiem się, co mam jej do powiedzenia.”

Chace patrzył w oczy, gdy Walker przykładał telefon do ucha, nie zazdroszcząc mu o tego, że musiał wykonać tę rozmowę, nie zazdroszcząc niczego, co się teraz działo z Walkerem.

„Ella?” - usłyszał - „Ty. Gdzie jesteś?” - wtedy pauza - „Usiądź, Słonko” - potem kolejna pauza - „Nie, zrób to dla mnie teraz. Usiądź i nie zwlekaj. Muszę z tobą chwilę porozmawiać, a potem przekazać cię komuś, z kim musisz porozmawiać.” - kolejna pauza - „Siedzisz?” - potem pauza - „Tak, Słonko, chodzi o Lexie. Shift uciekł na kaucji, przyjechał i porwał ją z domu dziś rano. Policjanci jej szukają, ale nie mają pojęcia o tym facecie, ani o kimś, kto by znał go najlepiej w Dallas, nie radzą sobie zbyt dobrze i nie mogą z nikim rozmawiać. Więc musisz powiedzieć policji wszystko, co wiesz o Shift’ie, gdzie może się udać, co może zrobić. Możesz to zrobić?”

Chace patrzył, jak słucha, zamyka oczy, a potem je otwiera.

„Tak, dam ci go. Nazywa się detektyw Keaton, tak? Porozmawiaj, a jak potrzebujesz mnie, jestem tutaj.”

Wtedy Walker wyciągnął telefon.

Chace wziął go i przyłożył do ucha - „Tu detektyw Keaton. Rozmawiam z Ellą?”

Nic.

Położył dłoń na słuchawce i zapytał Walkera - „Jak ma na nazwisko?”

„Rodriguez.”

Chace skinął głową, zabrał rękę i powiedział - „Pani Rodriguez, musi pani ze mną porozmawiać.”

„Nie zabije jej.” - usłyszał głos, który był całkowicie i niepokojąco martwy.

„Przepraszam?”

„Nie ma tego w sobie ten chłopak. Nic w nim nie ma. Bez mózgu. Bez uczuć. Bez odwagi. Nie zabije jej. Ale zabierze ją do kogoś, kto to zrobi.”

Żołądek Chace’a skręcił się na jej słowa i ton. To było tak jakby to już dla niej się stało. Już przygotowywała się do żałoby.

I z tego, i z innych powodów nie powiedział jej, że Duane Martinez już postrzelił cztery osoby, trzy są w szpitalu, jedna martwa.

Zamiast tego zapytał - „Czy ma jakieś powiązania w Kolorado?”

„Nie  tego co wiem” - odpowiedziała.

„Więc zabierze ją do Dallas?”

„Zgaduję, że tak” - odpowiedziała.

„W takim razie mamy czas” - zapewnił ją ostrożnie.

Cisza.

„Muszę panią teraz opuścić, pani Rodriguez. Chciałaby pani znów porozmawiać z Ty?”

„Nie, powiedz mu, że się modlimy, ale ma lepsze rzeczy do zrobienia niż próbowanie, żebym poczuła się lepiej.”

„Dobrze” - wymamrotał Chace - „Dziękuję za rozmowę.”

„Będę tutaj” - odpowiedziała.

„Okej. Do widzenia pani Rodriguez.”

„Do widzenia, detektywie Keaton.”

Potem usłyszał, jak się rozłącza, jego wzrok powędrował od miejsca, gdzie stali przy blacie, z powrotem do Walkera, aby zobaczyć, że ma przy uchu telefon domowy.

„Tate?” - powiedział Walker - „Ella mówi, że zabiera ją do Dallas. Za jakieś trzy sekundy jestem w Wężu.”

Potem dotknął przycisku na telefonie, rzucił go na blat, pochylił się, wyciągnął telefon z ręki Chace’a i ruszył.

Chace zawołał za nim - „Walker, niech policja się tym zajmie.”

„Powiedz swoim braciom, że jak mnie znajdą, włączą syreny, a ja się nie zatrzymam” - powiedział Walker do schodów, po czym zbiegł po nich.

„Kurwa” - szepnął Chace, wydobył swój telefon, otworzył go, zadzwonił na posterunek i powiedział im, aby powiadomili lokalne departamenty i autostradowy patrol drogowy, że czarny Dodge Viper ze srebrnymi paskami wyścigowymi prawdopodobnie zostanie wykryty, znacznie przekraczając dozwoloną prędkość i gdyby złapali go na radarze, mają jechać za nim, ale pozwolić mu kontynuować jazdę.

Potem zwrócił wzrok na Franka, który wpatrywał się w dół schodów i zawołał jego imię.

„Jedziemy do Dallas. Tate Jackson jedzie do Dallas, a Ty Walker jedzie do Dallas i ja też” - powiedział Frankowi i obaj kiwnęli sobie podbródkami.

Chace Keaton szybko wyszedł tylnymi drzwiami, ale nie tak szybko, żeby nie zauważyć zdjęcia na parapecie, na którym Walker i Lexie stali blisko siebie, obejmując się ramionami, mając piękny krajobraz z tyłu. Lexie Walker była uśmiechnięta promiennie i szczęśliwie do aparatu, wyraźnie będąc dokładnie tam, gdzie chciała być i nie chodziło o to, że stała przed pięknym krajobrazem.

Ten obraz wypalił się w jego mózgu, kiedy przeszedł przez drzwi, pobiegł do swojego SUV-a, wskoczył i odjechał.

*****

Tate

Komórka obok niego zadzwoniła, złapał ją, spojrzał na wyświetlacz, otworzył ją i przyłożył do ucha.

„Keaton” - przywitał się.

„Właśnie dostałem wiadomość, Tate. Duane Martinez został wczoraj zatrzymany w Oklahomie.”

Tate zamrugał na przednią szybę, po czym zapytał - „Co?”

„Patrol autostradowy złapał go, gdy przekroczył prędkość. Nie zatrzymał się. Po piętnastominutowym pościgu z dużą prędkością rozbił się, ale nie został ranny, wystartował na piechotę, dopadli go. Ponieważ wpadł w panikę, na szczęście, w swoim SUV’ie zostawił broń, którą strzelał do Peñy i nie miał szansy jej ponownie użyć. Trochę czasu zajęło im dopasowanie go, sprawdzenie jego odcisków palców, dowiedzenie się, że mają list gończy na niego i poinformowali Dallas, więc Dallas wysłało chłopców po niego. To właśnie dostaliśmy. Nigdy nie dotarł do Kolorado.”

„Więc kto ma Lexie?” - spytał Tate.

Keaton milczał przez chwilę, a potem jego głos był głębszy, wkurzony, ale opanowany - „Jeden, Rowdy Crabtree. Dwa, Arnie Fuller. Albo trzy, mój ojciec.”

Pieprzone piekło.

„Rozbij to dla mnie, Chace” - rozkazał Tate, szukając wzrokiem znaku wyjścia, aby znów pieprzenie zawrócić.

„Rowdy jest przerażony i popieprzony. Arnie zaginął. I wiem, że Newcomb podrzucił to wideo Walkerowi i Lexie, więc ma się rozumieć, że mój ojciec dowiedział się o tym samym. Będzie chciał, aby Walker zebrał wszystkie kopie i zwrócił mu je i będzie chciał zapewnić, że Walker i Lexie nie będą mówić. I zrobi, co w jego mocy, aby tak się stało.”

„Rozmawiałeś z tatą?” - spytał Tate.

„Dzwoniłem cztery razy. Nie odpowiada. Zadzwoniłem do mojej mamy, mówi, że jest w pracy. Nie chcę jej martwić, więc tak to zostawiłem.”

„Zwykle odbiera twoje telefony?”

„Nawet nie blisko. Z drugiej strony nie mam nic do powiedzenia temu mężczyźnie, więc zwykle do niego nie dzwonię.”

Tate pomyślał, że to prawdopodobnie pieprzona prawda.

„Dlaczego Arnie? Gdyby to zrobił, to byłaby poważnie pieprzona gra.”

„Arnie nienawidzi Ty Walkera.”

„Myślę, że to zostało ustalone, Chace, ale ten człowiek nie jest głupi. Powtarzam, jakby zrobił to, to byłaby poważna pieprzona gra. Jest już pariasem narodowym i byłym gliną. Będzie chciał zrobić wszystko, co w jego mocy, aby uniknąć więzienia, a nie kupować sobie więcej.”

„Arnie nienawidzi Ty Walkera, Tate, ale bardziej nienawidzi Irvinga Walkera.”

Tate zauważył znak węzła ze skrzyżowaniem, trzy kilometry przed nim, przetworzył to, ale jego umysł był skupiony na rozmowie.

„Co?”

„Dla Arniego czerń nigdy nie miesza się z bielą. A dla Arniego czerń zdecydowanie nie miesza się z Reece Rayner, kobietą, którą miał na oku, kobietą, w której spodnie chciał włożyć rękę przed lub po włożeniu pierścionka na palec, kobietą, która odmówiła mu więcej niż raz i kobietą, która wpadła i poślubiła czarnego faceta.”

Tate wpatrywał się w drogę i szepnął - „Pierdolone jaja robisz ze mnie.”

„Nie” - powiedział Keaton - „Ty Walker nigdy nie popełnił przestępstwa w Carnal ani w jego pobliżu, o którym bym wiedział, ale miał akta w biurze, w biurku Arniego, grube i ciągle grubsze. Arnie nie spuszczał oka z Ty, podczas gdy pielęgnował swoją zemstę i czekał na swój czas. Chciał wypieprzyć ojca i syna, umieścić ich na ich miejscu i jednocześnie przypomnieć Reece o jej błędzie. To, co stało się z Walkerem, nie było przypadkowe. Nie na dłuższą metę.”

Tate wiedział, co to znaczy. I Tate wiedział, że to nie jest dobre.

„Więc jak Ty go pokonał, publicznie poniżył go w ogromny sposób, to on się załamał i teraz jest nieprzewidywalny” - wywnioskował Tate.

„Domyślam się, tak. Nie odrzucam mojego ojca, ale on zwykle rzuca pieniędzmi w gówno, więc to nie jest w jego stylu. Jeśli Rowdy Crabtree ma jedną działającą komórkę mózgową, jest już w Brazylii. Arnie Fuller jest wypieprzony, jego brat jest wypieprzony, obaj idą siedzieć czyli tam, gdzie nie chcą iść i bardzo dobrze mogą nie wrócić. Nie ma nic do stracenia.”

Arnold Fuller nie miał nic do stracenia, ale Alexa Berry Walker i jej mąż Tyrell mieli wszystko do stracenia. Łącznie z dzieckiem, które, jak Ty powiedział mu kilka dni temu, nosi jego żona.

Kurwa.

Chace przemówił mu do ucha - „Tate, mówię to tobie, a nie Walkerowi, bo jedzie do Dallas. Moim zdaniem po tym, co Fuller już mu zrobił, w połączeniu z tym, może być, najlepszą rzeczą będzie, jak zgarniemy Fullera i zdobędziemy Lexie. Damy mu czas na ostygnięcie, zanim wróci. Nie miałoby znaczenia, czy to był Fuller, czy ktokolwiek inny to by zrobił, damy mu czas na ochłonięcie. Ale to nie moja ciężarna żona zaginęła, a ty masz z tym doświadczenie, więc przekazuję ci pałeczkę do wykonania telefonu. Cokolwiek zdecydujesz, ochroń plecy tego człowieka, a ja też zrobię, co w mojej mocy, by to zrobić, jeśli będzie jechał do Carnal i będzie już blisko, kiedy doprowadzimy ją do niego i złapiemy tego skurwysyna, który ją porwał.”

„Dzwonię do niego, Chace. Nie ma mowy, że będę z tym siedział. Ktokolwiek zrobiłby mi to z Laurie lub Jonasem, dostałby to, co dałem temu, kto ich skrzywdził.”

„Jak powiedziałem, dzwonisz. Teraz mam pracę do wykonania.”

Tate zjechał na węzeł i zwolnił, mówiąc - „Ja też.”

Potem usłyszał ciche powiedzenie - „Znajdę ją, Tate.”

„Zrób to, dopóki nadal oddycha i dziecko jest bezpieczne.”

„Racja.”

Rozłączył się.

Tate zamknął telefon, otworzył go i zrobił to, manewrując wiaduktem i ponownie wjeżdżając na autostradę, by jechać w drugą stronę.

Potem zadzwonił do Ty.

*****

Lexie

„Lubisz czarnego kutasa?”

Patrzyłam na niego.

Marzłam. Było cholernie zimno. Tak cholernie zimno.

Zamachnął się ramieniem, trafił mnie kolbą pistoletu Ty i poleciałam w bok.

„Lubisz czarnego kutasa?” - krzyknął.

Podniosłam się opierając na ręce i czując, jak krew sączy mi się z oka. Odwróciłam głowę, spojrzałam przez czerwień prosto w oczy Arnolda Fullera.

Potem wyszeptałam - „Kocham to”.

Potem patrzyłam, jak podnosi broń i celuje.

*****

Irving

„Lubisz czarnego kutasa?”

Słyszał to.

Ten sukinsyn. Ten pieprzony skurwysyn.

Ten pieprzony skurwysyn.

Wpadł przez drzwi, a Arnie Fuller odwrócił się do niego z pistoletem w ręku i nie zawahał się strzelić.

Irving przyjął kulę, ale był w ruchu. Całe sto dziewięćdziesiąt osiem centymetrów i dziewięćdziesiąt kilogramów jego ciała zaatakowało Fullera, który poleciał do tyłu, uderzył w ścianę z boku chaty myśliwskiej i Irv usłyszał, jak pistolet leci na podłogę.

Zmagał się z Fullerem, ale jego wzrok powędrował do krwawiącej synowej.

„Idź” - rozkazał.

Zerwała się na nogi, patrząc na niego i zaczęła - „Irv…”

„Weź broń i idź!” - krzyknął.

Ruszyła się.

Walczył z Fullerem, aż wyciekająca z niego krew oznaczała, że nie mógł już walczyć.

Ale zanim osunął się na ziemię, zarobił pięć kopnięć buta od tego pieprzonego sukinsyna i stracił przytomność, wiedząc, że Lexie zniknęła.

*****

Lexie

Nie było kluczyków w pickupie Fullera, więc nie miałam innego wyjścia, jak tylko biec.

I pobiegłam.

Ruszyłam traktem, ale potem pomyślałam, że Irv został ranny, więc, jeśli Fuller ucieknie, może zabrać swój samochód, będzie potrzebował drogi, a nawet na tej wyboistej, zamarzniętej, błotnistej, jednopasmowej drodze, dotarłby do mnie szybko. Więc powinnam zejść z drogi.

Ale Irv musiał się tam jakoś dostać, co oznaczało, że musiał być gdzieś jego samochód lub coś, co również wymagało drogi.

Po prostu tego nie widziałam.

Trzymałam się więc drogi, aż usłyszałam za sobą samochód. Potem skręciłam w las.

Byliśmy daleko od domu. Daleko. Bardzo daleko. Dwie godziny drogi. Tak daleko. Byłam w koszuli nocnej i skarpetkach. Byliśmy jeszcze wyżej niż Carnal. Było zimno. Nie miałam pojęcia, gdzie jesteśmy i co jest blisko.

Więc po prostu biegłam.

Potem usłyszałam, jak idzie za mną pieszo.

O, Boże. O, Boże.

Musiałam uciec.

Moje stopy ślizgały się po lodzie i śniegu i byłam wdzięczna, że moje skarpetki były z grubej wełny. Brak przyczepności, ale dużo amortyzacji.

Szłam dalej.

Potem nagle zatrzymałam się, gdy las nagle się otworzył. Poślizgnęłam się po warstwie lodu na szczycie ogromnego, czerwonego głazu Kolorado, który prowadził prosto do urwiska.

Dysząc, spojrzałam na urwisko.

Gówno. Gówno. Pieprzone gówno.

Nie miałam pojęcia, jak daleko było do dna, po prostu wiedziałam, że to daleko. Spojrzałam w lewo. Spojrzałam w prawo. Zbyt długo czekałam na podjęcie decyzji. Wypadł z lasu; Odwróciłam się i podniosłam pistolet.

Nie wahał się, szedł prosto do mnie.

Nie miałam gdzie się cofnąć, za mną było tylko urwisko. Nie miałam dokąd uciec.

I miałam dwa życia do uratowania.

W ciągu nanosekundy w mojej głowie pojawiło się imię Tuku.

Więc wiedziałam, że właściwie muszę uratować trzy życia.

Aby to zrobić, podjęłam decyzję o zrobieniu jedynej rzeczy, jaką mogłam zrobić.

Nacisnęłam spust, oczy miałam otwarte, ale umysł pusty na strumienie ohydnej tryskającej czerwieni i robiłam to, dopóki nie upadł.

Potem stałam nad urwiskiem pośrodku pieprzonego pustkowia, wpatrując się w martwego mężczyznę, oddychając ciężko i odmrażając sobie tyłek.

Potem podbiegłam do niego i sprawdziłam jego kieszenie.

Żadnego pieprzonego telefonu. Żadnych pieprzonych kluczy.

Cholera, cholera, cholera!

Nie odrywałam wzroku od ziemi, by podążać za śladami na śniegu z powrotem na drogę, poruszając się szybko i naprzód. Potrzebowałam pompowania krwi przez serce, pędu krwi, rozgrzewania ciała, dbania o bezpieczeństwo dziecka. Kiedy dotarłam na drogę, drzwi jego pickupa były otwarte i usłyszałam dźwięk.

Były w nim klucze.

Wspięłam się i zmusiłam moje zmarznięte, drżące palce i równie zmarznięte drżące nogi, by zrobiły to, co kazałam, ale naprawdę były cholernie zmarznięte i cholernie drżały. Mój trzypunktowy zwrot zajął siedem punktów. Ale zawróciłam, pognałam drogą i zatrzymałam się przed maleńkim, jednopokojowym domkiem, wysiadłam z samochodu i wbiegłam do środka.

Irv się nie ruszał. Podbiegłam do niego, upadłam na kolana i sprawdziłam puls.

Czerwień sączyła się z jego klatki piersiowej, osadzając się wokół jego ciała.

„Trzymaj się, Irv” - szepnęłam, sprawdzając jego kieszenie - „Proszę, kochanie, trzymaj się mnie.”

Tylna kieszeń, telefon. Tak jak jego syn.

Otworzyłam go i przesunęłam po nim kciukiem.

Głupio. Głupio. Automatycznie zadzwoniłam do Ty.

Usłyszałam - „Tato, teraz nie…”

Mój żołądek się zacisnął, moje serce zabiło i przerwałam mu mówiąc - „Kochanie”.

Cisza, a potem pomruk - „Dzięki, kurwa, dzięki, kurwa” - a potem pauza - „Jesteś bezpieczna?”

„Pra… pra… pra… prawie.”

„Racja” - uciął - „Mama, gdzie jesteś?”

„Dwie… dwie… jakieś dwie godziny za Carnal. Północ. Domek myśliwski. Góry. Ty, nie wiem. Jesteśmy wysoko. Próbowałam śledzić wszystkie zwroty, ale nie mogłam. Było ich zbyt wiele. To jest na pustkowiu. Ale twój tata to znalazł i wziął Fullera, żebym mogła uciec. Został postrzelony i, kochanie, traci dużo krwi. Muszę wsiąść do pickupa Fullera, jest mi za zimno i nie wiem, czy mogę przenieść twojego tatę, czy powinnam, i nie…”

„Wsiadaj do pickupa, jedź gdzieś, zostaw tatę” - polecił.

Moja dłoń była na Irv’ie, zacisnęła się na jego szyi i wyszeptałam - „Nie mogę go zostawić. Uratował...”

„Tak, kotku, wiem. Nie odpłacaj mu utratą palców albo naszego dziecka, przez odmrażanie sobie tyłka. Wsiadaj do pieprzonego pickupa i jedź w pieprzone bezpieczne miejsce. Teraz.

Okej, ktoś był przerażony i przerażenie sprawiało, że był apodyktyczny i niecierpliwy.

Zrozumiale.

Więc szepnęłam - „Dobrze.”

„Pozwalam ci teraz odejść. Wezwę mu pomoc, ale chcę, żebyś często do mnie dzwoniła, nawet jeśli właśnie prowadzisz. Rozumiesz?”

„Tak, kochanie.”

„Dobrze. Wsiadaj do pickupa, mama.”

„Ty?” - zawołałam.

„Maleńka, wsiadaj do pickupa.”

Zignorowałam go i wyszeptałam - „Zabiłam Fullera.”

Cisza, a potem delikatne - „Mama, proszę, kurwa, wsiadaj do pickupa.”

„Okej.” - wciąż szeptałam.

„Okej.” - odszepnął mój mąż.

Potem się rozłączył.

Podeszłam do pickupa, którego zostawiłam na biegu jałowym, podkręciłam grzanie i przeszukałam go. Znalazłam apteczkę i dwa koce. Przeglądając to, odkryłam, że to zwykła apteczka, nic, co mogłoby pomóc w krwawiącej ranie postrzałowej.

Chwyciłam koce, pobiegłam z powrotem do Irv’a i zrobiłam, co mogłam, by owinąć go tak mocno, jak tylko mogłam jednym kocem, po czym przykryłam go drugim, owijając go ciasno dookoła. Jęknął kilka razy, kiedy to robiłam, ale nie odzyskał przytomności. Mimo to jęki były dobre. Jęki znaczyły że żyje.

Potem pochyliłam się, szybko pocałowałam go w policzek, szepnęłam mu do ucha - „Dziękuję, trzymaj się mocno, pozostań przy życiu, a postaramy się pomóc tak szybko, jak to możliwe.”

Potem, z opóźnieniem, chociaż nigdy, za cholerę nie powiedziałabym tego Ty, nawet za milion pieprzonych lat, że opóźniłam to, pobiegłam do pickupa, wskoczyłam, zamknęłam drzwi, wrzuciłam temu skurwysynowi bieg i odjechałam.

*****

Ty

Zadzwonił telefon, był w jego ręce, nie miał telefonu od swojej żony od dwudziestu pieprzonych minut, więc otworzył go bez patrzenia na wyświetlacz i powiedział - „Mów.”

„Tate” - usłyszał - „Szpital Aspen Valley. Zarówno twój ojciec, jak i Lexie są tutaj. On jest na chirurgii, ona przechodzi badania.”

„Racja” - powiedział Ty, a ucisk na jego sercu, płucach i brzuchu nie poluzował się nawet trochę.

„Jak daleko jesteś?” - spytał Tate.

Spojrzał na prędkościomierz. Potem spojrzał we wsteczne lusterko i zobaczył samochód policyjny, który był na jego tyłku, ale przez ostatnie półtorej godziny utrzymywał dystans.

Potem powiedział do Tate’a - „Pół godziny”.

„Dobrze, bracie” - powiedział cicho Tate - „Krótkie wprowadzenie. Potrzebujesz tego teraz i musisz zachować bezpieczeństwo jadąc tym pieprzonym samochodem, kiedy ci to powiem. Następnie musisz to przetworzyć. Potem musisz to zakopać, bo musisz mieć swoje gówno razem, kiedy tu dotrzesz. Przedtem chodziło o ciebie, ale teraz tak nie jest. Teraz musisz opiekować się swoją żoną.”

„Tate…” - warknął Ty.

Tate nie zwlekał - „Widziałem Lexie. Ma kilka siniaków, trzęsie się jak sukinsyn, podrapała się w biegu przez las, a Fuller zaatakował ją kolbą pistoletu, więc wygląda na to, że będziecie mieli pasujące blizny.”

Kurwa, kurwa, pierdolony skurwysyn.

Tate szedł dalej - „Boją się szoku. Zabiła tego gnojka i bez względu na to, dlaczego to zrobiła i że nie miała wyboru, świruje. Ten dramat, który przeżyła, prawdopodobnie nie pomaga. To, że widziała twojego tatę takim, jakim był, też nie pomaga. Ona jest pieprzonym bałaganem. Kazałem Laurie dostać się do twojego domu i przywieźć jej ubrania. Zajmuje się wszystkim.”

„Dobrze” - uciął Ty.

Następnie cisza i ostrożnie - „Racja, teraz, twój ojciec był w stanie śmierci klinicznej.”

Ty wpatrywał się w drogę, ale jego dłoń na kierownicy zacisnęła się.

Tate kontynuował - „Reanimowali go, ustalili bicie serca, pospieszyli na operację. Ale, bracie, to nie wygląda dobrze.”

„Racja” - wyszeptał Ty.

„Maggie jedzie do Reece, kiedy rozmawiamy.”

„Racja” - powtórzył Ty szeptem.

„Keaton lokalizuje twojego brata.”

Ty nie odpowiedział.

Cisza, więc Tate dodał cicho - „Jak się masz?”

„Jestem okej.”

Znowu cicho usłyszał - „Dobrze. Do zobaczenia za pół godziny.”

„Okej.”

Potem zamknął telefon.

Potem odbył godzinną podróż w pół godziny.

*****

Angel

Angel Peña otworzył oczy i poczuł czyjąś obecność w pokoju.

Nie odwrócił głowy, ponieważ bez względu na to, jakie pieprzone środki przeciwbólowe w niego pompowali, nauczył się, że ruch nie jest zbyt przyjemny.

Więc przeniósł oczy i zobaczył Ty Walkera stojącego trzy kroki dalej.

Pieprzyć go.

Przeniósł wzrok dalej i zobaczył Lexie śpiącą w fotelu, z kolanami przy piersi, ręka, która je trzymała opadła tak, że jej dłoń była na kostce, jej głowa była odwrócona, podbródek wsunięty, policzek z tyłu krzesło.

Ale miała podbite oko i wąski pasek bieli, trzymający razem gniewną, czerwono-fioletową ranę.

Jego oczy wróciły do Ty, który przesunął się na bok łóżka.

„Shift?” - zapytał, a jego głos był ostrym zgrzytem. Było tak głównie dlatego, że nie używał go zbyt często. Było tak również dlatego, że dzień wcześniej wyszarpnęli rurkę, która była w jego gardle przez cztery dni.

Ty potrząsnął głową i odpowiedział - „Fuller”.

Zapomniał się nie ruszać i uniósł brwi. Dobre wieści. To nie bolało. Może był coraz lepszy.

„Fuller?”

„Zgubił swoje gówno, porwał moją żonę, zabrał ją do domku myśliwskiego z powodów, których nigdy nie poznamy, uderzył ją kolbą mojego pistoletu, zanim mój tata wpadł do środka. Lexie uciekła, ale złapała mój pistolet przed ucieczką. Tata dostał kulę w klatkę piersiową. Zmarł dwa razy, ale teraz jest w lepszej formie niż ty. Fuller poszedł za nią. Nad urwiskiem, w nocnej koszuli, Lexie przewierciła go sześcioma. Jest bardzo martwy. Ona jest bardzo żywa.” - zatrzymał się, spojrzał w oczy Angela i wyszeptał - „Teraz wracamy do słońca”.

Angel spróbował innego ruchu i stwierdził, że uśmiech też nie szkodzi.

Potem usłyszał - „Angel?”

Jego oczy znów przesunęły się, by zobaczyć, jak Lexie wstaje z fotela. Cholera, tylko Lexie Walker mogła mieć podbite oko i gniewną ranę na brwi i nadal wyglądać pięknie. Podeszła do niego, a Ty przesunął się lekko, żeby Lexie mogła tam wejść i to zrobiła, natychmiast owijając palce wokół jego dłoni.

Jej niebieskoszare oczy zatrzymały jego - „Jak się masz, Słonko?"

Patrzył w jej niebieskoszare oczy, były ciepłe, zatroskane, poszukujące i poczuł, jak lekko ściska jego dłoń. To było wszystko, co kiedykolwiek mógł dostać. Wszystko, co mógł dostać od Lexie Walker.

I wziął to.

„Teraz lepiej” - odpowiedział, a potem udowodniła mu, że się mylił.

Posłała mu promienny uśmiech i jej światło oświetliło go, jasne, oślepiające, piękne.

To też wziął.

8 komentarzy: