środa, 8 września 2021

3 - Bonus za podpisanie

 

Rozdział 3

Bonus za podpisanie

 

 

Siedziałam na miejscu pasażera własnego samochodu, na udach miałam błyszczącą, fioletowo-błękitną tekturową teczkę z naszymi zdjęciami ślubnymi i dużą kopertę z naszym aktem ślubu, a w ręku ogromny bukiet róż. Ruch w Vegas był duży, Walker odwoził nas z powrotem do hotelu.

Pobraliśmy się przed Liberace[1]. Oczywiście nie tym prawdziwym, skoro zmarł. Fałszywym. Nie wiedziałam, że Liberace może ci udzielić ślubu. Wiedziałam, że Elvis może; Liberace - nie.

Uważałam to za zabawne, bardzo mi się podobało. Gdybym wiedziała, że Liberace może ci udzielić ślubu, nawet gdybym była zakochana w mężczyźnie, którego poślubiłam i myślałabym, że zaczynam życie, które będzie trwać wiecznie, olałabym tradycję i poszłabym do Liberace w kaplicy ozdobionej fioletem, lodowym błękitem i udekorowaną hojną ręką srebrnymi złoceniami. To było cholernie niesamowite.

Ale zastanawiałam się, dlaczego Ty Walker wybrał Liberace. Nie sądziłam, że mu się to podobało, bo, o ile mogłam powiedzieć, nie miał poczucia humoru… ani, tak naprawdę, żadnych emocji. Prawdopodobnie tak było dlatego, że była to pierwsza kaplica ślubna, na którą się natknęliśmy, więc zaparkował Chargera.

Kiedy weszliśmy do środka, przedsionek był zatłoczony. Były tam dwie panny młode ubrane w obfite sukienki. Jedna miała wokół siebie co najmniej dwa tuziny przyjaciół i rodzinę, pana młodego w smokingu, dziewczynę w sukience druhny, jeszcze innego mężczyznę w smokingu - całe wesele. To było zaplanowane. Specjalnie wybrali Liberace. Wraz z nimi przyjechała ich ekipa, wakacje i wielkie wydarzenie. Druga panna młoda i pan młody mieli wokół siebie około pół tuzina przyjaciół, suknia panny młodej wyraźnie świeżo zdjęta z wieszaka i nie pasująca do niej, a jej włosy były w nieładzie, podobnie jak makijaż. Jej pan młody miał na sobie szorty. Pewnie włożyła tę suknię w samochodzie. Imprezowali i byli o dwa kieliszki do upojenia, balansując na trzech. Nie planowane. Spontaniczne, ale szczęśliwe. Dobre chwile, których rano mogli żałować lub nie. Nie mogłam powiedzieć. W tej chwili wydawało się, że oszołomiło ich szczęście, ale mogło być też oszołomienie od alkoholu. Obudzą się jutro i zdadzą sobie sprawę, że zrobili jedyną rzecz, która mogła się wydarzyć w Vegas, a nie zostawała w Vegas. A patrząc na ich zakręcone, pijane uśmiechy, miałam nadzieję, że ich to nie będzie obchodziło.

Walker zaprowadził mnie do biurka, za którym stała ogromna wystawa prawdziwych bukietów ślubnych i półki z konfetti w każdym kolorze, a za nim siedziała drobna kobieta z mnóstwem ufarbowanych, ciemnych włosów podniesionych w fryzurze, jakiej, żeby nie być złośliwą ani nic, miałam nadzieję, że więcej nie zobaczę. Miała też na sobie nadmiar masywnych cyrkonii, które zdobiły ją w uszach, szyi, nadgarstkach i palcach i tak dużo makijażu, że było to nierealne. To nie był wygląd, który bym wybrała, ale jej pasował - z wyjątkiem fryzury.

„Miłość jest w powietrzu!” - zawołała, kiedy zatrzymałyśmy się przy wysokim, zwieńczonym szkłem kontuarze, pod którym znajdowały się zdjęcia szczęśliwych par, narzeczonej i pana młodego, wciskającego między nich uśmiechniętego jak wariat Liberace z ogromnym liliowym pompadourem, a te zdjęcia przeplatały się z wydrukowanymi menu pakietów ślubnych. - „Musimy czekać około pół godziny, może trochę więcej. Mam nadzieję, że to nie problem” - kontynuowała.

„Nie” - odparł Walker.

„Wspaniale” - szepnęła, składając dłonie przed sobą, po czym wciągnęła nas oboje - „Co to będzie? Menu jest na ladzie. Mamy wersję podstawową, a następnie dodatki lub możecie wybrać pakiet deluxe. I mówię wszystkim moim gołąbkom, cokolwiek robisz, weź maszynę do baniek mydlanych, nawet jeśli jest to tylko dodatek. Nic nie mówi o radości jak bąbelki” - poradziła i zacisnęłam usta, by przestać chichotać, ale mimo że myślałam, że jest zabawna, nie mogłam się spierać z faktem, że nic nie mówi o radości jak bąbelki, po prostu nigdy bym nie pomyślała o takich bąbelkach. Spojrzała za nas wtedy na nas.

„Potrzebujecie świadków?”

„Tak” - odpowiedział Walker.

Pochyliła się - „Wrzucamy to, gratisie.”

Walker tylko się na nią gapił.

„To świetnie” - powiedziałam.

„Podstawowa” - powiedział Walker, jej oczy podniosły się do niego, z jej uśmiechniętą miłość-jest-w-powietrzu, a jej twarz trochę posmutniała.

„Och” - szepnęła.

„Gotówka” - dodał.

Obejrzała go od góry do pasa i mruknęła - „Tak” - Potem podeszła do kasy.

Mój wzrok przeniósł się na bukiety.

Po tym, jak Walker powiedział mi, co muszę na razie wiedzieć, i dał mi tysiące dolarów, żeby tak się stało, wytrzymałam upał w Vegas i poszłam na zakupy. Byłam wyczerpana. Chciałam wziąć prysznic i zdrzemnąć się, ale on był zdecydowany to zrobić i pomyślałam, że jeśli to zrobimy, to będzie po wszystkim, a ja nie będę się zastanawiała, czy podjęłam właściwą decyzję, czy nie powinnam kopać się za to, że zostałam ograna przez Shift’a, że nie podbijałam stawki i nie wypierdalałam z Dallas jakieś trzydzieści sekund po tym, jak położyliśmy Ronnie’go do ziemi.

I kiedy przymierzałam sukienkę za sukienką, próbując znaleźć taką, w której mogłabym wziąć ślub, pomyślałam o mężczyznach w moim życiu (swoją drogą, pierwszą rzeczą, którą miałam zrobić był zakup sukni ślubnej - nie tak łatwe, a, nawiasem mówiąc, zboczyłam od instrukcji Walkera, by kupić bikini, co było wysiłkiem pełnym nadziei, że może w końcu uda mi się wegetować przy basenie, bo każda dziewczyna wie, że powinna pozwolić, aby słońce rozpaliło jej życie, jakkolwiek było szalone, a tego potrzebowałam na pewno).

Myśląc o mężczyznach w moim życiu, zaczęłam od początku i odliczałam ich.

Najpierw był mój dziadek. Wystarczająco przyzwoity facet, jeśli go nie znałaś. Nie tak przyzwoity, jeśli znałaś. Totalne gówno w byciu tatą. Świadczył o tym fakt, że moja mama była popieprzona. Nie nauczył się żadnych lekcji z tego, co się z nią stało, zanim mnie zabrał. To dlatego, że po pierwsze nie chciał się uczyć, a po drugie był typem człowieka, który zawsze uważał, że ma rację, więc nie sądził, że ma się czego nauczyć, a moja mama wykoleiła się nie przez to, że jej matka była słabą kobietą zastraszoną przez apodyktycznego mężczyznę, ani że jej ojciec był bardziej zainteresowany piłką nożną niż ojcostwem i oczekiwał, że kobiety w jego życiu będą same ciągnąć linę i nie był najbardziej zadowolony, i pokazywał to, kiedy nie robiły tego, czego on chciał, nawet jeśli nie poświęcił wysiłku, by wyjaśnić, czego chciał.

Proszę bardzo. Wystarczy tyle powiedzieć o dziadku.

Potem był Ronnie.

I wystarczy tyle powiedzieć.

Potem był Shift.

Zdecydowanie wystarczy tyle powiedzieć.

Teraz był Ty Walker, co prawda wspaniały i dziwnie szczery, ale wciąż nieprzychylny były więzień, który z nieznanych mi powodów poszedł do alfonsa, by zdobyć żonę.

Znowu, wystarczy tyle powiedzieć.

Dowody sugerowały, że w dziale męskim powinnam zrezygnować, skoro rezygnacja była dobra.

Tak więc, po znalezieniu mojego kompletu ślubnego - sukni nieprawdopodobnie drogiej w pełnej cenie, ale która została dwukrotnie obniżona i wiedziałam dlaczego, a ekspert ds. zakupów tylko zobaczyłby ją na wieszaku i wiedziałby, że jest fantastyczna, postanowiłam się poddać, podczas gdy rezygnacja byłaby dobra.

Innymi słowy, to miał być mój jedyny ślub. Skończyłam z mężczyznami, a to co zostało zrobione można było pokazywać w neonowych światłach, tak skończyłam.

I miałam bajeczną sukienkę, świetne buty i brylanty Ty Walkera.

A ponieważ to było dla mnie to, chciałam bukiet.

„Czy możesz… uh… dodać bukiet?” - zapytałam panią - „Policz osobno. Zapłacę za to kartą kredytową.”

Jej radosne oczy zwróciły się na mnie i zawołała - „Absolutnie, kochanie!” - potem wyciągnęła rękę, wskazując bukiety, jakby była w stroju cukierka dla oczu w teleturnieju - „Wybierz.”

Spojrzałam na bukiety i od razu znalazłam ten, którego szukałam - „Górny rząd, drugi w środku.”

Ogromna, zwarta wiązka jasno różowych róż zmieszanych tu i ówdzie ze wspaniałymi różami w kolorze kości słoniowej. Nic więcej. Tylko mocno ściśnięte róże.

Elegancki. Przepiękny.

„Wspaniały wybór” - zatwierdziła kobieta, podchodząc do bukietu, wyjęła go i zobaczyłam, że gałązka łodyg jest związana szeroką wstążką z organdyny w kolorze kości słoniowej zawiązaną w dużą kokardę. Odwróciła się, zaproponowała mi, wzięłam i oznajmiła - „Sto pięćdziesiąt dolarów.”

O mój Boże. Sto pięćdziesiąt dolarów? Było dużo róż, prawdopodobnie dwa tuziny, może nawet więcej, były wspaniałe, każda czysta doskonałość, ale jednak.

Wpatrywałam się w zawiniątko, mamrocząc - „Um…”

„Dodaj to” - zagrzmiał Walker, a moja głowa odskoczyła do tyłu i na bok, żeby na niego spojrzeć.

„Nie…” - zaczęłam.

Jego oczy skierowały się na mnie. Zamknęłam się.

„No dobrze, gołąbki” - zaćwierkała kobieta.

„Zdjęcie” - stwierdził Walker, a ja spojrzałam od niego na promienną teraz kobietę.

„Pięć na siedem czy osiem na dziesięć?” - zapytała.

„Dwa. Z obu” - odpowiedział.

„Nie ma problemu” - stwierdziła - „Coś jeszcze? Konfetti?” - znowu wykonała teleturniej ręką, wskazując pudła z konfetti za sobą, ale zerkając na moją sukienkę - „Mamy różowe.”

„Nie” - odparł stanowczo Walker, przygryzła wargę, a ja weszłam w to.

„Mój mężczyzna nie jest typem konfetti.”

I wiedziałam, że to prawda. Wcześniej wrócił do naszego pokoju hotelowego, kiedy byłam w łazience, przygotowując się na wielkie wydarzenie. Kiedy wyszłam, ledwo na mnie spojrzał, mimo że byłam uczesana, umalowana i miałam na sobie sukienkę (ale moje stopy były bose), zanim mnie minął i poszedł do łazienki mówiąc - „Przyjdzie dostawa. Zaakceptuj to. Napiwek. Pudła na łóżku są dla ciebie.” - Potem zniknął w łazience.

Nie - „Słonko, wyglądasz fantastycznie” - czego się nie spodziewałam, ale jego oczy nawet nie rozbłysły. Nic. Moja sukienka była fantastyczna, pasowała, jakby była dla mnie stworzona, była seksowna, ale elegancka, a moje włosy totalnie zachowywały się i wyglądały niesamowicie, wszystko to, ale nie dostałam nic od Ty Walkera. Mogłam nosić worek na ziemniaki.

Więc na pewno nie facet z konfetti. Byłam zaskoczona, że chciał zdjęcia.

Po tym, jak poszedł do łazienki, podeszłam do pudeł na łóżku, ale w chwili, gdy je zauważyłam, mój krok był niepewny. To dlatego, że pudła na łóżku miały bardzo charakterystyczny kolor i były przewiązane białymi, satynowymi wstążkami. A było ich cztery. Usiadłam na łóżku i powoli otworzyłam pierwsze, z trudem oddychając. Był to komplet kolczyków. Diamenty skupione w kształt kwiatu. Przepiękne. Nie ogromne. Blask i oprawa mówiące wszystko. Fakt, że słupek był wkręcany, świadczył o tym, jak drogie były. To nie były kolczyki, które chciałabyś zgubić, bo spadł sztyft z tyłu.

W drugim pudełku znajdował się naszyjnik, delikatny łańcuszek z białego złota, na którym zawieszono kwiatową wiązkę diamentów pasującą do kolczyków. Wisiorek był większy niż kolczyki, przyciągał wzrok, ale nie był ostentacyjny.

W trzecim była diamentowa bransoletka złożona z takich samych wiązek kwiatów. To było niezwykłe i musiało być co najmniej pięć razy droższe od kolczyków i naszyjnika, ponieważ były to diamenty połączone grubymi ogniwami z białego złota.

Włożyłam pierwsze dwa, ale nie mogłam zapiąć bransoletki jedną ręką, ponieważ było to zbyt skomplikowane.

Potem zwróciłam się do ostatniego.

Ostatnie pudełko poznałam po rozmiarze. A kiedy je otworzyłam, zobaczyłam, że miałam rację.

Pierścionek zaręczynowy z brylantem, o szlifie księżniczki, kamień nawet nie zbliżony do małego, osadzony w białym złocie, kamień był wzniesiony, a na otwartej krzywej prowadzącej do niego były podwójne rzędy, wysadzane szeregiem znacznie mniejszych diamentów, ale ich całą masą.

Patrzyłam na to, myśląc, że Ty Walker się nie opierdalał.

Wstrzymałam oddech, gdy go założyłam, straciłam oddech, gdy zahaczył się o knykcie, głęboko odetchnęłam, gdy spanikowałam, że będzie za mały, a potem zsunął się z knykci w dół, gdzie przylegał do nasady palca. Nigdy by nie spadł. Idealne dopasowanie.

„Cholera” - wyszeptałam, wpatrując się w piękny pierścionek, który wyglądał naprawdę cholernie świetnie na moim palcu.

Potem rozległo się pukanie do drzwi. Podskoczyłam, a potem pospieszyłam do drzwi, aby znaleźć tam stojącego mężczyznę, trzymającego wieszak, na którym był zapinany na zamek worek na garnitur, a w drugiej ręce balansował czterema pudłami.

„Jedna godzina szycia” - oznajmił.

Proszę bardzo. W Vegas możesz dostać wszystko.

Uśmiechnęłam się do niego i wpuściłam, odłożył pudła na szafkę, powiesił wieszak w szafie, dałam mu dziesiątkę, uśmiechnął się i wybiegł. Poszłam do pudeł. Miały boki z białego kartonu, ale wieczko z przezroczystego plastiku. Przesiewałam je. Cztery koszule. Jedna głęboka szarość, jedna głęboka lawenda, jedna ciemnoniebieska, a ostatnia jasna, gołębia szarość.

Prysznic umilkł, ale Walker nie wyszedł, więc przestałam przesiewać jego rzeczy i zabrałam się za ostatnie przygotowania, czyli perfumy, dezodoranty, błyszczyki i przenoszenie rzeczy, których potrzebowałam z torebki do nowej satynowej kopertówki. Zapięcie z kryształu górskiego, które pasowało do moich butów.

Siedziałam na krześle, zakładając satynowe sandały z odkrytymi palcami na szpiczastym obcasie, z głębokim rumieńcem, z paskiem na pięcie i kostce, który miał zapięcie z kryształu górskiego, kiedy wyszedł.

Potem moje palce zatrzymały się na sprzączce, kiedy podniosłam głowę i zobaczyłam, że mój nowy narzeczony ma na sobie tylko ręcznik.

Miałam rację. Same mięśnie. Dużo ich, wszystkie masywne.

Miałam też rację. Perfekcyjna skóra jak okiem sięgnąć.

To znaczy tam, gdzie ta skóra nie była tuszowana, ale nawet tuszowana skóra była idealna, ponieważ tusz był niesamowity. Miał dużo tatuaży. Albo, bardziej do rzeczy, miał dwa tatuaże, ale jeden, który zakrzywiał się ukośnie i wirował, zajmując dużo miejsca, od górnej części lewego przedramienia w górę, zakrywając ramię, w górę, zakrzywiając się nad jego ramię i w górę szyi, owijając się wokół barku do pleców i przez lewy bark, z przodu wijąc się przez jego klatkę piersiową, przeponę, brzuch, większość tego była w połowie jego masywnego, umięśnionego torsu, część jego niesamowitości ślizgała się nawet dalej atakować prawą część górnej części ciała, więcej okrążało lewą stronę, aby doprowadzić do większej liczby na plecach i jeszcze bardziej meandrować w dół, by zniknąć kusząco w ręczniku. Druga ta była linią intrygujących symboli która biegła od jego wewnętrznego prawego nadgarstka, zakrzywiając się i kończąc na zewnętrznej stronie szczytu jego przedramienia.

Wielki tatuaż był niesamowity, dzieło sztuki. Mniejszy tatuaż nie był tak fajny, ale nadal fascynujący. To powiedziawszy, byłam zbyt przytłoczona wszystkim, czym był on i jak piękny był każdy jego centymetr, by zwracać uwagę na tatuaże.

Sięgał do torby spakowanej przez Shift’a i wyciągnął parę czarnych bokserek.

Kiedy pojawiła się bielizna, moja głowa opadła z powrotem do buta. Zajęło mi trochę czasu, aby je zapiąć, bo palce mi drżały. Kiedy podniosłam wzrok, miał na sobie ciemnoszare spodnie od garnituru i wzruszał ramionami w szarej koszuli.

„Potrzebuję twojej pomocy przy bransoletce” - powiedziałam, a mój głos brzmiał dziwnie, szorstko.

Jego wzrok skierował się na mnie i uniósł brodę, ale dalej zapinał koszulę.

„Uh… po prostu się zastanawiam” - ciągnęłam, wstając - „Co jest z tymi błyskotkami?”

Potem podniosłam rękę i dotknęłam diamentów na mojej szyi.

„Mężczyzna w holu?” - odparł.

Skinęłam głową, wiedząc do kogo miał na myśli.

„Obserwuje mnie. Obserwuje ciebie.”

Znowu skinęłam głową. Wiedziałam o tym, chociaż jego potwierdzenie tego wciąż sprawiało, że ściskało mi się w brzuchu. Pomyślałam też, że wyjaśnia to okrężną trasę, którą pojechaliśmy do Vegas. Ten człowiek nas śledził, Walker wiedział o tym i albo próbował nim potrząsnąć, albo się z nim bawić.

„Zna mnie” - kontynuował.

Znowu skinęłam głową.

„Wie, jak postępuję z moimi kobietami.”

Znowu skinęłam głową, ale na tę wiadomość poczułam, że moja klatka piersiowa tak bardzo się rozszerza, że trudno mi było oddychać.

„Będzie oczekiwał blasku” - zakończył.

Dowiadując się tego, po raz pierwszy w życiu musiałam podjąć świadomy wysiłek, by zassać powietrze.

Szukałam, a następnie znalazłam swój głos - „To dużo blasku i nie wiem…”

„Bonus za podpisanie.”

Zamrugałam, a potem zapytałam - „Co?”

„Twoje, do zatrzymania. Bonus za podpisanie.”

Moja klatka piersiowa opadła, ale poczułam dziwne ciepło wnikające do mojego wnętrza.

„Ty” - szepnęłam.

Skończył zapinać koszulę, podszedł do łóżka, złapał bransoletkę i podszedł do mnie. Pochylił się nisko, złapał mnie za nadgarstek i uniósł. Podniosłam go, gdy ją zapinał i zrobił to tak, jakby robił to wcześniej. Często.

Potem jego ręce odeszły, ale jego wzrok znalazł moje oczy.

„Mój biznes jest dla mnie ważny. Ułatwiasz mi zajęcie się tym. Doceniam to. Bonus za podpisanie.”

Potem bez słowa podszedł do biurka i przetrząsnął stertę toreb, których nie zauważyłam, z diamentami, zbliżającymi się zaślubinami i tak dalej. Wyciągnął błyszczącą torbę w charakterystycznym kolorze, taką samą jak pudła wciąż porozrzucane na łóżku i sięgnął dwa kolejne. Z pierwszego, które otworzył, wydobył spinki i włożył je do mankietów.

Drugie otworzył, wyciągnął wszystko, co w nim było, a następnie włożył do kieszeni spodni. Dowiedziałam się później, że to były nasze obrączki. Potem podszedł do torby, przegrzebał ją i wyciągnął skarpetki.

Pięć minut później poprawiał kołnierzyk pod marynarką, kiedy wychodziliśmy za drzwi.

Dwadzieścia minut później byliśmy w kaplicy miłości Liberace.

Nieco ponad pięć minut później Walker wręczał gotówkę za ślub, bukiet i zdjęcia.

Minutę później jego dłoń podniosła się do mojego łokcia, zacisnął wokół palce, to dziwne, intensywne ciepło uderzyło w moją skórę w miejscu, gdzie zetknęły się z nią jego palce i poprowadził mnie do otwartego kąta, małej, ale jedynej przestrzeni pozbawionej szczęścia wkrótce-będących-połączonymi-na-wieczność (być może) gołąbków.

Jego ręka opadła, a mój umysł skupił się na dotyku, który wciąż palił skórę wokół mojego łokcia. Wtedy coś przykuło mój wzrok i zmusiłam się do skupienia.

Po drugiej stronie znajdowało się pełnowymiarowe lustro w srebrno złotej ramie, w którym odbijaliśmy się z Walkerem.

Miałam na sobie różową, jedwabną suknię do kolan, dopasowaną, bez rękawów, z gorsetem z szerokim dekoltem vee, który odsłaniał dużo klatki piersiowej i ślady piersi. Materiał przesuwał się po szczytach ramion, by zanurzyć się w kolejnym dekolcie vee, który odsłaniały moje plecy do linii biustonosza. Moje włosy były rozpuszczone i zwinęłam je w grube loki, więc było ich o wiele więcej niż normalnie, a normalnie było ich dużo. Moje buty były fantastyczne. Również moje diamenty. Wiele bardziej.

Ty, nawet będąc tak dużym facetem, dobrze nosił garnitur. Jednogodzinni krawcy wykonali dobrą robotę. Garnitur nie był gówniany, wcale. I idealnie do niego pasował. To było wspaniałe, było drogie. Może nie z najwyższej półki włoskiej, ale nie było na co kręcić nosem, w tym koszula, której materiał był bardzo dobry, a krój, stworzony przez godzinę, spektakularny.

Moje obcasy miały dziesięć centymetrów. Miałam 175 cm, więc moje obcasy dawały mi 185 cm. A on wciąż górował nade mną. Miałam tyłek, miałam cycki. Nie byłam drobna ani szczupła, nawet blisko. Jego masa wciąż mnie przyćmiewała.

Bukiet, który trzymałam, wyglądał, jakby był stworzony dla mojej sukienki. Buty, które znalazłam, tak samo (miałam szósty zmysł, jeśli chodzi o buty - znalezienie sukienki zajęło mi półtorej godziny - dwie pary butów, które znalazłam, przymierzyłam i kupiłam w dwadzieścia minut).

Nie mogłam się powstrzymać, ale pomyślałam, że dobrze razem wyglądaliśmy. Gdybyś pokazała mi jego zdjęcie i kazała zbudować jego idealną partnerkę, powiedziałabym, że po pierwsze, gibka, pełna wdzięku Afroamerykanka z długą szyją, smukłymi ramionami, eleganckimi dłońmi i krótko przyciętym afro, które eksponuje jej idealną czaszkę. Po drugie, powiedziałbym, że dziewczyna z Kalifornii, opalona blondynka, która wyglądała, jakby spędzała dni na surfowaniu, a noce na pieprzeniu się z nim.

Ale widząc nas, to działało. I widząc nas w tym lustrze, nie mogłam powstrzymać się od myśli, że nie tylko działało, ale robiliśmy to w wielkim stylu.

Odwróciłam się do niego i odchyliłam głowę do tyłu.

„Dzięki za premię za podpisanie” - wyszeptałam - „I bukiet.”

Jego oczy spoczęły na moich. Potem skinął brodą. Potem spojrzał ponad moją głową i rozejrzał się po sali.

Trzydzieści siedem minut później byliśmy z Liberace w kaplicy.

Dziesięć minut później Walker nalegał, aby Liberace stanął z boku, gdy fotograf szykował się do naszego zdjęcia, zdjęcia, w których chciał, żeby Liberace nie miał żadnego udziału. Liberace wyglądał na zmiażdżonego. Posłałam mu olśniewający uśmiech, aby pomóc w jego przygnębieniu i byłam zadowolona, że to zadziałało. Wtedy Walker szarpnął mnie w bok, obejmując mnie ramieniem i skierował swoje puste spojrzenie w aparat. Objęłam ramieniem jego talię, przechyliłam przód ciała, przycisnęłam do jego boku i skierowałam swój olśniewający uśmiech na fotografa. Wtedy fotograf zrobił nam zdjęcie.

Dziesięć minut później dama z kryształu górskiego wręczyła nam teczkę z naszymi zdjęciami i aktem ślubu.

Minutę później byliśmy w moim samochodzie.

Co prowadzi mnie do teraz. Zamężna. Z bukietem w dłoni i zdjęciami ślubnymi i aktem ślubu na udach.

I pomyślałam o chwili, gdy Ronnie miał stypendium i przyznał się do winy; Nie powinnam była być dziewczyną, która została przy swoim mężczyźnie.

Powinnam była go rzucić i iść dalej.

Ale nie zrobiłam tego.

A teraz wyszłam za mąż za mężczyznę, o którym nic nie wiedziałam, który miał broń, w historii coś, co Shift mógł mu zawdzięczać i był typem człowieka, który okazjonalnie obdarowywał „jego kobietę” czymś, co musiało być bardzo drogimi diamentami.

Ale nawet jeśli to wszystko było niepodważalnie prawdą, nie można było zaprzeczyć, że Ty Walker i ja będziemy mieli tylko jeden zajebisty ślub.

Charger zawarczał przed naszym hotelem, zagraliśmy koncert parkingowego, a potem poszłam za Walkerem do hotelu. W chwili, gdy weszliśmy, namierzyłam Worek z Kośćmi. Kręcił się, czekał, obserwował i namierzył nas około dwie sekundy po tym, jak ja go trafiłam.

Ta ciasnota ogarnęła moje wnętrzności i natychmiast, bezwiednie, przeniosłam teczkę, kopertę i kopertówkę, by wcisnąć je między moje ramię i ciało, uwalniając rękę, abym mogła chwycić jego dłoń.

Wsunęłam palce między jego, splatając je razem i przysunęłam się bliżej niego.

Jego podbródek opadł, gdy szedł dalej, a jego bajeczne, łukowate brwi uniosły się o pół centymetra.

„Worek Kości” - wyszeptałam, wciskając się w bok jego ciała, nawet gdy się poruszaliśmy.

„Powtórz?”

„Worek Kości, ten koleś. Twój cień.”

Jego palce zacisnęły się w moich i zatrzymał nas przed windą, pochylając się do przodu i naciskając przycisk, ale nie rozglądając się.

Wrócił i podeszłam jeszcze bliżej.

Wpatrywał się w drzwi windy, ale mruknął - „Rozpoznałaś go.”

„Ty nie?” - mruknęłam w odpowiedzi.

„Tak. Po prostu jestem zaskoczony, że ty to zrobiłaś.”

„Trudno go przegapić.”

„Pół-idiota” - wymamrotał.

„Hmmm” - wymamrotałam.

Będziesz moją żoną, będziesz zachowywała się jak moja żona i będziesz to robiła, dopóki się nie skończy.

Tak powiedział.

Taka była umowa.

To było to, co musiałam zrobić, aby stać się czystą i wolną.

I dlatego zwinęłam się w niego, puszczając jego dłoń, ale przesuwając moją na jego klatkę piersiową i przesuwając ją w górę, aż wygięła się wokół boku jego szyi.

Ta szyja zgięła się i jego oczy trafiły w moje.

Wspięłam się na palce, ale potrzebowałam więcej, więc musiał pomóc.

„Właśnie się pobraliśmy” - szepnęłam.

Wpatrywał się w moje oczy, ale nie powiedział ani słowa.

„Noszę bukiet ślubny.”

Więcej gapienia się i więcej ciszy.

„Ty, on patrzy.”

Wciąż wpatrywał się w moje oczy, milcząc, ale jego ręka trafiła na moją talię, przesuwając się dookoła w dotyku tak lekkim, że, gdyby nie pozostawił śladu oparzenia, mogłabym się przekonywać, że jej tam nie ma. Potem przycisnął mnie do siebie i zgiął szyję, dając mi potrzebne centymetry.

Wtedy jego usta znalazły się na moich.

A kiedy to było, przypomniałam sobie nasz ślubny pocałunek. Coś, po tym, jak zostało to było zrobione, obiecałam sobie, że pochowam. Coś, po tej retrospekcji, wiedziałam, że nigdy tego nie zrobię.

Nasz pocałunek ślubny nie był czysty. Nie był wycofany. Nie był pozbawiony emocji.

To były ramiona przygniatające mnie do jego ciała, pochylone głowy, otwarte usta, najeżdżające języki, podwijające się palce u nóg, słabnące kolana, rozpuszczające się kości, głęboki, mokry, głodny, zmysłowy pocałunek. Wydawało się, że trwa wiecznie, ale nie trwał wystarczająco długo.

Właśnie wtedy to świeże, ostre wspomnienie powracało falą, chociaż próbowałam je ukryć,  czułam jego ciepłą, gładką skórę pod moją dłonią, jego usta twarde na moich wargach, palce zacisnęłam na jego szyi, cały przód mocno przycisnęłam do niego i moje usta otworzyły się z własnej woli.

Jego język wysunął się i dotknął czubka mojego.

Ciepło przepłynęło przeze mnie w powodzi.

Winda zadzwoniła.

Podniósł głowę, jego ramię zniknęło, ale jego dłoń zacisnęła się wokół mojej i wciągnął mnie do windy.

Uderzył przycisk. Potem jego ramię wróciło, połączyło się z drugim, moje ciało zderzyło się z jego, jego głowa opadła, moja była już przechylona do tyłu, moja wolna ręka ślizgała się wokół jego ramion, moja ręka trzymająca bukiet poruszała się wokół jego ramienia, rzeczy pod spodem mojego ramienia upadły niezauważone na podłogę windy, a jego usta uderzyły w moje. Moje usta otworzyły się, dając mu natychmiastowy dostęp.

On wziął to.

Moje kości się rozpuściły i trzymałam się mocno.

Drzwi windy się zamknęły.

*****

Położyłam teczkę, kopertę i kopertówkę, które Walker zabrał z podłogi windy i wręczył mi po naszym pocałunku, na stole przy oknie w naszym pokoju hotelowym. Następnie ostrożnie położyłam obok bukiet.

Potem odwróciłam się i zobaczyłam, że siedzi przy biurku, przerzucając tam segregator ze sztucznej skóry. Potem podniósł słuchawkę telefonu, wcisnął dwa przyciski i przyłożył ją do ucha.

Stałam tam i patrzyłam, jak mówi do telefonu - „Tak, pokój sześć dwa trzy. Butelka Cristal, teraz, dwa kieliszki.” - Jego głowa była pochylona, a jeden długi palec dotykał skórzanego segregatora, gdy mówił dalej - „Dwie miski zupy z małży. Dwa obiady z antrykotami, jeden załadowany ziemniakami, a drugi z gównem z boku.” - Przewrócił stronę - „Jeden sernik. Jedno ciasto czekoladowe truflowe z bitą śmietaną. Jedna panna cotta. Jeden gorący deser lodowy. I kolejna butelka Cristal. Dostarczyć to za godzinę. Nie. Półtorej.” - Pauza - „Dobrze.”

Potem odłożył słuchawkę i spojrzał na mnie.

Wtedy zapytał - „Lubisz żeberka?”

Wybuchnęłam śmiechem.

Kiedy przestałam się śmiać, wpatrywał się we mnie śmiertelnie poważnie.

„Uh… tak, dzięki za zapytanie” - odpowiedziałam, wciąż się uśmiechając, ponieważ nie mogłam się powstrzymać, był przezabawny, nawet jeśli tak nie sądził, wtedy dokończyłam - „Z opóźnieniem.”

Nie odpowiedział, podczas ruchu zdjął marynarkę, zarzucił ją na swoją torbę, podszedł do łóżka i usiadł.

Zdałam sobie sprawę, że nie miałam nic do jedzenia, od kanapki z tuńczykiem. Podczas zakupów łyknęłam dwie latte, bo mogłam iść bez jedzenia, za jednym pociągnięciem. Kofeina, za diabła nie ma mowy.

I byłam głodna.

„Półtorej godziny?” - powiedziałam do jego pleców, kiedy ściągał buty.

„Kiedy mężczyzna poślubia kobietę taką jak ty, w sukience takiej jak ta, którą masz na sobie, będzie chciał szampana, ale nie będzie myślał o jedzeniu. Mimo to będzie chciał, żeby miała coś wyjątkowego, więc będzie miał pewność, że to dostanie” - powiedział do swoich butów.

Moja ręka powędrowała do stołu, aby utrzymać mnie w pozycji stojącej, bo nie był to ekstrawagancki komplement, ale to nie znaczyło, że nie był wyjątkowo skuteczny.

I zauważył sukienkę.

A to wiele dla mnie znaczyło, obie rzeczy, komplement i fakt, że zauważył moją sukienkę. Nie wiedziałam dlaczego, tak po prostu było. A kiedy mówię, że to wiele znaczyło, mam na myśli, że to wiele znaczyło.

Przełknęłam.

Potem wymusiłam - „Może tak być, ale…”

Wstał i odwrócił się do mnie, sięgając do guzików koszuli - „Worek Kości?”

„Tak.”

„O ile dobrze zgaduję, jest na dole i patrzy.”

Mój brzuch znów się zacisnął.

„Naprawdę?”

„Naprawdę.”

Wtedy pomyślałam, do diabła z tym.

Więc spróbowałam - „Dlaczego?”

Patrzył na mnie, rozpinając koszulę. Rozpiął ją do końca.

Potem podszedł do swojej torby podróżnej.

Nie odpowiedział.

Westchnęłam.

Potem odwróciłam się do stołu, podniosłam swój bukiet, gdy on grzebał w torbie i poszłam z nim do łazienki. Następnie zakorkowałam umywalkę, napełniłam ją wodą i umieściłam w niej bukiet, żałując, że nie mam nożyczek, żebym mogła świeżo podciąć łodygi, aby piły obficie. Nie chciałam, żeby ten bukiet umarł. Jeszcze nie. Nie jutro. Nie następnego dnia. Chciałam utrzymać go przy życiu jak najdłużej. I to nie dlatego, że kosztował sto pięćdziesiąt dolarów. Nie wiedziałam, dlaczego tak było. Po prostu wiedziałam, że chcę.

Postanowiłam, że później wezmę nóż do steków i podetnę łodygi.

Wróciłam do sypialni, by zobaczyć Ty na łóżku, z oczami skierowanymi na telewizor, który był włączony, ale wyciszony, bez żadnego dźwięku, na mecz baseballowy. Nie zdjął koszuli, a szeroki (ale niewystarczająco szeroki) obszar klatki piersiowej, abs i tatuaże były widoczne. Jego stopy były bose. Wyciągnął długie, umięśnione nogi. Skrzyżował kostki. Siedział plecami do wezgłowia, z jedną ręką uniesioną, dłonią za głową.

To wielkie, piękne ciało leżące w łóżku, energia wielkiego mężczyzny, która normalnie z niego płynęła, przytłumiła się, ale nie wyłączyła, jego cudowne oczy wpatrywały się w grę, jego fantastyczne rysy nie mniej fantastyczne w spoczynku, zastanawiałam się, co do cholery?

Po co chodzić do alfonsa po kobietę, skoro tak wyglądasz? Kiedy mógłbyś zjechać windą na dół i znaleźć co najmniej kilkadziesiąt kobiet na parkiecie grających na automatach, które skorzystałyby z okazji, by udawać twoją żonę, a ty nie musiałbyś rezygnować z pięćdziesięciu kawałków lub drugiej fortuny w diamentach.

„Uh… Ty…” - zaczęłam, ale kiedy to mówiłam, rozległo się pukanie do drzwi.

Zsunął się z łóżka, a ja przeszłam przez pokój. Wszedł kelner z tacą, na której stało srebrne wiadro, butelka szampana owinięta w świeżą lnianą serwetkę i dwa kieliszki po bokach. Postawił ją na stole przy oknie.

„Czy mam otworzyć?” - zapytał, odchylając głowę do tyłu, by spojrzeć na Walkera.

Walker pokręcił głową.

Kelner uśmiechnął się porozumiewawczo, uśmiechnął się do mnie i skierował z powrotem do drzwi, Walker podążał za nim. Walker wrócił sam i poszedł prosto do szampana. Otworzył ją wprawną ręką, nalał kieliszek i podał mi go, a potem drugi dla siebie.

„Za szczęście małżeńskie” - wzniosłam toast dla żartu, podnosząc kieliszek, ale jego oczy wpatrywały się we mnie.

Nie, nie ma poczucia humoru.

Przyłożył kieliszek do ust i wychylił połowę zawartości, podczas gdy ja patrzyłam, jak jego gardło pracuje tak, jakbym obserwowała mistrza pracującego na płótnie.

Potem opuścił podbródek i rękę, chwycił butelkę, napełnił i wrócił do łóżka, powracając do swojej pozycji, ale bez ręki za głową.

Wypiłam łyk szampana i podeszłam do łóżka.

„Um… Ty” - zawołałam, a jego oczy przeniosły się z gry na mnie - „Czy mogę zadać pytanie?”

„Tak” - odpowiedział, ale wiedziałam, że to oznacza, że mogę zapytać, ale to nie znaczyło, że odpowie.

Wzięłam oddech. Potem poszłam po to.

„Nie chcę zwracać uwagi na oczywiste, ale… jesteś gorący”.

Patrzył na mnie, ale nic nie mówił. Ja też nie.

W końcu zapytał - „Czy to jest pytanie?”

Potrząsnęłam głową i wyjaśniłam - „Chodzi mi o to, dlaczego Shift? Mógłbyś...”

Przerwał mi - „Pięć lat temu, tak. Teraz nie.”

„Co to znaczy?”

Jego oczy wróciły do gry.

Koniec tematu.

Pociągnęłam łyk szampana i skierowałam wzrok na grę. Potem wróciłam do niego i spróbowałam ponownie.

„Ty” - zawołałam, a on spojrzał na mnie, ale nic nie powiedział. Więc kontynuowałem - „Mam grać twoją żonę. To będzie trudne, jak gówno o tobie wiem.”

Spojrzał na mnie ponownie, po czym powiedział - „Daj i bierz”.

„Co?”

„Daj i bierz” - powtórzył - „Ty dajesz, ja biorę. Potem ja daję, a ty bierzesz.”

„To znaczy, mówię ci o sobie, a ty mi o sobie?”

Nie odpowiedział, ale spojrzał mi w oczy, więc przyjęłam to jako tak.

Mogę to zrobić. Nie miałam nic do ukrycia.

„Co chcesz wiedzieć?” - zapytałam.

„Ty wybierasz, czym ty chcesz się podzielić. Ja wybieram to, czym ja chcę się podzielić.”

Całkowicie wykonalne.

Kiwnęłam mu głową na znak, pociągnęłam łyk szampana, położyłam kolano na łóżku i przeniosłam się, siadając na biodrze i pochylając się w dłoni, z ugiętymi kolanami, z nogami do boku.

„Znasz Ronnie’go Rodrigueza?” - zapytałam.

Znowu jego oczy zatrzymały się na chwilę, zanim odpowiedział - „Nazwisko jest znajome.”

Znowu skinęłam głową. Oglądał baseball. Był mężczyzną. To było dawno temu, ale te dwie rzeczy powiedziały mi, że imię Ronnie’go będzie znajome.

„Koszykówka. Uniwersytet w Indianie. Stypendium.”

Przestałam mówić, kiedy podniósł brodę i stwierdził - „Stypendium zerwali. Brat był na dopingu, sprzedawał go kolegom z drużyny i alfonsował swoje koszykarskie groupies braciom z bractwa.”

Tak. To był Ronnie. Głupi. Albo głupi, kiedy nie był ze mną, a nie był. Byłam w Teksasie, a on był w Indianie, podejmując popieprzone decyzje. Potrzebował sterydów, tak jak potrzebował dziury w głowie. Marzenia o obręczach. Gówniane życie. Projektowanie. Zdesperowany. Chciałam życia, w którym to wszystko byłoby wyblakłym wspomnieniem.

Chciał, żeby jego mama i siostry były dopilnowane, jego dziewczyna ociekała złotem. Chciał się upewnić, że tak się stanie i chciał zabezpieczenia. Stypendium przepadło, bo zajmował się dealerką i stręczycielstwem, a skończyło się na tym, że poświęcił czas dla obu i został zbanowany.

Był przeznaczony do NBA. Wszyscy to mówili. Nie zamierzał nawet uzyskać dyplomu. Zamierzał to zrobić, gdy tylko będzie mógł. Potem to spieprzył.

„Zaczęliśmy się widywać, gdy miałam piętnaście lat i byliśmy razem aż do czterech lat temu, a skończyło się, gdy wziął siedem kul od konkurencyjnego dealera, który chciał teren Ronnie’go. Jego mama i ja wybrałyśmy zamkniętą trumnę, skoro dwie z tych kul trafił w twarz.” - podzieliłam się.

Walker nie odpowiedział na to, że podzieliłam się tą szokującą i tragiczną wiadomością o utalentowanym człowieku, który stracił to wszystko w ohydny sposób. Z drugiej strony Walker wyszedł z zakładu karnego dzień wcześniej. Prawdopodobnie słyszał to wszystko.

„Po pobycie w Indianie wyszedł, wrócił do Dallas i był luźnym partnerem Shift’a. Ronnie zajmował się dziewczynami, Shift narkotykami.” - powiedziałam mu - „Ale to narkotyki Shift’a spowodowały śmierć Ronnie’go.”

Walker znowu nie odpowiedział.

Pociągnęłam łyk szampana i odwróciłam głowę w stronę telewizora, ale nie widziałam meczu.

A potem, z jakiegoś dziwacznego powodu, wylegiwałam się na łóżku w Vegas z mężczyzną, którego nie znałam, dzieliłam się gównem, którym nigdy nie dzieliłam się z nikim poza mamą Ronnie’go i jego dwiema siostrami.

„Kochałam go, szalenie go kochałam” - powiedziałam cicho - „Myślałam, że mogę żyć życiem prostym i ciasnym, udowodnić mu, że nie było tak źle. Nie miałam dyplomu. Nie byłam gorącym koszykarzem. Ale zrobiłam to, chociaż była to walka. Ronnie nie lubił wysiłku i nie lubił patrzeć, jak ja to robię. Stracił marzenia, zgubił drogę, związał się ze Shiftem, którego znał Bóg wie od jak dawna, Shift pociągnął go dalej w dół. Nigdy nie zrezygnowałam, ale też nigdy się nie poddawałam” - wypiłam kolejny łyk szampana i wyszeptałam - „Powinnam była się poddać.”

„Nigdy cię nie sprzedał?”

Na jego pytanie ponownie odwróciłam głowę, by spojrzeć na niego, a potem potrząsnęłam.

„Cud” - mruknął.

„Ronnie nie pozwolił, żeby cokolwiek mnie dotknęło.”

„Jesteś w błędzie.”

Zamrugałam - „Co?”

„Może nie chciał, aby twoje usta były wokół fiuta innego mężczyzny, ale go nie obchodziłaś.”

Moje gardło zamknęło się, gdy przeniknęło to, co powiedział, ale przepchnęłam obok tego i zaczęłam - „Ja…”

„Nie oddał tego pierwszego gówna.”

„Ty…”

Znowu mi przerwał - „Doping, to wybór, słaby, ale wybór. Dziewczyny, które ssą kutasy i rozkładają się za gotówkę, nie wybierają tego życia, gówniane życie wybiera je. Desperacja. Każdy mężczyzna, który wykorzystuje to do zarabiania na życie, ma w dupie kobiety. Wszystkie kobiety.”

„To nieprawda. Miał mnie. Miał mamę i dwie siostry, które kochał. Ale nie widział innej przyszłości” - broniłam słabo - „I obiecał mi, że opiekuje się swoimi dziewczynami.”

„Skłamał.”

Moje plecy wyprostowały się - „Nie znasz go.”

„Skłamał.”

„Nie wiesz tego” - warknęłam.

Jego plecy odsunęły się od wezgłowia, a jego tors wygiął się twarzą do mnie.

„Kobieto, on sprzedawał cipki. Cenisz swoją cipkę?”

Zamknęłam oczy i odwróciłam twarz, dając mu odpowiedź.

„Racja” - wyszeptał.

Otworzyłam oczy, spojrzałam na niego i odszepnęłam - „Obchodziłam go.”

„Nie… ty… go… nie… obchodziłaś…” - Walker wyraźnie wypowiadał każde słowo - „Jedynym powodem, dla którego cię nie sprzedał, było to, że wiedział, że nie dasz się sprzedać. Jakby miał pierdolone przeczucie, że mógłby cię sprzedać, zrobiłby to. Teraz, ja mam kutasa i zakładam, że on miał kutasa, więc skoro on i ja mamy coś wspólnego, powiem ci, że, gdyby twoja cipka była moją cipką, nie sprzedawałbym cipek, nie żebym to gówno robił i tak. Nie sprzedawałbym narkotyków i nie robiłbym też tego gówna. To, co zrobiłbym, to sprzedawanie pieprzonych napojów kawowych, jeśli oznaczałoby to, że możesz nosić obcasy i czuć się dobrze, śpiąc w moim łóżku. On tego nie zrobił. To znaczy, że nic o go nie obchodziłaś.”

Wpatrywał się w moje oczy i pozwoliłam mu. Potem spojrzałam z powrotem na grę. Wtedy doświadczyłam cudu i tym cudem było to, że nie zostałam zmiażdżona pod ciężarem pełnego zrozumienia. Nigdy, przenigdy nie pozwoliłam sobie pojąć, że Ronnie Rodriguez był alfonsem, dilerem, frajerem, samolubem, moralnie pustym i po prostu głupim. Być może zaczął mnie kochać, ale w chwili, gdy zdecydował się odkurzyć swoją przyszłość, kiedy spieprzył w Indianie, przestał kochać mnie lub kogokolwiek, a ja byłam ślepa, zakochana i tak bardzo chciałam należeć do czegoś, czegokolwiek, kogokolwiek, nigdy nie pozwoliłam mu odejść.

„Jestem idiotką” - szepnęłam do gry.

„Jesteś człowiekiem” - powiedział do mnie Walker stanowczym głosem, a ja spojrzałam na niego i zobaczyłam, że znów opiera się o zagłówek.

Przechyliłam głowę na bok - „Więc nie ma współczucia dla Ronnie’go za podejmowanie popieprzonych decyzji, ale ja jestem po prostu człowiekiem?”

„Kochałaś go i nie chciałaś z niego zrezygnować. To nie jest złe. On cię nie kochał i nie obchodził go nikt poza nim samym. To jest złe.”

Potrząsnęłam głową - „To nie pasuje, Ty.”

„O, tak. Tak” - odparł - „Pomyśl, że wyjaśniłem, że mam fiuta. Myślę, że powiedziałem ci, co bym zrobił, gdyby twoja cipka była moja. Jakbym pieprzył się, a ty byś ze mnie nie zrezygnowała, mam nadzieję, że byłbym typem człowieka, który wyjąłby głowę z tyłka i zasłużył na to oddanie. Co gorsza, nie zrobił tego i zostawił cię wilkom na pożarcie. Ale jak dajesz to oddanie, to nie jest złe.”

„To było głupie.”

„Więc wiesz, gdzie są granice miłości?” - zapytał, a ja poczułam przygnębienie w klatce piersiowej, gdy uderzył we mnie głęboki ciężar jego pytania.

„Nie” - szepnęłam.

„Racja. Nie. Nikt tego nie wie. Nie ty. Nie ja. Nikt. Kochałaś go, wierzyłaś w niego, tyle się martwiłaś, a on nie zauważał tego, dzień później mógł wyjąć głowę z tyłka i zrobić to dobrze. Trzymałaś się go z przekonania. Nie ma w tym nic złego poza faktem, że nigdy nie się nie przejmował i to na nim, nie na tobie.”

To była moja kolej, by na niego spojrzeć i zrobiłam to, próbując pogodzić się z faktem, że był mędrcem.

Wtedy mu powiedziałam - „Myślę, że skończyłam się dzielić.”

Na to wymamrotał - „Założę się.”

I na to odpowiedziałam - „Twoja kolej.”

Uniósł brodę i natychmiast stwierdził - „Mam trzydzieści sześć lat. Nigdy nie byłem żonaty. Jestem licencjonowanym mechanikiem samochodowym… a przynajmniej byłem. Mój tata żyje, pijak i dupek. Moja mama żyje i jest suką, bo jej mąż jest pijany. A może on jest pijakiem, bo ona jest suką. Cokolwiek; oni definiują dysfunkcję i żyję z tym gównem odkąd mam wspomnienia. Rodzice mojego taty nienawidzili mojej mamy i umarli robiąc to. Mieli powód. Rodzice mojej mamy odwzajemnili przysługę mojemu tacie, ale ich powody na początku były inne i totalna bzdura. Żyją i nie miałem z nimi nic wspólnego; kiedy byłem dzieckiem, z ich wyboru, a gdy dorosłem, ten wybór należał do mnie. Mam młodszego brata, który dla wszystkich jest wrzodem na tyłku. Ma trzydzieści trzy lata, cztery razy był żonaty, ma pięcioro dzieci i myślę, że żeni się z kobietami i płodzi dzieci, bo lubi wkurzać i chce rozsiewać to gówno tak daleko, jak tylko może. Dobra wiadomość jest taka, że ​​przeniósł się do Los Angeles i okazało się to wystarczająco daleko, by jego talent do bycia wrzodem na tyłku nie osiągnął. Dorastałem w Carnal w Kolorado i właśnie zarobiłem pięcioletni wyrok za przestępstwo, którego nie popełniłem w stanie, w którym nigdy nie byłem, dopóki nie zostałem tam ekstradowany, aby stanąć przed sądem.”

Potem przestał mówić. Czekałam. Nie dzielił się już więcej.

Potem zapytałam - „To wszystko?”

„To wszystko.”

„Dzieliłam się więcej niż ty” - zauważyłam.

„Jak to sobie wyobrażasz?”

„Okej, nie dzieliłam się więcej, ale moje było bardziej osobiste i obejmowało pogodzenie się mnie z czymś, z czym unikałam od prawie dwudziestu lat. Te warunki są niełatwe i nadal je przetwarzam, ale nadal. Dużo się dzieliłeś, a niektóre z tego było duże, w pewnym sensie duże, ale nie było żadnych szczegółów, a więc to nie to.”

„Powiedziałem dawać i brać, nie powiedziałem, że będzie równe. Ty wybrałaś, ja wybrałem. To uczciwe.”

Nie było. A ponieważ nie było, zapytałam - „Nie popełniłeś przestępstwa, za które odsiedziałeś?”

„Nie.”

„Co się stało?”

Jego oczy skierowały się bezpośrednio na grę.

„Ty” - zawołałam, a jego oczy wróciły do mnie - „Co się stało? Jak mogłeś...?”

„Co powiedziałem?” - przerwał mi, by zapytać.

„Co?”

„Co powiedziałem?” - powtórzył.

„O czym?”

Spojrzał mi w oczy. Następnie, cicho i bardziej dudniąc niż zwykle, stwierdził - „To wszystko”.

I to, oczywiście, było wszystko.

„Następnym razem, gdy zagramy w tę grę, ty pójdziesz pierwszy” - oświadczyłam, a potem z intensywną fascynacją obserwowałam, jak jego usta wykrzywiają się w najdrobniejszym uśmiechu.

Potem wygięły się, a on mruknął - „To też jest sprawiedliwe”.

Potem jego głowa zwróciła się do telewizora. Wstałam z łóżka i poszłam po szampana.

*****

Ty

Oczy Walkera przeniosły się z telewizora na Lexie.

Leżała na boku, twarzą do niego, z dłońmi pod policzkiem, kolanami podciągniętymi prawie do połowy, wciąż ubrana w swoją elegancką, ale seksowną różową sukienkę, ale w końcu zdjęła eleganckie, ale seksowne buty. Jej oczy były zamknięte. Spała.

Przyglądał się jej, myśląc, że jest prawdopodobnie jedyną kobietą, jaką znał w swoim ogromnym doświadczeniu kobiet, które potrafiły wyglądać z klasą i seksownie, biorąc ślub przed Liberace.

Właściwie, prawdę mówiąc, była jedyną znaną mu kobietą, która potrafiła wyglądać elegancko i seksownie.

Potem przyjrzał się jej, myśląc, że Ronnie Rodriguez był pieprzonym durniem i nie świadczył o tym fakt, że stracił słodkie życie, które Bóg uznał za słuszne, aby mu zapewnić, dając mu ogromny talent na boisku do koszykówki. Ale świadczył o tym fakt, że elegancka, seksowna cipka spała u jego boku w wielkim łóżku w Vegas i spała u jego boku w wielkim łóżku w Vegas, a nie wtulała się w żywego, oddychającego Ronnie’go Rodrigueza, który nie wydał całej energii, by mieć zaszczyt posiadania eleganckiej, seksownej cipki, więc spała u boku Ty Walkera.

Na tę myśl wstał z łóżka, podszedł do stołu i chwycił tacę, na której Lexie ułożyła zużyte naczynia. Kiedy podchodził do drzwi, coś przykuło jego uwagę, odwrócił głowę; zajrzał do łazienki i zatrzymał się.

Jej bukiet leżał w umywalce, spoczywając w kilku centymetrach wody. Widząc to, położył tacę na jednej ręce, pomacał tylną kieszeń, wciąż znajdując tam kartę dostępu i wyszedł za drzwi. Postawił tacę na podłodze przy drzwiach i rozejrzał się po korytarzu. Potem przeszedł kawałek. Na koniec spojrzał w prawo i zobaczył to na wąskim stoliku między windami. Podszedł do wazonu ze sztucznymi kwiatami na stole, wyszarpnął je, położył na stole i wrócił do ich pokoju, wieszając znak „nie przeszkadzać”.

W łazience wyciągnął bukiet z umywalki, wypuścił wodę, napełnił wazon szklanką, a następnie wsunął do niego łodygi.

Potem wyszedł z łazienki, okrążył łóżko i postawił kwiaty na jej szafce nocnej.

Potem rozebrał się i nie podkręcił klimatyzacji, jakby chciał, bo nie była zakryta. Potem wślizgnął się między prześcieradła i zgasił światło.


 



[1] Walter Liberace - amerykański pianista, śpiewak i aktor

9 komentarzy:

  1. No dziwna historia. Ok zamknęli go, nic nie zrobił a wrobiono go. Bywa. Ale do czego mu potrzebna żona? Kolejny z dzieckiem?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki, fajnie się rozwija. Nie mogę się doczekać kolejnej części.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie rozumiem , z jednej strony Ty wydaje się porządnym facetem ale skąd jest taki kasiasty ? Dziwne
    Dziękuję❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Za krótkie, zdecydowanie za krótkie są te rozdziały. Podoba mi się ta część. Dziękuje jesteś najlepsza 😘

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się super 😁😁

    OdpowiedzUsuń
  6. Będzie ciekawie... :D Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziekuję za rozdział :) Kurde ale to wsio zagmatwane.
    Tak samo rozmowny jak Tatum hahaha
    CZekam na kolejne rozdziały które więcej wyjaśnią.

    OdpowiedzUsuń