Rozdział
7
Nadal
czuję się pusta
Otworzyłam
oczy i zobaczyłam poduszkę Ty obok mojej. Miała dół od spoczywającej tam jego
głowy, ale nie było jej tam, tak jak nie było poprzedniego ranka ani
przedwczoraj, ani przedwczoraj.
Wiedziałam,
że to głupie, ale szukałam notatki na poduszce, jego nocnej szafce, mojej
nocnej szafce, ale nie było żadnej notatki, jak nie było poprzedniego ranka ani
przedwczoraj, ani przedwczoraj.
Upadłam
na plecy na łóżku i spojrzałam na wyłożony drewnem i łukowaty sufit z belkami.
Prawdopodobnie
powinnam być wdzięczna, że miałam te kilka dni; kilka dni słodyczy, dokuczania,
łagodnego głosu i czułości.
Ale
nie byłam.
Ponieważ
jeśli nie wiesz, jak bardzo coś może być dobre, nie wiesz, jak bardzo będziesz
za tym tęsknić, gdy zniknie.
Westchnęłam,
wpatrzyłam się w sufit i pozwoliłam, aby ostatnie kilka dni przeszło przez mój
mózg.
Kiedy
w końcu wróciłam na imprezę, wszyscy byli trochę czujni i trochę bardziej przyjaźni
(jeśli można w to uwierzyć), obchodząc się ze mną ostrożnie, ale robiąc to bez
wścibstwa. Próbowałam się zrelaksować i przybrać pokerową twarz. Byłam świeżo
upieczoną żoną ich Ty, szczęśliwą, oszołomioną i zamierzałam pomóc mojemu
mężczyźnie zostawić przeszłość za sobą i rozpocząć nowe życie.
Dobrą
rzeczą przy tak wielu ludziach było to, że wszyscy chcieli czasu Ty i poznania mnie,
odległość od niego nie wydawała się niczym niezwykłym, więc pielęgnowałam to
najlepiej, jak mogłam. On był skupiony i ja byłam skupiona. Czasami
znajdowaliśmy się w tej samej gromadce, a jego ramię swobodnie poruszało się
wokół moich ramion, a ja uśmiechałam się promiennie i skupiałam się, by uważnie
słuchać, żeby niczego nie przegapić, ale przede wszystkim na tym, żebym nie
rozpłakała się ponownie.
A
te łzy, które powstrzymywałam, były spowodowane tym, że jego ręka osuwała się
swobodnie wokół moich ramion, przytulając mnie do niego, do miejsca, w którym
lubiłam być, ale, bez względu na naszą fizyczną bliskość, nie było go. Widziałam
to w jego beznamiętnej twarzy, którą pokazywał nie tylko mi. Był w ruchu i nie
tylko ja to zauważyłam. Tate złapał to wcześnie, Krystal niedługo potem i Wood
niedługo potem.
Ale
nic nie powiedzieli. Patrzyli, ale nie powiedzieli ani słowa. Jedliśmy,
piliśmy, kroiliśmy tort, czego zrobienia Ty kategorycznie odmówił w tradycyjny
weselny sposób, bez względu na to, jak bardzo wszyscy go do tego namawiali.
Skończyło się na tym, że ja to zrobiłam, mówiąc głupie gówno o tym, że super
bohater pan Ogromniasty, był ponad krojeniem ciast i nie używał do błahych celów
promieni laserowych, które mógł wystrzelić z oczu, rozśmieszając ludzi i robiąc
wszystko, aby ukryć to dla niego.
Potem
otworzyliśmy prezenty. Podobnie jak Ty, jego przyjaciele byli hojni. Dostaliśmy
cały zestaw nowiutkiej, stylowej, drogiej kamionki, w tym półmiski do
serwowania, miseczki, dzbanek do śmietanki i cukiernica, pełen przekrój. To
było niesamowite: górę i wnętrze miały lśniące, ciemnoniebieskie, boki i
zewnętrza wspaniałe matowe, ciemnoszare. Również otrzymaliśmy cały zestaw
pięknie ukształtowanych kieliszków, w tym kieliszki do wina, a nawet martini. I
cały zestaw niezwykłych, ale zajebistych sztućców. I na koniec nowy ekspres do
kawy KitchenAid.
„Ty
ma niezłe gówno, ale jest mężczyzną. Mężczyźni kupują drogie telewizory i materace.
Nie myślą o naczyniach” - wyjaśniła mi Maggie po tym, jak otworzyłam wszystko
(Ty też nie otwierał prezentów), a następnie powiedziała do Ty z złośliwym
uśmiechem - „Oddaj dla biednych, kochanie. Tam jest miejsce twoich starych
rzeczy. Pocałuj je na pożegnanie.”
Ty
westchnął. Zmusiłam się do śmiechu, który, jak miałam nadzieję, nie brzmiał na
wymuszony.
„A
Tate powiedział mi, że Ty powiedział mu, że lubisz kawę” - szepnęła mi do ucha
Laurie, zaskakując mnie tą wiadomością - „Więc wysłałam Popa i Jima-Billy’ego
do sklepu z artykułami gospodarstwa domowego, żeby kupili ci dobry ekspres do
kawy, żebyś była zabezpieczona.”
Znowu
się to pojawiło. Dobrzy ludzie. Hojni. Troskliwi. Życzliwi.
Uśmiechnęłam
się do niej i nie było to wymuszone, ale moje oczy znów były mokre. Jej
odwzajemniony uśmiech był ciepły i uścisnęła mi dłoń. Wiedziałam, że widziała wilgoć,
ale, na szczęście, o tym nie wspomniała. Prezenty nie zwiastowały jednak końca
imprezy, zapadła noc i ciągnęli to dalej. Lubiłam ich, byli zabawni, ich
atmosfera była wystarczająco dobra, aby przebić się przez moje zmartwienia, ale
nadal chciałam, żeby poszli, żebym mogła porozmawiać z Ty.
W
końcu poszli, ale do tego czasu byłam lekko pijana, padałam z nóg, a Tate,
Wood, Bubba i Deke odesłali swoje damy do domu z innymi i przenieśli się na
przedni taras, a Ty zbliżył się do mnie i powiedział - „Idź na górę. Wrócę
później” - nie czekając na odpowiedź i podążył za mężczyznami.
Nadszedł
czas na spotkanie mężczyzn. Wiedziałam, że kobieta nigdy w tym nie przeszkadzała.
A
z tymi mężczyznami wiedziałam, że nigdy, przenigdy
w tym nie przeszkadzała.
Więc
poszłam na górę i zasnęłam, zanim on się pojawił.
Obudziłam
się po nim i bez notatki. Późnym rankiem zadzwoniła moja komórka i to był on mówiący,
że ma Chargera, „doglądał gówna” w mieście i nie wiedział, kiedy wróci. Nie wypowiedziałam
do tego ani jednego słowa, zanim się rozłączył.
Spędziłam
ten dzień przyzwyczajając się do jego domu i dzwoniąc do moich dziewczyn w
Dallas, żeby zobaczyć, jak się mają sprawy.
Ella
powiedziała mi, że na poczcie są już trzy pudła z rzeczami, butami i ubraniami.
Nadal sortowała i odsyłała do mnie rzeczy.
Potem
rozmawiałam z Bessie, przekazując jej tę samą historię z tymi samymi
przeoczeniami, które dałam jej mamie, odrzucając celne pytania, ponieważ Bessie
mogła wyczuć ściemę na odległość i wreszcie nakłoniłam ją do mówienia o sobie,
mówiąc jej, że nie chcę myśleć o tym gównie i chciałam, żebyśmy zachowywały się
normalnie. Przygnębiało mnie to. Była moją najlepszą przyjaciółką i nigdy
niczego przed nią nie ukrywałam, ale, biorąc pod uwagę sposób, w jaki sprawy
miały się z Ty i ze mną, nie miałam w sobie siły, by ujawnić pełnię swoich
uczuć. Bessie poddała się, ale wiedziałam, że jej się to nie podoba, ani też
tego nie kupiła. Martwiła się o mnie. To sprawiło, że poczułam się bardziej
winna, ale odłożyłam to na bok. Miałam za dużo do myślenia, coś musiało
zniknąć, a Bess była ze mną na dobre i na złe. Przebiłaby się przez nowe złe.
Zadzwoniłam
też do Margot i powiedziała mi, że rozmawiała z dyrektorem HR, kobietą, która
była tam od momentu otwarcia pięć dekad temu (lekka przesada), kobietą, która
mnie zatrudniła, kobietą, która wsparła moje cztery awanse, kobietą, która
namówiła dyrektora generalnego, by zaryzykował mnie jako głównego eksperta ds.
zakupów, mimo że byłam asystentką tylko przez półtora roku i nigdy nie
pozwolono mi na wycieczkę zakupową (stary ekspert był suką, co było jednym z
powodów dlaczego została poproszona, ładnie, ale stanowczo, o odejście), co
uczyniło mnie najmłodszym kupującym w historii Lowensteina, a na koniec była
kobietą, która nie miała pojęcia o Ronnie’m ani o Shift’ie, dopóki Margot jej
nie powiedziała.
Dlatego
była kobietą przerażoną, nie tym, że mnie zatrudniła, ale tym, że musiałam z
tym żyć. Była też oszołomiona (w dobry sposób), że nigdy nie pozwoliłam, aby to
przeciekło do mojej pracy. A kiedy Margot przekazała jej telefon, była kobietą,
która powiedziała mi, że jestem odważna, podziwia mnie, życzy mi szczęścia i
chętnie udzieli mi świetlanej rekomendacji, gdy będzie to potrzebne. „Po prostu
zadzwoń, Cukiereczku. Ja i Lowenstein będziemy tu dla ciebie.”
Po
rozłączeniu się z nią zdałam sobie sprawę, że zapomniałam, że Teksanki lubią silne,
im cichsze, tym lepiej, Teksanki lubią te, które mają siłę przetrwania i
Teksanki trzymają się razem.
Powinnam
była pamiętać.
Proszę
bardzo. Dzięki Margot zostawiłam nie spalony most, a dzięki Elli docierały do
mnie ubrania i buty. Dwie dobre rzeczy.
Kiedy
Ty powiedział, że nie wie, kiedy wróci, miał na myśli, że wróci, kiedy będę
spać.
I
tak zrobił.
Potem
znowu go nie było, kiedy się obudziłam. Brak notatki. Brak Chargera. Kolejny
telefon przed południem.
Na
moje powitanie powiedział - „W warsztacie Wood przyjął mnie z powrotem. Zacząłem
dzisiaj. Chłopcy idą potem do Bubba’s, więc się spóźnię. Wood wie, że mamy tylko
Chargera, więc odbierze mnie jutro do pracy, więc będziesz miała samochód.
Później.”
Potem
się rozłączył. To było to. Rozłączył się.
Powiedziałam
- „Hej, Ty” i to było wszystko, co mogłam powiedzieć.
I
rzeczywiście wrócił późno do domu. Próbowałam nie spać, ale nie mogłam. Chciałam
z nim porozmawiać, a może w tym momencie na niego nakrzyczeć i tak bardzo
chciałam. Wystarczająco bardzo, żebym nie spała tak długo, jak mogłam. Ale nie
mogłam nie spać wystarczająco długo, tak późno on pozostawał poza domem.
I
znowu następnego dnia obudziłam się i zrobiłam to wcześnie, ale bez Ty, bez
notatki i tego ranka, bez telefonu. Żadnego telefonu tego popołudnia. I żadnego
telefonu tego wieczoru, kiedy piąta przeszła w szóstą, szósta poszła w siódmą,
a siódma przeszła w ósmą.
I
w tym momencie byłam wkurzona. On też miał być nowożeńcem. Nie wiedziałam, na
czym polega jego interes i może się tym zajmował. Domyśliłam się, że każdy
mężczyzna wypuszczony z więzienia chciałby żyć dalej, więc dobrze byłoby zacząć
pracę. Widziałam to. Ale znikanie na cały dzień?
Wychodzenie
z kumplami na drinki po pracy, drinki, które trwały do późnych godzin nocnych?
Nie wracanie do domu aż do późna? Jak cokolwiek z tego mówiło nowożeńcy?
Co
z tym, do cholery, było?
Ta
złość powstrzymała mnie od zadzwonienia do niego, ponieważ martwiłam się, że
będę krzyczeć na niego przez telefon, a nie chciałam tego zrobić. Nie chciałam
tego robić, bo gdybym to zrobiła, łatwo było mu się rozłączyć. Kiedy bym na
niego krzyczała, chciałam, żeby było mu ciężko oderwać się od tego, co mówię.
Za
kwadrans dziewiąta wrócił do domu w spoconych ubraniach treningowych, długich
szortach, obcisłej koszuli bez rękawów, niosąc torbę treningową i dwie
plastikowe torby na zakupy.
„Yo”
- powiedział do mnie siedzącej na kanapie, oglądającej telewizję.
Uh…
Yo?
Trzy
dni z definicją minimalnej rozmowy, wraca do domu, kiedy nie śpię i mówi „Yo”?
Potem
upuścił torbę treningową, odwrócił się do blatu, zrzucił na nią torby z
zakupami i zaczął wyjmować z nich rzeczy.
Ściszyłam
telewizor, zsunęłam się z kanapy i podeszłam do kuchni pytając - „Gdzie byłeś?”
Odwrócił
się lekko do mnie, bardzo lekko, spojrzał na siebie, spojrzał na mnie, a potem
odwrócił się z powrotem do blatu.
Chociaż
wiedziałam, że te działania są formą komunikacji, nie odpowiedział nic werbalnie.
Wciągnęłam
uspokajający oddech, żeby nie rozpętać piekielnego ognia.
Potem
zaczęłam - „Ty…”
„Padnięty”
- przerwał mi - „Shake, prysznic i do łóżka.”
Wtedy
zobaczyłam, że ma paczkę truskawek, kiść bananów, pojemnik jogurtu i dużą,
plastikową puszkę z czymś, co nie wiedziałam, co to jest.
Przyciągnął
do siebie blender i zaczął obierać banana.
„Um…
musimy porozmawiać” - powiedziałam, kładąc ręce płasko na wyspie, przy której
stałam naprzeciwko niego, z blatem między nami, Ty przy blacie pod tylną
ścianą.
„O
czym?” - zapytał.
O
czym?
„Od
czego chcesz, żebym zaczęła?” - zapytałam, kiedy wrzucił banana do blendera, a
następnie otworzył truskawki.
„Nie
obchodzi mnie to. Po prostu zacznij. Tak jak powiedziałem, jestem padnięty,
więc im prędzej to zrobimy, prędzej będę mógł wziąć prysznic.”
Patrzyłam
na niego, jak odrywał szypułki z (niemytych) truskawek i zaczął dodawać je do
banana.
„Ty…”
- wyszeptałam, a on odwrócił się do mnie.
„Wypluj
to. Nie pieprzę się z tobą. Nie jestem w nastroju na to, ale jeśli masz coś do
powiedzenia, powiedz to.”
Przełknęłam
ślinę przy zamykającym się gardle, a to dlatego, że nagle przestałam być
wkurzona.
Byłam
coś innego.
A
było tym zrozumienie, że myliłam się tego dnia, kiedy przybyliśmy do Carnal.
Nie zamknął się po naszym pocałunku. To nie był zamknięty Ty. To był inny Ty.
To był dupek Ty.
I
bolało wiedzieć, że w ogóle był dupek Ty.
„Ja…”
- zaczęłam, nie wiedząc, co powiedzieć, wrócił do swoich truskawek, a potem
spróbowałam zacząć od czegoś prostego - „Nie wiem, co chcesz, żebym robiła.”
Nie
odpowiedział. Skończył z truskawkami, przechylił się na bok, otworzył szufladę,
chwycił jedną z naszych nowych, wspaniałych łyżek i sięgnął po jogurt.
„Ty”
- zawołałam - „Nie mogę spędzać dni na kręceniu się po domu i oglądaniu
telewizji. Co mam robić?”
„Zacząć
życie” - powiedział do blendera, dodając łyżkę jogurtu.
„Jak?”
- zapytałam.
„Jak?”
- zapytał blendera.
„Tak,
jak?”
Otworzył
dużą puszkę, zagłębił się w nią ręką, wyszedł z miarką pełną proszku i wrzucił
go do blendera, mówiąc - „Co ludzie robią. Chcesz pracę, zdobądź ją. Nie
chcesz, mogę cię kryć. Zajmij się swoim gównem w Dallas. Kup artykuły
spożywcze. Posprzątaj dom. Rób to, co robią ludzie.”
Zakręcił
pokrywkę puszki z proszkiem i podszedł do lodówki. Patrzyłam, jak wziął dużą
garść lodu, wrócił do blendera i nasadził go na mikser. Potem wrócił do
lodówki, wziął mleko (Maggie uprzejmie nas zaopatrzyła) i wlał trochę do
środka. Postawił mleko obok blendera, nasunął pokrywkę na wierzch i odpalił.
Potem zatrzymał go, zdjął wieczko i napił się bezpośrednio z niego.
Przez
cały ten czas nie mówiłam. Nie wiedziałam, co powiedzieć. I nie podobało mi się
uczucie, że byłam tam, a on zachowywał się, jakby nie wiedział, że jestem nawet
na tej samej planecie.
Było
w połowie drżące, kiedy cicho powiedziałam - „Coś się zmieniło.”
Odwrócił
się do mnie i oparł biodra o blat.
„Tak”
- zgodził się - „Coś się zmieniło. Jesteśmy tu. To się zaczyna. Żadnego opieprzania
się. Mam gówno do zrobienia, to ważne i muszę się na tym skupić. Wakacje się
skończyły. Czas zarobić twoje pięćdziesiąt tysięcy.”
Potem
wyrzucił w siebie więcej shake’a, jakby właśnie nie zadał mi słownego ciosu w
brzuch. I tym ciosem przypominał mi o pięćdziesięciu tysiącach, coś, poza co, z
jakiegoś głupiego, szalonego powodu, pomyślałam, że wykroczyliśmy po zrobieniu
z nas czegoś, czym oczywiście nie byliśmy.
Mimo
to, aby przypomnieć mu, kim myślałam, że się staliśmy, kiedy opuścił rękę,
wyszeptałam - „To nie było miłe.”
Jego
puste, ale wciąż piękne oczy skierowały się na moje - „Nigdy nie obiecywałem,
że będę miły.”
„Byłeś
miły” - przypomniałam mu.
„Tak”
- potwierdził, po czym powiedział - „Błąd. Mówiłem ci w Vegas, że byłem w
kajdanach pięć lat, nie potrzebuję mieć łańcuchów.”
Cios
drugi.
„Nie
przykuwam cię do łańcuchów” - powiedziałam drżącym głosem.
„Kobieto,
jesteś cipką i nigdy nie spotkałem cipki, która nie przynosiłaby łańcucha.
Niektóre z nich są cięższe niż inne. Nie chcę dowiedzieć się, jak ciężki jest
twój.”
Kolejny
cios. Ten niespodziewany.
„Nie
mogę uwierzyć, że właśnie to powiedziałeś” - wyszeptałam.
„Cóż,
powiedziałem” - odpowiedział, po czym wypił resztkę shake’a, postawił blender
na blacie i zostawił mleko, skórkę od banana, szypułki truskawek i wszystko na
swoim miejscu, kierując się w stronę schodów, mówiąc - „Idę pod prysznic, potem
do łóżka. Wood znowu przyjedzie po mnie rano. Człowiek, który opiekował się
moją bryką, jutro ją odstawi. Do zobaczenia prawdopodobnie jutro wieczorem.”
Potem
wszedł po schodach i zniknął.
Stałam
przy blacie, nic nie widząc. Potem poruszałam się dookoła wyspy i sprzątałam jego
bałagan. Potem wróciłam do telewizora.
Nie
kładłam się spać do późna i zrobiłam to dopiero po spędzeniu dużej ilości czasu
na zastanawianiu się, czy w ogóle to zrobię. I to zastanawianie się obejmowało,
czy powinnam spać na kanapie, czy powinnam napisać do niego notatkę, powiedzieć
mu, żeby się pieprzył i wsadził swoje pięćdziesiąt koła w tyłek, a potem wsiąść
do samochodu i odjechać.
Z
jakiegoś powodu poszłam spać.
Teraz
było teraz.
Wpatrywałam
się w sufit, zdając sobie sprawę, że jestem zraniona i zła, oba w równym
stopniu. Ty otworzył się przede mną i pokazał mi coś pięknego, a potem, z
jakiegoś popieprzonego powodu, wyrwał mi to.
I
miałam dwie możliwości. Albo nadwyrężę sobie kark i zmuszę go, aby to wycofał,
pomogę mu poradzić sobie z tym, z czym miał do czynienia, sprawię, by mi
zaufał, pokażę mu, że, z jakimikolwiek demonami walczył, mógł pozwolić im
odejść i mogłam dać mu dobre życie. Albo mogłam wykonać swoją pracę, zebrać
swoje pięćdziesiąt tysięcy dolarów i ruszyć dalej.
Rozważałam
te wybory.
Kochałam
Ronnie’go, bardzo go kochałam. Uwielbiałam sposób, w jaki potrafił mnie
rozśmieszać i wyraz jego oczu, kiedy na mnie patrzył, nawet wcześniej, kiedy
jego przyszłość była jasna, patrzył na mnie, jakby nie mógł uwierzyć w swoje
szczęście. Bardzo mi się podobało, że dał mi rodzinę. Uwielbiałam nasze ciche
chwile, kiedy mogłam zapomnieć, że nasze życie było kompletnym bałaganem, a
cień, który rzucał, zasłaniał słońce. Bez względu na to, co Ty powiedział o
Ronnie’m, i prawdopodobnie miał rację, wiedziałam jednak, że jest tam coś dla
Ronnie’go, coś, co dostał ode mnie. A ja lubiłam mu to dawać, więc robiłam to
nawet dłużej niż powinnam.
Ale
chociaż spędziłam lata z Ronnie’m i tylko pięć dobrych dni z Ty Walkerem,
wiedziałam, że jeśli by mnie wpuścił, mogłam go kochać bardziej niż Ronnie’go.
Z całym tym, co dałam Ronnie’mu, całym oddaniem, każdą ostatnią szansą, wciąż
wiedziałam, że mogę kochać Ty bardziej. Nie wiedziałam, skąd to wiedziałam, ale
jak tylko przejechaliśmy obok znaku „Welcome to Carnal”, wiedziałam to do głębi
duszy.
Ale
już nie potrzebowałam tego gówna. Złamałam kark i złożyłam w ziemi mężczyznę,
który nie mógł mieć otwartej trumny, bo jego twarz została rozwalona, mimo że
spędziłam lata błagając go, by zostawił to życie za sobą, życie, które mogło do
tego doprowadzić i to zrobiło. Teraz byłam z mężczyzną, który kupił pannę młodą
i potrzebował setek tysięcy dolarów na załatwienie jakiejś nieznanej sprawy,
który mógł mi dać coś pięknego, a potem to wyrwać i spokojnie stać naprzeciwko
mnie i mówić o mojej cipce przychodzącej z łańcuchem.
Nie
potrzebowałam tego gówna.
Miałam rację, szukając sukni ślubnej.
Myliłam się, zmieniając zdanie.
Musiałam
się poddać, póki rezygnacja była dobra.
Decydując
się (ponownie) to zrobić, zwlokłam się z łóżka i poszłam do łazienki.
Wnętrze
domu Ty było bardziej niesamowite niż wygląd zewnętrzny. Nie miał wielu rzeczy,
ale to, co miał, było doskonałej jakości, stylowe i drogie. Pewnie dlatego nie
miał tego dużo, bo, zanim jego życie zostało przerwane, cierpliwie gromadził, kupował
to, co najlepsze, chętnie czekał, aż będzie mógł sobie pozwolić na kolejny
dodatek, bo musiało być to dobre, czego chciał, „fajne gówno”.
Nie
wiedziałam, czy kupił dom podczas budowy, ale albo on, albo ludzie, u których
go zamówił, musieli wybierać każde ulepszenie. W łazienkach były lśniące
marmurowe kafelki. Błyszczące dębowe podłogi. W kuchni bajeczne podłogi z
łupka. Urządzenia z najwyższej półki. Blaty granitowe w kuchni i w łazienkach.
Główna
sypialnia rozciągała się na całe piętro, a balkon rozciągał się na całej
długości i był dachem pierwszego piętra. Przez środek domu na dwóch wyższych poziomach
biegły schody, co oznaczało, że w górnej sypialni znajdowały się trzy sekcje.
Szeroki widok na balkon był tam, gdzie były meble, a po obu stronach schodów były
dwa duże obszary, w których nic nie było. Okna były od podłogi do sufitu, a
balkon miał drewnianą balustradę. Dopełnieniem tego obszaru była ogromna
łazienka z dużą, owalną wanną, która zmieściłaby się dwie osoby, osobny
prysznic, toaleta w oddzielnym pomieszczeniu oraz bardzo długi blat z dwoma
umywalkami i ogromnym lustrem oświetlonym fantastycznymi, fajnymi światłami a
także duża garderoba.
Ty
miał w tym pokoju tylko łóżko, dwie szafki nocne i dwie komody, jedną wysoką,
drugą długą z lustrem nad nią. Wszystko to było piękne, ale rzadkie. Nie było
nawet dywanika na podłogę pod łóżkiem, w rzeczywistości nie było w ogóle dywanów
w domu, bo najwyraźniej nie zabrał się do ich kupowania.
Pozostała
ogromna ilość miejsca. Można tam postawić kanapy i krzesła. Mieć miejsce na
telewizor i miejsce do czytania po dwóch stronach schodów. Meble tarasowe na
balkonie z grubymi poduszkami, wybrałabym salonowe.
Już
było bajecznie, ale mogło być spektakularnie.
Bez
wątpienia nigdy bym tego nie zobaczyła. Byłam wkurzona na Ty, ale wciąż miałam
nadzieję, że zrobi wszystko, co miał do zrobienia, a potem wróci do budowania
swojego życia i wypełniania go „fajnym gównem”.
Na
pierwszym piętrze domu miał dwie sypialnie po obu stronach schodów, obie z
własnymi znacznie mniejszymi łazienkami. Oba miały małe wystające balkony. Nie
było w nich nic. Nic. Z wyjątkiem kilku rzeczy przechowywanych w szafie jednego
z nich, były zupełnie puste. Z tyłu piętra, wciśnięty między sypialnie,
znajdował się mniejszy pokój, którego Ty używał jako biuro. Był to jedyny pokój
w domu wyłożony wykładziną. Umeblował go. Wielkie, fantastyczne biurko, obrotowy
fotel z wysokim oparciem z czarnej skóry, ale komputer najwyraźniej został
kupiony przed wysłaniem go do więzienia, miał co najmniej pięć lat, może był starszy.
Mimo to był tam i odkryłam, że ma Internet, tylko nie znałam haseł, aby uzyskać
do niego dostęp.
Notatka
w pamięci, by spytać Ty.
Na
dole była kuchnia i salon z wąskim wycięciem po jednej stronie, w którym
mieściła się toaleta z drzwiami blisko salonu i duża spiżarnia z drzwiami
blisko kuchni. Na długi, szeroki taras wychodziły okna od podłogi do sufitu,
które wystawały znacznie dalej niż balkony nad nimi, co z oknami od podłogi do
sufitu i otwartym planem sprawiało, że taras wydawał się być kontynuacją
parteru. Ponieważ poza tym była nieprzerwana przyroda, dopóki widok nie dotarł
do miasta, dało to tym poziomie wrażenie, że było nieskończone.
Uzupełniając
tę otwartą atmosferę i umożliwiając dzielenie się przyrodą oraz dodając mnóstwo światła, gdy
słońce wzeszło, wszędzie było mnóstwo okien, w tym ogromne okno nad zlewem na
tylnej ścianie, które również miało wspaniały widok, widok na lasy. Nie był tak
fenomenalny jak widok z przodu, ale był na tyle dobry, że nie mogłam się
doczekać zmywania naczyń.
Otwarte
schody na wyższy poziom wcinały się w środek pomieszczenia, balustrada wykonana
była z pięknego drewna, które było pełne charakteru, stopnie wyłożone kremową
wełną z krótkim włosiem z rzadkimi brązowymi i szarymi plamkami. Schody były
tak niesamowite, że same w sobie były cechą charakterystyczną. Widok był
wspaniały, ale gdybym spojrzała na te schody przecinające pokój, powiedziałabym
tak temu domowi. Kolejne schody prowadziły w dół do pomieszczenia gospodarczego
znajdującego się przy bocznej ścianie garażu. Znajdowały się one z boku tego
poziomu, prowadząc z kuchni i otoczone były kolejną balustradą z tego samego
drewna.
Miał
głęboko osadzoną, bardzo dużą, miękką, czarną kanapę w kształcie litery L,
płaski telewizor i regał, na którym mieścił się najwyższej klasy sprzęt stereo
z wbudowanymi w dom głośnikami, dającymi dźwięk przestrzenny nawet na wyższych
piętrach i tarasie. Był też kamienny otwarty kominek. Co więcej, na końcu blatu
masywnej kwadratowej wyspy znajdowały się cztery niezwykłe, ale niesamowite
stołki. Podobnie jak w reszcie domu, nie było tu dywanów i było mnóstwo miejsca na dodatkowe meble.
Kominek wyglądałby świetnie z kilkoma fajnymi świecznikami wokół niego. Kremowe
szafki i blaty z czarnego granitu w kuchni wyglądałyby wspaniale z kremowymi
urządzeniami stojącymi KitchenAid (Ty miał tylko blender, który był kremowy,
dlatego wiedziałam, że taki będzie dobrze wyglądać i jeszcze oczywiście był
ekspres do kawy i, ponieważ lubił „fajne gówno”, a jego przyjaciele
niewątpliwie o tym wiedzieli, oba były KitchenAid).
Z
jego domem można było wiele zrobić. Nowa żona, prawdziwa, byłaby w ekstazie,
gdyby została przeniesiona przez próg tego miejsca.
Z
tą niezbyt szczęśliwą myślą umyłam twarz, umyłam zęby i udałam się do
kuchni.
Brak
kawy w ekspresie. Brak notatki na wyspie. Ty po prostu zniknął.
Zrobiłam
kawę i użyłam jego truskawek, bananów i jogurtu, krojąc owoce i przykrywając je
jogurtem w misce. Nalałam sobie filiżankę kawy i wyszłam na przedni taras, na
którym również nie było mebli.
Odstawiłam
kawę na balustradę, łyżką wrzucałam do ust owoce i jogurt i wpatrywałam się w
słońce oświetlające Carnal, zielone wzgórza porośnięte sosnami i fioletowe
góry. Pozwoliłam, by świeciło na mnie ciepłe, poranne słońce i decydowałam, jak
zacząć swoje życie.
Meble
Ty były o wiele lepsze niż moje, moje były tanie i miałam je od dziewięciu lat,
więc nie były w najlepszym stanie. Ale moje łóżko było nowsze, przyzwoite i
zmieściłoby się w jednym z pokoi na pierwszym piętrze. Kiedy to skończę, będę
potrzebowała łóżka. A on miał dużo miejsca, by moje gówno można było
przechowywać w jego drugim pokoju. A mój nowy komputer kupiłam zaledwie trzy
miesiące wcześniej.
Pozbylibyśmy
się jego i mógłby kupić nowy, kiedy to się skończy, a ja odejdę.
Zadzwoniłbym
do Elli, powiedziałabym jej, czego się pozbyć i co wysłać. Kupiłabym nowe
rzeczy, których bym potrzebowała, gdy zacznie się moje prawdziwe życie.
Powiedziała, że delikatnie popycha Honey, aby wprowadziła się do mnie i
przejęła wynajem, a Honey, zaskakująco, się nad tym zastanawiała. Z drugiej
strony Ella nie była odporna na matczyne manipulacje emocjonalne, tak bardzo
nie była odporna, że stała się w tym mistrzem i dlatego namawiała Honey, by
przecięła pępowinę, używając pomocy jako zachęty. A Honey była słodka;
chciałaby mi pomóc. Oznaczało to, że Honey mogła korzystać z moich mebli, gdyby
chciała, dopóki się nie urządzi.
Potrzebowałam
też pracy. Ty może byłby w stanie pokryć moje wydatki, ale nie zamierzałam mu
na to pozwolić. Skoro żył swoim życiem, robił swoje interesy, to ja powinnam robić
swoje.
Więc
potrzebowałam gazety.
Ludzie
spodziewali się, że jego nowa żona uczyni z jego domu prawdziwy dom. A ja byłam
jego nową żoną. A myślałam, że jego taras i balkony potrzebują kwiatów i mebli.
Więc dopilnuję tego. Jeśli miałabym tu mieszkać jakkolwiek długo, miałam zamiar
cieszyć się widokiem i nie robić tego stojąc przy balustradzie.
Miałam
też miasto do odkrycia. Zakupy zrobione przez Maggie kończyły się. Musiałam
zrobić inwentaryzację - papier toaletowy, środki czystości, rzeczy do prania
(pralka i suszarka znajdowały się w niesamowitym pomieszczeniu gospodarczym w
garażu). Miał przyjaciół i pewnie będą się zastanawiali, gdzie jestem. Nie mogłam
tu zostać na zawsze. To by nie wykonało mojej pracy.
Musiałam
złamać pieczęć, wejść do Carnal, zobaczyć i być widzianą.
A
myśląc o praniu, musiałam trochę go zrobić. Dla mnie. Dla Ty.
Kolejna
rzecz do dodania do listy.
Moje
plany zostały ustalone, skończyłam miskę śniadania, postawiłam ją na poręczy i
stałam tam, popijając kawę, patrząc na widok, po śniadaniu, a wciąż czując się
pusta.
Dopiłam
kawę i nadal nie byłam pełna.
I
wiedziałam, że mogę zjeść wannę owoców i jogurtu i czuć się pusta.
To
dlatego, że nie byłam typem dziewczyny, która kiedykolwiek poczułaby się pełna.
Wiedziałam to. Po prostu musiałam nauczyć się przestać o tym zapominać.
Chwyciłam
miskę i poszłam do domu, żeby znaleźć telefon i zadzwonić do Elli.
Miałam
rzeczy do zrobienia.
Miałam
życie, które miałam udawać, że zaczynam.
*****
Ty
Ty
Walker nacisnął przycisk otwierania drzwi garażowych, drzwi się rozsunęły i
zobaczył zaparkowanego tam Chargera. Zabrał ze sobą pilota tego dnia, wiedząc,
że Max przyprowadzi mu Vipera. Włożył jeden do samochodu Lexie i najwyraźniej
go znalazła.
Viper
warknął do garażu, dźwięk pojazdu odbijał się echem w zamkniętej przestrzeni.
Zamknął ją, otworzył drzwi i wysiadł.
Nie
było późno. Planował po pracy załatwić jakieś sprawy, ale często wciąż miał
ogon. Trzymali się blisko. Nie podeszli, nie wyrazili swoich intencji, nie
obserwowali cały czas, ale patrzyli. Było za wcześnie, by próbować nimi
potrząsać, kiedy byli. Wiedzieliby, że to robi. Byliby bardziej czujni.
Nie
potrzebował tego.
Mimo
to, kiedy nie byli, nawiązał kontakt, przekazał pieprzoną gotówkę i miał
nadzieję, że pieprzony Dewey będzie ciężko pracował. Nie z powodu gotówki, w
normalnych okolicznościach Dewey rzuciłby pieniędzmi, zniknął na pół roku
robiąc cholerne cokolwiek i to cokolwiek, do cholery, bez wątpienia oznaczałoby
przesiadywanie w grze lub pięć tuzinów gier i wróciłby spłukany.
Nie,
miał nadzieję, że Dew będzie ciężko pracował, bo wiedział, że Walker go
znajdzie, kiedy ucieknie, a jeśli to zrobi, Walker nie będzie szczęśliwy.
Dewey
wiedział, że powinien tego unikać.
Ale
co więcej, Dewey był przyjacielem od gimnazjum i Walker miał nadzieję, że Dewey
będzie walczył z pragnieniem i zrobi to dobrze przez wzgląd na Walkera.
Więc
było tuż po szóstej. Po pracy poszedł na siłownię, żeby poćwiczyć.
A
teraz był w domu.
Podobnie
jak Lexie.
Ruszył
do drzwi prowadzących do pomieszczenia gospodarczego i wewnętrznych schodów.
Przy
drzwiach stały obok siebie kosze na śmieci, z których górna część się częściowo
zsunęła. W drodze do drzwi, automatycznie, chwycił za uchwyt, aby je
zabezpieczyć, ale przez małą szparę pozostawioną przez pokrywę dostrzegł coś
znajomego wewnątrz kosza. To było wystarczająco znajome, by przykuć jego uwagę.
Całkowicie zdjął pokrywkę, żeby zobaczyć, co to jest i zamarł.
Duże
torby wypełnione imprezowymi śmieciami były na dnie. Na wierzchu bukiet ślubny
Lexie.
Wyglądał
na wymęczony, płatki zwiędły, kwiaty opadały, ale ostrożnie niosła to coś do
Chargera, kiedy opuścili Vegas i upewniła się, że łodygi są w wodzie w chwili,
gdy byli w Moab. Kiedy dotarli do Carnal, stracił to z oczu. Mogła go wnieść do
domu, ale nie pamiętał, żeby to widział.
Cała
ta troska, a teraz to było w śmietniku. Nie cenne. Tylko śmieci.
Powoli
opuścił pokrywkę na kosz i naciskał, aż się zatrzasnęła. Potem oparł się na
dłoni na koszu i zamknął oczy. Potem otworzył oczy i przeszedł przez drzwi do
pomieszczenia gospodarczego.
W
chwili, gdy dotarł do otwartych drzwi prowadzących na schody, poczuł to. Czosnek.
Gotowała.
Wszedł
po schodach, okrążył balustradę i zobaczył ją w kuchni.
Nie
wiedziała, że tam był. Włożyła słuchawki douszne do iPoda i stała przy blacie,
robiąc coś.
Miała
na sobie obcisłą żółtą koszulkę i zielone szorty. Nie kołysała się, nie
tańczyła po kuchni ani nie śpiewała.
I
wtedy wiedział, że Lexie, która potrafiła świecić jasno, nawet gdy spała,
wyłączyła światło.
Kurwa.
Kurwa!
Odwróciła
się, podchodząc do kuchenki pod boczną ścianą, dostrzegła go w polu widzenia
peryferyjnego, jej ciało lekko szarpnęło, potem odwróciła głowę i podniosła
rękę, by wysunąć słuchawkę.
„Hej”
- powiedziała.
„Hej”
- odpowiedział, wchodząc i rzucając swoją torbę treningową po przeciwnej
stronie wyspy, gdzie była.
Patrzyła,
jak to robi, a potem odwróciła się do niego plecami, wzięła drewnianą łyżkę i
zaczęła mieszać coś na patelni.
„Zrobiłam
dzisiaj pranie” - powiedziała do patelni - „Jeśli masz coś, co chcesz dać do
wyprania, po prostu wyrzuć to jutro do pomieszczenia gospodarczego w drodze do
pracy.”
Nie
odpowiedział. Zamiast tego oparł rękę na blacie wyspy i obserwował ją.
„Robię
spaghetti, jeśli nie chcesz jednego z twoich koktajli.”
„Wezmę
jedno i drugie” - powiedział jej.
„W
porządku” - odpowiedziała, odłożyła łyżkę i sięgnęła do pudełka spaghetti,
które stało obok kuchenki na blacie.
„Robiłaś
zakupy spożywcze?” - zapytał.
„Tak”
- odpowiedziała, wrzucając spaghetti do dużego garnka - „Jak czegokolwiek potrzebujesz,
zapisz to i zostaw dla mnie. Pójdę do miasta i to zdobędę.”
Walker
ponownie nie odpowiedział.
Nie
odpowiedział, bo spieprzył i nie wiedział, jak to naprawić.
Kilka
dni wcześniej, sekundy po tym, jak powiedziała mu, że chce zjeść śniadanie z
mężem, a on lubił słyszeć, jak to mówi, za bardzo to lubił, spieprzył. Potem
dalej pieprzył. Potem dalej to, kurwa, robił. Wiedział o tym i nie mógł
przestać.
Potem, w chwili, gdy przycisnęła swoje usta do jego, czuł na kolanach jej miękkie ciało, ona przytłoczona emocjami i dzieląca się nimi z nim - stracił kontrolę, a wiedział, że nie może tego robić. A jedynym sposobem, w jaki zdołałby zachować kontrolę, było trzymanie się z dala od niej, jej słodkich uśmiechów, jej miękkiego głosu, jej jasności, tego fantastycznego pieprzonego ciała. Nie mógł wytrzymać. Więc trzymał się z daleka od niej i spędzał dużo czasu zastanawiając się, jak zachęcić ją, by trzymała się od niego z daleka.
Potem,
wprowadzając ten plan w życie zeszłego wieczoru, naprawdę spieprzył.
„Lexie…”
- zaczął, ale poruszyła się szybko, nie patrząc na niego i kierując się w
stronę schodów podczas, gdy mówiła - „Wyświadcz mi przysługę i nie pozwól, żeby
to się wygotowało. Muszę sprawdzić suszarkę.”
Potem
schodziła po schodach i nawet nie pokazała mu twarzy, schodząc, nie odrywała
oczu od stóp.
Kiedy
stracił z oczu jej gęste, lśniące włosy, opuścił głowę i wpatrywał się w swoją
rękę w blacie. Potem się poruszył, mieszając trochę protein w proszku z wodą,
pił to, nie spuszczając oka z kuchenki, upewniając się, że się woda nie wygotowała.
Wróciła po schodach z ramionami pełnymi poskładanych ubrań, podeszła do kuchenki,
sprawdziła, co się dzieje, a potem poszła na schody i po nich.
Nie
spojrzała na niego. Nie odezwała się.
Walker
wypił resztę swojego drinka, po czym wpatrywał się w kubek, poświęcając sporo
wysiłku na powstrzymanie się przed rzuceniem nim przez kuchnię.
Potem
włożył go do zlewu, podszedł do kuchenki, obniżył grzanie i wszedł po schodach.
Zamykała
szufladę, kiedy dotarł do ich pokoju.
„Le…”
- zaczął, ale nie pozwoliła mu nawet powiedzieć swojego imienia.
Nie
patrząc na niego, skierowała się w jego stronę, wpatrując się w schody,
przerywając mu pytaniem - „Najpierw weźmiesz prysznic? Mogę utrzymać twój
posiłek w cieple.”
„Myślisz,
że za chwilę możesz się martwić o kolację i może na mnie spojrzeć?” - zapytał z
powrotem, zatrzymała się jak wryta i przechyliła głowę, żeby na niego spojrzeć.
Spojrzał
w jej niebieskoszare oczy i to tam było. Albo, bardziej do rzeczy, czego nie
było.
Zgasło
światło.
Wciągnął
powietrze.
Potem
dał to jej - „Wczoraj byłem dupkiem. Mam dużo gówna na głowie, ale to nie było
fajne.”
„Nie
martw się tym” - odpowiedziała natychmiast.
Poczuł,
że pali go w gardle.
„Miałaś
rację zeszłej nocy” - powiedział jej - „Musimy porozmawiać.”
Potrząsnęła
głową - „Nie, jest dobrze. Wszystko w porządku, Ty. Mam plan. Wszystko załatwiłam
z Ellą. Margot naprostowała mi rzeczy w pracy. Ella już wysłała część moich
rzeczy, będą tu niedługo, może nawet jutro. Dostanę pracę, nie wiem co, coś.
Kupiłam dzisiaj gazetę. Zobaczę. Ella będzie miała jutro firmę przeprowadzkową.
Dam ci znać. To wszystko się dzieje. Wszystko jest dobrze. Abyś mógł
kontynuować…” - przerwała - „…z czymkolwiek chcesz sobie radzić.”
Potem
zaczęła mijać go, ale złapał ją, owijając palcami jej biceps, zatrzymała się i
znów przechyliła głowę.
„Mamy
więcej gówna do omówienia” - powiedział cicho.
Znowu
potrząsnęła głową - „Nie, nie mamy.”
„Wiesz,
że tak.”
Nagle
skinęła głową - „Masz rację, mamy. Muszę cię spytać, czy mogę użyć jednego z
twoich pokoi na dole do przechowywania rzeczy i czy mogę ustawić łóżko w
drugim. Och… i czy mogę zamienić twój komputer na mój. Kupiłam swój trzy
miesiące temu. Jest dobry.”
Pieczenie
w jego gardle stało się gorętsze, ale przeforsował je - „Rób, co musisz zrobić.
Nie obchodzi mnie to. Teraz my…”
Wyrwała
mu rękę z dłoni i szybko go ominęła, zbiegając po schodach, mrucząc - „Muszę
sprawdzić spaghetti.”
Wziął
głęboki oddech. Potem wziął kolejny.
Potem
syknął - „Kurwa!” i poszedł za nią.
Wrzucała
spaghetti do durszlaka w zlewie. Zbliżył się do jej pleców i znów zaczął
wypowiadać jej imię, gdy nagle garnek z brzękiem uderzył o blat, a ona
odwróciła się i zrobiła dwa kroki do tyłu, unosząc palec i celując nim w niego.
„Nie
rób tego!” - warknęła - „Nie wchodź do domu i nie myśl, że możesz dać mi innego
Ty. Nie myśl, że możesz się mną tak, kurwa, bawić. Nie wiem, z czym, kurwa,
masz do czynienia i nie obchodzi mnie to. Gdybym zapytała, nie powiedziałbyś
mi. Próbowałam wszystkiego, co mogłam, żebyś mnie tam wpuścił…” - dźgnęła palcem jego klatkę piersiową - „…a ty mnie
nie wpuściłeś, a teraz, Ty, to mnie cholernie nie obchodzi. Możesz płynąć na
fali wszystkiego, co cię kontroluje, ale nie ciągnij mnie w tę podróż.” - wyciągnęła
rękę na bok - „Tam, będę tym, za co mi płacisz” - Potem wskazała na podłogę -
„Tutaj byłoby dobrze, gdybyśmy byli wobec siebie uprzejmi, a ty żebyś nie dawał
mi żadnej z tych bzdur o cipkach. I to wszystko, Ty. Dzisiaj śpię na kanapie i
robię to, dopóki moje łóżko nie dotrze tutaj, a wtedy się tam przeniosę.
Chciałeś porozmawiać, oto jest. Układam to. Nie lubisz tego, odzyskujesz swoje błyskotki,
a ja odchodzę. Pomyśl o tym i ciesz się spaghetti, ja jadę na przejażdżkę.”
Potem
odwróciła się, chwyciła klucze z wyspy i pobiegła po schodach.
Walker
wpatrywał się w przestrzeń, w której widział ją po raz ostatni, i robił to przez
długi czas, czekając, aż parzenie zniknie z jego gardła.
Zajęło
to trochę czasu.
Potem
zgasił palnik pod kuchenką, na której opiekał się chleb czosnkowy, poszedł na
górę i wziął prysznic.
*****
Kiedy
Lexie wróciła do domu za dziesięć jedenasta, Walker leżał płasko na kanapie,
patrząc w telewizor.
Nie
poruszył się, kiedy usłyszał, jak weszła.
Ale
przemówił - „Ja biorę kanapę, ty bierzesz łóżko.”
Bez
dźwięku, bez ruchu.
Następnie
„Dobrze”.
Potem
usłyszał, jak wchodzi po schodach.
Długo
wpatrywał się w telewizor, nie widząc go. Potem podniósł ręce i potarł twarz.
Potem wyłączył telewizor i próbował zasnąć.
Zajęło
to trochę czasu.
Popłakałam się 🥺 durny buc. Dziękuję za rozdział ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję 💙 no to się porobiło 🙃
OdpowiedzUsuńO boże o boże o boże - to zdecydowanie najlepsza część :)
OdpowiedzUsuńDziękuję jesteś najlepsza
Dziękuję:) Super rozdział. Ile emocji:)
OdpowiedzUsuńDziękuje za rozdział.
OdpowiedzUsuńI racja co za buc sam nie wie co chce i ma za złe że robi to co jej kazał czyli robi wszystko byle dalej od niego zajmując sie swoimi sprawami.
CZekam na kolejny rozdział.
Dureń. dziękuje
OdpowiedzUsuń